Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Wilson Raptor 3

Wilson Raptor 3

Dostając do przetestowania kolumny kompletnie nowej, nieznanej szerzej marki, powinienem skakać z radości, że to akurat ja mogę posłuchać i ocenić coś świeżego na rynku. Zwłaszcza, że jest to mój pierwszy profesjonalny opis sprzętu. Dlaczego więc zacząłem niniejszą recenzję w tak tajemniczy sposób? Otóż w jednym z maili poprzedzających test otrzymałem informację, że czeka na mnie produkt, którego nikt z redakcji jeszcze nie słuchał. Dowiedziałem się tylko, że będą to niedrogie monitory wprowadzone na nasz rynek przez jedną z największych firm zajmujących się na ogół dystrybucją, a nie produkcją sprzętu audio. Otrzymałem jednak zapewnienie, że kolumny wyglądają porządnie, więc zgodziłem się na ich zrecenzowanie. Trochę w ciemno, ale co tam! Sprzętem audio zajmuję się już jakiś czas, ale czekałem na szansę przeprowadzenia pierwszego prawdziwego testu, czy to kolumn czy też elektroniki. Jednak jak to często bywa, w każdej sympatycznej historii musi być jakiś haczyk - czarny charakter, którego zadaniem będzie upewnić się, że nie wszystko będzie szło gładko. W przypadku Wilsonów tym haczykiem był oczywiście brak jakichkolwiek informacji o marce. Poza krótkim newsem zamieszczonym na naszym portalu jakiś czas temu - czarna dziura. Żadnych innych testów, opinii na forach czy ocen klientów na stronach sklepów i w wyszukiwarkach cenowych. Google miotało się wyrzucając linki do znanych i cenionych producentów, jak Wilson Audio oraz Wilson Benesch. Nie ma się czemu dziwić - jestem przekonany, że audiofilom również takie skojarzenia przyszłyby do głowy. Plus jest taki, że mogę podejść do testowanego produktu bez jakichkolwiek oczekiwań lub uprzedzeń. Zaczynamy więc od czystej, białej kartki. A co się na niej znajdzie? Zaraz się przekonamy!

Nową markę wypadałoby krótko przedstawić, więc nie ustawałem w poszukiwaniach informacji na jej temat. W końcu jest! Znalazłem, wydawałoby się, mojego Świętego Graala. Na stronie dystrybutora mogłem przeczytać coś więcej na temat firmy i jej produktów. Ku mojemu zaskoczeniu, w zakładce opisującej genezę powstania i filozofię marki trafiłem na dość jałową, oklepaną formułę, którą chyba większość producentów mogłaby umieścić na swojej witrynie. Dowiedziałem się, że marka Wilson powstała jako rezultat wieloletnich doświadczeń w międzynarodowej dystrybucji sprzętu audio najwyższej jakości i zapotrzebowania rynku na głośniki dostosowane do współpracy z komponentami kina domowego i stereo klasy popularnej, zapewniających bardzo dobry stosunek jakości do ceny. Producent, a raczej dystrybutor, zapewnia też klientów, że głośniki Wilsona są projektowane i produkowane z najwyższą dbałością o szczegóły. Dobry dźwięk ma zapewniać prawidłowe wykorzystanie i rozmieszczenie poszczególnych elementów. Ale znalazła się tu również informacja bardzo praktyczna i życiowa - otóż wszystkie produkty marki Wilson są wytwarzane przez wyspecjalizowane fabryki w południowych Chinach i na Tajwanie, przy zachowaniu restrykcyjnej kontroli jakości. I na tym koniec informacji o firmie - dosłownie nic więcej. Lekka konsternacja, no bo skąd się to w ogóle wzięło? Kto jest pomysłodawcą tego przedsięwzięcia? Cóż, jestem przyzwyczajony do tego, że wchodząc na stronę danej firmy mogę zapoznać się z historią jej powstania, ale tutaj chyba nikt nawet nie silił się na dorabianie filozofii do całkiem prostego pomysłu. Równie dobrze można było napisać, że potężna firma dystrybucyjna potrzebowała dobrych i tanich kolumn, więc stworzyła własną markę, znalazła dojście do dalekowschodniego producenta i wprowadziła nowe produkty na rynek. Co byście nie pomyśleli, ma to swoje plusy. Mniej pośredników to mniejsze koszty, a więc - być może - lepszy produkt za te same pieniądze. A opowieści o stuletniej historii i cewkach nawijanych przez anioły - brak.

