Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Copland CTA 408

Copland CTA 408

Czy zastanawialiście się kiedyś który kraj zasługuje na miano najbardziej audiofilskiego? Jeśli chodzi o liczbę producentów sprzętu hi-fi w przeliczeniu na jednego mieszkańca, prawdopodobnie wygrałaby Dania. Pod względem populacji, to niewielkie państwo położone u wrót Morza Bałtyckiego można porównać do naszego województwa Mazowieckiego, a mimo to lista duńskich marek znanych audiofilom i melomanom jest imponująca. Audiovector, Avance, Bang & Olufsen, Buchardt Audio, Copland, DALI, Davone, Densen, Dynaudio, Eltax, Gamut, Gato Audio, Gryphon, Holfi, Jamo, Lyngdorf, Ortofon, Raidho, System Audio, Thule, Vifa i Vitus Audio to tylko te, które powinniśmy kojarzyć w naszym kraju. Mniejszych manufaktur, producentów nigdy nie reprezentowanych nad Wisłą i dostawców podzespołów, takich jak głośniki (Scan-Speak) czy kondensatory (Jantzen Audio) jest jeszcze kilka tuzinów. Duńczycy zawsze mieli do tego rękę. Co więcej, wielu z nich oparło się pokusie wyprowadzenia swoich fabryk za granicę, choćby w poszukiwaniu oszczędności. Być może ten mały napis "Made in..." jest dla nich warty więcej, niż dla Brytyjczyków, Francuzów i Amerykanów? Nie chciałbym generalizować, ale ciężko jest oprzeć się wrażeniu, że kiedy wielu renomowanych producentów audiofilskiej aparatury zaczeło przenosić swoje fabryki do Chin, szefowie duńskich firm postanowili pójść w zupełnie innym kierunku. Zaczęli jeszcze bardziej podnosić jakość, zwiększając przepaść między swoimi wyrobami a sprzętem, któremu w Europie przykleja się logo i wypisuje certyfikat kontroli jakości.

Jeżeli nie kojarzycie marki Copland, ale chcielibyście nadrobić zaległości i dowiedzieć się czegoś na jej temat - powodzenia... Na jej oficjalnej stronie internetowej nie zamieszczono nawet krótkiego opisu zawierającego "standardy jazzowe" o historii i filozofii. Kultowe produkty, testy i nagrody, linki do aktualizowanych kilka razy dziennie stron na portalach społecznościowych? Nic z tych rzeczy. Witryna zawiera tylko charakterystyki poszczególnych urządzeń i listę dystrybutorów. Katalog duńskiej manufaktury też nie jest przesadnie rozbudowany. Mamy tu przedwzmacniacz CTA 305, końcówkę mocy CTA 506, przetwornik ze wzmacniaczem słuchawkowym DAC 215 oraz trzy wzmacniacze zintegrowane - CTA 405, CTA 405-A i CTA 408. Dwa pierwsze są bardzo podobne, natomiast bohater naszego testu to nowa konstrukcja, która z uwagi na swoją moc, wielkość i cenę automatycznie zajęła pozycję modelu flagowego.

Informacyjny minimalizm idealnie wpisuje się w charakterystyczną dla skandynawskich producentów skromność i umiłowanie prostoty. W podobnym kierunku idą takie marki, jak Hegel (Norwegia), Primare (Szwecja) czy Gradient (Finlandia). Nie mamy tu do czynienia z ekstremalnie rozbudowanymi opisami wymyślanymi przez specjalistów od marketingu, którzy nigdy nie widzieli takiego sprzętu na oczy. Podobnie, jak w samej elektronice, jest tu coraz mniej ozdobników, a coraz więcej treści. Skandynawowie wiedzą, że ich produkty powiedzą wszystko najlepiej. Mimo to, Copland może być dla wielu audiofilów jedną wielką tajemnicą. Jeżeli nie weszliście w ten świat wczoraj, wiecie na pewno, że duńska marka została założona w połowie lat osiemdziesiątych przez Olé Möllera i od tego czasu regularnie raczy nas ciekawymi urządzeniami, z których większość zbudowano w technice lampowej. Przy tak daleko posuniętym - i prawdopodobnie celowym - braku jakichkolwiek informacji, melomani wchodzący w temat wysokiej klasy sprzętu stereo mogą jednak pominąć wyroby Coplanda w swoich poszukiwaniach. No, ale... Ciężko też wyobrazić sobie klienta, który szukając swojego pierwszego poważnego wzmacniacza zdecydowałby się na coś takiego, jak CTA 408. To urządzenie dla wtajemniczonych. Duży, ciężki i cudownie minimalistyczny piec dysponujący mocą 75 W na kanał. Bez przetwornika cyfrowo-analogowego, bez łączności bezprzewodowej, za to z bardzo dopracowanym przedwzmacniaczem gramofonowym i wyjściem słuchawkowym na pokładzie.

