Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Audiofilska harmonizacja umysłu

  • Kategoria: Felietony
  • Tomasz Karasiński

Audiofilska harmonizacja umysłu

Nieustannie fascynuje mnie to, jak miłośnicy wysokiej klasy sprzętu audio są postrzegani przez ludzi z zewnątrz, a w szczególności jak osoby nienależące do tego grona próbują ugryźć całe to zjawisko zwane audiofilizmem. Wiele z nich automatycznie stara się doszukać w nim czegoś ekstremalnie dziwnego i nieuzasadnionego. No bo skoro ich zdaniem wydawanie pieniędzy na wymyślną elektronikę i poświęcanie czasu na odsłuchy w pogoni za trudnym do zdefiniowania ideałem nie ma sensu, najwyraźniej trzeba być mocno nienormalnym, aby w ogóle czymś takim się zajmować. Niektórzy uważają to za niegroźne schorzenie. Inni natomiast uparcie drążą temat, próbując udowodnić audiofilom, że wszystkie kolumny, wzmacniacze i gramofony są identyczne, a cała ta machina to spisek mający na celu wyciągnięcie pieniędzy od biednych, naiwnych, albo - co tu się patyczkować - głupich ludzi. Mało to razy czytaliście wywody teoretyków, którzy uważają, że kable nie różnią się między sobą? Pomijając fakt, że teorię tę można obalić w sposób czysto techniczny na wielu różnych płaszczyznach, zawsze wygląda to tak, jakby daltonista wparował do klubu fogoraficznego i przekonywał jego członków, że obiektywy różnią się między sobą tylko rozdzielczością obrazu i jakością wykonania, ale cała reszta to bzdury. Sęk w tym, że nikt nie staje się audiofilem z dnia na dzień. Nasze hobby wynika przede wszystkim z pasji do muzyki i związanej z nią fundamentalnej, praktycznej potrzeby chłonięcia jej w najlepszy możliwy sposób. Bo nie ma muzyki bez dźwięku, i nie ma dźwięku bez muzyki.

Oczywiście nie każdy meloman tę potrzebę odczuwa, a jeśli już, wielu zatrzymuje się na poziomie, który ich zdaniem jest jeszcze rozsądny. Wystarczający. Audiofil różni się od przeciętnego melomana tylko tym, że na pewnym etapie zdecydował się pójść dalej. Poszukać czegoś, co pozwoli mu kontaktować się z ulubioną muzyką w jeszcze bliższy, pełen emocji, angażujący sposób. Wielu weszło na tę droge kupując pierwsze naprawdę porządne słuchawki. Inni złapali bakcyla słuchając sprzętu kolegi lub przejmując stary, wysłużony wzmacniacz swojego wujka. Historie audiofilów, którzy za dziesięć czy piętnaście lat będą szukać okablowania do swojego systemu, dziś zaczynają się od pierwszych dobrych głośników bezprzewodowych, słuchawek dokanałowych albo soundbarów. Gdzie ta droga się kończy? Ha! To jest bardzo dobre pytanie. Zależy to tylko od nas samych. Należy jednak zwrócić uwagę, że proces ulepszania własnego systemu stereo lub kina domowego jest z natury mocno rozciągnięty w czasie. Chyba, że traktujemy sprzęt audio jako normalny element wyposażenia domu, co swoją drogą też nie jest takie głupie. No bo skoro na lodówkę, płytę indukcyjną, kuchenkę mikrofalową, piekarnik, okap, zmywarkę i ekspres do kawy (nie mówiąc już o meblach kuchennych, blatach, wyspach i kamiennych zlewozmywakach) można spokojnie wydać kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych, to dlaczego przeznaczenie podobnej kwoty na kolumny, wzmacniacz, streamer i gramofon (nie mówiąc o listwie, kablach, stoliku i ustrojach akustycznych) miałoby być głupie? Bo na wzmacniaczu nie usmaży się kotletów? Fakt, ale na płycie indukcyjnej nie posłucha się muzyki. Ceny hi-endowego sprzętu AGD też są dla audiofilów nie do przyjęcia. 18999 zł za lodówkę? 5999 zł za okap? A noże? Patelnie? Garnki? Można popłynąć. Rozumiem jednak, że aby widzieć w tym sens, trzeba znać się na gotowaniu i mieć do tego smykałkę. Ja pewnie nie widziałbym różnicy gdyby ktoś podmienił mi lodówkę. Najbardziej interesuje mnie w niej ilość mleka (rano) i piwa (wieczorem). Ale nie wchodzę na fora i grupy zrzeszające miłośników kuchennych zabaw i nie uodwadniam im, że garnki Zeptera i Silita to przesada, noże Fiskarsa i Victorinoxa to wyciąganie kasy od naiwniaków, a kosztowne płyty indukcyjne Samsunga i Siemensa to żerowanie na ludziach, którzy nie wiedzą co zrobić z nadwyżką gotówki.

