
[English version] Encore Seven to firma mająca swoją siedzibę w Bielsku-Białej. Stanowi typowy przykład tworzenia i budowania marki kompletnie od podstaw. A podstawami są przede wszystkim pasja, wiedza, doświadczenie, chęć działania. Tak w skrócie można opisać genezę powstania tej manufaktury, a rozwijając wątek należałoby przesunąć kalendarz ponad 25 lat wstecz. Czasy były wtedy takie, że aby mieć dobrą rzecz, należało ją zdobyć, bo przecież nie można było jej kupić w pierwszym lepszym sklepie. Innym sposobem było wykonanie jej samemu. Nastolatkowie pragnący grać na gitarze elektrycznej, potrzebowali wzmacniacza. Z dostępnych elementów wymontowywanych ze starych odbiorników radiowych powstawały pierwsze piece lampowe. Jak zapewnił mnie właściciel firmy, już wtedy jego brat wymyślił nazwę i logo Egg-Shell, bo to właśnie on zajmował się konstrukcją wzmacniaczy dla własnych potrzeb. W kolejnych latach pasja przesunęła się w kierunku stereofonicznego sprzętu audio do odsłuchu muzyki w domu. Wreszcie pięć lat temu powstał pomysł, by opracować model wzmacniacza lampowego i rozpocząć regularną produkcję.

Normandia, region leżący w północno-zachodniej części Francji, to nie tylko piękno przyrody, to też bogata historia. Obszar ten słynie przede wszystkim z jabłek i wszelkich ich przetworów (cydr i calvados), owoców morza, krów i serów, a także pięknych pejzaży oraz hodowli koni. Tam również produkowany jest testowany dziś wzmacniacz - Atoll IN100 SE. Firma została założona przez braci Stephane and Emmanuel Dubreuil w 1997 roku. W 2001 roku, po rozszerzeniu zasięgu sprzedaży, firma rozpoczęła budowę nowej fabryki. Nowa siedziba w Brecey sprawiła, że logo Atolla wpisało się w wyjątkowy, innowacyjny charakter Normandii. Właściciele wielokrotnie podkreślali, jak ważny jest dla nich fakt, iż wszystkie urządzenia produkowane są ręcznie we Francji. W katalogu znajdziemy przede wszystkim komponenty elektroniczne - wzmacniacze, źródła, dzielonki, przetworniki, streamery, wzmacniacze do systemów kina domowego i akcesoria. Wszytko elegancko podzielone na kompletne serie i przemyślane tak, aby rozrzut cenowy między kolejnymi modelami pozwolił każdemu wybrać coś dla siebie.

Rynek audiofilskich urządzeń od kilku lat sukcesywnie zmierza w kierunku hi-endu. Firmy, które jeszcze kilkanaście lat temu słynęły z produkcji dobrych i niedrogich wzmacniaczy, zdążyły już kilka razy podnieść poprzeczkę. Wiele garażowych niegdyś manufaktur, teraz kieruje swoje produkty do zamożnych melomanów, którzy chcą w swoim luksusowym domu lub apartamencie postawić coś eleganckiego i drogiego. Niektórzy mówią, że to naturalne, ale trudno też pozbyć się wrażenia, że niektórym firmom zupełnie przestało zależeć na ludziach, dzięki którym zaszły tak daleko. Wielu z nich również poczyniło w życiu pewne postępy, przez co nie przeszkadza im, że wzmacniacze danej marki podrożały w tym czasie kilkukrotnie, jednak melomanów szukających wysokiej jakości dźwięku wciąż przybywa. Tu dochodzimy do bohatera naszego testu. Jolida została założona w 1983 roku w stanie Maryland w USA, kiedy to zaprojektowała serię dużych transformatorów przemysłowych. Pierwsze wzmacniacze wypuszczono na rynek w 1995 roku. Inżynierowie postawili sobie trzy główne cele - po pierwsze jakość brzmienia, po drugie przystępna cena, po trzecie niezawodność.

