Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

  • Kategoria: Felietony
  • Tomasz Karasiński

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można też poznać wielu interesujących ludzi, bo miłośnikiem muzyki i wysokiej klasy sprzętu grającego może być każdy - prawnik, księgowy, lekarz, tłumacz, inżynier, hydraulik, mikrobiolog albo mechanik samochodowy. I każdy może opowiedzieć nam jakąś ciekawą historię. Kiedyś wysnułem nawet taką tezę, że na różnego rodzaju wystawach, prezentacjach i zlotach audiofilów można załatwić i zrobić dosłownie wszystko. Kojarzycie filmowe sceny, w których ktoś gorzej czuje się na pokładzie samolotu i jedna ze stewardess pyta czy na pokładzie jest jakiś lekarz? W porównaniu z odsłuchami w większym gronie to małe piwo! Zupełnie przypadkowo można usiąść obok profesora historii, informatyka albo komandosa. Przekrój wiekowy - gigantyczny. Preferencje muzyczne i brzmieniowe - często zupełnie różne. Przedstawicielek płci pięknej jest jeszcze trochę mało, ale spokojnie - pojawiają się, mają fantastyczny słuch i nieraz zawstydzają panów swoją wiedzą na temat końcówek mocy lub grzebania przy gramofonie. Generalnie jest to bardzo przyjemne hobby, sympatyczni, fajni ludzie i - w odróżnieniu od nocnych wyścigów czy kolekcjonowania starej broni i amunicji przeciwpancernej - niemal zerowa szansa, że oddawanie się tej pasji doprowadzi do jakiegoś nieszczęścia albo komukolwiek z zewnątrz będzie przeszkadzało. A jednak, przeszkadza... I to bardzo. Bo przecież wiadomo, że kupowanie drogich kolumn i wzmacniaczy nie ma sensu, a kable niczym się od siebie nie różnią. Takie są fakty i nie ma co z nimi dyskutować! Właściwie nie wiadomo tylko dlaczego cała ta zabawa nie została jeszcze zakazana, a audiofile nie zostali umieszczeni tam, gdzie ich miejsce - w pokojach bez klamek.

Z czego biorą się powracające raz po raz teorie, że kupowanie audiofilskiego sprzętu jest kompletnie pozbawione sensu? Moim zdaniem mechanizm jest bardzo prosty. Dla niektórych ludzi muzyka nie ma po prostu żadnego znaczenia! Mogą słuchać jej z radia samochodowego albo puścić sobie disco polo na głośniku bezprzewodowym, kiedy układają kafelki albo montują oświetlenie w kolejnym mikroapartamencie na warszawskich Odolanach, ale równie dobrze mogą nie słuchać jej w ogóle, zajmując sobie czas rozmowami o rosnących cenach kiełbasy. A skoro dla nich muzyka stanowi zupełnie marginalny element otaczającej nas rzeczywistości, plasując się daleko za kabaretami, wieczornymi serwisami informacyjnymi i meczami lokalnej, trzecioligowej drużyny piłkarskiej, to nie powinna być szczególnie ważna dla nikogo. Wszystko jedno czy taki osobnik trafi na rozważania na temat kabli czy test wzmacniacza ze średniej półki. Dla niego każda złotówka wydana na sprzęt grający jest złotówką wyrzuconą w błoto. Uświadamianie takim ludziom różnic między kolumnami przypomina opowiadanie analfabecie o zaletach czytania książek. Powiedziałbym nawet, że to drugie ma więcej sensu, bo analfabeta zawsze może nauczyć się czytać, a dla człowieka pozbawionego słuchu ratunku raczej nie ma.

Niestety, nie mówimy o pojedynczych przypadkach. Mimo, że dla wielu ludzi muzyka stanowi bardzo ważny element życia, a pewna grupa traktuje słuchanie jej na wysokiej klasy sprzęcie jako najlepszą odskocznię od codziennych spraw, z niektórych badań i statystyk wyłania się dość przerażający obraz rzeczywistości. Z opublikowanego dwa lata temu raportu CBOS wynika, że większość (86%) dorosłych Polaków słucha muzyki przynajmniej kilka razy w tygodniu. Wydaje się, że to całkiem niezły wynik, jednak prawdziwym szokiem były dla mnie odpowiedzi na pytanie o źródło owej muzyki. Największa grupa ankietowanych - 68% - przyznała, że słucha muzyki nadawanej w radiu. Na drugim miejscu, z wynikiem 39% znalazła się... Telewizja. Miejsce trzecie - 30% - to bezpłatne serwisy internetowe, takie jak YouTube czy SoundCloud. Wszystkie inne źródła, które dają jakąś nadzieję na uzyskanie dobrego dźwięku to absolutny margines. Płyty CD i DVD - 14%, pliki zapisane w pamięci urządzenia - 11%, płatne serwisy internetowe - 8%, płyty winylowe - 2%. Wychodzi na to, że zaledwie kilkanaście procent populacji słucha muzyki w sposób całkowicie świadomy, kontrolując ten proces i sterując tym, co leci z głośników. Szok.