A jednak, audiofile muszą odpowiadać na tego typu zaczepki niemal cały czas. Niektórzy właśnie z tego powodu przestali ujawniać się ze swoją pasją. A niby dlaczego? Co dziwnego, a wręcz godnego potępienia jest w tym, że ktoś chce słuchać muzyki w jak najlepszy sposób? Nawet jeśli doszedł już do etapu, na którym porównuje ze sobą kable zasilające. Patrzcie, kupił słuchawki za pięć tysięcy złotych! Wariat. Kretyn. Idiota. Nooo, gdyby za pięć tysięcy kupił telewizor, to luz. Bo na telewizorze można obejrzeć mecz i kabarety, a na słuchawkach? Muzyki słuchać? To ci dopiero wariactwo... Faktem jest jednak, że środowisko audiofilskie jest z zewnątrz postrzegane przez pryzmat tych absolutnie najdziwniejszych, nazwijmy to, przypadków. Media zdominowane są przez nagłówki, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Do świadomości przeciętnego odbiorcy przebijają się jedynie pojedyncze hasła, skojarzenia i memy. A poszukiwacze sensacji mają na stronach poświęconych audiofilskiej aparaturze prawdziwy żer. Zobaczcie co się dzieje na wystawach. Tam już prawie nie ma audiofilów szukających fajnych wzmacniaczy w rozsądnej cenie, wymieniajacych się doświadczeniami na korytarzach i rozmawiających z wystawcami o płytach. Jest za to cała lawina prowokujących haseł. System za siedem milionów. Wzmacniacz za dwa miliony. Słuchawki za ćwierć miliona. I tak dalej... Ale i tak nic nie robi audiofilom tak dużej krzywdy, jak różnego rodzaju akcesoria z gatunku audiovoodoo. Tutaj chodzi już nie o kosmiczną cenę, ale zasadę działania (lub jej brak) oraz kosmiczne opowieści, których nie trzeba nawet przerabiać, aby ludzie tarzali się na podłodze ze śmiechu. Wystarczy tylko odpowiednio ustawić priorytety. Postawić w pierwszym rzędzie nie muzykę, nie kolumny, nie wzmacniacze i odtwarzacze, ale właśnie magiczne filtry, cudowne jonizatory i płytki porządkujące ruch elektronów we wszechświecie, aby człowiek z zewnątrz nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z bandą idiotów.

Żeby było jasne, osobiście przerobiłem już wiele tego typu akcesoriów i jakoś mnie ta zabawa nie wzięła. W swojej pracy zawsze staram się oddzielić to, co słyszę, od tego, co wiem (lub czego nie wiem). Dałem swoim uszom pełną autonomię i prawo decydowania czy coś działa, czy nie. Uważam, że nie ma lepszej metody, a z luźnych, otwartych odsłuchów płyną zwykle bardzo ciekawe wnioski. Wiem, że na jakość brzmienia mogą wpłynąć nie tylko kable i rozgałęziacze, ale też stoliki i platformy antywibracyjne, płyny poprawiające kontakt na gniazdach, demagnetyzery, a nawet różnego rodzaju rezonatory i inne cuda. Nie jestem jednak zwolennikiem stosowania tego typu akcesoriów w dużych ilościach. Większość z nich wpływa na ostateczny rezultat w bardzo niewielkim stopniu, a niektóre potrafią też mocno utrudnić życie. Szczególnie jeśli mówimy o sytuacji, gdzie sprzęt zmienia się raz na kilka dni. Poza tym, nawet jeśli szłyszę różnicę po ustawieniu na kolumnach skórzanych worków wypełnionych piaskiem lub żwirem, może warto pociągnąć eksperyment dalej i sprawdzić co się stanie jeśli podmienimy je na dwa kartony mleka albo plastikowe kubki z ziemią do roślin doniczkowych. Ups, przepraszam... Najwyższej jakości pojemniki z tworzywa sztucznego wypełnione biologicznie aktywnym materiałem tłumiącym pochodzenia naturalnego! Próbowaliście? Polecam. Bardzo pouczające doświadczenie. Nie zamierzam jednak nikogo oceniać ani pisać, że akustyczne parawany, rezonujące miski czy audiofilskie myszy z wąsami nie działają. Mam do nich stosunek ambiwalentny. Jeżeli ktoś uważa, że w jego systemie takie wynalazki się sprawdzają, to co mi do tego? Jeśli go stać, może sobie nawet rozpylać audiofilskie powietrze w sprayu za ćwierć miliarda albo obłożyć ściany audiofilskimi piegami za dwa pierdyliardy. Apelowałbym jednak, aby nie robić z takich dewiacji wielkiego wydarzenia i nie dopuścić, aby były one przedstawiane jako kwintesencja audiofilizmu. Bo chyba nie o to chodzi.

