
[English version] Marantz to jedna z firm, której udało się wejść w temat kina domowego, amplitunerów i nowoczesnych streamerów, a jednocześnie zachować audiofilskie korzenie i pewną aurę ekskluzywności. Wydaje się, że firma znalazła receptę na to, jak prawidłowo balansować pomiędzy światem najnowszych technologii a tym, co sprawdzone, klasyczne i tak bardzo lubiane przez miłośników wysokiej jakości brzmienia. Jeżeli interesujecie się sprzętem z minionych epok i lajkujecie profile o tematyce vintage audio, z pewnością natknęliście się tam na całe mnóstwo urządzeń Marantza - piękne wzmacniacze, tunery z podświetlaną skalą i oscyloskopami, odtwarzacze płyt kompaktowych z masywnymi szufladami i zaawansowaną optyką, a wszystko to w obudowach z metalu, drewna i szkła. Nic dziwnego, że w czasach wszechobecnego plastiku moda na sprzęt retro wróciła, jednocześnie przywracając sprzęt stereofoniczny na właściwe miejsce.

Skandynawowie to postępowi ludzie, co wynika nawet nie tyle z jakiejś szalonej chęci zaimponowania innym, ale raczej z ich naturalnej otwartości. Kiedy na świecie pojawiają się nowe rozwiązania i pomysły na to, aby uczynić życie odrobinę lepszym, wielu ludzi zastanawia się czy naprawdę warto, czy opłaca się zrywać z tradycjami, czy potem nie będzie im przykro... Oni natomiast nie mają takich wątpliwości. Jeśli coś jest lepsze, wchodzą w to z marszu. Skandynawia jest regionem, w którym pije się tradycyjne piwo, ale samochód zasila gazem, alkoholem, biopaliwem, kiełkami rzodkiewki albo prądem z elektrowni wodnych i wiatrowych. Muzyki słucha się już niemal wyłącznie z plików, czy to przechowywanych na dysku komputera czy też streamowanych bezpośrednio z sieci. Fizyczne nośniki stanowią podobno nie więcej, niż kilka lub co najwyżej kilkanaście procent tamtejszego rynku. Nic dziwnego, że jeden z największych i najlepiej rozpoznawalnych producentów sprzętu stale rozwija swoją ofertę w tym temacie.

Z firmą AMR, brytyjską matką produktów iFi Audio produkującą urządzenia klasy hi-end, spotykam się już od kilku ładnych lat. Miałem okazję słuchać odtwarzacza CD-77 i wzmacniacza AM-77, jak i kilku urządzeń z serii 777. Każdy kontakt był bardzo pozytywny, zarówno pod względem odsłuchowym, jak i estetycznym. Dlatego też ucieszyłem się na wieść, że ta firma ma zamiar zawojować rynek urządzeń przenośnych z nową marką, która miała pełnymi garściami czerpać z opracowań i patentów AMR-a, a przy tym być dostępna cenowo dla wszystkich. Ustawiłem się więc w kolejce do posłuchania pierwszych urządzeń, które pojawią się na rynku. Na szczęście dla polskich miłośników dobrego dźwięku, dystrybutor stanął na wysokości zadania i ściągnął do Polski produkty iFi Audio niemal w momencie ich światowej premiery. Pierwsze pojawiły się klocki z serii Micro - iDAC i iCAN, a potem iPhono i iTube. Niektóre z nich trafiły do mnie na odsłuchy i zostały. iDAC pracuje w jednym z systemów komputerowych, a iPhono trafił do mojego głównego systemu odsłuchowego. Oba te urządzenia grały bardzo dobrze w kategoriach bezwzględnych, a patrząc na nie w kontekście ceny, przestaje się mieć ochotę na jakąkolwiek dyskusję.

