Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez USB, dziś mamy serwery muzyczne, transporty sieciowe, dedykowane systemy operacyjne, aplikacje sterujące, serwisy streamingowe i całą infrastrukturę, którą część audiofilów traktuje równie poważnie jak wzmacniacz czy kolumny. Sam przez długi czas balansowałem na styku obu tych światów. Chętnie sprawdzałem każdą nowość pozwalającą słuchać plików na przyzwoitym poziomie, widząc w nich nie tylko wygodę, ale też szansę na ominięcie ograniczeń formatu CD. Mocno zmodyfikowałem swojego peceta, aby działał cicho i wydajnie, a na moim biurku lądował niemal każdy przetwornik stworzony przez firmę dobrze kojarzoną w branży hi-fi - Meridian Explorer, Primare DAC30, Hegel HD25, Atoll HD100, iFi Audio iDSD Micro czy Marantz HD-DAC1. Wówczas traktowano to jako niegroźne dziwactwo, bo dla zdecydowanej większości audiofilów jedynym poważnym źródłem dźwięku był odtwarzacz płyt kompaktowych, ale z biegiem czasu sytuacja zmieniała się bardzo dynamicznie. Dziś streaming to cała osobna galaktyka - streamery, serwery, dedykowane systemy operacyjne, aplikacje sterujące, serwisy streamingowe, specjalistyczne zasilanie, a nawet kable LAN, których ceny przyprawiają o zawrót głowy. Dla jednych streaming to po prostu wygodniejszy sposób słuchania muzyki, dla innych kolejny obszar, w którym można godzinami szukać drobnych ulepszeń. Jednak jak wyczynowego sprzętu byśmy nie posiadali, potrzebny jest jeszcze jeden kluczowy element - oprogramowanie do odtwarzania muzyki. Można skorzystać z jednej z darmowych aplikacji, ściągnąć tę dostarczoną przez producenta streamera albo przesiadać się z jednej na drugą, w zależności od tego, skąd akurat chcemy czerpać dane. Można jednak to wszystko połączyć i tu do gry wchodzą specjalistyczne aplikacje, takie jak JPLAY.
Wiele lat temu nie wierzyłem w cyfrowe audio. Cyfra to cyfra, więc bit to bit, a więc niech nikt nie p...., że jest inaczej. Nie ma prawa być inaczej. Ale pewnego dnia do routera UPC podłączyłem zamiast zwykłego zasilacza impulsowego zasilacz liniowy. Dźwięk z plików poprawił się. Stał się czystszy,...
Od kilku lat mam wrażenie, że czarna płyta przestała być nośnikiem muzyki, a zaczęła pełnić mniej więcej tę samą funkcję co rower typu ostre koło, ekspres kolbowy i broda przystrzyżona tak pieczołowicie, żeby wyglądała na nieprzystrzyżoną. Winyl jest czymś, co po prostu trzeba mieć. Najlepiej całą kolekcję. I choć nie jest to wymagane, można nawet kupić gramofon. Jeszcze lepiej, jeśli jest ładny, drewniany i stoi na komodzie obok monstery, świecy zapachowej i albumu o architekturze skandynawskiej, którego nikt nigdy nie otworzył. Wtedy wiadomo, że muzyka jest dla nas ważna. Każdy, kto nas odwiedzi, będzie miał wrażenie, że spędzamy wolny czas, chłonąc analogowy dźwięk z charakterystycznymi trzaskami, czytając książki i popijając prawdziwą japońską matchę. A że równie dobrze możemy na telewizorze puścić koncert nagrany telefonem, przeglądać głupie rolki i jeść paskudne, zimne frytki, w których składzie jest wszystko, włącznie z wołowiną, to już inna historia. Skromna kolekcja winyli na regale w stylu retro ratuje sytuację i mówi, kim naprawdę jesteśmy - ludźmi ceniącymi sobie slow life, kontakt z prawdziwą muzyką, analogowe brzmienie, przyjemne rytuały towarzyszące odsłuchowi, ale też świadomymi konsumentami, którzy inwestują w limitowane wydania i wspierają artystów, a nie wytwórnie, korporacje i serwisy strumieniowe płacące twórcom marne grosze. Tiaaa...
