Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Audiolab 6000A

Audiolab 6000A

Ze sprzętem hi-fi jest trochę jak z ludźmi. Niektórzy bardzo dużo mówią, starają się być wszędzie i generować wokół siebie mnóstwo hałasu, z czego niestety niewiele wynika. Od czasu do czasu udaje im się zrobić coś dobrego, jednak ich działania opierają się głównie na marketingu i odcinaniu kuponów od wcześniejszych osiągnięć. To McIntosh. Są też tacy, którzy lubią przewodzić. Wymyślają nowatorskie rozwiązania i uciekają konkurencji, która nie jest w stanie wystarczająco szybko ich kopiować. To Bowers & Wilkins. W towarzystwie zawsze znajdzie się też chodzący oryginał. Ekscentryk wpadający na coraz dziwniejsze pomysły i uparcie przekonujący wszystkich do swoich racji. To Naim. Inni wybierają tylko sprawdzone rozwiązania, nie lubią iść pod prąd, stawiają na wygodę i bezpieczeństwo. To NAD. Każdy z nas zna jednak ludzi, którzy mają dość introwertyczną naturę, lubią ciszę i spokój, ale kiedy już coś z siebie wyduszą, to zawsze w punkt. I to jest właśnie Audiolab. Brytyjska firma nie zarzuca rynku nowymi produktami co dwa miesiące. Tak właściwie, od początku swej działalności opiera się na jednej serii komponentów stereo. Audiofilom w zupełności to wystarczyło, bo urządzenia z serii 8000 oraz jej kolejnych wcieleń - 8200 i 8300 - są po prostu znakomite. Na początku obecnej dekady katalog Audiolaba zaczął się rozrastać. Wprowadzono serię mniejszych urządzeń stereo, przetworniki i funkcjonalne systemy all-in-one, a nawet kompaktowy DAC ze wzmacniaczem słuchawkowym. Firma stara się iść z duchem czasu, ale wreszcie, po trzydziestu pięciu latach, pokazała światu nową rodzinę pełnowymiarowych komponentów hi-fi. Niemal do złudzenia przypominających klocki z serii 8300, ale zauważalnie tańszych. Audiolab nie chwalił się tym na wszystkich odpustach. Nie musiał. Zrobili to za niego dystrybutorzy, dealerzy, dziennikarze i audiofile, którzy dosłownie rzucili się na nowe modele. Przed nami seria 6000 i jej pierwszy przedstawiciel - wzmacniacz zintegrowany 6000A.

Budowanie firmy na bazie jednego doskonałego projektu lub rozwiązania technicznego to częsta praktyka, szczególnie jeśli chodzi o rynek brytyjski. Wielu producentów z Wielkiej Brytanii ma w swojej ofercie przynajmniej jeden model lub jedną technologię, która kojarzy się z daną marką natychmiast. B&W ma legendarnego Nautilusa, Harbeth - membrany z Radialu, KEF - głośniki koncentryczne Uni-Q, Naim - mnóstwo dziwnych pomysłów i Statementa, a Chord - przetworniki zaprojektowane przez Roberta Wattsa. Dla Audiolaba takim produktem jest wzmacniacz zintegrowany 8000A. Pierwsze urządzenie stworzone przez Philipa Swifta i Dereka Scotlanda miało dosłownie wszystko, czym powinien charakteryzować się audiofilski sprzęt - surowe, garażowe wzornictwo, starannie zaprojektowany układ elektroniczny i rewelacyjne brzmienie. Dodajmy do tego bogatą funkcjonalność, z możliwością całkowitego rozdzielenia sekcji przedwzmacniacza i końcówki mocy, a otrzymamy piecyk, którym klienci natychmiast się zachwycili. Audiolab właściwie nie musiał robić nic więcej. Brytyjczycy stworzyli wzmacniacz, który na początku lat osiemdziesiątych dosłownie zdefiniował swój rynek. Każda inna integra w zbliżonej cenie musiała wytrzymać starcie z 8000A, a nie wszystkim się to udawało. Wkrótce w katalogu pojawiły się trzy kolejne produkty - przedwzmacniacz 8000C, wzmacniacz mocy 8000P i monobloki 8000M. Później dołączyły do nich źródła - odtwarzacze i transporty płyt kompaktowych, tunery radiowe i przetworniki. Pierwsza integra doczekała się też kolejnych wersji - 8000S i 8000SE. Pod przewodnictwem Phillipa Swifta manufaktura działała do 1998 roku, kiedy to zainteresowała się nią firma McLaren Technology Group. Tak, chodzi o tego samego McLarena, którego bolidy ścigały się na torach Formuły 1. Urządzenia poddano małemu liftingowi, zmieniono logo i podniesiono ceny. Wyrzucono do kosza logo Audiolaba, które audiofilom i melomanom zaczynało się już bardzo dobrze kojarzyć, a produkowanym dotychczas modelom kazano nagle stanąć do walki ze znacznie droższymi rywalami. Operacja zakończyła się więc spektakularną porażką. Na szczęście w 2004 roku Audiolabem, a właściwie tym, co z niego zostało, zainteresował się koncern International Audio Group. Jego szefowie zrobili to, co w tej sytuacji zrobić należało - przywrócili oryginalną nazwę, unowocześnili kultowe projekty i wprowadzili na rynek nową wersję produktów, które pokochali klienci. Tak narodziła się seria 8200, która znów podbiła serca audiofilów na całym świecie.

