Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Pass Labs INT-60

Pass Labs INT-60

Jak w każdej dziedzinie życia, tak i na rynku audio są pionierzy i naśladowcy. Nelson Pass z całą pewnością należy do tych pierwszych. To jedno z tych nazwisk, które po prostu należy znać. Jest to bowiem konstruktor, który inspiruje wielu producentów sprzętu hi-end na całym świecie. Jego firma Pass Laboratories została założona w 1991 roku. Rok później jako pierwsze do oficjalnej sprzedaży wprowadzone zostały monobloki Aleph 0. Wzmacniacze pracowały w klasie A w układzie Push-Pull i oddawały 70 W na kanał. Dziś owe monobloki mają już status kultowych i są poszukiwane na rynku wtórnym przez koneserów nietuzinkowych urządzeń audio. Logicznym rozwinięciem oferty było wprowadzenie stereofonicznej wersji pierwszych monobloków, pod nazwą Aleph 0s, oraz przedwzmacniacza Aleph P. W 1994 roku do firmy dołączył Wayne Colburn, który zaczął pracować nad ulepszoną wersją przedwzmacniacza i pierwszym preampem gramofonowym. W tym samym roku firma zastrzega dwa patenty, z których jeden jest obecnie wykorzystywany w autorskim rozwiązaniu o nazwie SuperSymmetric. W 1998 roku firma realizuje flagowy projekt monobloków X1000. Wzmacniacze są bezkompromisowe, jeden z nich waży ponad 100 kg i oddaje piekielnie 1000 W czystej mocy. Nic dziwnego, że firma natychmiast awansowała do ścisłej, audiofilskiej ekstraklasy.

Lata dziewięćdziesiąte były dla amerykańskich konstruktorów niezwykle twórcze, ale też szalone. W zakładach Passa, Krella czy Marka Levinsona powstawały wzmacniacze monumentalne, a przy ich tworzeniu nikt nie martwił się rachunkami za prąd czy ilością miejsca, które będą zajmować. Miały być wielkie i mocne, największe i najpotężniejsze. Nelson Pass nie tylko brał czynny udział w tym wyścigu zbrojeń, ale okazał się być także wyjątkowo liberalnym konstruktorem, który chętnie dzieli się swoją wiedzą i spostrzeżeniami z innymi. Wzmacniacze pana Passa są prawdopodobnie numerem jeden w świecie DIY. Nie sposób policzyć ile klonów klasycznego Alepha powstało na całym świecie i ile tranzystorów zostało spalonych przy ich dziewiczym włączeniu. Jedno jest pewne - zjawisko ma zasięg globalny i trwa po dzień dzisiejszy. Nelson Pass znany jest również z przedsięwzięcia o nazwie First Watt - marki, która broni wzmacniaczy pracujących w klasie A. Konstrukcje te wykorzystują stopień wejściowy oparty na tranzystorach J-FET oraz wyjściowych MOS-FET-ach w prostym, dwustopniowym układzie komplementarnym. Wzmacniacze te charakteryzują się wyjątkowo niskimi szumami i znikomymi zniekształceniami THD. Tytułowy INT-60 czerpie zatem pełnymi garściami z tego co najlepsze - blisko trzydziestu lat doświadczenia i wiedzy dwóch wtajemniczonych konstruktorów. Jest pokłosiem kilku dekad projektowania, tworzenia prototypów i przezwyciężania trudności w osiąganiu doskonałości. Wszystko to składa się na produkt niebanalny, który nie jest jedynie kopią czegoś, co akurat jest na fali. To on ma być punktem odniesienia dla pozostałych.

Pass Labs INT-60

Wygląd i funkcjonalność

Wzmacniacz jest duży. Bardzo duży. Jego wymiary są imponujące - 19 cm wysokości, 48 cm szerokości i 53 cm głębokości. Mój wózek towarowy okazał się nieocenionym kompanem podczas misji transportowej. Zgrzytał i piszczał, ale dał radę. Pokaźne pudło waży bowiem 50 kg, a samo urządzenie niewiele mniej. Ten wzmacniacz to Amerykanin z krwi i kości. Gwarantuję, że osoby, których sprzęt hi-fi nie interesuje, pomylą go z urządzeniem prądotwórczym bądź z jakimś narzędziem z laboratorium Tesli. Wzmacniacz przeczy obecnie panującym trendom. Nie jest mały, płaski i minimalistyczny. Ma potężne gabaryty, nagrzewa się do kilkudziesięciu stopni Celsjusza i ma ostre jak miecz samuraja radiatory. To dobrze. To przypomina stare dobre czasy, gdy filigranowe urządzenia audio nie wzbudzały powszechnego zaufania. Szczególnie w USA.

