Matt Pike jest w świecie stonerowego grania żywą legendą i jednym z najważniejszych filarów gatunku. Albumy grup Sleep i High On Fire należą do klasyki i wyznaczników tego stylu. Ciężko uwierzyć, że przez ponad 30 lat aktywności muzycznej artysta nie dorobił się solowego albumu. Aż do teraz, gdy światło dzienne ujrzał projekt Pike vs The Automaton. Jego nazwa, nawiązująca do starożytnej Greki, może sugerować bunt czy też opór artysty wobec dzisiejszego zautomatyzowanego świata. A jak przekłada się to na muzykę zawartą na krążku?
Melomani przyzwyczaili się do dzielenia muzyki na gatunki, podgatunki i kategorie, których nazwy rozumieją tylko ci najbardziej wkręceni. Spróbujcie wytłumaczyć w prostych słowach, czym różni się sludge od thrashu, a dojdziecie do wniosku, że bez puszczenia kilku przykładów jest to w zasadzie niemożliwe. Na szczęście istnieją zespoły, których muzyka właściwie definiuje dany gatunek - czasami dlatego, że udało jej się idealnie wpisać w przyjętą dawno temu konwencję, a dzasami dlatego, że mówimy o grupie, która de facto ów gatunek stworzyła. Przykładowo, dla trip-hopu takim zespołem jest Massive Attack. Owszem, istnieją jeszcze Lamb, Tricky, Portishead, Groove Armada, Röyksopp, Morcheeba, Goldfrapp, DJ Shadow, ale Massive Attack to w na tym podwórku niekwestionowany numer jeden. Dla nu metalu takim zespołem jest Korn. Znów można powiedzieć, że są jeszcze takie ekipy jak Limp Bizkit, Linkin Park, Papa Roach, Deftones, Drowning Pool, P.O.D. czy System Of A Down, ale większość słuchaczy zgadza się, że Korn jest ikoną nu metalu i kropka. Co więcej, ostatnio ekipa z Bakersfield jest całkiem aktywna. Czy jej najnowszy krążek nie rozczaruje wiernych fanów?
Po wydaniu bardzo ciepło przyjętych "Klechd" w obozie Thy Worshiper nastała długa studyjna cisza. W mediach społecznościowych również niewiele się działo, newsy pojawiały się sporadycznie i często dotyczyły innych projektów, w których uczestniczą muzycy tej grupy. Ciężko zatem było prognozować, kiedy i czy w ogóle pojawi się nowy album. Zapowiedź "Bajek o Staruchu" pojawiła się na niespełna miesiąc przed premierą wydawnictwa. "Baba Jaga" początkowo mogła szokować. Nie odnajdziemy tu nawet odrobiny ciężaru, do którego przyzwyczaiła nas ekipa z Dublina, występująca na nowym krążku w odświeżonym składzie - z nowym perkusistą i wokalistką. "Baba Jaga" gra z słuchaczem w grę opartą o klimat. A ten, mimo braku ciężaru, gęstnieje z minuty na minutę przeplatając ze sobą w świetny sposób kontrastujące wokale - żeński i męski.
Kończący się rok można uznać za kolejny bardzo udany dla polskiego ciężkiego grania. Pojawiło się wiele interesujących pozycji, które już dawno znalazły miejsce w mojej kolekcji płyt. Mogłoby się wydawać, że to już raczej koniec premier, a tu nagle pojawiło się kilka kolejnych. Wśród nich znajduje się nowy krążek grupy Mentor - projektu złożonego z muzyków Thaw oraz wokalisty nieistniejącego już J.D. Overdrive. Mentor zadebiutował pięć lat temu i spotkał się z ciepłym przyjęciem wśród metalowej braci. Mnie jednak do tej pory skutecznie udawało mi się unikać spotkania z twórczością zespołu. Dlaczego? Sam nie wiem. Wiem natomiast, że po przesłuchaniu "Wolves, Wraiths and Witches" od razu sięgnąłem po dwa poprzednie wydawnictwa, aby jak najszybciej nadrobić zaległości.