Rzut oka na logo - pierwsze skojarzenie to podobieństwo do słynnego w świecie sportu koncernu produkującego sprzęt tenisowy. Hola! Czyżby te głośniki były tak szybkie i bezbłędne jak rakiety, których używa Roger Federer? Ciekawe, naprawdę ciekawe... Klikam na przegląd oferty. Znajduję cztery podgrupy - przewody audio, subwoofery, seria Raptor oraz zestawy głośnikowe. Jeśli chodzi o kable, to na razie zobaczymy tylko informację, że pojawią się wkrótce. Ich ceny sugerują, że będą sprzedawane na metry, do konfekcjonowania we własnym zakresie. Aktywne wspomaganie basowe to obecnie tylko dość solidny i ładny SUB-10, dostępny w kolorach czarnym oraz białym. Znaczy to więc, że nie będzie trzeba szukać subwoofera u innych producentów, by skompletować sobie kino domowe, przez co niejako rozwiązała się zagadka tych zestawów głośnikowych. Są to, jak się okazało, komplety 5.0 oparte na czterech "gotowcach", z czego dwóch bardzo tanich - MoviX i Cinematic. Dalej - groźnie brzmiąca, przypominająca z nazwy małe, zwinne i bardzo niebezpieczne dinozaury seria, z której otrzymać miałem największe zestawy podstawkowe. Wpatruję się chwilę w monitor, mrużę oczy, przybliżam i oddalam twarz... Naprawdę odnoszę wrażenie, że już gdzieś spotkałem takie kolumny. W tej samej serii znajdziemy również podłogowe modele Raptor 7 i Raptor 5, mniejsze monitory Raptor 1 i Raptor Mini, a także głośnik centralny Raptor Vokal. Wszystkie również dostępne w dwóch kolorach - czarnym i białym.

W tym momencie już dokładnie wiedziałem czego tak mocno szukałem w głowie i z czym Wilson mi się skojarzył. Wygląd zewnętrzny, nazwy, a nawet wymiary - wszystko naprawdę mi tu pasowało... DALI Zensor? Szok, prawda? Zwłaszcza, że ceny, jakie widnieją przy Raptorach są zupełnie, zupełnie inne, oczywiście na korzyść klienta. Jeżeli moja teoria choć częściowo by się sprawdzała, to monitory będące obiektem dzisiejszego testu są o 800 zł tańsze, niż ich duńskie odpowiedniki. Zensory 3 kosztują 1998 zł, a Raptory 3 - 1198 zł za parę. Szalenie zastanawiające. Tym bardziej, że markę Wilson wprowadził na rynek dystrybutor kolumn DALI. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby ktoś chciał zrobić swoim klientom duży prezent, nie licząc się nawet z tym, że zafunduje sobie wewnętrzną konkurencję. Cały czas uwierają mnie tutaj te Chiny i Tajwan, ale dzisiejszy rynek audio rozwija się w straszliwym tempie, a tamte tereny zostały już opanowane nawet przez bardzo znaczące marki, produkujące o wiele droższy sprzęt, niż Wilson. Czy zatem głośniki produkowane w Azji na zamówienie europejskiego dystrybutora, nie mające za sobą ani długoletniej historii ani ciekawej filozofii, mogą zagrozić europejskim standardom? Kiedy kurier zapukał do drzwi, moja ciekawość była taka sama, jak w momencie czytania maila z propozycją testu.

Wilson Raptor 3

Wygląd i funkcjonalność

Po załatwieniu formalności z kurierem, wtaszczyłem ważący dobre dziesięć kilo karton do pokoju. Owinięty czarną folią pakunek był tajemniczy i zapowiadał coś intrygującego - mimo, że przecież wiedziałem, co w nim jest. Po pozbyciu się folii, z dwóch stron tektury pojawiły się informacje na temat zawartości. Z jednej - duże, pełne logo Wilsona oraz nazwa modelu i ich graficzna podobizna z dopiskiem "Bookshelf Speaker Set". W dosłownym tłumaczeniu - zestaw głośnikowy na półkę z książkami, co można oczywiście podać w bardziej zrozumiałej formie - głośniki podstawkowe. Z drugiej strony kartonu znalazłem specyfikację monitorów, wypisaną w kilkunastu językach - polskim, niemieckim, włoskim, a nawet litewskim. A pod nimi... Aż się zdziwiłem! Adres strony internetowej, która jednak okazała się być przekierowaniem na stronę dystrybutora. Nie można było po prostu podać tej drugiej? W sumie nieważne, to tylko takie czepianie się, bo przecież i tak mało kto dostrzeże ten adres. W końcu najważniejsze jest, że otwieramy nasze wymarzone głośniki. Na opakowaniu napisano jeszcze, niedużym drukiem, że produkt został złożony w Chinach. Przynajmniej firma się tego nie wstydzi, a wielu europejskich producentów jakoś tak nie ma odwagi otwarcie przyznać się, że już tylko najdroższe kolumny wytwarza w swoim ojczystym kraju, a cała reszta powstaje "wiadomo gdzie".

