Mythic Sunship - Another Shape Of Psychedelic Music
- Kategoria: Rock
- Paweł Kłodnicki

W naszym płytowym podsumowaniu ubiegłego roku znalazło się kilka pozycji zasługujących na dokładniejszy opis. Na samym jej szczycie tej listy znalazłby się najnowszy album duńskiej grupy Mythic Sunship jest z pewnością jednym z najwybitniejszych przykładów retro rocka (choć można się kłócić ze słusznością zaliczenia go do tego nurtu). Ciekawe, że mapa tego gatunku wciąż się nie zmienia i najwięcej zespołów wyraźnie nawiązujących do zamierzchłych czasów rocka powstaje właśnie w Skandynawii. Jednak przede wszystkim powstaje tam najwięcej grup, które potrafią robić to z klasą, mieszając ze sobą różne inspiracje i przekuwając je w coś świeżego, a nie jedynie kopiując rozwiązania sprzed dekad. Od 2016 roku Mythic Sunship nagrywa dla wytwórni El Paraiso - tak, tej samej, która wydała opisany przeze mnie debiut Monarch "Two Isles". I choć można wykazać pewne podobieństwa i skojarzenia między tymi grupami, to muzyka Mythic Sunship wydaje się nieco ciekawsza. Duńczycy od zawsze lubowali się w długich, instrumentalnych jamach o mocno psychodelicznym zabarwieniu, a brak wokalu, obecnego choćby w twórczości Monarch, umożliwia nadanie utworom znacznie bardziej swobodnych struktur. Muzykom nie brakuje do takiego grania ani umiejętności, ani zdolności wzajemnej interakcji, a osłuchując dyskografię zespołu można usłyszeć ich stopniowy rozwój. Prawdziwie nową jakość do zespołu wniósł dopiero saksofonista Søren Skov, który wzbogacił muzykę Mythic Sunship o wyraźne wpływy jazzowe. "Another Shape Of Psychedelic Music" to pierwszy album z jego udziałem i przełom w twórczości Mythic Sunship.
Mając w składzie kolejnego muzyka o skłonnościach do swobodnych jamów, zespół postanowił pójść na całość. Dostajemy 75 minut niczym nieskrępowanego grania. Przeplatające się dźwięki jazzowego saksofonu i stonerowych gitar tworzą niesamowity, bardzo wciągający klimat. W tej muzyce słychać bardzo liczne inspiracje - zadziorna, a jednocześnie mocno uduchowiona gra Skova to wypisz, wymaluj szkoła Johna Coltrane'a, bardzo luźna struktura utworów i solówek gitarowych zdradza wpływy wczesnego Ash Ra Tempel, doskonała współpraca sekcji rytmicznej i płynne prowadzenie melodii przywołują koncertowe wyczyny The Allman Brothers Band, a wszechobecne szumy i ściany dźwięku wywołują skojarzenia z shoegaze'em. Dzięki temu obecne wcielenie Mythic Sunship brzmi bardzo oryginalnie i niełatwo wskazać zespół, nawet z lat siedemdziesiątych, brzmiący w taki sposób.
Już na starcie rozbrzmiewa ponad 14-minutowy "Resolution", w którym cały zespół pokazuje swoje możliwości. Muzycy dają sobie kilka minut na rozgrzanie się i zbudowanie odpowiedniego nastroju (piękna solówka Skova) i dopiero w szóstej minucie utwór się rozkręca, stopniowo nabierając dynamiki. Duże pole do popisu ma tu saksofonista, grający wręcz we free-jazzowy sposób. Świetnie to kontrastuje z bardzo poukładanymi partiami dwóch gitarzystów, którzy nic sobie nie robią z atonalności i niemelodyjności tych dźwięków, doskonale odnajdując się w takim klimacie. To jednak nic przy najdłuższym "Backyard Ritual", w którym niemal eksplodowała kreatywność muzyków. Taki utwór z pewnością chciałby mieć na swoim koncie każdy zespół obracający się w takiej stylistyce. Najpierw muzycy znów dają sobie kilka minut na wykreowanie klimatu, po czym kompozycja zamienia się w niekończący się ciąg solówek, granych na przemian lub unisono, tym razem nie przez dwóch, ale aż trzech gitarzystów - do Emila Thorenfeldta i Stougaarda Andersena dołączył Jonas Munk, bardzo zapracowany duński muzyk, tworzący głównie ambient i progresywną elektronikę. Wrażenie robi zwłaszcza fragment między piątą a dziesiątą minutą, oparty na świetnym schemacie - całkowicie improwizowane partie gitarowe, spajane przez pojawiający się od czasu do czasu motyw, za każdym razem grany jednak szybciej i intensywniej. Pod tą nawałnicą dźwięków rozbrzmiewa także saksofon, tym razem wydaje się jednak jedynie tłem dla gitarzystów. Nieco więcej do roboty ma w klimatycznym początku, a później także w potężnej końcówce utworu o free-jazzowym charakterze.
