
Astell&Kern to firma, do której doskonale pasuje powiedzenie "kto gra grubo, wygrać musi". Marka utworzona przez Irivera - producenta przenośnych odtwarzaczy i akcesoriów audio - od początku miała być kojarzona ze sprzętem luksusowym. Udało się to osiągnąć w bardzo krótkim czasie, co jednak nie powinno nikogo dziwić zważywszy na kierunek, jaki obrano i konsekwencję, z jaką realizowana jest pierwotna wizja. Astell&Kern wprowadził do świadomości audiofilów hi-endowe odtwarzacze przenośne, po czym jeszcze przesunął granice tego hi-endu z kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Pomysł kupna osobistego playerka w cenie naprawdę dobrej integry mógł się niektórym wydawać idiotyczny, ale chwycił. I to jak! Hejterzy oczywiście będą twierdzić, że takie urządzenia nie różnią się niczym szczególnym od odtwarzaczy za 600-800 zł, ale posiadacze playerów Astell&Kern wiedzą swoje i mają ich opinie w głębokim poważaniu. Skoro można wydać kilkadziesiąt tysięcy na piękny, automatyczny zegarek i nikomu to nie przeszkadza, to cóż może być złego w posiadaniu audiofilskiego odtwarzacza i adekwatnej jakości słuchawek? Po wprowadzeniu modelu AK240 wydawało się, że w najbliższej przyszłości firma już niczym szczególnym nas nie zaskoczy, a tu znowu - bach! We wszystkich mediach pojawiła się informacja o planowanej premierze serwera muzycznego AK500N - pierwszego stacjonarnego urządzenia Astell&Kern, z marszu okrzykniętego potencjalnie najlepszym streamerem na świecie.

iFi Audio to przykład projektu, który po prostu musiał wypalić. Ludzie stojący za tą marką idealnie wstrzelili się w zapotrzebowanie rynku, zrobili wszystko we właściwy sposób i we właściwym czasie. Firma produkuje niewielkie pudełeczka do bardzo konkretnych zastosowań, a wśród nich przetworniki, wzmacniacze słuchawkowe, przedwzmacniacze gramofonowe i tak zwane wszystko ze wszystkim. Brakuje chyba tylko miniaturowych końcówek mocy i streamerów, ale domyślam się, że i nad nimi pracuje w tym momencie kilku bystrych inżynierów. Urządzenia iFi Audio można oczywiście łączyć ze sobą, a nawet zabierać w podróż, ponieważ niektóre mają wbudowane akumulatory pozwalające na kilka lub kilkanaście godzin pracy bez zasilania. W domu lub w pracy można natomiast zbudować sobie sympatyczną wieżę i ustawić ją na miniaturowym, firmowym stoliczku.

[English version] Marantz to jedna z firm, której udało się wejść w temat kina domowego, amplitunerów i nowoczesnych streamerów, a jednocześnie zachować audiofilskie korzenie i pewną aurę ekskluzywności. Wydaje się, że firma znalazła receptę na to, jak prawidłowo balansować pomiędzy światem najnowszych technologii a tym, co sprawdzone, klasyczne i tak bardzo lubiane przez miłośników wysokiej jakości brzmienia. Jeżeli interesujecie się sprzętem z minionych epok i lajkujecie profile o tematyce vintage audio, z pewnością natknęliście się tam na całe mnóstwo urządzeń Marantza - piękne wzmacniacze, tunery z podświetlaną skalą i oscyloskopami, odtwarzacze płyt kompaktowych z masywnymi szufladami i zaawansowaną optyką, a wszystko to w obudowach z metalu, drewna i szkła. Nic dziwnego, że w czasach wszechobecnego plastiku moda na sprzęt retro wróciła, jednocześnie przywracając sprzęt stereofoniczny na właściwe miejsce.

