Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Cyrus One

Cyrus One

Jeśli francuskie firmy produkujące sprzęt audio stawiają na nowoczesność, włoskie na wzornictwo, niemieckie na walory techniczne, a japońskie na bezawaryjność, to brytyjskie marki łączy coś, co wypadałoby nazwać zdrowym poszanowaniem klasyki. Wystarczy spojrzeć na produkowane dziś wzmacniacze Naima, NAD-a, Creeka, Exposure'a, Regi, Roksana, Sugdena, Arcama, Quada, Audiolaba i wielu innych firm, które działają na rynku od dawna, a następnie porównać je z modelami produkowanymi powiedzmy kilkadziesiąt lat temu. W większości przypadków zmieniło się raczej mniej, niż więcej. Jednym z takich tradycjonalistów, którzy mocno trzymają się raz obranej ścieżki jest Cyrus. Założona w 1983 roku firma chyba zawsze stała w cieniu swoich starszych lub lepiej wypromowanych rywali, co nie zmienia faktu, że i tak ma niezłą pozycję na rynku, a przez audiofilów jest ceniona właśnie za oryginalne pomysły i konsekwencję w dążeniu do celu. Znakiem rozpoznawczym wytwórni z Huntingdon są wąskie, nieco kosmiczne obudowy wykonane z metali lekkich w bardzo specyficzny sposób. Gwarantuje to urządzeniom Cyrusa wysoką sztywność, odporność na rezonanse i zakłócenia, a przy okazji czyni je bardzo kompaktowymi i łatwymi w instalacji. Brytyjczycy dbają o swoich klientów dając im różne możliwości rozbudowy systemu, najczęściej poprzez dodanie zasilacza lub karty rozszerzającej funkcjonalność danego urządzenia. Dziś podobne zabiegi są czymś zupełnie normalnym. Obserwujemy też prawdziwy wysyp klocków w małych obudowach. Pro-Ject, Marantz, Musical Fidelity, NAD, Heed, Naim, Denon, Atoll, Exposure... Praktycznie wszyscy liczący się producenci sprzętu kuszą melomanów niewielkimi pudełeczkami o dużych możliwościach. Powstają nawet całe serie "boxów", które można łączyć w dowolny sposób aby zbudować pełną wieżę mieszczącą się w komodzie pod telewizorem albo na biurku. Ciekawe, prawda? A przecież Cyrus robi dokładnie to już ponad trzydzieści lat!

Domyślam się, że urządzenia z klasycznej serii Cyrusa przetrwają jeszcze długo bez większych zmian. Firma skutecznie opierała się przed niepotrzebnymi nowinkami, wprowadzając jedynie te funkcje i unowocześnienia, które jej inżynierowie uznali za pożyteczne i służące przede wszystkim poprawie jakości brzmienia. Kolorowe wyświetlacze? Nie weszły. Dotykowe przyciski? Po cholerę. Za to z wprowadzeniem przetworników, streamerów, a nawet rewelacyjnej aplikacji na urządzenia mobilne Brytyjczycy nie mieli najmniejszych problemów. Wzmacniacze z wbudowanymi DAC-ami weszły do produkcji stosunkowo szybko. Sam byłem pod wrażeniem jednego ze streamerów Cyrusa, który z zewnątrz wyglądał tak, jakby ktoś postanowił na szybko wymienić trochę "bebechów" w klasycznym odtwarzaczu. Ten zielony wyświetlacz, te kanciaste przyciski... A jednak był to jeden z najlepszych strumieniowców, z jakimi się zetknąłem. Pancernie zbudowany, prosty i intuicyjny, a do tego oferujący angażujący, audiofilski dźwięk. Wierność raz przyjętym rozwiązaniom ma jedną, ogromną zaletę. Jeśli kiedyś kupiliście powiedzmy odtwarzacz i wzmacniacz Cyrusa, dziś prawdopodobnie urządzenia te są wciąż produkowane w oryginalnej formie lub z niewielkimi modyfikacjami, a każdy ich właściciel może dokupić sobie kartę phono, dedykowany zasilacz albo DAC-a. I wszystko to będzie do siebie pasowało. Posiadacze pełnych systemów Cyrusa mogą też zaopatrzyć się w specjalny stolik na którym firmowa wieża prezentuje się jak miniaturowa, hi-endowa serwerownia za pół miliona dolarów. Mówcie co chcecie, ale dla mnie to jeden z najlepszych dedykowanych racków w świecie audio.