Sam przez pewien czas używałem wzmacniacza 8200A, a u naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego, od kilku lat taka integra pracuje w towarzystwie odtwarzacza 8200CDQ. To urządzenia, których nie wypada nie znać. W 2015 roku cała kolekcja została odświeżona. Dodano nowe elementy wyposażenia, wprowadzono nowocześniejsze sterowanie i nadano jej bardziej cywilizowany wygląd, z zaokrąglonymi wyświetlaczami, eleganckimi pokrętłami i napędem szczelinowym w odtwarzaczu. Zmiany nie były może przełomowe, ale poszły w dobrym kierunku. Jak można się było domyślić, delikatnie skoczyły też ceny. W pewnym momencie 8300A kosztował 4999 zł, a w niektórych sklepach podawano jeszcze wyższe kwoty. W branży audio to nic nowego. W końcu ulepszona wersja bardzo dobrego urządzenia musi być trochę droższa. Robi tak Creek, robi tak Exposure, więc dlaczego Audiolab miałby być gorszy? Z drugiej strony, przygoda z marką TAG McLaren pokazała, że sprzedawanie tych samych "bebechów" w innym opakowaniu, ale za znacznie większe pieniądze to mniej więcej ten sam poziom biznesowego geniuszu, co nocny ubój chorych krów albo zwożenie odpadów tylko po to, aby później zrobić z nich wielkie ognisko. Szybko się wyda i będzie smród. Za ceny na sklepowych półkach nie do końca odpowiadali zresztą sami Brytyjczycy. Jak to w życiu bywa, do niewielkiej podwyżki na początku całego łańcucha doszły podatki, cła, marże, koszty transportu, ubezpieczenia itd. Aby skrócić tę ścieżkę, wprowadzono zmiany w dystrybucji urządzeń Audiolaba i ceny wróciły do poziomu sprzed dekady. 8300A kosztuje teraz dokładnie tyle samo, ile 8200A kosztował w 2010 roku - 3999 zł. Niebywałe, ale prawdziwe. To jednak jeszcze nic w porównaniu z komponentami z zaprezentowanej niedawno serii 6000. Póki co, składa się ona z dwóch modeli - transportu 6000CDT za 2199 zł i wzmacniacza zintegrowanego 6000A za 3399 zł. W pierwszej chwili pomyślałem, że firma tym razem próbuje pójść w zupełnie innym kierunku, wprowadzając tańsze klocki, które w ogólnym rozrachunku nie będą tak atrakcyjne, jak te "oryginalne". Z błędu wyprowadziło mnie jednak zdjęcie wnętrzności 6000A. Konstrukcyjnie jest to w zasadzie kopia 8300A, tyle, że do każdego z radiatorów przykręcone są dwa tranzystory zamiast czterech. Niższą moc rekompensuje natomiast porządny DAC zbudowany na bazie układu ESS Sabre ES9018, z czterema wejściami cyfrowymi i łącznością Bluetooth w standardzie. Kiedy to zobaczyłem, uznałem, że nie ma na co czekać. Natychmiast sięgnąłem po telefon i wypożyczyłem go do testu.

Audiolab 6000A

Wygląd i funkcjonalność

Niewtajemniczeni zapytają pewnie o co całe to zamieszanie. Przecież wzmacniaczy w zbliżonej cenie mamy na rynku do wyboru do koloru. Owszem, ale znalezienie czegoś naprawdę ciekawego, wykraczającego poza standardy typowej budżetówki i zdradzającego pewne oznaki audiofilskiego podejścia do tematu wciąż nie jest proste. Jest Vincent SV-200, który mimo wszystko jest malutki i dysponuje mocą 25 W na kanał. Jest Atoll IN80SE - kuszący, ale nie każdemu pasuje jego brzmienie. Przed jego zakupem powstrzymywałaby mnie też myśl, że później będę pluł sobie w brodę, że nie wziąłem modelu IN100SE. Ale ten z kolei jest już o tysiąc złotych droższy od 6000A. Jest też lampowy Fezz Audio Alfa Lupi - sympatyczny, ale moc 10 W na kanał oznacza, że wybór kolumn będzie ograniczony. Jest Creek Evolution 50A - fajny, ale - poza wyświetlaczem i podświetlanym przyciskami - mało nowoczesny. NAD C356BEE? Pewniak, ale strasznie oklepany, no i brzydki jak noc listopadowa. Nie twierdzę, że swoimi nowymi modelami Audiolab wnosi do tego świata jakiś powiew świeżości. Jeżeli faktycznie mamy do czynienia z delikatnie uproszczonymi wersjami urządzeń z serii 8300, pod płaszczykiem nowoczesności znajdziemy DNA wzmacniaczy sprzed wielu, wielu lat. Nie zmienia fo jednak faktu, że 6000A wygląda świetnie - zarówno z zewnątrz, jak i w środku, a jeśli dodamy do tego wbudowany phono stage dla wkładek MM, przetwornik bazujący na kości ESS Sabre ES9018, wyjście słuchawkowe i Bluetooth, wychodzi nam kombinacja, która w tej cenie może być absolutnie nie do pobicia.