Ponieważ paczkę dostałem w dość mroźny dzień, postanowiłem dać kolumnom jakiś czas na odpoczynek po podróży - przecież nikt nie lubi zmęczony przystępować do pracy. A tutaj pracy czekało sporo, bo głośniczki spędziły u mnie jakieś dwa tygodnie i zrozumiałym jest fakt, że nie zamierzałem tylko na nie patrzeć. Chociaż, szczerze, jak na produkt za 1198 zł za parę, jest na czym oko zawiesić. Po otworzeniu kartonu i zdjęciu wierzchniej warstwy ochronnej pod postacią usztywnionego styropianu, delikatnie wyjąłem po kolei opatulone w białe worki Wilsony. Biała wersja bardzo przypadła mi do gustu - to duża zaleta w przypadku tak budżetowego produktu. Monitory wyglądają schludnie i elegancko, jeśli można użyć takiego określenia w odniesieniu do tak tanich kolumn. Wilsony robiły bardzo dobre wrażenie nawet postawione w miejscu, w którym normalnie mieszkają moje Paradigmy 3v3. Przede wszystkim Raptory 3 sprawiają wrażenie głośników, które wiedzą czym są i do czego zostały stworzone. Może zabrzmi to trochę złośliwie, ale wyglądają jak wynik upojnej nocy jakichś głośników Wilsona Benescha i DALI, przy czym po pierwszych zostało nazwisko, a po drugich nasze maluchy odziedziczyły sporo cech konstrukcyjnych. Fronty wykończono błyszczącym lakierem, a resztę pokryto starannie spasowaną, matową okleiną. Jak na monitory w tej cenie - w porządku. Z tyłu mamy otwór bass-reflexu i pojedyncze terminale przyzwoitej jakości. Wrażenia z oględzin Raptorów 3 są naprawdę pozytywne. Nawet gdybyśmy mieli porównywać je z odrobinę droższymi produktami, wciąż byłoby co najmniej przyzwoicie.

Jednak żeby nie było tak kolorowo i monotematycznie, znalazłem też kilka minusów tej konstrukcji. Pierwszym są bardzo tanio wyglądające maskownice, które piekielnie ciasno wchodzą w otwory mocujące. Jakością wykonania nie pasują do bardzo fajnie wyglądających kolumn. Po drugie dość niezręcznie wygląda moim zdaniem połączenie błyszczącego frontu z matową częścią obudowy. Można się domyślać, że zrobienie obudów w jednolitym wykończeniu byłoby po prostu o wiele droższe. Wszystko jedno czy firma wybrałaby lakier czy okleinę, spasowanie panelu frontowego z resztą skrzynki musiałoby być idealne, a tutaj pod palcem czuć, że nie jest idealnie. Oprócz tego mógłbym przyczepić się, że monitory z tunelem rezonansowym umieszczonym z tyłu nie za bardzo nadają się do stawiania na regale z książkami, ale to w końcu kwestia gustu i indywidualnych potrzeb. Nie jest to przecież produkt adresowany do hi-endowców, którzy będą dbać o każdy szczegół. Raptor 3 to bardziej monitor na podstawkę, niż głośnik biurkowy czy regałowy. Zainteresowanym polecam więc zawczasu rozejrzeć się za stosowanymi stendami, a jeśli ustawienie głośników na specjalnych postumentach nie wchodzi w grę, lepiej przyjrzeć się modelowi Raptor 1.