Copland CTA 408

Wygląd i funkcjonalność

Kiedy zamykam oczy i zaczynam wyobrażać sobie hi-endowy wzmacniacz lampowy, widzę klasyczne urządzenie zbudowane na spłaszczonej, pięknie wykończonej podstawie, z lampami zamontowanymi "frontem do klienta" i ciężkimi transformatorami usadzonymi w drugim rzędzie. Widzę chrom, stal nierdzewną, czarny lakier proszkowy, może nawet odrobinę szkła, drewna lub akrylu. Raczej nie jest to duży, monolityczny, aluminiowy klocek z dwoma pokrętłami i nowoczesnym panelem z kolorowymi diodami LED. A właśnie taką wizję lampowej integry zafundowali nam duńscy konstruktorzy. Nie jest to zresztą pierwsze tego typu urządzenie w ich katalogu. Przedwzmacniacz CTA 305 ma z przodu dwa pokrętła, dwa przyciski i wyświetlacz. W modelach CTA 506 i DAC 215 pracujące wewnątrz lampy zobaczymy przez wycięcia w przednim panelu, a CTA 405 i CTA 405A nie mają nawet tego. Są kompletnie szczelne, a obecność próżniowych baniek zdradzają tylko otwory wentylacyjne w górnej pokrywie, pod którymi równie dobrze mógłby jednak znajdować się duży radiator odprowadzający ciepło z kilku MOS-FET-ów. Copland nie chce uwodzić nas bursztynową poświatą odbijaną przez chromowane blaszki. Nie jest to jednak urządzenie, którego w naszym pokoju odsłuchowym nikt nie zauważy. Jego wzornictwo będzie dla wielu osób nieco odjazdowe, a umieszczenie potężnego układu z kwartetem lamp KT150 i dużymi transformatorami w jednej obudowie może oznaczać tylko jedno - CTA 408 to prawdziwy mocarz. Pod jego pokrywą spokojnie zmieściłyby się dwa Hegle H90, ustawione jeden na drugim. Zostałoby jeszcze sporo miejsca z tyłu, bo opisywana integra jest nieznacznie głębsza niż szersza. 46 cm to wymiar, z którym nie każdy stolik się pogodzi. Podczas rozpakowywania, instalacji i podłączania CTA 408 musiałem skorzystać z pomocy drugiej osoby. 26-kg klocek jestem jeszcze w stanie dźwignąć samodzielnie, ale wolałem upewnić się, że wszystkie cztery nóżki spoczną bezpiecznie na górnej półce stolika Norstone Esse. Przy takich gabarytach, nawet drobna pomyłka mogłaby się skończyć bardzo źle.

Duńczycy po raz kolejny umieścili lampowe serce w obudowie, która - gdyby nie poziome wycięcia w przednim panelu - pewnie bardziej pasowałaby do urządzenia tranzystorowego. Możliwe, że widoczne z przodu "żaluzje" są istotnym elementem układu chłodzenia lamp, ale mam wrażenie, że integra byłaby stabilna termicznie nawet bez nich. Z drugiej strony, potężny panel czołowy wykonany ze szczotkowanego aluminium mógłby bez nich wyglądać trochę łyso. Tak odważny projekt na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. Jedni powiedzą, że CTA 408 jest piękny, inni natomiast zaczną porównywać go do spawarki lub prostownika. Od początku wiadomo jednak, że mamy do czynienia z czymś bardzo oryginalnym. Jeżeli odstawimy na bok aspekty wizualne, taki niecodzienny pomysł na wzmacniacz lampowy ma kilka zalet natury praktycznej. Zamkniętą obudowę docenią z pewnością rodzice ciekawskich maluchów i właściciele wszędobylskich czworonogów. Nikomu nie trzeba będzie setki razy powtarzać, że lamp się nie dotyka, nawet gdy są zimne. Drugim plusem jest możliwość utrzymania wzmacniacza w czystości bez regularnych zabiegów wymagających użycia całego arsenału ściereczek, patyczków, płynów i sprężonego powietrza. Użytkownicy lampowców dobrze wiedzą, że im bardziej ekstrawagancki jest projekt wizualny takiego urządzenia, tym trudniejsza staje się walka z zabrudzeniami. Tutaj temat praktycznie nie istnieje. Pokrywa jest gęsto ponacinana, ale płaska i gładka, więc wystarczy od czasu do czasu przetrzeć integrę ściereczką z mikrofibry i po kłopocie. Trzeci plus to brak dodatkowej klatki na lampy, którą normalnie trzymalibyśmy w pogotowiu, choćby na wypadek wizyty znajomych. Tutaj naszą "klatką" jest czarna, aluminiowa pokrywa w kształcie litery "C". Po odkręceniu kilku śrubek, można ją zdjąć w dowolnym momencie.

Operację rozkręcenia obudowy będzie musiał przeprowadzić każdy świeżo upieczony właściciel duńskiego wzmacniacza. Flagowa integra Coplanda przyjeżdża do nas bez lamp mocy, które na czas transportu są pakowane w osobne pudełko i eleganckie, ponumerowane kartoniki. To normalna praktyka, bo stosunkowo ciężkie KT150 mogłyby w trakcie podróży uwolnić się z mocowań i narobić niezłego spustoszenia wewnątrz wzmacniacza. Z drugiej strony, urządzenie musi mieć przykręconą pokrywę, bo tak jest najbezpieczniej. CTA 408 opuszcza fabrykę skręcony, zamknięty, ale bez zamontowanych w środku czterech największych lamp, a ich montaż należy już do użytkownika. Nie jest to jednak nic strasznego, bo przy okazji można zapoznać się z budową wewnętrzną naszego nowego piecyka, a - możecie wierzyć mi na słowo - jest to widok, który u audiofila wywołuje szybsze bicie serca. Możliwe, że testowałem kiedyś lepiej wykonany wzmacniacz lampowy. Nie pamiętam tylko kiedy. Idealnie symetryczne sekcje na głównej płytce drukowanej, wrażliwe obwody wejściowe i przedwzmacniacz korekcyjny zamknięte w ekranujących puszkach, zasilający transformator toroidalny i dwa wyjściowe trafa E-I usadowione na dodatkowej, czerwonej podstawie, wysokiej jakości komponenty i długie, czerwone tuleje łączące front z tylną ścianką. W takie wnętrze można wpatrywać się godzinami.

Na dokładne omówienie architektury tego wzmacniacza będzie jeszcze czas, a póki co, wróćmy do montażu lamp. W zestawie otrzymujemy cztery tetrody strumieniowe KT150 dostarczone przez Tung-Sola. Copland starannie dobiera je w kwartety i na każdym z kartoników umieszcza własne oznaczenia. Pozostaje nam więc tylko założyć bawełniane rękawiczki lub sięgnąć po odpowiednio dużą, miękką ściereczkę i obsadzić szklane bańki na swoich stanowiskach - V103, V104, V203 i V204. Co ciekawe, CTA 408 nie ma układu automatycznej regulacji prądu spoczynkowego lamp mocy. Zamiast tego, przy każdej podstawce mamy spory punkt pomiarowy i pokrętło, które jest ustawiane fabrycznie, dokładnie pod ten komplet lamp, który otrzymujemy wraz ze wzmacniaczem. Rodzi się dość oczywiste pytanie - co zrobić, gdy życie naszych KT150 dobiegnie końca? Producent nie pisze na ten temat praktycznie nic. W instrukcji obsługi, "obszernej" jak i cała dokumentacja wzmacniacza, znajdziemy jedynie zapewnienie, że Copland zmierzył, sprawdził i dopasował wszystko tak jak trzeba, a gdybyśmy mieli jakiś problem, powinniśmy zgłosić się do dystrybutora. Fakt, może większość klientów tak właśnie postąpi, jednak miło byłoby wiedzieć, że w pudełku mamy komplet informacji i stosowne wskazówki dla serwisantów, na przykład na wypadek gdyby firma ogłosiła upadłość albo wycofała się z polskiego rynku. Naturalnie ani jej samej, ani polskiemu dystrybutorowi tego nie życzę, ale w przypadku mniejszych manufaktur jest to niestety smutna rzeczywistość. Jednego dnia ich produkty można kupić w piętnastu salonach w całym kraju, a później firma zatrudnia "dynamicznego" handlowca, który stawia zagranicznym partnerom warunki nie do spełnienia i najbliższy autoryzowany salon mamy w Berlinie. Właściciel wzmacniacza za 31999 nie powinien się przejmować takimi rzeczami.

