Aż 15 lat kazali czekać swoim fanom członkowie Cynic na następcę kultowego albumu "Focus". W tym czasie co prawda udzielali się w innych, raczej podziemnych formacjach, które popełniły nawet warte odnotowania pozycje, niemniej wszyscy czekali na drugi album mistrzów technicznego i progresywnego death metalu. Tym bardziej, że taką pozycję Paul Masvidal i Sean Reinert zapowiadali już w połowie lat dziewięćdziesiątych. W końcu słowo stało się ciałem i zespół po reaktywacji w 3/4 oryginalnego składu, niestety bez udziału fenomenalnego gitarzysty Jasona Gobela, w 2008 roku wypuścił na rynek swój drugi album. Krążek ten z jednej strony okazał się nie najgorszym komercyjnie następcą "Focus" a z drugiej pozycją, która wywołała dyskusje i podziały wśród fanów. Bo, jak można się było spodziewać, w muzyce Cynic zaszły zmiany, choć nie tak duże, jak niektórzy się obawiali.
Piąta płyta Marillion powstała w dość dramatycznych okolicznościach. Zespół zaczął ją nagrywać jeszcze w składzie z Fishem, ale podczas sesji wokalista opuścił formację. Spowodowało to konieczność szybkich poszukiwań nowego lidera, mającego za zadanie zastąpienie jednego z najbardziej charakterystycznych gardeł rocka progresywnego. Po serii przesłuchań, zdecydowano się na niezbyt znanego wówczas wokalistę Steve'a Hogartha - członka dalekich od progresji grup Europeans i Harlow. Nagrana już z nim w składzie płyta "Seasons End" oraz następne albumy mocno podzieliły dotychczasowych fanów Marillion, budując wśród nich liczną grupę nie uznającą dokonań zespołu po 1987 roku. Słuchacze ci uznali, że prawdziwy Marillion umarł wraz z odejściem Fisha. Ale jest też wielu - i do tej grupy sam się zaliczam - którzy docenili kolejne dokonania Anglików.
Ja również nie należę do grupy osób, dla których Marillion skończył się wraz z odejściem Fisha i także wysoce cenię ten album. Aczkolwiek następny - "Holidays in Eden" - nie wzbudził we mnie entuzjazmu i skutecznie zniechęcił mnie do zespołu. W zasadzie przestałem słuchać kolejnych albumów tej forma...
Cult Of Luna to zespół uznawany za jeden z filarów post metalu, a zarazem europejskich prekursorów tego gatunku. Praktycznie każda pozycja z ich dyskografii to klasyka takiego grania i wzór do naśladowania. Gdzieś po drodze przytrafił się "Mariner", którego fanem nie jestem. Album ten został jednak nagrany z Julie Christmas, zatem uznaję go za nie do końca udany projekt poboczny. Mógł on być pewnym źródłem niepokoju o kondycję zespołu i sygnałem, że coś zacięło się w szwedzkiej maszynie. Po kooperacji z Christmas nastąpiła studyjna cisza, którą prawdopodobnie rekompensować miały albumy koncertowe. A tych na przestrzeni kilku lat ukazało się aż pięć - na płytach kompaktowych, winylach i w formie cyfrowej. Taka polityka zwyczajnie mnie irytuje. Odczytuję ją jako swego rodzaju krzyk rozpaczy. Nnic nowego nie jesteśmy w stanie nagrać, a przecież z czegoś trzeba żyć...
Massive Attack nie jest zespołem często nagrywającym nowe płyty. Członkowie formacji wolą w ciszy i skupieniu szlifować swoje kompozycje, by po długich przygotowaniach pokazać światu dopracowane do perfekcji dzieła. Taką taktykę stosowali już od początku istnienia grupy, gdy na następcę świetnie przyjętego, debiutanckiego "Blue Lines" kazali czekać fanom aż trzy lata, a więc, jak na debiutantów, bardzo długo. Gdy już nowa pozycja w zespołowej dyskografii wreszcie się ukazała, wywołała sporo dyskusji i podziałów. Jedni uznali, że to krok do przodu i udoskonalenie oryginalnej estetyki trip-hopowej. Inni natomiast wyrazili pogląd, że zespół nie udźwignął sukcesu "jedynki" i nagrał słabszy jakościowo album. Co ciekawe, takie kontrowersje miały towarzyszyć prawie każdej nowej płycie Brytyjczyków, co stanowi najlepszy dowód ich wielkości.