[English version] PS Audio to amerykańska firma specjalizująca się głównie w produkcji kondycjonerów i akcesoriów sieciowych, w dodatku tych z wysokiej półki. Szczególnie dobrą sławą cieszą się jej hi-endowe regeneratory prądu, które zamieniają energię z gniazdka na prąd stały, a następnie odbudowują z niego idealną sinusoidę, a więc tworzą idealny prąd do zasilania najlepszych urządzeń audio wyjątkowo czułych na jakość zasilania, jak na przykład źródła analogowe i cyfrowe czy przedwzmacniacze. Kilka lat temu w katalogu pojawiła się nowa zakładka, a w niej standardowe komponenty audio takie, jak przetworniki cyfrowo-analogowe i przedwzmacniacze gramofonowe. Tutaj amerykanie postawili na nowoczesność, funkcjonalność i wysoką jakość brzmienia, dzięki czemu w stosunkowo krótkim czasie linia ta rozrosła się do pięciu klocków i dwóch kart rozszerzeń. Jakiś czas temu fora internetowe obiegła informacja o planowanym wprowadzeniu do sprzedaży wzmacniacza zintegrowanego wyposażonego w pełnoprawny DAC, phono stage dla wkładek MM, wyjście słuchawkowe i łączność Bluetooth, a to wszystko w eleganckiej, nowoczesnej formie i wyjątkowo atrakcyjnej cenie.

Skandynawowie coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w świecie wysokiej klasy sprzętu audio. O ile w produkcji zestawów głośnikowych prym wiedzie Dania, a od jakiegoś czasu także Finlandia, o tyle Szwedzi i Norwegowie skupili się najwyraźniej na elektronice i akcesoriach. Wszystko zależy oczywiście od tego, jak obecność konkretnych marek wpływa na rynek w danym kraju, ale u nas sprawa jest prosta - Primare, Hegel i Electrocompaniet to trzy marki najlepiej kojarzone z audiofilskim sprzętem z mroźnej północy. Pozostali gracze, jak chociażby Copland, Bladelius, Densen czy Gryphon, tak dużych wpływów nad Wisłą już nie mają. Co więcej, producenci, którym najwyraźniej od wielu lat dobrze się powodzi, są jednocześnie tymi, którzy najszybciej dokonują ważnych postępów technicznych. Electrocompaniet w pewnym momencie postawił na odtwarzacze wieloformatowe, Hegel wybrał świat przetworników, które montuje także w swoich integrach, natomiast Szwedzi z Primare poszli w kierunku streamingu, jednocześnie kończąc prace nad własną technologią wzmacniaczy pracujących w klasie D. No bo któż inny miałby chętniej penetrować ten temat, jeśli nie oni?

Niemiecka firma to przykład triumfu wiedzy i inżynierskiego podejścia do tematu nad projektami opartymi wyłącznie na testach odsłuchowych i opowieściami o zbawiennym wpływie magicznych kryształów na brzmienie. Załoga T+A od lat konsekwentnie realizuje swoje pomysły na sprzęt audio, czego dowodem i ukoronowaniem było wprowadzenie do sprzedaży najnowszych urządzeń z topowej serii High Voltage. Do odtwarzacza i wzmacniacza zintegrowanego dołączyło naraz kilka modeli umożliwiających rozbudowanie zestawu stereo nawet do sześciu czy siedmiu potężnych klocków. Samym procesem wzmocnienia sygnału w najbardziej rozbudowanym układzie może zajmować się aż pięć urządzeń - przedwzmacniacz, dwie końcówki mocy pracujące w trybie mono i dwa dedykowane im zasilacze. Flagowy system T+A to prawdziwy pokaz siły, którego możliwości można było podziwiać na kilku dużych wystawach, a także w salonie polskiego dystrybutora w Warszawie. W ofercie manufaktury z Herford można jednak znaleźć także o wiele bardziej przystępne cenowo produkty.

