Motörhead - Orgasmatron (40th Anniversary Edition)
- Kategoria: Newsy muzyczne
- Tomasz Karasiński

Motörhead formalnie zakończył działalność wraz ze śmiercią Lemmy'ego, ale w przypadku takiego zespołu słowo "koniec" zawsze brzmi trochę umownie. Pozostała ogromna dyskografia, koncertowe archiwa, niewydane nagrania, alternatywne wersje i płyty, do których można wracać nie tylko z sentymentu, lecz także dlatego, że po latach ich historia wciąż potrafi odsłonić coś nowego. "Orgasmatron" nadaje się do tego wyjątkowo dobrze. Wydany w 1986 roku album od dawna należy do ważniejszych pozycji w katalogu Motörhead, ale jednocześnie niemal od dnia premiery ciągnęła się za nim dyskusja dotycząca jego brzmienia. Lemmy i Phil Campbell nie byli do końca zadowoleni z finalnego miksu, podobne opinie przez lata powtarzali fani, dlatego jubileusz 40-lecia stał się okazją do zrobienia czegoś więcej niż zwykłego odświeżenia starego masteru. "Orgasmatron (40th Anniversary Edition)" będzie zawierał zarówno zremasterowaną wersję oryginalnego nagrania, jak i zupełnie nowy miks całego albumu, przygotowany przez wieloletniego współpracownika zespołu, Camerona Webba. Premiera została zaplanowana na 6 listopada 2026 roku.
"Orgasmatron" powstał w okresie, w którym Motörhead miał już za sobą kilka poważnych zmian personalnych. Album nagrali Lemmy, Phil Campbell, Würzel i Pete Gill, a więc czteroosobowy skład z dwoma gitarzystami, który wniósł do muzyki grupy trochę inną dynamikę. Zespół nie porzucił swojej rockandrollowej bezpośredniości ani punkowej agresji, ale materiał stał się cięższy, bardziej masywny i miejscami wyraźnie mroczniejszy. Na płycie znalazły się takie utwory jak "Deaf Forever", "Built For Speed", "Doctor Rock", "Mean Machine" czy zamykający całość "Orgasmatron", a kilka z nich na stałe weszło później do repertuaru koncertowego grupy. Była to jedna z tych płyt Motörhead, które bez problemu można rozpoznać po kilku sekundach, nawet jeśli wszystkie charakterystyczne składniki stylu zespołu wciąż pozostawały na swoim miejscu. Połączenie hard rocka, heavy metalu i punk rocka dostało tutaj bardziej przytłaczającą, gęstą oprawę, co z jednej strony budowało specyficzny klimat albumu, a z drugiej stało się źródłem wspomnianych kontrowersji.

Za produkcję "Orgasmatrona" odpowiadał Bill Laswell, a inżynierem dźwięku był Jason Corsaro. Dziś łatwo byłoby przedstawić historię jubileuszowej edycji jako prostą opowieść o naprawianiu błędów sprzed czterdziestu lat, ale ludzie opiekujący się spuścizną Motörhead wyraźnie unikają takiego podejścia. Podkreślają, że właśnie charakterystyczna produkcja Laswella jest jednym z elementów, które czynią tę płytę wyjątkową, a jego pomysł na brzmienie zajmuje własne miejsce w historii zespołu. Problem polegał raczej na tym, że efekt końcowy nie do końca odpowiadał temu, czego spodziewali się muzycy. Jak ujmuje to ekipa Motörhead, zarówno Lemmy, jak i Phil Campbell uważali, że "część siły, ostrości i energii została utracona w ostatecznym miksie Laswella". Oryginał nie ma więc zostać wymazany ani zastąpiony. Jubileuszowe wydanie pozwoli po prostu zestawić go z drugą wizją tego samego materiału.
Sam pomysł na taki eksperyment narodził się podobno w bardzo mało oficjalnych okolicznościach. Kilka miesięcy temu osoby związane z Motörhead siedziały wieczorem przy stoliku, z drinkami w dłoniach, zastanawiając się, jak "Orgasmatron" zabrzmiałby po ponownym zmiksowaniu przez Camerona Webba. Pojawiła się oczywiście wątpliwość, czy grzebanie przy tak ważnym albumie nie byłoby brakiem szacunku wobec pracy Laswella, ale odpowiedź szybko okazała się przecząca - zwłaszcza że oryginalny miks miał pozostać dostępny obok nowego. Webb był przy tym kandydatem szczególnym. Pracował z Motörhead przez wiele lat i wyprodukował sześć studyjnych albumów zespołu, dobrze poznając sposób pracy Lemmy'ego, Phila Campbella i Mikkeya Dee. Kiedy zapytano go, czy chciałby zmierzyć się z "Orgasmatronem", odpowiedź miała być natychmiastowa i wyjątkowo entuzjastyczna.

