Josh Homme to człowiek orkiestra. Queens Of The Stone Age, Eagles Of Death Metal, Them Crooked Vultures, Kyuss... Te nazwy w gitarowym świecie robią wrażenie. Dla mnie szczególnie ważna jest ostatnia z nich. Kyuss to kwintesencja grania stonerowego i jeden z moich ulubionych zespołów. Eagles Of Death Metal nie jestem w stanie zdzierżyć, a do Queens Of The Stone Age też bardzo długo nie mogłem się przekonać. To "coś" zaskoczyło dopiero parę miesięcy temu i właśnie wtedy zacząłem n-te podejście do dyskografii Queens Of The Stone Age, tym razem zakończone pełnym sukcesem. Można zatem powiedzieć, że mam z nią bardzo świeże i niepoukładane stosunki. Nie mam jeszcze swojego ulubionego albumu czy utworu. W związku z tym do "Villains" podchodziłem bez uprzedzeń i wyrobionego zdania o poprzednikach.
Już sama nazwa Arcade Fire przyspiesza bicie serca większości fanów współczesnego indie rocka. Kanadyjski sekstet (czasem septet, choć można się pogubić w długiej liście obecnych i byłych członków grupy) to poniekąd fenomen na swoim poletku - zespół, który od czasu debiutu w 2005 roku nieprzerwanie pozostaje na absolutnym topie sceny Indie rockowej, i to zarówno pośród krytyków, jak i słuchaczy. Choć próżno szukać singli grupy na listach przebojów, Kanadyjczycy regularnie są gwiazdami największych festiwali, a każda kolejna ich płyta jest dużym wydarzeniem. Może i Arcade Fire nie są najefektowniejszymi instrumentalistami ani najlepszymi wokalistami na rynku, ale dzięki niepowtarzalnie ambitnemu brzmieniu, ich dzieła są momentalnie rozpoznawalne, zaś wielki talent piosenko pisarski idzie u nich w parze ze stylistyczną wszechstronnością (żeby wspomnieć chociażby multi-gatunkowy, eklektyczny album "Reflektor", czy minimalistyczną ścieżkę dźwiękową do filmu "Ona" Spike'a Jonze'a).
Od dłuższego czasu trwa moda na retro rock. Można powiedzieć, że w ostatnich latach jej rozwój jest wyjątkowo dynamiczny. Standardowo przewodzi tu Ameryka, chociaż po piętach depcze jej liczna reprezentacja ze Skandynawii. Inne kraje również próbują jednak zdecydowanie mniej intensywnie. Nam najbliżej jest do naszych zachodnich sąsiadów, a tam praktycznie tuż przy granicy, niecałe dwie godziny pociągiem ze Szczecina, urzęduje Kadavar. "Rough Times" to czwarta pozycja w dorobku berlińskiego tria. Poprzednie trzy dawały wyraźny sygnał, że ekipa ma pomysł na siebie i swoją muzykę. Przekładało się to na poziom muzyczny i w efekcie otrzymaliśmy na prawdę dobre wydawnictwa. Niestety jakość nie poszła w parze z rozgłosem i Kadavar nie zdobył do tej pory należytej popularności. Swoim najnowszym albumem ma szansę to zmienić i zawojować rynek nie tylko retro rocka.
Przyznam szczerze, że "A Deeper Understanding" był jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie albumów w tym roku. Po genialnym "Lost In The Dream", który mnie bezgranicznie urzekł, oczekiwałem czegoś co pozamiata mną w podobnym stopniu. Pierwszy szok związany z nowym wydawnictwem pojawił się już w momencie premiery pierwszej zapowiedzi w postaci utworu "Thinking Of A Place", który trwa ponad jedenaście minut. Kto, o zdrowych zmysłach, w dzisiejszych czasach nagrywa i promuje takie kobyły? Otóż Adam Granduciel z kolegami! Ekipa The War On Drugs zdaje się nie przejmować trendami i tym, że taki krok to bardzo znikome szanse na medialny sukces. Natomiast dla fanów może być to nie lada gratka. I w tym przypadku jest. "Thinking Of A Place" snuje się bez zbędnego pośpiechu, racząc słuchacza wieloma świetnymi fragmentami. W przypadku tego utworu jedenastu minut w ogóle nie czuć. Prawda jest taka, że po jego zakończeniu ma się nawet ochotę na więcej.
