W 2005 roku ekipa System Of A Down wypuściła na rynek dwa albumy - "Hypnotize" oraz "Mezmerize". Dlaczego piszę o tym w kontekście Me And That Man? Ponieważ sytuacja związana z "New Man, New Songs, Same Shit" jest bardzo podobna. W obu przypadkach mamy do czynienia z bardzo spójnym materiałem, który mógłby stanowić jedną całość. Jedyną różnicą jest czas wydania. Oba krążki SOAD dzieli kilka miesięcy, w przypadku Me And That Man przerwa trwała ponad półtora roku. Osoby znające "Vol. 1" w tym momencie mogłyby przestać czytać tę recenzję, ponieważ wiedzą już dokładnie, czego się spodziewać. "Dwójka" jest bezpośrednią kontynuacją "jedynki" i można mieć wrażenie, że oba materiały powstały podczas jednej sesji nagraniowej.
Najnowszy album Cult Of Luna, podobnie jak kilka poprzednich, można opisać właściwie jednym zdaniem - jest to kolejna bardzo dobra pozycja w dyskografii Szwedów. Nawet wydany 6 lat temu "Mariner", do którego początkowo podchodziłem z dystansem, w końcu się osłuchał i teraz stanowi dla mnie ważny punkt w twórczości zespołu. Na "The Long Road North" zespół podąża drogą obraną wiele lat temu, proponując nam wielowymiarowego kolosa, który najlepiej sprawdza się, gdy słuchamy go w całości. Jeśli znajdziemy prawie 70 minut na to, by spędzić je ze Szwedami, zespół odwdzięczy się nam niezapomnianymi chwilami i piękną, muzyczną historią.
W 1989 roku ukazał się "Disintegration", który do dziś pozostaje opus magnum zespołu i albumem uznawanym za jeden z najważniejszych, jakie nagrano w końcówce ubiegłego wieku. Średnia ocen sięgająca 4,19/5 na podstawie ponad 34 tysięcy opinii w serwisie Rate Your Music mówi sama za siebie. Album od razu po premierze zyskał olbrzymią popularność. W takiej sytuacji oczekiwania fanów wobec następcy są wyjątkowo wysokie i mało któremu zespołowi udaje się podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej lub chociaż utrzymać ją na tym samym poziomie. Czy udało się to Brytyjczykom? Zdania są podzielone.
Matt Pike jest w świecie stonerowego grania żywą legendą i jednym z najważniejszych filarów gatunku. Albumy grup Sleep i High On Fire należą do klasyki i wyznaczników tego stylu. Ciężko uwierzyć, że przez ponad 30 lat aktywności muzycznej artysta nie dorobił się solowego albumu. Aż do teraz, gdy światło dzienne ujrzał projekt Pike vs The Automaton. Jego nazwa, nawiązująca do starożytnej Greki, może sugerować bunt czy też opór artysty wobec dzisiejszego zautomatyzowanego świata. A jak przekłada się to na muzykę zawartą na krążku?
Ciekawe, czy Eddie Vedder pogodził się już z tym, że każde jego solowe wydawnictwo będzie porównywane do albumu nagranego na potrzeby "Into The Wild". I niezależnie od tego, ile by owych wydawnictw nie było i jakiego poziomu by one nie reprezentowały, punktem odniesienia dla słuchaczy i tak będzie ścieżka dźwiękowa do filmu z 2007 roku. W przypadku wokalisty Pearl Jam sytuacja jest o tyle łatwa, że po swoim opus magnum nagrał tylko "Ukulele Songs" - krążek, który raczej nie sprostał ogromnym oczekiwaniom słuchaczy. W sumie trochę niesłusznie bo to całkiem przyjemna płyta. "Earthling" ukazuje się jedenaście lat później. Czy w tym czasie artyście udało się napisać materiał, który udźwignie oczekiwania fanów?
Muzykę amerykańskiego tria poznałem zupełnie przypadkiem i stosunkowo niedawno, bo około dwa lata temu. Jest to o tyle dziwne, że Earthless istnieje od 2001 roku, natomiast przypadkowość oparta jest o fakt, że na zespół trafiłem przez jedną ze stonerowych playlist zapisanych na Spotify, na której znalazł się jeden z utworów z albumu "From The Ages". Playlista służyła mi za tło do pracy, jednak dźwięki Earthless praktycznie momentalnie przykuły moją uwagę. Dlaczego? Z prostej przyczyny - wywołały one multum wspomnień związanych z nieistniejącym już szczecińskim klubem Pomba Gira, w którym poza koncertami artystów odbywały się również jam sessions dostarczające dziesiątek godzin świetnej, rockowej zabawy i niesamowitej atmosfery umilonej dobrym piwem i rozmową z przyjaciółmi.
Melomani przyzwyczaili się do dzielenia muzyki na gatunki, podgatunki i kategorie, których nazwy rozumieją tylko ci najbardziej wkręceni. Spróbujcie wytłumaczyć w prostych słowach, czym różni się sludge od thrashu, a dojdziecie do wniosku, że bez puszczenia kilku przykładów jest to w zasadzie niemożliwe. Na szczęście istnieją zespoły, których muzyka właściwie definiuje dany gatunek - czasami dlatego, że udało jej się idealnie wpisać w przyjętą dawno temu konwencję, a dzasami dlatego, że mówimy o grupie, która de facto ów gatunek stworzyła. Przykładowo, dla trip-hopu takim zespołem jest Massive Attack. Owszem, istnieją jeszcze Lamb, Tricky, Portishead, Groove Armada, Röyksopp, Morcheeba, Goldfrapp, DJ Shadow, ale Massive Attack to w na tym podwórku niekwestionowany numer jeden. Dla nu metalu takim zespołem jest Korn. Znów można powiedzieć, że są jeszcze takie ekipy jak Limp Bizkit, Linkin Park, Papa Roach, Deftones, Drowning Pool, P.O.D. czy System Of A Down, ale większość słuchaczy zgadza się, że Korn jest ikoną nu metalu i kropka. Co więcej, ostatnio ekipa z Bakersfield jest całkiem aktywna. Czy jej najnowszy krążek nie rozczaruje wiernych fanów?