Zacznijmy od tego, że poza starymi tłoczeniami już niewznawianymi, praktycznie 100% materiału z ostatnich 20-30 lat, który trafia na winyl to nagrania zarejestrowane cyfrowo. Kiedyś guru fanów czarnej płyty - Michael Framer zwymyślał tych, którzy twierdzili, że nawet Mobile Fidelity i inne specjalis...
Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest za region urokliwy i malowniczy, ale mroźny, oddalony od wielkich ośrodków przemysłowych i zacofany. Jeśli wierzyć internetowym memom, mieszkańcy tamtych terenów dopiero poznają elektryczność, rzucają dzidami w samoloty, a na noc zwijają asfalt z dróg. Na pierwszych miejscach wyskakują R2D2 i C3PO przerobione na instalację do pędzenia bimbru, kiełbasa nawinięta na bęben od przedłużacza z podpisem "podlaski światłowód" oraz samochód Freda Flinstone'a z podpisem "taksówka na Podlasiu". A jednak to właśnie tutaj, pośród lasów, jezior i pól, narodziła się firma, która zaczynała od małych, prostych, skromnych i niedrogich wzmacniaczy lampowych, zaś obecnie dostarcza piękny, funkcjonalny i nowoczesny sprzęt melomanom z ponad trzydziestu krajów na całym świecie.
Interesującą byłaby informacja, za jaką część obrotów firmy odpowiadają transformatory, a za jaką - gotowy sprzęt audio. Rozumiem, że nie ma planów wprowadzenia kolejnego wzmacniacza tranzystorowego.
24 marca w Warszawie odbyła się prezentacja, która od początku była pomyślana właściwie jako spotkanie w gronie ekspertów, dziennikarzy i artystów. Tego samego dnia Denon wprowadził na rynek nową generację głośników bezprzewodowych Home 200, 400 i 600, a ich polską premierę zorganizowano w salonie BoConcept przy ulicy Jana Pawła Woronicza w Warszawie. Trudno było o bardziej logiczną scenerię. Denon od początku komunikuje tę serię jako sprzęt, który ma nie tylko dobrze grać, ale też naturalnie funkcjonować w domowej przestrzeni - z wykończeniem opartym na tkaninach, anodowanym aluminium, miękkich w dotyku powierzchniach i oszczędnej, geometrycznej formie. BoConcept z kolei od lat buduje swój język wokół duńskiego wzornictwa, minimalizmu, funkcjonalności i projektowania wnętrz pod realne życie, nie pod katalogową abstrakcję. W takim otoczeniu nowe Denony nie wyglądały jak elektroniczne gadżety wniesione na chwilę do obcego wnętrza, ale jak elementy tej luksusowej, skandynawskiej przestrzeni, obecne w niej od zawsze.
Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości jednak ten sposób projektowania nigdy nie powstał jako spójny program estetyczny ani artystyczny manifest. Nikt nie ogłosił jego narodzin, nie sformułował jego założeń ani nie zaprojektował go przy biurku. Skandynawski design wyłaniał się powoli, stopniowo, w odpowiedzi na warunki życia na północy Europy - klimat, światło, geografię, strukturę społeczną i codzienne potrzeby ludzi. Zanim stał się towarem eksportowym i symbolem dobrego smaku, był przede wszystkim rozwijaną od lat praktyką - próbą uczynienia życia bardziej znośnym, uporządkowanym i przyjaznym w miejscu, które rzadko bywa łaskawe. Czy wystarczy połączyć prostotę, funkcjonalność i naturalne materiały, aby stworzyć kolejną ikonę wzornictwa? Dlaczego surowe, ascetyczne projekty podbiły serca milionów ludzi na całym świecie? Czy ten fenomen można zaobserwować również w świecie sprzętu hi-fi? Przed nami nietypowa podróż do krainy fiordów, reniferów, zorzy polarnej, drewnianych domów i ciągnących się setkami kilometrów lasów.