Ubiegły rok był bardzo ciekawy dla miłośników sprzętu grającego, a w szczególności tych, którym łezka w oku kręci się na widok polskiej aparatury audio. Na rynku pojawiło się kilku nowych graczy, ale najczęściej komentowanymi wydarzeniami były długo zapowiadane powroty - Tonsil zaprezentował nowe Altusy, a jeszcze wcześniej odrodziła się inna marka doskonale znana pełnoletnim melomanom - Unitra. Na konferencji prasowej zorganizowanej w iście peerelowskim stylu zapowiedziano wprowadzenie do sprzedaży produktów z trzech głównych kategorii - słuchawek, uchwytów do telewizorów oraz wzmacniaczy lampowych. A konkretnie jednego, któremu nadano imię Edward. To właśnie na nim skupiła się uwaga audiofilów, a także ludzi nie mających zielonego pojęcia o sprzęcie hi-fi. Media podchwyciły temat, jednak dziennikarze zajmujący się na co dzień smartfonami i kartami graficznymi zaczęli wręcz wyśmiewać firmę, która w dwudziestym pierwszym wieku proponuje klientom urządzenia wykonane w przedwojennej technologii. Oczywiście mało który redaktor czasopisma czy portalu o tematyce komputerowej zdaje sobie sprawę z tego, że lampowe piecyki zaliczane są do audiofilskiej ekstraklasy.

[English version] Jakiś czas temu skontaktowała się z nami firma Auris Audio, z której produktami zetknęliśmy się podczas tegorocznej wystawy High End w Monachium. Nieznane prawie nikomu wzmacniacze lampowe z Serbii w towarzystwie niewielkich kolumn Boenicke Audio zaprezentowały wówczas tak audiofilski i wciągający dźwięk, że ręce same składały się do oklasków. Sytuacja niecodzienna, a zaskoczenie tym większe, że oprócz rozbudowanego systemu aktywnie zaangażowanego w granie, firma zaprezentowała kilkanaście innych urządzeń - przedwzmacniaczy, wzmacniaczy zintegrowanych, końcówek mocy, a nawet przetworników i wzmacniaczy słuchawkowych. Można się było spodziewać, że po tak mocnym wejściu natychmiast znajdzie się co najmniej kilkudziesięciu dystrybutorów chcących popularyzować markę w swoich krajach. Istotnie, chętnych było tak wielu, że na pierwszy wzmacniacz do testu musieliśmy poczekać kilka miesięcy.

Plotki o zbliżającym się wprowadzeniu do sprzedaży nowego wzmacniacza Hegla krążyły w audiofilskim środowisku przynajmniej od kilku tygodni. Norwegowie chcieli jednak dopiąć wszystko na ostatni guzik zanim oficjalnie potwierdzili tę informację, prezentując nowy model na swojej stronie internetowej. Może zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo wyczekiwane są ich premiery i jak uważnie ich poczynania śledzi większość ludzi z branży. A może po prostu byli bardzo dumni ze swojego nowego produktu i zadbali o to, aby wszystko zadziałało jak należy? Wprowadzenie modelu H160 to spore wydarzenie, ale też nie ma się czemu dziwić. Hegel ma bowiem to do siebie, że nie wprowadza zmian w swoim katalogu tylko po to, aby przypomnieć audiofilom i dziennikarzom o swoim istnieniu. Każdy nowy model musi wprowadzać jakąś zmianę i być zauważalnie lepszy od poprzedników. Sprawdza się to zarówno w przypadku przetworników, jak i dużych wzmacniaczy zintegrowanych.

Włosi zawsze byli mistrzami w dziedzinie wzornictwa ocierającego się niekiedy o sztukę. Potwierdziły to testowane niedawno kolumny Albedo HL 2.2, które tak przyciągają wzrok, że przy wyborze wzmacniacza trzeba się naprawdę postarać, aby w ogóle został zauważony. Oczywiście można w tych poszukiwaniach zabrnąć w przerażająco wysokie rejony cenowe, ale jeśli chcemy zachować jakiś tam umiar, recepta na sukces wydaje się być tylko jedna. Sprzęt musi być stosunkowo duży, dopracowany w każdym szczególe, najlepiej lampowy, a przede wszystkim - włoski. Takimi kryteriami kierowaliśmy się biorąc do testu wzmacniacz Unison Research P40. W katalogu tej firmy jest wiele konstrukcji, które robią wrażenie samym swoim wyglądem. Jeśli mam być szczery, wszystkie wzmacniacze z Treviso przyciągają wzrok i tylko od naszego poczucia estetyki będzie zależało, który przypadnie nam do gustu najbardziej.
Mirek