Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Pass Labs INT-60

Pass Labs INT-60

Jak w każdej dziedzinie życia, tak i na rynku audio są pionierzy i naśladowcy. Nelson Pass z całą pewnością należy do tych pierwszych. To jedno z tych nazwisk, które po prostu należy znać. Jest to bowiem konstruktor, który inspiruje wielu producentów sprzętu hi-end na całym świecie. Jego firma Pass Laboratories została założona w 1991 roku. Rok później jako pierwsze do oficjalnej sprzedaży wprowadzone zostały monobloki Aleph 0. Wzmacniacze pracowały w klasie A w układzie Push-Pull i oddawały 70 W na kanał. Dziś owe monobloki mają już status kultowych i są poszukiwane na rynku wtórnym przez koneserów nietuzinkowych urządzeń audio. Logicznym rozwinięciem oferty było wprowadzenie stereofonicznej wersji pierwszych monobloków, pod nazwą Aleph 0s, oraz przedwzmacniacza Aleph P. W 1994 roku do firmy dołączył Wayne Colburn, który zaczął pracować nad ulepszoną wersją przedwzmacniacza i pierwszym preampem gramofonowym. W tym samym roku firma zastrzega dwa patenty, z których jeden jest obecnie wykorzystywany w autorskim rozwiązaniu o nazwie SuperSymmetric. W 1998 roku firma realizuje flagowy projekt monobloków X1000. Wzmacniacze są bezkompromisowe, jeden z nich waży ponad 100 kg i oddaje piekielnie 1000 W czystej mocy. Nic dziwnego, że firma natychmiast awansowała do ścisłej, audiofilskiej ekstraklasy.

Lata dziewięćdziesiąte były dla amerykańskich konstruktorów niezwykle twórcze, ale też szalone. W zakładach Passa, Krella czy Marka Levinsona powstawały wzmacniacze monumentalne, a przy ich tworzeniu nikt nie martwił się rachunkami za prąd czy ilością miejsca, które będą zajmować. Miały być wielkie i mocne, największe i najpotężniejsze. Nelson Pass nie tylko brał czynny udział w tym wyścigu zbrojeń, ale okazał się być także wyjątkowo liberalnym konstruktorem, który chętnie dzieli się swoją wiedzą i spostrzeżeniami z innymi. Wzmacniacze pana Passa są prawdopodobnie numerem jeden w świecie DIY. Nie sposób policzyć ile klonów klasycznego Alepha powstało na całym świecie i ile tranzystorów zostało spalonych przy ich dziewiczym włączeniu. Jedno jest pewne - zjawisko ma zasięg globalny i trwa po dzień dzisiejszy. Nelson Pass znany jest również z przedsięwzięcia o nazwie First Watt - marki, która broni wzmacniaczy pracujących w klasie A. Konstrukcje te wykorzystują stopień wejściowy oparty na tranzystorach J-FET oraz wyjściowych MOS-FET-ach w prostym, dwustopniowym układzie komplementarnym. Wzmacniacze te charakteryzują się wyjątkowo niskimi szumami i znikomymi zniekształceniami THD. Tytułowy INT-60 czerpie zatem pełnymi garściami z tego co najlepsze - blisko trzydziestu lat doświadczenia i wiedzy dwóch wtajemniczonych konstruktorów. Jest pokłosiem kilku dekad projektowania, tworzenia prototypów i przezwyciężania trudności w osiąganiu doskonałości. Wszystko to składa się na produkt niebanalny, który nie jest jedynie kopią czegoś, co akurat jest na fali. To on ma być punktem odniesienia dla pozostałych.

Pass Labs INT-60

Wygląd i funkcjonalność

Wzmacniacz jest duży. Bardzo duży. Jego wymiary są imponujące - 19 cm wysokości, 48 cm szerokości i 53 cm głębokości. Mój wózek towarowy okazał się nieocenionym kompanem podczas misji transportowej. Zgrzytał i piszczał, ale dał radę. Pokaźne pudło waży bowiem 50 kg, a samo urządzenie niewiele mniej. Ten wzmacniacz to Amerykanin z krwi i kości. Gwarantuję, że osoby, których sprzęt hi-fi nie interesuje, pomylą go z urządzeniem prądotwórczym bądź z jakimś narzędziem z laboratorium Tesli. Wzmacniacz przeczy obecnie panującym trendom. Nie jest mały, płaski i minimalistyczny. Ma potężne gabaryty, nagrzewa się do kilkudziesięciu stopni Celsjusza i ma ostre jak miecz samuraja radiatory. To dobrze. To przypomina stare dobre czasy, gdy filigranowe urządzenia audio nie wzbudzały powszechnego zaufania. Szczególnie w USA.