Sporo wody upłynęło w Warcie od ostatniej płyty Pidżamy Porno. Przez tych kilkanaście lat mieliśmy do czynienia z rozwiązaniami, reaktywacjami, ostatnimi trasami koncertowymi, pożegnalnymi trasami koncertowymi i ostatnimi pożegnalnymi trasami koncertowymi. Chyba wiadomo kim w ostatnich latach latach inspirował się Slayer... Reaktywacje na potrzeby koncertów oraz sceniczna aktywność Grabaża mogły być odczytywane jako sygnał, że prędzej czy później pojawi się nowy materiał studyjny. I tak, po 15 latach milczenia, światło dzienne ujrzał następca "Bułgarskiego Centrum". "Sprzedawca Jutra" spotkał się, jak do tej pory, ze skrajnymi opiniami podpartymi mniej lub bardziej logicznymi argumentami. Spróbujmy podejść do tego albumu na chłodno, biorąc jednocześnie pod uwagę wcześniejszy dorobek i bardzo długi okres milczenia grupy.
Czwarta płyta Danziga ukazała się 1994 roku, w momencie szczytowej popularności muzyki grunge, narodzin metalu klimatycznego, pierwszych flirtów rocka z muzyką elektroniczną a także odchodzenia do lamusa klasycznych odmian gitarowego łojenia. Glenn z tych zmian musiał sobie zdawać sprawę, bo postanowił mocniej niż we wcześniejszych latach zmodyfikować muzykę swojego zespołu, kierując ją w rejony spokojniejsze i zdecydowanie mniej czadowe. Ta wolta spotkała się ze zróżnicowanym odbiorem fanów. Choć "czwórka" ma mnóstwo zwolenników, a przez znaczną grupę fanów Danziga, w tym przez autora recenzji, jest uznawana za najlepsze dokonanie zespołu, po raz pierwszy w historii grupy pojawiły się też głosy krytyczne, w tym twierdzenia, że nie jest to tak samo doskonała muzyka, jak wcześniej.
Trudno uwierzyć, że od debiutu Korna minęło już ćwierć wieku. W tym czasie gatunek, do którego zespół ten został zaszufladkowany zdążył przejść swoją złotą erę, następnie okres stagnacji, a w końcu praktycznie przejść do lamusa. Filary nu-metalu już nie nagrywają, zeszły do podziemia lub odnalazły się w innym gatunku. Ekipa z Bakersfield zdaje się natomiast nie przejmować ani takim rozwojem wydarzeń, ani swoim muzycznym otoczeniem. Korn od lat robi swoje. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. "The Nothing" czyli trzynasty krążek w dyskografii tej grupy rodził się podobno w wielkich bólach. To ciekawe, bo po pierwszej zapowiedzi albumu w ogóle nie było tego słychać.
Kompletnie nie zgadzam się z opisem. Dla mnie ten album jest świetny i nadal Korn potrafi robić swoją muzykę na poziomie. Wszedł mi od pierwszych nut i zamówiłem CD w sklepie. Czekam na dostawę. Polecam, jest moc!
Po nagraniu albumu "Cyan", członkowie Closterkellera po raz pierwszy zrobili sobie dłuższą, bo aż trzyletnią przerwę wydawniczą. Co ciekawe, mimo absencji w tym okresie, zespół powoli zaczął osiągać pozycję kultową wśród miłośników mrocznego, klimatycznego, metalowego grania. Przyczyniła się do tego też rosnąca popularność zdolnych naśladowców twórczości Closterkellera, przede wszystkim z Moonlight, Artrosis czy Batalion D'Amour. Po rozwiązaniu kontraktu z mainstreamową wytwórnią Polygram, zespół związał się z równie znaną, ale już stricte metalową stajnią Metal Mind Productions i to jej nakładem na początku 1999 roku ukazał się jego szósty album. Tradycyjnie, oryginalnie i kolorowo nazwany, a także po raz kolejny pokazujący twórczość mistrzów gotyku z odmiennej strony.