Brak jakichkolwiek wskazówek odnośnie regulacji biasu martwi mnie jednak z innych powodów. Po pierwsze, nawet fabryczny komplet KT150 po przepracowaniu iluś tam godzin zacznie się "rozjeżdżać", a gdybym miał takie cudo w domu, możliwość zajrzenia pod jego maskę i dokonania maleńkiej korekty ustawień byłaby jedną z najprzyjemniejszych rzeczy, jaką mógłbym sobie wyobrazić. Może to nieco ekscentryczne, ale jeśli ktoś lubi sprzęt grający, najczęściej uwielbia też przy nim gmerać. Po drugie, CTA 408 został wykonany tak porządnie, że jeśli tylko zapewnicie mu odpowiednie warunki pracy i będziecie wymieniać lampy raz na jakiś czas, Bóg jeden wie ile lat u Was przepracuje. Dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści? Możliwe, że zrobi taki "przebieg" bez większego problemu. Copland twierdzi, że lampy oddają one mniej więcej połowę mocy, którą maksymalnie można by było z nich wyciągnąć, w związku z czym powinny posłużyć dłużej, niż nam się wydaje. Zgodnie z instrukcją obsługi, KT150 powinny spokojnie przepracować 4000 godzin. I to przy założeniu, że wzmacniacz będzie włączany i wyłączany kilka razy w ciągu dnia. Jeśli zaś chodzi o demontaż pokrywy, przy zachowaniu ostrożności można będzie to robić wiele, wiele razy. Śruby wchodzą bowiem w nakrętki osadzone w obudowie w taki sposób, aby miały leciutki luz. Wystarczyło je tylko poluzować, wykonać jeden obrót, a później praktycznie wychodziły już "pod palcami". Piękna robota.

Tylna ścianka duńskiego piecyka wygląda bardzo audiofilsko. Mając do dyspozycji tak dużą powierzchnię, konstruktorzy mogli rozmieścić gniazda w sporych odstępach od siebie i chętnie z tej możliwości skorzystali. Niezwykle dużo miejsca poświęcono sekcji phono stage'a, z osobnymi gniazdami dla wkładek MM i MC, dwoma małymi przełącznikami hebelkowymi i zakręcanym złączem dla przewodu uziemiającego. Od razu widać, że producent bardzo przyłożył się do tego elementu. Na pewno nie jest to standardowe wejście gramofonowe, jakie wielu producentów wzmacniaczy montuje w swoich nowych modelach tylko po to, aby zwiększyć swoje szanse u miłośników winyli i snuć opowieści o pięknym brzmieniu czarnych płyt w materiałach informacyjnych. W centralnej części tylnego panelu umieszczono dwa rzędy gniazd RCA. Do dyspozycji mamy w sumie pięć wejść i jedno wyjście liniowe (tape-out). Zabrakło XLR-ów i wyjścia z przedwzmacniacza, które mogłoby się przydać chociażby do podłączenia aktywnego subwoofera. Terminale głośnikowe znalazły się w pobliżu pokrywy. Mamy tu odczepy dla kolumn o impedancji 8 lub 4 Ω. Trójbolcowe złącze zasilające IEC wylądowało z dala od wszystkich innych gniazd, a nad nim umieszczono główny włącznik. Po jego użyciu, wzmacniacz przejdzie w tryb czuwania, z którego wybudzamy go za pomocą przycisku na przedniej ściance. Warto dodać, że wszystkie gniazda umieszczone z tyłu są bardzo porządne. Wejścia i wyjścia RCA zostały przykręcone bezpośrednio do płytek schowanych w metalowych ekranach i przytulonych do lakierowanej na czarno, stalowej płyty. Interkonekty wsuwamy więc przez okrągłe otwory, co może sprawić kłopot posiadaczom przewodów z wyjątkowo masywnymi, zakręcanymi końcówkami. Na szczęście Cardas Clear Reflection pasował idealnie.

CTA 408 jest bardzo oryginalnym urządzeniem. To coś więcej, niż kolejne pudełko z przyciskami, pokrętłami i gniazdami. To sprzęt, którego projektanci zaczęli odrywać się od utartych schematów, zmieniając nawet niektóre, wydawałoby się nietykalne, priorytety. Coś dla audiofilów, którzy nie potrzebują wielofunkcyjnego amplitunera z przetwornikiem, streamerem, multiroomem, procesorem do korekcji akustyki pomieszczenia i ekspresem do kawy.

