Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Auralic Altair G1

Auralic Altair G1

Większość producentów wysokiej klasy sprzętu grającego nie ma wątpliwości, że streamingu muzyki nie można już traktować w kategoriach przyszłości, ale teraźniejszości. Po przedłużającym się okresie niepewności, montowania we wzmacniaczach i odtwarzaczach płyt kompaktowych pojedynczych gniazd cyfrowych, czekania na rozwój wydarzeń na rynku muzycznym i śledzenia sytuacji z plikami wysokiej rozdzielczości, sprawy nagle nabrały tempa. Specjaliści od elektroniki audio obserwowali się nawzajem niczym żołnierze przesiadujący w okopach, a tymczasem melomani sami dokonali wyboru, w czym wsparły ich firmy, o których nikt wcześniej nie słyszał. Pojawiły się nie wiadomo skąd, nastawiły swój celownik na audiofilów szukających najnowocześniejszych rozwiązań i wyprzedziły starych wyjadaczy z dużą prędkością. Nie oglądają się za siebie, bo nie muszą. Nie lawirują między dwoma lub trzema światami, chcą przypodobać się jednocześnie miłośnikom płyt kompaktowych, winyli i streamerów. Odważnie idą do przodu, zawsze jako pierwsi testują i udostępniają swoim klientom nowe rozwiązania, szybko adaptują się do zmian, konsekwentnie rozwijają swoje produkty i dbają o oprogramowanie, które dla użytkowników jest dzisiaj tak samo ważne, jak sam sprzęt. Niektórzy zaczynali od urządzeń z niższej półki, natomiast inni od samego początku stawiali na wysoką jakość, dochodząc do źródeł hi-endowych. Takich, których zazdrości im nawet znacznie starsza, bardziej utytułowana i bogatsza konkurencja. Jedną z takich firm jest Auralic. W jego ofercie do pewnego momentu ciężko się było połapać. Poszczególne modele miały różne rozmiary i kształty, różniły się możliwościami i wyposażeniem. Można tu było znaleźć mały streamer, duży streamer, nowszy streamer, przetwornik, streamer z przedwzmacniaczem... Dziś po tym zamieszaniu praktycznie nie ma śladu. Teraz w katalogu znajdziemy tylko dwie serie - niższą G1 i wyższą G2. Ta druga to totalny odlot. Hi-end pełną gębą. Urządzenia należące do linii G1 na pierwszy rzut oka wyglądają natomiast niewiele gorzej, ale są znacznie, znacznie tańsze. A do streamera Aries G1 i przetwornika z funkcjami strumieniowymi Vega G1 dołączył właśnie model, na którego powrót czekało wielu fanów Auralica. Przed nami Altair G1.

Choć sytuacja w katalogu chińsko-amerykańskiej firmy w ostatnich latach pięknie się wyklarowała, przeanalizowanie i zrozumienie funkcji i statusu poszczególnych urządzeń wciąż nie jest łatwe. A już na pewno nie dla audiofilów, którzy nie mieli do czynienia ze starszymi modelami i nie zagłębili się w filozofię stojącą za nowymi podziałami. Różnice w cenach pojąć jest łatwo. Podobnie, jak konstrukcję obudowy, która w klockach z serii G1 zbudowana jest z grubych, metalowych paneli, natomiast w droższej linii G2 jest całkowicie monolityczna, wyrzeźbiona z jednego kawałka aluminium, z dokręcaną podstawą. Można także zagłębić się w lekturę danych technicznych, jednak chwilami i tutaj można zacząć się zastanawiać dlaczego ktoś miałby dopłacić do droższej wersji. Chociażby tak, jak w przypadku Ariesów G1 i G2. Owszem, producent kusi nas pewnymi argumentami, z których najważniejszym jest możliwość rozbudowy swojego hi-endowego źródła cyfrowego i skorzystania z firmowego złącza Lightning Link. Model z serii G1 wygląda jednak bardzo, bardzo podobnie, a różnicę w cenie można dołożyć, przykładowo, do przetwornika i wcale nie wiadomo czy nie wyjdziemy na tym lepiej. Ponieważ flagowa seria G2 jest z definicji kierowana do hardcore'owców, pojawiają się w niej kolejne bezkompromisowe komponenty. Na stronie producenta i w autoryzowanych salonach dealerskich dostępny jest już zegar Leo GX wyceniony na 36999 zł, a niebawem dołączyć ma do niego procesor DSP o nazwie Sirius G2, za jedyne 24999 zł. W komplecie z Ariesem G2 i Vegą G2, otrzymujemy więc cyfrowe źródło złożone z czterech pudełek i gładko przekraczające magiczną barierę stu tysięcy złotych. Niewielu producentów audiofilskiej elektroniki ma w swoim arsenale coś, co mogłoby nawiązać walkę z takim potworem.

Auralic Altair G1

Wygląd i funkcjonalność

Ze względu na ceny, większość klientów będzie trzymać się serii G1. Dotychczas mieliśmy tu tylko odtwarzacz sieciowy Aries G1 i przetwornik z funkcjami sieciowymi Vega G1. I ten podział jest moim zdaniem, przynajmniej w tym momencie, trochę bezsensowny. Wyposażonego tylko w wyjścia cyfrowe Ariesa wybiorą klienci, którzy mają już dobry przetwornik. Vega powinna być dla niego uzupełnieniem, ale... Też ma na pokładzie łączność sieciową, a do tego dostajemy w pełni funkcjonalnego DAC-a z wyjściami analogowymi. Ewidentnie brakuje tu porządnego DAC-a, który byłby doskonałym partnerem dla Ariesa, ale nie dublowałby jego funkcji. Auralic wprowadził więc... Opisywany właśnie model Altair G1, będący czymś w rodzaju all-roundera. W dużym skrócie można powiedzieć, że otrzymujemy tu połączenie funkcji obu wspomnianych wyżej urządzeń. Altair G1 to taka Vega G1, tylko z łącznością Wi-Fi, dodatkowym gniazdem USB do podłączenia dysku lub pendrive'a, miejscem na dysk twardy wewnątrz obudowy i kilkoma innymi drobiazgami, za to w zupełnie innej cenie. Vega G1 kosztuje 16999 zł, a Altair G1 - 9999 zł. Tyle samo, co Aries G1. Gdzie tu sens, gdzie logika?