W tym miejscu należałoby zadać sobie pytanie: od którego momentu można zacząć nazywać się audiofilem? Wtedy, gdy zaczniemy interesować się jakością dźwięku i wybierzemy na przykład serwis streamingowy oferujący możliwość słuchania nieskompresowanej muzyki, choćby na smartfonie i niedrogich słuchawkach dokanałowych? Wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszymy różnicę między kablem z bazaru a interkonektem za pięćset złotych? Pal licho! Nie wykluczajmy z tej kategorii nikogo. Przyjmijmy, że audiofilem jest każdy, kto za audiofila się uważa. Kupił głośnik bezprzewodowy kierując się nie tylko funkcjonalnością, ale też średnicą głośnika nisko-średniotonowego? Audiofil! Raz w życiu był na wystawie i widział gramofon w cenie małego samochodu? Audiofil! Śmiem jednak twierdzić, że na każdego takiego audiofila przypada kilkadziesiąt osób, które na ucho nie odróżniłyby JBL-a Go 2 od flagowych Everestów DD67000, co najmniej kilkaset, które różnicę owszem słyszą, ale nie widzą sensu instalowania w domu czegoś lepszego niż budżetowy soundbar, a także kilkunaście osób, dla których muzyka po prostu nie istnieje, a gdyby jakimś cudem stali się właścicielami takich Everestów DD67000, sprzedaliby je za cztery kartony wódki.

Dla ludzi kochających muzykę takie towarzystwo zawsze będzie bandą zombiaków i mugoli. O ile jednak większość melomanów nie ma problemów z zaakceptowaniem takiego stanu rzeczy, bo przecież nie każdy musi się interesować tym samym, o tyle w drugą stronę zupełnie to nie działa. Informacja, że ktoś uprzyjemnia sobie czas słuchając muzyki na gramofonie, wzmacniaczu lampowym i wysokiej klasy kolumnach wywołuje zazwyczaj jakąś niezdrową ekscytację, po której zazwyczaj następuje szereg pytań. A po co? A dlaczego? A nie szkoda ci? A nie mogłeś przeznaczyć tych pieniędzy na zakup większego telewizora lub paneli podłogowych o klasie ścieralności AC4? W ich oczach człowiek kupujący audiofilski kabel zasilający automatycznie staje się szalonym bogaczem, który nie ma na co wydawać pieniędzy. Jest przecież tyle znacznie pilniejszych potrzeb... Rodzi się myśl, że jeśli ktoś ma kabel zasilający za pięć czy dziesięć tysięcy złotych, to na bank ma ogromny dom z garażem na dwadzieścia luksusowych samochodów, złote klamki, dizajnerskie wanny z hydromasażem, telewizory wielkości kortu tenisowego w każdym pokoju i barek pełen butelek whisky za kilka średnich krajowych, a w piecu pali Kossakami i kocami z wełny merynosa. W rzeczywistości bywa zupełnie odwrotnie. Znam ludzi, którzy mają totalnie odjechane, hi-endowe systemy, ze wzmacniaczami i odtwarzaczami za kilkadziesiąt tysięcy złotych, kablami zasilającymi z najwyższej półki i porządnymi ustrojami akustycznymi na ścianach, ale jeżdżą dwudziestoletnim samochodem z zardzewiałymi progami i noszą swetry z wyprzedaży. Może nawet skala tego typu wyrzeczeń oddaje poziom zarażenia audiofilskim bakcylem o wiele lepiej niż wartość posiadanego sprzętu?

Skupmy się jednak na kablach, bo najczęściej to właśnie one wywołują u laików reakcje, do których dokładniejszego opisania przydałaby mi się wiedza z zakresu psychologii. No bo kable przecież nie grają! To znaczy - nie działają. Z punktu widzenia dyletanta, kable działają wtedy, gdy trzeba pociągnąć prąd do lampki nocnej albo podłączyć dekoder do telewizora, ale poprawiać dźwięku zwyczajnie nie mają prawa. Nie mówili o tym na lekcjach fizyki w liceum... Nie ma na to dowodów naukowych... Audiofile wiedzą, że są, bo niektóre różnice wychodzą nawet w pomiarach. Trzeba jednak siedzieć w temacie na tyle głęboko, aby wiedzieć na czym te niuanse polegają, na co należy zwracać uwagę, co mierzyć i tak dalej. Ale, tak na dobrą sprawę, nie jest to konieczne, aby różnicę między dwoma różnymi kablami usłyszeć. Wystarczy mieć uszy i dysponować wystarczająco dobrym sprzętem. Jeżeli zauważymy pozytywny efekt - brać. Jeżeli nie - zostawić w spokoju. Tak robi większość rozsądnych ludzi i tak też postępują audiofile, którzy kupują hi-endowe kable. Ale mugolom nie mieści się to w głowie, bo przecież prąd to prąd, a kiedy ktokolwiek spróbuje im opowiadać o przewodnikach, geometriach, monokrystalicznej miedzi, jakości wtyków czy całkiem podstawowych zjawiskach elektromagnetycznych, natychmiast dopada ich bezradność intelektualna, w związku z czym jedyna możliwa reakcja to wyparcie lub śmiech. Bo jeżeli ja czegoś nie rozumiem, to znaczy, że takie zjawisko nie istnieje. A ten, który w to wierzy, jest - ni mniej, ni więcej - kretynem.

