"Empetrójka" w nowoczesnym wydaniu - Snowsky Echo Nano
- Kategoria: Newsy sprzętowe
- Mariusz Szczepaniak

Jeszcze kilkanaście lat temu osobny odtwarzacz muzyczny był czymś zupełnie normalnym. Potem jego rolę przejął smartfon, streaming praktycznie wyeliminował konieczność noszenia własnej biblioteki plików, a klasyczne "empetrójki" niemal całkowicie zniknęły z kieszeni użytkowników. Co ciekawe, teraz zaczynają wracać. Nie jako urządzenia próbujące konkurować ze smartfonami liczbą funkcji, ale dokładnie odwrotnie - jako proste, małe maszyny służące tylko do słuchania muzyki. W czasach, gdy telefon jest jednocześnie odtwarzaczem, aparatem, komunikatorem, terminalem płatniczym, centrum rozrywki i źródłem niekończących się powiadomień, taki świadomy krok wstecz zaczyna mieć pewien urok. FiiO postanowiło wykorzystać ten kierunek, wprowadzając model Snowsky Echo Nano - kieszonkowy odtwarzacz, który stylistycznie wygląda jak przybysz z początku XXI wieku, ale wewnątrz ma całkiem współczesną elektronikę i nie zamierza ograniczać się do roli nostalgicznego gadżetu.
Echo Nano rzeczywiście jest maleńki. Urządzenie mierzy około 82 x 20 x 11 mm i waży zaledwie 33,5 g, więc bardziej przypomina pendrive'a albo dużą zapalniczkę niż typowy współczesny przenośny odtwarzacz audio. Obudowę wykonano ze stopu aluminium i magnezu obrabianego CNC, a charakterystycznym elementem konstrukcji jest duże, metalowe pokrętło na górnej ściance. Służy ono do regulacji głośności, a obsługę uzupełniają fizyczne przyciski odpowiedzialne między innymi za odtwarzanie, pauzę, powrót oraz zmianę utworów. Z boku znalazły się także gniazdo karty microSD i port USB typu C, natomiast na górze umieszczono klasyczne wyjście słuchawkowe 3,5 mm. Informacje wyświetlane są na wąskim, 0,91-calowym ekranie OLED. Całość zdecydowanie gra kartą nostalgii, szczególnie że producent przygotował kilka wersji kolorystycznych, od czarnej i srebrnej po turkusową, zieloną czy różową. Nie jest to jednak kopia konkretnego starego odtwarzacza, lecz raczej współczesna wariacja na temat sprzętu, który dwie dekady temu nosiło się na smyczy, w kieszeni kurtki albo przypięty do plecaka.

Najważniejsze jest jednak to, że Echo Nano nie próbuje być miniaturowym smartfonem. Nie znajdziemy tu wielkiego ekranu dotykowego ani rozbudowanego systemu operacyjnego. Muzykę przechowujemy na karcie microSD o pojemności do 256 GB, wybieramy ją z prostego menu i słuchamy przez przewodowe słuchawki podłączone do gniazda 3,5 mm. Sam interfejs nie ogranicza się przy tym do wyboru utworów. Instrukcja przewiduje między innymi przeglądanie plików w pamięci lokalnej i na karcie microSD, zmianę trybu odtwarzania, ograniczenie maksymalnej głośności, wybór ustawień korektora i filtra, a także podstawowe ustawienia systemowe dotyczące języka, czasu wygaszania ekranu czy jasności. Odtwarzacz współpracuje również z pilotami umieszczonymi na przewodach słuchawek zgodnymi ze standardem CTIA. Idea pozostaje więc bardzo prosta - włożyć kartę z muzyką, podłączyć słuchawki i na jakiś czas zapomnieć o komunikatorach, powiadomieniach, mediach społecznościowych i wszystkim tym, co zwykle walczy o uwagę na ekranie telefonu.