Różnic z pewnością należy szukać w budowie wewnętrznej i parametrach tych urządzeń, co prawdopodobnie przekłada się także na jakość brzmienia. Vega G1 to przede wszystkim DAC, któremu po prostu dodano łączność sieciową (ale tylko przewodową). W związku z tym większy nacisk położono tu na sekcję przetwornika i układy analogowe w formie autorskich, pracujących w klasie A modułów Orfeo. Altair G1 ich nie ma, ale dodano mu szereg funkcji, które do tej pory oferował tylko Aries G1. Po co więc kupować Ariesa? Rzut oka na tylną ściankę, parametry, wnętrze - w porządku, tutaj pewne sprawy, jak chociażby zasilanie, też rozwiązano trochę inaczej. Nie sposób jednak nie zauważyć, że rozwiązanie tej łamigłówki znów stało się skomplikowane. Każdy model z serii G1 w jakiś tam sposób kłóci się z dwoma pozostałymi. Jeżeli sporządzimy listę plusów i minusów, Altair G1 zdecydowanie wygrywa. Mamy dopłacać siedem tysięcy złotych do Vegi G1 tylko po to, aby mieć lepszy stopień wyjściowy, ale też gorsze wyposażenie i mniejsze możliwości rozbudowy systemu? Czy za te same pieniądze wziąć Ariesa G1, który nie ma wejść cyfrowych, wyjść analogowych, przedwzmacniacza ani gniazda słuchawkowego, pełniąc zasadniczo funkcję audiofilskiego komputera? Na Ariesa G1 mogą zdecydować się audiofile, którzy wcześniej zaopatrzyli się już w dobrego DAC-a i potrzebują czegoś, co pozwoli im w wygodny sposób odtwarzać muzykę z sieci lub podłączonych nośników pamięci, podając sygnał cyfrowy na przykład na wyjście USB. Jedyny logiczny argument przemawiający za wyborem Vegi G1 jest natomiast taki, że... Nie wiem, nazwa bardziej nam się podoba? No, dobrze - jeżeli słuchamy muzyki z sieci, korzystając z połączenia przewodowego, Vega może w odsłuchu wypaść lepiej niż Altair. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to ze strony producenta celowy zabieg obliczony na to, by posiadacze Vegi G1 nie poczuli się zrobieni w balona.

Z zewnątrz Altair G1 wygląda właściwie tak samo, jak Vega G1. Urządzenie przyjeżdża do nas w bardzo eleganckim kartonie wyłożonym dokładnie dopasowanymi arkuszami miękkiej pianki. Zanim dobierzemy się do właściwej zawartości, wyjmiemy z niego szereg akcesoriów, w tym instrukcję obsługi, standardowy kabel zasilający, dwie plastikowe antenki oraz wyglądający całkiem sensownie przewód USB. Nie wiem dlaczego wyróżniono akurat to złącze. W przypadku Ariesa ma to większy sens. Jeśli poprowadzimy sygnał do DAC-a, z takiego właśnie przewodu powinniśmy skorzystać w pierwszej kolejności. Tutaj kabel USB może nam się przydać co najwyżej do podłączenia komputera pełniącego rolę źródła. Pytanie tylko po co, skoro Altair właśnie takim źródłem jest? Producent zostawił jednak taką możliwość. Domyślam się, że pozostawienie tego gniazda było łatwiejsze niż jego usunięcie. Dzięki temu urządzenie spodoba się także audiofilom, którzy zbudowali lub chcą zbudować wysokiej klasy system biurkowy. W tym przypadku wystarczy przecież dołożyć do kompletu aktywne monitory i sprawa załatwiona.

Wbudowany przedwzmacniacz daje nam zresztą znacznie większe możliwości. Zamiast szukać wzmacniacza zintegrowanego, możemy rozejrzeć się za porządną końcówką mocy lub monoblokami. Przynajmniej na pewien czas. Wielu audiofilów uważa, że podłączanie końcówki mocy do źródła z regulowanym wyjściem to ogromny kompromis, a dobrego przedwzmacniacza nie da się zastąpić kilkoma scalakami. To prawda, ale dzięki takiemu rozwiązaniu, system można budować stopniowo, krok po kroku. Kupno czegoś w rodzaju Primare'a A35.2, NAD-a M22, Audiolaba 8300XP albo pary monobloków Exposure XM9 wydaje się niesłychanie kuszące. Później będzie można rozejrzeć się za odpowiednim przedwzmacniaczem. A jeżeli ten będzie miał podwójne wyjście, a terminale w naszych kolumnach również na to pozwolą, kolejnym krokiem będzie bi-amping... Ech, rozmarzyłem się, ale to dlatego, że równolegle testuję właśnie wspomniane monobloki Exposure'a w zestawie z przedwzmacniaczem XM7. Mając takie źródło, jak Altair G1, zakup dzielonki można rozłożyć na dwa etapy. Wyłączenie regulacji głośności także jest banalnie proste, o czym za chwilę. Jedynym problemem z punktu widzenia rozbudowy systemu jest to, że Altair G1 jest w zasadzie zamkniętą, skończoną konstrukcją. Producent nie zostawił nam nawet furtki w postaci wyjścia USB, dzięki któremu w przyszłości moglibyśmy dołożyć do zestawu wysokiej klasy DAC-a. Z dwóch gniazd USB widocznych na tylnym panelu jedno pełni funkcję wejścia dla komputera, a drugie służy do podłączenia pendrive'a lub dysku twardego. W porównaniu z kosztującym tyle samo Ariesem G1, Altair G1 może wydawać się znacznie, znacznie korzystniejszym rozwiązaniem, jednak trzeba mieć świadomość, że pewnego dnia, kiedy zechcemy wskoczyć na jeszcze wyższy poziom, trzeba będzie go po prostu sprzedać i zainteresować się czymś innym.