Wilson Raptor 3

Brzmienie

Nadeszła pora na podłączenie i rozruch testowanych monitorów. Ustawiłem je pod lekkim skosem w stosunku do punktu, gdzie miałem siedzieć. Zresztą w instrukcji dołączonej do głośników sugerowane jest nawet takie rozwiązanie. Pozostało tylko wpiąć kable, odpalić wzmacniacz i załadować pierwszą płytę. Ponieważ jednak dotarła do mnie zupełnie świeża para, zdecydowałem się na inny zabieg polegający na odpaleniu kolumn i pozostawieniu ich na kilka dni. Oczywiście byłem w tym czasie w pokoju i robiłem to, co zwykle robię, ale starałem się nie wsłuchiwać w całe to wygrzewanie i nie osądzać Raptorów 3 na tej podstawie. Miały po prostu grać sobie z boku, a ja produkowane przez nie dźwięki wpuszczałem jednym uchem i wypuszczałem drugim. Przy średnim poziomie głośności Wilsony grały non-stop. Zmieniałem tylko płyty, choć i tutaj nie nastawiałem się na jakieś konkretne gatunki - na to czas miał przyjść później.

Kiedy zacząłem po paru dniach bardziej skupiać się na dźwięku, jaki serwują te monitory, doszedłem do wniosku, że jak na zestawy o tych gabarytach, w cenie 1198 zł za parę, to jest naprawdę całkiem nieźle. Żeby było jasne - nie katowałem ich na dzień dobry i założyłem sobie, że nie będę przekraczał poziomu "za kwadrans dwunasta" na potencjometrze w moim wzmacniaczu. Głośniej dałem im się wyżyć dopiero pod koniec testu. Dźwięk, jaki generują Raptory 3, jest ze wszech miar przyzwoity. Powiedziałbym nawet, że jest trochę kokietujący, a mówiąc prostszym językiem - delikatnie podbarwiony. W pierwszej chwili wydaje nam się, że oto trafiliśmy fenomenalne monitory za świetne pieniądze i nie musimy szukać nic innego. Wilsony szybko zdobyły moje zaufanie solidną stereofonią. Zauważyłem jednak, że mają tendencję do podawania bardzo dynamicznego, rytmicznego basu kosztem wyższych rejestrów, które przy takim rozłożeniu akcentów stają się subiektywnie jaśniejsze. Na dłuższą metę taka koncepcja kształtowania brzmienia może być męcząca.

Na brawa zasługują wokale, które są czytelne, wyraźne i ani w głowie im seplenienie czy syczenie. Jednak czasem czuć było, że średnica jest jednocześnie wysuwana do przodu, powodując ściśnięcie reszty pasma gdzieś z tyłu. Wilson potrafi też zaskoczyć szczegółowością, a do tego barwy poszczególnych instrumentów były oddane w sposób naturalny, co jest sporym sukcesem biorąc pod uwagę fakt, że słuchamy głośników za tysiąc złotych z kawałkiem. Największym problemem Wilsonów jest niestety rozjaśnienie dźwięku, które mimo wszystko coraz bardziej mi przeszkadzało, a im głośniej, tym było zdecydowanie gorzej. Oczywiście można trochę wyrównać charakterystykę tonalną tych monitorów poprzez umiejętny dobór elektroniki i okablowania, a w najgorszym wypadku skorzystać z regulacji barwy we wzmacniaczu, ale ja podczas testu miałem wszystko ustawione na zero i przechylenie równowagi częstotliwościowej na korzyść wysokich tonów było dość wyraźne.

W porządku - czyli za bardzo niewielkie pieniądze dostajemy monitory, które wyglądają dobrze, grają naprawdę nieźle i wymagają od kupującego jedynie rozsądnego doboru urządzeń towarzyszących lub po prostu zaakceptowania nieco rozjaśnionego brzmienia? Hmm, to by nie był taki zły interes, prawda? Niestety pod koniec testu odkryłem jeszcze jeden minus Raptorów 3. Gdy tylko zdecydowałem się przekroczyć poziom głośności, który na początku uznałem za bezpieczny, testowane monitory zaczęły zachowywać się trochę nieprzewidywalnie. Wysokie tony stały się jeszcze jaśniejsze, zmieniając żywe, przejrzyste i szybkie kolumienki w zestawy produkujące dużo nieprzyjemnego hałasu. Pomijam już jakość realizacji nagrań, moc wzmacniacza czy inne aspekty mogące wzmacniać ten efekt. Fakt jest taki, że Raptory 3 nie są monitorami do nagłaśniania małych dyskotek. Jeśli słuchacie muzyki na niskich lub średnich poziomach głośności, wszystko będzie w porządku, ale jeśli lubicie ostro dawać czadu, to takie granie raczej im się nie spodoba. Na plus mogę powiedzieć, że bas specjalnie się nie zmieniał - nadal był dynamiczny i mocny, choć po przekroczeniu tego krytycznego poziomu głośności zaczynał zlewać się w jedną masę. W szybkich i ostrych fragmentach było słychać, że głośniki zaczynają się już trochę dusić, choć i tak były bardzo dzielne i robiły wszystko, aby nie dać po sobie tego poznać. Gdy kolejnego dnia włączyłem te same nagrania na niższym poziomie głośności, wszystko było w najlepszym porządku. Jakbym obcował z kompletnie innym produktem!