Tymczasem takie same pytania można zadać właścicielom innych przedmiotów, na które trzeba wydać stosunkowo duże pieniądze. Najlepsze smartfony na rynku kosztują już siedem, dziewięć, a nawet jedenaście tysięcy złotych. Apple iPhone Xs Max - 9999 zł. Samsung Galaxy Fold - 10999 zł. Szaleństwo, prawda? A teraz proszę mi udowodnić, że takie cudo jest lepsze niż budżetowy Huawei albo mój wysłużony iPhone SE. Że co? Szybszy procesor? Bardziej nowoczesny ekran? Lepszy aparat fotograficzny? Dobra, w takim razie mam dwa pytania. Pierwsze: czy przeciętny posiadacz takiego smartfona wie jakiż to siedzi w nim procesor? Czy czuje jego działanie, gdy korzysta z konkretnych aplikacji? Czy potrafiłby objaśnić komuś zasadę działania takiego telefonu w najmniejszych szczegółach? Nie sądzę. A skoro taka osoba nie wie jak tam śmigają sobie elektrony w procesorze smartfona, to dlaczego posiadacz audiofilskiego kabla za takie same pieniądze miałby objaśniać każdemu laikowi jaki wpływ na brzmienie ma geometria splotu miedzianych lub srebrnych drutów? Pytanie drugie: czy właściciel takiego sprzętu zauważyłby różnicę, gdyby producent po prostu go oszukał i wsadził do środka zupełnie inny procesor? Niektórzy miłośnicy smartfonów uważają, że nie mieliby z tym najmniejszych problemów. "To po prostu widać" - mówią. Jednak ja tego jakoś nie dostrzegam. A skoro oni coś widzą, a ja nie, to kto ma rację? Powiecie, że można zajrzeć w tabelę danych technicznych i wskazać w niej pierwszą lepszą rubryczkę. Weźmy na przykład liczbę obiektywów i rozdzielczość matrycy wbudowanego aparatu fotograficznego. Wiadomo - nowsze i droższe smartfony z reguły robią lepsze zdjęcia. A jeśli użyłbym tutaj standardowego argumentu przeciwników audiofilskich kabli i powiedział, że ocena jest subiektywna? Proszę mi udowodnić, że zdjęcie z drogiego telefonu jest lepsze niż to, które wykonałem urządzeniem wielokrotnie tańszym. To pierwsze będzie pewnie jaśniejsze, ostrzejsze i bardziej kontrastowe. Ale co, jeśli bardziej rozmazane, ciemniejsze i zamglone zdjęcia podobają mi się bardziej? Bo są takie, no wiecie, klimatyczne. I nikt mnie nie przekona, że lepsze jest lepsze, a gorsze jest gorsze. Może dla mnie jest dokładnie odwrotnie, a właściciele hi-endowych smartfonów wyrzucają pieniądze w błoto? Na pewno dlatego, że nie mają już z co z nimi zrobić i w dupach im się poprzewracało.

Wspomniany przykład można rozszerzyć na wiele dóbr i produktów, które w swej najbardziej zaawansowanej formie osiągają zawrotne ceny. Weźmy na przykład oczyszczacze powietrza. Ostatnio w takowy się zaopatrzyłem, a testy i poradniki na ten temat zgłębiałem, ho ho... Wyjdzie ze trzy godziny, więc spokojnie mogę uważać się za eksperta. Producenci przekonują nas najrozmaitszymi funkcjami, wyczynową skutecznością w usuwaniu pyłków i alergenów, czujnikami mierzącymi czystość powietrza milion razy na sekundę, niskim poziomem hałasu, węglowymi filtrami i użytecznymi dodatkami w rodzaju sterowania z poziomu aplikacji. Rozrzut cenowy jest ogromny. Od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Powiedzmy, że nie szczypaliśmy się i zainwestowaliśmy od razu w model z wyższej półki. Może nie ekstremalnie hi-endowy, ale na tyle drogi, abyśmy nie mieli żadnych wątpliwości co do skuteczności jego działania. I żyje nam się lepiej. Okazuje się, że nagle przestaliśmy kaszleć i chrząkać, oczy nam nie łzawią, lepiej śpimy, a meble w naszym domu nie zarastają kurzem tak szybko, jak wcześniej. Jak wytłumaczyć to komuś, kto albo takiego urządzenia nie ma i żadnych problemów z czystością powietrza nie zauważa, albo kupił kiedyś najtańszy oczyszczacz nieznanej marki za trzysta złotych i nie zauważył różnicy? Zakładając, że w ogóle będzie chciało nam się go przekonywać, o czym mamy mu opowiadać? O węglowych filtrach? O funkcji nawilżania? O czujnikach reagujących na uchylone okno i wlatujący do mieszkania smog? Jemu wszystko jedno. On już wie, że oczyszczacze nie działają i powstały tylko po to, aby wyciągać pieniądze od "biednych" ludzi. Ale czy wyobrażacie sobie siebie czytających zachwyty na temat węglowych filtrów i odpisujących użytkownikom oczyszczaczy, że zupełnie nie wiedzą o czym mówią, a powietrze wszędzie jest takie samo?