Dzięki uprzejmości dystrybutora, dostaliśmy nowego Audiolaba jako pierwsza redakcja w Polsce, w związku z czym priorytetowo zarezerwowaliśmy mu sesję zdjęciową. Z dwóch dostępnych wersji kolorystycznych, trafiła do nas akurat ta, którą prywatnie uważam za mniej atrakcyjną. Wiem, że zdania na ten temat są podzielone, jednak jedna wada czarnego wykończenia, której niektórzy nabywcy nie biorą pod uwagę, wyszła na jaw właśnie na tym etapie testu. Ależ ten wzmacniacz zbiera kurz! Wiem, że światło studyjnych lamp jest bezlitosne, nie wspominając już o naszych obiektywach, jednak większość urządzeń da się w stosunkowo łatwy sposób doprowadzić do porządku. Nie pomogło nawet to, że 6000A był zupełnie świeży, a więc nie uzbierał żadnych brudów i uszkodzeń podczas innych testów lub codziennej pracy w sklepowej sali odsłuchowej. Dlatego powiem to od razu - jeżeli nie jesteście przywiązani do czarnego sprzętu i nie musicie wkomponować wzmacniacza w istniejącą wieżę, zainteresujcie się wersją srebrną. Dostaniecie ładniejszy wzmacniacz, który dodatkowo łatwiej będzie utrzymać w czystości. Inna sprawa, że czerń testowanej integry bardziej przypominała ciemną szarość, którą Brytyjczycy najwyraźniej uwielbiają. Wiedzą o tym posiadacze niektórych urządzeń NAD-a, Naima, Cyrusa, a nawet Regi i Arcama. Ze swoją matową powierzchnią, 6000A doskonale wpisuje się w ten trend. Na tym jednak koniec narzekania, bo - jeśli mam być szczery - 6000A wygląda jak urządzenie siłą przeniesione w dół z zupełnie innego przedziału cenowego. Dostajemy tu praktycznie wszystko, czego wymagałbym od wzmacniacza za 4000-5000 zł - minimalistyczną (z zewnątrz) konstrukcję, precyzyjnie wykonaną, metalową obudowę, bogate wyposażenie i kawałek ciekawej historii, która dla niektórych zupełnie się nie liczy, a dla innych - wprost przeciwnie. Wiem, że niektórym melomanom jest serdecznie wszystko jedno czy na przedniej ściance wzmacniacza znajduje się logo producenta znanego w audiofilskim świecie czy może wymyślona naprędce nazwa wygrawerowana czcionką Comic Sans, ale dla znawców tematu to zdecydowanie nie to samo. Nawet jeśli sam sprzęt miałby być identyczny, nawet jeśli dwa bliźniacze urządzenia miałyby wyjechać z tej samej fabryki w Chinach, większość miłośników sprzętu hi-fi zawsze wybierze oryginał, a nie podróbkę.

Na przedniej ściance Audiolaba znalazło się tylko kilka elementów, których możemy użyć - umieszczony z prawej strony przycisk trybu czuwania i trzy pokrętła odpowiadające za wybór wejścia, tryb pracy i poziom głośności. Oprócz tego, mamy tu spory, zaokrąglony po bokach wyświetlacz, wyjście słuchawkowe 6,3 mm, odbiornik podczerwieni i małą, czerwoną diodę umieszczoną obok oznaczenia modelu. Opisy poszczególnych pokręteł są bardzo dyskretne, jednak bez większego problemu można się z nimi porozumieć. Co do selektora wejść i potencjometru nie ma chyba żadnych wątpliwości. Co ciekawe, ten drugi można nacisnąć w celu szybkiego wyciszenia muzyki (mute). Aktualny poziom wysterowania podawany jest oczywiście na wyświetlaczu. Gałka oznaczona jako "mode" pełni natomiast kilka funkcji. Pierwsza to ustawienie jednego z trzech trybów pracy wzmacniacza - integrated (wiadomo), pre (przedwzmacniacz) lub pre-power (rozdzielenie przedwzmacniacza i końcówki mocy). Cieszę się, że Audiolab nawet w swoim najtańszym wzmacniaczu podtrzymuje tradycję, która dla użytkownika oznacza możliwość zachowania urządzenia na kolejnym etapie swojej audiofilskiej przygody. Dość oczywistym rozwiązaniem wydaje się dołożenie zewnętrznej końcówki mocy, ale nie jest to jedyna opcja. Pamiętam, jak wykorzystałem 8200A w połączeniu z przedwzmacniaczem Naim NAC-N 172 XS. Wiecie jak to zagrało? Nie uwierzylibyście. Sam nie mogłem pojąć jak ta skromna integra, przełączona w tryb końcówki mocy, radzi sobie tak dobrze w towarzystwie dwukrotnie droższego preampu z funkcją streamera. Jeżeli więc myślicie o rozbudowie systemu w przyszłości, w tym przypadku nie będzie z tym najmniejszego problemu. Drugie zastosowanie pokrętła trybu pracy odkryjemy, gdy je naciśniemy. Uzyskujemy wówczas dostęp do pokładowego menu, które jest co prawda dość skromne (szczególnie w porównaniu z tym, co oferują hi-endowe wzmacniacze z łącznością sieciową), ale daje na przykład możliwość ustawienia balansu, filtra cyfrowego lub czasu, po którym integra automatycznie przejdzie w tryb czuwania. Prosto, nowocześnie i ekologicznie.

Nie mniej elegancko prezentuje się zaplecze 6000A. Mamy tu trójbolcowe gniazdo zasilające z głównym włącznikiem, szeroko rozstawione terminale głośnikowe, złącze dla antenki Bluetooth, 12-V triggery, cztery wejścia cyfrowe (dwa koaksjalne i dwa optyczne), gniazdo USB do aktualizacji oprogramowania oraz sekcję analogową złożoną z sześciu par gniazd RCA. Umieszczenie ich w jednym rządku było na pewno wygodne z punktu widzenia producenta, jednak należy dodać, że tylko trzy z nich to klasyczne wejścia analogowe. Oprócz tego mamy tu wejście gramofonowe obsługujące wkładki MC (ze śrubką dla uziemienia), pre-out i bezpośrednie wejście do końcówki mocy. Wszystkie są oczywiście odpowiednio opisane, ale tylko pre-out został w jakikolwiek sposób "oddzielony" od reszty. Jego przypadkowe użycie akurat nikogo nie powinno zabić, ale jeżeli trafimy na umieszczone obok wejście "power" i podepniemy do niego nasze źródło, pozostanie tylko wybrać tryb pre-power i nieszczęście gotowe. Może jestem przewrażliwiony, bo audiofile na pewno będą wiedzieli jak obsługiwać takie urządzenie, ale z drugiej strony 6000A wciąż pozostaje niedrogim wzmacniaczem, którym siłą rzeczy mogą zainteresować się ludzie, którzy... Ech, jak to napisać, żeby nikt się nie obraził? Trudno, wiecie o co chodzi. Producenci rozmaitych dóbr muszą w dzisiejszych czasach przeciwdziałać selekcji naturalnej, projektując je tak, aby nawet szympans nie zrobił sobie krzywdy. Przyjmuje się, że inżynier projektujący sprzęt audio musi być inteligentny, a jego nabywca - nie. Dlatego musimy użerać się z różnego rodzaju zabezpieczeniami, zaślepkami i innym szmelcem. Audiolab najwyraźniej idzie trochę pod prąd, więc - jak mniemam - prędzej czy później dostanie wiadomość od jednego z tych "inteligentnych" użytkowników. Szanowni Państwo, podłączyłem swój streamer do wejścia "power", bo wydawało mi się, że w ten sposób dostanę więcej mocy, potem przekręciłem gałkę "mode" żeby zobaczyć do czego służy i teraz moja żona ma nowy, stylowy biustonosz z membran naszych głośników...