W dostosowaniu trybu pracy Auralica do naszych preferencji pomoże nam z pewnością zaawansowane menu. Altair G1 potrzebuje trochę czasu na rozruch. Widać, że w gruncie rzeczy mamy do czynienia z audiofilskim komputerem, bowiem na umieszczonym centralnie ekranie widzimy jak sprzęt startuje, informuje nas o uruchamianiu aplikacji, a także o podstawowych parametrach, takich jak stan połączenia z siecią czy przydzielony mu adres IP. Główne menu jest bardzo czytelne. Wszystkimi funkcjami sterujemy za pomocą jednego pokrętła, które można również naciskać. Gdy wybierzemy wejście i przystąpimy do odsłuchu, srebrna gałka będzie pełniła rolę potencjometru. Najwięcej atrakcji czeka nas jednak w zakładce z ustawieniami. Ponieważ wyświetlacz nie jest gigantyczny, a producent zdecydował się na maleńkie napisy, musiałem skoczyć po okulary, ale przecież nikt nie będzie zaglądał do menu kilka razy w ciągu jednego odsłuchu. Ludzie kochani, czego tu nie ma... Nie podejmuję się nawet opisywać wszystkich tych pozycji, bo do opisu wrażeń odsłuchowych usiadłbym dopiero za kilka dni. Z ciekawostek, do wyboru mamy kilka ustawień filtra cyfrowego, regulację balansu, możliwość ustawienia maksymalnego poziomu głośności, wybór metody dekodowania sygnałów MQA, a nawet dostęp do ustawień procesora, gdzie możemy aktywować korektor i resampler lub system kompensacji umiejscowienia głośników. Widać, że to urządzenie stworzyli ludzie, którzy znają się na robocie. Nie musimy oczywiście korzystać z każdej dostępnej opcji, ale dobrze wiedzieć, że zawsze będziemy mieli taką możliwość. Ot, chociażby w przypadku rezygnacji z funkcji przedwzmacniacza. Przełączamy tryb pracy wyjścia analogowego i gotowe. Jednym z największych plusów Auralica jest jednak firmowa aplikacja Lightning DS. Dzięki niej otrzymujemy możliwość łatwego sterowania i zarządzania odtwarzaniem muzyki. W dalszym ciągu jest to jeden z najlepszych tego typu systemów na rynku. Może nie tak wszechstronny, jak jego multiroomowe odpowiedniki, ale bardziej audiofilski. Jego jedynym minusem jest fakt, że aplikacja dostępna jest tylko i wyłącznie na urządzenia z systemem iOS. Jeżeli jednak zależy nam na prawdziwie komfortowym słuchaniu muzyki z plików lub wybranych serwisów streamingowych, zawsze możemy sięgnąć po Roona. Dla mnie to już absolutny killer. Aplikacja, która skanuje i organizuje nam całą płytotekę, wyświetlając nawet okładki i informacje o artystach, a do tego podpowiada czego moglibyśmy posłuchać za chwilę, pozwala szybko przerzucić się na inne urządzenie, podejrzeć jakość odtwarzanego właśnie pliku... Co tu dużo mówić - fantastyczna sprawa. Altair G1 obsługuje także Spotify Connect, TIDAL-a i Qobuza oraz łączność AirPlay i Bluetooth.

Mimo, że stosowana w modelach z wyższej serii G2 obudowa Unity Chassis prezentuje się odrobinę lepiej, tutaj wciąż mamy do czynienia z solidną bryłą metalu. Urządzenie sprawia wrażenie niezniszczalnego. Może nie jest ogromne, ale za to wykonano je z dużą precyzją i dbałością o detale.

