Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Monarch - Two Isles

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Monarch - Two Isles

Nie jest łatwo dziś, w dobie tysięcy działających równocześnie portali muzycznych i nachalnego mainstreamu, poznawać nowe zespoły, o ile nie zdobędą one odpowiedniej popularności. Jeszcze trudniej jest znaleźć pośród nich te naprawdę godne uwagi. Dlatego tym większą radość daje odkrycie takiej grupy, czy to przypadkiem, czy za sprawą ciekawych stron muzycznych, tak jak w tym przypadku. Monarch to kolejny z niezliczonych przedstawicieli retro rocka, tym razem jednak pochodzący nie ze Skandynawii (trzeba jednak wspomnieć, że sam album został wydany przez duńską wytwórnię) a wprost ze Stanów Zjednoczonych. Mało tego, grupa wywodzi się z Kalifornii, co w połączeniu z wymowną okładką i retro-rockowymi aspiracjami daje jasną sugestię, jaką muzykę usłyszymy. Właśnie tak - rock psychodeliczny o nieco hipisowskim, folkowym zabarwieniu. Jednak inspiracje muzyków sięgają też nieco innych korzeni, bowiem gra trzech gitarzystów, których tu usłyszymy, wywołuje silne skojarzenia z The Allman Brothers Band czy Wishbone Ash.

Ostatnie komentarze

  • 1piotr13

    O tak ;) To jest właśnie muzyka która wciąga. Taki powrót do korzeni wydaje się być naturalnym i pożądanym przez wielu słuchaczy kierunkiem w muzyce. Napisałem ''pożądanym'', bowiem przy obecnym trendzie ku jakiemu podąża muzyka, bardzo rzadko można znaleźć coś naprawdę wartościowego, wszyscy naokoł...
    0
Zobacz inne komentarze

Steven Wilson - To The Bone

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Steven Wilson - To The Bone

Dziś znów cofamy się do zeszłego roku, a konkretnie 18 sierpnia, kiedy ukazał się najbardziej "szokujący" album Stevena Wilsona. Powodem zaskoczenia i krzyków wśród słuchaczy była obrana stylistyka - "bohater współczesnego rocka progresywnego" nagrywa pop inspirowany Peterem Gabrielem czy Tears For Fears. Myślę jednak, że bardziej wnikliwi słuchacze doskonale wiedzieli, że o żadnej wielkiej zmianie stylistycznej tak naprawdę nie ma tu mowy. Początkowo miałem sobie odpuścić pisanie, bo o tym albumie powiedziano już naprawdę wiele. Jednak do przelania swoich odczuć na papier ostatecznie sprowokowały mnie dwie rzeczy - duża liczba pozytywnych opinii na temat tego albumu, kompletnie dla mnie niepojętych, oraz wspomnienia z mojego pierwszego odsłuchu "To The Bone". Nie ukrywam, było to dla mnie bardzo przykre doświadczenie. Być może dlatego, że zdążyłem się już przekonać do (oczywiście nie całej) twórczości Porcupine Tree, najbardziej znanego zespołu Wilsona. Pamiętam, jak duże wrażenie zrobiła na mnie "The Sky Moves Sideways" - płyta wprawdzie wtórna, ale niezwykle przyjemna, pokazująca talent Wilsona do tworzenia pięknych gitarowych pasaży. Żal mi, że zamiast podbudować swoją pozycję, jako faktycznie osłuchany muzyk o wielu inspiracjach, zabrał się za nagrywanie takich koszmarków.

Ostatnie komentarze

  • codiac

    Steven Wilson podobnie jak Roger Waters czy David Gilmour kręci się ciągle w kółko, różne wariacje tego samego brzmienia i pomysłów myślę ze po prostu artysta się wypalił i odcina kupony. Podobnie słuchając ostatniej płyty Watersa i Gilmoura nieodparcie myślałem takie zubożone Pink Floyd - wszystko ...
    0
Zobacz inne komentarze

Iceage - Beyondless

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Iceage - Beyondless

Post-punk lata świetności ma już dawno za sobą, o ile wręcz nie dogorywa. Od lat dziewięćdziesiątych większość grup z tego nurtu lub nim się inspirujących grała alt-rockowe lub indie-rockowe smuty, tudzież słabą melodyjnie chałturę. Zresztą na początku swojej kariery Iceage nie był wiele lepszy, choć już wtedy wyróżniał się pozytywnie na punkowej scenie. Po nagraniu trzech płyt muzycy dali sobie kilka lat na przemyślenie kierunku artystycznego i postanowili powrócić z albumem nieco ambitniejszym. Cofnęli się przy tym również do samych korzeni, do twórczości nieco już zapomnianej proto-punkowej grupy Modern Lovers czy, w mniejszym stopniu, The Stooges. I trzeba przyznać, że znaleźli ciekawy sposób na odświeżenie swojego stylu, wzbogacając go o instrumenty dęte i wpływy jazzowe.