Temat magicznych akcesoriów był, jest i jeszcze długo będzie na topie. Zastanawiam się jednak na ile napędzają go audiofile, a na ile ciekawscy i żadni sensacji ludzie spoza tego grona. Wierzcie mi, dawno nie spotkałem kumpla, który przekonywałby mnie o wyjątkowej skuteczności japońskiego płynu do czyszczenia płyt winylowych albo generatora rezonansu Schumanna. Większość moich znajomych to doświadczeni audiofile lub profesjonaliści, którzy wiedzą o istnieniu tego typu zabawek, ale - podobnie, jak ja - raczej nie stosują ich na co dzień. Wiem, że są na tym świecie ludzie jeszcze bardziej zakręceni. Otwarci na każdy, nawet najbardziej nieprawdopodobny pomysł na poprawę brzmienia swojego systemu. Coraz bardziej irytuje mnie jednak przedstawianie tego zjawiska tak, jakby właśnie na tym miała polegać zabawa ze sprzętem audio. Jakby pierwszym krokiem na tej ścieżce miało być kupno podkładek i kolców antywibracyjnych, a nie kolumn, wzmacniacza czy gramofonu. A to już perfidne odwracanie kota ogonem. Żaden miłośnik wysokiej klasy sprzętu, któremu zostało trochę oleju w głowie, nie powie, że antywibracyjne klocki pod kablami dały mu więcej, niż wymiana zestawów głośnikowych. Tego typu akcesoria mogą być dopieszczeniem całości, swego rodzaju kropką nad "i". Można się nimi bawić dopiero, gdy uznamy swój system za skończony, doskonale zgrany, synergiczny. Kiedy wymiana wzmacniacza na droższy wprowadza różnicę, ale niekoniecznie poprawę. Kiedy wydaje nam się, że cel jest już bardzo blisko. Ale nie jest to esencja naszego hobby, ani też sposób na "wyciąganie pieniędzy od biednych ludzi".

Niestety, w sieci pojawia się coraz więcej artykułów i stron, których autorzy dolewają oliwy do ognia. Ba! Pojawiły się hasła, których wcześniej nie słyszałem. Mikrodostrajanie. Wibroakustyka. Harmonizacja. Brzmi mądrze, prawda? Co więcej, niektóre z tych pojęć wiązane są z nowymi dziedzinami nauki, co automatycznie dodaje całemu zagadnieniu powagi. Wynosi je z wymiaru audiovoodoo do rangi dyscypliny, która już niebawem zostanie dokładnie opisana i zmierzona. Tworzy się wrażenie, że cudowne właściwości brzmieniowe nowych kolców i docisków zwalczających szkodliwe wibracje za kilka lat będą wręcz modelowane na komputerach. A wówczas to, co złotousi słyszeli (a nikt im nie wierzył), ukaże się niedowiarkom na wykresach. Dopiero byłaby heca! Wszak nie osiągnęliśmy jeszcze szczytu rozwoju technicznego. Nie wiemy kiedy i gdzie nastąpi kolejne trzęsienie ziemi. Nie mamy pojęcia jak szybko i skutecznie wyleczyć raka. Nie znamy większości stworzeń zamieszkujących oceany na naszej planecie. Tak naprawdę, wciąż ne wiemy kto, kiedy i po jaką cholerę zbudował egipskie piramidy. I nie potrafilibyśmy zbudować takich samych. Jest więc zupełnie możliwe, że nie wiemy co dzieje się wewnątrz audiofilskiego kabla, dlaczego lampy elektronowe po pewnym czasie zaczynają grać lepiej, ani jak działają akustyczne "piegi", które pewna firma sprzedaje za niemałe pieniądze. Warto zostawić sobie tutaj pewien margines na zjawiska, których być może nie ogarnęliśmy przez własne zacietrzewienie. Inwestowanie kilku średnich krajowych w interkonekty i kable zasilające, przy jednoczesnym odcinaniu się od pozytywnych właściwości ackesoriów z gatunku audiovoodoo, byłoby trochę śmieszne. Jak opowiadanie znajomym, że światem rządzą ludzie-gady, bo tak twierdzą autorzy jednego z filmów na YouTubie, ale to, że był tam też pies-pająk, to już tylko niegroźne wygłupy.