Panel frontowy INT-60 jest nowoczesny. Zaprojektował go Desmond Harrington, który od lat związany jest z firmą Nelsona Passa. Do wytworzenia samego frontu użyto sporej ilości aluminium. Przednia płyta ma grubość 20 mm, a w jej centrum znajduje się rasowy wskaźnik. Miłośnicy VU-metrów mogą być nieco rozczarowani, gdyż nie działa on jak samochodowe wycieraczki podczas ulewy. Wskaźnik pokazuje prąd pracy tranzystorów końcowych, a nie chwilowo oddawaną moc. Wskazówka budzi się do życia dopiero przy większym obciążeniu. Doczytałem również, że podświetlane na niebiesko okienko wskazuje moment wymknięcia się wzmacniacza z klasy A do klasy AB. Za regulację wzmocnienia odpowiada spora, finezyjna gałka, która obraca się dookoła, więc nie ma tu mowy o klasycznym, analogowym potencjometrze sterującym poziomem głośności. Tuż obok mamy przydatny przycisk, który w razie potrzeby błyskawicznie wyciszy muzykę. Po lewej stronie znajduje się dyskretny wyświetlacz, który na niebiesko pokazuje poziom wzmocnienia. Pass posiada również tryb stand-by. Pierwszy przycisk przełącza wzmacniacz w tryb pracy, a kolejne cztery służą do wyboru wejścia. I to wszystko. Za mało? Dla audiofila całkowicie wystarczająco. Pass nie posiada wejść cyfrowych - ani w standardzie, ani w opcji. Nie jest to domeną firmy, a robienie czegoś na siłę w takim urządzeniu byłoby nonsensem. Wi-Fi i innych internetowych bajerów też tu nie znajdziecie.

Tył wzmacniacza przypomina nam o klasie urządzenia. Dostarczone przez japońskiego Furutecha zaciski głośnikowe są fantastyczne. Terminale wykorzystują bardzo przydany patent kontrolowanego dociągnięcia, dzięki któremu ograniczamy proces niszczenia końcówek widełkowych naszego kabla głośnikowego. Dużym atutem jest także umiejscowienie gniazd, pozwalające na podłączenie nawet bardzo grubych węży. Naturalnie klasyczne banany również tutaj wetkniemy. Gniazdo zasilające IEC zostało umieszczone z głową - w samym środku, na dole tylnego panelu, dzięki czemu nawet gruby i ciężki kabel ułożymy bez gimnastyki. Na każdym kroku widać zbierane przez lata doświadczenie. Tu nie ma mowy o przypadku. Każdy centymetr urządzenia jest dopracowany. Naprawdę, nie ma tu słabego punktu. Jakość wykonania każdego milimetra tego wzmacniacza jest obłędna.

Wejścia i wyjścia również mamy w komplecie - do dyspozycji są cztery wejścia liniowe RCA oraz dwie pary XLR-ów. To duży plus, ponieważ nierzadko producenci wyposażają swoje superintegry tylko w jedno wejście symetryczne. Jeżeli zatem korzystamy z dwóch zbalansowanych źródeł, pozostaje nam mozolne przepinanie kabli. Być może Nelson Pass wziął pod uwagę to, że ktoś może podłączyć do tego wzmacniacza jeden z jego przedwzmacniaczy gramofonowych. Te zaś uchodzą za jedne z najlepszych w analogowym światku. W zestawieniu gniazd znajduję się także wyjście z przedwzmacniacza. Zarówno w formie RCA, jak i XLR. A nóż ktoś będzie chciał dorzucić do pieca i wzmocnić integrę końcówką mocy X150.8 albo podłączyć aktywny subwoofer. Ważnym elementem obudowy są uchwyty, które z całą pewnością przydadzą się przy przenoszeniu tego kolosa. Warto też poprosić o pomoc kolegę, bo w pojedynkę jest wyjątkowo ciężko. Producent nie zapomniał również o pilocie zdalnego sterowania, który nie odbiega solidnością od wzmacniacza. Wzornictwo jest proste, ale bardzo eleganckie. Metalowy pilot steruje wszystkimi funkcjami wzmacniacza. Duży plus za ergonomię.