Uważam, że Wilson Raptor 3 to kolumny, które najlepiej sprawdzą się z ciepłym albo gęsto grającym wzmacniaczem. Oczywiście każdy ma swoje ucho i swoją koncepcję tego, jak lubi słuchać muzyki, ale moim zdaniem z elektroniką oferującą takie typowo brytyjskie brzmienie, testowane monitory zgrają się najlepiej. Można je wtedy łatwo okiełznać, a ich brzmienie staje się soczyste i przyjemne. Aż chce się je zatrzymać na dłużej. Jest tylko jeden warunek - pokrętło głośności trzeba trzymać na wodzy, bo na przekroczenie pewnego poziomu mocy Wilsony reagują alergicznie. Jeśli będziecie o tym pamiętać, możecie wypróbować miliardy połączeń i jest duża szansa, że któreś rozwiązanie będzie tym idealnym, a dla niektórych nawet - wybitnym.

Wilson Raptor 3

Budowa i parametry

Wilson Raptor 3 to dość zgrabna konstrukcja dwudrożna z otworem bass-reflex dmuchającym w tył. W wykończonym na wysoki połysk froncie zatopione są dwa głośniki - 16-cm woofer oraz umieszczona wyżej 25-mm kopułka otoczona srebrnym kołnierzem. Obudowy wykonane są z płyty MDF pokrytej starannie białą okleiną. Pojedyncze terminale są solidne i można je odkręcać, co ułatwi sprawę osobom chcącym skorzystać z widełek lub gołych kabli. Producent rekomenduje napędzanie Raptorów 3 wzmacniaczem o mocy od 25 do 125 W. Zestawy osiągają skuteczność 88 dB, a ich pasmo przenoszenia podawane przez producenta rozciąga się od 50 Hz do 20 kHz. Jeśli chodzi o impedancję, producent podaje ją w formie przedziału 4-8 Ω. To dość nietypowy zabieg, bo przeważnie stawia się na jedną wartość, ale jeśli impedancja Wilsonów faktycznie mieści się w tym zakresie, to większość wzmacniaczy spokojnie powinna sobie z nimi poradzić. Nieduże gabaryty testowanych monitorów pozwalają na łatwe podjęcie decyzji odnośnie ich ustawienia. Warto jednak zaopatrzyć się w porządne podstawki i nie wpychać głośników w ciasne zakamarki.

Konfiguracja

NAD 310, Marantz CD5004, QED Qunex 2, Sonic Link Areo.

Wilson Raptor 3

Werdykt

Ciężko jest oceniać produkt, który tak naprawdę nie wiem skąd się wziął, do kogo jest adresowany i czy w ogóle przetrwa na rynku. Ale pomijając fakt, że sama marka jest w tej chwili zupełnie świeża, Raptory 3 prezentują się bardzo przyzwoicie. W żadnym aspekcie nie odczułem tego, że mam do czynienia z produktem bardzo tanim, chociaż oczywiście porównując je z droższymi kolumnami mógłbym wypunktować kilka ich mankamentów. Zaraz jednak wracała do mnie myśl, że to przecież tylko budżetowe, a nawet bardzo budżetowe monitory. Cena na poziomie 599 zł za sztukę sprawia, że na pewne rzeczy po prostu nie mamy prawa narzekać. Nie oznacza to, że stałem się fanem Wilsonów, ale dla kogoś, kto kompletnie nie musi być częścią tego zwariowanego świata audio, jest to produkt prawie idealny. Przynajmniej na początek, bo jeśli ktoś chce od razu stać się posiadaczem podobnych kolumn z wyższej półki, ma do wyboru całe mnóstwo marek i modeli, ale powinien się raczej przygotowywać na większy wydatek. Dla mnie Wilson Raptor 3 to przede wszystkim ciekawa propozycja dla posiadaczy małych wzmacniaczy lub nawet cyfrowych systemów all-in-one, jak Marantz Melody albo Denon CEOL. To monitory w niczym nie przynoszące wstydu podczas zwykłego, codziennego słuchania muzyki. A że trochę uwodzą w pierwszym kontakcie, a później okazują się nie być takie grzeczne i uniwersalne? Cóż, w zamian dostajemy niezłą dynamikę i fajną scenę stereo. Jeśli taki produkt potrafi zrobić firma, która wyskoczyła na rynek jak filip z konopi, to nie ma co marudzić.

