Ciężkie jest życie fana Red Fang, który rozpoczął swoją przygodę od pochodzącego z 2008 roku debiutu. Znaczna jego część mogła ukształtować wobec zespołu dalsze oczekiwania, których wesoła ekipa z Portland w okresie późniejszym nie spełniła. "Prehistoric Dog", "Reverse Thunder" i "Night Destroyer" były niesamowicie nośne, przebojowe i porywały od pierwszego przesłuchania nie tylko fanów gatunku, ale też i przeciętnych słuchaczy. Do powyższej trójki dołączał "Humans Remain Human Remains", który przytłaczał ciężarem i walcowatym charakterem. W tym momencie każdy fan grania ze stajni "stoner" mógł się czuć jak w siódmym niebie. Niestety po debiucie Red Fang nigdy już tak nie grał. Dwa kolejne albumy przynosiły słuchaczowi dużo dobrej muzyki, ale pozbawionej tej iskry, którą miały "Prehistoric Dog" i "Reverse Thunder".
Podobno w dzisiejszych czasach muzycy nie zarabiają na wydawaniu nowych albumów, a tylko na koncertowaniu - stąd też więcej czasu spędzają na trasach, niż w studiu. W tym kontekście dziwić może podejście Szwedów z Witchcraft, którzy ostatni koncert zagrali trzy lata temu - wydanego na początku bieżącego roku longplaya "Nucleus" nie promował ani jeden występ. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Brak koncertowych zobowiązań oznacza, że Magnus Pelander - wokalista, gitarzysta i jedyny stały członek Witchcraft - miał czas na przygotowanie solowego albumu. "Time" nie jest jego debiutem w roli solisty - w 2010 roku wydał EP-kę "A Sinner's Child", natomiast "Time" jego pierwszym długogrającym wydawnictwem sygnowanym własnym nazwiskiem.
To zaskakujące, jak wiele podobieństw łączy Kings of Leon i Oasis. Ci pierwsi własnie nagrali swoją siódmą płytę, czyli wyrównali liczbę longplejów Oasis. W przypadku obu kapel tylko po dwa albumy są faktycznie warte uwagi - debiutancki i ten, na którym znalazły się największe hity. Relacje w obu grupach są rodzinne, lecz ich członkowie znani są z gwiazdorzenia i skłonności do alkoholu. Inspiracje zarówno Oasis, jak i Kings of Leon sięgają rocka z przeszłości, choć oba zespoły potrafiły dostosować się do swoich czasów - Anglicy wylansowali swój własny, mało oryginalny, lecz jednak autorski styl, zaś Amerykanie korzystali z aktualnych trendów, które opanowali tworząc swoje charakterystyczne brzmienie. Obie kapele odznaczają się wielkim dysonansem pomiędzy jakością swojej muzyki, a popularnością, która im towarzyszy. Kolejne albumy Oasis były coraz słabsze, lecz bracia Gallagher wciąż są darzeni na Wyspach nostalgiczną sympatią graniczącą z kultem, zaś bracia (i kuzyn) Followill w dalszym ciągu rozpalają serca fanek, choć od lat nie potrafią dostarczyć dobrego longpleja. Siódmy krążek Oasis rozbudził wielkie nadzieje na jakościowy finisz historii grupy, lecz głucho przepadł w odmętach zapomnienia. Podobne zadanie miała siódma płyta Kings of Leon - zmyć fatalne wrażenie po rozczarowujących "Come Around Sundown" i "Mechanical Bull".
Po pierwszym przesłuchaniu "Absence" byłem w dużym szoku i jednocześnie bardzo mocno pragnąłem, aby ekipa Blindead nagrała jeszcze album w klimacie "Affliction XXIX II MXMVI". Po końcowych dźwiękach "Ascension" odczucia miałem podobne, ale zdecydowanie słabsze. Szok oczywiście był, ale tym razem rozłożony na raty. Pierwsza jego fala nadeszła, gdy w marcu zeszłego roku Patryk Zwoliński opuścił zespół. Drugie uderzenie nastąpiło w momencie opublikowania zapowiedzi nowego albumu - utworu "Hearts". Jego początek w żaden sposób nie przypominał dotychczasowej twórczości Blindead i ze swoim plemienno-rytualnym początkiem bardziej pasował do Minsk, niż zespołu z Gdyni. W czasie przesłuchania szok wystąpił po raz trzeci i dotyczył wokalu. Piotr Pieza nie jest Patrykiem Zwolińskim i w żaden sposób nie próbuje nim być. Ma swój styl i moim zdaniem idealnie wkomponował się nim w nową twórczość grupy.
