Ciężko uwierzyć, że "Scorched" jest już dwudziestym albumem w dyskografii amerykańskiej legendy thrash metalu. Jeszcze ciężej oswoić się z faktem, że trzon zespołu oparty o Bobbiego "Blitza" Ellswortha i D.D. Verniego w ekspresowym tempie zbliża się do wieku emerytalnego. A to dopiero początek emocji związanych z wydaniem nowego albumu Overkilla. "Scorched" i poprzedni w dyskografii "Wings Of War" dzieli najdłuższa w historii zespołu przerwa wydawnicza, trwająca cztery lata. Album był gotowy już na początku 2021 roku jednak ze względu między innymi na pandemię jego premierę kilkukrotnie odkładano. Ostatecznie płyta ujrzała światło dziennie w tym samym dniu, co długo wyczekiwany album innej legendy gatunku - Metalliki. Ciekawe ile w tym przypadku, a ile celowego działania, bo zgadnijcie, który krążek pod względem muzycznym pożera swojego konkurenta...
Często zdarza się, że nie rozwijając się, nie tylko stoimy w miejscu, ale tak naprawdę zaliczamy regres. Z takiego założenia wychodzi z pewnością ekipa Entropii. Każdy z dotychczasowych albumów muzyków z Oleśnicy dość drastycznie różnił się od swojego poprzednika, jednak mimo sporej rozbieżności stylistycznej, jaka powstała na przestrzeni ponad 15 lat działalności, zespołowi udało się utrzymać bardzo wysoki poziom i stworzyć muzykę, która interesuje, intryguje i angażuje słuchacza. Czy dobrą passę udało się utrzymać również na "Total" - krążku wydanym po najdłuższej studyjnej przerwie w historii zespołu? Od wydania "Vacuum" minęło już przecież 5 lat...
Nie zliczę, ile to razy zamawiałem preordera wyłącznie ze względu na sentyment do starych czasów. Mniej więcej tyle samo razy dochodziłem później do wniosku, że pieniądze te można było wydać na cokolwiek innego. Sentyment oczywiście zadziałał też w przypadku nowej Metalliki, chociaż już na starcie takie działanie można było uznać za pchanie palców między drzwi, ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały, że szału nie będzie. Z zapowiedzi jedynie ostatnia dawała jakiś promyczek nadziei, że krążek przyniesie chociaż momenty bardzo dobrego grania. "Momenty" są tu słowem kluczowym, ponieważ z utworu tytułowego można wyciąć sporo świetnych fragmentów, które niestety giną w tej samej chorobie, na którą cierpi od lat Iron Maiden - bezgranicznym rozciąganiu. Utwór trwa ponad 7 minut i w okolicach połowy zaczyna nużyć, a pod koniec irytować. Wobec tego podszedłem do "72 Seasons" bez jakichkolwiek oczekiwań i po kilku bardzo trudnych maratonach (album trwa ponad 77 minut) mogę powiedzieć tylko jedno - jest to krążek, na który wielu czekało, ale którego tak naprawdę nikt nie potrzebował.
Jest tu jakiś paradoks. Weźmy zarzut o długość utworów i znużenie przy ich słuchaniu - zespół skróci utwory by zadowolić (niektórych) recenzentów, czy będzie pisał tak jak chcą tego słuchać fani (uwielbiam długie utwory i tego od Metalliki oczekuję), czy też będzie robił w pierwszym rzędzie dla sieb...
O tym, że Polska "umie" w różne post metale wiemy już od dawna. Na przestrzeni ostatnich lat ukazało się wiele wydawnictw, które zyskały uznanie nie tylko w kraju, ale również na świecie. Kończący się rok pod kątem gatunkowym wypada mocno średnio, jednak sytuację próbuje swoim debiutanckim albumem ratować pochodzący z Sosnowca Grief Circle. Zespół jest na scenie zjawiskiem nowym, ponieważ powstał w zeszłym roku, jednak każdy z jego członków miał już doświadczenie muzyczne z innych projektów. "Weightless" przewinął mi się w Internecie kilkukrotnie krótko po premierze, jednak sięgnąłem po niego dopiero, gdy dzięki uprzejmości Heavision trafiła do mnie fizyczna kopia albumu. Zachęcony bardzo pozytywnymi opiniami słuchaczy, z biegu siadłem do wydawnictwa i już po kilku minutach wydałem wyrok, przyklejając ekipie z Sosnowca etykietę zespołu "Moanaa-podobnego".
Czy zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby muzyka mogła pachnieć? Ja sam czuję letnią bryzę i łąkę pełną kwiatów, słuchając niektórych utworów The War On Drugs. Jednak życie nie składa się z samych przyjemności i po drugiej stronie barykady stoją wątpliwie przyjemne aromaty szamba, gnojowicy Mniej więcej tak pachniałby album "God's Country" grupy Chat Pile.
Przynajmniej kilka razy w roku polska scena metalowa udowadnia, że jest niesamowicie silna i pomysłowa. I nie chodzi tu nawet o swoistą ekstraklasę, która od wielu lat ma ugruntowaną pozycję na rynku, ale przede wszystkim o nowe zespoły, które pokazują, że nawet do gatunku wyciśniętego jak cytryna można wnieść sporo świeżości. Jest to o tyle wartościowe, że spora część z nich tworzy muzykę w naszym rodzimym języku - i chwała im za to. W 2020 roku zadebiutował toruński Mag wywołując spore zamieszanie. Dwa lata później ukazuje się "Mag II: Pod Krwawym Księżycem", który ma ogromny potencjał, by na tej scenie namieszać jeszcze bardziej. I choć patrząc na etykietkę "doom/stoner" można pomyśleć, że w tym wyświechtanym stylu wszystko zostało już powiedziane, prawda okazuje się zupełnie inna.
