Jeszcze jakiś czas temu upierałbym się przy tym, że to "Gold Cobra" od Limp Bizkit ma najbrzydszą okładkę ze wszystkich płyt zebranych w mojej kolekcji. Od kilku tygodni ma ona jednak groźnego przeciwnika w postaci "Where You Been". Z ekipą Dinosaur Jr pierwszy raz zetknąłem się w 2009 roku, kiedy to premierę miał ich album "Farm". Trafiłem na jego recenzję (bardzo pozytywną) w piśmie "Teraz Rock" i niesamowicie spodobała mi się okładka. Nazwę zespołu zapamiętałem, twórczości nie poznałem. Drugi kontakt to zeszły rok i premiera "I Bet On Sky" - ponownie trafiłem na pochlebną recenzję, więc doszedłem do wniosku, że już czas najwyższy poznać co tam ekipa J. Mascisa tworzy już od prawie 30 lat. Szybki rajd po sklepach w sieci i już tydzień później "Where You Been" wylądował u mnie na półce.
Siedem lat musieli czekać fani na nowy - pierwszy w XXI wieku - album Killing Joke. Czy drugi krążek w dorobku zespołu był tego warty? Jakby to powiedział były premier: "Yes, yes, yes!". Killing Joke w wersji 2003 jest wybitny. Jest też swego rodzaju fenomenem - brzmi jednocześnie nowocześnie i klasycznie. Już od pierwszych dźwięków "The Death & Ressurection Show" czuć, że mamy do czynienia właśnie z ekipą Colemana. Gitary są od razu rozpoznawalne ale jednocześnie jakby świeższe i bardziej wyraziste, niż na Pandemonium. W błąd może początkowo wprowadzić Jaz brzmiący delikatniej niż zwykle. Ale po kilkudziesięciu sekundach od startu uruchamia swój "wydzier" i już wszystko znajduje się na swoim miejscu, a sam utwór daje słuchaczowi porządnego kopa. Jednak ten kop jest niczym w porównaniu z uderzeniem, które serwuje nam trio "Asteroid", "Implant" oraz "Blood On Your Hands".
Nie macie czasem takiego odczucia, że płyta której słuchacie któryś tam raz z kolei, żeby spróbować wyłowić chociażby odrobinę ciekawych dźwięków, tak naprawdę nigdy nie powinna powstać? Nie powinna ujrzeć światła dziennego, nikt nie powinien jej nigdy posłuchać? Taka myśl pojawia się za każdym razem, gdy próbuję przesłuchać w całości "Republikę 69". To miał być hołd złożony Republice przez jeden z najważniejszych zespołów polskiej sceny industrialnej. A z hołdu wyszło nic. Zespół przyznaje się do fascynacji dorobkiem Republiki, więc zachodzę w głowę, dlaczego zrobili nieżyjącemu już frontmanowi tej formacji taką ogromną krzywdę.
Podobno człowiek, który nie wytycza sobie nowych ścieżek i wyzwań, nie rozwija się. Wiele w tym prawdy - na własne oczy przekonałem się o tym obserwując kilku znajomych. Stać w miejscu to tyle, co się cofać. Dziś przede mną nie lada wyzwanie - zrecenzowanie "Grzechu" Grzecha Piotrowskiego. Jest to zadanie o tyle trudne, że prezentowany przez niego styl jest mi zupełnie obcy i nigdy nie obracałem się w klimatach zaprezentowanych na tym krążku. Nie będzie to wywód fachowca, profesjonalisty, tylko raczej opinia przeciętnego Kowalskiego, któremu album ten po prostu dziwnym trafem wpadł w ręce. "Sin" jest dla mnie soundtrackiem do filmu, który nigdy nie powstał.
