Przynajmniej kilka razy w roku polska scena metalowa udowadnia, że jest niesamowicie silna i pomysłowa. I nie chodzi tu nawet o swoistą ekstraklasę, która od wielu lat ma ugruntowaną pozycję na rynku, ale przede wszystkim o nowe zespoły, które pokazują, że nawet do gatunku wyciśniętego jak cytryna można wnieść sporo świeżości. Jest to o tyle wartościowe, że spora część z nich tworzy muzykę w naszym rodzimym języku - i chwała im za to. W 2020 roku zadebiutował toruński Mag wywołując spore zamieszanie. Dwa lata później ukazuje się "Mag II: Pod Krwawym Księżycem", który ma ogromny potencjał, by na tej scenie namieszać jeszcze bardziej. I choć patrząc na etykietkę "doom/stoner" można pomyśleć, że w tym wyświechtanym stylu wszystko zostało już powiedziane, prawda okazuje się zupełnie inna.
Trochę niespodziewanie, bez większych zapowiedzi, nowym materiałem uraczyła swoich fanów niemiecka legenda grania stonerowego i psychodelicznego. W lipcu tego roku miałem okazję zobaczyć Colour Haze na żywo na festiwalu Red Smoke w Pleszewie. Mimo upływu czasu i prawie trzydziestu lat na scenie Niemcy wciąż prezentują się świetnie i stanowili jeden z najjaśniejszych punktów imprezy. W tym czasie nie było jeszcze mowy o nowym wydawnictwie, które w połowie września po prostu pojawiło się w serwisie YouTube. Na streaming i fizyczną wersję albumu musieliśmy czekać trochę dłużej. Czy było warto?
Po ostatnim, bardzo przeciętnym albumie w ogóle nie czekałem na nowe wydawnictwo Lamb Of God. O tyle też większe było moje zaskoczenie, gdy w sieci pojawiła się pierwsza zapowiedź nowego albumu Amerykanów, bo przecież od premiery poprzedniego krążka minęły dopierodwa lata. A jeśli wcześniej nagranie takiego gniotka zajęło tej ekipie pięć lat, to z czym do czynienia będziemy mieli tym razem?
Prawie ćwierć wieku zajęło ekipie Slipknota wypełnienie kontraktu z Roadrunnerem. Amerykanie zaliczyli genialny start w wytwórni, gdy na przełomie wieków za sprawą debiutu i albumu "Iowa" mocno namieszali na metalowej scenie, wprowadzając na nią lekki powiew świeżości. Później bywało różnie, chociaż tendencję można uznać za zwyżkową, ponieważ wydany w 2019 roku "We Are Not Your Kind" jest albumem co najmniej dobrym. Oczekiwanie kontynuacji tego trendu nie było bezpodstawne.
Pamiętacie ewolucję Blindead? "Affliction XXIX II MXMVI" i "Absence" dzieli stylistyczna przepaść, która podzieliła fanów zespołu. "Ascension" zdawał się kontynuować nowy kierunek, ale liczne zawirowania doprowadziły do tego, że pojawiła się "Niewiosna", która ponownie wywołała burzę. Podobną muzyczną przemianę prezentuje małopolska Mord'A'Stigmata. Wystarczy posłuchać trzech ostatnich wydawnictw, by usłyszeć, jak na przestrzeni sześciu lat zmieniła się muzyka zespołu. Osoba "spoza branży" mogłaby stwierdzić, że "Ansia", "Hope" i "Dreams Of Quiet Places" to albumy nagrywane przez zupełnie inne grupy. Szczególnie mocno czuć to w przypadku dwóch ostatnich wydawnictw, które mimo zachowanego trzonu są diametralnie różne. I równie wciągające. "Hope" kręci się w klimatach post black, post metal, sludge, a "Dreams Of Quiet Places" wpuszcza do świata awangardowego metalu duże ilości elektroniki.
Na polskiej scenie rockowo-metalowej nie ma chyba drugiego zespołu, który wywoływałby tak skrajne emocje jak Nocny Kochanek. Jeśli chcecie, aby domówka gitarowej świty skończyła się w ekspresowym tempie, wystarczy podrzucić temat ekipy ze Skarżyska-Kamiennej. Mamy wtedy gwarancję, że wszyscy pokłócą się w przeciągu kwadransa i rozejdą do domów, bo z pewnością znajdą się metalowi ortodoksi, dla których muzyka Nocnego Kochanka jest szczytem żenady, który to i tak przebija warstwa tekstowa. Po drugiej stronie stoją osoby, które potrafią podejść do tematu z dystansem, lekkim przymrużeniem oka, bez spiny. Sam należę do tej drugiej grupy i w muzyce metalowej bez problemu jestem wymienić co najmniej kilkanaście bardziej "przypałowych" kapel. A teksty? Wystarczy przetłumaczyć kawałki swoich ulubionych artystów zagranicznych, aby przekonać się, że tutaj również często nie ma powodu do zachwytów.
Najnowszy i poprzedni album Megadeth dzieli najdłuższa w historii zespołu przerwa wydawnicza. Przez sześć lat w ekipie Mustaine'a wydarzyło się wiele i to głównie w drugiej połowie tego okresu. Najpierw Dave w 2019 roku ogłosił światu, że walczy z rakiem. Na szczęście wygrał. Drugi grom uderzył w zeszłym roku, kiedy to ogłoszono informację, że "dyscyplinarnie" z zespołem pożegnał się David Ellefson, który tworzył muzyczną historię Megadeth przez 28 lat. Takie dwie wstrząsające informacje mogły bardziej sugerować zakończenie kariery zespołu niż premierę nowego krążka, ale w czerwcu tego roku pojawiła się pierwsza zapowiedź nowego wydawnictwa, "We'll Be Back", która podbiła moje serce już przy pierwszym przesłuchaniu. Mimo ponad 60-tki na karku Mustaine brzmi tu jak w czasach swoich najlepszych dokonań z przełomu lat 80/90. Utwór jest niesamowicie dynamiczny, chwytliwy i zwyczajnie wpada w ucho. I to w takim stopniu, że aż chce się go zapętlić.