Młodość musi się wyszumieć. Temu dość oklepanemu wyrażeniu zdaje się hołdować na swojej drugiej płycie Ella Marija Lani Yelich O'Connor, lepiej znana jako Lorde. W otwierającym krążek "Melodrama" kawałku "Green Light", Nowozelandka daje upust młodocianej burzy emocji, gdy pełna żalu i złości śpiewa o rozstaniu z niegodnym zaufania chłopakiem w takt najbardziej przebojowej piosenki, jaką zdarzyło jej się napisać. Świetna partia fortepianu zapowiada przebojowy refren, w którym wybuchowy chór wprowadza wzniosłą atmosferę dając podmiotowi lirycznemu nadzieję na lepszą przyszłość, dzięki czemu gorzki tekst zwrotek nie zanurza piosenki całkowicie w rzewnej melancholii. Bo czyż takie bolesne rozstanie to nie tylko jedno z wielu wydarzeń w burzliwej codzienności relacji międzyludzkich? Ludzie łączą się w pary i się rozstają, radują się i smucą, imprezują i odpoczywają, a życie toczy się dalej. A jak jest się młodym, to tym przyziemnym przeżyciom towarzyszą żywiołowy hałas, chwytliwa melodia i nadzorujący wszystko donośny chór. Młodzi przechodzą przez te same przeżycia, co starsi, tylko z racji młodości robią to szumniej.
Nie jestem w stanie policzyć ile ciekawych zespołów poznałem dzięki różnym serwisom i portalom internetowym. Kilka miesięcy temu na YouTubie trafiłem na kanał Stoned Meadow Of Doom i w zasadzie już nic nie było takie, jak przedtem. To olbrzymia kopalnia rockowego grania spod szyldów psychedelic, stoner, hard i blues. Znajdziemy tam zespoły z całego świata, o których bez tego kanału pewnie nigdy nie dane byłoby nam usłyszeć. Dzięki Stoned Meadow Of Doom trafiłem właśnie na The Devil And The Almighty Blues, który bez wahania uznaję za jedno z moich największych odkryć tego roku. Tegoroczny "II" to jak nie trudno się domyślić, drugi album w dorobku tego norweskiego zespołu. Debiut został wydany dwa lata wcześniej.
Hah, miałem tak samo z tym kanałem. Ale debiut tego zespołu jakoś bardziej mi spasował, był bardziej brudny i surowy. Szczególnie "The Ghost of Charlie Barracuda". Polecam jeszcze Sulfur Giant gorąco ;)
Trudno uwierzyć, że jeszcze 10-15 lat temu duża część artystów starała się walczyć z muzyką cyfrową. Chyba wszyscy pamiętamy spięcie na linii Metallica - Napster. Oczywiście wiadomo, że tam chodziło o czyste piractwo, jednak dziś artyści z Internetem nie walczą, tylko pchają się do niego drzwiami i oknami. Sami udostępniają albumy na różnego rodzaju portalach, jak YouTube, SoundCloud czy Bandcamp. Wwszystko to w połączeniu ze stosunkowo tanim dostępem do serwisów streamingowych sprawiło, że problem piractwa został dość mocno przygaszony. YouTube pozwala znanym artystom na dotarcie do jeszcze szerszego grona odbiorców i nabijanie różnego rodzaju dziwnych statystyk. Muzykom niszowym tego typu serwisy pozwalają potencjalne wybicie się. I właśnie w taki sposób trafił do mnie zespół Obsidian Mantra, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem. W każdym razie chwała stronie Rate Your Music za to, że już tak nie jest.
Na kilka godzin przed znalezieniem w skrzynce na listy najnowszego albumu Decapitated, słuchałem "Organic Hallucinosis". Taki przypadkowy zbieg okoliczności w ekspresowy sposób pokazał jak bardzo zmienił się zespół na przestrzeni tych ponad dziesięciu lat. Po drodze oczywiście czuć było ewolucję, której najbardziej wyraźnym punktem jest "Blood Mantra". "Anticult" można uznać za bezpośrednią kontynuację drogi obranej na poprzednim krążku. Decapitated w 2017 roku idzie nawet o krok dalej, stając się jeszcze bardziej "user-frendly" dla słuchacza niekoniecznie zakochanego w metalu z przedrostkiem "death". Bo w zasadzie nie jest to już czysta odmiana tego gatunku. Niektóre serwisy podciągają nawet ten album pod groove, alternatywny metal i djent. W kilku recenzjach można spotkać się z porównaniami do Gojiry i Meshuggah (drugi zespół może trochę w głównym riffie i solówce "Anger Line"). Przyznam szczerze, że są to raczej luźne skojarzenia, chociaż w kilku krótkich fragmentach zgadzają się bez dwóch zdań. Muzykę Decapitated bardzo ciężko wrzucić do jednej szuflady - chyba, że byłby na niej napis "nowoczesny techniczny metal".
