Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Audiofilska harmonizacja umysłu

  • Kategoria: Felietony
  • Tomasz Karasiński

Audiofilska harmonizacja umysłu

Nieustannie fascynuje mnie to, jak miłośnicy wysokiej klasy sprzętu audio są postrzegani przez ludzi z zewnątrz, a w szczególności jak osoby nienależące do tego grona próbują ugryźć całe to zjawisko zwane audiofilizmem. Wiele z nich automatycznie stara się doszukać w nim czegoś ekstremalnie dziwnego i nieuzasadnionego. No bo skoro ich zdaniem wydawanie pieniędzy na wymyślną elektronikę i poświęcanie czasu na odsłuchy w pogoni za trudnym do zdefiniowania ideałem nie ma sensu, najwyraźniej trzeba być mocno nienormalnym, aby w ogóle czymś takim się zajmować. Niektórzy uważają to za niegroźne schorzenie. Inni natomiast uparcie drążą temat, próbując udowodnić audiofilom, że wszystkie kolumny, wzmacniacze i gramofony są identyczne, a cała ta machina to spisek mający na celu wyciągnięcie pieniędzy od biednych, naiwnych, albo - co tu się patyczkować - głupich ludzi. Mało to razy czytaliście wywody teoretyków, którzy uważają, że kable nie różnią się między sobą? Pomijając fakt, że teorię tę można obalić w sposób czysto techniczny na wielu różnych płaszczyznach, zawsze wygląda to tak, jakby daltonista wparował do klubu fogoraficznego i przekonywał jego członków, że obiektywy różnią się między sobą tylko rozdzielczością obrazu i jakością wykonania, ale cała reszta to bzdury. Sęk w tym, że nikt nie staje się audiofilem z dnia na dzień. Nasze hobby wynika przede wszystkim z pasji do muzyki i związanej z nią fundamentalnej, praktycznej potrzeby chłonięcia jej w najlepszy możliwy sposób. Bo nie ma muzyki bez dźwięku, i nie ma dźwięku bez muzyki.

Oczywiście nie każdy meloman tę potrzebę odczuwa, a jeśli już, wielu zatrzymuje się na poziomie, który ich zdaniem jest jeszcze rozsądny. Wystarczający. Audiofil różni się od przeciętnego melomana tylko tym, że na pewnym etapie zdecydował się pójść dalej. Poszukać czegoś, co pozwoli mu kontaktować się z ulubioną muzyką w jeszcze bliższy, pełen emocji, angażujący sposób. Wielu weszło na tę droge kupując pierwsze naprawdę porządne słuchawki. Inni złapali bakcyla słuchając sprzętu kolegi lub przejmując stary, wysłużony wzmacniacz swojego wujka. Historie audiofilów, którzy za dziesięć czy piętnaście lat będą szukać okablowania do swojego systemu, dziś zaczynają się od pierwszych dobrych głośników bezprzewodowych, słuchawek dokanałowych albo soundbarów. Gdzie ta droga się kończy? Ha! To jest bardzo dobre pytanie. Zależy to tylko od nas samych. Należy jednak zwrócić uwagę, że proces ulepszania własnego systemu stereo lub kina domowego jest z natury mocno rozciągnięty w czasie. Chyba, że traktujemy sprzęt audio jako normalny element wyposażenia domu, co swoją drogą też nie jest takie głupie. No bo skoro na lodówkę, płytę indukcyjną, kuchenkę mikrofalową, piekarnik, okap, zmywarkę i ekspres do kawy (nie mówiąc już o meblach kuchennych, blatach, wyspach i kamiennych zlewozmywakach) można spokojnie wydać kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych, to dlaczego przeznaczenie podobnej kwoty na kolumny, wzmacniacz, streamer i gramofon (nie mówiąc o listwie, kablach, stoliku i ustrojach akustycznych) miałoby być głupie? Bo na wzmacniaczu nie usmaży się kotletów? Fakt, ale na płycie indukcyjnej nie posłucha się muzyki. Ceny hi-endowego sprzętu AGD też są dla audiofilów nie do przyjęcia. 18999 zł za lodówkę? 5999 zł za okap? A noże? Patelnie? Garnki? Można popłynąć. Rozumiem jednak, że aby widzieć w tym sens, trzeba znać się na gotowaniu i mieć do tego smykałkę. Ja pewnie nie widziałbym różnicy gdyby ktoś podmienił mi lodówkę. Najbardziej interesuje mnie w niej ilość mleka (rano) i piwa (wieczorem). Ale nie wchodzę na fora i grupy zrzeszające miłośników kuchennych zabaw i nie uodwadniam im, że garnki Zeptera i Silita to przesada, noże Fiskarsa i Victorinoxa to wyciąganie kasy od naiwniaków, a kosztowne płyty indukcyjne Samsunga i Siemensa to żerowanie na ludziach, którzy nie wiedzą co zrobić z nadwyżką gotówki.

