Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Audiofilska harmonizacja umysłu

  • Kategoria: Felietony
  • Tomasz Karasiński

Audiofilska harmonizacja umysłu

Nieustannie fascynuje mnie to, jak miłośnicy wysokiej klasy sprzętu audio są postrzegani przez ludzi z zewnątrz, a w szczególności jak osoby nienależące do tego grona próbują ugryźć całe to zjawisko zwane audiofilizmem. Wiele z nich automatycznie stara się doszukać w nim czegoś ekstremalnie dziwnego i nieuzasadnionego. No bo skoro ich zdaniem wydawanie pieniędzy na wymyślną elektronikę i poświęcanie czasu na odsłuchy w pogoni za trudnym do zdefiniowania ideałem nie ma sensu, najwyraźniej trzeba być mocno nienormalnym, aby w ogóle czymś takim się zajmować. Niektórzy uważają to za niegroźne schorzenie. Inni natomiast uparcie drążą temat, próbując udowodnić audiofilom, że wszystkie kolumny, wzmacniacze i gramofony są identyczne, a cała ta machina to spisek mający na celu wyciągnięcie pieniędzy od biednych, naiwnych, albo - co tu się patyczkować - głupich ludzi. Mało to razy czytaliście wywody teoretyków, którzy uważają, że kable nie różnią się między sobą? Pomijając fakt, że teorię tę można obalić w sposób czysto techniczny na wielu różnych płaszczyznach, zawsze wygląda to tak, jakby daltonista wparował do klubu fogoraficznego i przekonywał jego członków, że obiektywy różnią się między sobą tylko rozdzielczością obrazu i jakością wykonania, ale cała reszta to bzdury. Sęk w tym, że nikt nie staje się audiofilem z dnia na dzień. Nasze hobby wynika przede wszystkim z pasji do muzyki i związanej z nią fundamentalnej, praktycznej potrzeby chłonięcia jej w najlepszy możliwy sposób. Bo nie ma muzyki bez dźwięku, i nie ma dźwięku bez muzyki.

Oczywiście nie każdy meloman tę potrzebę odczuwa, a jeśli już, wielu zatrzymuje się na poziomie, który ich zdaniem jest jeszcze rozsądny. Wystarczający. Audiofil różni się od przeciętnego melomana tylko tym, że na pewnym etapie zdecydował się pójść dalej. Poszukać czegoś, co pozwoli mu kontaktować się z ulubioną muzyką w jeszcze bliższy, pełen emocji, angażujący sposób. Wielu weszło na tę droge kupując pierwsze naprawdę porządne słuchawki. Inni złapali bakcyla słuchając sprzętu kolegi lub przejmując stary, wysłużony wzmacniacz swojego wujka. Historie audiofilów, którzy za dziesięć czy piętnaście lat będą szukać okablowania do swojego systemu, dziś zaczynają się od pierwszych dobrych głośników bezprzewodowych, słuchawek dokanałowych albo soundbarów. Gdzie ta droga się kończy? Ha! To jest bardzo dobre pytanie. Zależy to tylko od nas samych. Należy jednak zwrócić uwagę, że proces ulepszania własnego systemu stereo lub kina domowego jest z natury mocno rozciągnięty w czasie. Chyba, że traktujemy sprzęt audio jako normalny element wyposażenia domu, co swoją drogą też nie jest takie głupie. No bo skoro na lodówkę, płytę indukcyjną, kuchenkę mikrofalową, piekarnik, okap, zmywarkę i ekspres do kawy (nie mówiąc już o meblach kuchennych, blatach, wyspach i kamiennych zlewozmywakach) można spokojnie wydać kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych, to dlaczego przeznaczenie podobnej kwoty na kolumny, wzmacniacz, streamer i gramofon (nie mówiąc o listwie, kablach, stoliku i ustrojach akustycznych) miałoby być głupie? Bo na wzmacniaczu nie usmaży się kotletów? Fakt, ale na płycie indukcyjnej nie posłucha się muzyki. Ceny hi-endowego sprzętu AGD też są dla audiofilów nie do przyjęcia. 18999 zł za lodówkę? 5999 zł za okap? A noże? Patelnie? Garnki? Można popłynąć. Rozumiem jednak, że aby widzieć w tym sens, trzeba znać się na gotowaniu i mieć do tego smykałkę. Ja pewnie nie widziałbym różnicy gdyby ktoś podmienił mi lodówkę. Najbardziej interesuje mnie w niej ilość mleka (rano) i piwa (wieczorem). Ale nie wchodzę na fora i grupy zrzeszające miłośników kuchennych zabaw i nie uodwadniam im, że garnki Zeptera i Silita to przesada, noże Fiskarsa i Victorinoxa to wyciąganie kasy od naiwniaków, a kosztowne płyty indukcyjne Samsunga i Siemensa to żerowanie na ludziach, którzy nie wiedzą co zrobić z nadwyżką gotówki.