Oprócz trybu czuwania, na przednim panelu znajdziemy tylko przycisk obsługujący pętlę magnetofonową oraz dwa pokrętła. To umieszczone po lewej służy oczywiście do wyboru źródła i jest pozbawione dodatkowych oznaczeń, bo o aktywnym wejściu i kilku innych funkcjach poinformują nas diody umieszczone w okrągłym, czarnym okienku. Za szybką kryje się także odbiornik podczerwieni współpracujący z eleganckim, metalowym pilotem. Druga gałka to potencjometr, który dzięki pięknie wyfrezowanemu kołnierzowi z dodatkowymi oznaczeniami wygląda niezwykle elegancko, ale kryje pewną tajemnicę. A mówiąc dosadniej - małą zmyłkę. Opisy ustawione są w taki sposób, że "0" styka się z pionową kreską na godzinie dwunastej, kiedy przekręcimy gałkę maksymalnie w prawo, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Obracając ją w odwrotnym kierunku, zobaczymy kolejne liczby rosnące coraz szybciej - najpierw co dwa, następnie co cztery, sześć i osiem, aż do 70. Ostatnia pozycja oznaczona jest symbolem nieskończoności. W połowie drogi między zerem a nieskończonością umieszczono też napis "dB", więc można się domyślać, że mówimy o wzmocnieniu w decybelach. Fajnie, ale tutaj najwyraźniej nie chodzi o wzmocnienie, lecz tłumienie, bo w rzeczywistości zero odpowiada maksymalnemu wysterowaniu, a nieskończoność to całkowite wyciszenie. Mówiąc jeszcze inaczej, potencjometr pod względem mechanicznym i elektronicznym jest całkowicie normalny - obraca się tak, jak w każdym normalnym wzmacniaczu, a przyrost siły głosu następuje gdy kręcimy nim w prawo (zgodnie z ruchem wskazówek zegara). Jedyną pułapką są opisy, które zdają się sugerować jakoby było odwrotnie. W porządku, wielu producentów wzmacniaczy stosuje skalę "minusową", jednak zwykle mamy z nią do czynienia w urządzeniach z cyfrową regulacją głośności. Ich konstruktorzy ustawiają wówczas pewien poziom domyślny od którego startujemy po uruchomieniu sprzętu, w związku z czym ciężko jest się pomylić. Co innego jeśli posiadacz CTA 408 nie zorientuje się o co chodzi lub nie zostanie właściwie poinstruowany przez sprzedawcę. Jedyna nadzieja w tym, że nie przyjdzie mu do głowy zaczynać odsłuchu od poziomu oznaczonego jako "0" albo wybierze ze swojej płytoteki coś bardzo, bardzo spokojnego. Jeśli potencjometr będzie ustawiony mniej więcej na połowę skali, kolumny powinny to jeszcze jakość znieść, ale na "zerze" pozostanie nam chyba tylko zbierać resztki membran z podłogi, umówić się na wizytę do laryngologa i otworzyć okna, aby wywietrzyć swąd spalonego tweetera.

Nie jest to jednak jedyny kontrowersyjny pomysł duńskich konstruktorów. Kolejną ciekawostką jest duże gniazdo słuchawkowe umieszczone z boku, po prawej stronie urządzenia, zaraz za przednim panelem. Dlaczego wylądowało akurat w tym miejscu? Może projektanci nie chcieli zaburzać idealnej symetrii frontu? Ta wersja wydaje mi się najbardziej prawdopodobna, ale mimo to uważam, że można było zrobić to lepiej. Ot, chociażby sprytnie wmontować 6,3-mm gniazdo w okienko z diodami. Pewnie i tak tylko część użytkowników skorzysta z tego dodatku. Aby zapewnić wzmacniaczowi skuteczną wentylację, producent zaleca zostawić mu 50 cm wolnego miejsca w poziomie i 40 cm w pionie, więc teoretycznie powinniśmy mieć dostęp nawet do gniazda umieszczonego na bocznej ściance, ale tak czy inaczej jest to trochę dziwne.

CTA 408 jest bardzo oryginalnym urządzeniem. To coś więcej, niż kolejne pudełko z przyciskami, pokrętłami i gniazdami. To sprzęt, którego projektanci zaczęli odrywać się od utartych schematów, zmieniając nawet niektóre, wydawałoby się nietykalne, priorytety. Z jednej strony jest to stuprocentowa lampa, która wygląda jak potężna, tranzystorowa końcówka mocy. Zamknięta obudowa daje nam poczucie obcowania ze sprzętem bezpiecznym, udomowionym i ucywilizowanym. Z drugiej zaś, hmm... Ta integra jest jak superlekka, limitowana wersja sportowego auta, zbudowana z myślą o amatorach wykręcania rekordowych czasów na torach wyścigowych, a nie wieczornego wożenia się po mieście i startowania z piskiem opon od świateł do świateł. W takiej rasowej wyścigówce może nie być tylnych siedzeń, dywaników ani podłokietnika. Zamiast kieszeni w drzwiach możemy dostać elastyczne siateczki, a zamiast klamek - skórzane lub materiałowe paski. Bo liczą się osiągi. Liczy się silnik, układ kierowniczy, skrzynia biegów, zawieszenie i wszystko, co może pomóc nam skrócić czas okrążenia, ostro się zabawić i oderwać choć na chwilę od szarej rzeczywistości. Copland jest w pewnym sensie bardzo, bardzo podobny. Trzeba się z nim zapoznać, zajrzeć mu pod maskę i docenić to, co zrobili duńscy inżynierowie, abyśmy na etapie odsłuchu mogli odlecieć tak, jak zapaleni kierowcy podczas jazdy po torze z zawrotną prędkością. To sprzęt dla audiofilów, którzy nie potrzebują wielofunkcyjnego amplitunera z przetwornikiem, streamerem, multiroomem, procesorem do korekcji akustyki pomieszczenia i ekspresem do kawy. To jest wzmacniacz. Lampowy. Oryginalny. Ciekawy i pięknie wykonany. Na wskroś hi-endowy. Przekonajmy się zatem czy naprawdę potrafi grać, czy może jest i pozostanie tylko ucztą dla oczu.