Mimo dużej różnorodności dostępnego na polskim rynku sprzętu audio, wciąż pojawiają się u nas nowe urządzenia i nieznane dotąd marki, które potencjalnie mogą nawet narobić zamieszania w tym nieco hermetycznym świecie. Do chwili dostarczenia do testu opisywanego urządzenia, nie miałem do czynienia z żadnym produktem marki Aqua Acoustic Quality, będącej własnością firmy AQ Technologies z siedzibą w Milanie. Pewnie kojarzyłbym ją, gdybym śledził zagraniczne czasopisma poświęcone tematyce audio, ale aż tak zapalonym audiofilem nie jestem. Na swojej drodze wielokrotnie spotykałem jednak produkty firm pochodzących ze słonecznej Italii i przychodzą mi do głowy trzy główne skojarzenia. Po pierwsze - niebanalne wzornictwo. Wystarczy w tym miejscu wspomnieć chociażby o kolumnach Sonusa czy wzmacniaczach Pathosa. Po drugie - zaawansowana technologia. Włochy może nie są krajem, który wymienilibyśmy na pierwszym miejscu jeśli chodzi o rozwój technologiczny, ale w dziedzinie sprzętu audio dzieje się tam naprawdę wiele. I wreszcie po trzecie - brzmienie.

Atoll to francuski producent elektroniki audio funkcjonujący na naszym rynku już od jakiegoś czasu i kojarzony głównie ze wzmacniaczami. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, ponieważ znaczna część katalogu to właśnie piece w różnych postaciach. Sympatią i uznaniem cieszą się zwłaszcza integry ze średniej półki oraz bardzo sensowne i stosunkowo niedrogie kombinacje dzielone. Francuzi zazwyczaj nie szczypią się z zasilaniem, dzięki czemu ich wzmacniacze mają opinię wydajnych, dynamicznych i uniwersalnych. W katalogu Atolla znajdziemy jednak znacznie więcej produktów. Do wyboru mamy na przykład kilka odtwarzaczy płyt kompaktowych, tuner, phono stage, dwa przetworniki i dwa odtwarzacze sieciowe, co pozwala na złożenie całkiem pokaźnej i funkcjonalnej wieży. Teraz konstruktorzy postanowili wprowadzić kolejną nowość z gatunku urządzeń modnych i chwytliwych - niewielki klocek będący połączeniem DAC-a, wzmacniacza słuchawkowego i przedwzmacniacza.

[English version] Hegel w całkiem niedługim czasie zyskał status producenta zaliczanego do grona najbardziej audiofilskich marek. Wydawałoby się, że najlepszą metodą wejścia na rynek w tak spektakularny sposób jest zaprojektowanie jakiegoś odjazdowego wzmacniacza z lampami wielkości butelek whisky i wskaźnikami wychyłowymi oświetlającymi nie tylko pokój odsłuchowy, ale nawet elewacje sąsiednich budynków. Nie mówcie, że nie... Wielu ludzi wciąż kupuje nie uszami, ale oczami, a grubość portfela nie zawsze idzie w parze z dobrym gustem. Norweskie urządzenia zawsze były jednak wyjątkowo skromne. Matowe fronty z maksymalnie dwoma pokrętłami i wyświetlaczem idealnie wpisują się w skandynawską stylistykę, ale też nie zapowiadają nic rewolucyjnego. Pamiętajmy jednak, że czasami najbardziej liczy się wnętrze.

Historia Audiolaba, firmy założonej w 1969 roku w Wielkiej Brytanii przez Philipa Swifta i Dereka Scotlanda to przykład marki, której wykupienie przez chińskiego inwestora wyszło na dobre. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku firma odnosiła sukcesy na rynku budżetowego sprzętu audio, a potem popadła w kłopoty. Nie pomogło jej przejęcie przez McLarena, zmiana nazwy na TAG McLaren i związana z tym podwyżka cen. Dopiero w 2005 roku koncern IAG wykupił markę, przywrócił jej pierwotną nazwę i dawną świetność. Obecnie serią 8200 oraz przetwornikami M-DAC Audiolab zdobywa serca użytkowników. Seria 8200 obejmuje pełen asortyment sprzęt stereo od odtwarzaczy CD aż do wzmacniaczy dzielonych. Dodatkowo firma weszła na rynek kina domowego wprowadzając procesor dźwięku 8200AP oraz dedykowaną mu końcówkę mocy 8200X7. Ciekawie prezentują się też dwukanałowe końcówki mocy i monobloki.

