Już sama nazwa Arcade Fire przyspiesza bicie serca większości fanów współczesnego indie rocka. Kanadyjski sekstet (czasem septet, choć można się pogubić w długiej liście obecnych i byłych członków grupy) to poniekąd fenomen na swoim poletku - zespół, który od czasu debiutu w 2005 roku nieprzerwanie pozostaje na absolutnym topie sceny Indie rockowej, i to zarówno pośród krytyków, jak i słuchaczy. Choć próżno szukać singli grupy na listach przebojów, Kanadyjczycy regularnie są gwiazdami największych festiwali, a każda kolejna ich płyta jest dużym wydarzeniem. Może i Arcade Fire nie są najefektowniejszymi instrumentalistami ani najlepszymi wokalistami na rynku, ale dzięki niepowtarzalnie ambitnemu brzmieniu, ich dzieła są momentalnie rozpoznawalne, zaś wielki talent piosenko pisarski idzie u nich w parze ze stylistyczną wszechstronnością (żeby wspomnieć chociażby multi-gatunkowy, eklektyczny album "Reflektor", czy minimalistyczną ścieżkę dźwiękową do filmu "Ona" Spike'a Jonze'a).
Od dłuższego czasu trwa moda na retro rock. Można powiedzieć, że w ostatnich latach jej rozwój jest wyjątkowo dynamiczny. Standardowo przewodzi tu Ameryka, chociaż po piętach depcze jej liczna reprezentacja ze Skandynawii. Inne kraje również próbują jednak zdecydowanie mniej intensywnie. Nam najbliżej jest do naszych zachodnich sąsiadów, a tam praktycznie tuż przy granicy, niecałe dwie godziny pociągiem ze Szczecina, urzęduje Kadavar. "Rough Times" to czwarta pozycja w dorobku berlińskiego tria. Poprzednie trzy dawały wyraźny sygnał, że ekipa ma pomysł na siebie i swoją muzykę. Przekładało się to na poziom muzyczny i w efekcie otrzymaliśmy na prawdę dobre wydawnictwa. Niestety jakość nie poszła w parze z rozgłosem i Kadavar nie zdobył do tej pory należytej popularności. Swoim najnowszym albumem ma szansę to zmienić i zawojować rynek nie tylko retro rocka.
Przyznam szczerze, że "A Deeper Understanding" był jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie albumów w tym roku. Po genialnym "Lost In The Dream", który mnie bezgranicznie urzekł, oczekiwałem czegoś co pozamiata mną w podobnym stopniu. Pierwszy szok związany z nowym wydawnictwem pojawił się już w momencie premiery pierwszej zapowiedzi w postaci utworu "Thinking Of A Place", który trwa ponad jedenaście minut. Kto, o zdrowych zmysłach, w dzisiejszych czasach nagrywa i promuje takie kobyły? Otóż Adam Granduciel z kolegami! Ekipa The War On Drugs zdaje się nie przejmować trendami i tym, że taki krok to bardzo znikome szanse na medialny sukces. Natomiast dla fanów może być to nie lada gratka. I w tym przypadku jest. "Thinking Of A Place" snuje się bez zbędnego pośpiechu, racząc słuchacza wieloma świetnymi fragmentami. W przypadku tego utworu jedenastu minut w ogóle nie czuć. Prawda jest taka, że po jego zakończeniu ma się nawet ochotę na więcej.
Młodość musi się wyszumieć. Temu dość oklepanemu wyrażeniu zdaje się hołdować na swojej drugiej płycie Ella Marija Lani Yelich O'Connor, lepiej znana jako Lorde. W otwierającym krążek "Melodrama" kawałku "Green Light", Nowozelandka daje upust młodocianej burzy emocji, gdy pełna żalu i złości śpiewa o rozstaniu z niegodnym zaufania chłopakiem w takt najbardziej przebojowej piosenki, jaką zdarzyło jej się napisać. Świetna partia fortepianu zapowiada przebojowy refren, w którym wybuchowy chór wprowadza wzniosłą atmosferę dając podmiotowi lirycznemu nadzieję na lepszą przyszłość, dzięki czemu gorzki tekst zwrotek nie zanurza piosenki całkowicie w rzewnej melancholii. Bo czyż takie bolesne rozstanie to nie tylko jedno z wielu wydarzeń w burzliwej codzienności relacji międzyludzkich? Ludzie łączą się w pary i się rozstają, radują się i smucą, imprezują i odpoczywają, a życie toczy się dalej. A jak jest się młodym, to tym przyziemnym przeżyciom towarzyszą żywiołowy hałas, chwytliwa melodia i nadzorujący wszystko donośny chór. Młodzi przechodzą przez te same przeżycia, co starsi, tylko z racji młodości robią to szumniej.