"Eye Of The Soundscape" nie jest kolejnym "zwyczajnym" albumem Riverside. Zespół postanowił tutaj pokazać swoje inne, niż to powszechnie znane, oblicze. Od blisko dekady muzycy nagrywali także instrumentalne kompozycje o ambientowym klimacie, przepełnione brzmieniami elektronicznymi. Dotąd to oblicze znane było głównie największym fanom grupy, posiadającym rozszerzone wydania regularnych albumów i nagrania z singli. Teraz, dzięki "Eye Of The Soundscape", na którym zebrano owe kompozycje, ta strona twórczości Riverside ma szansę dotarcia do szerszej publiczności. Nie jest to jednak zwykła kompilacja, bowiem znalazły się tutaj także cztery zupełnie premierowe utwory, o łącznym czasie trwania przekraczającym pół godziny. Są to ostatnie nagrania z udziałem zmarłego w lutym tego roku gitarzysty Piotra Grudzińskiego.
W światowej sieci od dawna istnieje niezwykle popularne słówko - shitstorm. Dotarło ono również w nasze rejony i tak "gównoburza" hula sobie co jakiś czas w polskim Internecie. Jednym z najnowszych przykładów tego ciekawego zjawiska jest album "2005 YU55" Comy, na który spadła olbrzymia fala hejtu (kolejne bardzo popularne słówko w ostatnim czasie) na długo przed premierą krążka. Co ciekawe, nie była to burza prostacka i oparta wyłącznie na niechęci do zespołu, ale czasami nawet konstruktywna i poparta logicznymi argumentami. Sama niechęć również nie była skierowana bezpośrednio w stronę całego zespołu, a raczej jego lidera i wokalisty - Piotra Roguckiego - osoby bardzo specyficznej, kontrowersyjnej i raczej oderwanej od rzeczywistości. Główny strumień hejtu skierowany był w stronę tekstów zawartych na krążku. Żal byłoby nie skorzystać z nadarzającej się okazji i pochylić się nad jednym z bardziej kontrowersyjnych polskich dzieł tego roku. Zadanie to jest dla mnie o tyle ciekawe, że przez ostatnie kilkanaście lat skutecznie udawało mi się omijać twórczość łódzkiej grupy. Zatem nieskażony przeszłością Comy zasiadłem do "2005 YU55". Po kilku przesłuchaniach uzbierała się garść przemyśleń.
Nie ulega wątpliwości, że Kult to legenda rodzimej sceny muzycznej - zespół ponadczasowy, wzór do naśladowania oraz spoiwo łączące już klika pokoleń słuchaczy. Można stwierdzić, że Kazik wraz z ekipą jest dla olbrzymiej rzeszy Polaków obiektem kultu. Równie oczywistym faktem jest to, że w pewnym momencie w zespole coś się zacięło i tak, jak koncerty nadal wzbudzają szybsze bicie serca, tak z wydawnictwami studyjnymi jest zdecydowanie gorzej. Spójrzmy prawdzie w oczy - ostatni wielki album Kultu w tym roku stał się pełnoletni a ostatniemu prawdziwemu klasykowi wśród utworów niewiele do tej pełnoletności brakuje ("Brooklyńska Rada Żydów" została nagrana 3 lata później). Po wydaniu "Salonu Recreativo" zespół gdzieś odjechał, nie za bardzo nawet wiadomo dokąd. Nadal grają we własnej lidze. Problem w tym, że w lidze tej nie ma żadnych przeciwników, niezbyt jasne są reguły gry (w tym przypadku chociażby to, że Kazik nie uczestniczył w tworzeniu nowego materiału) a i sama rozgrywka trąci wątpliwą jakością skierowaną nie wiadomo do kogo i raczącą słuchacza tylko skokowym napięciem.