A jednak, audiofile muszą odpowiadać na tego typu zaczepki niemal cały czas. Niektórzy właśnie z tego powodu przestali ujawniać się ze swoją pasją. A niby dlaczego? Co dziwnego, a wręcz godnego potępienia jest w tym, że ktoś chce słuchać muzyki w jak najlepszy sposób? Nawet jeśli doszedł już do etapu, na którym porównuje ze sobą kable zasilające. Patrzcie, kupił słuchawki za pięć tysięcy złotych! Wariat. Kretyn. Idiota. Nooo, gdyby za pięć tysięcy kupił telewizor, to luz. Bo na telewizorze można obejrzeć mecz i kabarety, a na słuchawkach? Muzyki słuchać? To ci dopiero wariactwo... Faktem jest jednak, że środowisko audiofilskie jest z zewnątrz postrzegane przez pryzmat tych absolutnie najdziwniejszych, nazwijmy to, przypadków. Media zdominowane są przez nagłówki, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Do świadomości przeciętnego odbiorcy przebijają się jedynie pojedyncze hasła, skojarzenia i memy. A poszukiwacze sensacji mają na stronach poświęconych audiofilskiej aparaturze prawdziwy żer. Zobaczcie co się dzieje na wystawach. Tam już prawie nie ma audiofilów szukających fajnych wzmacniaczy w rozsądnej cenie, wymieniajacych się doświadczeniami na korytarzach i rozmawiających z wystawcami o płytach. Jest za to cała lawina prowokujących haseł. System za siedem milionów. Wzmacniacz za dwa miliony. Słuchawki za ćwierć miliona. I tak dalej... Ale i tak nic nie robi audiofilom tak dużej krzywdy, jak różnego rodzaju akcesoria z gatunku audiovoodoo. Tutaj chodzi już nie o kosmiczną cenę, ale zasadę działania (lub jej brak) oraz kosmiczne opowieści, których nie trzeba nawet przerabiać, aby ludzie tarzali się na podłodze ze śmiechu. Wystarczy tylko odpowiednio ustawić priorytety. Postawić w pierwszym rzędzie nie muzykę, nie kolumny, nie wzmacniacze i odtwarzacze, ale właśnie magiczne filtry, cudowne jonizatory i płytki porządkujące ruch elektronów we wszechświecie, aby człowiek z zewnątrz nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z bandą idiotów.

Żeby było jasne, osobiście przerobiłem już wiele tego typu akcesoriów i jakoś mnie ta zabawa nie wzięła. W swojej pracy zawsze staram się oddzielić to, co słyszę, od tego, co wiem (lub czego nie wiem). Dałem swoim uszom pełną autonomię i prawo decydowania czy coś działa, czy nie. Uważam, że nie ma lepszej metody, a z luźnych, otwartych odsłuchów płyną zwykle bardzo ciekawe wnioski. Wiem, że na jakość brzmienia mogą wpłynąć nie tylko kable i rozgałęziacze, ale też stoliki i platformy antywibracyjne, płyny poprawiające kontakt na gniazdach, demagnetyzery, a nawet różnego rodzaju rezonatory i inne cuda. Nie jestem jednak zwolennikiem stosowania tego typu akcesoriów w dużych ilościach. Większość z nich wpływa na ostateczny rezultat w bardzo niewielkim stopniu, a niektóre potrafią też mocno utrudnić życie. Szczególnie jeśli mówimy o sytuacji, gdzie sprzęt zmienia się raz na kilka dni. Poza tym, nawet jeśli szłyszę różnicę po ustawieniu na kolumnach skórzanych worków wypełnionych piaskiem lub żwirem, może warto pociągnąć eksperyment dalej i sprawdzić co się stanie jeśli podmienimy je na dwa kartony mleka albo plastikowe kubki z ziemią do roślin doniczkowych. Ups, przepraszam... Najwyższej jakości pojemniki z tworzywa sztucznego wypełnione biologicznie aktywnym materiałem tłumiącym pochodzenia naturalnego! Próbowaliście? Polecam. Bardzo pouczające doświadczenie. Nie zamierzam jednak nikogo oceniać ani pisać, że akustyczne parawany, rezonujące miski czy audiofilskie myszy z wąsami nie działają. Mam do nich stosunek ambiwalentny. Jeżeli ktoś uważa, że w jego systemie takie wynalazki się sprawdzają, to co mi do tego? Jeśli go stać, może sobie nawet rozpylać audiofilskie powietrze w sprayu za ćwierć miliarda albo obłożyć ściany audiofilskimi piegami za dwa pierdyliardy. Apelowałbym jednak, aby nie robić z takich dewiacji wielkiego wydarzenia i nie dopuścić, aby były one przedstawiane jako kwintesencja audiofilizmu. Bo chyba nie o to chodzi.