Ludzie "z zewnątrz" często mają fioła na punkcie tego, żeby im udowodnić, że coś działa. To znaczy - gra inaczej. Tyle, że w gruncie rzeczy nie chcą się o tym przekonać. Desperacko szukają potwierdzenia swojej teorii, że wszystkie te sprzęty nie różnią się między sobą. Ich świat byłby wtedy prostszy. Mogliby sobie dalej powtarzać, że tysiące audiofilów z całego świata to zwykłe snoby. Ludzie bawiący się w coś, co nie istnieje. Tymczasem im wszystkim wystarczy słuch. Jeżeli coś słyszą, to znaczy, że działa. To takie proste... Trzeba tylko mieć odpowiednio czuły słuch i nie stawiać sobie w głowie blokady, która z automatu odrzuca wyniki takiego odsłuchu, jakie by one nie były. Jeżeli coś słyszę, to znaczy, że ma to sens. Jeżeli nie, mam spokój i mogę się tym nie przejmować. U każdego ten próg może być jednak inny. Najbardziej przekichane mają oczywiście ci, którzy słyszą najwięcej. Dla nich ważne są nawet kolce pod odtwarzaczem, podkładki pod kable i jonizatory powietrza. Sam nie zabrnąłem aż tak daleko, ale doskonale ich rozumiem, a nawet trochę współczuję (bo wiem, że w życiu są też inne potrzeby, ale jak człowiek wypróbuje na przykład znakomity kabel zasilający, to później dźwięk już nie jest taki sam). Zawsze jednak znajdzie się ktoś, dla kogo ta granica leży tak nisko, że niżej już chyba nie można. Do szczęścia wystarczy mu radio samochodowe z jednym trzeszczącym głośnikiem. Ale wie, że wydawanie pieniędzy na wzmacniacze i kable to głupota. Kiedy ostatnio słyszeliście, aby osoba niewidoma tłumaczyła komuś, że kupowanie drogich telewizorów nie ma sensu? To jest praktycznie ta sama sytuacja.

Być może dlatego audiofilów tak bawią próby opisania ich hobby przez ludzi, którzy nie mają na ten temat zielonego pojęcia. Przypomina mi to zabawę polegającą na wymyśleniu jak najgłupszego streszczenia znanego filmu. "Gwiezdne Wojny" - rolnik z pustynnej planety szuka swojego ojca, który choruje na astmę. "Interstellar" - opowieść o człowieku, który chowa się za meblościanką, byle tylko wymigać się od pracy na farmie. "Forrest Gump" - weteran z Wietnamu wyszedł pobiegać i spotkał kilku prezydentów. I tak na przykład, według Wikipedii, "audiofilami są osoby zainteresowane specjalnymi domowymi urządzeniami nagłaśniającymi, a podstawowe kryteria tej specjalności to wysoka cena oraz odrębność od urządzeń produkowanych masowo". Na tej samej stronie dowiemy się, że "w środowiskach audiofilskich duże znaczenie mają kwestie mody, na przykład pewien powrót do wzmacniaczy lampowych, jak i do gramofonów" oraz, że "audiofilia ma swój własny system wartości oraz zasad słuchania i podkreśla ich odrębność od tych, które są używane przy podejściu naukowym". No dokładnie tak! Najbardziej rozśmieszył mnie jednak opublikowany w jednej z dużych, ogólnopolskich gazet artykuł, którego autor twierdził, że audiofilów jest w naszym kraju najwyżej 300. Ostro, prawda? Nie podano oczywiście źródła tych rewelacji, jednak jeżeli przyjmiemy, że tak jest w rzeczywistości, musiałaby to być prawdziwa elita elit. W końcu mamy w Polsce przynajmniej kilkadziesiąt specjalistycznych salonów z wysokiej klasy sprzętem hi-fi, a na największej wystawie audiofilskiej aparatury w naszym kraju można było zwiedzić 175 sal. A w rzeczywistości trzysta osób można nieraz naliczyć na zdjęciach zatłoczonych korytarzy. Testy budżetowych słuchawek na naszej stronie w ciągu kilku dni nabijają kilka lub kilkanaście tysięcy odsłon. Naprawdę fajne, audiofilskie kolumny, wzmacniacze i streamery "tłuką" tyle jednego dnia. Oznaczałoby to, że każdy z tych 300 audiofilów czyta nasze recenzje po kilkanaście albo kilkadziesiąt razy. Szacun, ludziska. Naprawdę szacun!

Stara prawda mówi, że w chwilach niepewności zawsze warto podeprzeć się liczbami. Ludzie ufają im bardziej niż swoim własnym odczuciom. Tylko czy liczby i dane techniczne zawsze mówią prawdę? A jeśli nawet, jak przekładają się na nasze subiektywne wrażenia? Nie spotkaliście się nigdy z sytuacją, w której telewizor teoretycznie miał świetną rozdzielczość, rewelacyjny kontrast, milion systemów upłynniających ruch, a obraz był mimo wszystko mocno taki sobie? Audiofile też mogliby opowiadać o paśmie przenoszenia, zniekształceniach, współczynniku tłumienia, stosunku sygnału do szumu i innych parametrach, ale większość z nich wie, że jest to tylko jedna strona medalu. Pasmo przenoszenia to nie jest to samo, co jakość dźwięku. Podobnie, jak rozdzielczość to nie to samo, co jakość obrazu, a moc silnika to nie przyjemność z jazdy. Bo w telewizorach jest jeszcze kontrast, jasność, rodzaj podświetlenia, częstotliwość odświeżania, balans bieli, płynność ruchu, kąty widzenia. Wiecie czym jest na przykład input lag albo świecenie czerni? Pewnie nie. Ale miłośnicy telewizorów wiedzą. A przede wszystkim - ufają swoim oczom i mają na tyle duże doświadczenie, że w mig wyłapują niuanse, które dla przeciętnego zjadacza chleba są właściwie nieistotne. Swoją drogą, całkowita eliminacja subiektywnych wrażeń odsłuchowych byłaby całkiem zabawna. Wyobraźmy sobie prezentację jakiegoś nowego wzmacniacza. Zbierają się ludzie, wchodzi przedstawiciel producenta i opowiada - tu jest nowy transformator toroidalny, dalej mostek Graetza i ręcznie dobierane kondensatory, tutaj daliśmy inne tranzystory, ścieżki na płytkach są szersze i grubsze, poza tym moc wzrosła z 120 do 140 W na kanał przy 8 Ω, zniekształcenia spadły do 0,003%, poprawił się współczynnik tłumienia, a oprócz tego dodaliśmy jeszcze przetwornik cyfrowo-analogowy na kości ESS Sabre ES9018. I to wszystko. Goście biją brawo, kiwają głowami z uznaniem, wstają i rozchodzą się do domów. Nie ma żadnego odsłuchu, bo i po co zawracać sobie głowę, jak wszystko jest w tabelkach... Jak myślicie? Czy tak będzie wyglądała przyszłość naszego hobby?