Opisywany streamer dostępny jest tylko w jednej wersji kolorystycznej. I dobrze, bo użytkownik nie musi się nad niczym zastanawiać. Nie jestem pewien czy przemawia do mnie srebrne pokrętło, bo nie jestem zwolennikiem takiego mieszania kolorów w klockach z wysokiej półki, ale na tle czarnego frontu przynajmniej dobrze je widać, więc nikt nie będzie się zastanawiał co do czego służy. Mimo, że stosowana w modelach z wyższej serii G2 obudowa Unity Chassis prezentuje się odrobinę lepiej, tutaj wciąż mamy do czynienia z solidną bryłą metalu. Urządzenie sprawia wrażenie niezniszczalnego. Może nie jest ogromne, ale za to wykonano je z dużą precyzją i dbałością o detale. Największym minusem, który szybko wyszedł na jaw podczas sesji fotograficznej, jest matowa powierzchnia, na której od razu widać wszelkiego rodzaju zabrudzenia. Wystarczy powiedzieć, że zdjęcia do galerii pod testem powstawały dłużej niż zwykle. Standardowa procedura czyszczenia i przedmuchiwania urządzenia okazała się niewystarczająca. A przecież Altair G1 trafił do nas jeszcze ciepły, świeżutki i fabrycznie zapakowany. Aparat okazał się jednak bezlitosny. Jeden strzał - odciski palców, drugi - kurz, trzeci - smugi na górnej pokrywie. W ruch poszły wszystkie możliwe ściereczki, płyny do czyszczenia monitorów komputerowych i sprężone powietrze. Humor poprawił nam widok tylnej ścianki. Po pierwsze dlatego, że producent zastosował tu gniazda wysokiej jakości. Wszystko jedno czy skorzystamy z wyjścia zbalansowanego czy niezbalansowanego, podłączanie kabli będzie czystą przyjemnością. Po drugie dlatego, że... Znaleźliśmy tu mały błąd. Gdzie? Niech to będzie zagadka dla spostrzegawczych. Z punktu widzenia funkcjonalności urządzenia nie ma to żadnego znaczenia. Co ciekawe, obok gniazda zasilającego znalazł się główny włącznik sieciowy. To wyraźna sugestia, aby nie wyłączać streamera bez potrzeby. Pytanie tylko jak przełączyć go w tryb czuwania po zakończonym odsłuchu. Rozwiązanie jest proste - wystarczy długie naciśnięcie srebrnego pokrętła. Ot, minimalizm w stylu wzmacniaczy Thule'a. W ramkę wokół wyświetlacza wmontowano także odbiornik podczerwieni. Po co? Producent najwyraźniej doszedł do wniosku, że większość użytkowników skorzysta z aplikacji Lightning DS, ale jeżeli mimo wszystko chcielibyśmy mieć klasycznego pilota, Altair G1 nauczy się komend z dowolnego sterownika dzięki funkcji Smart-IR Control. Sprytne.

Auralic Altair G1

Brzmienie

Jeżeli zapoznaliście się z testem Vegi G1 i Ariesa G2, a ja napiszę, że Altair G1 wpisuje się w tę samą filozofię reprodukcji dźwięku, będziecie wiedzieć prawie wszystko. Do pełni szczęścia zabraknie tylko pewnego wyobrażenia o skali zjawiska, skuteczności realizacji tego zadania. Informacji, która pozwoli zawiesić testowany model na konkretnym poziomie jakościowym. Bo jeśli chodzi o charakter brzmienia, można powiedzieć tylko tyle, że coś takiego właściwie tutaj nie występuje. Mamy do czynienia ze źródłem nastawionym na stuprocentową neutralność i przezroczystość. Konsekwencją jest idealna równowaga między poszczególnymi częściami pasma, niemal całkowita obojętność temperaturowa, spójność, homogeniczność i powracająca raz po raz myśl, że absolutnie nic nas nie zaskoczy. Otrzymujemy pierwszy element toru, któremu możemy ufać właściwie bezgranicznie. Altair G1 nie ma lepszych lub gorszych dni. Nie ma ulubionych wykonawców. Nie musi współpracować ze wzmacniaczem lampowym lub mocnym tranzystorem, aby był szczęśliwy i umożliwił nam odkrycie całego drzemiącego w nim potencjału. Takie rzeczy właściwie się tutaj nie dzieją. Muzyka brzmi tak, jak powinna. Po prostu nie ma o czym gadać.

W tym miejscu mógłbym postawić kropkę, rozpracować akapit o budowie i parametrach, dopisać konkluzję i nastawić sobie wodę na herbatę. No bo co tu jeszcze tłumaczyć? Jeżeli wiecie jak powinno brzmieć naprawdę dobre, neutralne źródło, to wiecie też jak gra Altair G1. Zwykle, nawet gdy po pierwszym dniu testu jestem przekonany, że o danym urządzeniu wiem już prawie wszystko, po kilku dniach słuchania dopisuję jeszcze kilka ciekawych obserwacji. W niektórych przypadkach moja opinia na pewno ewoluowałaby jeszcze delikatnie w trakcie kolejnych tygodni i miesięcy, ale na takie zabawy zwyczajnie nie ma czasu. Altair G1 pograł natomiast pół godziny, a ja już wiedziałem, że temat jest zamknięty. Przesłuchałem kilka bardzo zróżnicowanych utworów, które znam jak własną kieszeń i które odsłuchiwałem na setkach źródeł, wzmacniaczy, kolumn i słuchawek. I nie miałem się do czego przyczepić. Na pewno znajdą się ludzie, którzy za punkt honoru postawią sobie rozłożenie tego dźwięku na atomy. Będą porównywali to z tym i tamto z tamtym, zaczną analizować czy podczas odtwarzania takich plików wysokie tony były wystarczająco czyste, a po podłączeniu wzmacniacza lampowego nagle jakimś cudem nie objawiło się delikatne zaokrąglenie dolnego skraju średniego zakresu niskich tonów. Ja na takie głupstwa jestem po prostu za stary. Jeżeli słyszę, że dane urządzenie gra równo, z ewidentnym nastawieniem na neutralność, brak podkolorowań, muzyczną uniwersalność i minimalizowanie oznak swojej obecności w systemie, nie będę doszukiwał się w tym jeszcze głębszej filozofii. Ta jest bowiem wyłożona na tacę i nie wymaga reinterpretacji. Altair G1 oddaje sprawiedliwość w ręce artystów, realizatorów nagrań i komponentów towarzyszących. Jeżeli szukacie źródła grającego cieplej, zimniej, bliżej, dalej, bardziej niskotonowo lub wysokotonowo, musicie rozejrzeć się za czymś innym. Jeżeli natomiast stawiacie sobie za cel zbliżenie się do prawdy o muzyce, jesteście w domu.