Poza tego typu drobiazgami, w konstrukcji testowanego wzmacniacza nie widzę żadnych większych minusów. Wszystko pracuje tak, jak powinno. W komplecie dostajemy też pilota - dokładnie takiego samego, jakim obsługują swoją wieżę posiadacze urządzeń z serii 8300. Obecność wejść cyfrowych otwiera nam drogę do świata plików i streamingu, o ile zadbamy źródło "danych". W pierwszej kolejności wziąłbym tu pod uwagę coś takiego, jak Auralic Aries Mini lub SOtM sMS-200. Dwa wejścia optyczne pozwolą nam natomiast podłączyć wzmacniacz do konsoli, dekodera, telewizora lub odtwarzacza Blu-ray, dzięki czemu 6000A zintegruje się z naszym domowym centrum rozrywki. Szkoda, że producent nie pomyślał o wejściu USB typu B do podłączenia komputera. Wielu melomanów mogłoby wówczas wykorzystać go jako pierwsze, być może tylko tymczasowe źródło muzyki. Nie zapominajmy też o tych, którzy szukają wzmacniacza pełniącego rolę centralnego elementu w systemie biurkowym. Pewnym udogodnieniem jest oczywiście Bluetooth, jednak dla prawdziwych audiofilów będzie to tylko opcja do okazjonalnego wykorzystania lub prezent na start, dopóki roli źródła nie przejmie zewnętrzny serwer lub streamer. À propos źródła, Audiolab na razie oferuje nam tylko model 6000CDT, który jest po prostu transportem płyt kompaktowych. Cieszę się, że w nowej serii zdecydowano się na taki podział obowiązków. Wstawienie DAC-a wraz z dodatkowymi wejściami i funkcjami do odtwarzacza oznaczało bowiem, że klienci nie korzystający z płyt kompaktowych tak czy inaczej musieli zaopatrzyć się w maszynę do ich odczytu. Teraz, gdy przetwornik jest częścią wzmacniacza, transport stał się opcją dla chętnych. Możliwe, że w dalszym ciągu atrakcyjną, bo jeżeli ktoś uzbierał setki, tysiące, dziesiątki tysięcy srebrnych krążków, nie rozstanie się z nimi z dnia na dzień. Co więcej, 6000CDT kosztuje 2199 zł, co jak na napęd CD w ładnej obudowie wciąż wydaje się kwotą niemałą, ale w porównaniu z innymi audiofilskimi transportami na pewno nie zaboli aż tak bardzo.

Kiedy zobaczyłem pierwsze zdjęcia komponentów z nowej serii, wyobrażałem sobie, że ich zewnętrzne, uderzające wręcz podobieństwo do 8300A i 8300CD to tylko fasada, za którą kryją się tanie części i cienkie blachy, a może nawet kawałki sprytnie pomalowanego plastiku. W rzeczywistości 6000A wygląda tak solidnie, jak 8300A.

Audiolab, jak to Audiolab, w codziennym użytkowaniu okazał się po prostu bezproblemowy. To proste, eleganckie urządzenie, do którego łatwo się przyzwyczaić. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak jakość wykonania testowanej integry. Kiedy zobaczyłem pierwsze zdjęcia komponentów z nowej serii, wyobrażałem sobie, że ich zewnętrzne, uderzające wręcz podobieństwo do 8300A i 8300CD to tylko fasada, za którą kryją się tanie części i cienkie blachy, a może nawet kawałki sprytnie pomalowanego plastiku. W rzeczywistości 6000A wygląda tak solidnie, jak 8300A. Wprawdzie w droższym modelu obudowa skonstruowana jest inaczej - ze sztywnych i płaskich kawałków pięknie obrobionego aluminium, jednak oba modele mają jedną, podstawową cechę wspólną - sprawiają wrażenie monolitu. Nie dość, że w tańszym piecyku nie ma plastiku, to jeszcze jego obudowę skręcono tak, jakby miała przetrwać zderzenie z ciężarówką. W większości wzmacniaczy z tego przedziału cenowego demontaż obudowy jest kwestią odkręcenia pięciu, może sześciu śrubek. Tutaj? Dwadzieścia. Podczas sesji zdjęciowej odkręciliśmy cztery na górze, dwie z lewej i dwie z prawej strony, następnie jeszcze cztery z tyłu, i co? I nic. Pokrywa ani drgnęła. Jakby nikt niczego nie ruszał. Okazało się, że przy podstawie urządzenia ma ona dodatkowe "zakładki", które wchodzą do środka i są utrzymywane na miejscu przez cztery dodatkowe śruby wkręcane od dołu, po obu stronach. Nie pamiętam kiedy ostatnio nazbierało nam się tyle żelastwa podczas rozkręcania testowanego sprzętu.