Gradienty Helsinki grają u mnie od wielu lat i nie znudziły mi się. Ich dźwięk nigdy mnie nie rozczarował, choć przecież nie są to ani najlepsze ani najdroższe zestawy głośnikowe świata. A jednak mają w sobie coś niezwykłego, coś co sprawia, że do nich wracam z uśmiechem i sentymentem jak do osoby b...
Jeżeli ktoś wchodzi do świata hi-fi z ulicy, ma prawo sądzić, że audiofile słuchają niezwykle szerokiego repertuaru. W końcu sprzęt kupuje się po to, żeby poznawać nową muzykę, wracać do ulubionych płyt, odkrywać rzeczy, o których algorytm serwisu streamingowego nawet nie słyszał. Tak to wygląda w teorii. W praktyce wystarczy spędzić jedno popołudnie na wystawie sprzętu albo w kilku salonach audio, aby odkryć inną prawdę - istnieje równoległy wszechświat, w którym muzyka dzieli się na "demo" i "resztę", a realny repertuar ludzki zawęża się do kilkudziesięciu albumów granych do upadłego od co najmniej dwóch dekad. Te płyty nie stały się "audiofilskimi standardami" przez przypadek. Zwykle spełniają kilka warunków naraz. Po pierwsze, są przynajmniej porządnie nagrane, czasem rzeczywiście świetnie, a czasem po prostu w sposób, który na dobrze zestrojonym systemie robi wrażenie. Po drugie, są stosunkowo proste do "odczytania" - klarowna faktura, wyraźnie osadzone wokale, łatwe do złapania efekty przestrzenne, mocny bas, dzięki któremu można pokazać klientowi możliwości prezentowanej aparatury. Taka muzyka ma robić wrażenie i najczęściej wywiązuje się z tej misji świetnie. Po trzecie, są to albumy powszechnie znane. Wystawca, sprzedawca czy recenzent nie musi nic tłumaczyć - wystarczy, że puści rozpoznawalny numer, a druga strona od razu wie, czego się spodziewać. Tak rodzi się żelazny kanon - płyty, które spełniają rolę wspólnego języka między różnymi ludźmi, systemami, pokojami odsłuchowymi. Tylko czy część z nas na sam widok ich okładek i na pierwsze takty szczególnie nadużywanych utworów nie ma już odruchu wymiotnego?
Dostrzegam lekką ironię tych mini recenzji albo raczej słusznego apelu, żeby audiofile (koszmarne słowo - wolę: meloman) poszerzyli repertuar a nie katowali słuchaczy a dystrybutorzy i wystawcy - klientów - tymi samymi płytami. Niemniej nie zmienia to faktu, że wśród tych 20 płyt w większości są per...
Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na żywo". Wierzą, że dzięki odpowiednim komponentom i właściwym ustawieniom można wydobyć z muzyki to, co najczystsze i najbardziej wzruszające. Ale co, jeśli u podstaw ich poszukiwań czai się podstawowy błąd - coś, co jest już wpisane w sam materiał źródłowy? Jeśli cała muzyka, którą znamy - od Mozarta po Milesa Davisa, od Pink Floyd do Nine Inch Nails - została nagrana z wykorzystaniem... źle nastrojonych instrumentów? Minimalnie, ale znacząco - tak, aby dźwięk, który miał być miękki i naturalny, został celowo napięty, aby coś w nim drżało nie w harmonii z naturą, ale wbrew niej. To drobna zmiana, ale jej echo może sięgać naszej biologii, psychiki, zdolności do regeneracji, a nawet duchowej równowagi. Czy to jeszcze muzyka, czy już manipulacja? To właśnie wokół tej niepokojącej hipotezy zbudowano jedną z najbardziej intrygujących i kontrowersyjnych opowieści współczesnej kultury dźwięku. Opowieści, która dla jednych jest pseudonaukowym nonsensem rodem z zakamarków YouTube'a, a dla innych - zapomnianą prawdą, zatuszowaną przez "system". Historia strojenia muzyki do 432 Hz zamiast przyjętych 440 Hz to więcej niż tylko matematyczna różnica. To pytanie, czym jest "naturalny dźwięk" oraz kto i dlaczego o tym decyduje.