Jak zwykle w takim przypadku, pozostaje ustalić jak dobrze testowany streamer wywiązuje się ze swojej misji. I tutaj mam już pewien problem. Udzielenie odpowiedzi na to pytanie wymaga bowiem zderzenia ze sobą dwóch rzeczy, które mogą ze sobą współistnieć, jednocześnie reprezentując zupełnie różny poziom jakościowy. Z jednej strony mamy szeroko pojętą neutralność, rozumianą jako umiejętność wiernego odtworzenia materiału muzycznego. Należy bowiem pamiętać o tym, że streamer to w istocie urządzenie, którego zadaniem jest zbudowanie sygnału analogowego na podstawie danych czerpanych z sieci lub podłączonego do gniazda USB nośnika pamięci. Przekładając to na język zmagań kuchennych, zamiast przepisu mamy ciąg zer i jedynek w formie pliku, a zamiast składników - prąd dostarczany z gniazdka przez kabel zasilający. Na wyjściu analogowym mamy otrzymać sygnał zgodny z tym, co zostało zarejestrowane w studiu i zmiksowane na komputerze lub przy konsolecie. Teoretycznie to proste. Jak wszystko inne. W końcu latanie samolotem to też bułka z masłem. Trzeba mieć jakiś tam kadłub, skrzydła, stery, mocny silnik, trochę paliwa i można startować. Normalna, codzienna czynność. A czy wiecie ile kosztuje jedna opona do Airbusa A380? No właśnie... Wszystko jest banalne, dopóki nie zaczniemy tego robić albo za to płacić. Altair G1 radzi sobie z tym zadaniem znakomicie. Jeśli chodzi o neutralność, można mu zarzucić bardzo, bardzo niewiele. Może ma delikatną, ale naprawdę delikatną tendencję do ocieplania lub zagęszczania atmosfery? Może przełom średnich i wysokich tonów jest lekko złagodzony? W ogólnym rozrachunku nie ma to jednak żadnego znaczenia.

Niektórzy powiedzą, że ten dźwięk to "takie nic", inni natomiast uśmiechną się od ucha do ucha i szybko dojdą do wniosku, że to jest właśnie ten ideał, którego szukali, a do którego inne streamery z tego przedziału cenowego się nie zbliżyły. Sprawa jest na tyle "światopoglądowa", że nie podejmuję się oceniać kto będzie miał rację.

Druga kwestia to jakość. A na nią wpływa akurat wszystko, co w pewnym sensie dopełnia definicję wysokiej wierności. Przejrzystość, szybkość, dynamika, stereofonia, kontrola basu, namacalność i realizm dźwięku - elementy, które oceniamy w innych kategoriach, bo możemy przyłożyć do nich jakąś miarę. Jeżeli skoncentrujemy się tylko na jednym aspekcie przekazu, szybko powinno wyjść na jaw które urządzenie jest lepsze, a które gorsze. I tutaj z opisywanym streamerem mam pewien problem, bo jego bezkompromisowe dążenie do absolutnej przezroczystości jest trochę mylące. Po pierwsze, nie jest to jeszcze poziom referencyjny. Nie może taki być, bo od ustalania granic niemożliwego są źródła ultra hi-endowe, jak kompletny system z serii G2. Tam zaczynamy już witać się z dźwiękiem absolutnym. Czujemy na skórze chłodny dotyk technicznej bariery, której nie da się przeskoczyć. Altair G1 to jeszcze nie to. Jeżeli więc, na podstawie lektury danych technicznych i próby porównania testowanego modelu z flagowcami Auralica, zbudujecie sobie w głowie taką myśl, że oto dostajemy dokładnie te same rozwiązania techniczne i ten sam dźwięk, jakim cieszą się posiadacze topowego systemu wartego ponad dziesięć razy tyle, proponuję wylać sobie na głowę kubeł zimnej wody. Altair G1 jest bardzo dobrym źródłem. Streamerem, któremu można zaufać i na bazie którego można zbudować dowolny system stereo - neutralny, ciepły, zimny, jaki tam chcecie. To już będzie zależało od wzmacniacza, kolumn, kabli, akcesoriów i akustyki pomieszczenia odsłuchowego. Ostatecznie nie jest jednak jakimś szczytem szczytów, ale funkcjonalnym, świetnie wykonanym, doskonale ogarniętym źródłem za dziesięć tysięcy złotych. I dokładnie tak gra. Żaden element, żaden składnik jego brzmienia nie wybija się ponad poziom, jakiego oczekiwalibyśmy od urządzenia za te pieniądze. Najważniejsze jednak, że nie ma takiego dnia, nie ma takiej muzyki i prawdopodobnie nie ma takiego systemu, z którym Altair G1 się nie sprawdzi.