Ostatnie komentarze

  • Pablo

    Modern Lovers to był zespół wyprzedzający swój czas, można rzec proto-post-punkowy, bo zdecydowanie bliżej mu do post-punku, niż surowego proto-punku w stylu The Stooges czy New York Dolls ;) A album Iceage bardzo fajny.
    0
Zobacz inne komentarze

DeWolff - Roux-Ga-Roux

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

DeWolff - Roux-Ga-Roux

Recenzją "Thrust" wbiłem zespołowi DeWolff niemałą szpilę. W tym tekście chcę mu oddać sprawiedliwość, bo mimo wszystko dwa lata wcześniej nagrał on jeden z najlepszych albumów, jakie powstały w XX wieku. DeWolff od samego początku szukał oryginalnego brzmienia. Szło mu to bardzo powoli, ale w 2016 roku w końcu wykrystalizował własny styl, łączący funk (bardzo skoczne melodie), soul (specyficzny, manieryczny wokal i okazjonalne kobiece chórki) i hard rock inspirowany Deep Purple i Led Zeppelin. Wszystkie te wzorce na "Roux-Ga-Roux" są tak wymieszane, że trudno ustalić, które grają najważniejszą rolę. Tym bardziej, że muzycy czerpią także (choć w mniejszym stopniu) z bluesa i psychodelii.

Ostatnie komentarze

  • 1piotr13

    Fajne klimaty, proszę o więcej takich przykładów. Mam TIDAL-a, ale nawet nie wiem czego w nim szukać.
    0
Zobacz inne komentarze

Colosseum - Valentyne Suite

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Pałasz

Colosseum - Valentyne Suite

Powód, dla którego przypominam ten album, jest bardzo smutny. 12 czerwca zmarł Jon Hiseman - brytyjski perkusista, znany przede wszystkim z grupy Colosseum. Właśnie na czas pierwszego okresu działalności zespołu, na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, przypadł szczytowy okres twórczości Hisemana, zarówno pod względem komercyjnym, jak i przede wszystkim artystycznym. Colosseum był jednym z pierwszych zespołów, które w dojrzały sposób łączyły muzykę rockową z jazzem i bluesem. Oficjalnym debiutem zespołu jest wydany na początku 1969 roku album "Those Who Are About to Die Salute You". Styl zespołu narodził się jednak nieco wcześniej, na innym wydawnictwie. W 1968 roku Jon Hiseman, saksofonista Dick Heckstall-Smith i basista Tony Reeves byli członkami Bluesbreakers Johna Mayalla i wzięli udział w nagraniu albumu "Bare Wires", który wyraźnie zapowiadał ich późniejsze dokonania pod szyldem Colosseum.

John Mayall - Talk About That

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

John Mayall - Talk About That

John Mayall jest już niestety muzykiem mocno zapomnianym. I jest to cholernie niesprawiedliwe. Mówimy tu bowiem o jednej z najważniejszych postaci w historii muzyki. Gdyby stworzyć choćby uproszczony schemat historii powstawania gatunków muzycznych i powiązań między nimi, to nazwisko Mayalla można by połączyć grubą kreską nawet z hard rockiem, a tym samym także z heavy metalem. Jest on bowiem ojcem brytyjskiego bluesa, tudzież blues rocka. Oczywiście jest to pewne uproszczenie. Jeden z najwspanialszych gatunków muzycznych nie mógł powstać za sprawą tylko jednej osoby. Pokłony należą się także choćby grupie Paul Butterfield Blues Band. Jednak to właśnie Mayall był głównym nestorem całego ruchu, jako najstarszy (a z pewnością jeden z najstarszych) przedstawiciel pokolenia brytyjskich rockmanów zafascynowanych bluesem i zdefiniował, jak grać go "po angielsku". W jego zespole Bluesbreakers grało wielu znamienitych muzyków, przy czym niektórzy dosłownie wyszli spod jego skrzydeł. Wyliczenie ich wszystkich wydłużyłoby tę recenzję dwukrotnie, ograniczę się więc tylko do kilku. Eric Clapton i Jack Bruce - Cream. Peter Green - współtwórca i pierwszy lider Fleetwood Mac, dziś znanego niestety głównie ze swej późniejszej, pop-rockowej twórczości. Mick Taylor - najlepszy instrumentalista, jaki kiedykolwiek grał w The Rolling Stones. Mick Fleetwood i John McVie - Fleetwood Mac. Keef Hartley i Aynsley Dunbar - wybitni perkusiści, którzy po odejściu z Bluesbreakers założyli własne zespoły blues-rockowe. Freddy Robinson - zapewne najmniej znany spośród tych muzyków fantastyczny gitarzysta. Czy komuś potrzeba więcej?