Pass Labs INT-60

Brzmienie

Pass trafił do mnie w dobrym momencie, bo w niedługim odstępie czasu w moim systemie gościło kilka dobrych wzmacniaczy zintegrownych, jak Accuphase E-370 czy Gryphon Diablo 300. Accuphase mimo, że kojarzony jest z ciepłym i słodkim dźwiękiem, w moim układzie zagrał przejrzyście i zdecydowanie konturowo. Dla fanów marki z całą pewnością nowa seria z dopiskiem "70" będzie mocnym zaskoczeniem. Gryphon ma natomiast wiele wspólnych cech z Passem. Szczególnie jeżeli chodzi o muzykalność. W bezpośredniej konfrontacji Diablo powinien zmierzyć się jednak z mocniejszym bratem naszego Passa, modelem INT-150. Pojedynek byłby znacznie bardziej wyrównany. Amerykański pancernik w moim odczuciu jest wzmacniaczem na wskroś muzykalnym. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, iż nie ma on cech stereotypowego wzmacniacza tranzystorowego. Jeżeli potrzebujemy wysokiej przejrzystości, będziemy musieli umiejętnie dopasować do niego kolumny. Dostajemy natomiast wiele innych cech, które docenią doświadczeni audiofile.

INT-60 nie jest jedynym wzmacniaczem tego producenta, z jakim miałem styczność. Kilka lat temu użytkowałem słynnego Alepha 3. Po jakimś czasie na jego miejsce wskoczyła pierwsza wersja X250. Jeżeli miałbym przypisać cechy brzmienia jednego z tych dwóch modeli do naszej 60-tki, to z całą pewnością wskazałbym na Alepha 3. Jego barwa była ciepła, nasycona i mięsista. Tak też jest w przypadku INT-60. Charakter wzmacniacza nawiązuje do intymnego spektaklu, gry świateł i niebanalnych kostiumów. Jest zmysłowy i nieco tajemniczy. Niby wszystko mamy podane jak na dłoni, ale jednak nie do końca. Pass potrafi zbudować atmosferę niepewności. W jednej chwili otrzymujemy dostojny spokój, a za moment lawinę szczegółów i efektów stereofonicznych, które pojawiają się dosłownie znikąd. Przestrzeń kreowana przez Passa jest kapitalna. Czuć, że jest to sprzęt stworzony dla audiofila, a nie dla speca ze studia, który będzie doszukiwał się absolutnej neutralności. W tym przypadku magia ma pierwszeństwo.

Wzmacniacz przez większość czasu zasilał podstawkowe kolumny Dynaudio Special 25. Po cichu liczyłem na niepokorną dynamikę. Okazało się jednak, że się pomyliłem. To właśnie średnica gra tu pierwsze skrzypce. Jest namacalna i czarująca. Jednym słowem - genialna. W jej odkrywaniu pomógł mi album "Time" tria Możdżer, Danielsson, Fresco oraz koncert wyjątkowego pianisty Lang Langa - "Live at Carnegie Hall", wydany przez Deutsche Grammophon. Pięknie i niezwykle efektownie wypadła również muzyka Ennio Morricone wykonywana przez Yo-Yo Mę. Swoboda i naturalność była bliska ideałowi. Na wiele dobrych słów zasługuje bas INT-60, chociaż w przypadku zestawienia z monitorami Dynaudio zabrakło nieco szybkości i rytmiczności, którą dobrze znam ze swojej dzielonej konfiguracji ze wzmacniaczem mocy Abyssound ASX-1000. Niskie tony Passa były zróżnicowane i gęste. Przy ścieżce dźwiękowej z filmu "Arrival" (Johann Johannsson) moja druga połówka zwróciła mi uwagę, że to nie sala koncertowa, tylko M3. Świadczy to o dużej rezerwie prądowej tego wzmacniacza. A skoro już jesteśmy przy muzyce filmowej, świetnym testem dla systemu okazała się muzyka do filmu "King Arthur: Legend Of The Sword" (Daniel Pemberton). Płyta jest bardzo zróżnicowana, dzięki czemu jest dobrym zestawem ćwiczeń dla naszych głośników. Polecam szczególnie utwór "The Devil and The Huntsman". Wskaźnik Passa nareszcie działa. Wysokie tony zachowują dobrą detaliczność, chodź nie są pierwszoplanowe. Utrzymują wzorową równowagę i naturalność. Wokale zachowują naturalną skalę. Są bardzo czyste i wiarygodne. Muzyka bogata w instrumenty perkusyjne, gdzie źródłem dźwięku jest ich drganie, przenosi nas do innego wymiaru. Wszelkiego rodzaju dzwonki, talerze, bębny czy wibrafon otwierają przed nami drzwi, których nikt do tej pory nie otwierał. Za ich progiem jest subtelność i różnorodność wszystkich barw świata. Niektóre z nich są jaskrawe, a niektóre pastelowe. Pass wychwytuje wszystkie niuanse.