A jednak, audiofile muszą odpowiadać na tego typu zaczepki niemal cały czas. Niektórzy właśnie z tego powodu przestali ujawniać się ze swoją pasją. A niby dlaczego? Co dziwnego, a wręcz godnego potępienia jest w tym, że ktoś chce słuchać muzyki w jak najlepszy sposób? Nawet jeśli doszedł już do etapu, na którym porównuje ze sobą kable zasilające. Patrzcie, kupił słuchawki za pięć tysięcy złotych! Wariat. Kretyn. Idiota. Nooo, gdyby za pięć tysięcy kupił telewizor, to luz. Bo na telewizorze można obejrzeć mecz i kabarety, a na słuchawkach? Muzyki słuchać? To ci dopiero wariactwo... Faktem jest jednak, że środowisko audiofilskie jest z zewnątrz postrzegane przez pryzmat tych absolutnie najdziwniejszych, nazwijmy to, przypadków. Media zdominowane są przez nagłówki, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Do świadomości przeciętnego odbiorcy przebijają się jedynie pojedyncze hasła, skojarzenia i memy. A poszukiwacze sensacji mają na stronach poświęconych audiofilskiej aparaturze prawdziwy żer. Zobaczcie co się dzieje na wystawach. Tam już prawie nie ma audiofilów szukających fajnych wzmacniaczy w rozsądnej cenie, wymieniajacych się doświadczeniami na korytarzach i rozmawiających z wystawcami o płytach. Jest za to cała lawina prowokujących haseł. System za siedem milionów. Wzmacniacz za dwa miliony. Słuchawki za ćwierć miliona. I tak dalej... Ale i tak nic nie robi audiofilom tak dużej krzywdy, jak różnego rodzaju akcesoria z gatunku audiovoodoo. Tutaj chodzi już nie o kosmiczną cenę, ale zasadę działania (lub jej brak) oraz kosmiczne opowieści, których nie trzeba nawet przerabiać, aby ludzie tarzali się na podłodze ze śmiechu. Wystarczy tylko odpowiednio ustawić priorytety. Postawić w pierwszym rzędzie nie muzykę, nie kolumny, nie wzmacniacze i odtwarzacze, ale właśnie magiczne filtry, cudowne jonizatory i płytki porządkujące ruch elektronów we wszechświecie, aby człowiek z zewnątrz nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z bandą idiotów.