Symptom Izera - Come With Me

  • Kategoria: Rock
  • Karol Otkała

Symptom Izera - Come With Me

"Come With Me" to debiut wrocławskiego Symptomu Izera. Jednak od pierwszych dźwięków albumu słychać, że nie mamy do czynienia z debiutantami, lecz doświadczonymi muzykami. I tak faktycznie jest. Członkowie zespołu przez lata zbierali doświadczenie w innych formacjach. Dzięki temu Symptom Izera startuje z wysokiego pułapu i wskakuje do czołówki najciekawszych gitarowych albumów wydanych w tym roku. Gitarowych? No właśnie... Już na samym starcie "Come With Me" pojawia się problem z zaszufladkowaniem tego wydawnictwa. Niby to rock, ale nie taki zwyczajny. Czuć tu elementy progresji, nawiązań do lat dziewięćdziesiątych polskiej i amerykańskiej sceny. Gdzieś przewija się Deftones, w innym miejscu Tool, jeszcze innym coś z grunge'u. Zespół płynnie przeskakuje między lekkością i ciężarem, dynamiką i spokojem. Efekt brzmi nadzwyczaj dobrze.

Alameda 4 - Czarna woda

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Pałasz

Alameda 4 - Czarna woda

Bydgoski projekt Alameda Organisation występował już w różnych konfiguracjach - jako trio, kwintet i duet (za każdym razem odpowiednio modyfikując nazwę). "Czarna woda", czwarty album kolektywu, nagrany został w kwartecie. Podstawą składu są, jak zwykle, Jakub Ziołek i Mikołaj Zieliński. W najnowszym wcieleniu dołączył do nich perkusista Tomasz Popowski, znany już z Alamedy 3, a także zupełnie nowy muzyk - gitarzysta Krzysztof Kaliski (początkowo w projekt zaangażowany był jednak Raphael Rogiński, który musiał zrezygnować z powodu innych zobowiązań). W nagraniach wzięło udział także kilkoro gości, w tym Łukasz Jędrzejczak ze składu Alamedy 5. Dotychczasowe albumy Alamedy różnią się nie tylko składem i numerkami w nazwie, ale także pod względem stylistycznym. Debiutancki "Późne królestwo" z 2013 roku, nagrany w trio, to mieszanka noise'u, psychodelii i shoegaze'u, z momentami o nieco folkowym charakterze. Później przyszła pora na bardziej elektroniczny "Duch tornada" (2015), nagrany jako Alameda 5. A w zeszłym roku ukazał się akustyczny, inspirowany starożytną muzyką grecką i amerykańskim prymitywizmem "The Luminous Guitar Craft", sygnowany nazwą Alameda Duo.

Svvamp - Svvamp 2

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Svvamp - Svvamp 2

Zadziwiający jest fakt, że właśnie w Szwecji najbardziej kwitnie retro rock, wprost nawiązujący do lat 70. Owszem, już wtedy ten kraj miał swoją rockową scenę, była ona jednak malutka i nieznacząca, a jedynie istniejący parę lat November zdobył jako taką popularność za granicą. Tymczasem obecnie... Blues Pills, Ghost, Witchcraft, Lugnet, a to tylko kilka ciekawszych przykładów. Pełen obraz da chociażby przejrzenie angielskiej Wikipedii. Parę lat temu tę liczną scenę postanowiła wesprzeć trójka przyjaciół - śpiewający perkusista Adam Johansson, gitarzysta Henrik Björklund i basista Erik Stählgren - którzy założyli zespół Svvamp. Już sama struktura rockowego power tria jest najlepszym możliwym hołdem dla tradycji blues-rockowej, a tu mamy jeszcze klasyczną produkcję, przez którą trudno uwierzyć, że ta muzyka powstała w XXI wieku. W dobie paskudnych brzmieniowo, skompresowanych płyt (za dobitne przykłady niech posłużą ostatnie albumy Judas Priest i Black Country Communion) przyjemnie jest usłyszeć album z brzmieniem skupionym na naturalności i selektywności, a nie podkręcaniu gałek na konsolecie do maksimum i "wojnie głośności" między instrumentami. Dodać do tego trochę wyczucia i dobrych kompozycji, i mamy "Svvamp 2".