Copland CTA 408

Brzmienie

Mimo swej niekonwencjonalnej, dla niektórych może nawet kontrowersyjnej formy zewnętrznej, ciężko będzie znaleźć melomana, a już w szczególności miłośnika konstrukcji lampowych, któremu brzmienie duńskiej integry z jakiegoś powodu nie przypadnie do gustu. Copland nie ucieka od stereotypów ani nie stara się ukryć przed nami swojego ciepłego wnętrza. Ba! Jest w pełni świadomy swojej wartości i wydobywa z lamp wszystko, co najlepsze. Aby dostrzec rozpalone do czerwoności próżniowe bańki, trzeba poczekać na zachód słońca i zgasić światło w pokoju odsłuchowym albo dobrze wpatrzeć się w otwory wentylacyjne, ale żeby usłyszeć obecność lamp w torze, nie trzeba robić praktycznie nic. Wystarczy zanurzyć się w przestrzeni między głośnikami i zwrócić uwagę chociażby na namacalność wokali, bogatą paletę barw, subtelny pogłos otaczający dźwięki pierwszoplanowe i ogromną ilość muzycznego planktonu, który towarzyszy rozgrywającemu się przed nami spektaklowi. Nie jest to ciepłe, jednostajne, kluchowate i nudne granie, z jakim moglibyśmy mieć do czynienia w tańszych wzmacniaczach lampowych i hybrydowych. To już trzeci, czwarty lub piąty poziom zabawy z tą technologią. Copland idzie nawet dalej niż wysokiej klasy integry, które do naturalnego ciepła, delikatności i dużej kultury grania dokładają znakomitą stereofonię, mikrodynamikę, przejrzystość i realizm przebijający się przez wiele innych aspektów prezentacji. Wspina się wyżej niż piecyki, które potrafią uzupełnić taki dźwięk mocnym, głębokim basem i zafundować nam przedstawienie nakreślone z prawdziwie koncertowym rozmachem. CTA 408 robi to wszystko, a jednocześnie łączy ze sobą dwa światy, które czasami kompletnie się rozjeżdżają - hi-fi i hi-fun. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z dźwiękiem nad wyraz naturalnym. Dobrze zrównoważonym, pełnym, zgodnym z wszelkimi regułami i spełniającym kryteria, które pozwalają nam uznać sprzęt za wiarygodny. Z drugiej natomiast - znakomicie się przy tym wszystkim bawimy.

Już podczas pierwszego odsłuchu Copland dostarczył mi tyle frajdy, że zapomniałem o wszystkich mało ciekawych obowiązkach, w tym o przerzuceniu kilku albumów wpisanych na listę stałych punktów mojej procedury testowej. Szybko przeszedłem do etapu słuchania muzyki dla przyjemności. Z pewnością nie zrobiłbym tego gdyby coś mi się w tym dźwięku nie zgadzało. Wówczas raczej drążyłbym temat i szukał minusów, a skoro ich nie zauważyłem, kontynuowałem słuchanie z naciskiem na swoje ostatnie znaleziska i odkrycia oraz płyty, których recenzje nadsyłali ostatnio nasi niezawodni specjaliści z działu muzycznego. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy poprawność duńskiego lampowca nie jest przypadkiem trochę naciągana. No bo jak muzyka może brzmieć tak dobrze, tak wiarygodnie i tak wciągająco zarazem? Czy CTA 408 wytrzyma starcie z materiałem, który wymaga od sprzętu pewnej powściągliwości i dokładności? Czy można posłuchać na nim dobrze nagranego fortepianu nie mając poczucia, że potężny instrument gdzieś nam odjeżdża i nie brzmi dokładnie tak, jak powinien? Czy w nagraniach orkiestry symfonicznej zachowane będą wszystkie proporcje, kształty i kontrasty? Czy Cecilia Bartoli zamieni się Dianę Krall, a Dawid Podsiadło w Piotra Fronczewskiego? Pomęczyłem więc Coplanda nagraniami, które pozwalają mi wyłapać tego typu nieprawidłowości i mogę ogłosić, że nic takiego się tutaj nie dzieje. Ale... Nie oznacza to, że mamy do czynienia z urządzeniem całkowicie przezroczystym. Oczywiście, że nie, bo i nie o to tutaj chodzi. Duński piecyk nie kombinuje, jeśli nie musi. Jest to konstrukcja, która celowo nie wprowadza do brzmienia elementów własnego charakteru. Jej twórcom na pewno nie zależało na przekonaniu nas do jakiejś dziwacznej, jedynej w swoim rodzaju wizji dźwięku. Pewne cechy dostajemy jednak z dobrodziejstwem inwentarza. Wybudzając CTA 408 z trybu uśpienia, rozpoczynamy muzyczną przygodę i wchodzimy do świata, w którym wszystko jest bardziej kolorowe, bardziej niezwykłe i atrakcyjne, niż być może powinno. Mówię "być może", bo kto tak naprawdę powie nam jakiego dźwięku mamy słuchać u siebie domu? Czy to jest studio nagraniowe, w którym wszystko musi się zgadzać? Czy ktoś oprócz nas i naszych bliskich musi akceptować ewentualne odstępstwa od neutralności i idealnej linii? No właśnie. Ten sprzęt jest dla nas i to nam jego brzmienie ma się podobać. A jeśli chodzi o mnie, nie miałbym nic przeciwko, aby CTA 408 zagościł w moim systemie na dłużej.

Podobnie, jak testowany w maju ubiegłego roku Auris Audio Fortissimo, flagowy Copland jest klasyczną lampą na sterydach. W jego brzmieniu można znaleźć wszystko, co powinien mieć dobry wzmacniacz zbudowany w tej technologii, ale... W pierwszej chwili nie zwracamy uwagi ani na ciepło, ani stereofonię, dynamikę, przejrzystość czy charakter niskich tonów. Wrażenie robi na nas tak zwany całokształt. To, że muzyka płynie w naszym kierunku wartkim strumieniem, nie zwracając uwagi na to, co mogłoby nas od niej dzielić. Dźwięk trafia tam, gdzie powinien, a do tego rozchodzi się po całym pokoju odsłuchowym, penetruje każdy zakamarek naszego domu. Po przekroczeniu pewnego poziomu głośności dosłownie nie ma przed nim ucieczki. Czujemy się jak na koncercie pod gołym niebem. Tak - zdawałoby się - prosta czynność, jak słuchanie muzyki, nabiera zupełnie innego, zdecydowanie bardziej realnego i emocjonalnego wymiaru. Jest uderzenie, moc, a nawet brutalność, odziana w lampowe fatałaszki. W końcu 75 W na kanał to nie przelewki. Najciekawsze jest jednak to, że nawet jeśli zaczniemy rozbierać brzmienie flagowego Coplanda na części pierwsze, ciężko będzie się do czegoś przyczepić. Niskie tony w jego wydaniu są, co tu dużo mówić, mistrzowskie. Głębokie, mięsiste, iście subwooferowe, ale do tego wystarczająco zwarte i żywiołowe. Średnica? Wiadomo - bajka. Może jeszcze nie przesłodzona, ale bez wątpienia delikatnie zagęszczona i zaróżowiona. Góra też trzyma poziom, co jednak szczególnie dobrze słychać na dobrze zrealizowanych nagraniach. Jeżeli realizatorzy się postarali, a my dodatkowo wprowadzimy do gry gęste pliki, wysokie tony odkryją przed nami całe bogactwo mikrodetali, oczywiście bez popadania w ostrość. Ale w tym dźwięku nie chodzi tylko o przyglądanie się poszczególnym "składnikom", bo doskonałego dania nie da się przyrządzić kładąc na talerzu warzywa, mięso, sos, przyprawy, owoce morza czy co tam kto lubi. Cała sztuka polega na połączeniu wielu różnych elementów w harmonijną całość. I właśnie to robi CTA 408. Możemy zażyczyć sobie klasykę, jazz, rock, metal, hip-hop, ambient, pop, elektronikę lub muzykę filmową, a on poda nam ją tak, że nic tylko jeść. A potem rozpaczać, że tak szybko się skończyło.