Załóżmy, że nie wiecie nic na temat audiofilskiego sprzętu. Zero, pustka. Ale chcielibyście się dowiedzieć. Wchodzicie zatem na jedną ze stron, której autorzy zajmują się testowaniem takich urządzeń i widzicie, że połowa z tych recenzji dotyczy platform, docisków i kolców antywibracyjnych, żelowych nózek z metalowymi kulkami do stosowania pod odtwarzaczami i gramofonami, podkładek pod kable, specjalnych filtrów, uzdatniaczy powietrza, kondycjonerów uziemiających, demagnetyzerów, kabli zasilających i innych tego typu wynalazków. Aby przygoda nie skończyła się już w tym momencie, przyjmijmy, że nie zrażacie się i próbujecie zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Przykładowo, co robią te przedziwne urządzenia? Ha! Okazuje się, że pasywny kondycjoner masy to w systemie audio rzecz absolutnie podstawowa. Połączenie mas urządzeń w jednym punkcie ma skutkować znacznie niższymi szumami. Specjalne filtry na kablach wygładzają sygnał i porządkują ruch elektronów, przy okazji usuwając rezonanse nieharmoniczne. Kolce antywibracyjne? Obowiązkowo! Ale co tam kolce. Potrzebne będą jeszcze podkładki, które dodatkowo eliminują zakłócenia elektroniczne, zmniejszają szumy i jitter...

Nie twierdzę, że żadna z tych rzeczy nie działa, ale należy mieć świadomość, że jest to zabawa dla osób maksymalnie wkręconych i otwartych na eksperymenty. Raczej na koniec, niż początek drogi. Zawsze znajdą się audiofile, którzy powiedzą, że podstawą dobrego systemu jest stolik. Najlepiej taki ważący osiemdziesiąt kilo, z tłumieniem olejowym lub systemem specjalnych linek izolujących każdą półkę od reszty. Niektórzy uważają, że zacząć należy od zasilania, bo później każda nasza decyzja będzie obarczona błędem czającym się w gniazdku. W każdej takiej teorii jest ziarnko prawdy, ale moim zdaniem najlepiej sprawdzają się one w barze, po drugim, może trzecim piwie. Albo na wystawie. Zawsze można przecież posłuchać opowieści niegroźnego wariata, któremu sprzęt za trzy miliony złotych zaczął grać dopiero wtedy, gdy na każdej ze ścian powiesił metalową kulkę wielkości piłeczki golfowej. Nie takie rzeczy ludzie dziś opowiadają, bez jakichkolwiek oznak wstydu, niepewności czy zażenowania. Ale jeśli chcecie złożyć dobry zestaw stereo, jak najlepiej wykorzystując dostępne środki, nie idźcie tą drogą. To pułapka.

Komentarze (4)

  • piotr

    Współczuję i zazdroszczę bo wiem, że wiara czyni cuda...

    0
  • 1piotr13

    Ciekawy artykuł. Nareszcie ktoś opisał ten temat obiektywnie. Czy ten tekst nie jest przypadkiem odpowiedzią na pewien inny artykuł ze strony HiFi Philosophy? ;)