Temat magicznych akcesoriów był, jest i jeszcze długo będzie na topie. Zastanawiam się jednak na ile napędzają go audiofile, a na ile ciekawscy i żadni sensacji ludzie spoza tego grona. Wierzcie mi, dawno nie spotkałem kumpla, który przekonywałby mnie o wyjątkowej skuteczności japońskiego płynu do czyszczenia płyt winylowych albo generatora rezonansu Schumanna. Większość moich znajomych to doświadczeni audiofile lub profesjonaliści, którzy wiedzą o istnieniu tego typu zabawek, ale - podobnie, jak ja - raczej nie stosują ich na co dzień. Wiem, że są na tym świecie ludzie jeszcze bardziej zakręceni. Otwarci na każdy, nawet najbardziej nieprawdopodobny pomysł na poprawę brzmienia swojego systemu. Coraz bardziej irytuje mnie jednak przedstawianie tego zjawiska tak, jakby właśnie na tym miała polegać zabawa ze sprzętem audio. Jakby pierwszym krokiem na tej ścieżce miało być kupno podkładek i kolców antywibracyjnych, a nie kolumn, wzmacniacza czy gramofonu. A to już perfidne odwracanie kota ogonem. Żaden miłośnik wysokiej klasy sprzętu, któremu zostało trochę oleju w głowie, nie powie, że antywibracyjne klocki pod kablami dały mu więcej, niż wymiana zestawów głośnikowych. Tego typu akcesoria mogą być dopieszczeniem całości, swego rodzaju kropką nad "i". Można się nimi bawić dopiero, gdy uznamy swój system za skończony, doskonale zgrany, synergiczny. Kiedy wymiana wzmacniacza na droższy wprowadza różnicę, ale niekoniecznie poprawę. Kiedy wydaje nam się, że cel jest już bardzo blisko. Ale nie jest to esencja naszego hobby, ani też sposób na "wyciąganie pieniędzy od biednych ludzi".

Niestety, w sieci pojawia się coraz więcej artykułów i stron, których autorzy dolewają oliwy do ognia. Ba! Pojawiły się hasła, których wcześniej nie słyszałem. Mikrodostrajanie. Wibroakustyka. Harmonizacja. Brzmi mądrze, prawda? Co więcej, niektóre z tych pojęć wiązane są z nowymi dziedzinami nauki, co automatycznie dodaje całemu zagadnieniu powagi. Wynosi je z wymiaru audiovoodoo do rangi dyscypliny, która już niebawem zostanie dokładnie opisana i zmierzona. Tworzy się wrażenie, że cudowne właściwości brzmieniowe nowych kolców i docisków zwalczających szkodliwe wibracje za kilka lat będą wręcz modelowane na komputerach. A wówczas to, co złotousi słyszeli (a nikt im nie wierzył), ukaże się niedowiarkom na wykresach. Dopiero byłaby heca! Wszak nie osiągnęliśmy jeszcze szczytu rozwoju technicznego. Nie wiemy kiedy i gdzie nastąpi kolejne trzęsienie ziemi. Nie mamy pojęcia jak szybko i skutecznie wyleczyć raka. Nie znamy większości stworzeń zamieszkujących oceany na naszej planecie. Tak naprawdę, wciąż ne wiemy kto, kiedy i po jaką cholerę zbudował egipskie piramidy. I nie potrafilibyśmy zbudować takich samych. Jest więc zupełnie możliwe, że nie wiemy co dzieje się wewnątrz audiofilskiego kabla, dlaczego lampy elektronowe po pewnym czasie zaczynają grać lepiej, ani jak działają akustyczne "piegi", które pewna firma sprzedaje za niemałe pieniądze. Warto zostawić sobie tutaj pewien margines na zjawiska, których być może nie ogarnęliśmy przez własne zacietrzewienie. Inwestowanie kilku średnich krajowych w interkonekty i kable zasilające, przy jednoczesnym odcinaniu się od pozytywnych właściwości ackesoriów z gatunku audiovoodoo, byłoby trochę śmieszne. Jak opowiadanie znajomym, że światem rządzą ludzie-gady, bo tak twierdzą autorzy jednego z filmów na YouTubie, ale to, że był tam też pies-pająk, to już tylko niegroźne wygłupy.

