Uwielbiam polską niszową scenę muzyczną, ponieważ za każdym razem, gdy myślę, że słyszałem już wszystko i nic mnie nie zaskoczy, pojawia się album lub zespół, który burzy ten spokój i okupuje playlistę przez wiele dni. Ostatnim takim odkryciem jest toruński zespół Dola, który na swój sposób jest fenomenem. Trio powstało w 2018 roku, dwa lata później ukazał się ich debiut, zatytułowany po prostu "Dola", a niewiele ponad rok później muzycy własnym sumptem wydali drugi album - "Czasy". Trzeba przyznać, że ekipa ma zawrotne tempo. Można tu też mówić o niesamowitej sile mediów społecznościowych, bo sam na Dolę trafiłem zupełnie przez przypadek, przeglądając Facebooka. Na swoim fanpejdżu link do albumu zamieścił wrocławski raper Młody Dzban. Zwróciłem uwagę na ten wpis chyba tylko dlatego, że bardzo spodobała mi się okładka opisywanego wydawnictwa, no i dalej już poszło.
Jeśli spojrzymy na dyskografię Fear Factory, szybko zauważymy, że "Genexus" i "Aggression Continuum" dzieli najdłuższa, sześcioletnia przerwa wydawnicza. W tym czasie w zespole pojawiło się wyjątkowo dużo złej krwi, czego efektem było odejście Burtona C. Bella jeszcze przed premierą albumu. Zanim "Aggression Continuum" ujrzał światło dzienne, działy się jeszcze tak dziwne rzeczy jak zbiórka pieniędzy na ponowne nagranie albumu, który według wokalisty Fear Factory był gotowy wraz z okładką niespełna cztery lata temu. Zebranie kwoty 25000 dolarów miało pozwolić gitarzyście Dino Cazaresowi na opłacenie prawnika i kosztów sądowych w sprawie o prawo do nazwy zespołu. Cazares natomiast zbiórkę tłumaczył tym, że w 2017 roku płyta może i była gotowa, ale w oparciu o automaty perkusyjne, które trzy lata później gitarzysta postanowił zastąpić prawdziwymi bębnami, na których zagrał muzyk sesyjny, Mike Heller. Po ich zarejestrowaniu Dino uznał, że warto byłoby od nowa nagrać partie gitar i basu. Stąd prośba o pieniądze, ponieważ tych nie chciała już dać wytwórnia. Istny cyrk na kółkach, który nie napawał fanów optymizmem.
Zespół jest ikoną gatunku. Słucham ich od 20 lat. Mam nadzieję, że się dogadają, żeby nie było takich akcji jak przy tym albumie. Niech grają i tworzą muzykę za którą ich kochamy.
Po wydaniu trzyczęściowej opowieści "Infinite Entanglement" Blaze Bayley zrobił sobie dłuższą przerwę. Na jego nowy krążek przyszło nam czekać trzy lata. W tym czasie w ekipie byłego wokalisty Iron Maiden niewiele się zmieniło. Zespołu nie dotknęły spektakularne roszady w składzie, a "War Within Me" udowadnia, że mimo upływu lat Blaze jest nadal świetnym wokalistą. Udowadniają to również współpracujący z nim muzycy, ponieważ tak jak na poprzednich wydawnictwach, tak i tu mamy do czynienia ze sporym kawałkiem bardzo dobrego heavy metalu. Tym razem słuchaczy nie spotka tu zwięzła historia i concept album. "War Within Me" jest zbiorem dziesięciu bardzo luźno powiązanych utworów - momentami tak luźno, że powiązań tych trzeba byłoby doszukiwać się na siłę.
Przez ostatnie lata muzycy Gojiry zawzięcie testowali wytrwałość swoich fanów, wystawiając ich na najdłuższą przerwę wydawniczą w dotychczasowej karierze. "Magmę" i "Fortitude" dzieli pięć lat. Francuzi umilili fanom tę przerwę świetnym występem na festiwalu Pol'And'Rock w 2018 roku (koncert dostępny w całości na YouTube) oraz zapowiedziami nadchodzącego albumu, który zaczął powstawać jeszcze przed wybuchem pandemii. Pierwsza ukazała się już na początku sierpnia zeszłego roku, czyli na prawie dziewięć miesięcy przed premierą, a trzy kolejne - zdecydowanie później. Po ich przesłuchaniu można było stwierdzić jedynie to, że Gojira na pewno nie zdecyduje się na muzyczny powrót w klimaty z początku kariery. Reszta pozostawała wielką zagadką, ponieważ każdy utwór różnił się od pozostałych i w żaden sposób nie naprowadzał słuchacza na to, czego możemy oczekiwać po efekcie końcowym.
Od wydania ostatniego albumu Evile - "Skull" - minęło osiem lat. W tym czasie Anglicy nie zaskakiwali swoich fanów spektakularnymi newsami i zapowiedziami. Jeśli już, pojawiały się tylko szczątkowe informacje, które w natłoku innych łatwo było przeoczyć. Dlatego grudniowa zapowiedź tworzenia nowego materiału jakoś mi umknęła i dotarła do mnie dopiero przy okazji publikacji premierowego nagrania na początku lutego. Utwór był dla mnie sporym zaskoczeniem i z miejsca na wiele dni zdominował moją listę odtwarzania. Tak wielką frajdę ze słuchania nowoczesnego thrashu dostarczyli mi ostatnio Amerykanie z Warbringer oraz Chilijczycy z Nuclear. A Evile?