    0
  • stereolife

    Nie, nie jest to odpowiedź na żadną inną publikację. Artykuł zamieszczony na stronie HiFi Philosophy traktował jednak o czymś innym. Dlaczego w ogóle poruszyliśmy ten temat? Bo coraz częściej spotykamy się z takim postrzeganiem audiofilów przez ludzi z zewnątrz. Kiedy mówimy komuś czym się zajmujemy, nie słyszymy już "aha, czyli macie fajne kolumny, wzmacniacz lampowy i gramofon", tylko "aaa, to znaczy, że słuchacie srebrnych kabli za milion złotych i filtrów promieniowania kosmicznego". A przecież nie o to chodzi, prawda? Nie zgadzamy się na budowanie takiego stereotypu i będziemy z nim walczyć. Każdy normalny audiofil wie, że w tej zabawie najważniejsza jest elektronika, akustyka pomieszczenia odsłuchowego, jakość odtwarzanej muzyki itd. Ci, którzy niezdrowo fascynują się kablami i akcesoriami, to mimo wszystko niewielka grupa. A jednak ludzie spoza tego grona (w tym dziennikarze) szukają sensacji, na wystawach pytają tylko o ceny kabli, a jak znajdą coś w rodzaju magicznych kulek czy innych demagnetyzerów, to materiał mają gotowy. Do pewnego momentu było to nawet zabawne. Ale kiedy przypadkowi ludzie kojarzą słowo "audiofil" z kimś, kto poświęca cały swój wolny czas na testowanie ceramicznych podkładek pod kable, to coś jest nie tak.

    3
  • Bost

    Problem jest innego rodzaju. Gonienie króliczka. Ja w ogóle nie słucham muzyki, z jednego powodu. Jakość do kitu na czymkolwiek na co byłoby mnie stać. Poza tym sanktuarium z ołtarzem dla lampowca nie odpowiada mi wizualnie. Słucham dźwięków z głośników, ale to głównie lektor lub jakaś gadająca głowa, a tego da się słuchać w mono na kołchoźniku, aby tylko nie charczał i dało się zrozumieć. A niech tam sobie każdy wydaje szmal na złoty sedes nawet. Nie moja kasa. Wolę leżeć w ciszy do góry brzuchem. W samochodzie zamiast radia mam otchłań czarną, z pracą rozwód z powodu jazgotu z radia budowlanego. To jak tu zarobić na audiofilski hi-end i właściwie po co? W cieplejszym klimacie to można byłoby mieszkać w beczce jak Diogenes, słuchać dźwięków otoczenia i filozofować sobie bezkarnie.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Roon - Nowa jakość streamingu

Roon - Nowa jakość streamingu

Z badań i raportów dotyczących udziału poszczególnych nośników i platform w rynku muzycznym wynika, że pliki i serwisy streamingowe wyprzedzają konkurencję o kilka okrążeń. Temat nośników fizycznych wydaje się zamknięty i nawet ogarniająca cały świat moda na winyle i gramofony nie jest w stanie odwrócić losów tej wojny. O ile...

Audio Domini 2020

Audio Domini 2020

Witamy w latach dwudziestych! Matko jedyna, jak to brzmi... No nic, jesteśmy starsi. Ale czy mądrzejsi? Tutaj, jak zwykle, zdania są podzielone. Patrząc na siebie, mam spore wątpliwości. Kolejny rok jest jednak kolejną okazją, aby spróbować raz jeszcze i pokonać trudności, których nie zdołaliśmy przezwyciężyć w tym minionym. W kalendarzowym...

Symulator

Symulator

Internet pełen jest nie tylko galopującej głupoty, idiotycznych filmików, hejterskich komentarzy i wszechobecnej patologii, ale też nienaturalnie pięknych obrazków i inspirujących haseł, które z życiem wspólnego mają tyle samo, co dorosły facet wsadzający sobie słoik tam, gdzie nie powinien. Kiedyś wydawało mi się, że wszystkie tego typu zjawiska będą miały...

Reportaż z Audio Video Show 2019

Reportaż z Audio Video Show 2019

Przed nami kolejna edycja Audio Video Show - jednej z największych wystaw sprzętu audio-video na świecie. Za każdym razem, kiedy opada kurz, nie mogę wyjść z podziwu, że znów się to udało. Próbuję wyobrazić sobie te godziny, dni, tygodnie i miesiące przygotowań, setki przesłanych projektów i kosztorysów, tysiące wydrukowanych plakatów...

