Jak do tej pory 2016 rok można uznać za dobry dla thrashu. Wydawali już "ci wielcy" (Anthrax, Megadeth), jak i "ci mniejsi" (Destruction, Suicidal Angels). W sieci krążą informacje o premierowym materiale od Testamentu, a z cyklu dwuletniego wychodziłoby na to, że Overkill też coś nagra. O Metallice nawet nie wspominam. Swoje pięć groszy do thrashowej puli dorzuciła też ekipa Death Angel. Chociaż w ich wypadku można powiedzieć, że wrzucili zdecydowanie więcej. Ale zacznijmy nietypowo - od wad. Nie podoba mi się poligrafia tego wydawnictwa. Dziadowska okładka skrywa banalną książeczkę praktycznie bez żadnych grafik. Nie wiem czy głównym zamysłem w tym wypadku była prostota czy lenistwo. Zespół już kilkukrotnie udowodnił, że ten element można wykonać dobrze, jak chociażby na dwóch poprzednich albumach. W tym wypadku odbieram to za odwalenie pańszczyzny.
Nie byłoby Daughter, gdyby nie Elena Tonra. Wokalistka muzyką zainteresowała się w młodym wieku, kiedy w jej ręce trafił album "Grace" Jeffa Buckley'a. Zaczęła pisać, komponować. Chwilę później i występować, lecz szybko stwierdziła, że nie interesuje jej solowa kariera. Nawiązała współpracę z Igorem Haefeli i Remim Aguilellą, tworząc trio, w którym członkowie pochodzą z rożnych państw, lecz ich muzyczne inspiracje są podobne. Zapatrzeni są między innymi w The National, Bena Howards i Sigur Rós. Nie ma jednak mowy o bezmyślnym kopiowaniu. Daughter są przede wszystkim zainteresowani wykreowaniem własnego muzycznego świata. "Not to Disappear" jest pierwszym albumem zespołu od czasu premiery "If You Leave" z 2013 roku. Mało znana wówczas grupa odniosła spory sukces, zaznaczając swoją obecność na listach najchętniej kupowanych wydawnictw nie tylko w krajach europejskich, ale i Australii oraz USA. Debiutancka płyta tria jest mieszanką ambientu, dream popu i indie popu. Najnowszą kapela wyraźniej zaznacza swoje rockowe inspiracje. Nie zmieniło się jedno - wciąż z ich utworów płynie smutek.
Lato 1966 roku przyniosło dwa albumy, które zdefiniowały muzykę blues rockową. Najpierw, w lipcu, ukazał się "Blues Breakers" Johna Mayalla i Erica Claptona, który pokazał Europejczykom, że muzyka bluesowa, dotąd popularna głównie wśród Afroamerykanów, może być atrakcyjna również dla nich. Wystarczyło tylko połączyć ją z rockową energią. Zaledwie kilka tygodni później, już w sierpniu, ukazał się album "East-West" amerykańskiej grupy The Butterfield Blues Band, na którym zaprezentowano jak elastyczne mogą być ramy owego blues rockowego stylu.
Jest kilka nowych zespołów, których może i nie słucham na co dzień, ale co jakiś (dłuższy) czas wracam do ich twórczości, zaś zawsze czekam na nowe albumy. Policzyć je można jednak na palcach jednej dłoni. Są to właściwie trzy nazwy - Witchcraft, Ghost i Volbeat. Ten ostatni przypomniał o sobie właśnie szóstym albumem studyjnym, "Seal the Deal & Let's Boogie". Z muzyką Duńczyków zetknąłem się po raz pierwszy pięć lat temu, gdy rozgrzewali publiczność przed występami Motörhead i Iron Maiden na warszawskim Sonisphere Festival. Zaciekawiła mnie ich twórczość, będąca połączeniem ciężkiego rocka, czasem wręcz metalu, z rockabilly, a momentami nawet country. Po powrocie do domu sprawdziłem ich dyskografię - wówczas mieli na koncie cztery albumy, z których wszystkie trzymały równy, wysoki poziom. Piąty album, "Outlaw Gentlemen & Shady Ladies", poznawałem już na bieżąco i pozostawił mnie on z mieszanymi odczuciami. Z jednej strony jest na nim kilka cięższych i bardziej, jak na ten zespół, rozbudowanych kompozycji, które można uznać za najlepsze i najbardziej dojrzałe w całej jego dyskografii. Reszta albumu była jednak zwrotem w stronę łagodniejszego, bardziej komercyjnego, konwencjonalnego i po prostu banalnego grania.