Jeszcze kilka tygodni temu nazwa "Krzta" niewiele mi mówiła, jednak po fali bardzo pozytywnych opinii w polskim Internecie nie wypadało mi nie sięgnąć po drugi album tria z Olsztyna. Wszystko zaczęło się od okładki, która przykuła moją uwagę w poście z recenzją albumu na fanpage'u Metalurgii. Trzeba przyznać, że praca Kamila Błażewicza, wokalisty i gitarzysty zespołu, przykuwa uwagę wizją nierzeczywistą, ale intrygującą i wzbudzającą pewnego rodzaju lęk spowodowany widmem zła i nadchodzącej apokalipsy. Bardzo podoba mi się ten obraz, jednak za każdym razem, gdy go oglądam, odczuwam pewien niepokój. To chyba kwestia obejrzenia zbyt dużej liczby różnego rodzaju horrorów.
Uwielbiam Converge za ich nieokiełznaną dzikość i żywiołowość. Bardzo szanuję też twórczość Chelsea Wolfe za gotycki mrok i ekscentryczność samej wokalistki. Kiedy zatem w Internecie pojawiły się informacje o kooperacji zespołu z tą artystką, nakręciłem się jak małe dziecko na świąteczne pomarańcze. Bo przecież zarówno Wolfe, jak i Converge są świetni w swoim fachu, zatem połączenie ich talentów powinno być równie dobre, jeśli nie lepsze. Czy tutaj cokolwiek mogłoby pójść nie tak? Okazuje się, że jak najbardziej. I to w taki sposób, że potrafi wyraźnie zepsuć radość z słuchania pierwszej części "Bloodmoon". Najpierw fanom na pożarcie został rzucony utwór tytułowy. Gdyby nie charakterystyczny wrzask Bannona, pojawiający się w kilku momentach, można by było uznać, że to zapowiedź nowego albumu Chelsea Wolfe, a nie jakiejkolwiek kooperacji. W "Bloodmoon" obecność charakterystycznego stylu Converge jest symboliczna, wręcz znikoma. Jeszcze mniejszą jej dawkę otrzymali słuchacze w drugiej zapowiedzi - "Coil". Tutaj jeszcze wyraźniejsze są wpływy Wolfe. Sporą niespodzianką jest z pewnością pojawienie się czystego, męskiego wokalu. Ciężko uwierzyć, że to Jacob Bannon. Okazuje się, że wokalista Converge sprawdza się nie tylko w roli opętańca, ale "na czysto" też dobrze daje sobie radę.
Spełnienie marzeń Gary'ego Holta, jakim było zapewne zostanie na osiem lat częścią Slayera, odbiło się czkawką fanom jego kapeli macierzystej - Exodusa. Tutaj absencja lidera zespołu doprowadziła do długiej, bo sięgającej siedmiu lat, studyjnej ciszy. Mimo nieobecności Holta zespół nadal funkcjonował i koncertował, jednak na nowe nagrania musieliśmy poczekać do jego powrotu, a nawet i dłużej. Tutaj swoje pięć groszy dorzuciła pandemia oraz choroba Toma Huntinga. Przedpremierowe zapowiedzi mogły intensywnie rozpalić apetyty fanów. "The Beatings Will Continue" to z jednej strony spory powiew świeżości, z drugiej jednak - stary, dobry Exodus. Sam utwór zdaje się być naturalnym przedłużeniem "Blood In, Blood Out" i ma sporo nawiązań do tytułowego utworu z poprzedniego wydawnictwa.
W tym roku mogliśmy odnotować wzmożoną aktywność Limp Bizkit w różnego rodzaju mediach. Zespół najpierw pojawił się w dokumencie "Music Box. Woodstock '99: Pokój, miłość i agresja" w bardzo niechlubnej roli. Następnie światowy Internet podbiła nowa stylówa Freda Dursta, wyraźnie obrazująca fakt, że od czasu "My Generation" i "Rollin'" minęło już 21 lat. Na koniec pojawił się nowy utwór - "Dad Vibes", z którym mój pierwszy kontakt trwał kilkanaście sekund. Drugiego podejścia nie było, podobnie jak informacji na temat tego, że nadchodzi premiera nowego wydawnictwa. Wiedzieli o niej chyba tylko najwięksi fajni zespołu - tak, tacy jeszcze naprawdę istnieją!