Różnice typu dźwięk "niższy, głębszy, ciemniejszy" można by ewentualnie zauważyć słuchając A/B tego samego utworu w różnych strojach. Ale jeśli słuchamy całej playlisty "zrobionej" od razu w 432 Hz, to na nasze postrzeganie wpływa po prostu proporcja dźwięków (częstotliwości) wysokich i niskich. Je...
Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników, systemów pomiarowych i konstrukcji kolumn. Przykładowo, współzałożyciel i prezes firmy, Dan Roemer, może pochwalić się ponad 25-letnim stażem w branży hi-fi, w tym udziałem w grupie badawczej NHT, doświadczeniem w firmie MITek Corporation, a także współpracą z segmentem motoryzacyjnym i lotniczym. Lars Johansen w swoim ponad 30-letnim doświadczeniu w branży audio pracował dla takich marek jak JBL, Harman Kardon, Klipsch czy Jamo. Od chwili powstania firmy w 2016 roku, Perlisten postawił sobie za cel wprowadzenie na rynek produktów z najwyższej półki, co znajdowało odzwierciedlenie w cenach. Wraz z pojawieniem się serii A sytuacja zaczęła się delikatnie zmieniać. Firmowe technologie stały się dostępne dla szerszego grona melomanów. Zainteresowanie marką rośnie, a mimo to wielu entuzjastów nie zna jej dokładnej historii, nie ma pełnej świadomości, kto stoi za tym projektem, jakie były jego początki i jakie cele stawia sobie na przyszłość. Dlatego właśnie zdecydowałem się porozmawiać z osobą, która współtworzyła go od samego początku - od pierwszych koncepcji, przez wybór fabryk i komponentów, aż po wejście na rynek i kolejne serie produktów. Erik Wiederholtz, Dyrektor Techniczny Perlistena, to ekspert od akustyki, specjalizujący się w modelowaniu przetworników oraz tradycyjnych głośników dynamicznych. Bogate doświadczenie Erika obejmuje również mikrofony cyfrowe z technologią MEMS wykorzystujące rozpoznawanie mowy, aparaty słuchowe, słuchawki, słuchawki douszne i głośniki biurkowe. Myślę, że nasza rozmowa odsłoni kulisy działania firmy, pokaże techniczne fundamenty jej funkcjonowania i będzie przewodnikiem dla tych, którzy chcą zrozumieć, czym naprawdę jest Perlisten.
