
Patrząc na to, co w ciągu kilku ostatnich lat działo się na rynku słuchawek można odnieść wrażenie, że producenci audiofilskiego sprzętu urządzili sobie na tym polu regularny wyścig. Zupełnie jakby w jednym momencie wszyscy wyznaczyli sobie cel skonstruowania najlepszych słuchawek, jakie są w stanie wykonać. Batalia rozpoczęła się już kilka lat temu, kiedy to uznanym markom zaczęła wyrastać poważna konkurencja. Sennheiser, Beyerdynamic, Grado, Audio-Technica czy AKG najpierw ujrzeli atak na segment eleganckich słuchawek do smartfona, a następnie kolejną falę bezkompromisowych nauszników dla audiofilów. Żeby było ciekawiej, rywale szybko zaczęli oferować słuchawki znacznie droższe i - w domyśle - lepsze, niż to, co mieli do zaoferowania starzy wyjadacze. Niektórzy twierdzą nawet, że to dzięki takim firmom, jak HiFiMAN, Audeze, Ultrasone czy OPPO, dotychczasowi specjaliści od hi-endowych słuchawek musieli podnieść poprzeczkę. Sennheiser podniósł rękawicę prezentując nowego Orpheusa - luksusowy zestaw, który pewnie ciężko będzie przebić. Ultrasone co chwila wypuszcza jakąś limitowaną edycję w cenie przekraczającej kilkanaście tysięcy złotych. Focal zaprezentował referencyjne Utopie zbudowane z najlepszych materiałów dostępnych na naszej planecie i wycenione na kilkanaście tysięcy złotych. Górna półka w katalogu Audeze to również okolice dziesięciu tysięcy. Nie jest jednak żadną tajemnicą, że specjalistą od podnoszenia poprzeczki jest właśnie HiFiMAN. Firma znana z produkcji słuchawek planarnych weszła na zupełnie nowy poziom wprowadzając model HE-1000 - ogromne, luksusowe i piękne słuchawki wykorzystujące prawdopodobnie największe na rynku przetworniki magnetostatyczne, których membrana ma grubość jednej milionowej milimetra. Każdy, ale to każdy miłośnik słuchawek chciałby mieć w domu coś takiego. Jedynym problemem jest oczywiście cena - 14395 zł to dla wielu audiofilów bariera nie do pokonania, a przecież takie nauszniki trzeba jeszcze czymś napędzić. Koniec marzeń? Okazuje się, że nie, bo firma postanowiła wprowadzić nieco tańszą odmianę HE-1000 - mniej wypasioną, ale wyposażoną w bardzo, bardzo podobne przetworniki. Stosując nieco tańsze materiały udało się zejść z ceną do 8799 zł. Czy to naprawdę "HE-1000 za pół ceny"? Przekonajmy się - przed nami Edition X.

Porządne słuchawki bezprzewodowe to tak naprawdę marzenie każdego melomana, który słucha muzyki na zewnątrz. Nieważne czy to będzie spacer, jogging, czy też tylko czas spędzony w komunikacji miejskiej w podróży do pracy. Co by nie mówić, kabel przeważnie utrudnia życie - plącze się gdzie nie powinien, krępuje ruchy, efekt mikrofonowy od tarcia o ubranie zakłóca przyjemność słuchania, a przypadkowe szarpnięcie może nawet zerwać nauszniki z głowy. Na szczęście od pewnego czasu producenci słuchawek coraz częściej sięgają po technologię komunikacji bezprzewodowej, która została opracowana w 1999 przez firmę Ericsson i ma służyć do połączeń różnych urządzeń pracujących w niewielkiej odległości od siebie. Kto by przypuszczał, że Bluetooth w tak szybkim czasie zawita do niemal wszystkich urządzeń codziennego użytku - laptopy, tablety, smartfony i wszelkiego rodzaju urządzenia peryferyjne takie, jak głośniki bezprzewodowe czy właśnie słuchawki.