Odnoszę wrażenie, że "problem" z audiofilami nie istniałby, gdyby wysokiej jakości wzmacniacze, kolumny i kondycjonery zasilające były tanie jak barszcz. Niestety, nie są, a wielu ludzi ma niezdrową obsesję na punkcie tego, kto w jaki sposób wydaje własne pieniądze. Następnie przykładają do tego swoją miarę i oceniają, czy zrobił dobrze, czy źle. Ta sama kwota wydana na różne rzeczy może być ich zdaniem spożytkowana prawilnie lub nie. Jeżeli ktoś za pięć tysięcy złotych kupi duże felgi i nowe opony do swojego samochodu - fajnie. Może i szpan, ale widać, że dba o swoje auto. Jeżeli rocznie wydaje tyle na papierosy i alkohol - normalka. Swój chłop. Każdy by tak zrobił, gdyby mógł. Smartfon - spoko. Tego się często używa, a jak chciał mieć taki lepszy, to ma. Lodówka? Telewizor? Brama garażowa? Nie ma problemu. Oczywiście są tańsze, ale jak kogoś stać, to niech sobie ma. Ale kabel zasilający do sprzętu audio? Idiota. Kretyn. Niedouczony bałwan. Tymczasem audiofilom każde się patrzeć, jak ludzie wydają pieniądze na rzeczy, które - piszę to całkiem serio - mają jeszcze mniejszą realną wartość niż srebrne kable. Amortyzatory do samochodu - dwadzieścia tysięcy. Telewizor - piętnaście. Ekskluzywna torebka - dyszka. A to jeszcze małe piwo w porównaniu z tym, co niektórzy potrafią sobie zrobić w domu. Lustra z wodospadem, mozaiki, schody ze szkła i metalu, blaty kuchenne z drewna tamaryndowca, marmurowe płyty zamiast glazury w łazience, profesjonalnie odnawiane meblościanki z czasów PRL-u... Większość z tych rzeczy do niczego nie służy. Albo inaczej - tę samą funkcję mogłyby pełnić przedmioty znacznie, znacznie tańsze. Klamka za 500 zł działa tak samo, jak ta za 50 zł. Bywa tak, że ta druga okazuje się trwalsza. Na marmurowych ścianach i dizajnerskich meblach nie da się posłuchać muzyki. Nie można z nimi porozmawiać ani poprosić, by poleciły nam jakąś ciekawą książkę. Nie służą do niczego. Stoją, kurzą się i starzeją w oczach. Powiecie, że cieszą oczy każdego dnia? Super! No to się podłożyliście, bo audiofilskie kable mogą cieszyć nie tylko oczy, ale i uszy. A do tego przewodzą prąd, więc w starciu z płytami z betonu architektonicznego prowadzą już dwa do zera.

Niektórzy ludzie traktują audiofilów jak powietrze. Super. Powoli zaczynam myśleć, że jest to najlepszy możliwy scenariusz. Najgorsze jest to, że część osób traktuje ich jak zagrożenie. Jakby swoimi opowieściami naruszali ich spokój ducha i równowagę emocjonalną. Dlatego zwykle szybko przechodzą do ataku. Standardowa rozmowa na temat kabli z dowolnym nieaudiofilem wygląda zawsze tak samo. Prędzej czy później pojawia się argument, że wszystkie przewody są takie same, no bo czym - poza wyglądem zewnętrznym i wytrzymałością oplotu - może się różnić jeden kabel od drugiego. No więc opowiadam o przekrojach, o geometrii, o czystości przewodników, o metodach wytwarzania drutów, taśm i różnych rodzajach ich konstrukcji, o różnicach między srebrem a miedzią, o reakcji między przewodnikiem a dielektrykiem, o ekranowaniu, o efekcie naskórkowym, o wibracjach, o wtykach, o hi-endowych kablach z izolacją próżniową, a wreszcie o pomiarach, na których dokładnie widać różnice miedzy poszczególnymi przewodami, nawet zasilającymi. Ale żadna z tych rzeczy go nie przekonuje, bo on wie (rozumiecie - on po prostu wie), że każdy kabel jest taki sam. W jego głowie dowolny kawałek metalu łączący punkt A z punktem B zadziała identycznie. I mimo, że strzelam dwudziestominutowy wykład, przytaczam pojęcia, o których pewnie nigdy nie słyszał oraz przykłady stosowania tych samych rozwiązań w aparaturze medycznej i akceleratorach cząstek, on twierdzi, że jego teoria jest racjonalna, oparta na faktach i znajomości zasad fizyki, natomiast ja wierzę w czary i dałem się nabrać na kupno zwykłego drutu w cenie telewizora. Naturalnie, za którymś razem dałem sobie spokój. Szkoda mi czasu. Kupiłem stolik, który trochę tę całą druciarnię zasłania, a ścianę za sprzętem wyłożyłem czarnymi panelami Vicoustica, co jeszcze bardziej maskuje grube, czarne węże łączące listwę, wzmacniacz, streamer i gramofon. A gdy któryś z moich gości zwróci uwagę na grube Cardasy podłączone do kolumn, mówię, że to normalne kable w grubej otulinie, którą założyłem po to, aby nie wciągnąć ich odkurzaczem. Na wszelki wypadek dodaję, że "idzie" nimi wysokie napięcie. Nikt ich nie rusza, nikt nie zadaje pytań i nie mówi, że nie uważałem na fizyce.