W "Białej Księdze Kultu" oraz kilku innych miejscach Kazik wspominał, że cały materiał stworzony przez jego ojca został już wyeksploatowany na "Tacie Kazika" i "Tacie 2", zatem nie ma szans na część trzecią. Jakiś czas temu okazało się to być nieprawdą - jednak gdzieś teksty Stanisława Staszewskiego jeszcze były i jego syn postanowił je opublikować. W momencie pojawienia się tej informacji, serca fanów Kultu z pewnością zabiły szybciej. Nutka zwątpienia pojawiła się chwilę później, gdy okazało się, że to nie Kult, ale Kazik nagra nowy album i to nie sam, ale z Kwartetem ProForma. Z jednej strony była to wielka niewiadoma, z drugiej zaś szansa na wyjście z "kultowego" marazmu, który towarzyszy zespołowi w studio już od wielu lat. Pierwotny tytuł - "Syn Staszka" - w ostatniej chwili został zastąpiony przez cytat z "12 Groszy" i ostatecznie w ręce fanów trafił "Tata Kazika kontra Hedora". Już pierwsza zapowiedź krążka w postaci "Ta droga była daleka" zwiastowała, że może być dobrze. I jest!
W eseju, który towarzyszył premierze płyty, spiritus movens projektu Father John Misty, 36-letni Joshua Tillman, wyjaśnił, że "Pure Comedy" to album opowiadający o losach quasi-ludzkiej rasy, której przedstawiciele z przyczyn biologicznych rodzą się niedoskonali mózgowo. Ponieważ ciała ich matek nie są przystosowane do rodzenia dzieci z głowami w rozmiarze w pełni rozwiniętego mózgu, wydają one na świat potomstwo o mózgach jedynie częściowo rozwiniętych, a te później już nie rosną. Intelektualnie niewykształcone dzieci wychowywane są przez podobnie nierozwiniętych mózgowo dorosłych i z czasem poznają wartości, które pomagają im nabrać ogłady (miłość, kultura), oraz uczą się sztuki przetrwania. Świadome swojej ułomności istoty wytworzyły wysoki poziom wyobraźni i dystansu do swojego istnienia, dzięki którym wykreowały system wierzeń mający nadać sens ich niełatwemu bytowi. Życie tych pseudo-ludzi jest zatem słodko-gorzkie, zawieszone pomiędzy świadomością swojej niedoskonałości i wyobrażeniami o lepszym życiu.
Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat,...
Choć przetworniki cyfrowo-analogowe istniały znacznie wcześniej, na przykład jako elementy odtwarzaczy płyt kompaktowych, ich kariera rozkręciła się na dobre w erze plików. Dla wielu melomanów DAC był jednym z najbardziej...
Kilkanaście lat temu temat przesyłania i poprawiania dźwięku z komputera wydawał się znacznie prostszy niż dzisiaj. Większość laptopów miała przeciętne wyjścia słuchawkowe, telefony wyposażano jeszcze w gniazda 3,5 mm, a...
Bannery boczne
Komentarze
Marek
@Piotr - Słuchałeś? Porównywałeś je z takimi, które mają kilka mniejszych przetworników zamiast jednego dużego? Przecież premiera jest za tydzień na Audio Video...
Poczekamy aż będzie w sklepach i zobaczymy, czy warto. Miałem kiedyś starszy model i jak dokupiłem podstawki od Elaca, to grało to super. Brakowało tylko strea...
Popierajmy polski przemysł. Potrafimy wyprodukować produkty na poziomie światowym. Tylko mi nie piszcie, że skoro polskie, to powinno kosztować znacznie mniej n...
Osoby czytające StereoLife trochę dłużej doskonale wiedzą, że jestem "mastodonowym ortodoksem" - wszystkie albumy do "Crack The Skye" włącznie uwielbiam...
Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....
Most stereo equipment manufacturers would like us to associate their brands with the products at the very top of their catalogs - the finest, most visually striking models, packed with the most advanced technology. When we buy an affordable pair...
Tiglon, a Japanese manufacturer specializing in high-end audio cables, vibration-control products, equipment supports and related accessories, is establishing a much stronger presence in the United States through Tiglon USA. Headquartered in Yamato, Kanagawa Prefecture, the company is led by founder...
Digital audio has come a long way in recent years. There was a time when all you needed was a computer, a modest collection of files on a hard drive and a DAC connected over USB. Today, we have music...
Jak podaje popularna internetowa encyklopedia, Quad, inaczej wszędołaz, to pojazd czterokołowy przeznaczony głównie do sportu i rekreacji. Zwykle jest to coś w rodzaju czterokołowego motocykla, który doskonale nadaje się do jazdy poza drogami utwardzonymi. Ze względu na walory napędowe znajduje zastosowanie w wojsku, ratownictwie górskim i rolnictwie. Dla audiofila ten...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Wojtek