Panel frontowy INT-60 jest nowoczesny. Zaprojektował go Desmond Harrington, który od lat związany jest z firmą Nelsona Passa. Do wytworzenia samego frontu użyto sporej ilości aluminium. Przednia płyta ma grubość 20 mm, a w jej centrum znajduje się rasowy wskaźnik. Miłośnicy VU-metrów mogą być nieco rozczarowani, gdyż nie działa on jak samochodowe wycieraczki podczas ulewy. Wskaźnik pokazuje prąd pracy tranzystorów końcowych, a nie chwilowo oddawaną moc. Wskazówka budzi się do życia dopiero przy większym obciążeniu. Doczytałem również, że podświetlane na niebiesko okienko wskazuje moment wymknięcia się wzmacniacza z klasy A do klasy AB. Za regulację wzmocnienia odpowiada spora, finezyjna gałka, która obraca się dookoła, więc nie ma tu mowy o klasycznym, analogowym potencjometrze sterującym poziomem głośności. Tuż obok mamy przydatny przycisk, który w razie potrzeby błyskawicznie wyciszy muzykę. Po lewej stronie znajduje się dyskretny wyświetlacz, który na niebiesko pokazuje poziom wzmocnienia. Pass posiada również tryb stand-by. Pierwszy przycisk przełącza wzmacniacz w tryb pracy, a kolejne cztery służą do wyboru wejścia. I to wszystko. Za mało? Dla audiofila całkowicie wystarczająco. Pass nie posiada wejść cyfrowych - ani w standardzie, ani w opcji. Nie jest to domeną firmy, a robienie czegoś na siłę w takim urządzeniu byłoby nonsensem. Wi-Fi i innych internetowych bajerów też tu nie znajdziecie.

Tył wzmacniacza przypomina nam o klasie urządzenia. Dostarczone przez japońskiego Furutecha zaciski głośnikowe są fantastyczne. Terminale wykorzystują bardzo przydany patent kontrolowanego dociągnięcia, dzięki któremu ograniczamy proces niszczenia końcówek widełkowych naszego kabla głośnikowego. Dużym atutem jest także umiejscowienie gniazd, pozwalające na podłączenie nawet bardzo grubych węży. Naturalnie klasyczne banany również tutaj wetkniemy. Gniazdo zasilające IEC zostało umieszczone z głową - w samym środku, na dole tylnego panelu, dzięki czemu nawet gruby i ciężki kabel ułożymy bez gimnastyki. Na każdym kroku widać zbierane przez lata doświadczenie. Tu nie ma mowy o przypadku. Każdy centymetr urządzenia jest dopracowany. Naprawdę, nie ma tu słabego punktu. Jakość wykonania każdego milimetra tego wzmacniacza jest obłędna.

Wejścia i wyjścia również mamy w komplecie - do dyspozycji są cztery wejścia liniowe RCA oraz dwie pary XLR-ów. To duży plus, ponieważ nierzadko producenci wyposażają swoje superintegry tylko w jedno wejście symetryczne. Jeżeli zatem korzystamy z dwóch zbalansowanych źródeł, pozostaje nam mozolne przepinanie kabli. Być może Nelson Pass wziął pod uwagę to, że ktoś może podłączyć do tego wzmacniacza jeden z jego przedwzmacniaczy gramofonowych. Te zaś uchodzą za jedne z najlepszych w analogowym światku. W zestawieniu gniazd znajduję się także wyjście z przedwzmacniacza. Zarówno w formie RCA, jak i XLR. A nóż ktoś będzie chciał dorzucić do pieca i wzmocnić integrę końcówką mocy X150.8 albo podłączyć aktywny subwoofer. Ważnym elementem obudowy są uchwyty, które z całą pewnością przydadzą się przy przenoszeniu tego kolosa. Warto też poprosić o pomoc kolegę, bo w pojedynkę jest wyjątkowo ciężko. Producent nie zapomniał również o pilocie zdalnego sterowania, który nie odbiega solidnością od wzmacniacza. Wzornictwo jest proste, ale bardzo eleganckie. Metalowy pilot steruje wszystkimi funkcjami wzmacniacza. Duży plus za ergonomię.