Żeby było jasne, osobiście przerobiłem już wiele tego typu akcesoriów i jakoś mnie ta zabawa nie wzięła. W swojej pracy zawsze staram się oddzielić to, co słyszę, od tego, co wiem (lub czego nie wiem). Dałem swoim uszom pełną autonomię i prawo decydowania czy coś działa, czy nie. Uważam, że nie ma lepszej metody, a z luźnych, otwartych odsłuchów płyną zwykle bardzo ciekawe wnioski. Wiem, że na jakość brzmienia mogą wpłynąć nie tylko kable i rozgałęziacze, ale też stoliki i platformy antywibracyjne, płyny poprawiające kontakt na gniazdach, demagnetyzery, a nawet różnego rodzaju rezonatory i inne cuda. Nie jestem jednak zwolennikiem stosowania tego typu akcesoriów w dużych ilościach. Większość z nich wpływa na ostateczny rezultat w bardzo niewielkim stopniu, a niektóre potrafią też mocno utrudnić życie. Szczególnie jeśli mówimy o sytuacji, gdzie sprzęt zmienia się raz na kilka dni. Poza tym, nawet jeśli szłyszę różnicę po ustawieniu na kolumnach skórzanych worków wypełnionych piaskiem lub żwirem, może warto pociągnąć eksperyment dalej i sprawdzić co się stanie jeśli podmienimy je na dwa kartony mleka albo plastikowe kubki z ziemią do roślin doniczkowych. Ups, przepraszam... Najwyższej jakości pojemniki z tworzywa sztucznego wypełnione biologicznie aktywnym materiałem tłumiącym pochodzenia naturalnego! Próbowaliście? Polecam. Bardzo pouczające doświadczenie. Nie zamierzam jednak nikogo oceniać ani pisać, że akustyczne parawany, rezonujące miski czy audiofilskie myszy z wąsami nie działają. Mam do nich stosunek ambiwalentny. Jeżeli ktoś uważa, że w jego systemie takie wynalazki się sprawdzają, to co mi do tego? Jeśli go stać, może sobie nawet rozpylać audiofilskie powietrze w sprayu za ćwierć miliarda albo obłożyć ściany audiofilskimi piegami za dwa pierdyliardy. Apelowałbym jednak, aby nie robić z takich dewiacji wielkiego wydarzenia i nie dopuścić, aby były one przedstawiane jako kwintesencja audiofilizmu. Bo chyba nie o to chodzi.

Temat magicznych akcesoriów był, jest i jeszcze długo będzie na topie. Zastanawiam się jednak na ile napędzają go audiofile, a na ile ciekawscy i żadni sensacji ludzie spoza tego grona. Wierzcie mi, dawno nie spotkałem kumpla, który przekonywałby mnie o wyjątkowej skuteczności japońskiego płynu do czyszczenia płyt winylowych albo generatora rezonansu Schumanna. Większość moich znajomych to doświadczeni audiofile lub profesjonaliści, którzy wiedzą o istnieniu tego typu zabawek, ale - podobnie, jak ja - raczej nie stosują ich na co dzień. Wiem, że są na tym świecie ludzie jeszcze bardziej zakręceni. Otwarci na każdy, nawet najbardziej nieprawdopodobny pomysł na poprawę brzmienia swojego systemu. Coraz bardziej irytuje mnie jednak przedstawianie tego zjawiska tak, jakby właśnie na tym miała polegać zabawa ze sprzętem audio. Jakby pierwszym krokiem na tej ścieżce miało być kupno podkładek i kolców antywibracyjnych, a nie kolumn, wzmacniacza czy gramofonu. A to już perfidne odwracanie kota ogonem. Żaden miłośnik wysokiej klasy sprzętu, któremu zostało trochę oleju w głowie, nie powie, że antywibracyjne klocki pod kablami dały mu więcej, niż wymiana zestawów głośnikowych. Tego typu akcesoria mogą być dopieszczeniem całości, swego rodzaju kropką nad "i". Można się nimi bawić dopiero, gdy uznamy swój system za skończony, doskonale zgrany, synergiczny. Kiedy wymiana wzmacniacza na droższy wprowadza różnicę, ale niekoniecznie poprawę. Kiedy wydaje nam się, że cel jest już bardzo blisko. Ale nie jest to esencja naszego hobby, ani też sposób na "wyciąganie pieniędzy od biednych ludzi".