Po ostatnim, bardzo przeciętnym albumie w ogóle nie czekałem na nowe wydawnictwo Lamb Of God. O tyle też większe było moje zaskoczenie, gdy w sieci pojawiła się pierwsza zapowiedź nowego albumu Amerykanów, bo przecież od premiery poprzedniego krążka minęły dopierodwa lata. A jeśli wcześniej nagranie takiego gniotka zajęło tej ekipie pięć lat, to z czym do czynienia będziemy mieli tym razem?
Pamiętacie ewolucję Blindead? "Affliction XXIX II MXMVI" i "Absence" dzieli stylistyczna przepaść, która podzieliła fanów zespołu. "Ascension" zdawał się kontynuować nowy kierunek, ale liczne zawirowania doprowadziły do tego, że pojawiła się "Niewiosna", która ponownie wywołała burzę. Podobną muzyczną przemianę prezentuje małopolska Mord'A'Stigmata. Wystarczy posłuchać trzech ostatnich wydawnictw, by usłyszeć, jak na przestrzeni sześciu lat zmieniła się muzyka zespołu. Osoba "spoza branży" mogłaby stwierdzić, że "Ansia", "Hope" i "Dreams Of Quiet Places" to albumy nagrywane przez zupełnie inne grupy. Szczególnie mocno czuć to w przypadku dwóch ostatnich wydawnictw, które mimo zachowanego trzonu są diametralnie różne. I równie wciągające. "Hope" kręci się w klimatach post black, post metal, sludge, a "Dreams Of Quiet Places" wpuszcza do świata awangardowego metalu duże ilości elektroniki.
Na polskiej scenie rockowo-metalowej nie ma chyba drugiego zespołu, który wywoływałby tak skrajne emocje jak Nocny Kochanek. Jeśli chcecie, aby domówka gitarowej świty skończyła się w ekspresowym tempie, wystarczy podrzucić temat ekipy ze Skarżyska-Kamiennej. Mamy wtedy gwarancję, że wszyscy pokłócą się w przeciągu kwadransa i rozejdą do domów, bo z pewnością znajdą się metalowi ortodoksi, dla których muzyka Nocnego Kochanka jest szczytem żenady, który to i tak przebija warstwa tekstowa. Po drugiej stronie stoją osoby, które potrafią podejść do tematu z dystansem, lekkim przymrużeniem oka, bez spiny. Sam należę do tej drugiej grupy i w muzyce metalowej bez problemu jestem wymienić co najmniej kilkanaście bardziej "przypałowych" kapel. A teksty? Wystarczy przetłumaczyć kawałki swoich ulubionych artystów zagranicznych, aby przekonać się, że tutaj również często nie ma powodu do zachwytów.
Najnowszy i poprzedni album Megadeth dzieli najdłuższa w historii zespołu przerwa wydawnicza. Przez sześć lat w ekipie Mustaine'a wydarzyło się wiele i to głównie w drugiej połowie tego okresu. Najpierw Dave w 2019 roku ogłosił światu, że walczy z rakiem. Na szczęście wygrał. Drugi grom uderzył w zeszłym roku, kiedy to ogłoszono informację, że "dyscyplinarnie" z zespołem pożegnał się David Ellefson, który tworzył muzyczną historię Megadeth przez 28 lat. Takie dwie wstrząsające informacje mogły bardziej sugerować zakończenie kariery zespołu niż premierę nowego krążka, ale w czerwcu tego roku pojawiła się pierwsza zapowiedź nowego wydawnictwa, "We'll Be Back", która podbiła moje serce już przy pierwszym przesłuchaniu. Mimo ponad 60-tki na karku Mustaine brzmi tu jak w czasach swoich najlepszych dokonań z przełomu lat 80/90. Utwór jest niesamowicie dynamiczny, chwytliwy i zwyczajnie wpada w ucho. I to w takim stopniu, że aż chce się go zapętlić.
Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat,...
Choć przetworniki cyfrowo-analogowe istniały znacznie wcześniej, na przykład jako elementy odtwarzaczy płyt kompaktowych, ich kariera rozkręciła się na dobre w erze plików. Dla wielu melomanów DAC był jednym z najbardziej...
Kilkanaście lat temu temat przesyłania i poprawiania dźwięku z komputera wydawał się znacznie prostszy niż dzisiaj. Większość laptopów miała przeciętne wyjścia słuchawkowe, telefony wyposażano jeszcze w gniazda 3,5 mm, a...
Bannery boczne
Komentarze
meloman
Jeśli komuś zależy na wysokiej jakości streamingu, to nie ma o czym dyskutować. Wybór jest oczywisty.
Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...
You don't have to be a hi-fi enthusiast to know Harman Kardon. In fact, there's a good chance you've encountered the brand without ever setting foot in an audio store. Its logo has adorned the speaker grilles of countless cars...
Nothing has never been particularly interested in making products that look like everyone else's. From transparent smartphones to earbuds that resemble tiny pieces of industrial machinery, the London-based company has built much of its identity around doing things differently, sometimes...
For years, we've been told that the future of home audio belongs to wireless speakers, streaming services, and devices controlled entirely through smartphone apps. And yet, somehow, the traditional micro hi-fi system refuses to disappear. It's not particularly difficult to...
O historii sprzętu audio można się wiele nauczyć przeglądając dzieje firm, które tworzą go od wielu, wielu lat. Korzeni większości wynalazków stanowiących swoiste kamienie milowe w rozwoju technologii nagrywania i odtwarzania dźwięku należy oczywiście szukać w Europie i USA, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że życie dzisiejszych audiofilów nie...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Przemysław