Skoro poruszyliśmy temat 8300A, warto zadać sobie pytanie co tracimy decydując się na 6000A. Przede wszystkim moc. Tańsza integra Audiolaba jest słabsza o 25 W. To jednak niewielka strata. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wciąż zostaje nam 50 W na kanał, co dla wzmacniaczy z tego przedziału cenowego jest dość standardową wartością. Dodatkowym bonusem jest też wyposażenie, którego starszy brat opisywanego piecyka nie ma. Z drugiej strony, to tylko 600 zł... Zawsze coś, ale nie uwierzę, że klienci zainteresowani kupnem 6000A nie pomyślą o dołożeniu tej kwoty i opuszczeniu salonu z droższym, mocniejszym 8300A pod pachą. Co ciekawe, na zdjęciach, jakie wyciekły do sieci jeszcze przed oficjalną premierą serii 6000, widziałem wzmacniacz do złudzenia przypominający testowany model, ale na oko dwukrotnie większy. Dziś firma na ten temat milczy, ale coś mi się wydaje, że w blokach startowych czeka już wyższy i mocniejszy odpowiednik 6000A. 6000SE? Nie wiem, a już tym bardziej nie podejmuję się zgadywać kiedy taka powiększona integra miałaby pojawić się na rynku. Może za miesiąc, może za rok, a może nigdy. Gdybyście jednak wybrali się na odsłuch i stwierdzili, że 6000A jest fajny, ale przydałoby mu się więcej pary, trzymajcie rękę na pulsie albo spróbujcie przeprowadzić w tym temacie własne śledztwo. Ja tymczasem przechodzę do odsłuchu.

Audiolab 6000A

Brzmienie

Bardzo często kusi mnie, aby zamiast wypisywania wszystkich wniosków z tej kluczowej fazy testu zaserwować wszystkim wersję skróconą. Taką, w której nie rozkładałbym brzmienia na części pierwsze, nie opowiadał o zachowaniu testowanego sprzętu z różnymi urządzeniami towarzyszącymi, ani nie wymieniał najciekawszych albumów wykorzystanych podczas odsłuchu wraz z ciekawostkami, jakie na nich lub dzięki nim zauważyłem. Mam wrażenie, że niektórzy również ucieszyliby się z takiego obrotu spraw. W końcu audiofilów zainteresowanych kupnem takiego wzmacniacza nie będzie interesował dokładny przebieg testu, ale to czy moim zdaniem warto wziąć go pod uwagę i dlaczego. Niektórzy przecież długo czekali na taką integrę, jaką wydaje się być 6000A. Ekspresowe przejście do wniosków, z pominięciem całej tej pisaniny, wymagałoby jednak dużego zaufania, a i pozostali odbiorcy - czytający nasze testy bardziej z pasji, niż potrzeby praktycznej - mogliby poczuć się pokrzywdzeni. Dlatego tym razem zrobimy trochę na opak. Najpierw będzie szybkie podsumowanie fazy odsłuchowej, bez jakiejkolwiek argumentacji, a następnie pozwolę sobie krok po kroku wytłumaczyć co, jak i dlaczego.

W dużym skrócie, Audiolab spełnił wszelkie pokładane w nim nadzieje. Z takim wnętrzem i ceną, która owszem jest bardzo atrakcyjna, ale nie wyciąga 6000A z obszaru, w którym moglibyśmy także brać pod uwagę model 8300A, opisywany wzmacniacz po prostu nie mógł okazać się niewypałem. Moim zdaniem jest to właściwie kolejna wersja tej samej konstrukcji, co audiofile zaznajomieni ze sprzętem tej marki z pewnością zauważą od razu. Podejście do muzyki jest właściwie identyczne. Liczy się przede wszystkim neutralność wynikająca w pewnym sensie z prostoty, w rozumieniu jak najbardziej pozytywnym. 6000A gra tak, jakby nie odczuwał chęci tudzież przymusu wzbogacania sygnału jakimikolwiek ozdobnikami. Oczywiście na tym poziomie cenowym trudno jeszcze mówić o idealnej przezroczystości, ale kierunek się zgadza. Dźwięk jest równy, prawidłowy i optymalnie skomponowany. Odwzorowany w sposób wierny, rzetelny i logiczny. Żaden element nie wyłamuje się z harmonijnej całości. Co więcej, mam wrażenie, że porównanie Audiolaba z konkurencyjnymi integrami mogłoby nie tyle ustawić je w szeregu, co ujawnić ich tendencje do kombinowania. Zanim rozpocząłem odsłuchy, zastanawiałem się dlaczego w pokładowym menu można ustawić balans, ale ilości niskich i wysokich tonów - już nie. Oczywiście mogą za tym przemawiać względy techniczne, ale jest też lepsze i prostsze wytłumaczenie - w tym dźwięku nie trzeba nic zmieniać. Jest tak, jak powinno być. A jeśli coś jednak nam przeszkadza, jeśli na przykład występują jakieś nierówności w paśmie lub dźwięk jest zbyt ciepły i niemrawy, raczej nie ma innej możliwości - coś musi być nie tak z kolumnami, źródłem, kablami, albo z samym nagraniem. 6000A ani niczego muzyce nie dodaje, ani nie ujmuje. Nie słodzi ani nie chłodzi. Gdyby był kierowcą taksówki, prowadziłby auto do celu zamiast trąbić na wszystkich dookoła i zabawiać pasażerów rozmową. Gdyby był napastnikiem w drużynie piłkarskiej, strzelałby gole zamiast siedzieć u fryzjera i grać w reklamach. Ale jest wzmacniaczem, więc wzmacnia. Proste.