Niestety, w sieci pojawia się coraz więcej artykułów i stron, których autorzy dolewają oliwy do ognia. Ba! Pojawiły się hasła, których wcześniej nie słyszałem. Mikrodostrajanie. Wibroakustyka. Harmonizacja. Brzmi mądrze, prawda? Co więcej, niektóre z tych pojęć wiązane są z nowymi dziedzinami nauki, co automatycznie dodaje całemu zagadnieniu powagi. Wynosi je z wymiaru audiovoodoo do rangi dyscypliny, która już niebawem zostanie dokładnie opisana i zmierzona. Tworzy się wrażenie, że cudowne właściwości brzmieniowe nowych kolców i docisków zwalczających szkodliwe wibracje za kilka lat będą wręcz modelowane na komputerach. A wówczas to, co złotousi słyszeli (a nikt im nie wierzył), ukaże się niedowiarkom na wykresach. Dopiero byłaby heca! Wszak nie osiągnęliśmy jeszcze szczytu rozwoju technicznego. Nie wiemy kiedy i gdzie nastąpi kolejne trzęsienie ziemi. Nie mamy pojęcia jak szybko i skutecznie wyleczyć raka. Nie znamy większości stworzeń zamieszkujących oceany na naszej planecie. Tak naprawdę, wciąż ne wiemy kto, kiedy i po jaką cholerę zbudował egipskie piramidy. I nie potrafilibyśmy zbudować takich samych. Jest więc zupełnie możliwe, że nie wiemy co dzieje się wewnątrz audiofilskiego kabla, dlaczego lampy elektronowe po pewnym czasie zaczynają grać lepiej, ani jak działają akustyczne "piegi", które pewna firma sprzedaje za niemałe pieniądze. Warto zostawić sobie tutaj pewien margines na zjawiska, których być może nie ogarnęliśmy przez własne zacietrzewienie. Inwestowanie kilku średnich krajowych w interkonekty i kable zasilające, przy jednoczesnym odcinaniu się od pozytywnych właściwości ackesoriów z gatunku audiovoodoo, byłoby trochę śmieszne. Jak opowiadanie znajomym, że światem rządzą ludzie-gady, bo tak twierdzą autorzy jednego z filmów na YouTubie, ale to, że był tam też pies-pająk, to już tylko niegroźne wygłupy.

Załóżmy, że nie wiecie nic na temat audiofilskiego sprzętu. Zero, pustka. Ale chcielibyście się dowiedzieć. Wchodzicie zatem na jedną ze stron, której autorzy zajmują się testowaniem takich urządzeń i widzicie, że połowa z tych recenzji dotyczy platform, docisków i kolców antywibracyjnych, żelowych nózek z metalowymi kulkami do stosowania pod odtwarzaczami i gramofonami, podkładek pod kable, specjalnych filtrów, uzdatniaczy powietrza, kondycjonerów uziemiających, demagnetyzerów, kabli zasilających i innych tego typu wynalazków. Aby przygoda nie skończyła się już w tym momencie, przyjmijmy, że nie zrażacie się i próbujecie zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Przykładowo, co robią te przedziwne urządzenia? Ha! Okazuje się, że pasywny kondycjoner masy to w systemie audio rzecz absolutnie podstawowa. Połączenie mas urządzeń w jednym punkcie ma skutkować znacznie niższymi szumami. Specjalne filtry na kablach wygładzają sygnał i porządkują ruch elektronów, przy okazji usuwając rezonanse nieharmoniczne. Kolce antywibracyjne? Obowiązkowo! Ale co tam kolce. Potrzebne będą jeszcze podkładki, które dodatkowo eliminują zakłócenia elektroniczne, zmniejszają szumy i jitter...