Wiele mówi się o tym, że post metal jest gatunkiem, z którego wyciśnięto już ostatnie soki, co sugerowałoby rychły koniec "cyklu życia produktu". Jednak, jak na złość, w najmniej spodziewanym momencie pojawiają się takie albumy jak "A Dawn To Fear", który z marszu staje się jednym z najlepszych w dyskografii Cult Of Luna i udowadnia, że nawet do tego wyeksploatowanego gatunku można wnieść jeszcze sporo świeżości. W ostatnich latach pojawiło się sporo wydawnictw, które może i tak przełomowe i wybitne nie są, ale utrzymują pewien - co najmniej bardzo dobry poziom, dzięki któremu post metal nie został jeszcze pogrzebany. Na naszym rodzimym rynku aktywność wśród filarów gatunku w ostatnich latach zdecydowanie zmalała. Teraz kilkunastomiesięczną ciszę w branży przerwała Moanaa.
Niespełna półtora roku po wydaniu "A Dawn To Fear" - jednego z najjaśniejszych punktów w dyskografii Cult Of Luna - zespół uraczył swoich fanów EP-ką. I to nie byle jaką, bo trwającą prawie 40 minut. W przypadku wielu artystów przy takim czasie trwania spokojnie można mówić o pełnoprawnym albumie, jednak u Szwedów brakowałoby do niego co najmniej kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu minut. "The Raging River" przynosi pięć nowych utworów, które już od pierwszych dźwięków otwierającego album "Three Bridges" wyraźnie dają znać, z jakim zespołem mamy do czynienia. Już przy pierwszym przesłuchaniu można wyczuć również, że "The Raging River" to klimat dość wyraźnie odbiegający od "A Dawn To Fear". Nie ma tu miejsca na taką wielowątkowość i zabawę atmosferą.
Wybuch pandemii pokrzyżował plany większości zespołów na świecie. Nieuniknione było odwołanie tras koncertowych, występów na festiwalach i innych wydarzeń, na które czekało wielu, wielu fanów. Odbiło się to również na aktywności studyjnej. Mimo, że czas izolacji sprzyjał tworzeniu nowego materiału, to jednak brak możliwości jego promocji na żywo sprawiał, że wiele premier zostało przesuniętych na czas bliżej nieokreślony. Ale ile można czekać? Dlatego niektórzy ostatecznie zdecydowali się na ten krok i właśnie taka sytuacja miała miejsce w przypadku "Weight Of The False Self", który z dużym poślizgiem, ale jednak ujrzał światło dzienne w pandemicznych czasach.
Kiedy po nagraniu "Decision Day" i odbyciu trasy koncertowej promującej album Tom Angelripper pożegnał się z 2/3 składu zespołu, mogło to oznaczać tak naprawdę wszystko - przemeblowanie składu, zakończenie kariery i tak dalej. Na szczęście stosunkowo szybko pojawiła się informacja o nowych członkach zespołu, co rozwiało wątpliwości dotyczące dalszej działalności niemieckiej legendy. Osoby próbujące doliczyć się, ilu muzyków znajdzie się w ekipie z Gelsenkirchen, mogły przeżyć spory szok, ponieważ okazało się, że trio staje się kwartetem. Zmianę taką lider tłumaczył większym polem manewru i możliwością grania w sposób niemożliwy do wykonania w przypadku trzech osób. I faktycznie, patrząc po zespołach z branży można dojść do wniosku, że obecność dwóch gitarzystów wyraźnie zwiększa potencjał. Przykładów nie trzeba daleko szukać, bo w identycznym wariancie grał przecież Slayer, a w podobnym (z rozdzieleniem roli basisty i wokalisty, która w Sodomie jest połączona) Testament, Overkill czy Exodus.
Kończący się powoli rok można uznać za stosunkowo udany dla thrash metalu. Na początku kwietnia ukazał się ciepło przyjęty "Titans Of Creation" Testamentu. Kilka tygodni później sceną zawładnął zespół o zdecydowanie krótszym stażu, czyli Warbringer ze swoim "Weapons Of Tomorrow". Do udanych wydawnictw z pewnością można zaliczyć nowy krążek Sepultury. Wysoki poziom utrzymał również Havok. Kilka tygodni temu świetny powrót po 21 latach zaliczył Mr. Bungle. Za chwilę ukaże się nowy Sodom, którego zapowiedzi w wyraźny sposób sugerują, że i tu się nie zawiedziemy. Jednak czy ich "Genesis XIX" zostanie thrashowym albumem listopada? Trzeba przyznać, że Tom Angelripper wraz z nowym składem będzie miał ciężkie zadanie, ponieważ w piątek, trzynastego listopada, ukazał się bardzo mocny i jeszcze bardziej egzotyczny album - "Murder The Crows" grupy Nuclear.
Polska - jednym kojarzy się z górami, jeziorami i lasami, burzliwą historią, pięknymi miastami, pierogami, kiełbasą i gołąbkami, dla innych jest natomiast krajem nowoczesnym, przedsiębiorczym, pełnym energii i ludzi, którzy...
Sennheiser w swojej historii wydał na świat tyle świetnych słuchawek, że gdyby ktoś chciał ułożyć listę najważniejszych modeli wszech czasów, spokojnie mógłby stworzyć ją wyłącznie z produktów tej jednej firmy....
Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...
Bannery boczne
Komentarze
Bogdan
Byłem w MP3 Store na odsłuchu nastawiony, że chyba je kupię. Można by je wziąć dla samego wyglądu... śliczne są. Fakt - ten pomarańczowy kapsel tam nie pasuje, ...
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...
W dobie streamingu i dostępności cyfrowych plików audio mogłoby się wydawać, że słuchanie muzyki jeszcze nigdy nie było tak proste. W praktyce jednak, szczególnie dla bardziej wymagających użytkowników, to wciąż zaskakująco skomplikowana sprawa, zwłaszcza gdy chcemy połączyć wygodę korzystania ze smartfona z możliwościami bardziej zaawansowanego sprzętu audio. Jeśli chodzi o...
Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
obsolete