Wedle mojej subiektywnej oceny, testowany wzmacniacz najlepiej zgra się z kolumnami detalicznymi, grającym krótkim i mocnym basem. Świetnym partnerem mogą okazać się konstrukcje z diamentowymi lub berylowymi tweeterami. Przetworniki wstęgowe i AMT (Air Motion Transformer) również powinny polubić soczystość INT-60. Po spędzeniu ze sprzętem kilku tygodni, widziałbym go w towarzystwie Focali z serii Electra. Znam je dość dobrze i sądzę, że byłby to bardzo udany związek. Może nawet prawdziwa audiofilska nirwana, którą tak niezwykle trudno odnaleźć. Warto również zaznaczyć, że wzmacniacz najlepiej czuje się, kiedy jest spięty ze źródłami symetrycznymi, interkonektem XLR. Wyższy poziom głośności bardzo pozytywnie wpływa na całokształt przekazu, a w szczególności na dynamikę w skali mikro. Myślę, że w kwestii okablowania warto wziąć na warsztat coś ze stajni Siltecha, Chorda bądź Nordosta.

Pass Labs INT-60

Budowa i parametry

Pass Labs INT-60 jest typowym przedstawicielem klasycznej, amerykańskiej szkoły budowania wzmacniaczy. Wszystko jest tu w rozmiarze XL. Jednym z najważniejszych punktów konstrukcyjnych jest pełna symetria ścieżki sygnałowej. Pass nie należy do konstruktorów, którzy idą na łatwiznę. Końcówki mocy lewego i prawego kanału są rozdzielone. Każda z nich ma swoją niezależną płytkę oraz odprowadzający ciepło, potężny radiator. Chłodzić jest co, ponieważ na każdy kanał przypada aż 20 tranzystorów wyjściowych typu MOS-FET. Półprzewodniki nie zostały jednak przymocowane bezpośrednio do czarnego radiatora. Producent zastosował dodatkowy aluminiowy blok pośredni, którego zadaniem jest szybkie zmniejszenie absorpcji ciepła przez tranzystory. Taki zabieg wpływa na poprawę stabilności termicznej urządzenia, a tym samym przedłuża jego bezawaryjność. Układ zasilania został opaty na potężnym transformatorze toroidalnym o mocy 1 kVA oraz wysokiej jakości elektrolitach filtrujących o łącznej pojemności 240000 μF. Wnętrze wzmacniacza jest bardzo starannie rozplanowane, montaż elementów dokonany został metodą przewlekaną. Montaż powierzchniowy nie jest przecież wskazany w układach generujących wysokie napięcia oraz duże ilości ciepła. Regulacja głośności jest bardzo precyzyjna. Za tą dokładność odpowiada sterowana cyfrowo drabinka rezystorowa. Aby zachować pełną symetrię toru audio, producent wykorzystał tutaj dwa układy DS1882, po jednym na kanał.

Zdawać by się mogło, że tak rozbudowany stopień wyjściowy z potężnym zasilaniem da nam prawdziwie wyczynowe parametry. Europejski wzmacniacz o takiej masie i podobnych rozmiarach najprawdopodobniej miałby tyle mocy, że byłby w stanie sam polecieć w kosmos, okrążyć naszą planetę i wrócić. INT-60, jak wskazuje oznaczenie modelu oddaje, 60 W przy obciążaniu 8 Ω. Współczynnik tłumienia wysoki, ale również bez szaleństw - 150. Niektórzy chwalą się, że mają 500 a nawet 1000. Jak zatem ma się to, co napisano w broszurce, do tego, co słyszymy z głośników? Nijak, proszę Państwa. INT-60 bez problemu radzi sobie nawet w trudnych sytuacjach. Często pomiary mogą okazać się bezcelowe względem preferencji słuchacza. Kolumna, która wedle specyfikacji technicznej nie powala ultra szerokim pasmem przenoszenia, potrafi nierzadko zagrać pełniej i z większym rozmachem niż ta, która powinna wprawić w rezonans wszystkie luźno leżące przedmioty w naszym pokoju. Z tym wzmacniaczem jest identycznie. Duża ilość tranzystorów końcowych oraz potężny transformator potrafią utrzymać stabilność wzmacniacza w każdej chwili. Passa nie przestraszy również spadek impedancji kolumn. Nie zauważyłem u niego grymasu, gdy został podłączony do kolumn Dynaudio Contour S 3.4, które mają naprawdę wyjątkowy apetyt na prąd.