Załóżmy, że nie wiecie nic na temat audiofilskiego sprzętu. Zero, pustka. Ale chcielibyście się dowiedzieć. Wchodzicie zatem na jedną ze stron, której autorzy zajmują się testowaniem takich urządzeń i widzicie, że połowa z tych recenzji dotyczy platform, docisków i kolców antywibracyjnych, żelowych nózek z metalowymi kulkami do stosowania pod odtwarzaczami i gramofonami, podkładek pod kable, specjalnych filtrów, uzdatniaczy powietrza, kondycjonerów uziemiających, demagnetyzerów, kabli zasilających i innych tego typu wynalazków. Aby przygoda nie skończyła się już w tym momencie, przyjmijmy, że nie zrażacie się i próbujecie zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Przykładowo, co robią te przedziwne urządzenia? Ha! Okazuje się, że pasywny kondycjoner masy to w systemie audio rzecz absolutnie podstawowa. Połączenie mas urządzeń w jednym punkcie ma skutkować znacznie niższymi szumami. Specjalne filtry na kablach wygładzają sygnał i porządkują ruch elektronów, przy okazji usuwając rezonanse nieharmoniczne. Kolce antywibracyjne? Obowiązkowo! Ale co tam kolce. Potrzebne będą jeszcze podkładki, które dodatkowo eliminują zakłócenia elektroniczne, zmniejszają szumy i jitter...

Nie twierdzę, że żadna z tych rzeczy nie działa, ale należy mieć świadomość, że jest to zabawa dla osób maksymalnie wkręconych i otwartych na eksperymenty. Raczej na koniec, niż początek drogi. Zawsze znajdą się audiofile, którzy powiedzą, że podstawą dobrego systemu jest stolik. Najlepiej taki ważący osiemdziesiąt kilo, z tłumieniem olejowym lub systemem specjalnych linek izolujących każdą półkę od reszty. Niektórzy uważają, że zacząć należy od zasilania, bo później każda nasza decyzja będzie obarczona błędem czającym się w gniazdku. W każdej takiej teorii jest ziarnko prawdy, ale moim zdaniem najlepiej sprawdzają się one w barze, po drugim, może trzecim piwie. Albo na wystawie. Zawsze można przecież posłuchać opowieści niegroźnego wariata, któremu sprzęt za trzy miliony złotych zaczął grać dopiero wtedy, gdy na każdej ze ścian powiesił metalową kulkę wielkości piłeczki golfowej. Nie takie rzeczy ludzie dziś opowiadają, bez jakichkolwiek oznak wstydu, niepewności czy zażenowania. Ale jeśli chcecie złożyć dobry zestaw stereo, jak najlepiej wykorzystując dostępne środki, nie idźcie tą drogą. To pułapka.

Komentarze (3)

  • piotr

    Współczuję i zazdroszczę bo wiem, że wiara czyni cuda...