Minusy? Z punktu widzenia wrażeń odsłuchowych, jedynym słabszym punktem może być pewna jednostajność, brak odchyleń od normy - na plus lub na minus. Niektórzy powiedzą, że ten dźwięk to "takie nic", inni natomiast uśmiechną się od ucha do ucha i szybko dojdą do wniosku, że to jest właśnie ten ideał, którego szukali, a do którego inne streamery z tego przedziału cenowego się nie zbliżyły. Sprawa jest na tyle "światopoglądowa", że nie podejmuję się oceniać kto będzie miał rację. Doceniam rzetelność i uniwersalność tego źródła, ale podczas odsłuchu kilka razy naszła mnie myśl, że byłoby fajnie, gdyby konstruktorzy postawili tu taką kropkę nad "i", nawet kosztem zaburzenia tej idealnej równowagi. Człowiek naczyta się o tych nowoczesnych platformach, audiofilskich przetwornikach i podwójnych zegarach femto, oczekując brzmienia nie z tego świata, a tymczasem Auralic gra jakoś tak... Normalnie. Jakby to było coś oczywistego. Jakby każde porządne źródło mogło wzbić się na ten poziom. Jakby inne streamery nie miały na sumieniu grzechów w rodzaju kombinowania z pasmem, ocieplania średnicy czy nieprzyjemnego wyostrzania wysokich tonów. Altair G1 sobie na takie wyskoki nie pozwala. Już w pierwszych minutach odsłuchu rysuje linię, której już zawsze będzie się trzymał. Wychodzi więc na to, że przy pierwszym podejściu wcale się nie pomyliłem. Po kilku dniach w moich notatkach nie pojawiło się nic nowego. Dawno nie testowałem tak rzetelnego i tak przewidywalnego źródła, bez względu na cenę. Z plusów należy natomiast dodać jedną bardzo, ale to bardzo istotną rzecz - Altair G1 rewelacyjnie sprawdził się w roli przedwzmacniacza. W momencie zamiany wzmacniacza zintegrowanego na parę monobloków Exposure'a, test wszedł w zupełnie nową fazę i zwyczajnie nabrał kolorów. Brzmienie przyspieszyło, stało się bardziej skondensowane i rozdzielcze, a przestrzeń nabrała konturów i wypełniła się powietrzem. Jeżeli więc myślicie o wykorzystaniu go w połączeniu z końcówką mocy lub kolumnami aktywnymi, szczerze polecam.

Auralic Altair G1

Budowa i parametry

Altair G1 to najnowsza propozycja Auralica i jednocześnie odpowiednik produkowanego wcześniej modelu o tej samej nazwie, tym razem w zupełnie innej obudowie, z innymi wnętrznościami i dopiskiem jednoznacznie określającym, że mamy do czynienia z produktem należącym do serii G1. Jak można się było domyślać, urządzenie czerpie garściami z rozwiązań stosowanych w innych modelach z tej rodziny, a nawet z wyższej serii G2, dzięki czemu mamy do czynienia z zaawansowanym technologicznie źródłem łączącym funkcje streamera i przetwornika cyfrowo-analogowego. Altair G1 otrzymał solidną, aluminiową obudowę, a jego wnętrze zostało zbudowany na platformie Tesla G2, która posiada 2 GB pamięci systemowej, co zapewnia zdecydowanie lepsze, płynniejsze działanie urządzenia. Sercem urządzenia jest przetwornik cyfrowo-analogowy urządzeniu znajdziemy układ przetwornika analogowo-cyfrowego ESS Sabre 9038Q2M, wspierany przez zaawansowany technicznie zegar taktujący Dual 72fs Femto Clock. Altair G1 może pełnić rolę przedwzmacniacza, DAC-a i streamera oraz uniwersalnego źródła cyfrowego typu all-in-one. Muzykę można pozyskiwać z praktycznie dowolnego źródła - plików lokalnie przechowywanych w sieci, radia internetowego, za pomocą systemu AirPlay, łączności Bluetooth, dysku USB, opcjonalnego zintegrowanego dysku twardego lub listy odtwarzania z usług strumieniowych opartych na subskrypcji, takich jak Qobuz lub TIDAL. Sterowanie odbywa się za pomocą aplikacji Lightning DS lub manualnie, za pomocą wielofunkcyjnego pokrętła umieszczonego na przednim panelu, ze wszystkimi funkcjami pokazanymi na 4-calowym, kolorowym wyświetlaczu. Użytkownik ma do dyspozycji cyfrowe wejścia koaksjalne, optyczne i AES/EBU, a także analogowe wyjście RCA i XLR. Uwzględniono również wyjście słuchawkowe stereo na panelu przednim. Funkcje upsamplowania DXD oraz szeroka gama filtrów DSP umożliwiają dostosowanie parametrów pracy urządzenia do naszych osobistych preferencji. Zgodnie z danymi technicznymi, z sieci posłuchamy nawet gęstych plików PCM w jakości do 32 bit/384 kHz oraz DSD512. Wnętrze na pierwszy rzut oka do złudzenia przypomina to, co widzieliśmy w modelu Vega G1, jednak tak naprawdę jedynym wspólnym mianownikiem jest sekcja zasilacza, oparta na średniej wielkości transformatorze toroidalnym Plitrona. Cała reszta wygląda zupełnie inaczej. Na szczególną uwagę zasługują wyjścia analogowe oddzielone od części cyfrowej grubymi, metalowymi płytami. W dostarczonym do naszego testu egzemplarzu część obudowy była pusta, jednak na zdjęciach producenta widać tu dodatkowe pudełko. To obudowa na opcjonalny dysk, dzięki któremu Altaira G1 możemy przekształcić w funkcjonalny serwer muzyczny. Na głównej płytce drukowanej zamontowano dwa typowo komputerowe złącza - Molex i SATA. Urządzenie możemy więc zamówić w trzech odmianach - standardowej (bez jakichkolwiek dodatków), z gotowym dyskiem SSD o pojemności 2 TB albo z samym zestawem do montażu dysku, który musimy wtedy zorganizować we własnym zakresie. Wspomniane pudełko pełni więc funkcję kieszeni, bowiem do środka urządzenia można się dostać tylko od spodu i wówczas dysk musielibyśmy w jakiś sposób przymocować do górnej pokrywy. A tak dostaniemy od Auralica metalowe pudełeczko dopasowane do nagwintowanych punktów montażowych.