Od premiery "Crack The Sky", czyli ostatniego albumu Mastodona, który lubię bezgranicznie, minęło już dwanaście lat. I mimo że później średnio po drodze było mi z wizją twórczości zespołu, to i tak przed premierą każdego kolejnego albumu przebierałem nogami i budziłem się krótko po północy, aby od razu po udostępnieniu posłuchać efektu prac muzyków, którzy stworzyli takie kolosy jak "Remission" i "Leviathan". Nie inaczej było i tym razem, ale zanim to nastąpiło mieliśmy do czynienia z całkiem fajną akcją w mediach społecznościowych, gdzie fani zespołu mogli wyłapać fragmenty okładki, które można było później zlepić w jedną całość - swoją drogą bardzo ładną i ponownie zaprojektowaną przez wieloletniego współpracownika grupy, Paula Romano.
Jeszcze nigdy fani Iron Maiden nie musieli czekać tak długo na nowe wydawnictwo swoich ulubieńców. Przez sześć lat, jakie minęły od premiery "The Book Of Souls", sporo się na świecie zmieniło, zatem można było po cichu liczyć na zmiany również w twórczości Anglików. A ci od wydania albumu "Brave New World" ponad dwie dekady temu dają malkontentom wiele powodów do narzekania - głównie dlatego, że zespół ciągle gra to samo. I mimo że jestem fanem twórczości Maidenów, muszę przyznać, że jest w tym trochę racji. Pierwsza zapowiedź "Senjutsu" w postaci "The Writing On The Wall" mogła dawać nadzieje na spory powiew świeżości. Już sama otoczka związana z premierą utworu wzbudzała spore emocje. W Internecie pojawiły się zapowiedzi, oficjalne odliczanie i wreszcie premiera na YouTubie, gdzie fani mogli w tym samym momencie wysłuchać nowego nagrania, na bieżąco dzieląc się swoimi odczuciami.
No ja też właśnie nie rozumiem, jak ludzie, którzy tworzą muzykę, nie słyszą, że coś z tym ostatecznym brzmieniem jest nie tak. Albumy Metalliki to samo, też jakościowo do d...
Polska - jednym kojarzy się z górami, jeziorami i lasami, burzliwą historią, pięknymi miastami, pierogami, kiełbasą i gołąbkami, dla innych jest natomiast krajem nowoczesnym, przedsiębiorczym, pełnym energii i ludzi, którzy...
Sennheiser w swojej historii wydał na świat tyle świetnych słuchawek, że gdyby ktoś chciał ułożyć listę najważniejszych modeli wszech czasów, spokojnie mógłby stworzyć ją wyłącznie z produktów tej jednej firmy....
Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...
Bannery boczne
Komentarze
Bogdan
Byłem w MP3 Store na odsłuchu nastawiony, że chyba je kupię. Można by je wziąć dla samego wyglądu... śliczne są. Fakt - ten pomarańczowy kapsel tam nie pasuje, ...
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...
Gramofony, szlifierki, odtwarzacze czarnych płyt, adaptery, patefony, odtwarzacze analogowe, fonografy... Jakkolwiek byśmy nie nazwali tych poczciwych urządzeń, które są z nami już od ponad 130 lat, możemy zawsze powiedzieć o nich to samo - od dziesięcioleci dostarczają nam niezapomnianych przeżyć związanych z odtwarzaniem ukochanych utworów. Wielu melomanów pamięta o ich...
Marantz to jedna z tych firm, które powinien znać każdy miłośnik muzyki i dobrego brzmienia. Jeden z wielkich graczy, którym na przestrzeni lat udało się zachować swój wizerunek i opowiadać swoją historię nie inaczej, jak poprzez kolejne urządzenia zyskujące status kultowych. Może to trochę odważne stwierdzenie, ale wystarczy prześledzić internetowe...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Doomsday