Tak naprawdę jedyne, co czasami powstrzymuje mnie nie tylko przed kupowaniem, ale nawet pisaniem o ekstremalnie drogich urządzeniach i akcesoriach audio to, hmm... Powiedzmy sobie - wątpliwości natury moralnej. Mniejsza o to, że niektórzy audiofile ciężko pracują, rezygnują z wielu innych przyjemności, jedzą suchy chleb dla konia i popijają wodą z kranu, a ich mieszkania i domy najczęściej nie przypominają tych pięknych wnętrz, które widzimy w czasopismach i programach telewizyjnych. Ale kiedy już przychodzi ten szczęśliwy dzień, przemykają człowiekowi przed oczami te chore dzieci, głodujące sieroty, zwierzęta w schroniskach, staruszki okradzione przez złodziei podszywających się pod pracowników spółdzielni mieszkaniowej, uchodźcy tonący w morzu, tony plastiku w oceanach - generalnie wszystkie nieszczęścia tego świata. Naturalnie, chciałoby się coś z tym zrobić, ale tak z dnia na dzień się po prostu nie da. Jakiś czas temu postanowiłem, że będę robił to, co mogę. Systematycznie, cierpliwie, bez popadania w skrajności i zaczynając od tego, co właściwie nic mnie nie kosztuje albo kosztuje tak mało, że nawet nie zauważę różnicy. Nie będę wchodził w szczegóły, ale do pewnego momentu im więcej pozytywnych rzeczy robiłem, tym bardziej się nakręcałem. Skończyć z plastikowymi odpadami, oddać nieużywane ubrania, wspomóc zbiórkę na jakiś ważny cel... Odechciało mi się, gdy nieopodal mojego domu, w zaroślach przy drodze zobaczyłem pustą butelkę wódki i rozerwaną torbę z najbardziej ekskluzywnego domu handlowego w Warszawie. Coś we mnie pękło. Wiem, że mam zdecydowanie zbyt dużo kabli. Niektórych nie używałem z rok. Ale ujrzałem dno, którego nie potrafię nawet opisać słowami.

Nie zamierzam zrezygnować ze wszystkiego, co robię, bo zawsze znajdzie się jeden, drugi, trzeci taki kretyn, a nawet cała banda kretynów usilnie walczących z tym, co fajne i pozytywne. Wyzbyłem się jednak moralnych wątpliwości związanych z zakupem drogich kabli. Ja przynajmniej nie wyrzucam pudełek po moich kablach do lasu. Jeśli natomiast chodzi o pozostałe problemy świata, dobrze byłoby zobaczyć jakieś działania ludzi, którzy mają na nie największy wpływ. Tymczasem panuje powszechne przekonanie, że zmiany powinny zacząć się nie od osób najlepiej sytuowanych, nie od polityków, nie od potężnych korporacji, banków i instytucji o zasięgu globalnym, nie od tego jednego procenta populacji, który posiada tyle samo pieniędzy, co pozostałe dziewięćdziesiąt dziewięć procent, ale właśnie od zwykłych, szarych ludzi. Całą winę zrzuca się na tych, którzy zbyt dużo konsumują, zbyt krótko pracują, zbyt dużo jedzą, zużywają zbyt dużo energii elektrycznej, mają zbyt wiele dzieci i generalnie, w mordę jeża, istnieją. Nic dziwnego, że w ostateczności dosięga to także audiofilów, którzy mają zbyt drogie kable. Powinni ich nie mieć. Powinni nawet nie posiadać sprzętu, który można takimi kablami połączyć. Co tu dużo mówić - dla dobra planety i społeczeństwa powinni zrobić ze sobą porządek i się zabić. No więc zabiłem się i nie żyję. Przynajmniej wszyscy odbiedolą się od moich kabli.

Komentarze (25)

Pokaż wcześniejsze komentarze
  • Paweł

    Wszystko, co tu przeczytałem jest prawda, ale dlatego życie jest takie ciekawe, bo każdy jest inny i lubi co innego! Ja po prostu lubię sprzęt audio, lubię go słuchać, lubię te kabelki, kondycjonery itd. Lubię też muzykę. Posiadając drogi sprzęt, potrafię muzykę bardziej docenić, ale jak ktoś słucha na małym głośniczki lub radiu, a sprawia mu to przyjemność, to super, bo o to chodzi!! Ważne żeby dla zainteresowanego było super. A to, co mówią inni!? Olać.