Pisząc zeszłoroczne podsumowanie, nazwaliśmy rok 2020 wyjątkowym, licząc trochę naiwnie, że ten kolejny przyniesie nam powrót do normalności. Niestety, w temacie pandemii wciąż znajdujemy się praktycznie w tym samym miejscu, bez realnych widoków na poprawę, za to z całą garścią innych problemów, takich jak kryzys na granicy, inflacja widoczna gołym okiem czy mocno ograniczona dostępność niektórych towarów i usług. Jedyną różnicą w stosunku do roku ubiegłego jest to, że chyba przywykliśmy już do obecnej sytuacji i staramy się w niej normalnie żyć. Trochę lepsza sytuacja nastała też w świecie muzycznym, ponieważ część festiwali wróciła już na muzyczną mapę, odbywa się też dużo pojedynczych koncertów, a "ruch w interesie" najwyraźniej zmotywował artystów do działania, bo w tym roku pojawiło się sporo ciekawych premier. Staraliśmy się za nimi nadążać, choć oczywiście nie udało nam się opisać wszystkich godnych uwagi wydawnictw, dlatego tradycyjnie postanowiliśmy przygotować płytowe podsumowanie mijającego roku obejmujące zarówno płyty, których recenzje można było przeczytać na łamach naszego portalu, jak i te, których nie zdążyliśmy opisać na bieżąco.
Po wydaniu bardzo ciepło przyjętych "Klechd" w obozie Thy Worshiper nastała długa studyjna cisza. W mediach społecznościowych również niewiele się działo, newsy pojawiały się sporadycznie i często dotyczyły innych projektów, w których uczestniczą muzycy tej grupy. Ciężko zatem było prognozować, kiedy i czy w ogóle pojawi się nowy album. Zapowiedź "Bajek o Staruchu" pojawiła się na niespełna miesiąc przed premierą wydawnictwa. "Baba Jaga" początkowo mogła szokować. Nie odnajdziemy tu nawet odrobiny ciężaru, do którego przyzwyczaiła nas ekipa z Dublina, występująca na nowym krążku w odświeżonym składzie - z nowym perkusistą i wokalistką. "Baba Jaga" gra z słuchaczem w grę opartą o klimat. A ten, mimo braku ciężaru, gęstnieje z minuty na minutę przeplatając ze sobą w świetny sposób kontrastujące wokale - żeński i męski.
Kończący się rok można uznać za kolejny bardzo udany dla polskiego ciężkiego grania. Pojawiło się wiele interesujących pozycji, które już dawno znalazły miejsce w mojej kolekcji płyt. Mogłoby się wydawać, że to już raczej koniec premier, a tu nagle pojawiło się kilka kolejnych. Wśród nich znajduje się nowy krążek grupy Mentor - projektu złożonego z muzyków Thaw oraz wokalisty nieistniejącego już J.D. Overdrive. Mentor zadebiutował pięć lat temu i spotkał się z ciepłym przyjęciem wśród metalowej braci. Mnie jednak do tej pory skutecznie udawało mi się unikać spotkania z twórczością zespołu. Dlaczego? Sam nie wiem. Wiem natomiast, że po przesłuchaniu "Wolves, Wraiths and Witches" od razu sięgnąłem po dwa poprzednie wydawnictwa, aby jak najszybciej nadrobić zaległości.
Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat,...
Choć przetworniki cyfrowo-analogowe istniały znacznie wcześniej, na przykład jako elementy odtwarzaczy płyt kompaktowych, ich kariera rozkręciła się na dobre w erze plików. Dla wielu melomanów DAC był jednym z najbardziej...
Kilkanaście lat temu temat przesyłania i poprawiania dźwięku z komputera wydawał się znacznie prostszy niż dzisiaj. Większość laptopów miała przeciętne wyjścia słuchawkowe, telefony wyposażano jeszcze w gniazda 3,5 mm, a...
Bannery boczne
Komentarze
Marek
@Piotr - Słuchałeś? Porównywałeś je z takimi, które mają kilka mniejszych przetworników zamiast jednego dużego? Przecież premiera jest za tydzień na Audio Video...
Poczekamy aż będzie w sklepach i zobaczymy, czy warto. Miałem kiedyś starszy model i jak dokupiłem podstawki od Elaca, to grało to super. Brakowało tylko strea...
Popierajmy polski przemysł. Potrafimy wyprodukować produkty na poziomie światowym. Tylko mi nie piszcie, że skoro polskie, to powinno kosztować znacznie mniej n...
Osoby czytające StereoLife trochę dłużej doskonale wiedzą, że jestem "mastodonowym ortodoksem" - wszystkie albumy do "Crack The Skye" włącznie uwielbiam...
Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....
Most stereo equipment manufacturers would like us to associate their brands with the products at the very top of their catalogs - the finest, most visually striking models, packed with the most advanced technology. When we buy an affordable pair...
Tiglon, a Japanese manufacturer specializing in high-end audio cables, vibration-control products, equipment supports and related accessories, is establishing a much stronger presence in the United States through Tiglon USA. Headquartered in Yamato, Kanagawa Prefecture, the company is led by founder...
Digital audio has come a long way in recent years. There was a time when all you needed was a computer, a modest collection of files on a hard drive and a DAC connected over USB. Today, we have music...
Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Doomsday