Nie jestem w stanie policzyć ile ciekawych zespołów poznałem dzięki różnym serwisom i portalom internetowym. Kilka miesięcy temu na YouTubie trafiłem na kanał Stoned Meadow Of Doom i w zasadzie już nic nie było takie, jak przedtem. To olbrzymia kopalnia rockowego grania spod szyldów psychedelic, stoner, hard i blues. Znajdziemy tam zespoły z całego świata, o których bez tego kanału pewnie nigdy nie dane byłoby nam usłyszeć. Dzięki Stoned Meadow Of Doom trafiłem właśnie na The Devil And The Almighty Blues, który bez wahania uznaję za jedno z moich największych odkryć tego roku. Tegoroczny "II" to jak nie trudno się domyślić, drugi album w dorobku tego norweskiego zespołu. Debiut został wydany dwa lata wcześniej.
Hah, miałem tak samo z tym kanałem. Ale debiut tego zespołu jakoś bardziej mi spasował, był bardziej brudny i surowy. Szczególnie "The Ghost of Charlie Barracuda". Polecam jeszcze Sulfur Giant gorąco ;)
Trudno uwierzyć, że jeszcze 10-15 lat temu duża część artystów starała się walczyć z muzyką cyfrową. Chyba wszyscy pamiętamy spięcie na linii Metallica - Napster. Oczywiście wiadomo, że tam chodziło o czyste piractwo, jednak dziś artyści z Internetem nie walczą, tylko pchają się do niego drzwiami i oknami. Sami udostępniają albumy na różnego rodzaju portalach, jak YouTube, SoundCloud czy Bandcamp. Wwszystko to w połączeniu ze stosunkowo tanim dostępem do serwisów streamingowych sprawiło, że problem piractwa został dość mocno przygaszony. YouTube pozwala znanym artystom na dotarcie do jeszcze szerszego grona odbiorców i nabijanie różnego rodzaju dziwnych statystyk. Muzykom niszowym tego typu serwisy pozwalają potencjalne wybicie się. I właśnie w taki sposób trafił do mnie zespół Obsidian Mantra, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem. W każdym razie chwała stronie Rate Your Music za to, że już tak nie jest.
Na kilka godzin przed znalezieniem w skrzynce na listy najnowszego albumu Decapitated, słuchałem "Organic Hallucinosis". Taki przypadkowy zbieg okoliczności w ekspresowy sposób pokazał jak bardzo zmienił się zespół na przestrzeni tych ponad dziesięciu lat. Po drodze oczywiście czuć było ewolucję, której najbardziej wyraźnym punktem jest "Blood Mantra". "Anticult" można uznać za bezpośrednią kontynuację drogi obranej na poprzednim krążku. Decapitated w 2017 roku idzie nawet o krok dalej, stając się jeszcze bardziej "user-frendly" dla słuchacza niekoniecznie zakochanego w metalu z przedrostkiem "death". Bo w zasadzie nie jest to już czysta odmiana tego gatunku. Niektóre serwisy podciągają nawet ten album pod groove, alternatywny metal i djent. W kilku recenzjach można spotkać się z porównaniami do Gojiry i Meshuggah (drugi zespół może trochę w głównym riffie i solówce "Anger Line"). Przyznam szczerze, że są to raczej luźne skojarzenia, chociaż w kilku krótkich fragmentach zgadzają się bez dwóch zdań. Muzykę Decapitated bardzo ciężko wrzucić do jednej szuflady - chyba, że byłby na niej napis "nowoczesny techniczny metal".
W "Białej Księdze Kultu" oraz kilku innych miejscach Kazik wspominał, że cały materiał stworzony przez jego ojca został już wyeksploatowany na "Tacie Kazika" i "Tacie 2", zatem nie ma szans na część trzecią. Jakiś czas temu okazało się to być nieprawdą - jednak gdzieś teksty Stanisława Staszewskiego jeszcze były i jego syn postanowił je opublikować. W momencie pojawienia się tej informacji, serca fanów Kultu z pewnością zabiły szybciej. Nutka zwątpienia pojawiła się chwilę później, gdy okazało się, że to nie Kult, ale Kazik nagra nowy album i to nie sam, ale z Kwartetem ProForma. Z jednej strony była to wielka niewiadoma, z drugiej zaś szansa na wyjście z "kultowego" marazmu, który towarzyszy zespołowi w studio już od wielu lat. Pierwotny tytuł - "Syn Staszka" - w ostatniej chwili został zastąpiony przez cytat z "12 Groszy" i ostatecznie w ręce fanów trafił "Tata Kazika kontra Hedora". Już pierwsza zapowiedź krążka w postaci "Ta droga była daleka" zwiastowała, że może być dobrze. I jest!