Mówią, że otwiera się tylko raz w roku, o tej porze, kiedy liście stają się kolorowe i kruche jak szkło, a rzeka oddycha wolniej, jakby ktoś przykrył ją kocem. I że jeśli staniesz pod Biało-Czerwonym Olbrzymem, który wygląda niczym amfiteatr utkany z żeber wieloryba i kryształów skrzypiących od wspomnień, usłyszysz najpierw szept, potem trzask, a dopiero na końcu muzykę. Tak się zaczyna każda dobra baśń - od marzenia, znaku i magicznego zaklęcia. Niosąc na ramieniu sakwę, która niestrudzenie towarzyszy mi w podobnych eskapadach, po raz kolejny stanąłem więc u stóp owego Olbrzyma, podziwiając jego majestatyczną formę i zastanawiając się, czy wieczorem jego świetlista korona będzie wyłaniała się z mgły, z zarysem wielkiej góry żelaza, szkła i betonu przebijającym się z zachodniego brzegu niczym księżyc w nowiu przez oszronioną szybę. Piękny byłby to obraz, w sam raz na ilustrację mojej opowieści. W Krypcie Uśpionych Rydwanów słyszałem tylko echo swoich kroków i dobiegający z oddali gwar wędrowców z odległych krain, rozprawiających o trudach podróży i ostrzących zmysły przed tym, co miało ich czekać. Czy ja ich już kiedyś nie spotkałem? Głosy wydały się znajome, a przebieg ich rozmowy brzmiał jak kaseta magnetofonowa odtwarzana setki razy, ledwo przypominając oryginał. Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że mijaliśmy się w tym magicznym miejscu wielokrotnie, jednak ja nie znam ich, a oni mogliby poznać mnie tylko wtedy, gdybym wyjął spod koszuli zwisający na mojej szyi amulet, otwierający wszystkie sale. Nagle dotarło do mnie, że wszyscy tu zebrani znowu odprawiamy dobrze znany rytuał, powtarzamy te same gesty, kroczymy tymi samymi ścieżkami niczym łososie płynące pod prąd do źródeł, których nigdy wcześniej nie widziały, a które i tak rozpoznają, jakby miały zapisaną w genach pamięć swoich przodków. Dla mnie tej opowieści właściwie nie ma już lat - jest tylko powracanie. Z aparatem zwisającym z ramienia jak luneta astronoma i notatnikiem, który pamięta poprzednie przejścia przez Bramę. Bramę do świata, w którym znika granica między fikcją a rzeczywistością.
Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości. Z biegiem lat zaczęły powstawać o tym żarty i memy - że szybciej doczekamy się emerytury, końca świata albo reaktywacji The Beatles w oryginalnym składzie. Tymczasem platforma jakby nic sobie z tego nie robiła. Wypuszczała kolejne aktualizacje aplikacji, rozwijała podcasty i audiobooki, a obietnica jakości lossless wisiała w powietrzu. I kiedy już wielu zdążyło machnąć ręką, zapomnieć o sprawie i przesiąść się na inne serwisy, nagle się doczekaliśmy. Funkcja została uruchomiona, w sieci zawrzało, ale od razu pojawiły się pytania - czy to faktycznie spełnienie marzeń, czy tylko połowiczny sukces? Obok radości natychmiast zaczęły spływać pierwsze raporty o problemach, brakiem możliwości włączenia najlepszej jakości dźwięku na niektórych urządzeniach, regionalnych blokadach i... dziwnym brzmieniu. Wątpliwości namnożyło się tyle, że na niektórych grupach dyskusyjnych nie rozmawia się o niczym innym. Jedni użytkownicy cieszą się i korzystają. Inni natomiast zastanawiają się, czy po tylu latach warto znów się przesiadać, czy ich sprzęt hi-fi jest gotowy na taką zmianę, a także czy lossless w wydaniu Spotify jest prawdziwy, czy tylko "udawany". Jak jest naprawdę?
Bardzo trafny tekst, zgrabnie podsumowujący obecną sytuację - tak naprawdę wszystkich - streamingów. Nadal nie rozumiem fascynacji Spotify’em oprócz tego, że można słuchać z reklamami za darmo i że był pierwszy na rynku. Tak poza tym, nie widzę plusów, a te "jaja" z jakością lossless brzmią trochę j...
Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...
Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...
Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...
Sensu takich rozwiązań nie będę komentował, bo każdy musi przetestować to u siebie i zdecydować, czy jest różnica i czy jest warta wydania kolejnych pieniędzy. ...
Wiele lat temu nie wierzyłem w cyfrowe audio. Cyfra to cyfra, więc bit to bit, a więc niech nikt nie p...., że jest inaczej. Nie ma prawa być inaczej. Ale pewne...
