
Bryston to absolutny oryginał w świecie elektroniki audio. Firma produkuje nie tylko sprzęt do użytku domowego, ale także wzmacniacze, przedwzmacniacze, przetworniki i zestawy głośnikowe skierowane do profesjonalistów pracujących w studiach nagraniowych. W obu przypadkach o zakupie decydują zupełnie inne kryteria, ale kanadyjska firma zdaje się spełniać je wszystkie. W pracy realizatora dźwięku potrzebne jest neutralne, dynamiczne i przejrzyste brzmienie, a także kompatybilność, bardzo dobre parametry elektryczne i wysoka niezawodność. Z tą ostatnią kwestią Bryston rozprawia się bezdyskusyjnie, dając na swój sprzęt analogowy i kolumny 20 lat gwarancji - tak samo jak na elektronikę do użytku domowego. Audiofile oczekują wysokiej jakości wykonania i angażującego brzmienia, a inwestując w sprzęt spory kawałek swoich oszczędności mają także nadzieję, że będzie on cieszył ucho przez długie, długie lata. Myślicie, że jest to zupełnie oczywiste, kiedy kupuje się na przykład wzmacniacz za dwadzieścia tysięcy złotych? Hmm... Zdziwilibyście się jakie cuda zdarzają się nawet w hi-endowych urządzeniach. Sam przerobiłem wzmacniacz w cenie małego samochodu, który po dwóch tygodniach użytkowania zaczął odmawiać posłuszeństwa. W przypadku Brystona byłoby nie do pomyślenia, gdyby jakaś usterka pojawiła się nawet po pięciu latach. Kanadyjczycy, podobnie jak większość z nas, uważają że w audiofilskim sprzęcie takie rzeczy po prostu nie mogą mieć miejsca.

Każdy praktykujący audiofil wie, że sprzęt audio to nie tylko wzmacniacze, gramofony i zestawy głośnikowe, ale także kable, listwy, podkładki i różnego rodzaju akcesoria. Żaden producent wysokiej klasy sprzętu nie poradziłby sobie z kolei bez dostawców hi-endowych podzespołów takich, jak kable, gniazdka czy specjalne przyrządy do lutowania i nakładania izolacji. Furutech to japońska firma, którą szczególnie dobrze znają fani różnego rodzaju urządzeń do demagnetyzacji płyt czy innych tego typu drobiazgów, jednak z jej produktami musiał zetknąć się każdy - chociażby korzystając z kabli zasilających czy rozgałęziaczy innych firm, które wtyki i gniazdka kupują właśnie od Furutecha. Oferta tej firmy w zakresie tego typu produktów jest naprawdę imponująca. Japończycy wyspecjalizowali się w produkcji różnych akcesoriów, ale szczególny status ma tutaj marka Alpha Design Labs przedstawiana czasami jako ADL by Furutech. Tutaj znajdziemy wszelkiego rodzaju przetworniki, wzmacniacze słuchawkowe i oczywiście same słuchawki - zarówno wokółuszne, jak i dokanałowe. ADL wyspecjalizował się w produkcji niewielkich komponentów elektronicznych, z których niektóre można nawet podłączyć do smartfona i wsadzić do kieszeni, co jest podobno coraz bardziej popularnym rozwiązaniem wśród fanów audiofilskiego sprzętu przenośnego. Nie trzeba chyba dodawać, że pod marką ADL sprzedawane są także rozmaite kable. Z urządzeń do użytku domowego największą karierę zrobił przetwornik GT40 Alpha ze wzmacniaczem słuchawkowym i przedwzmacniaczem gramofonowym w jednym pudełku. Model ten szybko dorobił się miana "sprzętu do wszystkiego", a jego atrakcyjna cena sprawiła, że wylądował w systemach wielu miłośników słuchawek. Teraz ADL przygotował coś jeszcze mocniejszego - zaawansowany przetwornik o nazwie Stratos.

Przeglądając ofertę salonów ze sprzętem audio można zauważyć, że rynek ten w coraz mniejszym stopniu tworzą tak zwani giganci, a w coraz większym - stosunkowo niewielkie, wyspecjalizowane manufaktury. Widać to także na różnego rodzaju wystawach i prezentacjach, gdzie teoretycznie wszystkie karty powinni rozdawać najwięksi gracze, a tymczasem największą siłę stanowią firmy tworzące sprzęt dla bardzo konkretnego klienta - audiofila szukającego jakości i filozofii brzmienia, której mógłby pozostać wierny. Aby wszystko się zgadzało, potrzebujemy firmy założonej kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu przez melomana-wizjonera, któremu nie odpowiadało brzmienie dostępnych na rynku wzmacniaczy lub kolumn, więc wyrzucił z kuchni żonę, wypchnął z garażu samochód i zaczął dniami i nocami lutować kable. W katalogu takiej marki powinny rządzić wzmacniacze, najlepiej dzielone, a oprócz nich powinniśmy mieć do wyboru trochę firmowych źródeł - przetworników, odtwarzaczy płyt kompaktowych, może jakiś streamer i phono stage plus kilka akcesoriów - bajeranckie piloty, firmowe interkonekty, listwa sieciowa i coś w rodzaju kolców lub drewnianych podkładek pod kable głośnikowe. Cenowo - od średniej półki po ekstremalny hi-end. Dziś testujemy urządzenie takiej właśnie firmy - YBA.