Pewnego pięknego dnia dostałem z redakcji elektryzującą wiadomość - w Warszawie odbędzie się jedyna w Polsce i pierwsza na świecie impreza poświęcona tylko i wyłącznie na premierę najnowszego dziecka firmy Sennheiser, będącego ukoronowaniem ich siedemdziesięcioletniej historii, a jednocześnie kontynuacją i nawiązaniem do dzieła, które powstało w 1991 roku. Mowa tu o najnowszej wersji legendarnego Orpheusa, czyli o zestawie składającym się ze wzmacniacza i słuchawek, który miał ustawić poprzeczkę słuchawkowego dźwięku na poziomie, o jakim jeszcze nikt do tej pory nawet nie marzył. Jak myślicie, ile czasu się zastanawiałem, czy warto się wybrać na tę imprezę? Macie rację, w ogóle się nie zastanawiałem. Co więcej, zostałem wyznaczony do przetestowania tego wyjątkowego zestawu, co z przyjemnością czynię.

Temat vintage audio jest dziś niezwykle popularny i nie ma się co dziwić. Wobec zalewu plastikowej tandety, wielu melomanów zaczyna tęsknić za urządzeniami, które budowano i strojono w trochę inny sposób. Tym bardziej, że wiele z nich można kupić za rozsądne pieniądze. Nawet jeśli będą wymagały małej renowacji, może się opłacić. Sprzęt vintage kusi wyglądem i brzmieniem, a prawdziwi kolekcjonerzy szukają również modeli, które zmieniły rynek audio albo. Podobnie, jak w świecie samochodów, tak i tutaj o wartości danego modelu decyduje nie tylko stosunek jakości do ceny, ale także aspekt historyczny. Recenzowanie kultowych produktów jest marzeniem niejednego audiofila, jednak tak naprawdę okazuje się trudniejsze, niż testowanie nowych klocków. Te można wypożyczyć od dystrybutora, rozkręcić, a w razie awarii - naprawić lub odkupić. Ze wzmacniaczem nie produkowanym od trzydziestu lat tak łatwo już nie jest, dlatego na pierwszy ogień postanowiliśmy dać jedno z własnych znalezisk - niezwykłe "słuchawki" Sennheiser Surrounder Pro.

O ile w dzisiejszych czasach na rynku słuchawkowym co rusz pojawiają się nowe modele firm, o których dziesięć lat temu nikt nie słyszał, to mimo wszystko liderami pozostają marki, które istnieją całe dziesięciolecia i mają na swoim koncie techniczne rozwiązania, które przyczyniły się do rozwoju, a nawet zrewolucjonizowania technologii produkcji słuchawek. Jednym z takich producentów niewątpliwie jest Beyerdynamic, którego początki sięgają 1927 roku, kiedy to w Berlinie niejaki Eugen Beyer założył firmę Elektrotechnische Fabrik Eugen Beyer. Na początku fabryka zajmowała się produkcją głośników do kin, w których rozpoczynała się rewolucja - niedługo film niemy miał przejść do historii, a sale projekcyjne wypełniał dźwięk. Lecz to nie systemy kinowe miały przynieść Herr Beyerowi sławę.

Rynek słuchawek dokanałowych rozwinął się w ostatnich latach niesamowicie. Słuchawki traktowane początkowo jako niezbędny dodatek do przenośnego odtwarzacza czy telefonu, za sprawą kilku firm i samych użytkowników ceniących sobie ich walory praktyczne, zaczęły być wkrótce postrzegane jako konkurencja dla dużych nauszników. Proces dopracowywania technologii produkcji miniaturowych przetworników pozwolił na wprowadzenie takich wynalazków, jak dokanałówki z trzema, czterema czy pięcioma przetwornikami w jednej obudowie, obok których pojawiły się przetworniki armaturowe. W hi-endowe pchełki zaczęli wchodzić mainstreamowi producenci słuchawek, jak AKG czy Sennheiser, nie wspominając o wyspecjalizowanych firmach takich, jak choćby Final Audio Design. Dziś dokanałówki za kilka tysięcy złotych nikogo już nie dziwią, jednak wciąż największym zainteresowaniem cieszą się modele w cenie 300-500 zł.