Pass Labs INT-60

Brzmienie

Pass trafił do mnie w dobrym momencie, bo w niedługim odstępie czasu w moim systemie gościło kilka dobrych wzmacniaczy zintegrownych, jak Accuphase E-370 czy Gryphon Diablo 300. Accuphase mimo, że kojarzony jest z ciepłym i słodkim dźwiękiem, w moim układzie zagrał przejrzyście i zdecydowanie konturowo. Dla fanów marki z całą pewnością nowa seria z dopiskiem "70" będzie mocnym zaskoczeniem. Gryphon ma natomiast wiele wspólnych cech z Passem. Szczególnie jeżeli chodzi o muzykalność. W bezpośredniej konfrontacji Diablo powinien zmierzyć się jednak z mocniejszym bratem naszego Passa, modelem INT-150. Pojedynek byłby znacznie bardziej wyrównany. Amerykański pancernik w moim odczuciu jest wzmacniaczem na wskroś muzykalnym. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, iż nie ma on cech stereotypowego wzmacniacza tranzystorowego. Jeżeli potrzebujemy wysokiej przejrzystości, będziemy musieli umiejętnie dopasować do niego kolumny. Dostajemy natomiast wiele innych cech, które docenią doświadczeni audiofile.

INT-60 nie jest jedynym wzmacniaczem tego producenta, z jakim miałem styczność. Kilka lat temu użytkowałem słynnego Alepha 3. Po jakimś czasie na jego miejsce wskoczyła pierwsza wersja X250. Jeżeli miałbym przypisać cechy brzmienia jednego z tych dwóch modeli do naszej 60-tki, to z całą pewnością wskazałbym na Alepha 3. Jego barwa była ciepła, nasycona i mięsista. Tak też jest w przypadku INT-60. Charakter wzmacniacza nawiązuje do intymnego spektaklu, gry świateł i niebanalnych kostiumów. Jest zmysłowy i nieco tajemniczy. Niby wszystko mamy podane jak na dłoni, ale jednak nie do końca. Pass potrafi zbudować atmosferę niepewności. W jednej chwili otrzymujemy dostojny spokój, a za moment lawinę szczegółów i efektów stereofonicznych, które pojawiają się dosłownie znikąd. Przestrzeń kreowana przez Passa jest kapitalna. Czuć, że jest to sprzęt stworzony dla audiofila, a nie dla speca ze studia, który będzie doszukiwał się absolutnej neutralności. W tym przypadku magia ma pierwszeństwo.

Wzmacniacz przez większość czasu zasilał podstawkowe kolumny Dynaudio Special 25. Po cichu liczyłem na niepokorną dynamikę. Okazało się jednak, że się pomyliłem. To właśnie średnica gra tu pierwsze skrzypce. Jest namacalna i czarująca. Jednym słowem - genialna. W jej odkrywaniu pomógł mi album "Time" tria Możdżer, Danielsson, Fresco oraz koncert wyjątkowego pianisty Lang Langa - "Live at Carnegie Hall", wydany przez Deutsche Grammophon. Pięknie i niezwykle efektownie wypadła również muzyka Ennio Morricone wykonywana przez Yo-Yo Mę. Swoboda i naturalność była bliska ideałowi. Na wiele dobrych słów zasługuje bas INT-60, chociaż w przypadku zestawienia z monitorami Dynaudio zabrakło nieco szybkości i rytmiczności, którą dobrze znam ze swojej dzielonej konfiguracji ze wzmacniaczem mocy Abyssound ASX-1000. Niskie tony Passa były zróżnicowane i gęste. Przy ścieżce dźwiękowej z filmu "Arrival" (Johann Johannsson) moja druga połówka zwróciła mi uwagę, że to nie sala koncertowa, tylko M3. Świadczy to o dużej rezerwie prądowej tego wzmacniacza. A skoro już jesteśmy przy muzyce filmowej, świetnym testem dla systemu okazała się muzyka do filmu "King Arthur: Legend Of The Sword" (Daniel Pemberton). Płyta jest bardzo zróżnicowana, dzięki czemu jest dobrym zestawem ćwiczeń dla naszych głośników. Polecam szczególnie utwór "The Devil and The Huntsman". Wskaźnik Passa nareszcie działa. Wysokie tony zachowują dobrą detaliczność, chodź nie są pierwszoplanowe. Utrzymują wzorową równowagę i naturalność. Wokale zachowują naturalną skalę. Są bardzo czyste i wiarygodne. Muzyka bogata w instrumenty perkusyjne, gdzie źródłem dźwięku jest ich drganie, przenosi nas do innego wymiaru. Wszelkiego rodzaju dzwonki, talerze, bębny czy wibrafon otwierają przed nami drzwi, których nikt do tej pory nie otwierał. Za ich progiem jest subtelność i różnorodność wszystkich barw świata. Niektóre z nich są jaskrawe, a niektóre pastelowe. Pass wychwytuje wszystkie niuanse.