[English version] Mission, B&W, KEF, Castle, Celestion, Rogers, NAD, Acousitc Energy, Naim, Spendor, Harbeth czy ProAc to tylko kilka firm, których nazwy powinny audiofilom jednoznacznie kojarzyć się z czymś, co można nazwać brytyjską szkołą brzmienia. Nie oznacza to oczywiście, że produkty wszystkich wyspiarskich marek grają tak samo - można wyróżnić tutaj co najmniej kilka nurtów, ale nie ma co ukrywać, że w tej części świata powstało mnóstwo audiofilskich legend. Niedawno kilkoma mocnymi strzałami przypomniała nam o sobie kolejna brytyjska firma - Chord Electronics. Dotychczas zajmowała się ona głównie hi-endową elektroniką zorientowaną na systemy stacjonarne, ale za sprawą niewielkiego, funkcjonalnego przetwornika z wyjściem słuchawkowym usłyszeli o niej wszyscy. Ten przetwornik to właśnie Hugo. Jego rozwinięciem jest model Hugo TT - model typowo biurkowy, o bardziej rozbudowanej funkcjonalności. Ponieważ żadnego z nich nie mieliśmy okazji testować, wzięliśmy od razu oba i postanowiliśmy porównać je ze sobą.

[English version] Kiedy rynek sprzętu audio szturmem podbijały przetworniki i różnego rodzaju odtwarzacze plików, niektórzy widzieli w tym jedynie jakąś ślepą gałąź ewolucji. Dla audiofilów starej daty przetwornik mógł być wyłącznie elementem odtwarzacza płyt kompaktowych, ale też ludzie, którzy dziesięć lat temu widzieli przyszłość w łączeniu świata hi-fi z muzyką trzymaną na dysku komputera, nie byli do końca przekonani czy DAC stanowi już ostateczne rozwiązanie tej kwestii. Jakiś czas później raczkowały już serwery odtwarzające muzykę z wbudowanego dysku lub zewnętrznej pamięci, a potem również pierwsze streamery. Dziś sytuacja wydaje się już w miarę przewidywalna, a przetworniki w dalszym ciągu rosną w siłę - stają się coraz poważniejsze, lepsze, większe i bardziej hi-endowe. Hegel jest jedną z firm, która świat DAC-ów zna bardzo dobrze. Norwegowie produkowali je kiedy wybór na rynku nie był jeszcze tak duży, i od tamtego czasu stale rozwijają swoją ofertę w tym temacie. Sam na przestrzeni kilku lat słuchałem modeli HD2, HD11, HD12, HD20 i HD25. Teraz firma postanowiła przebić wszystkie wcześniejsze dokonania, wprowadzając topowy model HD30.

Był taki moment w moim życiu, kiedy obiecałem sobie, że nigdy nie wezmę już do testu żadnego urządzenia iFi Audio. Wcale nie dlatego że któryś z tych miniaturowych klocków okazał się zły albo zrobił mi jakąś krzywdę. Wręcz przeciwnie - wszystkie klocki iFi Audio jakich słuchałem były co najmniej dobre, jeśli nie bardzo dobre. Żaden z przedstawicieli polskiego dystrybutora nie zrobił mi krzywdy, a żeby było śmieszniej, nawiązałem bardzo serdeczny kontakt z człowiekiem z centrali firmy. Nie było więc żadnego logicznego powodu żeby taka myśl przyszła mi do głowy, a jednak w pewnym momencie o urządzeniach iFi Audio mówiło się w Polsce tak dużo, było ich wszędzie tak wiele, że nastąpił u mnie jakiś przesyt. Gdybym otrzymał propozycję przetestowania jakiegoś nowego modelu tej marki jeszcze trzy miesiące temu, skorzystałbym z prawa odmowy bez podania przyczyn. Na szczęście minęło już sporo czasu odkąd miałem w rękach ostatni duży hit iFi Audio - iDSD Micro testowany rok temu. A i okazja do ponownego spotkania z wyrobami tej marki jest nie byle jaka - na rynku pojawiła się bowiem nowa wersja jednego z największych hitów - modelu iDAC Micro.