    3
  • CodeBoy

    Fajny artykuł, można przeczytać, ale tak jak już tutaj zauważono, to czasami jest choroba nie mająca nic wspólnego z muzyką. Mam kilku znajomych z branży muzycznej, ze słuchem absolutnym i nie chcę napisać, że grają na chińskich kablach czy coś w tym stylu, bo dobry sprzęt musi kosztować i kosztuje. Problem jest po pierwsze z tak zwanym naciąganiem (kit i kg cementu w obudowie, za kilkanaście tysięcy zielonych). Są sprzęty wybitne, kosztujące nawet dziś śmieszną kasę, produkowane w latach 80-90, kiedy dopracowywano jeszcze każdy detal sprzętu. I, o dziwo, nie zawsze był to najwyższy model. Oczywiście, żeby była jasność, tez nie najniższy:) A teraz widzimy PC sprzedanego jako audiofilski serwer za 30000 zł z dyskim SSD 1 TB (którego najdroższy Samsung wycenia na ok 1000 zł w detalu), a w prasie audio achy i ochy, bo 1 TB SSD, jakby cud techniki tam wsadzili za 10x tyle. A znając życie w tym serwerze będzie jakaś tania Adata z odklejoną naklejką:) I to jest szczyt marzeń audiofilów. Pomijam, że takiego PC złoży się w normalnym sklepie za 1/4 ceny z markowymi komponentami, a po taniości nawet za 1/10 ceny. Kiedyś kolega z kasą kupił serwer do muzyki, było to z 10 lat temu, wydał około 6000 zł, a w środku marny PC na badziewnym Chipsecie, nawet nie dało się tam wgrać update'u Windowsa, bo napisał, ze klucz zablokowany ze względów pirackich, a kupiony sprzęt niby z systemem na FV. Ale prawdziwy Audiofil nigdy by nie ściągnął aktualizacji do świętego serwera...

    2
  • Pantofelek

    Pan redaktor dużo pisał o kabelkach. Uważam, że w kablu od przewodnika ważniejsza jest złączka, czyli to, jak kontaktuje w gniazdu. Wystarczy czasem poruszyć i robi się duża różnica! To stwierdziłem na czinczu, czyli RCA gdzie wolty i amperki są naprawdę bardzo, ale to bardzo malutkie.

    0
  • Tomek Lasota

    Podoba mi się artykuł Pana Redaktora. Widać w nim wspomnienia negatywnych doświadczeń z tak zwanymi sceptykami, którzy nie rozumiejąc związanych z audiofilią detali, próbują z nas często zrobić wariata/debila/kretyna, no bo przecież to chore wydawać tysiące na kabelki. Oczywiście taki sceptyk czuje się lepiej na tle żałosnego idioty, który "marnuje" swoje pieniądze. To zwykła arogancja i prostactwo. Nic nikomu do tego jak wydajemy nasze własne pieniądze. Nie mam ochoty nikomu udowadniać, że jego sposoby wydawania jego kasy są głupie, bo wtedy faktycznie to ja byłbym nadętym bucem, a tego chcę uniknąć. Odpuszczając sobie pogardliwe komentarze w takiej sytuacji mogę okazać innym minimum szacunku. Natomiast dla tych, którzy uporczywie będą próbować robić ze mnie "audiofila-kretyna" mam środkowy palec, a nawet obydwa. Jak będzie trzeba to i kopa w d... Panie Redaktorze - dobra robota! pozdrawiam serdecznie i tak trzymać!

    0
  • 1piotr13

    Dlaczego są sceptycy, którzy dziwią się i pukają w głowę, jak słyszą o audiofilach i o różnicach w dźwięku na przykład po wymianie kabli głośnikowych na droższe? To jest proste, po prostu nie słyszą żadnej różnicy i tyle. Oczywiście, nie znaczy to, że można od razu wyzywać audiofili od kretynów. Natomiast każdy człowiek ma prawo do wyrażenia swojej opinii i jeżeli ktoś twierdzi, że nie słyszy różnicy, to tak jest. W tym momencie audiofil powinien również przyjąć opinię sceptyka z szacunkiem.

    1
  • Cezary

    Przeczytałem te wszystkie komentarze. Wcześniej poczytałem o kablach na "HiFi Philosophy". I... Odechciało mi się słuchać muzyki.

    1
  • Jerzy

    Zaczęło się od ponad 20 lat temu. Pierwszy sprzęt kupiłem w komplecie z kablami. Były to kable głośnikowe Sonic Link za około 15 złotych za metr. Wszystkie inne kable były dołączone do zestawu. Najpierw zmieniłem głośnikowe na Van den Hul CS 122. Sprzedawca miał przygotowany zestaw próbny z konfekcją, oczywiście mogłem oddać gdybym nie słyszał różnicy. Ale to, co usłyszałem, to była prawdziwa rewolucja! Od tamtej pory dbam o jakość kabli. Wszystkich oczywiście. Ostatnio wymieniłem gniazdko ścienne Gigawatt na Furutech i kable sieciowe z Enerr także na Furutech. Wszystkie inne kable to Van den Hul, tyle że droższy od wyjściowego. Piszę o szczegółach, ale to takie hobby, szczegóły są tak samo ważne jak prawidłowy dobór przypraw jest ważny dla dobrego szefa kuchni. Efekt końcowy wynagradza koszta, po prostu tak jest. Internetowy hejt wobec tak zwanych "kablarzy" jest, był i będzie. No i co z tego? Kiepski sprzęt jest jak niewygodne buty dla turysty. Niby idziesz, tak samo jak ci w tych wygodnych i kosztownych, ale jakim kosztem, no i gdzie ta przyjemność?

