Często po meczach polskiej reprezentacji w piłce nożnej w Internecie pojawia się pewien mem z nosaczem. Obrazek ten idealnie obrazuje sytuację, jaka od wielu lat towarzyszy mi w przypadku premiery każdego nowego albumu Kultu, bo tutaj również "niby człowiek wiedzioł, a jednak się łudził". Mimo to za każdym razem informacja o nadchodzącym wydawnictwie wywołuje u większości fanów Kultu szybsze bicie serca i nadzieję na powrót do świetnej formy twórczej jeszcze z ubiegłego wieku. Niestety, zespół nie daje im powodów do przesadnego entuzjazmu, nagrywając kolejne albumy, które są co najwyżej takie sobie. Ten najnowszy i poprzedni - "Wstyd" - dzieli najdłuższa, pięcioletnia przerwa. W tym czasie pod szyldem Kultu ukazały się tylko dwie części koncertówki "Made In Poland" oraz zapis występu z Pol'And'Rock Festival. Kazik natomiast wzbił się na wyżyny, nagrywając z Kwartetem ProForma bardzo udaną, trzecią część utworów Taty Kazika,. a także obniżył loty solową "Zarazą". W czasie tych pięciu lat doszło również do sporych roszad w składzie zespołu. Niemniej jednak czasu na stworzenie solidnego materiału, na który chyba wszyscy czekamy, było sporo.
Po nowy krążek Old Man Coyote sięgałem, nie mając zielonego pojęcia na temat tego projektu. Sama okładka również niewiele mówiła i mogła stanowić tło dla wielu gatunków muzycznych. Podobnie było z tytułami utworów. Celowałem w stoner rock. Po włożeniu płyty do odtwarzacza przeżyłem szok, ponieważ ten jasno pokazał mi czas trwania wynoszący niecałe 18 minut. Nic dziwnego, ponieważ po krótkim poszukiwaniu informacji na temat krążka okazało się, że "Prologue" to EP-ka i to debiutancka. Jednak tercet tworzący The Old Man Coyote to nie żółtodzioby, ale muzycy z doświadczeniem nabytym chociażby w takich zespołach jak Moanaa, Grimmer i C-4. Sam projekt powstał w lecie ubiegłego roku, a na efekty pracy muzyków nie trzeba było długo czekać, bo EP-ka ukazała się pod koniec pierwszego kwartału 2020.
Nie od dziś wiadomo, że polska scena szeroko rozumianego grania stonerowego ma się bardzo dobrze. Albumy chociażby takich zespołów jak Red Scalp, Sunnata, Weedpecker, Belzebong czy Dopelord trafiają do rocznych podsumowań prasy i portali branżowych. Mamy też w kraju zespoły, które nie zdobyły jeszcze takiej popularności jak wyżej wymienione, a w pełni na to zasługują. Do tego grona z pewnością należy zaliczyć wrocławski MuN, o którym, mimo kilkuletniego stażu na scenie, dowiedziałem się dopiero po premierze "Presomnii" - trzeciego albumu w dorobku tego kwartetu.
Po wydaniu trzyczęściowej opowieści "Infinite Entanglement" Blaze Bayley zrobił sobie dłuższą przerwę. Na jego nowy krążek przyszło nam czekać trzy lata. W tym czasie w ekipie byłego wokalisty Iron Maiden niewiele się zmieniło. Zespołu nie dotknęły spektakularne roszady w składzie, a "War Within Me" udowadnia, że mimo upływu lat Blaze jest nadal świetnym wokalistą. Udowadniają to również współpracujący z nim muzycy, ponieważ tak jak na poprzednich wydawnictwach, tak i tu mamy do czynienia ze sporym kawałkiem bardzo dobrego heavy metalu. Tym razem słuchaczy nie spotka tu zwięzła historia i concept album. "War Within Me" jest zbiorem dziesięciu bardzo luźno powiązanych utworów - momentami tak luźno, że powiązań tych trzeba byłoby doszukiwać się na siłę.
Już od kilkunastu miesięcy wyczekiwałem jakiejkolwiek informacji na temat nowego wydawnictwa ekipy z Amherst. Gdyby nie pandemia, doczekałbym się jej około rok temu, ponieważ "Sweep It Into Space" jest jedną z wielu ofiar wirusa. Mimo wielkiego opóźnienia w końcu się udało i następca "Give A Glimpse Of What Yer Not" ujrzał światło dzienne. Przed premierą krążek promowały dwie zapowiedzi, ale jeszcze wcześniej ujawniono okładkę albumu, która standardowo pokazuje turpistyczne zapędy muzyków. I choć od ekipy Mascisa oczekiwałem kontynuacji stylu obranego po powrocie do grania w 2007 roku, czyli głośnego noise'a, ściany gitar i rockowego kopa, moje oczekiwania otrzymały solidnego pstryczka w nos.
Przez ostatnie lata muzycy Gojiry zawzięcie testowali wytrwałość swoich fanów, wystawiając ich na najdłuższą przerwę wydawniczą w dotychczasowej karierze. "Magmę" i "Fortitude" dzieli pięć lat. Francuzi umilili fanom tę przerwę świetnym występem na festiwalu Pol'And'Rock w 2018 roku (koncert dostępny w całości na YouTube) oraz zapowiedziami nadchodzącego albumu, który zaczął powstawać jeszcze przed wybuchem pandemii. Pierwsza ukazała się już na początku sierpnia zeszłego roku, czyli na prawie dziewięć miesięcy przed premierą, a trzy kolejne - zdecydowanie później. Po ich przesłuchaniu można było stwierdzić jedynie to, że Gojira na pewno nie zdecyduje się na muzyczny powrót w klimaty z początku kariery. Reszta pozostawała wielką zagadką, ponieważ każdy utwór różnił się od pozostałych i w żaden sposób nie naprowadzał słuchacza na to, czego możemy oczekiwać po efekcie końcowym.