Kiedy przed rozpoczęciem formalnych odsłuchów włączałem Audiolaba aby trochę się dotarł, nie mogłem przestać myśleć o tym, że jego konstruktorom jakimś cudem udało się upakować w dostępnym budżecie wiele elementów, którymi nie może pochwalić się każdy wzmacniacz w zbliżonej cenie. Dostajemy dużą, metalową obudowę zbudowaną tak, że niektóre wzmacniacze z wyższej półki będą zazdrośnie spoglądać na 6000A. W pakiecie mamy też bogate wyposażenie z przetwornikiem cyfrowo-analogowym, przedwzmacniaczem gramofonowym i wyjściem słuchawkowym, ale też opcją wykorzystania integry w roli przedwzmacniacza lub końcówki mocy. Nie każdy piecyk z tego przedziału cenowego umożliwi nam takie kombinacje, a wręcz powiedziałbym, że są to przypadki nieliczne. Nawet jeśli niektóre z tych dodatków należałoby raczej potraktować jako miły prezent na start lub gniazdo do wykorzystania w szczególnych okolicznościach, a nie alternatywę dla kolejnego pełnowymiarowego klocka (mam tu na myśli phono stage i wbudowany wzmacniacz słuchawkowy), za 3399 zł dostajemy naprawdę dużo. Technicznie rzecz biorąc, więcej niż w modelu 8300A. Ponieważ jednak w świecie sprzętu audio cuda zdarzają się niezwykle rzadko, zapisując w myślach to równanie od razu dostrzegłem potencjalną dziurę - jakość dźwięku. Ciężko mi było uwierzyć, że można obniżyć cenę i tak już rewelacyjnego wzmacniacza zabierając mu jedynie trochę mocy, delikatnie upraszczając konstrukcję obudowy i pozbywając się XLR-ów, ale za to zachowując walory brzmieniowe i dokładając kilka bardzo ważnych rzeczy, jak w pełni audiofilski DAC. Przy tej cenie, nawet gdyby tak było, 6000A byłby ciekawą propozycją. Mielibyśmy klarowną sytuację. Droższa integra Audiolaba byłaby oczywistym wyborem dla wymagających słuchaczy stawiających jakość brzmienia na pierwszym miejscu, natomiast tańsza - dla melomanów, którzy są w stanie poświęcić to i owo w zamian za funkcjonalność, komfort użytkowania i kilka stówek w kieszeni. Sęk w tym, że 6000A jakoś nie chce ustąpić swemu starszemu bratu w temacie jakości dźwięku. Nie miałem wprawdzie okazji przeprowadzić bezpośredniego porównania tych dwóch modeli, ale 8300A, jak również jego poprzednika, znam bardzo, bardzo dobrze, a nowy Audiolab pod pewnymi względami zrobił na mnie nawet lepsze wrażenie.

Testowany wzmacniacz trafi moim zdaniem do trzech grup użytkowników. Pierwsza to poszukiwacze audiofilskiego ideału. Ludzie, którzy - poruszając się w założonym budżecie - cierpliwie, krok po kroku komponują swój system stereo, dążąc do maksymalnej neutralności, przezroczystości i wierności. W tym przypadku 6000A to pewniak. Wzmacniacz, do którego wystarczy dobrać fajne, dynamiczne zestawy głośnikowe z jak najmniejszą zawartością własnego charakteru, uzupełnić obiektywnym, przejrzystym źródłem, a następnie dopieścić całość jak najlepszymi kablami i jesteśmy w domu. Wystarczy odrobina zdrowego rozsądku i sprawdzenie każdego z elementów tej układanki, a rezultat powinien być przynajmniej dobry, jeśli nie bardzo dobry. Druga grupa to melomani, którzy nie są jeszcze pewni czego wymagają od sprzętu audio. Nie mają doświadczenia, ale nie chcą ryzykować. Potrzebują czegoś sprawdzonego i uniwersalnego. Z oczywistych względów, w takim przypadku Audiolab również się sprawdzi. To urządzenie, które można polecać w ciemno. Nawet tym, dla których będzie to pierwszy poważny wzmacniacz w życiu. Wbrew pozorom, to ogromny komplement. Trzecią grupę zadowolonych użytkowników 6000A będą tworzyć ludzie słuchający najróżniejszej muzyki, zazwyczaj w ilościach ponadprzeciętnych. Ci, którzy uwielbiają chłonąć wszystko od spokojnych, jazzowych ballad i klimatów chilloutowych, przez klasykę i rock progresywny, aż po wyczynową elektronikę, metal i hip-hop. Z serwisów streamingowych, płyt kompaktowych, kaset, plików i winyli. Dla nich priorytetem jest to, aby sprzęt radził sobie z każdym gatunkiem muzycznym, nie przekonywał ich o wyższości jednego wykonawcy nad drugim i nie odesłał jednej czwartej płytoteki do kosza ze względu na takie czy inne problemy z realizacją. Wiadomo, że kiedy mamy pełne regały płyt i terabajty plików na dysku, znajdziemy wśród nich zarówno nagrania wybitne, jak i te znacznie słabsze. Jedne będą zbyt jasne i ostre, inne stłumione i pozbawione życia, ale w ostatecznym rozrachunku chodzi o to, aby każdego z nich dało się posłuchać. Znam takich ludzi i wiem, że często nawet ich osobiste preferencje brzmieniowe schodzą na drugi plan, bo budowana latami płytoteka jest ważniejsza. Jeden z nich ma system Audiolaba. Z tego, co wiem, nie planuje zmieniać go na nic innego.

Czy 6000A to prawdziwy Audiolab? Czy ma wszystkie cechy, którymi powinien charakteryzować się sprzęt tej marki? W teście systemu 8300CD + 8300A, Jarek Święcicki zwrócił uwagę na jego neutralność i umiejętność trzymania równego poziomu we wszystkich podzakresach. Chwalił jego nasycone i dynamiczne brzmienie pozwalające po prostu cieszyć się muzyką. Jeśli mam być szczery, większość jego obserwacji mógłbym bezwstydnie skopiować do opisu 6000A.