Ostatnie komentarze

  • 1piotr13

    Zgadzam się, jest to świetny przykład prawdziwej muzyki, takiej bez elektronicznej otoczki. Wychodzi dwóch gości z gitarami, trzeci bębni i co, można? Taki powrót do korzeni muzyki, tego mi brakowało. Jednakże nie wiem czy to jest zamierzony efekt żeby to brzmiało jak w latach 70-tych, czy tak nagra...
    0
Zobacz inne komentarze

A Perfect Circle - Eat The Elephant

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

A Perfect Circle - Eat The Elephant

Spora część świata z utęsknieniem czeka na nowy album grupy Tool, tymczasem Maynard James Keenan zdaje się poświęcać znacznie więcej uwagi innym swoim projektom. W tym zespołowi A Perfect Circle, któremu w końcu udało się nagrać równie długo wyczekiwaną, czwartą płytę. "Eat The Elephant" to jeden z tych albumów, które powstają latami. Zespół reaktywował się w 2010 roku i już wtedy rozpoczął nagrania, które jednak okazały się praktycznie bezowocne. Jedyne, co udało się muzykom wykrzesać przez pierwsze lata, to utwór "By And Down", który zresztą trafił na kompilację "Three Sixty" wydaną w 2013 roku. W przyspieszeniu procesu twórczego na pewno nie pomagał Keenan, który w tak zwanym międzyczasie nagrał dwie płyty ze swoim side-projectem Puscifer.

Ostatnie komentarze

  • Mark

    Chłopaki nie odgrzewają kotleta, tylko próbują coś innego i od razu wielkie larum. Szczególnie, że płyta jest lżejsza. I wszyscy czekający na Toola okazują dezaprobatę. A wystarczy podejść do tej płyty na spokojnie. Nie oczekiwać, że to będzie nowy Tool (lub jego substytut) albo Puscifier. I da się ...
    1
Zobacz inne komentarze

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Pylon Audio Jade 10

Pylon Audio Jade 10

Polska - jednym kojarzy się z górami, jeziorami i lasami, burzliwą historią, pięknymi miastami, pierogami, kiełbasą i gołąbkami, dla innych jest natomiast krajem nowoczesnym, przedsiębiorczym, pełnym energii i ludzi, którzy...

Sennheiser HD 480 PRO Plus

Sennheiser HD 480 PRO Plus

Sennheiser w swojej historii wydał na świat tyle świetnych słuchawek, że gdyby ktoś chciał ułożyć listę najważniejszych modeli wszech czasów, spokojnie mógłby stworzyć ją wyłącznie z produktów tej jednej firmy....

FiiO FT7

FiiO FT7

Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...

Bannery boczne

Komentarze

Bogdan
Byłem w MP3 Store na odsłuchu nastawiony, że chyba je kupię. Można by je wziąć dla samego wyglądu... śliczne są. Fakt - ten pomarańczowy kapsel tam nie pasuje, ...
stereolife
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
Mary
A jakie to modele? Bo mnie interesuje ten temat...
słuchacz
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Marcin
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...

Płyty

Neurosis - An Undying Love For A Burning World

Neurosis - An Undying Love For A Burning World

Kiedy opisywałem "Fires Within Fires", uznałem ten album za rozczarowanie. Był dla mnie za krótki, przez co sprawiał wrażenie niedopowiedzianego,...

Tech Corner

Obudowy głośnikowe w praktyce - rodzaje, właściwości, brzmienie

Obudowy głośnikowe w praktyce - rodzaje, właściwości, brzmienie

Zapewne niejedno z nas próbowało kiedyś przestawiać swoje kolumny głośnikowe w różne miejsca w mieszkaniu lub domu, aby sprawdzić, gdzie będą najlepiej grały. Oczywiście ma to sens, ponieważ rozmiar, akustyka pomieszczenia czy rozstawienie kolumn względem słuchacza i ścian mają kluczowe znaczenie dla ich brzmienia. Jednak czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad...

Prezentacje

Najeźdźca z północy - Hegel

Najeźdźca z północy - Hegel

Wydawałoby się, że w bardzo gęstej branży audio kompletnie nie ma już miejsca dla nowych graczy. Że wszystkie stołki obsadzone są sztywno, bez szans na zmiany. A jednak od czasu do czasu pojawiają się firmy, które potrafią zaintrygować i porwać audiofilów, odbierając klientów starym wyjadaczom. Jednym z producentów, który wkroczył...

Cytaty

AdamNeste.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.