    0
  • 1piotr13

    Ciekawy artykuł. Nareszcie ktoś opisał ten temat obiektywnie. Czy ten tekst nie jest przypadkiem odpowiedzią na pewien inny artykuł ze strony HiFi Philosophy? ;)

    0
  • stereolife

    Nie, nie jest to odpowiedź na żadną inną publikację. Artykuł zamieszczony na stronie HiFi Philosophy traktował jednak o czymś innym. Dlaczego w ogóle poruszyliśmy ten temat? Bo coraz częściej spotykamy się z takim postrzeganiem audiofilów przez ludzi z zewnątrz. Kiedy mówimy komuś czym się zajmujemy, nie słyszymy już "aha, czyli macie fajne kolumny, wzmacniacz lampowy i gramofon", tylko "aaa, to znaczy, że słuchacie srebrnych kabli za milion złotych i filtrów promieniowania kosmicznego". A przecież nie o to chodzi, prawda? Nie zgadzamy się na budowanie takiego stereotypu i będziemy z nim walczyć. Każdy normalny audiofil wie, że w tej zabawie najważniejsza jest elektronika, akustyka pomieszczenia odsłuchowego, jakość odtwarzanej muzyki itd. Ci, którzy niezdrowo fascynują się kablami i akcesoriami, to mimo wszystko niewielka grupa. A jednak ludzie spoza tego grona (w tym dziennikarze) szukają sensacji, na wystawach pytają tylko o ceny kabli, a jak znajdą coś w rodzaju magicznych kulek czy innych demagnetyzerów, to materiał mają gotowy. Do pewnego momentu było to nawet zabawne. Ale kiedy przypadkowi ludzie kojarzą słowo "audiofil" z kimś, kto poświęca cały swój wolny czas na testowanie ceramicznych podkładek pod kable, to coś jest nie tak.

    3

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Reportaż z Audio Video Show 2019

Reportaż z Audio Video Show 2019

Przed nami kolejna edycja Audio Video Show - jednej z największych wystaw sprzętu audio-video na świecie. Za każdym razem, kiedy opada kurz, nie mogę wyjść z podziwu, że znów się to udało. Próbuję wyobrazić sobie te godziny, dni, tygodnie i miesiące przygotowań, setki przesłanych projektów i kosztorysów, tysiące wydrukowanych plakatów...

Rafał Koc - Melodika

Rafał Koc - Melodika

Przeglądając archiwum wywiadów opublikowanych na łamach naszego magazynu, łatwo zauważyć, że najczęściej rozmawiamy z artystami i przedstawicielami firm zajmujących się produkcją sprzętu audio - konstruktorami zestawów głośnikowych, wzmacniaczy lampowych, przetworników, streamerów, subwooferów, a nawet kabli i akcesoriów zasilających. Zazwyczaj są to audiofile maksymalnie wkręceni w konkretny temat. Często można usłyszeć...

Krzysztof Garbaciak i Arek Tyda - ECHA

Krzysztof Garbaciak i Arek Tyda - ECHA

Pod koniec czerwca ukazał się nowy album zespołu ECHA, zatytułowany po prostu "Echa". Choć grupa istnieje już prawie dziesięć lat, wydanie płyty w takiej formie, pod nową nazwą można tak naprawdę traktować jako początek kolejnego rozdziału, nowe rozdanie lub ponowny debiut. Zawartość krążka zdaje się to potwierdzać. Może nie jest...

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

Co przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o Francji? Wiadomo - świetna kuchnia, doskonałe wina i sery, luksusowe perfumy, nowoczesna architektura, pokazy mody, festiwale filmowe, słynni malarze i wiecznie zakorkowane uliczki Paryża. Dla amatorów sprzętu hi-fi jest to także jeden z najważniejszych krajów na audiofilskiej mapie świata. To właśnie tutaj...

Audiofilska harmonizacja umysłu

Audiofilska harmonizacja umysłu

Nieustannie fascynuje mnie to, jak miłośnicy wysokiej klasy sprzętu audio są postrzegani przez ludzi z zewnątrz, a w szczególności jak osoby nienależące do tego grona próbują ugryźć całe to zjawisko zwane audiofilizmem. Wiele z nich automatycznie stara się doszukać w nim czegoś ekstremalnie dziwnego i nieuzasadnionego. No bo skoro ich...

Nowe testy

Poprzedni Następny
AudioQuest DragonFly Cobalt

AudioQuest DragonFly Cobalt

Wraz ze zmieniającymi się potrzebami klientów, ewoluuje również oferta wielu producentów sprzętu audio. Coraz częściej widzimy wyraźne oznaki poszukiwania czegoś, co pozwoli dotrzeć danej marce do innej grupy odbiorców lub...