Nie twierdzę, że żadna z tych rzeczy nie działa, ale należy mieć świadomość, że jest to zabawa dla osób maksymalnie wkręconych i otwartych na eksperymenty. Raczej na koniec, niż początek drogi. Zawsze znajdą się audiofile, którzy powiedzą, że podstawą dobrego systemu jest stolik. Najlepiej taki ważący osiemdziesiąt kilo, z tłumieniem olejowym lub systemem specjalnych linek izolujących każdą półkę od reszty. Niektórzy uważają, że zacząć należy od zasilania, bo później każda nasza decyzja będzie obarczona błędem czającym się w gniazdku. W każdej takiej teorii jest ziarnko prawdy, ale moim zdaniem najlepiej sprawdzają się one w barze, po drugim, może trzecim piwie. Albo na wystawie. Zawsze można przecież posłuchać opowieści niegroźnego wariata, któremu sprzęt za trzy miliony złotych zaczął grać dopiero wtedy, gdy na każdej ze ścian powiesił metalową kulkę wielkości piłeczki golfowej. Nie takie rzeczy ludzie dziś opowiadają, bez jakichkolwiek oznak wstydu, niepewności czy zażenowania. Ale jeśli chcecie złożyć dobry zestaw stereo, jak najlepiej wykorzystując dostępne środki, nie idźcie tą drogą. To pułapka.

Komentarze (5)

  • piotr

    Współczuję i zazdroszczę bo wiem, że wiara czyni cuda...

    0
  • 1piotr13

    Ciekawy artykuł. Nareszcie ktoś opisał ten temat obiektywnie. Czy ten tekst nie jest przypadkiem odpowiedzią na pewien inny artykuł ze strony HiFi Philosophy? ;)

    0
  • stereolife

    Nie, nie jest to odpowiedź na żadną inną publikację. Artykuł zamieszczony na stronie HiFi Philosophy traktował jednak o czymś innym. Dlaczego w ogóle poruszyliśmy ten temat? Bo coraz częściej spotykamy się z takim postrzeganiem audiofilów przez ludzi z zewnątrz. Kiedy mówimy komuś czym się zajmujemy, nie słyszymy już "aha, czyli macie fajne kolumny, wzmacniacz lampowy i gramofon", tylko "aaa, to znaczy, że słuchacie srebrnych kabli za milion złotych i filtrów promieniowania kosmicznego". A przecież nie o to chodzi, prawda? Nie zgadzamy się na budowanie takiego stereotypu i będziemy z nim walczyć. Każdy normalny audiofil wie, że w tej zabawie najważniejsza jest elektronika, akustyka pomieszczenia odsłuchowego, jakość odtwarzanej muzyki itd. Ci, którzy niezdrowo fascynują się kablami i akcesoriami, to mimo wszystko niewielka grupa. A jednak ludzie spoza tego grona (w tym dziennikarze) szukają sensacji, na wystawach pytają tylko o ceny kabli, a jak znajdą coś w rodzaju magicznych kulek czy innych demagnetyzerów, to materiał mają gotowy. Do pewnego momentu było to nawet zabawne. Ale kiedy przypadkowi ludzie kojarzą słowo "audiofil" z kimś, kto poświęca cały swój wolny czas na testowanie ceramicznych podkładek pod kable, to coś jest nie tak.

    3
  • Bost

    Problem jest innego rodzaju. Gonienie króliczka. Ja w ogóle nie słucham muzyki, z jednego powodu. Jakość do kitu na czymkolwiek na co byłoby mnie stać. Poza tym sanktuarium z ołtarzem dla lampowca nie odpowiada mi wizualnie. Słucham dźwięków z głośników, ale to głównie lektor lub jakaś gadająca głowa, a tego da się słuchać w mono na kołchoźniku, aby tylko nie charczał i dało się zrozumieć. A niech tam sobie każdy wydaje szmal na złoty sedes nawet. Nie moja kasa. Wolę leżeć w ciszy do góry brzuchem. W samochodzie zamiast radia mam otchłań czarną, z pracą rozwód z powodu jazgotu z radia budowlanego. To jak tu zarobić na audiofilski hi-end i właściwie po co? W cieplejszym klimacie to można byłoby mieszkać w beczce jak Diogenes, słuchać dźwięków otoczenia i filozofować sobie bezkarnie.