Zasadniczo wstyd się przyznać, że ekipę Kyuss poznałem stosunkowo niedawno. I to przez przypadek... Na fali fascynacji sceną sludge zacząłem kopać i tak przy zespole Black Tusk wyszło mi, że garściami czerpią ze stoner rocka i metalu. Gdzieś pojawiło się powiązanie z zespołem Kyuss - z nazwy ich kojarzyłem, a twórczości nie znałem. Oceny w innych serwisach muzycznych były co najmniej zachęcające. Hmm... Coś w tym musi być. Odpaliłem YouTube'a, posłuchałem i faktycznie jest w tym owo "coś". Nie wiem, jak to się mogło stać, że jako poszukiwacz dobrego grania żyłem tyle lat nie wiedząc o istnieniu tego wydawnictwa (nie mówiąc o trzech innych)? Po kilkunastu przesłuchaniach dyskografii zespołu, opisywany krążek wydaje się najlepszy. Krytycy zazwyczaj to potwierdzają.
Podczas gdy zespoły Mastodon i Baroness wyszły z cienia i stały się na swój sposób popularne (szczególnie Mastodon w ostatnich latach, Baroness już troszkę mniej), Kylesa nadal pozostaje w cieniu i jest w miarę niszowa. Co nie zmienia faktu, że dla chcącego nic trudnego - poszukiwacze z pewnością w końcu trafią na kapelę, która powstała w 2001 roku w Savannah - amerykańskim zagłębiu sludge'a. Kylesa ma na swoim koncie pięć albumów. Moja przygoda z tym zespołem zaczęła się parę miesięcy temu. Podczas grzebania w serwisie Sputnik Music, Kylesa pojawiła mi się w gronie zespołów grających podobnie do Baroness. Posłuchałem kilku utworów na YouTubie i nie ma co ukrywać - to brzmienie od razu wpadło w ucho. Od kilku dni jestem szczęśliwym posiadaczem ich najnowszego dziecka - "Spiral Shadow".
Z reguły nie kupuję albumów live, nawet ich nie słucham (w swojej dość bogatej kolekcji mam ich tylko kilka, w większości z serii Unplugged). Jak dla mnie typowe koncertówki to w większości próba wyduszenia kolejnych pieniędzy z fanów. Pearl Jam plasuje się w ścisłej czołówce pod względem tego rodzaju wydawnictw. Kilka oficjalnych albumów live, tysiąc pięćset bootlegów itd. To już jest atrakcja nie dla fana, a raczej dla psychopaty, zespołowego zboczeńca. Z tym wydawnictwem jest podobnie, ale nie do końca. "Live At The Gorge" to zapis trzech koncertów grupy w tamtejszym amfiteatrze. Lokalizacja robi niesamowite wrażenie. Historia powstania tego albumu jest mniej więcej taka: jeden koncert w 2005 roku, spełniona obietnica powrotu za rok i dwa koncerty dzień po dniu. W ten sposób uzbierało się siedem płyt CD (3 + 2 + 2) i 100 utworów (37 + 32 + 31), w sumie prawie 8 godzin muzyki (brakuje niecałej minuty). Przesłuchanie tego zestawu to przygoda na kilka dni. Ale nie jest to męczące zajęcie, ponieważ repertuar jest bardzo urozmaicony. Pearl Jam zaprezentował tu 69 różnych utworów.
Od wydania debiutu Rage Against The Machine upłynęło ponad 20 lat. Album ten poznałem stosunkowo późno. W 1992 roku byłem jeszcze pewnie na etapie smerfnych hitów. Albo nie! Byłem już wtajemniczony w Queen i takiej wersji się trzymajmy:-) W każdym razie mój pierwszy kontakt z tym zespołem przypadł na wczesne liceum. Wtedy to w mediach królował kawałek "Guerilla Radio". Pożyczyłem od znajomego "The Battle Of Los Angeles" na kasecie i się zakochałem. Gdy kaseta (tak, tak...) już trochę mi się przejadła, sięgnąłem po "Evil Empire" - znów kaseta od tego samego znajomego. Po pewnym czasie oba albumy znałem już na pamięć, ale skończyły się mi opcje. Internet nie był jeszcze tak rozwinięty jak dziś, a debiutu nie można było sobie posłuchać od ręki na YouTubie. Kiedy pewnego dnia znajomy wparował do szkoły z "Rage Against The Machine", mieliśmy wielkie święto i maraton słuchania. Jakież to było niesamowite... Lubiłem "The Battle Of Los Angeles" i "Evil Empire", zwłaszcza ten drugi za brud i garażowe brzmienie, ale cholera - debiut zjadał je na starcie. Świeżością, nowatorstwem, jakością, wszystkim. Wielu uważa "Rage Against The Machine" za jeden z najlepszych, tudzież najważniejszych albumów lat 90.