No, Panie Tomaszu, w końcu czyta się przyjemnie bez niepotrzebnego nadęcia czy palenia mózgu. Brzytwa Ockhama dobrze zastosowana :) Gratuluję świetny artykuł, b...
Regulacja głośności jest jedną z najważniejszych funkcji każdego systemu audio. Prawidłowe działanie tego elementu naszego sprzętu ma ogromny wpływ na przyjemność płynącą z jego użytkowania. Kiedy potencjometr zaczyna tracić swoją funkcjonalność, nawet w niewielkim stopniu, jest to niezwykle kłopotliwe, a może też być niebezpieczne dla innych elementów zestawu, takich jak...
One of the awkward realities of network audio is that streaming platforms can age much faster than the hardware built around them. A DAC, analog output stage or power supply may remain perfectly capable for years, while changes in licensing,...
Davis Acoustics is celebrating its 40th anniversary in 2026. The company was founded by Michel Visan, an engineer who had previously worked with brands including Audax and Siare Acoustique. From the beginning, his ambitions extended beyond building complete loudspeakers, with...
While much of the high-end IEM market seems determined to fit ever more drivers and technologies into increasingly elaborate shells, Noble Audio has decided to move in the opposite direction. Iris is a new universal in-ear monitor built around a...
W świecie sprzętu audio wiele legendarnych marek zaczynało od kolumn składanych z gotowych przetworników, wzmacniaczy lutowanych na kuchennym stole i czy kabli skręcanych podczas koncertów na żywo. W przypadku słuchawek taka historia brzmi mało prawdopodobnie. To znacznie bardziej wymagająca dziedzina, która zwykle pozostaje w rękach dużych koncernów - firm dysponujących...
Dzień dobry. Z dużym zaciekawieniem przeczytałem na Państwa stronie test kabli zasilających Enerr Transcenda Ultimate i mam do Państwa pytanie. Posiadam listwę Enerr Performer z dedykowanym kablem Performer HC i przymierzam się…
Szanowna Redakcjo, pozwalam sobie do Państwa napisać w następującej sprawie. Otóż aktualnie słucham muzyki na zestawie złożonym z kolumn Pylon Audio Diamond 28, wzmacniacza Haiku Audio Sol 2 i odtwarzacza Arcam CD…
Dzień dobry. Zwracam się do Państwa z prośbą o poradę, w nadziei, że poruszona przeze mnie kwestia jest już przez Redakcję StereoLife dobrze przetestowana. Ostatnio w moim systemie pojawiła się końcówka mocy…
Dzień dobry. Proszę o poradę dotyczącą wymiany wzmacniacza w systemie składającym się z kolumn Audio Physic Tempo VI, wzmacniacza Baltlab Epoca 1v3, odtwarzacza Linn Ikemi, kompletu kabli Nordost Red Dawn i Neel…
Szanowna Redakcjo, wraz z najlepszymi życzeniami przesyłam prośbę o poradę. Mój system powstawał przez wiele lat. Obecny zestaw to wzmacniacz Accuphase E-800, odtwarzacz DP-600, streamer Rose RS250, kolumny Avalon Idea, okablowanie Zavfino…
Szanowna Redakcjo, jakiś czas temu wymieniając stary system kina domowego na nieco budżetowe, ale całkiem przyjemnie grające stereo postawiłem na kombinację wzmacniacza NAD C388 i kolumn Audiovector QR3. Niejako z rozpędu kupiłem…
Szanowna Redakcjo, szukam wysokiej klasy monitorów do zaadaptowanego akustycznie pomieszczenia o powierzchni 12 m². Zainteresowałem się monitorami Equlibrium Nano, ale niestety okazało się, że z trzech wyprodukowanych par dwie pracują u Państwa…