Skandynawowie to postępowi ludzie, co wynika nawet nie tyle z jakiejś szalonej chęci zaimponowania innym, ale raczej z ich naturalnej otwartości. Kiedy na świecie pojawiają się nowe rozwiązania i pomysły na to, aby uczynić życie odrobinę lepszym, wielu ludzi zastanawia się czy naprawdę warto, czy opłaca się zrywać z tradycjami, czy potem nie będzie im przykro... Oni natomiast nie mają takich wątpliwości. Jeśli coś jest lepsze, wchodzą w to z marszu. Skandynawia jest regionem, w którym pije się tradycyjne piwo, ale samochód zasila gazem, alkoholem, biopaliwem, kiełkami rzodkiewki albo prądem z elektrowni wodnych i wiatrowych. Muzyki słucha się już niemal wyłącznie z plików, czy to przechowywanych na dysku komputera czy też streamowanych bezpośrednio z sieci. Fizyczne nośniki stanowią podobno nie więcej, niż kilka lub co najwyżej kilkanaście procent tamtejszego rynku. Nic dziwnego, że jeden z największych i najlepiej rozpoznawalnych producentów sprzętu stale rozwija swoją ofertę w tym temacie.

Z firmą AMR, brytyjską matką produktów iFi Audio produkującą urządzenia klasy hi-end, spotykam się już od kilku ładnych lat. Miałem okazję słuchać odtwarzacza CD-77 i wzmacniacza AM-77, jak i kilku urządzeń z serii 777. Każdy kontakt był bardzo pozytywny, zarówno pod względem odsłuchowym, jak i estetycznym. Dlatego też ucieszyłem się na wieść, że ta firma ma zamiar zawojować rynek urządzeń przenośnych z nową marką, która miała pełnymi garściami czerpać z opracowań i patentów AMR-a, a przy tym być dostępna cenowo dla wszystkich. Ustawiłem się więc w kolejce do posłuchania pierwszych urządzeń, które pojawią się na rynku. Na szczęście dla polskich miłośników dobrego dźwięku, dystrybutor stanął na wysokości zadania i ściągnął do Polski produkty iFi Audio niemal w momencie ich światowej premiery. Pierwsze pojawiły się klocki z serii Micro - iDAC i iCAN, a potem iPhono i iTube. Niektóre z nich trafiły do mnie na odsłuchy i zostały. iDAC pracuje w jednym z systemów komputerowych, a iPhono trafił do mojego głównego systemu odsłuchowego. Oba te urządzenia grały bardzo dobrze w kategoriach bezwzględnych, a patrząc na nie w kontekście ceny, przestaje się mieć ochotę na jakąkolwiek dyskusję.

Mimo dużej różnorodności dostępnego na polskim rynku sprzętu audio, wciąż pojawiają się u nas nowe urządzenia i nieznane dotąd marki, które potencjalnie mogą nawet narobić zamieszania w tym nieco hermetycznym świecie. Do chwili dostarczenia do testu opisywanego urządzenia, nie miałem do czynienia z żadnym produktem marki Aqua Acoustic Quality, będącej własnością firmy AQ Technologies z siedzibą w Milanie. Pewnie kojarzyłbym ją, gdybym śledził zagraniczne czasopisma poświęcone tematyce audio, ale aż tak zapalonym audiofilem nie jestem. Na swojej drodze wielokrotnie spotykałem jednak produkty firm pochodzących ze słonecznej Italii i przychodzą mi do głowy trzy główne skojarzenia. Po pierwsze - niebanalne wzornictwo. Wystarczy w tym miejscu wspomnieć chociażby o kolumnach Sonusa czy wzmacniaczach Pathosa. Po drugie - zaawansowana technologia. Włochy może nie są krajem, który wymienilibyśmy na pierwszym miejscu jeśli chodzi o rozwój technologiczny, ale w dziedzinie sprzętu audio dzieje się tam naprawdę wiele. I wreszcie po trzecie - brzmienie.