Od wydania ostatniego albumu Evile - "Skull" - minęło osiem lat. W tym czasie Anglicy nie zaskakiwali swoich fanów spektakularnymi newsami i zapowiedziami. Jeśli już, pojawiały się tylko szczątkowe informacje, które w natłoku innych łatwo było przeoczyć. Dlatego grudniowa zapowiedź tworzenia nowego materiału jakoś mi umknęła i dotarła do mnie dopiero przy okazji publikacji premierowego nagrania na początku lutego. Utwór był dla mnie sporym zaskoczeniem i z miejsca na wiele dni zdominował moją listę odtwarzania. Tak wielką frajdę ze słuchania nowoczesnego thrashu dostarczyli mi ostatnio Amerykanie z Warbringer oraz Chilijczycy z Nuclear. A Evile?
W historii muzyki mieliśmy do czynienia z wieloma powrotami, na które czekali wszyscy lub przynajmniej większość fanów. I tak po osiemnastu latach, w prawie oryginalnym składzie, w bardzo udany sposób powrócił Black Sabbath. Tragiczna śmierć Layne'a Staleya oraz czternaście lat ciszy nie przeszkodziły Alice In Chains w nagraniu bardzo dobrego albumu z nowym wokalistą. Po trzynastu latach zakończyła się niekończąca się opowieść związana z nowym albumem Toola. W tym przypadku opinie były różne, ale "Fear Inoculum" przeszedł próbę czasu i broni się jako całość. Są też zespoły, które od wielu lat staczają się po równi pochyłej, a na ich powrót mało kto czeka. Co więcej, powroty te często są zupełnie niepotrzebne, czego najlepszym przykładem może być "Let The Bad Times Roll" The Offspring.
Wiele mówi się o tym, że post metal jest gatunkiem, z którego wyciśnięto już ostatnie soki, co sugerowałoby rychły koniec "cyklu życia produktu". Jednak, jak na złość, w najmniej spodziewanym momencie pojawiają się takie albumy jak "A Dawn To Fear", który z marszu staje się jednym z najlepszych w dyskografii Cult Of Luna i udowadnia, że nawet do tego wyeksploatowanego gatunku można wnieść jeszcze sporo świeżości. W ostatnich latach pojawiło się sporo wydawnictw, które może i tak przełomowe i wybitne nie są, ale utrzymują pewien - co najmniej bardzo dobry poziom, dzięki któremu post metal nie został jeszcze pogrzebany. Na naszym rodzimym rynku aktywność wśród filarów gatunku w ostatnich latach zdecydowanie zmalała. Teraz kilkunastomiesięczną ciszę w branży przerwała Moanaa.
Greenleaf to taki muzyczny Zawisza - zawsze można na nim polegać. Na przestrzeni ponad dwudziestu lat istnienia zespół nie zaliczył żadnego potknięcia w postaci słabego albumu. Co więcej, każdy z siedmiu dotychczas wydanych był co najmniej bardzo dobry. Zatem od razu po pojawieniu się w sieci informacji o nadchodzącym krążku można było umieścić go na liście najbardziej wyczekiwanych albumów 2021 roku, nie martwiąc się zbytnio o to, co nas czeka - przecież nie mieliśmy ku temu żadnych podstaw. Do czasu...
Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat,...
Choć przetworniki cyfrowo-analogowe istniały znacznie wcześniej, na przykład jako elementy odtwarzaczy płyt kompaktowych, ich kariera rozkręciła się na dobre w erze plików. Dla wielu melomanów DAC był jednym z najbardziej...
Kilkanaście lat temu temat przesyłania i poprawiania dźwięku z komputera wydawał się znacznie prostszy niż dzisiaj. Większość laptopów miała przeciętne wyjścia słuchawkowe, telefony wyposażano jeszcze w gniazda 3,5 mm, a...
Bannery boczne
Komentarze
manic
Znam kilku potencjalnych użytkowników, takiego rozwiązania. Mają potężne kolekcje winyli, w tym ogromna część to nigdy nie odpakowane perełki... A więc streamuj...
No cóż, ceny praktycznie wszystkiego mamy absurdalne. W 2020 średnia pensja brutto wynosiła 5200 zł, w tym roku 9200 zł. A o ile % wzrosły ceny spożywki, produk...
Audiofile częściej wierzą niż wiedzą, ale równie niecodzienne rozwiązanie zastosowano wcześniej w sprzęcie didżejskim, gdzie winyle kładzione na talerz nie miał...
Podczas jednej z ostatnich rodzinnych wizyt prezentowałem zainteresowanemu członkowi rodziny swój zestaw grający. Usłyszałem wtedy dość intrygujące pytania: "A wzmacniacz nie powinien mieć korektora? Ma tylko pokrętło głośności?". Padły one z ust osoby, dla której czymś całkowicie naturalnym jest, że nawet współczesny amplituner kina domowego, z którego zresztą obecnie korzysta,...
Compact bookshelf speakers and small streaming amplifiers have become enormously popular in recent years, but there are some laws of physics that even the cleverest engineers cannot completely overcome. A stereo system that fits comfortably on a sideboard, shelf, or...
Not every gaming headset needs a wireless transmitter, a rechargeable battery, or a collection of features that require half an hour of configuration before you can start playing. Sometimes, a good pair of headphones, a decent microphone, and a cable...
You can spend a small fortune on wireless headphones, carefully compare their drivers, tuning, noise cancellation, and battery life, and eventually settle on a model that supports some of the most advanced Bluetooth codecs available. Then you connect it to...
Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Art