Zabawa w sprzęt audio przypomina czasami pogoń za czymś, czego do końca złapać się nie da, ale w jakiś niewytłumaczalny sposób samo próbowanie potrafi sprawić mnóstwo przyjemności. Podobnie mają się sprawy, kiedy spojrzymy na rynek audio z szerszej perspektywy. Na świecie działają setki, a nawet tysiące firm produkujących różnego rodzaju przedmioty do odtwarzania muzyki - kolumny, wzmacniacze, wkładki gramofonowe, kondycjonery, przetworniki, a nawet specjalne, audiofilskie meble. Gracze mainstreamowi już tylko w pewnym zakresie dyktują warunki i wyznaczają trendy. Prawdziwych odkryć lepiej szukać na tej drugiej lub nawet trzeciej linii - w katalogach mniejszych, ale wysoce wyspecjalizowanych manufaktur prowadzonych przez ludzi z pasją. Wszystkiego ogarnąć się nie da, wszystkich kolumn czy wzmacniaczy przesłuchać nie sposób, ale próbować warto. Przed nami urządzenie należące do tej potencjalnie bardzo ciekawej grupy - przetwornik cyfrowo-analogowy z poważnym wzmacniaczem słuchawkowym i przedwzmacniaczem pozwalającym na podłączenie końcówki mocy lub kolumn aktywnych. Na pokładzie mamy także zbalansowane gniazdo słuchawkowe - idealne do napędzenia hi-endowych ortodynamików, zdalne sterowanie i coś dla fanów słuchania muzyki bez kabli ze smartfonów, tabletów i laptopów - łączność Bluetooth. Czyli wszechstronny, bardzo chodliwy ostatnio sprzęt od mało znanej, jeszcze nie zmanierowanej firmy.

[English version] Nazwa Lumin nie powinna być obca audiofilom. Choć firma rozpoczęła swoją działalność nie tak dawno temu (pierwszy produkt pojawił się w 2012 roku), jej produkty dość szybko zdobyły uznanie na całym świecie. W Polsce na szczęście nie musieliśmy długo czekać na pojawienie się Lumina na rynku - dystrybutor szybko zorientował się w potencjale tego urządzenia i sprowadził go do naszego kraju. Dla kronikarskiego porządku trzeba wspomnieć, że początki Lumina były nieco kontrowersyjne, ponieważ streamer bardzo przypominał z zewnątrz inny produkt tej kategorii, produkowany przez szkocką firmę Linn. Szybko się okazało, że pomimo pewnych podobieństw zewnętrznych, Lumin jest zupełnie innym urządzeniem pod względem brzmienia i oferowanych możliwości. Od samego początku potrafił odtwarzać pliki DSD oraz grać z podłączonych bezpośrednio do niego dysków czy pamięci USB, a te możliwości nie były dostępne u konkurencji.

Astell&Kern to firma, do której doskonale pasuje powiedzenie "kto gra grubo, wygrać musi". Marka utworzona przez Irivera - producenta przenośnych odtwarzaczy i akcesoriów audio - od początku miała być kojarzona ze sprzętem luksusowym. Udało się to osiągnąć w bardzo krótkim czasie, co jednak nie powinno nikogo dziwić zważywszy na kierunek, jaki obrano i konsekwencję, z jaką realizowana jest pierwotna wizja. Astell&Kern wprowadził do świadomości audiofilów hi-endowe odtwarzacze przenośne, po czym jeszcze przesunął granice tego hi-endu z kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Pomysł kupna osobistego playerka w cenie naprawdę dobrej integry mógł się niektórym wydawać idiotyczny, ale chwycił. I to jak! Hejterzy oczywiście będą twierdzić, że takie urządzenia nie różnią się niczym szczególnym od odtwarzaczy za 600-800 zł, ale posiadacze playerów Astell&Kern wiedzą swoje i mają ich opinie w głębokim poważaniu. Skoro można wydać kilkadziesiąt tysięcy na piękny, automatyczny zegarek i nikomu to nie przeszkadza, to cóż może być złego w posiadaniu audiofilskiego odtwarzacza i adekwatnej jakości słuchawek? Po wprowadzeniu modelu AK240 wydawało się, że w najbliższej przyszłości firma już niczym szczególnym nas nie zaskoczy, a tu znowu - bach! We wszystkich mediach pojawiła się informacja o planowanej premierze serwera muzycznego AK500N - pierwszego stacjonarnego urządzenia Astell&Kern, z marszu okrzykniętego potencjalnie najlepszym streamerem na świecie.

iFi Audio to przykład projektu, który po prostu musiał wypalić. Ludzie stojący za tą marką idealnie wstrzelili się w zapotrzebowanie rynku, zrobili wszystko we właściwy sposób i we właściwym czasie. Firma produkuje niewielkie pudełeczka do bardzo konkretnych zastosowań, a wśród nich przetworniki, wzmacniacze słuchawkowe, przedwzmacniacze gramofonowe i tak zwane wszystko ze wszystkim. Brakuje chyba tylko miniaturowych końcówek mocy i streamerów, ale domyślam się, że i nad nimi pracuje w tym momencie kilku bystrych inżynierów. Urządzenia iFi Audio można oczywiście łączyć ze sobą, a nawet zabierać w podróż, ponieważ niektóre mają wbudowane akumulatory pozwalające na kilka lub kilkanaście godzin pracy bez zasilania. W domu lub w pracy można natomiast zbudować sobie sympatyczną wieżę i ustawić ją na miniaturowym, firmowym stoliczku.
Marcin