CTA 408 to bezkompromisowa realizacja dźwiękowej wizji świata charakterystycznej dla urządzeń zbudowanych w tej technologii, z której silnym ruchem ręki wyciągnięto elementy dyskusyjne, jak chociażby niska moc zmuszająca użytkownika do zakupu konkretnych kolumn, przesadne ocieplenie dźwięku czy problemy z prawidłowym odtworzeniem bardziej wymagających, ciężkich nagrań.

Jeśli chcielibyście wgryźć się w temat głębiej, odsyłam Was do testu wzmacniacza Auris Audio Fortissimo, bo z punktu widzenia jakości i charakteru brzmienia obie te konstrukcje łączy bardzo, bardzo wiele. To inne układy, inne transformatory, a nawet inne lampy, a pomysł na muzykę - właściwie ten sam. Bezkompromisowa realizacja dźwiękowej wizji świata charakterystycznej dla urządzeń zbudowanych w tej technologii, z której silnym ruchem ręki wyciągnięto elementy dyskusyjne, jak chociażby niska moc zmuszająca użytkownika do zakupu konkretnych kolumn, przesadne ocieplenie dźwięku czy problemy z prawidłowym odtworzeniem bardziej wymagających, ciężkich nagrań. W tym przypadku nie musimy liczyć się z żadnymi barierami. Kupujemy purystyczny, audiofilski wzmacniacz lampowy, a z muzyką jedziemy oporowo. Nie ograniczamy się do grzecznego plumkania, przy którym można wypić kieliszek wina i zasnąć. Fundujemy sobie w domu prawdziwy koncert, a naszym jedynym zmartwieniem staje się wybór kolejnej płyty, bo chcielibyśmy wysłuchać wszystkich, jedna po drugiej. Mnie doba niestety nie chce się wydłużyć, ale może macie na to jakiś sposób. Minusy? Hmm... Jak już wspominałem, CTA 408 nie jest urządzeniem przezroczystym, więc proszę mi nie mówić, że to i owo wygładza, ociepla i koloryzuje. W końcu jest lampową integrą, więc co ma robić? Jeśli szukacie maksymalnej wierności i uniwersalności, kupcie Hegla H590 i sprawa zamknięta. Z tym, że H590 kosztuje 42999 zł, a Auris Audio Fortissimo - 46750 zł. Z ceną na poziomie 31999 zł, Copland ma nad nimi sporą przewagę. Nawet audiofile, którzy mogliby pozwolić sobie na każdy z tych wzmacniaczy, mogą zacząć się zastanawiać czy warto. Bo za dziesięć lub piętnaście tysięcy złotych można też kupić bardzo fajny przetwornik, gramofon, kable lub kondycjoner zasilający. Jeśli chodzi o brzmienie, przyczepiłbym się jedynie do stereofonii, a właściwie - lokalizacji źródeł pozornych. Copland mógłby w tym względzie wykazać się większą precyzją. Ma skłonność do grania plamami, ze sporą dawką lampowej "mgiełki", która w pewnym sensie zachęca nas do całkowitego zanurzenia się w muzyce, ale nie zawsze pozwala skupić się na poszczególnych dźwiękach. Na niektórych albumach, z kolumnami o precyzyjnym brzmieniu, zrobimy to bez problemu, ale w innych okolicznościach może to wymagać większego wysiłku. Na szczęście CTA 408 wie, że ewentualne mankamenty należy wynagrodzić słuchaczowi w inny sposób. I robi to, serwując nam gigantyczną, trójwymiarową scenę wychodzącą daleko poza boczne ścianki kolumn, z sugestywnie zarysowaną głębią i pierwszym planem wychodzącym delikatnie w naszym kierunku.

Na koniec zostawiłem sobie zabawę z przedwzmacniaczem gramofonowym i wyjściem słuchawkowym. To drugie radziłbym potraktować jako ciekawą opcję do wykorzystania przy okazji wieczornych odsłuchów, kiedy zegar zacznie nam sugerować, że najwyższy czas trochę się uciszyć, pozwolić spać domownikom i sąsiadom. Z Sennheiserami HD 600 i Beyerdynamikami DT990 PRO dźwięk był po prostu dobry. Bez rozczarowania, bez rewelacji, ale i tak wyjątkowo zacny jak na standardową "dziurkę we wzmacniaczu". Szkoda, że na tym wyjściu nie mamy do czynienia z takim samym charakterem brzmienia. Z lampowej magii nie zostaje zbyt wiele, ale niektóre wysokiej klasy nauszniki nie będą potrzebowały do szczęścia nic więcej. Wbudowany phono stage zrobił na mnie o wiele lepsze wrażenie. Jeżeli dysponujecie poważnym, ale jeszcze nie ultra hi-endowym gramofonem, zakup zewnętrznego stopnia korekcyjnego spokojnie pominąć, przynajmniej na jakiś czas. Moim zdaniem będzie to miało sens dopiero wtedy, gdy na ten element będziecie chcieli przeznaczyć co najmniej kilka tysięcy złotych. Nie jestem zwolennikiem klasyfikowania sprzętu według ceny, ale dla każdego melomana zainteresowanego kupnem opisywanego wzmacniacza jest to czytelna informacja - w pakiecie dostajemy przedwzmacniacz gramofonowy, na który normalnie musielibyśmy przeznaczyć jeszcze trochę oszczędności. Na moje ucho jakieś 2000-3000 zł. Oczywiście będzie to miało znaczenie tylko dla miłośników winyli, ale nawet jeśli nie należycie jeszcze do tego klubu, będziecie mieli ułatwiony start. Wystarczy postawić na stoliku porządny gramofon, kupić kilka płyt na początek i rozpoczniecie kolejną ciekawą przygodę.