[English version] Skandynawowie niewątpliwie mają wyczucie stylu. Proste formy i surowe materiały przemawiają do klientów szukających solidnej elegancji. Primare jest jednym z producentów, którzy własny design wypracowali sobie już dawno temu. W świadomości audiofilów szwedzka marka istnieje głównie jako producent wzmacniaczy i odtwarzaczy płyt kompaktowych. Szwedzi jednak nie próżnują, ponieważ stosunkowo szybko wprowadzili do swojej oferty przetwornik DAC30 i odtwarzacz sieciowy NP30. Do swoich wzmacniaczy proponują natomiast łatwe w montażu karty z modułami pełniącymi podobne funkcje. Użytkownik może kupić samą integrę, a później rozszerzyć jej funkcjonalność o funkcje sieciowe lub przetwornik z wejściem USB. Zmianom opiera się natomiast wzornictwo skandynawskich klocków.

Gdyby spośród producentów sprzętu audio wybrać tych, którzy zawsze chodzili własnymi ścieżkami, a teraz mają grono oddanych fanów, Naim z pewnością znalazłby się gdzieś na szczycie listy. Urządzenia tej marki zawsze należały do kategorii "kochaj albo rzuć". Co więcej, jeszcze nie tak dawno trzeba było kochać je w komplecie, ponieważ koncepcja systemowa i gniazda DIN praktycznie uniemożliwiały łączenie brytyjskich klocków z innymi. W pewnym momencie firma otworzyła się na świat, najpierw wprowadzając złącza RCA (nie zamiast DIN-ów, ale obok nich), a później odważnie wchodząc w świat plików, serwerów i streamerów. Naim był jedną z pierwszych audiofilskich firm, które przyjęły nowe źródła i sposoby słuchania muzyki z otwartymi ramionami. Historia pokazała, że była to dobra decyzja. Skoro już jesteśmy przy historii, firma została założona w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale nie przez elektronika czy pianistę, ale kierowcę wyścigowego. Pewnego razu zamiast ścigać się na torze, postanowił on rejestrować koncerty w miejscowym pubie.

Kiedy usłyszeliśmy o wprowadzeniu na rynek nowego przetwornika Asusa, postanowiliśmy natychmiast wypożyczyć go do testu. Dlaczego? Po pierwsze poprzedni model Xonar Essence One wywołał w audiofilskim światku małe zamieszanie. Okazało się, że firma z branży komputerowej może stworzyć urządzenie nie mające się czego wstydzić w porównaniu ze zbliżonymi cenowo modelami Arcama, Hegla czy Cambridge Audio. Xonar Essence One oferował właściwie wszystko, czego audiofil mógłby oczekiwać. Odtwarzał pliki wysokiej rozdzielczości, miał bardzo wydajny wzmacniacz słuchawkowy, a nawet wyjścia zbalansowane (XLR) i gniazdo sieciowe IEC zamiast jakiejś ładowarki do laptopa. Niektórzy klienci nie związani w żaden sposób z rynkiem audio, a zapatrzeni bardziej na ceny podzespołów komputerowych, zaczęli pisać, że dwa tysiące złotych za zewnętrzną kartę dźwiękową to kosmos. Sam producent opisywał ten model jako kartę dźwiękową (no bo czym innym są tak lubiane przez audiofilów przetworniki, jeżeli nie zewnętrznymi kartami dźwiękowymi na USB), więc część osób uznała, że 700 zł za kartę przeznaczoną do montażu w pececie to już wielki wypas, a zatem po dorobieniu do tego obudowy nie powinno wyjść więcej, niż - powiedzmy - 1000 zł. Nie wzięli jednak pod uwagę tego, że Xonar Essence One miał naprawdę porządną skrzynkę, wzmacniacz słuchawkowy i kilka innych bajerów takich, jak możliwość bezpośredniego podłączenia go do końcówki mocy.
kris_k