    1
  • ziomal

    Tekst ciekawy, warto wiedzieć jak to widzą osoby z obozu audiofilskiego. Jednak coś z tymi kabelkami jest na rzeczy. Patrząc na całe zjawisko audiofilii z zewnątrz wygląda jakby sprawa odpowiedniego okablowania była wręcz priorytetowa. Wchodzę na stronę popularnego sklepu audiofilskiego i co znajduję? Najdroższy zestaw głośnikowy, jaki udało mi się znaleźć kosztuje około 140000 zł. Natomiast cena przewodów RCA to prawie 2 x więcej - 245000 zł. Do tego przewód zasilający za 125000 zł. Spora suma jak za przewód, którego zadaniem jest doprowadzenie prądu do sprzętu. Każde zjawisko przeciągnięte do ekstremalności jest po prostu śmieszne. Autor na pewno by się uśmiechnął gdybym mu powiedział, że kupiłem przewód zasilający do lodówki, tej za 20000 zł, wymrażany w przestrzeni kosmicznej za 40000 zł. I teraz moja lodówka lepiej chłodzi :)

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy ludzie... Czy my naprawdę nie słuchamy już muzyki?

Czy ludzie... Czy my naprawdę nie słuchamy już muzyki?

Jeśli zapytacie audiofilów, z jakimi problemami boryka się ta branża i co zagraża dalszemu rozwijaniu pasji, której oddają się od wielu lat, usłyszycie mnóstwo historii krążących wokół dwóch kwestii - pieniędzy i technologii. Aby słuchać muzyki, trzeba bowiem posiadać jakikolwiek sprzęt grający i wykupić dostęp do jednego z popularnych serwisów...

Ponad sto lat szlifowania - Dual

Ponad sto lat szlifowania - Dual

Dual to jedna z marek, do których audiofile, a w szczególności miłośnicy czarnych płyt, odnoszą się z wielkim szacunkiem. Ma to swoje uzasadnienie. Niemiecka manufaktura wydała na świat tyle znakomitych gramofonów, że aż ciężko je policzyć. Dobrze zachowana szlifierka tej marki to sprzęt, który po renowacji można bez kompleksów podłączyć...

Jak zarobić na audiofilskim sprzęcie, nie robiąc zupełnie nic?

Jak zarobić na audiofilskim sprzęcie, nie robiąc zupełnie nic?

Tytuł tego artykułu brzmi jak chamski clickbait albo reklama cudownego sposobu na zdobycie fortuny w pół godziny, ale to nie tak. Nie chodzi mi ani o to, aby pochwalić się swoim geniuszem lub zachęcić kogokolwiek do "zarabiania pieniędzy" w sposób, który za chwilę opiszę, a jeśli moim celem miało być...

Słuchaj, testuj, baw się! - Bartłomiej Szymański

Słuchaj, testuj, baw się! - Bartłomiej Szymański

Wydawałoby się, że zamiłowanie do wysokiej klasy sprzętu audio powinno w wielu przypadkach łączyć się z ukierunkowaną na muzykę ścieżką zawodową. Ostatecznie każdy profesjonalny muzyk powinien być wyjątkowo wrażliwy na jakość dźwięku, a stąd już tylko krok do świata wymuskanych kolumn, wzmacniaczy lampowych, zaawansowanych technicznie streamerów i srebrnych kabli. W...

Steve Shade - MoFi Electronics

Steve Shade - MoFi Electronics

Podczas jednej z nielicznych konferencji prasowych zorganizowanych ostatnio w formie klasycznego spotkania na żywo, a nie telekonferencji albo wręcz filmu, który ogląda się jak długą reklamę, nie mogąc zadać żadnego pytania dotyczącego premierowych produktów, moją uwagę przykuła prezentacja MoFi Electronics - producenta gramofonów i akcesoriów związanych z odtwarzaniem płyt winylowych,...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Rockna Audio Wavelight DAC

Rockna Audio Wavelight DAC

Rockna Audio to firma założona w 1999 roku przez rumuńskiego konstruktora Nicolae Jitariu, który ma na koncie współpracę z takimi markami jak MSB, PS Audio czy Goldmund. Jak sam wielokrotnie...