Nowy kolor włosów, szczuplejsza sylwetka, więcej Photoshopa, a w ręku nagroda Grammy dla najlepszego debiutu. Minął rok od premiery debiutanckiego longplay'a Meghan Trainor "Title", a wkrótce drugie urodziny świętować będzie przełomowy dla wokalistki singiel "All About That Bass". Fani wspierali każde nowe zawodowe przedsięwzięcie Amerykanki, więc ona im dziś za to dziękuje. Dosłownie, bo jej druga studyjna płyta zatytułowana została "Thank You". Pytanie, czy po przesłuchaniu krążka podziękujemy za udaną płytę, czy może podziękujemy już Meghan i zwrócimy naszą uwagę na inne artystki.
Ta płyta mogła ukazać się wcześniej. Ariana Grande zatytułowała ją "Moonlight" i zaczęła zapowiadać ją singlem "Focus". Coś jednak nie wyszło. Nie dość, że piosenka brzmiała jak słabsza wersja słynnego "Problem" z 2014 roku, to jeszcze nie odniosła oczekiwanego komercyjnego sukcesu. Pokazało to, że w tym słodkim, różowym świecie Ariany jest miejsce na łyżkę dziegciu. Ekipa wokalistki zareagowała na to potknięcie szybko i - jeśli miałabym zgadywać - przystąpiono do ponownego gromadzenia materiału na trzeci album młodej gwiazdy. Gdyby następstwem każdego upadku była dobra płyta, pozostaje niektórym gorszych dni życzyć jak najwięcej. A czy Ariana przekuła porażkę w sukces?
Hatebreed to pewnego rodzaju fanomen - od prawie 20 lat grają praktycznie to samo, a i tak informacje o nadchodzącym wydawnictwie wywołują u mnie szybsze bicie serca i tupanie nogą w oczekiwaniu na premierę. Odsłuch efektów pracy muzyków z Wellingford zawsze sprawia mi wielką przyjemność i na mojej twarzy pojawia się uśmiech zadowolenia. W przypadku "The Concrete Confessional" ten banan od ucha do ucha ma o tyle ułatwione zadanie, że krążek rozpoczyna się od niesamowitego uderzenia w postaci "A.D." Ostatnio taki wjazd z buta ekipa Hatebreed miała 10 lat temu na "Supremacy". Jest moc! I to tak duża, że pierwszy raz od niepamiętnych czasów po zakończeniu krążka odczuwałem olbrzymi niedosyt. Już koniec?! Chyba robicie sobie jaja...
1985 to dobry rocznik. Prawdę mówiąc to mój rocznik także musiał być dobry. Utwór pokręconych Norwegów, zapowiadający zbliżający się album, również powinien skoro zawierał taką a nie inną kombinację cyfr. Jednak teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką i "1985" zrobił na mnie zdecydowanie kiepskie wrażenie. Nie mogę powiedzieć żebym przebierał nogami w oczekiwaniu na zbliżający się "Nattesferd". Po usłyszeniu jego zapowiedzi, robiłem to w jeszcze mniejszym stopniu. Ale w końcu nadszedł piątek trzynastego maja i nowe dziecko Kvelertak ujrzało światło dzienne, a ja - krótko po północy - korzystając z dobrodziejstwa serwisu streamingowego słuchałem już co tam Norwegowie nam zaserwowali.