Rok zerowy. Początek nowej epoki. Nowego porządku w którym nie ma miejsca dla indywidualistów. Wszyscy są tacy sami i myślą tak samo. Oto właśnie piszemy nową przyszłość USA. A jeśli się z nią nie zgadzasz, jeśli uważasz, że wiesz lepiej, a na dodatek słuchałeś płyty "Year Zero" tego wyrzutka, Trenta Reznora, zadzwoń na numer 1-866-445-6580. Bądź patriotą! Bądź informatorem! Amerykańskie Biuro Moralności czeka na sygnał od Ciebie! To jest właśnie to, czego chcę od Nine Inch Nails. To potęga pomysłów, moc dźwięku zmiatająca z siłą huraganu wszystko, co stanie na jej drodze.
Jak byłem mały, to miałem szczoteczkę do zębów, która zmieniała kolor pod wpływem ciepła. Miałem z tego straszną uciechę, a mama mogła sprawdzić, czy rzeczywiście umyłem zęby... Pewnie zastosowali tu ten sam patent!
Oto kolejny album udowadniający moją tezę, że wszystko co najpiękniejsze w muzyce elektronicznej powstało w latach siedemdziesiątych, przed nastaniem ery muzyki cyfrowej lub - jak mówią niektórzy - syfrowej;-) "The Man Machine" to concept-album, który miał pokazać rolę maszyn i robotów we współczesnym świecie. Zautomatyzowanie produkcji, zautomatyzowanie życia. A przypominam, że mamy do czynienia z płytą wydaną w roku 1978. Czyż nie jest to prorocza wizja? Cóż dziś byśmy byli w stanie zrobić beż wszechobecnych automatów? Oczywiście, dziś większą rolę (nawet w prywatnym życiu) pełnią komputery, ale o tym miała traktować dopiero kolejna płyta zespołu.
Sennheiser w swojej historii wydał na świat tyle świetnych słuchawek, że gdyby ktoś chciał ułożyć listę najważniejszych modeli wszech czasów, spokojnie mógłby stworzyć ją wyłącznie z produktów tej jednej firmy....
Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne...
Advance Paris nie jest marką nową, choć przez długi czas funkcjonowała na rynku trochę obok głównego nurtu audiofilskich rozmów. Firma wystartowała w 1995 roku jako Advance Acoustic. Początkowo oferowała zestawy...
Bannery boczne
Komentarze
stereolife
@Artur - To jest raczej uzależnione od źródła. Jeżeli odtwarzacz ma konstrukcję symetryczną, prawdopodobnie warto będzie sprawdzić, czy połączenie XLR okaże się...
@Artur - Trzeba to sprawdzić na słuch i nie instalować w ciemno. Niestety znakomita większość wzmacniaczy z wejściami zbalansowanymi (obojętne, tranzystor czy l...
Jako były posiadacz Charybdis podpisuję się pod całym testem recenzji. Już wkrótce naprawię swój błąd i powrócę do nich ;) Nie słyszałem obiektywnie nic co grał...
Czym powinien kierować się miłośnik sprzętu audio przy wyborze wzmacniacza? Gdyby na tak postawione pytanie można było udzielić prostej i zwięzłej odpowiedzi, pewnie nikt nie zawracałby sobie głowy testami i odsłuchami. Przyjmijmy jednak, że mamy już pewne rozeznanie w temacie, a z długiej listy dostępnych na rynku modeli chcemy wybrać...
Odbywający się tradycyjnie na początku maja High End to impreza, w trakcie której oczy i uszy całej społeczności audiofilskiej zwrócone są w kierunku Monachium. Jak informują organizatorzy, wystawa ta jest niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o imponujące nadawanie tonu najwyższej klasy reprodukcji muzyki. Od czterech dekad High End dostarcza pomysłów i...
Cytaty
Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.
Edgar