Doskonale pamiętam początki swojej przygody z Behemothem czyli 2002 rok i album "Zos Kia Cultus". Oczywiście o zespole słyszałem już wcześniej, ale wyraźnie było nam nie po drodze, ponieważ w tamtym czasie skupiałem się na thrashu i grunge'u, jednocześnie uważając Behemotha za ekipę grającą coś tak ekstremalnego, że dalej nie ma już nic. Do tego dochodziła cała otoczka budowana przez Nergala. Ogólnie były to dla mnie "za wysokie progi". Szybko jednak okazało się, że są zespoły, przy których ekstremalność Behemotha łatwo podważyć i wielu artystów, przy których Nergal jest grzecznym chłopcem. Nie wpływa to w żaden sposób na mój odbiór twórczości zespołu z pierwszej dekady XXI wieku, do której stosunkowo często wracam, bo lubię te albumy za różnorodność oraz sporą dawkę szaleństwa.
Czy po wydaniu absolutnie beznadziejnego "Catharsis" ktoś w ogóle oczekiwał kolejnego albumu Machine Head? U części słuchaczy nastawienie do tej grupy zmieniło się stosunkowo szybko, bo już w drugiej połowie 2019 roku, kiedy to do zespołu dołączył Wacław Kiełtyka. Chyba większość polskich fanów ciężkiej muzyki była ciekawa, czy Vogg wniesie powiew świeżości do pogrążonego w marazmie zespołu a może nawet przemyci trochę elementów z Decapitated. Krótko po jego dołączeniu do Machine Head zaczęły pojawiać się nowe utwory - jeden w 2019 roku, rok później już trzy. Rok 2021 przyniósł tylko jedno premierowe nagranie i w zasadzie nie do końca było wiadomo, o co chodzi i czego się spodziewać. Również jakość zaprezentowanego materiału była różna - bardzo przyjemne "Arrows In Words From The Sky" i "My Hands Are Empty" przeplatały się ze średnio udanymi "Civil Unrest", "Do Or Die" i "Circle The Drain".
Ciężko stwierdzić, czy to pandemia, czy upływ lat sprawiły, że "Totem" i "Ritual" dzieli najdłuższa, bo aż czteroletnia przerwa w historii twórczości Maxa Cavalery. W tym czasie trochę pozmieniało się w szeregach Soulfly, ponieważ z zespołem pożegnał się Marc Rizzo, w przypadku którego można śmiało powiedzieć, że momentami sam ciągnął ten wózek, a swoją przygodę z zespołem zwieńczył bardzo dobrym krążkiem. Cztery lata to jednak wystarczająco dużo czasu, by przewietrzyć głowę i stworzyć coś fajnego. Ale chyba nikt nie spodziewał się rewolucji w twórczości Maxa? I dobrze, bo "Totem" to zbiór kolejnych dziesięciu utworów utrzymanych w charakterystycznym dla tej grupy klimacie.
Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...
Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...
Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...
Bannery boczne
Komentarze
Piort
Ortofon OM 10 i M2 Red to w sumie ta sama wkładka, więc nie wiem, skąd pomysł na podmiankę :P
Pięknie wykonane słuchawki, prawdziwe dzieło sztuki. Dosyć długo szukałem słuchawek dla siebie i po przesłuchaniu planarów i dynamików stwierdziłem, że jednak t...
Formatów już było wiele. Ustaliły się te, które są. Parametry coraz wyższe są już tylko liczbami, bo jakości jeszcze lepszej się fizycznie zrobić nie da. Firmy ...
Mam Venere 2.5, ale po przeczytaniu tego artykułu przerabiam je na Olimpicę II 1/2. To nie będzie III, ale w moim przedziale możliwości dam radę i nie obrażą si...
W świetle tego, co podziało się z Auralikiem, przydałoby się takie urządzenie stworzone przez inną firmę, żeby moja S1 za 1-2 lata nie odmówiła współpracy.
Przez wieki jedynym sposobem na delektowanie się muzyką było udanie się osobiście na koncert, recital lub jakiś mniejszy występ. Oczywiście zwykłemu zjadaczowi chleba nie dane było usłyszeć niczego oprócz karczemnych zespołów biesiadnych. Na takie ekscesy jak pełnoprawny koncert w operze, teatrze lub sali koncertowej pozwolić sobie mogli jedynie najbardziej zamożni,...
One of the traditional arguments against active loudspeakers is that their electronics age faster than their cabinets and drivers. An amplifier module can become outdated, streaming standards change and DSP platforms improve, while the acoustic part of a well-designed speaker...
AudioQuest DragonFly is one of those products that hardly needs an introduction. The original model appeared in 2012 and helped turn the USB dongle DAC from a niche computer-audio accessory into a genuinely mainstream hi-fi product, with more than 300,000...
Fyne Audio has spent almost a decade building its reputation around conventional passive loudspeakers, from relatively affordable bookshelf models to imposing high-end designs made in Scotland. Cubitt 5 marks a rather important change of direction. It is the company's first...
Co przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o Francji? Wiadomo - świetna kuchnia, doskonałe wina i sery, luksusowe perfumy, nowoczesna architektura, pokazy mody, festiwale filmowe, słynni malarze i wiecznie zakorkowane uliczki Paryża. Dla amatorów sprzętu hi-fi jest to także jeden z najważniejszych krajów na audiofilskiej mapie świata. To właśnie tutaj...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.