Wedle mojej subiektywnej oceny, testowany wzmacniacz najlepiej zgra się z kolumnami detalicznymi, grającym krótkim i mocnym basem. Świetnym partnerem mogą okazać się konstrukcje z diamentowymi lub berylowymi tweeterami. Przetworniki wstęgowe i AMT (Air Motion Transformer) również powinny polubić soczystość INT-60. Po spędzeniu ze sprzętem kilku tygodni, widziałbym go w towarzystwie Focali z serii Electra. Znam je dość dobrze i sądzę, że byłby to bardzo udany związek. Może nawet prawdziwa audiofilska nirwana, którą tak niezwykle trudno odnaleźć. Warto również zaznaczyć, że wzmacniacz najlepiej czuje się, kiedy jest spięty ze źródłami symetrycznymi, interkonektem XLR. Wyższy poziom głośności bardzo pozytywnie wpływa na całokształt przekazu, a w szczególności na dynamikę w skali mikro. Myślę, że w kwestii okablowania warto wziąć na warsztat coś ze stajni Siltecha, Chorda bądź Nordosta.

Pass Labs INT-60

Budowa i parametry

Pass Labs INT-60 jest typowym przedstawicielem klasycznej, amerykańskiej szkoły budowania wzmacniaczy. Wszystko jest tu w rozmiarze XL. Jednym z najważniejszych punktów konstrukcyjnych jest pełna symetria ścieżki sygnałowej. Pass nie należy do konstruktorów, którzy idą na łatwiznę. Końcówki mocy lewego i prawego kanału są rozdzielone. Każda z nich ma swoją niezależną płytkę oraz odprowadzający ciepło, potężny radiator. Chłodzić jest co, ponieważ na każdy kanał przypada aż 20 tranzystorów wyjściowych typu MOS-FET. Półprzewodniki nie zostały jednak przymocowane bezpośrednio do czarnego radiatora. Producent zastosował dodatkowy aluminiowy blok pośredni, którego zadaniem jest szybkie zmniejszenie absorpcji ciepła przez tranzystory. Taki zabieg wpływa na poprawę stabilności termicznej urządzenia, a tym samym przedłuża jego bezawaryjność. Układ zasilania został opaty na potężnym transformatorze toroidalnym o mocy 1 kVA oraz wysokiej jakości elektrolitach filtrujących o łącznej pojemności 240000 μF. Wnętrze wzmacniacza jest bardzo starannie rozplanowane, montaż elementów dokonany został metodą przewlekaną. Montaż powierzchniowy nie jest przecież wskazany w układach generujących wysokie napięcia oraz duże ilości ciepła. Regulacja głośności jest bardzo precyzyjna. Za tą dokładność odpowiada sterowana cyfrowo drabinka rezystorowa. Aby zachować pełną symetrię toru audio, producent wykorzystał tutaj dwa układy DS1882, po jednym na kanał.