Czas odpowiedzieć na pytania, które sam zadawałem sobie przed rozpoczęciem odsłuchów. Pierwsze dotyczy mocy opisywanego wzmacniacza. Czy jest się czym przejmować? Moim zdaniem raczej nie, pod warunkiem, że nie zaprzęgniemy 6000A do napędzania wyjątkowo prądożernych kolumn. Z wykorzystanymi w teście Sapphire'ami 31 SLE, Oberonami 3 i BL30 MKIII sprawdził się bardzo dobrze, chociaż nie ulega wątpliwości, że nie jest to aż taka rakieta, jak 8300A. Nie mogę jednak powiedzieć, aby podczas testu brakowało mi mocy. Gdyby nie obecność droższego brata, nie wiem czy w ogóle poruszałbym ten temat. 50 W przy 8 Ω to całkiem dobry wynik jak na integrę z tego przedziału cenowego. Vincent SV-200 oferuje 25 W na kanał, Rega Brio - 50 W, PS Audio Sprout - 50 W, Pro-Ject MAIA DS - 55 W, Marantz HD-AMP1 - 35 W. Drugie pytanie jest równie proste. Czy 6000A to prawdziwy Audiolab? Czy ma wszystkie cechy, którymi powinien charakteryzować się sprzęt tej marki? W teście systemu 8300CD + 8300A, Jarek Święcicki zwrócił uwagę na jego neutralność i umiejętność trzymania równego poziomu we wszystkich podzakresach. Chwalił jego nasycone i dynamiczne brzmienie pozwalające po prostu cieszyć się muzyką. Jeśli mam być szczery, większość jego obserwacji mógłbym bezwstydnie skopiować do opisu 6000A, bo - jak wspomniałem już wcześniej - jest to w zasadzie to samo podejście do tematu. Umiejętne wyważenie dźwięku, wierność wobec odtwarzanego materiału, ale też coś, czego przyzwyczajony jestem szukać w znacznie droższym sprzęcie - poświęcanie jednakowej uwagi wszystkim aspektom prezentacji. Być może dlatego mamy poczucie, że w tym dźwięku "wszystko jest". Bas, środek i wysokie tony, ale też dynamika, przejrzystość, barwa i odrobina przyjemnej gładkości. Z elementów, które delikatnie wybijają się ponad ogólny, wysoki poziom, wymieniłbym przede wszystkim przestrzeń, spójność i dużą kulturę grania. Może w żadnym z tych aspektów 6000A nie potrafi jeszcze pokazać czegoś, co pasowałoby do świata wzmacniaczy za 6000-8000 zł, ale jeżeli poza neutralnością i uniwersalnością chcielibyście zaznaczyć na swojej liście życzeń właśnie te cechy, odsłuch nowego Audiolaba uważam za obowiązkowy.

Minusy? Na niektórych kiepskich nagraniach w harmonijny dźwięk brytyjskiego piecyka potrafiła wkraść się odrobina twardości. Aby tego doświadczyć, trzeba było go sprowokować, ale mimo wszystko podczas dobierania sprzętu towarzyszącego uważałbym ze zbyt przejrzystymi kolumnami i kablami. Najlepiej będzie trzymać się tych o dobrze zrównoważonym i neutralnym barwowo brzmieniu. Wyposażeniem dodatkowym bawiłem się dość krótko, a wnioski są następujące - wbudowany phono stage szału nie robi, ale dla budżetowego gramofonu będzie w porządku, Bluetooth - jak w każdym innym urządzeniu (dla audiofila tak sobie), wyjście słuchawkowe - całkiem niezłe, a przetwornik - bardzo fajny, pod warunkiem, że zadbamy o dobre źródło sygnału. Ja w tej roli wykorzystałem Marantza ND8006 i w tym układzie wolałbym jednak skorzystać z jego wyjścia analogowego, jednak zdaję sobie sprawę, że mówimy tu o urządzeniu za 5495 zł. Większość użytkowników 6000A poszuka tańszych rozwiązań, jak Auralic Aries Mini, Yamaha WXC-50, Bluesound Node 2i, Arcam rPlay albo nawet Yamaha WXAD-10 i w takiej sytuacji DAC we wzmacniaczu nie powinien być "hamulcowym", elementem ograniczającym brzmienie całego systemu. Swoją drogą, Audiolab powinien jak najszybciej uzupełnić nową serię samodzielnym streamerem, ale nie jestem pewien czy powinniśmy się na to nastawiać. Markom należącym do grupy IAG jest z tym tematem wyraźnie nie po drodze.

Największym zagrożeniem dla 6000A pozostanie mimo wszystko jego starszy, mocniejszy brat. Dłuższą chwilę zastanawiałem się na który z tych dwóch piecyków mógłbym wydać własne pieniądze i ostatecznie uzależniłbym tę decyzję od źródła. Gdybym bowiem miał już audiofilski odtwarzacz płyt kompaktowych, streamer lub przetwornik, bez dwóch zdań wybrałbym 8300A. Jest odrobinę ładniejszy i mocniejszy, a zatem może być lepszą bazą do budowy wysokiej klasy systemu hi-fi. Może jeśli różnica w cenie była dwukrotnie większa, zdecydowałbym się dorzucić ją na przykład do kolumn, ale za 600 zł nie ma się nad czym zastanawiać. Gdybym natomiast dopiero przymierzał się do własnej wieży lub doszedł do wniosku, że na źródło z wyższej półki uzbieram pieniądze później, 6000A byłby bardzo kuszącą opcją. I nie przesądziłaby o tym cena, ale wyposażenie. To czysta matematyka. Kupując 8300A za 3999 zł, wypadałoby przecież zaopatrzyć się w odtwarzacz z tej samej półki. 8300CD kosztuje 3499 zł i można przyjąć, że jest to pewien punkt orientacyjny. Nawet jeśli zamienimy go na streamer za podobne pieniądze, wyjdzie nam wieża za 7498 zł. Bez kolumn, kabli czy listwy zasilającej. Robi się impreza za kilkanaście tysięcy. Biorąc 6000A oszczędzamy nie tylko na wzmacniaczu, ale i na przetworniku, który dostajemy w prezencie. Dobierając do kompletu transport 6000CDT za 2199 zł lub przesuwając tę kwotę na streamer, potrzebujemy 5598 zł. A to jest różnica. Z kolumnami i akcesoriami możemy zmieścić się w kwocie czterocyfrowej. I właśnie na tym etapie upatrywałbym "wyższości" testowanej integry nad 8300A. Audiolab ma teraz w katalogu nie jeden, ale dwa świetne wzmacniacze. Kolejna taka premiera pewnie dopiero za 35 lat.