Copland CTA 408

Budowa i parametry

Copland CTA 408 to zintegrowany wzmacniacz lampowy, którego twórcy w swoim flagowym projekcie chcieli połączyć prostotę użytkowania charakterystyczną dla jednoelementowego urządzenia z wydajnością zarezerwowaną dla konstrukcji dzielonych. Jak twierdzi producent, opisywany model jest efektem rozwoju techniki, jaki miał miejsce w ostatnich dekadach i zaoferował nowe możliwości w zakresie optymalizacji układów elektronicznych. Obudowa CTA 408 skrywa wyjątkowo starannie zaprojektowany układ zasilający lampy. Stopnie lampowe sterowane są obwodami na tranzystorach MOS-FET. Ponadto osobne zasilacze dla poszczególnych bloków wzmacniacza mają gwarantować skuteczną separację od szkodliwych zmian zasilania wywoływanych zarówno przez stopnie mocy, jak i niestabilność zasilania sieciowego. Energię dla układów wewnętrznych zapewnia duży transformator toroidalny, natomiast tradycyjne trafa wyjściowe to autorskie opracowanie Coplanda. Zostały one dostrojone pod kątem jak najszerszego pasma przenoszenia nawet przy wysokiej mocy wyjściowej i wyposażone w masywne rdzenie, co zapobiega ich nasyceniu. Jak twierdzą Duńczycy, transformatory wyjściowe z łatwością dostarczają do głośników pełną moc nawet przy odtwarzaniu częstotliwości poniżej 20 Hz, przy minimalnym przesunięciu fazowym. Ponadto, dzięki rozszerzeniu pasma przenoszenia w zakresie wysokich tonów, możliwe było obniżenie wymagań dla wewnętrznej kompensacji opóźnienia po wprowadzeniu pętli ujemnego sprzężenia zwrotnego (15 dB). Stopień mocy opiera się na lampach KT150. Uzupełniają je dwie podwójne triody 12BH7 oraz dwie lampy 12AY7. Z myślą o miłośnikach winyli projektanci dołożyli do kompletu przedwzmacniacz gramofonowy zbudowany w technologii J-FET. Aktywna korekcja RIAA wykorzystuje ponad 100 dyskretnych komponentów. Całość umieszczona jest we własnej, ekranowanej obudowie. Wejście gramofonowe współpracuje z wkładkami MM i MC. Kolejnym wartościowym dodatkiem jest wzmacniacz słuchawkowy zbudowany na osobnej płytce i pracujący w klasie A.

Werdykt

Jeżeli lubicie brzmienie wzmacniaczy lampowych, flagowy Copland jest prawdopodobnie jedną z najlepszych zintegrowanych konstrukcji dostępnych na naszym rynku. Więcej mogą pokazać chyba tylko urządzenia za znacznie większe pieniądze i oczywiście lampowe zestawy dzielone. Duńska integra proponuje nam klasyczny dźwięk w wydaniu, bądź co bądź, łatwo przyswajalnym, bo pozbawionym wszelkich ograniczeń, rozterek i hamulców. Nie każe nam się raz po raz zastanawiać czy w poszukiwaniu romantycznego ciepła i muzykalności nie poświęciliśmy innych atrybutów, które dla prawidłowej reprodukcji dźwięku są równie ważne, żeby nie powiedzieć - kluczowe. CTA 408 nie ukrywa swej lampowej natury, ale pokazuje ją w pakiecie z wszystkimi innymi cechami, jakimi powinien charakteryzować się hi-endowy wzmacniacz. Oprócz bogatej barwy, przyjemnie zagęszczonej średnicy, doskonałej spójności i delikatności dostajemy też głęboki i mocy bas, potężną dawkę energii, imponującą dynamikę, trójwymiarową stereofonię i tuzin innych rzeczy, które odkryjemy podczas wielogodzinnych odsłuchów. Wychodzi na to, że pod chłodnym, aluminiowym płaszczykiem skandynawskiego wzornictwa kryje się gorące serce pełne uczuć, temperamentu i wyjątkowej wrażliwości. Coś pięknego.

Copland CTA 408

Dane techniczne

Lampy: 4 x KT150, 2 x 12BH7, 2 x 12AY7
Moc wyjściowa: 2 x 75 W
Wejścia analogowe: 5 x RCA
Wyjścia analogowe: 1 x tape-out
Wejście gramofonowe: MM/MC
Wyjście słuchawkowe: 6,3 mm
Impedancja wejściowa: 50 kΩ
Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 100 kHz (-3 dB)
Zniekształcenia: < 0,9%
Stosunek sygnał/szum: > 90 dB
Sprzężenie zwrotne: 15 dB
Maksymalny pobór mocy: 400 W
Wymiary (W/S/G): 22/43,5/46 cm
Masa: 26 kg
Cena: 31999 zł

Konfiguracja

Pylon Audio Sapphire 31 StereoLife Edition, Equilibrium Ether Ceramique, Marantz ND8006, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Sennheiser HD 600, Beyerdynamic DT990 PRO, Cardas Clear Reflection, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Light, Enerr Tablette 6S, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design. W artykule wykorzystano zdjęcia dostarczone przez firmę Copland i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy5

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-highend


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Słuchaj, testuj, baw się! - Bartłomiej Szymański

Słuchaj, testuj, baw się! - Bartłomiej Szymański

Wydawałoby się, że zamiłowanie do wysokiej klasy sprzętu audio powinno w wielu przypadkach łączyć się z ukierunkowaną na muzykę ścieżką zawodową. Ostatecznie każdy profesjonalny muzyk powinien być wyjątkowo wrażliwy na jakość dźwięku, a stąd już tylko krok do świata wymuskanych kolumn, wzmacniaczy lampowych, zaawansowanych technicznie streamerów i srebrnych kabli. W...

