Mocna integra z bogatym zapleczem - Musical Fidelity M6xi
- Kategoria: Newsy sprzętowe
- Tomasz Karasiński

Musical Fidelity wprowadza nowy wzmacniacz zintegrowany, który rozwija jedną z najważniejszych i najdłużej obecnych konstrukcji w katalogu brytyjskiej marki. To następca modelu M6si, ale nie w sensie całkowitego zerwania z dotychczasową koncepcją. Producent zachował główną ideę mocnej integry o dużej wydajności prądowej, zdolnej napędzić wymagające kolumny i pełnić rolę centrum poważnego systemu stereo, a jednocześnie dostosował urządzenie do współczesnych sposobów korzystania ze sprzętu audio. M6xi otrzymał między innymi HDMI ARC do współpracy z telewizorem, wejście USB-C dla komputerów, tabletów i innych źródeł cyfrowych, rozbudowaną sekcję wejść analogowych, phono stage dla wkładek MM i MC, wyjście pre-out, wejście bypass dla kina domowego oraz interfejs RS232 przydatny w bardziej zaawansowanych instalacjach. Innymi słowy, Musical Fidelity nie zamienił klasycznej integry w streamer ani amplituner, ale mocno poszerzył jej funkcjonalność, tak aby mogła łatwiej odnaleźć się w systemie, w którym obok gramofonu i klasycznych źródeł analogowych pojawiają się także telewizor, komputer, zewnętrzny transport sieciowy czy subwoofer.
Pod względem mocy M6xi pozostaje urządzeniem, które trudno pomylić z typową, umiarkowanie wydajną integrą do niewielkich kolumn. Producent podaje 230 W na kanał przy 8 Ω i 390 W przy 4 Ω, co stawia ten model w gronie najmocniejszych klasycznych wzmacniaczy zintegrowanych w swojej klasie. Sam wzrost liczbowy względem M6si nie wygląda może spektakularnie, ale ważniejsze są zmiany w stopniu wyjściowym. Musical Fidelity sięgnął po rozwiązania bliższe układom opracowanym dla flagowych wzmacniaczy Titan, w tym konfigurację wyjściową Darlingtona, która ma poprawiać liniowość pracy, ograniczać zniekształcenia przejścia i zwiększać stabilność wzmacniacza przy trudniejszych obciążeniach. W praktyce chodzi więc nie tylko o to, by na papierze pojawiło się więcej watów, lecz także o większą pewność napędzania kolumn i spokojniejszą pracę przy wyższych poziomach głośności.

Wewnętrzna architektura pozostaje bliska filozofii znanej z wcześniejszych wzmacniaczy serii M6. W jednej obudowie umieszczono osobną sekcję przedwzmacniacza oraz dwa stopnie końcowe pracujące w układzie przypominającym monobloki. Takie podejście od lat jest jednym z elementów charakterystycznych dla Musical Fidelity i pomaga zrozumieć, dlaczego wzmacniacze tej marki często sprawiają wrażenie mocniejszych i swobodniejszych, niż wynikałoby to wyłącznie z podstawowej specyfikacji. Duży nacisk położono również na zasilanie. Mimo dodania bardziej rozbudowanej części cyfrowej producent nadal opiera kluczowe sekcje urządzenia na analogowych stopniach zasilania i wysokoprądowej konstrukcji liniowej, zamiast przenosić ciężar projektu na rozwiązania impulsowe. Zoptymalizowano także układ płytek drukowanych, aby ograniczyć asymetrię ścieżek i zmniejszyć podatność na zakłócenia elektromagnetyczne.

Najbardziej widoczne zmiany w stosunku do M6si dotyczą jednak wejść cyfrowych i sposobu, w jaki wzmacniacz może być włączony do współczesnego domowego systemu. HDMI ARC pozwala podłączyć telewizor bez dodatkowych konwerterów i traktować M6xi jako główny wzmacniacz także w zestawie służącym do filmów, seriali czy transmisji sportowych. Nie robi to z niego amplitunera kina domowego, ale znacząco ułatwia życie osobom, które chcą mieć jeden porządny system stereo do muzyki i obrazu. Obok wejść optycznego i koaksjalnego pojawiło się USB-C, co jest istotną zmianą względem starszych wzmacniaczy Musical Fidelity korzystających z USB-B. Nowe złącze lepiej pasuje do współczesnych laptopów, tabletów i kompaktowych źródeł cyfrowych, a cały wzmacniacz staje się dzięki temu bardziej naturalnym partnerem dla dzisiejszych sposobów odtwarzania muzyki.

Sekcja analogowa również pokazuje, że M6xi ma pełnić rolę centralnego elementu systemu, a nie minimalistycznego wzmacniacza z dwoma wejściami dla purystów. Użytkownik otrzymuje kilka wejść liniowych oraz wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy obsługujący wkładki MM i MC, dzięki czemu do wzmacniacza można podłączyć zarówno prostszy gramofon z popularną wkładką magnetyczną, jak i bardziej ambitną konstrukcję z wkładką z ruchomą cewką. Wyjście pre-out pozwala dodać subwoofer albo wykorzystać wzmacniacz w konfiguracji bi-ampingowej, natomiast wejście home-theater bypass umożliwia włączenie M6xi do instalacji wielokanałowej, w której przy odsłuchu stereo wzmacniacz działa samodzielnie, a podczas oglądania filmów przejmuje rolę końcówki mocy dla przednich kolumn. Interfejs RS232 ułatwia integrację z systemami sterowania i automatyką domową, co ma znaczenie w bardziej rozbudowanych instalacjach.

Obudowa M6xi pozostaje zgodna z językiem wzorniczym wyższych modeli Musical Fidelity. Front, górna pokrywa i boczne panele wykonano z ekstrudowanego aluminium, co ma poprawiać sztywność konstrukcji, ekranowanie i warunki pracy wewnętrznych układów. Producent nie próbuje przy tym nadać wzmacniaczowi efektownej, lifestyle'owej formy. Wśród praktycznych dodatków znalazło się także wyjście USB-A na tylnej ściance, dostarczające zasilanie 5 V/2 A dla zewnętrznych akcesoriów, takich jak małe transporty sieciowe, mostki Ethernet czy inne urządzenia cyfrowe wymagające osobnego zasilacza. To drobiazg, ale bardzo sensowny w czasach, gdy wiele systemów hi-fi składa się nie tylko ze wzmacniacza, źródła i kolumn, lecz także z niewielkich przystawek, konwerterów i streamerów. Zamiast dokładać kolejny zasilacz do listwy, można skorzystać z wyjścia we wzmacniaczu i uprościć cały układ. Regulację głośności powierzono drabinkowemu tłumikowi Burr-Brown, który ma zapewniać precyzyjne prowadzenie obu kanałów w całym zakresie pracy, co powinno sprzyjać stabilnej scenie stereo i zachowaniu równowagi tonalnej również podczas cichego słuchania. Musical Fidelity M6xi jest już dostępny w sklepach, a jego cenę ustalono na 14 499 zł.
Źródło: Musical Fidelity


















Komentarze