Neurosis to klasa sama w sobie - legenda, prekursor stylu, wzorzec do naśladowania, punkt odniesienia i w kręgach post metalu obiekt kultu. Oczywiście to uwielbienie jest jak najbardziej słuszne - gdyby nie ekipa z Oakland, pewnie dziś nie istniałaby większość zespołów z tego gatunku, które nawet jeśli wypracowały własny styl, to i tak wcześniej musiały oprzeć go na jakichś filarach. Neurosis targa na grzbiecie bagaż ponad 30 lat doświadczeń i kilkunastu nagranych albumów, w tym kilku kultowych. Czy "Fires Within Fires" do nich dołączy? Moja odpowiedź brzmi - nie. W moim przypadku pierwsze żółte światełko zapaliło się w momencie opublikowania listy utworów, na której znalazło się ich tylko pięć. W przeszłości jednak często przytrafiały się zespołowi kilkunastominutowe kobyły, zatem mogło się okazać, że wszystko będzie w normie. W momencie ukazania informacji o długości albumu okazało się, że jednak nie.
Muzycy Ghost nie dają o sobie zapomnieć. Zupełnie niespodziewanie dyskografia zespołu poszerzyła się o nową EP-kę, "Popestar". Wydawnictwo można traktować zarówno jako suplement do zeszłorocznego albumu "Meliora", jak i kontynuację wydanej przed trzema laty EP-ki z coverami "If You Have Ghost". Także tutaj na repertuar złożyły się głównie przeróbki innych wykonawców, uzupełnione jednym własnym utworem - zupełnie premierowym "Square Hammer". Jeżeli utwór ten powstał w trakcie tej samej sesji co "Meliora", to łatwo zgadnąć dlaczego nie pojawił się na tym longplayu. O ile tam zespół pokazał swoje mroczniejsze i cięższe oblicze, tak ten kawałek jest o wiele bardziej pogodny i łagodniejszy brzmieniowo, utrzymany raczej w stylu albumu "Infestissumam". Za to jak zwykle u Ghost mamy do czynienia z momentalnie zapadającą w pamięć, przebojową melodią, oraz świetnym zestawieniem ostrych gitar i wręcz popowych klawiszy.
Kiedy rok temu kanadyjska wokalistka Carly Rae Jepsen wydawała swój trzeci studyjny krążek "Emotion", mogła mieć głowę pełną wyobrażeń o tym, jak lansuje kolejny przebój na miarę "Call Me Maybe" i szturmem przebija się do pierwszej ligi gwiazd popu. Tak się nie stało, choć singiel "I Really Like You" spodobał się w pewnych częściach globu. Carly swoim wydawnictwem osiągnęła wówczas coś, czego raczej się nie spodziewała - listy przebojów zamieniła na końcoworoczne zestawienia najlepszych płyt. Rok po premierze swojego zaskakująco ciepło przyjętego albumu Jepsen próbuje coś jeszcze z niego wycisnąć.
Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...
Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...
Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...
Sensu takich rozwiązań nie będę komentował, bo każdy musi przetestować to u siebie i zdecydować, czy jest różnica i czy jest warta wydania kolejnych pieniędzy. ...
Wiele lat temu nie wierzyłem w cyfrowe audio. Cyfra to cyfra, więc bit to bit, a więc niech nikt nie p...., że jest inaczej. Nie ma prawa być inaczej. Ale pewne...
No, Panie Tomaszu, w końcu czyta się przyjemnie bez niepotrzebnego nadęcia czy palenia mózgu. Brzytwa Ockhama dobrze zastosowana :) Gratuluję świetny artykuł, b...
Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...
Q Acoustics has spent the last two years filling out the latest generation of its most affordable loudspeaker family, but one obvious model was missing. When 3000c debuted at High End Munich 2024, the range included three standmounts, the large...
Meze Audio has been climbing steadily toward the very top of the headphone market for years, but until now the hierarchy was relatively easy to understand. Empyrean established the company's planar magnetic credentials, Elite pushed the concept further, and Empyrean...
Majority is expanding its turntable range with two affordable models aimed primarily at listeners taking their first steps into vinyl. The Stylo follows the more traditional route, combining a proper tonearm, adjustable cartridge setup and built-in phono stage with Bluetooth...
Yamaha to jeden z producentów sprzętu hi-fi, którego logo kojarzą niemal wszyscy. Nie tylko ze względu na jego obecność na popularnych amplitunerach, soundbarach, głośnikach bezprzewodowych i systemach mikro, ale także produktach związanych z domową aparaturą audio bardzo luźno albo wcale. Nie ulega jednak wątpliwości, że w wielu kręgach, także wśród...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
tinto_brass