    0
  • Mark

    Wystarczy pójść na Audio Video Show i usłyszeć jak większość wystawionego tam sprzętu za potężne pieniądze gra identycznie, a czasami nawet gorzej niż pamiętany ze starych lat sprzęt Technicsa.

    0
  • A.S.

    @Mark - Sprzęt ze starych lat wydaje Ci się lepszy, bo wtedy lepiej słyszałeś. Teraz gorzej słyszysz i pozostało Ci tylko dźwiękowo wrażeniowe wspomnienie staroci.

    1
  • A.S.

    Mam kolumny aktywne i nie mam problemu z kablami głośnikowymi i dopasowaniem wzmacniacza.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby ta skromna, rodzinna manufaktura założona w 1979 roku stała się u nas jednym z ważniejszych graczy zaraz po transformacji ustrojowej, kiedy to głodni nowości i ciekawi...

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można...

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło, ewentualnie - w przypadku tych najbardziej zakręconych - na coś takiego, jak kable, akcesoria zasilające lub podkładki antywibracyjne. Spora grupa odpowie jednak, że największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy ma...

James Tanner - Bryston

James Tanner - Bryston

Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego przyzwyczaili się do tego, że jest on nie tylko kupowany, ale także budowany przez pasjonatów. Często tych, którzy kiedyś znajdowali się w podobnej sytuacji, a swoje hobby rozwinęli do tego stopnia, że w pewnym momencie postanowili zbudować coś swojego - lepszego niż sprzęt oferowany w...

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

Kiedy myślimy o ulepszeniu swojego zestawu hi-fi, zwykle koncentrujemy się na wymianie jednego z jego elementów - kolumn, wzmacniacza, źródła lub okablowania. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że z posiadanego sprzętu moglibyśmy wycisnąć znacznie więcej zerowym kosztem. Niektórzy są tego świadomi, ale zwyczajnie brakuje im na to...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Amphion Helium 510

Amphion Helium 510

Założona w 1998 roku firma Amphion od samego początku projektuje oraz konstruuje kolumny głośnikowe wyróżniające się czymś, czego brakuje wielu dostępnym na rynku konstrukcjom - niezwykle niską wrażliwością na niedoskonałości...

Audio-Technica ATH-AP2000Ti

Audio-Technica ATH-AP2000Ti

W ostatnich latach Audio-Technica wyjątkowo zaciekle i agresywnie atakuje rynek słuchawek. Tempa wprowadzania nowych modeli i różnorodności rozbudowywanego w ten sposób, a przecież budowanego nie od dziś katalogu mogą jej...

Linn Selekt DSM

Linn Selekt DSM

Linn to jeden z producentów, którzy w skomplikowanym świecie hi-endowego sprzętu audio zdołali wydzielić sobie własną przestrzeń i od wielu, wielu lat funkcjonują w niej bez oglądania się na innych....

Bannery boczne

Komentarze

Damian
Czy do kolumn Tannoy Mercury 7.4 ten wzmacniacz nie będzie za słaby?
MB
Nie ma regulacji barwy.
A.S.
Mam kolumny aktywne i nie mam problemu z kablami głośnikowymi i dopasowaniem wzmacniacza.

Płyty

Kazik - Zaraza

Kazik - Zaraza

Chyba żaden polski album na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nie miał tak dobrej promocji. W całej tej sytuacji najśmieszniejsze jest...

Newsy

Thorens TD 103 A

Thorens TD 103 A

Thorens przyspiesza przekształcanie swojej gamy produktowej i prezentuje najnowszy gramofon TD 103 A. Model ten jest całkowicie przeprojektowanym, automatycznym gramofonem,...

Tech Corner

Roon - Nowa jakość streamingu

Roon - Nowa jakość streamingu

Z badań i raportów dotyczących udziału poszczególnych nośników i platform w rynku muzycznym wynika, że pliki i serwisy streamingowe wyprzedzają konkurencję o kilka okrążeń. Temat nośników fizycznych wydaje się zamknięty i nawet ogarniająca cały świat moda na winyle i gramofony nie jest w stanie odwrócić losów tej wojny. O ile...

Prezentacje

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...

Poradniki

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Popularne testy

Dyskografie

Budgie - Zapomniany gatunek

Budgie - Zapomniany gatunek

Deski skrzypiały pod nogami, kiedy wchodził na strych. Strach jednak tłumiła fascynacja nowym, nieznanym wcześniej miejscem. Spróchniałe schody nie miały...

Wywiady

Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie...

Vintage

Tefifon

Tefifon

Cóż to za przedziwna nazwa? Nie uważacie, że brzmi to co najmniej komicznie? Gdyby ktoś mi powiedział, że istnieje urządzenie...

Słownik

Poprzedni Następny

DSP

Digital Signal Processing - po polsku skrót ten oznacza po prostu cyfrowe przetwarzanie sygnału i odnosi się do wszelkiego rodzaju cyfrowych operacji dokonywanych na sygnale muzycznym. Układy DSP są stosowane...

Cytaty

FrankZappa.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.