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podstawkowe, dwudrożne, wentylowane
Efektywność: 88 dB
Impedancja: 4-8 Ω
Pasmo przenoszenia: 50 Hz - 20 kHz
Zalecana moc wzmacniacza: 25-125 W
Wymiary (W/S/G): 32/19,5/26,2 cm
Masa: 4,85 kg (sztuka)
Cena: 1198 zł (para)

Sprzęt do testu dostarczyła firma Horn Distribution.

Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga3Rownowaga3Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga5RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy5

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo23

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy8


Komentarze (5)

  • Wojciech

    Całą recenzję zdominował największy problem jej autora - brak wiedzy o producencie. Czy to rzeczywiście jest tak ważne, czy autor boi się, że pochwali coś, co zaraz inni zjadą przy okazjach innych testów?

    0
  • lemmyskrzat

    Sądzę, że test jest na tyle neutralny, że nie ma mowy o jakimś przechylaniu szali na którąś ze stron. A to, że brak wiedzy o producencie? To chyba ważne. Proszę spróbować kupić auto od zupełnie nieznanego producenta, które mimo wszystko kusi wyglądem i ceną - sądzę, że każdy wybrałby jednak "sprawdzone" pojazdy...

    0
  • Pawel1965

    A mnie się ten artykuł podobał. Autor chce być ostrożny w ocenie i o tym informuje czytelnika. Jest to tym bardziej uzasadnione, że to przecież test konkretnego produktu (nieznanego wcześniej), a odczucia w odbiorze, percepcja słuchowa, pozom wrażliwości autora to sprawa subiektywna. Krótko mówiąc, gdy takich wątpliwości się nie ma, łatwo o nierzetelną opinię.

    0
  • TadekW

    Nieznany produkt, nieznany autor, a taka ciekawa recenzja! Jak na swoją cenę, monitory wyglądają nieźle, ale nazwa kłuje w oczy zważywszy, że na rynku audio funkcjonuje już Wilson Audio i Wilson Benesch. Rozumiem, że w razie problemów prawnych firma zamierza się bronić tym, że nie są to produkty konkurencyjne cenowo.

    0
  • Levis

    Słucham tych monitorów już któryś dzień i odczucia w niektórych aspektach dźwięku mam zgoła inne, niż autor recenzji. Rozjaśnienie dźwięku? Nie dziwię się że to usłyszał. Na tej konfiguracji sprzętu odsłuchowego to akurat normalne. U siebie słyszę że nareszcie średnica jest nieco wycofana, a zwłaszcza okolice cięcia zwrotnicy, które zawsze mnie irytowały w innych kolumnach. Basu akurat jest pod dostatkiem, nie usłyszałem też by zestaw robił się krzykliwy wraz ze wzrostem głośności. W dobrze znanych mi utworach usłyszałem detale, o których nie miałem pojęcia. Jest dużo przestrzeni. Śmiem nawet zaryzykować stwierdzenie, że przy odpowiednim doborze sprzętu kolumny ujawnią nie tylko zalety, ale i wady nagrań. Te ostatnie mogą wręcz drażnić zwłaszcza gdy będziemy słuchać nagrań, które lubimy. Oczywiście detaliczność Raptorów uważam za olbrzymi plus.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery boczne

Komentarze

Tomez
W 1985 roku kosztował w UK 159 funtów.
Krzysztof Książek
Z Krzysztofem znamy się długo. Zawsze uważałem, że jest to człowiek wspaniały, rozsądny, potrafiący doradzić, ale przede wszystkim jest wybitnym specjalistą od ...
Kriskris
Słuchałem tych monitorków kilka tygodni temu, podpięte pod Gato Audio AMP-150. Grały świetnie, zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i zdecydowałem się na kupno. Ni...

Cytaty

FriedrichNietzsche.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.