Na swoją drugą płytę Leonard Cohen kazał czekać fanom dwa lata. Dłuższe, często nieregularne przerwy pomiędzy wydawnictwami staną się normą dla Kanadyjczyka wyznającego zasadę, że nie należy się spieszyć z nagrywaniem kolejnych albumów. Czasy, w których powstawała płyta "Songs From a Room" nie były za wesołe, bo upływały pod znakiem wojny w Wietnamie, niepokojów związanych z rewolucją hippisowską i konfliktów społecznych o podłożu rasistowskim w Stanach Zjednoczonych. Nie sprzyjało to pisaniu optymistycznych i pogodnych piosenek, którymi kanadyjski bard zdobył serca fanów w 1967 roku. Być może dlatego "dwójka" otrzymała o wiele bardziej ponury, smutny, a przy okazji mniej komercyjny sznyt od swojej poprzedniczki. Niestety, okazała się przy tym mniej udana od debiutanckiego krążka "Songs of Leonard Cohen".
Po wydaniu "Morningrise", w składzie Opeth doszło do pierwszych zmian personalnych, które miały mieć olbrzymi wpływ na historię zespołu. Z grupy odeszli wyjątkowo utalentowany basista Johan de Farfalla i już nie tak charyzmatyczny perkusista Anders Nordin. Tego ostatniego szybko zastąpił na wiele lat Martin Lopez, natomiast wakat na stanowisku basisty pozostał. W efekcie powstała jedyna płyta zespołu, która została nagrana w trzyosobowym składzie, z basem obsługiwanym przez Mikaela Åkerfeldta. Zmiany w składzie na pewno wywarły wpływ na muzykę zespołu, który nagrał przełomowy, najważniejszy w swojej historii album, mocno rzutujący na stylistykę kolejnych dokonań.
Kiedy w 2019 roku testowaliśmy Bluesounda Powernode 2i, całą opowieść rozpoczęliśmy od pytania o różnicę między audiofilem a melomanem. Ten pierwszy miał doskonale znać nazwy i symbole interesujących go urządzeń,...
Większość producentów sprzętu stereo chce, abyśmy kojarzyli ich markę z modelami pozycjonowanymi jak najwyżej - najlepszymi, najbardziej atrakcyjnymi wizualnie i wykorzystującymi najbardziej zaawansowane rozwiązania techniczne. Kupując niedrogie monitory z błyszczącym...
W katalogach dużych producentów sprzętu audio są produkty, których rola staje się oczywista już po kilku sekundach. Wystarczy spojrzeć na nazwę, cenę, konstrukcję i miejsce w ofercie, aby mniej więcej...
Bannery boczne
Komentarze
1piotr13
Nie wiem do jak szerokiego grona jest kierowany przenośny CD. Teraz, kiedy w telefonie lub innym przenośnym grajku masz tysiące plików oraz streaming z platform...
Miałem Diamondy 28 i szybko się z nimi pożegnałem. Na początku było woow, niestety z czasem denerwował mnie ten misiowaty, przeciągnięty bas z ogonem i wycofana...
Czy powyższa ocena dotyczy urządzenia z regulacją głośności w Matrix TS1, czy aby uzyskać taki efekt, trzeba skorzystać z oddzielnego przedwzmacniacza?
Przez wieki jedynym sposobem na delektowanie się muzyką było udanie się osobiście na koncert, recital lub jakiś mniejszy występ. Oczywiście zwykłemu zjadaczowi chleba nie dane było usłyszeć niczego oprócz karczemnych zespołów biesiadnych. Na takie ekscesy jak pełnoprawny koncert w operze, teatrze lub sali koncertowej pozwolić sobie mogli jedynie najbardziej zamożni,...
Beyerdynamic has introduced the DT 30 IE, a new in-ear monitor aimed primarily at musicians, stage performers and users who need a compact, durable monitoring solution rather than a lifestyle earphone. The model arrives as a more accessible addition to...
Exposure Electronics has introduced the 5510 Pre-Amplifier, a new flagship model designed as the control center of a high-end separates system. In a market increasingly dominated by integrated amplifiers, streaming amplifiers and compact all-in-one components, the dedicated preamplifier remains a...
Noble Audio is expanding its true wireless range with Osprey, a new hybrid in-ear model positioned as the most accessible entry in the company's wireless lineup. Priced below the brand's more ambitious FoKus models, Osprey has been designed to bring...
Wydawałoby się, że w bardzo gęstej branży audio kompletnie nie ma już miejsca dla nowych graczy. Że wszystkie stołki obsadzone są sztywno, bez szans na zmiany. A jednak od czasu do czasu pojawiają się firmy, które potrafią zaintrygować i porwać audiofilów, odbierając klientów starym wyjadaczom. Jednym z producentów, który wkroczył...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Piotr