Vienna Acoustics Haydn Jubilee

Vienna Acoustics Haydn Jubilee

Producenci sprzętu audio uwielbiają świętować okrągłe rocznice. Chętnie podpinają się pod ważne daty w historii muzyki, urodziny sławnych artystów lub coroczne święta miłośników płyt winylowych. Wypuszczenie na rynek limitowanej edycji...

Sennheiser Ambeo Soundbar

Sennheiser Ambeo Soundbar

Soundbar Sennheisera... To ci dopiero kuriozum! Firma, która słynie z produkcji słuchawek i mikrofonów, nagle postanowiła wejść na rynek domowego sprzętu audio. Co więcej, zamiast oswoić się z tematem i...

Bannery boczne

Komentarze

Robson
Jestem posiadaczem Vienna Acoustics Haydn, tych pierwszych z przed 20 lat. Minęło już sporo czasu i ciągle czarują swoim brzmieniem i wyglądem. Posiadam również...
Zet
@audiofil - Określenie "profesjonalne wzmacniacze" nie ma zastosowania do domowego sprzętu. Słyszałeś zwykłą perkusję na żywo? Gdzie tam jest delikatna i subtel...
Sebastian
Świetna recenzja. Dziwne, że nikt nie dal komentarza, a tyle się Pan napracował opisując ten produkt. Szkoda, ze wcześniej nie zobaczyłem tej recenzji... Miałby...
Leszek
Pańskie przewidywania chyba zaczęły się sprawdzać. Na stronie targów pojawiły się nowe atrakcje, z czego połowa pod hasłem "przeżyjmy to jeszcze raz". MBL Radia...
Człowiek z wosku
Co mi się nie podoba, to z roku na rok coraz głośniej puszczane utwory. Wystawcy wzajemnie próbują się przekrzyczeć przez te karton-gipsowe ściany. Nie dość, że...

Płyty

Marillion - Seasons End

Marillion - Seasons End

Piąta płyta Marillion powstała w dość dramatycznych okolicznościach. Zespół zaczął ją nagrywać jeszcze w składzie z Fishem, ale podczas sesji...

Newsy

Sennheiser GSP 370

Sennheiser GSP 370

Sennheiser zaprezentował nowy gamingowy zestaw słuchawkowy, dzięki któremu gracze mogą cieszyć się świetną jakością bezprzewodowego dźwięku aż do 100 godzin....

Tech Corner

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Prezentacje

Historia ma znaczenie - Marantz

Historia ma znaczenie - Marantz

Marantz to jedna z tych firm, które powinien znać każdy miłośnik muzyki i dobrego brzmienia. Jeden z wielkich graczy, którym na przestrzeni lat udało się zachować swój wizerunek i opowiadać swoją historię nie inaczej, jak poprzez kolejne urządzenia zyskujące status kultowych. Może to trochę odważne stwierdzenie, ale wystarczy prześledzić internetowe...

Poradniki

Streaming krok po kroku

Streaming krok po kroku

W naszych poradnikach przerobiliśmy już temat podłączania komputera do systemu hi-fi, opublikowaliśmy też cały cykl artykułów o szeroko pojętym odtwarzaniu...

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Popularne testy

Dyskografie

Wywiady

Rafał Koc - Melodika

Rafał Koc - Melodika

Przeglądając archiwum wywiadów opublikowanych na łamach naszego magazynu, łatwo zauważyć, że najczęściej rozmawiamy z artystami i przedstawicielami firm zajmujących się...

Vintage

Sony WM-GX788

Sony WM-GX788

Do tej pory w dziale Vintage jeszcze nie pojawił się tekst mówiący o urządzeniu kończącym pewną erę. Pisaliśmy o pierwszym...

Słownik

Poprzedni Następny

Kolumna zamknięta

Rodzaj zestawu głośnikowego, w którym przetworniki pracują w zamkniętej, szczelnej obudowie. Do słuchacza dociera więc tylko sygnał emitowany przez przednią stronę membrany, a dźwięki promieniowane przez głośnik do tyłu są...

Cytaty

CarlosRuizZafon.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.