Steve Shade - MoFi Electronics

Steve Shade - MoFi Electronics

Podczas jednej z nielicznych konferencji prasowych zorganizowanych ostatnio w formie klasycznego spotkania na żywo, a nie telekonferencji albo wręcz filmu, który ogląda się jak długą reklamę, nie mogąc zadać żadnego pytania dotyczącego premierowych produktów, moją uwagę przykuła prezentacja MoFi Electronics - producenta gramofonów i akcesoriów związanych z odtwarzaniem płyt winylowych,...

Wojna

Wojna

Miałem ostatnio przedziwny sen. Normalnie bym o tym nie pisał, bo portal o muzyce i sprzęcie audio nie jest miejscem, w którym należy zajmować się takimi sprawami, jednak sytuacja wydawała się tak wyjątkowa, że wciąż nie jestem pewien, czy się obudziłem. Motyw przewodni mojego snu był w istocie bardzo prosty...

Josef Zellner - Dual

Josef Zellner - Dual

Początki firmy Dual sięgają roku 1900, kiedy to bracia Christian i Joseph Steidinger rozpoczęli produkcję zegarków i części do gramofonów. Dziesięć lat później firma Gebrüder Steidinger rozpoczęła produkcję zasilaczy. Niedługo potem Dual wytwarzał już własne gramofony, a po wojnie stał się największym producentem tego typu sprzętu w Europie, zatrudniając w...

Kupiliście ostatnio wzmacniacz? Szczęściarze...

Kupiliście ostatnio wzmacniacz? Szczęściarze...

Jeżeli dawno nie próbowaliście sprawić sobie nowej integry lub końcówki mocy, prawdopodobnie nie macie pojęcia, że w ciągu ostatniego roku cała ta branża stanęła na głowie, a wiele wskazuje na to, że zamiast powoli obracać się z powrotem na nogi, pozostanie w tej pozycji i poszybuje w kosmos. O co...

Nowe testy

Poprzedni Następny
NuPrime Stream-9

NuPrime Stream-9

Marka NuPrime kojarzona jest głównie ze wzmacniaczami. I choć w jej katalogu znajdziemy również bardzo ciekawe źródła, w tym przetworniki cyfrowo-analogowe, odtwarzacz i transport płyt kompaktowych, a także procesor kina...

Waversa Systems WDAC3C

Waversa Systems WDAC3C

Szukając świeżości i oryginalności w świecie sprzętu audio, powinniśmy uważnie przyjrzeć się segmentowi źródeł cyfrowych, a w szczególności urządzeniom stworzonym przez stosunkowo młode firmy, których projektanci mają świetne pomysły i...

Tellurium Q Ultra Blue II

Tellurium Q Ultra Blue II

Tellurium Q to jedna z najbardziej enigmatycznych firm produkujących okablowanie do systemów audio. Brytyjczycy twierdzą, że w swojej pracy opierają się przede wszystkim na badaniach naukowych, jednak nie podają na...

Bannery boczne

Komentarze

marek
@Paweł - Na odsłuch się najpierw do nich przejdź i wtedy zdecyduj :)
Wojtek
Kupiłem je pod odsłuchu. Ale chyba tak naprawdę kupiłem je oczami. Najpierw widząc zdjęcia w sieci a potem na żywo w salonie. Zabujałem się po prostu (te standy...
Reuters
Marcin, potwierdzam. Audio Gd i ich DAC'i.
Mike
W sprzęcie audio smuci też fakt, że wszystko już praktycznie jest produkowane w Azji, często też sprzęt w cenie samochodu.
Paweł
Widziałem go w Top Hi-Fi na stronie i przyznam, że coraz bardziej myślę nad jego zakupem. Zastanawiałem się jeszcze nad innym modelem, oba są bardzo eleganckie,...

Płyty

Thy Worshiper - Bajki o Staruchu

Thy Worshiper - Bajki o Staruchu

Po wydaniu bardzo ciepło przyjętych "Klechd" w obozie Thy Worshiper nastała długa studyjna cisza. W mediach społecznościowych również niewiele się...

Newsy

Tech Corner

Roon - Nowa jakość streamingu

Roon - Nowa jakość streamingu

Z badań i raportów dotyczących udziału poszczególnych nośników i platform w rynku muzycznym wynika, że pliki i serwisy streamingowe wyprzedzają konkurencję o kilka okrążeń. Temat nośników fizycznych wydaje się zamknięty i nawet ogarniająca cały świat moda na winyle i gramofony nie jest w stanie odwrócić losów tej wojny. O ile...

Nowości ze świata

  • Astell&Kern has redefined the headphone amplifier with the introduction of the ACRO CA1000. Expertly combining high-performance amplifiers with digital audio player (DAP) capabilities in an incredibly compact desktop and carriable-friendly form, the powerful ACRO CA1000 delivers the optimal performance from...

  • I am completely biased when it comes to Hegel gear. I like the brand, I like most of the equipment it offers, I use an H20 power amplifier in my reference system, and I've drunk a lot of beer with...

  • New generations of iconic Audio Physic loudspeakers become smaller but more technically advanced, and each design equipped with a certain number of drivers is replaced by a new one. Some speakers, such as the Tempo, have resisted this trend, while...

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Popularne artykuły

Vintage

Yamaha PF-1000

Yamaha PF-1000

Kiedy trafiłem w sieci na to zdjęcie, postanowiłem dowiedzieć się więcej o widocznym na nim gramofonie. Raz, że maszyna wygląda...

Słownik

Poprzedni Następny

Open baffle

Inaczej obudowa otwarta. Jest to jeden z rodzajów obudowy głośnikowej, dość szczególny ponieważ w wielu przypadkach stanowi ona w zasadzie coś w rodzaju deski, w którą wkręcone są głośniki. W...

Cytaty

JonathanDavis.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.