Werdykt

Kiedy najnowszy Auralic dotarł do naszej redakcji, wyobrażałem sobie, że wewnątrz tego pięknie zapieczętowanego kartonu może spoczywać streamer, który po teście nie wróci już do dystrybutora. Funkcjonalność, parametry i cena nie pozostawiały złudzeń, że to najbardziej atrakcyjna propozycja Auralica od czasu wprowadzenia pierwszych klocków z serii G1. Dziesięć tysięcy złotych za urządzenie łączące w sobie wszystkie najlepsze cechy Ariesa i Vegi? Toż to okazja stulecia! Szczerze mówiąc, kusiło mnie, by od razu zrobić przelew i mieć to z głowy jeszcze przed rozpoczęciem odsłuchów. Altair G1 mnie nie zawiódł. Jest ładny, całkiem kompaktowy, pięknie wykonany i funkcjonalny. Gra tak, jak powinno grać wysokiej klasy źródło w zbliżonej cenie. Jego neutralność tylko pogorszyła sprawę, bo tak przezroczyste źródło na pewno doskonale nadawałoby się do testowania sprzętu. Przed zakupem powstrzymuje mnie tylko jedna, jedyna rzecz - zamknięta forma tego urządzenia, która w praktyce oznacza brak możliwości upgrade'u. Gdyby z tyłu znalazło się choć jedno wyjście, przelew poszedłby jeszcze dzisiaj. A tak jedynym rozwiązaniem może być tylko kupno Ariesa G1 i wykorzystanie Altaira G1 w roli przetwornika, co teoretycznie jest jeszcze głupsze niż łączenie Ariesa z Vegą. Altair G1 to doskonałe rozwiązanie dla audiofilów, którzy w najbliższej przyszłości nie zamierzają się na cokolwiek przesiadać i będą w stu procentach zadowoleni z jego brzmienia. To także rewelacyjne źródło dla każdego melomana, który nie jest jeszcze pewien w jakim kierunku chciałby pociągnąć brzmienie swojego systemu. Z tak uniwersalnym streamerem można zbudować wszystko. Ja jednak nie mogę pozbyć się myśli, że seria G1 wciąż jest niekompletna. Skubańcy tak to powymyślali, że człowiek naprawdę nie wie co zrobić. Jeżeli za pół roku Auralic wprowadzi znakomity przetwornik będący wymarzonym partnerem dla Ariesa G1, może przestanę się szczypać i od razu kupię oba klocki. Z dyskiem, z kablem, ze wszystkim. Pytanie tylko czy się doczekam. A jeśli tak, to czy nowy przetwornik będzie tak dobry, jak sobie wyobrażam. Cóż, zaryzykuję. Najwyżej będę sobie pluł w brodę, że faktycznie nie kupiłem Altaira jeszcze zanim zerwałem plomby z pudełka.

Auralic Altair G1

Dane techniczne

Wejścia cyfrowe: 2 x USB, AES/EBU, LAN, koaksjalne, optyczne
Łączność: Wi-Fi, AirPlay, Bluetooth
Wyjścia analogowe: RCA, XLR
Wyjście słuchawkowe: 6,3 mm
Odtwarzane formaty: AAC, AIFF, ALAC, APE, DFF, DSF, FLAC, MP3, OGG, WAV, WV, WMA
Maksymalna jakość sygnału: PCM 32 bit/384 kHz, DSD512
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz (+/- 0,1 dB)
Stosunek sygnał/szum: 124 dB
Zniekształcenia: <0,0002%
Wymiary (W/S/G): 8/34/32 cm
Masa: 6,8 kg
Cena: 9999 zł

Konfiguracja

Audiovector QR5, Luxman L-505uXII, Unison Research Triode 25, Exposure XM9, Marantz ND8006, Cardas Clear Reflection, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Light, Enerr Tablette 6S, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma MIP. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Auralic i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy6


Komentarze (4)

  • Sławomir

    Funkcja przedwzmacniacza OK, ale gramofonu do tego nie podłączysz... No i jak ma wyjście słuchawkowe to należałoby je przetestować, a tak test jest niepełny.

    0
  • stereolife

    No tak, brak wejść analogowych albo nawet wbudowanego przedwzmacniacza gramofonowego to w tym przypadku dość oczywista sprawa. W ten sposób moglibyśmy rozszerzyć listę życzeń i dodać na przykład końcówkę mocy i móc od razu wysterować kolumny. Słuchawki podłączaliśmy, dźwięk był dokładnie taki sam, więc nie rozdzielaliśmy opisu na wrażenia odsłuchowe na wyjściu analogowym i słuchawkowym. Altair G1 nie jest urządzeniem wybitnie nastawionym na słuchawki. To raczej funkcja dodatkowa, więc woleliśmy poświęcić więcej czasu na sprawdzenie tego, co w tym modelu najważniejsze.

    1
  • Piotr

    Mam Altaira G1 w testach w domu, generalnie zgadzam się z recenzją, streamer sprawdza doskonale się jako żródło i przedwzmacniacz. Aplikacja Lightning OS daje radę i w sumie jak ktoś słucha w jednym miejscu nie trzeba nic innego. Ostatnio pojawiła się aktualizacja dodająca opcję RIP-u płyt na dysk wewnętrzny (lub po USB). Oprogramowanie jest stale rozwijane, poprawiane są błędy. Najsłabszy według mnie element to wyjście słuchawkowe, moim zdaniem dodane na siłę, zwykły podstawowy wzmacniacz słuchawkowy zagra lepiej, choć w sumie na start mamy urządzenie dające tą opcję.