Zdawać by się mogło, że tak rozbudowany stopień wyjściowy z potężnym zasilaniem da nam prawdziwie wyczynowe parametry. Europejski wzmacniacz o takiej masie i podobnych rozmiarach najprawdopodobniej miałby tyle mocy, że byłby w stanie sam polecieć w kosmos, okrążyć naszą planetę i wrócić. INT-60, jak wskazuje oznaczenie modelu oddaje, 60 W przy obciążaniu 8 Ω. Współczynnik tłumienia wysoki, ale również bez szaleństw - 150. Niektórzy chwalą się, że mają 500 a nawet 1000. Jak zatem ma się to, co napisano w broszurce, do tego, co słyszymy z głośników? Nijak, proszę Państwa. INT-60 bez problemu radzi sobie nawet w trudnych sytuacjach. Często pomiary mogą okazać się bezcelowe względem preferencji słuchacza. Kolumna, która wedle specyfikacji technicznej nie powala ultra szerokim pasmem przenoszenia, potrafi nierzadko zagrać pełniej i z większym rozmachem niż ta, która powinna wprawić w rezonans wszystkie luźno leżące przedmioty w naszym pokoju. Z tym wzmacniaczem jest identycznie. Duża ilość tranzystorów końcowych oraz potężny transformator potrafią utrzymać stabilność wzmacniacza w każdej chwili. Passa nie przestraszy również spadek impedancji kolumn. Nie zauważyłem u niego grymasu, gdy został podłączony do kolumn Dynaudio Contour S 3.4, które mają naprawdę wyjątkowy apetyt na prąd.

Konfiguracja

Dynaudio Special 25, Dynaudio Contour S 3.4, Graham Audio LS5/9, Mytek Manhattan, Bryston BDP-2, Soul Note SD300, Technics SP-25, Ayon CD2, Oyaide Tunami II, Oyaide Tunami Terzo v2, Purist Audio Design Aqueous Aureus, Purist Audio Design Musaeus, Ortofon Reference SPK-200, Cardas Clear Cygnus, ISOL-8 PowerLine, Oyaide Tunami GPX-Re V2, Nordost Vishnu.

Pass Labs INT-60

Werdykt

Na początku słuchałem tego wzmacniacza z pewną pokorą, odkręcając potencjometr powoli i ostrożnie. Po jakimś czasie, za namową szeptów z tyłu głowy, rozochociłem się i systematycznie sprawdzałem, co potrafi. To był początek świetnej przygody. Wzmacniacz nawet przy dynamicznym graniu oferuje ciepły i muzykalny przekaz. Dźwięk jest relaksujący, a zarazem bardzo oczywisty. Daje nam wgląd we wszystkie informację zawarte w nagraniu. Wiele wzmacniaczy próbowało mnie oczarować, ale INT-60 zrobił do nadzwyczaj skutecznie. Jego największym atutem jest w moim przekonaniu magiczna stereofonia. Tym samym dopisuję Passa do listy wzmacniaczy, z którymi mógłbym zostać na dłużej. Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, jest brak gniazda słuchawkowego. Punktuję to raczej z poczucia obowiązku, niż rzeczywistego zapotrzebowania na takie wyjście w potężnym wzmacniaczu, którego i tak nikt nie postawi na biurku. Zresztą, amerykańska firma wprowadziła niedawno oddzielny wzmacniacz słuchawkowy o oznaczeniu HPA-1. Jeżeli oczekujecie od sprzętu audio pewnej niepowtarzalności ubranej we wspaniałą barwę, koniecznie posłuchajcie opisywanej integry. Nawet nie ze względu na to, że Nelson Pass to prawdziwa legenda i człowiek, który wykonał wiele milowych kroków w dziedzinie projektowania sprzętu hi-fi, ale przede wszystkim dlatego, że INT-60 to świetna maszyna, która już samym swoim wyglądem wzbudza respekt.

Dane techniczne

Stopień wyjściowy: Tranzystorowy, klasa AB
Moc wyjściowa: 60 W (8 Ω), 120 W (4 Ω)
Zniekształcenia: 1% (1 kHz, przy pełnym obciążeniu)
Impedancja wejściowa: 45 kΩ
Współczynnik tłumienia: 150
Temperatura robocza: 53°C
Zużycie energii w trybie pracy: 375 W
Wejścia analogowe: 2 x XLR, 4 x RCA
Wyjścia: 1 x pre-out (XLR), 1 x pre-out (RCA)
Wymiary (W/S/G): 19/48/53 cm
Masa: 43 kg
Cena: 34000 zł

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design.

Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-highend


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Polecany film

Nowe testy

Poprzedni Następny
SA Saxo 5

SA Saxo 5

W wielu dziedzinach naszego życia panuje zgoda co do kierunku, w którym należy podążać. Telewizory mają być większe, cieńsze i bardziej wszechstronne. Samochody - bogato wyposażone, wygodne i ekonomiczne. Laptopy...

JBL Club 950 NC

JBL Club 950 NC

W ostatnich latach JBL zapracował sobie na miano najbardziej znanego producenta przenośnego sprzętu audio. Gdyby spytać kogokolwiek o pierwsze skojarzenie w tym temacie, mielibyśmy wielką szansę na to, że usłyszymy...

Qln Prestige One

Qln Prestige One

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję propozycję przetestowania jakiegoś nowego urządzenia. Większość z tych maili i telefonów można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to typowy spam, który przychodzi nawet nie...

Bannery boczne

Komentarze

przemo7
Fajny tekst. Ja się nie zabiję:-) Ale zawsze byłem przez przyjaciół przepytywany ile te moje sprzęty i kable kosztowały, no i po co aż tyle. Ale marzenia o tym,...
jerry
Dobrze złożony set nie musi kosztować majątku żeby naprawdę fajnie zagrał. Z doświadczenia wiem, że czym drożej tym mniej zadowolenia z zestawu.
Darius
Jestem już drugim sortem, ukrytą opcją niemiecką, a teraz się dowiedziałem, że jeszcze jestem jednostką chorą i społecznie niebezpieczną :)
Grzesiek
Panie Tomaszu, jak już wspomniałem we wpisie pod testem SA Saxo 5, jestem audiofilem z 20-letnim stażem i moja obserwacja z nieaudiofilami jest taka: przychodzą...
Grzesiek
No to moje kilka słów o pieniądzach i tym co możemy za nie oczekiwać. Jestem audiofilem z 20-letnim stażem i masą przerzuconego sprzętu. Kilka lat temu doszedłe...

Płyty

Agalloch - Faustian Echoes

Agalloch - Faustian Echoes

Dwa lata po wydaniu albumu "Marrow Of The Spirit" członkowie amerykańskiej grupy Agalloch postanowili przypomnieć się swoim fanom kolejną EP-ką....

Newsy

Sennheiser HD 25 Limited Edition

Sennheiser HD 25 Limited Edition

Dokładnie 75 lat temu, w czerwcu 1945 roku, powstała firma Sennheiser. Jej nazwa pochodzi oczywiście od nazwiska założyciela, Fritza Sennheisera,...

Tech Corner

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Nowości ze świata

Prezentacje

Japońska szkoła brzmienia - Yamaha

Japońska szkoła brzmienia - Yamaha

Yamaha to jeden z producentów sprzętu hi-fi, którego logo kojarzą niemal wszyscy. Nie tylko ze względu na jego obecność na popularnych amplitunerach, soundbarach, głośnikach bezprzewodowych i systemach mikro, ale także produktach związanych z domową aparaturą audio bardzo luźno albo wcale. Nie ulega jednak wątpliwości, że w wielu kręgach, także wśród...

Poradniki

Wszystko o akustyce pomieszczenia odsłuchowego

Wszystko o akustyce pomieszczenia odsłuchowego

Który element systemu audio jest najważniejszy? Większość audiofilów z pewnością wskazałoby na zestawy głośnikowe. Inni powiedzą, że pierwszeństwo powinien mieć...

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Popularne testy

Dyskografie

Callisto - Ewolucja post metalu

Callisto - Ewolucja post metalu

Skandynawia od lat słynie przede wszystkim z ekstremalnych odmian metalu, głównie z przedrostkiem "black". Jednak raz na jakiś czas trafiają...

Wywiady

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło,...

Popularne artykuły

Vintage

Denon PMA-850

Denon PMA-850

W porównaniu z różnymi staroświeckimi cudeńkami prezentowanymi przez nas w tym dziale, Denon PMA-850 prezentuje się całkiem nowocześnie. Ciekawy zabieg...

Cytaty

HarukiMurakami.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.