W eseju, który towarzyszył premierze płyty, spiritus movens projektu Father John Misty, 36-letni Joshua Tillman, wyjaśnił, że "Pure Comedy" to album opowiadający o losach quasi-ludzkiej rasy, której przedstawiciele z przyczyn biologicznych rodzą się niedoskonali mózgowo. Ponieważ ciała ich matek nie są przystosowane do rodzenia dzieci z głowami w rozmiarze w pełni rozwiniętego mózgu, wydają one na świat potomstwo o mózgach jedynie częściowo rozwiniętych, a te później już nie rosną. Intelektualnie niewykształcone dzieci wychowywane są przez podobnie nierozwiniętych mózgowo dorosłych i z czasem poznają wartości, które pomagają im nabrać ogłady (miłość, kultura), oraz uczą się sztuki przetrwania. Świadome swojej ułomności istoty wytworzyły wysoki poziom wyobraźni i dystansu do swojego istnienia, dzięki którym wykreowały system wierzeń mający nadać sens ich niełatwemu bytowi. Życie tych pseudo-ludzi jest zatem słodko-gorzkie, zawieszone pomiędzy świadomością swojej niedoskonałości i wyobrażeniami o lepszym życiu.
Są nagłówki newsów, które potrafią przyprawić o chwilowy zawał serca. Dla mnie jakiś czas temu takowym była informacja o premierze nowej płyty Evanescence - amerykańskiego zespołu, którego twórczość zahacza o nu-metal, rock i gothic rock. Lektura artykułu szybko jednak sprowadziła mnie na ziemię. "Lost Whispers" jest bowiem niczym innym, jak tylko składanką. A może aż składanką, bo zamiast hitów otrzymaliśmy kompilację utworów, o których istnieniu tacy niedzielni fani Evanescence jak ja mogli zapomnieć. Amerykańska formacja lubi sobie pogrywać ze słuchaczami. Rozchodzą się i schodzą. Koncertują i milkną. Ostatnio jednak w ekipie jest gorąco. Zespół nie tylko dużo występuje (w czerwcu pierwszy raz pojawi się w Polsce), ale i pracuje nad nową, pierwszą od 2011 roku płytą. Na razie wzmożonej aktywności Evanescence towarzyszy winylowy box, w którego skład weszła między innymi opisywana składanka. Po raz pierwszy od paru lat mam okazję wypowiedzieć się na temat kompozycji grupy i sprawdzić, czy zespół robi na mnie takie samo wrażenie, jak kiedyś.
Meze Audio jest jednym z producentów, którzy w ciągu zaskakująco krótkiego czasu przeszli drogę od ciekawostki z peryferii rynku do roli jednego z najważniejszych graczy w segmencie słuchawek klasy premium....
Większość producentów kolumn uwielbia opowiadać, że wszystko zaczęło się od nocnych odsłuchów przy winie, pierwszego koncertu jazzowego albo olśnienia w garażu. DALI od lat gra w zupełnie innej lidze szczerości....
Perlisten jest przykładem marki, która zamiast zaczynać od budżetówki i systematycznie podnosić poprzeczkę od pierwszej chwili jasno pokazała, że interesuje ją tylko hi-end w pełnym znaczeniu tego słowa. Kiedy na...
Bannery boczne
Komentarze
Kris
Kupiłem właśnie 1572 MKII po krótkim użytkowaniu A-12MKII z kolumnami PSB Speakers Alpha T20 i jest super. A12MKII przy większej głośności nie dawał rady - dźwi...
Fajny poradnik. Mam jednak pytanie o zasady ustawiania kolumn w pomieszczeniu ze skosem na poddaszu. Czyli skos nad kolumnami, skos nad jedną kolumna, czy miejs...
Przeczytałem z ciekawością. Wydają się udanymi kolumnami i wygląd przyjemny. Jeśli ich podstawkowa wersja (pomijając skalę) będzie mieć podobne zalety, chyba zd...
Jeżeli nie śledzicie polskiej sceny gitarowej, zacznijmy od krótkiego wprowadzenia. Spięty to solowy projekt Huberta Dobaczewskiego - kompozytora, gitarzysty, autora...
Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....
Revival Audio is expanding its Atalante family with a new limited edition flagship, the Atalante Grande Réserve, restricted to 300 pairs worldwide. The name borrows from the vocabulary of fine cognac and champagne and is intended to signal a carefully...
Canor is expanding its catalog with two new components designed to become the heart of a modern stereo system. The Verto D4S digital-to-analogue converter and Virtus I4S solid-state integrated amplifier have been conceived as a matching duo in terms of...
We Are Rewind are expanding their presence in the United States with a product that feels both familiar and brand new. The GB-001, nicknamed Curtis, marks the company's entry into the modern boombox category, arriving at a moment when cassette...
Dual to jedna z marek, do których audiofile, a w szczególności miłośnicy czarnych płyt, odnoszą się z wielkim szacunkiem. Ma to swoje uzasadnienie. Niemiecka manufaktura wydała na świat tyle znakomitych gramofonów, że aż ciężko je policzyć. Dobrze zachowana szlifierka tej marki to sprzęt, który po renowacji można bez kompleksów podłączyć...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Wojtek