    0
  • Piotr

    Do funkcjonalności Altair G1 producent dodał możliwość ripowania płyt CD na dysk (wewnętrzny lub zewnętrzny), to fajna opcja, zwiększająca atrakcyjność tego urządzania. Ja zdecydowałem się zostawić u siebie Altair G1 - dla mnie to centrum mojego systemu stereo.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Nie przegap

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak dobrać kolumny do wzmacniacza i odwrotnie

Jak dobrać kolumny do wzmacniacza i odwrotnie

To pytanie zadają sobie praktycznie wszyscy audiofile. Początkujący miłośnicy dobrego brzmienia muszą znaleźć na nie odpowiedź podczas kupna pierwszego poważnego systemu stereo, natomiast ci bardziej doświadczeni wracają do niego przy każdej zmianie kolumn lub wzmacniacza. Optymalne współdziałanie tych dwóch elementów jest - obok właściwego dopasowania zestawów głośnikowych do wielkości i...

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...

Wszystko o akustyce pomieszczenia odsłuchowego

Wszystko o akustyce pomieszczenia odsłuchowego

Który element systemu audio jest najważniejszy? Większość audiofilów z pewnością wskazałoby na zestawy głośnikowe. Inni powiedzą, że pierwszeństwo powinien mieć wzmacniacz lub źródło, a wyjątkowo zakręceni postawią na kable, akcesoria zasilające, a nawet stolik ze specjalnymi platformami antywibracyjnymi. Część melomanów odpowie jednak zupełnie inaczej. Ich zdaniem największy wpływ na brzmienie...

Japońska szkoła brzmienia - Yamaha

Japońska szkoła brzmienia - Yamaha

Yamaha to jeden z producentów sprzętu hi-fi, którego logo kojarzą niemal wszyscy. Nie tylko ze względu na jego obecność na popularnych amplitunerach, soundbarach, głośnikach bezprzewodowych i systemach mikro, ale także produktach związanych z domową aparaturą audio bardzo luźno albo wcale. Nie ulega jednak wątpliwości, że w wielu kręgach, także wśród...

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Nowe testy

Poprzedni Następny
Matrix Audio Element I

Matrix Audio Element I

Czasami odnoszę wrażenie, że jednym z ulubionych zajęć miłośników audiofilskiej aparatury jest narzekanie na ceny hi-endowego sprzętu, który przecież z definicji nie jest dla każdego. To trochę tak, jakby pasjonaci...

ELAC Debut Reference DBR62

ELAC Debut Reference DBR62

Czasami odnoszę wrażenie, że firmy działające na rynku audio można podzielić na trzy grupy - te, które spokojnie robią swoje, te, które wegetują, od dawna nie wprowadzają żadnych istotnych nowości...

Sonus Faber Lumina I

Sonus Faber Lumina I

Premiery nowych zestawów głośnikowych manufaktury założonej przez Franco Serblina zawsze budzą wiele emocji, których treść i wydźwięk można zazwyczaj streścić w dwóch zdaniach: "Och, jakie to piękne!" i "Ech, tylko...

Bannery boczne

Komentarze

Piotr
Posiadam ten wzmacniacz i polecam pre-out - świetnie nadaje się do monobloków i końcówek mocy. Rewelacja!
Grzegorz
Fajna recenzja, trzeba będzie posłuchać.
Jorg
Moja żona nie za bardzo tolerowała ten zespół, jednak po usłyszeniu "Credo" Fisha coś się zmieniło. Marillion teraz jest u nas na fali.

Płyty

All Them Witches - Nothing As The Ideal

All Them Witches - Nothing As The Ideal

Patrząc na premiery muzyczne ostatnich tygodni oraz zapowiedzi nadchodzących, można odnieść wrażenie, że druga połowa 2020 roku stara się zrekompensować...

Tech Corner

Krótka historia płyty kompaktowej

Krótka historia płyty kompaktowej

Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...

Prezentacje

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

Co przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o Francji? Wiadomo - świetna kuchnia, doskonałe wina i sery, luksusowe perfumy, nowoczesna architektura, pokazy mody, festiwale filmowe, słynni malarze i wiecznie zakorkowane uliczki Paryża. Dla amatorów sprzętu hi-fi jest to także jeden z najważniejszych krajów na audiofilskiej mapie świata. To właśnie tutaj...

Poradniki

Jak wybrać kolumny

Jak wybrać kolumny

Jeżeli zapytacie audiofilów który element systemu audio ma największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy, dziewięciu na dziesięciu powie, że są...

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Callisto - Ewolucja post metalu

Callisto - Ewolucja post metalu

Skandynawia od lat słynie przede wszystkim z ekstremalnych odmian metalu, głównie z przedrostkiem "black". Jednak raz na jakiś czas trafiają...

Wywiady

Sunny Chang - Soundgil

Sunny Chang - Soundgil

Soundgil to jedna z firm, które skupiają się na jednej, jedynej rzeczy, ale robią ją wyjątkowo dobrze. W tym przypadku...

Popularne artykuły

Vintage

Garrard 301

Garrard 301

Czy to możliwe w erze błyskawicznego postępu technologicznego sprzęt grający wyprodukowany prawie 60 lat temu był uznawany za przykład urządzenia...

Cytaty

SakaguchiAngo.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.