[English version] Rynek słuchawek i urządzeń zaprojektowanych by im towarzyszyć rozwija się obecnie w zaskakującym tempie. A przecież nie wynaleziono ich wczoraj... Historia głośników połączonych pałąkiem i przeznaczonych do noszenia na głowie liczy sobie ponad sto lat. Wydaje się jednak, że nagły rozwój urządzeń mobilnych tchnął w ten wynalazek nowe życie. Już wprowadzenie przenośnych odtwarzaczy kaset, potem płyt kompaktowych, a wreszcie plików pociągnął za sobą wzrost zapotrzebowania na słuchawki, a od kilku lat wszystko to jest podporządkowane smartfonom i tabletom. Nauszniki stały się także wyznacznikiem stylu, a przy okazji coraz więcej osób zaczęło zwracać uwagę na jakość dźwięku jaką oferują. Na gwałtownie rosnącym rynku znalazło swoje miejsce wielu nowych graczy. Jednym z nich jest firma Meze oferująca wyjątkowe słuchawki wykonane z drewna.

[English version] Dawno, dawno temu w poszukiwaniu słuchawek można było zajrzeć do katalogu jednego z dużych koncernów elektronicznych lub ewentualnie kilku firm specjalizujących się w produkcji bardziej profesjonalnych nauszników i mikrofonów. Większości populacji wystarczały słuchawki takich firm, jak Sony, Philips czy Panasonic, a dla prawdziwych audiofilów były Sennheisery, Beyerdynamiki, Kossy, Grado i Audio-Techniki. Z dzisiejszej perspektywy, życie było wtedy banalnie proste. Teraz wybór słuchawek to skomplikowana operacja, bo oprócz tej stałej grupy firm zaopatrujących nas w nauszniki, do wyboru mamy produkty kilkudziesięciu nowych graczy, z których większość jeszcze pięć czy dziesięć lat temu nawet nie myślało o wejściu na ten rynek. Dla audiofilów wybór jest jeszcze trudniejszy, bo w wielu przypadkach mówimy tu o producentach kojarzonych ze sprzętem audiofilskim - są to głównie firmy znane z produkcji kolumn lub ewentualnie elektroniki audio - B&W, Focal, NAD, Paradigm, KEF, AudioQuest... A teraz? Tak, tak - Sonus Faber.

Choć słuchawki dokanałowe interesują mnie tak sobie, ostatnio trafiam na bardzo ciekawe znaleziska. Pierwszym były referencyjne q-Jaysy, a kolejne namierzyłem w miejscu, w którym sam raczej takich słuchawek bym nie szukał. Podczas wizyty w warszawskim salonie Stereo Stereo, wpadła w moje ręce niewielka paczka zawierająca piękne, metalowe dokanałówki z kompletem wkładek dousznych na specjalnej, metalowej karcie. Ponieważ wspomniany salon jest w zasadzie siedzibą polskiego dystrybutora marki Linn, a w salach odsłuchowych i na półkach dominują urządzenia mocno audiofilskie lub wręcz hi-endowe, byłem przekonany, że właściciel pokazuje mi słuchawki z tej samej półki. Okazało się jednak, że jest to produkt innej szkockiej firmy - RHA - zajmującej się tylko i wyłącznie słuchawkami. Stalowe pchełki zainteresowały mnie na tyle, że postanowiłem przyjrzeć im się bliżej.

Wydawałoby się, że do obleganego ostatnio świata audiofilskich słuchawek bardzo trudno będzie się wedrzeć firmie, która nie dysponuje wieloletnim doświadczeniem w dziedzinie produkcji mikrofonów, zestawów głośnikowych lub chociażby wkładek gramofonowych. Okazuje się jednak, że w obliczu dość przewidywalnych posunięć wielkich graczy, to właśnie stosunkowo nowe marki mogą zagarnąć spory kawałek słuchawkowego tortu. No bo kto jeszcze pięć lat temu słyszał o czymś takim, jak Audeze, HiFiMAN, Masterdynamic czy OPPO? Kto spodziewał się, że produkcją nauszników zajmą się KEF, Focal, B&W, Musical Fidelity czy AudioQuest? Jakieś półtora roku temu w naszym kraju pojawiły się słuchawki japońskiej firmy Final Audio Design. Wtedy jeszcze nie kojarzył jej prawie nikt, a dziś jest to już jedna z marek wymienionych wśród ważniejszych producentów słuchawek dla wymagających audiofilów.
Marcin