Rafał Koc - Melodika

Rafał Koc - Melodika

Przeglądając archiwum wywiadów opublikowanych na łamach naszego magazynu, łatwo zauważyć, że najczęściej rozmawiamy z artystami i przedstawicielami firm zajmujących się produkcją sprzętu audio - konstruktorami zestawów głośnikowych, wzmacniaczy lampowych, przetworników, streamerów, subwooferów, a nawet kabli i akcesoriów zasilających. Zazwyczaj są to audiofile maksymalnie wkręceni w konkretny temat. Często można usłyszeć...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Plinius Inspire 880

Plinius Inspire 880

Mówiąc o audiofilskiej egzotyce, zazwyczaj mamy na myśli coś w rodzaju wzmacniacza lampowego zbudowanego przez małą, rodzinną firmę z Hiszpanii, wkładki gramofonowe produkowane ręcznie przez jakiegoś zakręconego Japończyka lub ekstremalnie...

Mission ZX-2

Mission ZX-2

W dzisiejszych czasach wiele firm raz po raz wykonuje dziwne ruchy świadczące o tym, że zależy im przede wszystkim na przyciągnięciu nowych klientów. Producenci sprzętu stereofonicznego nagle zaczynają interesować się...

Kimber Kable Carbon

Kimber Kable Carbon

Kimber Kable to jedna z najlepiej rozpoznawalnych, a także jedna z najstarszych manufaktur specjalizujących się w produkcji audiofilskiego okablowania. Firmę założył w 1979 roku Ray Kimber - inżynier i pasjonat...

Bannery boczne

Komentarze

Andrzej
@Mariusz - A jak porównuję ze sobą trzy kable sygnałowe i każdy gra inaczej, choć temperatura i ciśnienie są takie same, mój stan psychofizyczny też, system bez...
Mariusz
Panowie kablomaniacy. A efekt placebo i tak zwana sugestywność w audio to gdzie jest? Pablo dobrze prawi. Temperatura i ciśnienie w połączeniu ze stanem psychof...
Piotr
Genialna płyta! Pamiętam, że po pierwszym przesłuchaniu zamarłem z wrażenia... Potem włączyłem ponownie i - na szczęście byłem sam w domu - podkręciłem przy "An...
Wiesiek
Super artykuł. Mam dwa Sonosy i TIDAL-a oraz bibliotekę CD na Macu, trochę się trzeba poprzełączać pomiędzy aplikacjami. Jak polubię na TIDAL-u jakąś płytę, to ...
Grzegorz
119 dolarów w przypadku abonamentu rocznego to może i sporo dla nas, ale dla audiofilów z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i innych zamożnych krajów to tyle, co n...

Płyty

Massive Attack - Mezzanine

Massive Attack - Mezzanine

Druga połowa lat dziewięćdziesiąych XX wieku była najlepszym okresem w historii muzyki elektronicznej. W tym czasie powstało mnóstwo albumów wprowadzających...

Newsy

ELAC Concentro S 507

ELAC Concentro S 507

ELAC zaprezentował swoją najnowszą wolnostojącą kolumnę głośnikową Concentro S 507. Ten wyjątkowy model ma być synonimem doskonałej jakości wykonania, wzornictwa...

Tech Corner

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Wielu audiofilów, a także niektórych ludzi mających niewielkie pojęcie na temat sprzętu stereo, fascynuje temat kabli używanych do łączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem, wzmacniacza z odtwarzaczem, a nawet tych odpowiadających za dostarczenie prądu do naszych urządzeń. Zanim jednak zagłębimy się w dywagacje na temat wyższości srebra nad miedzią czy sensu...

Prezentacje

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...

Poradniki

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Popularne testy

Dyskografie

Dirge - Metalowy collage

Dirge - Metalowy collage

Dirge to po angielsku lament, zawodzenie, elegia, pieśń żałobna. Jest to również nazwa francuskiej grupy założonej w 1994 roku, niedaleko...

Wywiady

Rafał Koc - Melodika

Rafał Koc - Melodika

Przeglądając archiwum wywiadów opublikowanych na łamach naszego magazynu, łatwo zauważyć, że najczęściej rozmawiamy z artystami i przedstawicielami firm zajmujących się...

Vintage

Bang & Olufsen Beogram 3400

Bang & Olufsen Beogram 3400

Bang & Olufsen jest postrzegany jako postępowa firma stawiająca na efektowny design i typową dla skandynawskich produktów prostotę. Widoczny na...

Słownik

Poprzedni Następny

Dolby Atmos

Najnowsza technologia dźwięku wykorzystywana w rozbudowanych systemach kina domowego. Jego zaletą może być zastosowanie kilku głośników podwieszonych, służących jako dodatkowe elementy systemu pozwalające na stworzenie wrażenia otoczenia dźwiękiem nie tylko...

Cytaty

WieslawMysliwski.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.