Atoll to francuski producent elektroniki audio funkcjonujący na naszym rynku już od jakiegoś czasu i kojarzony głównie ze wzmacniaczami. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, ponieważ znaczna część katalogu to właśnie piece w różnych postaciach. Sympatią i uznaniem cieszą się zwłaszcza integry ze średniej półki oraz bardzo sensowne i stosunkowo niedrogie kombinacje dzielone. Francuzi zazwyczaj nie szczypią się z zasilaniem, dzięki czemu ich wzmacniacze mają opinię wydajnych, dynamicznych i uniwersalnych. W katalogu Atolla znajdziemy jednak znacznie więcej produktów. Do wyboru mamy na przykład kilka odtwarzaczy płyt kompaktowych, tuner, phono stage, dwa przetworniki i dwa odtwarzacze sieciowe, co pozwala na złożenie całkiem pokaźnej i funkcjonalnej wieży. Teraz konstruktorzy postanowili wprowadzić kolejną nowość z gatunku urządzeń modnych i chwytliwych - niewielki klocek będący połączeniem DAC-a, wzmacniacza słuchawkowego i przedwzmacniacza.

[English version] Hegel w całkiem niedługim czasie zyskał status producenta zaliczanego do grona najbardziej audiofilskich marek. Wydawałoby się, że najlepszą metodą wejścia na rynek w tak spektakularny sposób jest zaprojektowanie jakiegoś odjazdowego wzmacniacza z lampami wielkości butelek whisky i wskaźnikami wychyłowymi oświetlającymi nie tylko pokój odsłuchowy, ale nawet elewacje sąsiednich budynków. Nie mówcie, że nie... Wielu ludzi wciąż kupuje nie uszami, ale oczami, a grubość portfela nie zawsze idzie w parze z dobrym gustem. Norweskie urządzenia zawsze były jednak wyjątkowo skromne. Matowe fronty z maksymalnie dwoma pokrętłami i wyświetlaczem idealnie wpisują się w skandynawską stylistykę, ale też nie zapowiadają nic rewolucyjnego. Pamiętajmy jednak, że czasami najbardziej liczy się wnętrze.

Historia Audiolaba, firmy założonej w 1969 roku w Wielkiej Brytanii przez Philipa Swifta i Dereka Scotlanda to przykład marki, której wykupienie przez chińskiego inwestora wyszło na dobre. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku firma odnosiła sukcesy na rynku budżetowego sprzętu audio, a potem popadła w kłopoty. Nie pomogło jej przejęcie przez McLarena, zmiana nazwy na TAG McLaren i związana z tym podwyżka cen. Dopiero w 2005 roku koncern IAG wykupił markę, przywrócił jej pierwotną nazwę i dawną świetność. Obecnie serią 8200 oraz przetwornikami M-DAC Audiolab zdobywa serca użytkowników. Seria 8200 obejmuje pełen asortyment sprzęt stereo od odtwarzaczy CD aż do wzmacniaczy dzielonych. Dodatkowo firma weszła na rynek kina domowego wprowadzając procesor dźwięku 8200AP oraz dedykowaną mu końcówkę mocy 8200X7. Ciekawie prezentują się też dwukanałowe końcówki mocy i monobloki.

[English version] Skandynawowie niewątpliwie mają wyczucie stylu. Proste formy i surowe materiały przemawiają do klientów szukających solidnej elegancji. Primare jest jednym z producentów, którzy własny design wypracowali sobie już dawno temu. W świadomości audiofilów szwedzka marka istnieje głównie jako producent wzmacniaczy i odtwarzaczy płyt kompaktowych. Szwedzi jednak nie próżnują, ponieważ stosunkowo szybko wprowadzili do swojej oferty przetwornik DAC30 i odtwarzacz sieciowy NP30. Do swoich wzmacniaczy proponują natomiast łatwe w montażu karty z modułami pełniącymi podobne funkcje. Użytkownik może kupić samą integrę, a później rozszerzyć jej funkcjonalność o funkcje sieciowe lub przetwornik z wejściem USB. Zmianom opiera się natomiast wzornictwo skandynawskich klocków.
Bartin