Audiolab 6000A

Budowa i parametry

Audiolab 6000A to wzmacniacz zintegrowany dysponujący mocą 50 W na kanał przy 8 Ω i 75 W przy 4 Ω. Z zewnątrz urządzenie przypomina produkowany od 2015 roku model 8300A, a to za sprawą dużych pokręteł i umieszczonego centralnie wyświetlacza OLED. W przeciwieństwie do swego starszego i droższego brata, opisywany wzmacniacz ma na pokładzie wysokiej jakości przetwornik cyfrowo-analogowy umożliwiający bezpośrednie podłączanie źródeł cyfrowych, takich jak transporty i serwery, ale też konsole, telewizory czy dekodery telewizji satelitarnej. Na wyposażeniu mamy cztery wejścia cyfrowe, trzy analogowe wejścia liniowe, wejście dla gramofonu z wkładką MM, łączność Bluetooth i dedykowany wzmacniacz słuchawkowy. Jeśli chodzi o układ DAC-a, Audiolab sięgnął po chipy ESS Sabre ES9018, aby konwersja korzystała z 32-bitowej architektury HyperStream i eliminatora jittera. Warto przypomnieć, że na tej samej kości zbudowano model M-DAC będący jednym z rynkowych hitów Audiolaba. W nowym wzmacniaczu udało się jeszcze udoskonalić implementację kości ESS Sabre, a przynajmniej tak twierdzi producent. Klasyczna końcówka mocy zastosowana w testowanym modelu wykorzystuje topologię CFB (Complementary Feedback) zapewniającą wysoką liniowość i stabilność termiczną. Jak informuje Audiolab, prąd jałowy jest tutaj utrzymywany na stałym poziomie niezależnie od temperatury tranzystorów. Duży transformator toroidalny o mocy 200 VA oraz kondensatory o pojemności 4 x 15000 µF pomagają wzmacniaczowi zachować kontrolę nad muzyką. Wewnętrzne podobieństwo do modelu 8300A jest tak duże, że niewtajemniczeni melomani będą potrzebowali dłuższej chwili aby wyłowić wszystkie różnice. Najważniejszą wydaje się być liczba zastosowanych tranzystorów mocy. W droższym modelu mamy po cztery na kanał, a tutaj - dwukrotnie mniej. Ze względu na podobny rozmiar aluminiowych radiatorów, mają one zapewniony duży komfort termiczny.

Werdykt

Nie dziwię się, że zainteresowanie audiofilów i dealerów opisywanym wzmacniaczem jest tak duże. Nie dość, że jest to pierwsza naprawdę nowa integra Audiolaba od ponad trzech dziesięcioleci, to jeszcze w jej konstrukcji nie widać żadnych oznak oszczędzania i wpuszczania klientów w maliny. Jakość wykonania jest, jak na ten przedział cenowy, rewelacyjna. Nie znajdziemy tu brzydkiego plastiku. Nie musimy użerać się z niewygodnymi gniazdami ani kablem zasilającym ciągnącym się po podłodze. Wewnątrz nie ma końcówki mocy pracującej w klasie D ani "audiofilskiego powietrza". Jest metal, masa i precyzja godna sprzętu z wyższej półki, a w środku - duży transformator, tranzystory, radiatory - wszystko, co lubimy i co chcielibyśmy zobaczyć we wzmacniaczu. Stara szkoła. Zupełnie nowe jest za to wyposażenie - wbudowany DAC, phono stage, wzmacniacz słuchawkowy i Bluetooth. Nie każdy będzie potrzebował wszystkich tych dodatków, ale dobrze, że są. Cena to już zupełny cios. 3399 zł za taki wzmacniacz? Nawet nie będę tego komentował. Wychodzi na to, że 6000A to taki 8300A, tylko... No właśnie. W kategoriach bezwzględnych, jako sam wzmacniacz - trochę gorszy, ale jeśli podsumujemy wszystkie "za" i "przeciw" - lepszy.

Audiolab 6000A

Dane techniczne

Moc wyjściowa: 2 x 50 W/8 Ω, 2 x 75 W/4 Ω
Wejścia analogowe: 3 x RCA, 1 x power, 1 x phono (MM)
Wyjścia analogowe: 1 x RCA (pre-out)
Wejścia cyfrowe: 2 x optyczne, 2 x koaksjalne
Wyjście słuchawkowe: 6,3 mm (20 - 600 Ω)
Łączność: Bluetooth
Przetwornik: 32-bitowy (ES9018K2M)
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz
Stosunek sygnał/szum: >112 dB
Zniekształcenia: <0,0006%
Wymiary (W/S/G): 6,5/44,5/30 cm
Masa: 7,9 kg
Cena: 3399 zł

Konfiguracja

Pylon Audio Sapphire 31 StereoLife Edition, DALI Oberon 3, Melodika BL30 MKIII, Marantz ND8006, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Sennheiser HD 600, Melodika Purple Rain, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Light, Enerr Tablette 6S, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczył salon Q21. W artykule wykorzystano zdjęcia dostarczone przez firmę Audiolab i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy8

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (2)

  • pawel1965

    No i może być fajnie? Może. Brawo Audiolab!

    0
  • Piotr

    Ciekawe jak wypada na tle 6000A na przykład Arcam A29?

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery boczne

Komentarze

Zenobi
A ja kupiłem cały dzielony system Marantza, bo chciałem. I do kina i do stereo. MM7025, MM7055, MM8077, AV7703 (wymieniam na AV8805), NA7004, CD6006, DV4003, UD...
MIR
Jakiś namiar na ten serwis?
Rav
Naprawę paska bez problemu załatwisz w serwisie prowadzonym przez pana Kołodzieja w Gorzowie Wielkopolskim. Z klapką może być gorzej.
stereolife
Dziękujemy za obszerny i bardzo ciekawy komentarz. Do tematu zapewne jeszcze nie raz wrócimy, ale w tym przypadku zależało nam na stworzeniu czytelnego przewodn...
Tomasz
Warto dodać, że prąd spoczynkowy w klasie A jest stały tylko w przypadku braku sygnału muzycznego. Jeśli podamy sygnał na wejście wzmacniacza, prąd spoczynkowy ...

Cytaty

OscarWilde.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.