Największą wadą dalszej części albumu jest to, że żadna kompozycja nie osiąga już poziomu "Backyard Ritual". Co nie znaczy, że robi się mniej ciekawie. W "Last Exit" wpływy free jazzu stają się wręcz dominujące i nawet bas z perkusją grają w nieco zwariowany sposób (wcześniej skupiały się na budowaniu klimatu i fundamentów pod grę pozostałych muzyków). Saksofon szaleje, aż miło, a gitarzyści przez większość utworu usuwają się w cień. Fajnym smaczkiem są przewijające się momentami bardzo bezpośrednie, nieco prostackie riffy rodem z punk rocka. To wszystko jednak świetnie do siebie pasuje i pozwala kompozycji wyróżnić się na tle innych. "Way Ahead" ma podobny charakter, choć z czasem robi się jeszcze bardziej intensywny od "Last Exit", a gra sekcji rytmicznej to prawdziwy majstersztyk. "Out There" stanowi kolejny pokaz fantastycznej gry gitarzystów, w którym zresztą ponownie zagościł Munk. Utwór jest tak podobny do "Backyard Ritual", że mógłby w zasadzie być jego kontynuacją (nie miałbym nic przeciwko połączeniu tych dwóch kompozycji w ponad półgodzinnego giganta) i choć to w zasadzie powtórka z rozrywki, to tak magicznej muzyki nigdy za wiele, a słychać, że pomysłów spokojnie starczyłoby muzykom na jeszcze jeden taki utwór. Za nieco niepotrzebny można by uznać jedynie kończący płytę "Elevation". Sam w sobie jest naprawdę dobry, ale kolejny psychodeliczny jam z klimatycznym wstępem i free-jazzową końcówką nic już nie wnosi do całości. Jednak na jego usprawiedliwienie musze stwierdzić, że owo zakończenie jest naprawdę potężne i stanowi najmocniejszy fragment albumu, choć nieco lepiej by wybrzmiało, gdyby wieńczyło płytę jako końcówka "Out There".
Wbrew temu, co zdaje się sugerować tytuł, Mythic Sunship nie dokonuje żadnych przełomowych odkryć na terytorium psychodelii. Jednak mieszanka tak wielu elementów w połączeniu z ogromną wrażliwością muzyków po prostu musiała dać dobry efekt. Na największe brawa, oprócz gitarzystów, zasługuje Skov, którego przyjęcie było najlepszą decyzją, jaką zespół mógł podjąć. Będę z niecierpliwością wyczekiwał kolejnego albumu Duńczyków, w nadziei, że uda im się dokonać czegoś jeszcze ciekawego w osobliwej fuzji rocka i free jazzu, jaką tu zaproponowali. To zdecydowanie jedno z najwspanialszych dokonań muzycznych obecnego stulecia.
Artysta: Mythic Sunship
Tytuł: Another Shape Of Psychedelic Music
Wytwórnia: El Paraiso
Rok wydania: 2018
Gatunek: Rock Psychodeliczny, Stoner Rock, Free Jazz, Jazz Rock
Czas trwania: 75:16
Ocena muzyki![]()
Nagroda











Komentarze