Konfiguracja

Dynaudio Special 25, Dynaudio Contour S 3.4, Graham Audio LS5/9, Mytek Manhattan, Bryston BDP-2, Soul Note SD300, Technics SP-25, Ayon CD2, Oyaide Tunami II, Oyaide Tunami Terzo v2, Purist Audio Design Aqueous Aureus, Purist Audio Design Musaeus, Ortofon Reference SPK-200, Cardas Clear Cygnus, ISOL-8 PowerLine, Oyaide Tunami GPX-Re V2, Nordost Vishnu.

Pass Labs INT-60

Werdykt

Na początku słuchałem tego wzmacniacza z pewną pokorą, odkręcając potencjometr powoli i ostrożnie. Po jakimś czasie, za namową szeptów z tyłu głowy, rozochociłem się i systematycznie sprawdzałem, co potrafi. To był początek świetnej przygody. Wzmacniacz nawet przy dynamicznym graniu oferuje ciepły i muzykalny przekaz. Dźwięk jest relaksujący, a zarazem bardzo oczywisty. Daje nam wgląd we wszystkie informację zawarte w nagraniu. Wiele wzmacniaczy próbowało mnie oczarować, ale INT-60 zrobił do nadzwyczaj skutecznie. Jego największym atutem jest w moim przekonaniu magiczna stereofonia. Tym samym dopisuję Passa do listy wzmacniaczy, z którymi mógłbym zostać na dłużej. Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, jest brak gniazda słuchawkowego. Punktuję to raczej z poczucia obowiązku, niż rzeczywistego zapotrzebowania na takie wyjście w potężnym wzmacniaczu, którego i tak nikt nie postawi na biurku. Zresztą, amerykańska firma wprowadziła niedawno oddzielny wzmacniacz słuchawkowy o oznaczeniu HPA-1. Jeżeli oczekujecie od sprzętu audio pewnej niepowtarzalności ubranej we wspaniałą barwę, koniecznie posłuchajcie opisywanej integry. Nawet nie ze względu na to, że Nelson Pass to prawdziwa legenda i człowiek, który wykonał wiele milowych kroków w dziedzinie projektowania sprzętu hi-fi, ale przede wszystkim dlatego, że INT-60 to świetna maszyna, która już samym swoim wyglądem wzbudza respekt.

Dane techniczne

Stopień wyjściowy: Tranzystorowy, klasa AB
Moc wyjściowa: 60 W (8 Ω), 120 W (4 Ω)
Zniekształcenia: 1% (1 kHz, przy pełnym obciążeniu)
Impedancja wejściowa: 45 kΩ
Współczynnik tłumienia: 150
Temperatura robocza: 53°C
Zużycie energii w trybie pracy: 375 W
Wejścia analogowe: 2 x XLR, 4 x RCA
Wyjścia: 1 x pre-out (XLR), 1 x pre-out (RCA)
Wymiary (W/S/G): 19/48/53 cm
Masa: 43 kg
Cena: 34000 zł

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design.

Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-highend


Komentarze (1)

  • Marcin

    Nelson Pass pionierem był, ale jego produkty w zasadzie stoją w miejscu, a inni się rozwijają, wiec obecnie nie jest już w topie. Grzanie się tych klocków jakoś inni ogarnęli (przejście do klasy AB gdy nie ma sygnału), a wygląd tez już pachnie latami dziewięćdziesiątymi.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Nowe testy

Poprzedni Następny
Sennheiser Momentum 4 Wireless

Sennheiser Momentum 4 Wireless

Po niespełna dwudziestu latach recenzowania sprzętu audio rzadko kiedy odwiedzam sklepy z taką aparaturą, aby coś kupić. Jeśli już, najczęściej brakuje mi jakiegoś kabla albo czegoś w rodzaju płynu do...