Kalle Kalima, pochodzący z Finlandii gitarzysta, ma na swoim koncie całkiem pokaźną dyskografię. Jednak to dzięki wytwórni ACT o jego istnieniu dowie się znacznie szersze grono fanów jazzu. Zasługa to znakomitej muzyki, ale również doskonałej organizacji promocji i dystrybucji, jaką oferuje ta wytwórnia. Muzyk ma na swoim koncie między innymi współpracę z Tomaszem Stańką i gitarzystą Marciem Ducretem. Był członkiem wielu zespołów, stworzył też sporo swoich własnych muzycznych projektów. Nie jest zatem muzycznym debiutantem. Nawet jeśli o nim wcześniej nie słyszeliście.
W momencie wypuszczenia do sieci "Riffborn" - pierwszej zapowiedzi "Midnight Cometh" - wiadomo było, że ekipa Wo Fat stworzyła coś wyjątkowego. Dynamika, świetny riff, przebojowość i genialne zwolnienie w środku utworu sprawiają, że raz puszczony "Riffborn" dalej puszcza się sam. Jego premiera odbyła się około czterech miesięcy temu, a od tego czasu słuchałem go co najmniej kilkadziesiąt razy i nadal podoba mi się tak samo, jak przy odsłuchu premierowym. Po pewnym czasie nasuwało się pytanie czy Wo Fat nie strzelił sobie w stopę wypuszczając tak mocny utwór jako zapowiedź? Problem rozwiązał się sam na początku marca, w momencie wypuszczenia drugiej zapowiedzi - "Three Minutes To Midnight". Utwór ten może i nie jest tak nośny jak "Riffborn" ale powala jeszcze bardziej klimatycznym zwolnieniem w środku. A jak wygląda sprawa reszty krążka?
Są takie segmenty rynku audio, które przez długi czas wydają się rozwijać tylko pozornie. Pojawiają się nowe modele, zmieniają się aplikacje, dochodzą kolejne usługi streamingowe, producenci uczą się lepiej opakowywać...
Ten moment przychodzi w życiu każdego audiofila. Kiedy pokombinujemy z kolumnami, wzmacniaczami i źródłami, a nasz system zaczyna grać naprawdę dobrze, zadajemy sobie pytanie, czy nie powinniśmy zainteresować się kablami....
W świecie sprzętu audio nietrudno o historie, które dobrze brzmią na papierze, ale po zderzeniu z rzeczywistością szybko tracą swój urok. Ktoś ma ciekawy pomysł, dobre zaplecze techniczne, wyrazistą wizję,...
Bannery boczne
Komentarze
Krzysztof
Miałem kiedyś jedne z tańszych kabli Audiomiki, głośnikowe Dolomit Reference i interkonekt Rhod Reference. Bardzo miło je wspominam, wspaniale dogadywały się z ...
Niestety miałem ten wzmacniacz, mocno wycofane średnie tony (o dość średniej jakości), zmatowiona góra i słaba mikro dynamika. Jedynym silnym punktem jest bas. ...
Mam ten gramofon jako drugi zapasowy. Po wymianie maty na gumowo-korkową i wkładki na AT160 z nową igłą microline gra świetnie. Oczywiście, przez zewnętrzny prz...
Wielu audiofilów, a także niektórych ludzi mających niewielkie pojęcie na temat sprzętu stereo, fascynuje temat kabli używanych do łączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem, wzmacniacza z odtwarzaczem, a nawet tych odpowiadających za dostarczenie prądu do naszych urządzeń. Zanim jednak zagłębimy się w dywagacje na temat wyższości srebra nad miedzią czy sensu...
Ophidian has introduced the Skye, a new floorstanding loudspeaker that expands the British manufacturer's S-series with a model intended to combine full-range performance, compact domestic proportions, and a more traditional furniture-grade finish. Designed and assembled in the UK, the new...
GIK Acoustics is expanding its low-frequency treatment lineup with three new deep Bass Trap Panels aimed at rooms where excess bass energy remains one of the hardest problems to control. The new additions - the Classic Bass Trap Panel '60Hz',...
Sivga has introduced the SV021 Pro, a new closed-back headphone that builds on one of the company's better-known dynamic designs while aiming to improve resolution, comfort, and material quality without abandoning the easygoing character that helped the original model find...
Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.