Octavio Stream

Octavio Stream

Na przestrzeni ostatniego roku miałem okazję testować wiele wzmacniaczy oraz systemów all-in-one dających możliwość odtwarzania muzyki z serwisów streamingowych. Sam jestem szczęśliwym posiadaczem należącego do tej grupy urządzeń Audiolaba 6000A...

NAD AMP1

NAD AMP1

Kilka miesięcy temu miałem przyjemność testować NAD-a M10 V2, który w kontekście odtwarzania muzyki z serwisów streamingowych jest dla mnie sprzętem kompletnym, praktycznie pozbawionym wad. Wiem, że istnieją lepsze systemy...

Komentarze

stereolife
@Artur - Tak, możemy to potwierdzić. Jeżeli brak odtwarzania bez przerw podczas słuchania muzyki z TIDAL-a jest wystarczającym powodem, aby wstrzymać się z zaku...
as
Nie słyszeliście nigdy o Raspberry Pi 4 z HiFiBerry Digi2 Pro i Volumio, który to zestaw ma wszystko i pięknie odtwarza TIDAL Connect?
Paweł
Boże, dokładnie czegoś takiego szukałem! Myślałem już o zakupie Primare NP5 Prisma MK2, ale po pierwsze 2890 zł za takie plastikowe pudełko to trochę dużo, a po...
Artur
Witam. Ostatnio rozglądam się za tanim ale sensownym streamerem. Głównie do TIDAL-a (w jakości CD) i radia internetowego (np. Radio Paradise które nadaje w form...
Artur
Witam. Utopia z 2016 roku jedne z najlepszych na świecie. Muszę się nie zgodzić. Porównałem z Focal Clear, Clear MG czyli w cenie o połowę niższej. Z Meze Empyr...

Płyty

Megadeth - The Sick, The Dying... And The Dead!

Megadeth - The Sick, The Dying... And The Dead!

Najnowszy i poprzedni album Megadeth dzieli najdłuższa w historii zespołu przerwa wydawnicza. Przez sześć lat w ekipie Mustaine'a wydarzyło się...

Newsy

Tech Corner

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Wielu audiofilów, a także niektórych ludzi mających niewielkie pojęcie na temat sprzętu stereo, fascynuje temat kabli używanych do łączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem, wzmacniacza z odtwarzaczem, a nawet tych odpowiadających za dostarczenie prądu do naszych urządzeń. Zanim jednak zagłębimy się w dywagacje na temat wyższości srebra nad miedzią czy sensu...

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Temat kabli stosowanych w systemach audio zawsze budził duże emocje. Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego już na wczesnym etapie podzielili...

Galerie

Popularne testy

Dyskografie

Callisto - Ewolucja post metalu

Callisto - Ewolucja post metalu

Skandynawia od lat słynie przede wszystkim z ekstremalnych odmian metalu, głównie z przedrostkiem "black". Jednak raz na jakiś czas trafiają...

Wywiady

Vintage

Luxman C-1010

Luxman C-1010

Patrząc na ten klasyczny przedwzmacniacz łatwo wyobrazić sobie, że projektanci produkowanego obecnie wzmacniacza SQ38 nie musieli wzorować się na urządzeniach...

Słownik

Poprzedni Następny

Lampa elektronowa

Stary jak świat element elektroniczny składający się z zespołu elektrod zamkniętych w próżniowej, szklanej bańce. Taka konstrukcja umożliwia przepływ prądu wytwarzanego przez strumień swobodnych elektronów pomiędzy elektrodami. Lampy są zazwyczaj...

Cytaty

HonoreDeBalzac.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.