Pod względem audio Echo Nano jest jednak zdecydowanie bardziej współczesny niż odtwarzacze, do których nawiązuje wyglądem. Jego sercem jest przetwornik cyfrowo-analogowy Cirrus Logic CS43131. Urządzenie obsługuje między innymi pliki FLAC, WAV, APE, MP3, M4A i OGG, a także PCM do 24 bit/192 kHz oraz DSD do DSD256. Echo Nano otrzymał ponadto certyfikat Hi-Res Audio. Wyjście słuchawkowe ma moc do 120 mW przy 32 Ω, a deklarowany stosunek sygnału do szumu wynosi co najmniej 127 dB. Nie jest to zatem kieszonkowa elektrownia przeznaczona do napędzania najbardziej wymagających słuchawek planarnych, ale przy takich gabarytach i cenie trudno byłoby tego oczekiwać. Konstrukcja wyraźnie celuje przede wszystkim w użytkowników słuchawek dokanałowych i lekkich modeli przenośnych, a więc dokładnie takich, z jakimi podobny odtwarzacz najczęściej będzie używany poza domem.

Na samym odtwarzaniu plików możliwości tego maleństwa się nie kończą. Echo Nano może również pracować jako zewnętrzny USB DAC. Po podłączeniu do komputera, tabletu lub smartfona przejmuje konwersję sygnału cyfrowego na analogowy, dzięki czemu może być używany także podczas słuchania muzyki ze streamingu, oglądania filmów czy pracy przy komputerze. To dość sprytne rozszerzenie koncepcji, bo urządzenie nie staje się bezużyteczne w chwili, gdy akurat nie chcemy sięgać do biblioteki zapisanej na karcie pamięci. W trybie USB Audio można dodatkowo wyłączyć ładowanie akumulatora, co ma znaczenie szczególnie wtedy, gdy źródłem jest telefon i nie chcemy dodatkowo obciążać jego baterii. W praktyce Echo Nano może więc pełnić podwójną rolę - samodzielnego odtwarzacza na co dzień i bardzo małego przetwornika słuchawkowego wtedy, gdy korzystamy z innego źródła.

Wbudowany akumulator ma pojemność 300 mAh i według producenta wystarcza na maksymalnie siedem godzin ciągłego odtwarzania. Nie jest to wynik, który mógłby konkurować z dużymi przenośnymi grajkami czy smartfonami, ale trzeba pamiętać, że cały sprzęt waży nieco ponad 30 g i mieści się właściwie w każdej kieszeni. Echo Nano ma być przede wszystkim urządzeniem, które można bez zastanowienia wrzucić do torby, zabrać na spacer, trening albo podróż i korzystać z niego bez angażowania telefonu. W tym scenariuszu równie istotna jak długość pracy na baterii może okazać się sama prostota obsługi - brak parowania, brak logowania do serwisów, brak aktualizacji aplikacji i brak konieczności pilnowania, czy coś w tle nie zjada nam transferu albo energii.

Najciekawsze w całym projekcie jest jednak samo założenie. Jeszcze niedawno wydawało się, że osobne odtwarzacze muzyczne będą zmierzały wyłącznie w stronę coraz większych ekranów, bardziej rozbudowanych systemów operacyjnych i integracji z serwisami streamingowymi. W wyższych segmentach rynku dokładnie tak się zresztą stało - współczesne DAP-y często przypominają wyspecjalizowane smartfony, tyle że z lepszą sekcją audio. FiiO pokazuje, że na drugim końcu skali też jest miejsce na coś interesującego. Echo Nano nie chce zastępować telefonu, nie próbuje też udawać urządzenia, którym nie jest. Ma po prostu przechowywać muzykę, odtwarzać ją w dobrej jakości i dać użytkownikowi powód, aby na chwilę odłożyć smartfon. Snowsky Echo Nano trafia właśnie do sprzedaży, a jego cenę ustalono na 319 zł.
Źródło: MIP

















Komentarze