Final Audio Design ZE8000

Final Audio Design ZE8000

Można powiedzieć, że jeszcze niespełna półtora roku temu byłem nausznikowym ortodoksem, który nie uznawał słuchawek dokanałowych. Moje podejście zmieniło się diametralnie, gdy w moje ręce wpadły "pchełki" AG TWS04K. Okazało...

Neat Acoustics Petite Classic

Neat Acoustics Petite Classic

Niektóre firmy działające w branży audio natychmiast kojarzymy z konkretnym produktem - tym, który wyszedł najlepiej, wprowadził do świata sprzętu grającego przełomowe rozwiązania techniczne albo zyskał status kultowego dopiero po...

Komentarze

Sebastian
Mam u siebie ten streamer podłączony od 2 dni optykiem do Topping DX3Pro+ i powiem, że w porównaniu ze źródłem jakim był laptop daje się usłyszeć większą głębie...
Daniel
A gdzie gramofony Pre-Audio? Czemu wszystkie są dobre, tylko nie nasze Polskie...
a.s.
Na Amazon Music Unlimited jest dużo muzyki w jakości lepszej od CD, mam wrażenie że większość, nie potrzeba do tego MQA.
Mike
Nawet to dobre, ale gdzie prawdziwe radio FM/DAB i Bluetoth LDAC bezstratny od Sony?
Jarek
Niestety - muszę potwierdzić (chyba jedyną) krytyczną recenzję tego produktu, która ukazała się w jednym z polskich papierowych periodyków. Strasznie kiepsko to...

Płyty

Riverside - ID.Entity

Riverside - ID.Entity

W ubiegłym roku minęło sporo czasu, zanim pojawił się jakiś album, na który naprawdę czekałem. W bieżącym sytuacja jest zgoła...

Newsy

Tech Corner

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Czym powinien kierować się miłośnik sprzętu audio przy wyborze wzmacniacza? Gdyby na tak postawione pytanie można było udzielić prostej i zwięzłej odpowiedzi, pewnie nikt nie zawracałby sobie głowy testami i odsłuchami. Przyjmijmy jednak, że mamy już pewne rozeznanie w temacie, a z długiej listy dostępnych na rynku modeli chcemy wybrać...

Nowości ze świata

  • Internationally acclaimed, high-end audio brand Cyrus Audio announces the most intelligent power supply it has ever designed; the long-awaited PSU-XR. The PSU-XR is the first power supply from Cyrus to have its own built-in microprocessor, enabling it to talk to...

  • FiiO launches the M11S hi-res portable music player. Featuring dual ES9038Q2M DACs, the M11S is able to decode up to 384kHz/DSD256 audio. The versatile M11S builds upon the success of previous award-winning portable audio players from FiiO. Alongside its 3.5mm...

  • Piega is probably Switzerland's most famous loudspeaker manufacturer. Founded in 1986 by Leo Greiner and Kurt Scheuch, the company was initially a typical hobbyist, garage-based manufactory. Kurt concentrated on developing transducers, while Leo took on design matters and the company's...

Prezentacje

Najeźdźca z północy - Hegel

Najeźdźca z północy - Hegel

Wydawałoby się, że w bardzo gęstej branży audio kompletnie nie ma już miejsca dla nowych graczy. Że wszystkie stołki obsadzone są sztywno, bez szans na zmiany. A jednak od czasu do czasu pojawiają się firmy, które potrafią zaintrygować i porwać audiofilów, odbierając klientów starym wyjadaczom. Jednym z producentów, który wkroczył...

Poradniki

Streaming krok po kroku

Streaming krok po kroku

W naszych poradnikach przerobiliśmy już temat podłączania komputera do systemu hi-fi, opublikowaliśmy też cały cykl artykułów o szeroko pojętym odtwarzaniu...

Listy

Galerie

Popularne testy

Dyskografie

Witchcraft - Zaklęcia ze Szwecji

Witchcraft - Zaklęcia ze Szwecji

Korzenie szwedzkiego zespołu Witchcraft sięgają 2000 roku. Wtedy właśnie Magnus Pelander - gitarzysta grupy Norrsken - postanowił oddać hołd swoim...

Wywiady

Popularne artykuły

Vintage

Optonica RP-9100

Optonica RP-9100

Gdy na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku płyta kompaktowa rozpoczynała swój triumfalny pochód po rynku audio, wielu melomanów w pierwszej...

Cytaty

LudwigVanBeethoven.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.