Trudno się temu dziwić, bo dla Webba nie była to tylko kolejna pozycja w katalogu zespołu, z którym przez lata pracował. Z "Orgasmatronem" zetknął się znacznie wcześniej, jeszcze jako nastolatek. "Mój brat zapoznał mnie z 'Orgasmatronem', gdy miałem 14 lat. Usłyszałem ten utwór i pomyślałem: czy to w ogóle jest muzyka? To było jak diabeł wychodzący z mojej kasety magnetofonowej. I zachwyciłem się tym." - mówi. Producent wspomina, że właśnie "Orgasmatron" i późniejszy "Rock 'N' Roll" były jego płytami Motörhead, dlatego możliwość powrotu do tego pierwszego albumu w zupełnie nowej roli potraktował bardzo osobiście. Można powiedzieć, że dostał do ręki jedno z nagrań, które w młodości pomagały kształtować jego muzyczną wyobraźnię, tyle że tym razem zamiast słuchać go z kasety, mógł otworzyć oryginalne ścieżki i zajrzeć do środka.
To "zaglądanie do środka" jest zresztą istotnym elementem całej historii. Webb pracował na oryginalnych, 24-ścieżkowych taśmach i, jak twierdzi, dopiero wtedy mógł dokładnie usłyszeć, jak pomysłowo Laswell i Corsaro budowali poszczególne elementy nagrania, szczególnie brzmienie perkusji. Nie chciał więc wyczyścić "Orgasmatrona", wyrównać wszystkiego do współczesnych standardów ani zamienić go w nowoczesną produkcję heavymetalową. Podobała mu się właśnie dzikość i pewien bałagan oryginału, dlatego nowy miks miał zachować jego charakter, a jednocześnie mocniej wydobyć elementy, których zdaniem muzyków wcześniej zabrakło. "Zarówno Lemmy, jak i Phil mówili, że nie podobał im się oryginalny miks, więc pomyślałem o tym, o co mogliby mnie poprosić, gdyby siedzieli obok mnie. Starałem się odwołać do tego, co wiedziałem o nich i ich podejściu do nagrywania - eksponując bas w jednym miejscu, precyzując gitary w innym - przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla tego, co już tam było. Celem nigdy nie było zastąpienie oryginału, ale wydobycie większej ilości tego, co znajdowało się w środku." - powiedział Cameron Webb.

Właśnie dlatego jubileuszowa edycja może być ciekawa również dla osób, które "Orgasmatrona" znają od wielu lat i nie potrzebują kolejnego egzemplarza tej samej płyty tylko dlatego, że minęła okrągła rocznica. Oryginalne nagrania zostały zremasterowane z taśm źródłowych, a wersja winylowa została przygotowana z wykorzystaniem half-speed masteringu. Obok niej znajdzie się pełny nowy miks i master Camerona Webba. Najbardziej rozbudowane wydanie 3LP dorzuca jeszcze cały krążek materiałów archiwalnych: próbę "Orgasmatron & On The Road" z 1985 roku, studyjne odrzuty "Nothing Up My Sleeve" i "Mean Machine", próbę "Doctor Rock & Ridin' With The Driver", alternatywną wersję "Claw", a także kompletną sesję dla BBC Radio 1 Friday Rock Show z 1986 roku. Znalazły się w niej "Killed By Death", "Orgasmatron", "Doctor Rock", "Deaf Forever" oraz mówiona wersja "Orgasmatron".
Całość będzie dostępna jako rozbudowany zestaw 3LP z książeczką oraz wydanie 2CD. W tym drugim przypadku na pierwszej płycie umieszczono jubileuszowy master wraz z próbami, odrzutami i alternatywnymi nagraniami, natomiast druga zawiera nowy miks Webba oraz sesję BBC. Przygotowano również prostszą, pojedynczą edycję LP na przezroczystym fioletowym winylu, zawierającą oryginalny album studyjny. Pierwszą okazją do sprawdzenia, w jakim kierunku poszedł Cameron Webb, jest już tytułowy "Orgasmatron", udostępniony w nowym miksie wraz z nowym teledyskiem. Premiera całego "Orgasmatron (40th Anniversary Edition)" odbędzie się 6 listopada nakładem BMG.
Źródło: Sarniak Music

















Komentarze