Szanowna Redakcjo, pozwalam sobie zwrócić się do Państwa z kilku powodów - po pierwsze na łamach Państwa magazynu znalazłem recenzję wzmacniacza, który posiadam (zdecydowałem się nań po lekturze owego artykułu i jestem…
Dzień dobry. Potrzebuję Państwa porady. Od jakiegoś czasu przymierzam się do zmiany swoich kolumn głośnikowych Tonsil Siesta. Im bardziej zagłębiam się w temat, tym wiem mniej - taki paradoks. W poszukiwaniu ciekawych…
Podobnie, jak amatorzy motoryzacji mogą wymieniać marki samochodów z Niemiec, Francji, Włoch czy Japonii, tak i miłośnicy sprzętu grającego przykładają dużą wagę do kraju pochodzenia kolumn czy wzmacniaczy. Audiofilowi nie jest to…
Jeśli chodzi o przystępną cenowo elektronikę audio, wszelkiego rodzaju wzmacniacze, amplitunery, odtwarzacze i zestawy kina domowego, Onkyo jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i darzonych największym zaufaniem marek na naszym rynku. Jej ekspansja…
Jarocin kojarzy się melomanom z reaktywowanym niedawno festiwalem muzyki rockowej, jednak ma też szansę stać się stolicą niedrogich zestawów głośnikowych. Może nawet czymś w rodzaju nowej Wrześni, swoją drogą położonej całkiem niedaleko.…
Ostatnio na łamach naszego magazynu testowaliśmy sporo urządzeń adresowanych do audiofilów, więc dziś zejdziemy trochę na ziemię i sprawdzimy możliwości sieciowego amplitunera stereo zbudowanego z myślą o melomanach, którzy cenią sobie zarówno…
Pylon Audio to dość niecodzienne zjawisko. Wiele firm zajmujących się produkcją niedrogich zestawów głośnikowych o audiofilskim zacięciu to hobbystyczne, niemalże garażowe manufaktury. Są one w stanie podjąć rywalizację ze znanymi na całym…
Normandia, region leżący w północno-zachodniej części Francji, to nie tylko piękno przyrody, to też bogata historia. Obszar ten słynie przede wszystkim z jabłek i wszelkich ich przetworów (cydr i calvados), owoców morza,…
Sennheiser to bez wątpienia jedna z firm bez których trudno byłoby sobie wyobrazić funkcjonowanie rynku audio. W świecie słuchawek i mikrofonów to prawdziwy gigant, z którym naprawdę trudno jest rywalizować. Niemcy współpracują…
Lubimy odkrywać nowe marki i produkty, zarówno jeśli chodzi o urządzenia audiofilskie, jak i te bardziej popularne. Jest to w pewnym sensie przygoda, bo wszyscy wiedzą, czego można się spodziewać po kolejnych…
Wzmacniacze zintegrowane wyposażone w moduł przetwornika cyfrowo-analogowego, phono stage czy nawet funkcje streamingowe są chyba najbardziej chodliwym towarem na rynku audio zaraz po słuchawkach i głośnikach bezprzewodowych. Nie ma w tym nic…
Chyba nikt w branży audio nie ma wątpliwości, że renesans płyt analogowych to coś więcej, niż chwilowa moda. Jedni mówią, że to tylko powracający po latach sentyment, inni upatrują wyższości płyt analogowych…
Podobno w sprzęcie audio najważniejsze jest brzmienie, ale nie oszukujmy się - nawet zatwardziałym audiofilom zdarza się kupować oczami, albo przynajmniej na podstawie wyglądu zewnętrznego wybierać kandydatów do odsłuchu. Jakie elementy najbardziej…
Do napisania krótkiego tekstu o bodajże najlepszym produkcie polskiej, socjalistycznej myśli technicznej skłoniła mnie lektura testu wzmacniacza Unitra Edward. Ostatnimi czasy modne stało się rewitalizowanie starych polskich marek audio. Pod ich szyldami…
pliki z głową