W pewnym momencie ludzie z Cyrusa uznali, że muszą pójść do przodu aby ich firma - mimo wielu bardzo dobrych rozwiązań i pełnej gamy produktów w katalogu - nie została zepchnięta do roli rynkowego dinozaura. Wprowadzenie do oferty DAC-ów i streamerów na pewno było dobrym pomysłem, ale oprócz ewolucji potrzebna była jeszcze mała rewolucja. Kilka lat temu Cyrus zaprezentował więc dwa urządzenia, które zerwały prawie ze wszystkim - wąskimi obudowami, tradycyjnym wzornictwem i tendencją do rozdzielania systemu na wiele oddzielnych klocków. Tak narodziła się seria Lyric czyli duże systemy typu all-in-one wyglądające jak skrzyżowanie komputera ze stacją kosmiczną. Jak to zwykle bywa w przypadku tak oryginalnych produktów, audiofilskie środowisko podzieliło się na dwa obozy. Jedni przyklasnęli Brytyjczykom uznając ich pomysł za nowatorski, inni oczywiście poczuli się oburzeni tym, że tak utytułowana i przywiązana do tradycji firma próbuje zrobić coś zupełnie nowego. Większość melomanów zareagowała na kombajny Cyrusa entuzjastycznie, a modele z serii Lyric okazały się być czymś więcej, niż tylko chwilowym zejściem z kursu. W dużym stopniu to właśnie one przetarły szlak dla innych audiofilskich systemów all-in-one. Dziś zamiast dwóch urządzeń o różnej mocy w katalogu funkcjonuje jeden Lyric, który wciąż pozostaje ciekawą propozycją dla klientów szukających wysokiej jakości w przystępnej, nowoczesnej formie. Jest tylko jeden problem. Zintegrowany system Cyrusa kosztuje prawie trzynaście tysięcy złotych, co dla wielu miłośników muzyki jest kwotą zaporową. A przecież trzeba jeszcze dokupić do niego kolumny. Ekipa z Huntingdon wykonała więc najmądrzejszy z możliwych manewrów i wprowadziła odświeżoną, nowoczesną wersję jednego z pierwszych wzmacniaczy w swojej historii. Tak powstał Cyrus One.

Cyrus One

Wygląd i funkcjonalność

Czy wprowadzenie odnowionej wersji pierwszego dużego hitu w historii firmy można uznać za rewolucyjny pomysł? Pewnie nie, bo moda na retro wróciła już dawno. Warto jednak pamiętać o tym, że nie każda firma może w ten sposób sięgnąć do swojej historii. Wielu producentów funkcjonujących dziś na rynku po prostu takowej nie ma. Koncepcję testowanego wzmacniacza Cyrus oparł na modelu One wprowadzonym na rynek w 1984 roku. Była to minimalistyczna integra zaprojektowana w dużej mierze z myślą o kolumnach marki Mission. Urządzenie umieszczone w wąskiej i głębokiej obudowie miało z przodu tylko włącznik i trzy pokrętła, a na jego tylnym panelu znajdowało się tylko gniazdo zasilające. Pozostałe złącza zamontowano w ciekawym, płaskim wycięciu nad tylną ścianką. Kable głośnikowe i interkonekty wychodziły więc ze wzmacniacza do góry, jak to ma miejsce w niektórych końcówkach mocy a'la McIntosh MC 275. Dziwactwo? To mało powiedziane! Przeszukajcie sieć w poszukiwaniu innych wzmacniaczy z tamtego okresu, a szybko zrozumiecie jakim oryginałem był Cyrus One. Naturalnie na rynku zaczynały się już pojawiać bardzo podobne konstrukcje. W tym samym roku zadebiutował między innymi Musical Fidelity A1, ale w tamtych czasach każdy wzmacniacz, którego przednia ścianka nie wyglądała jak sterownia elektrowni atomowej, był uznawany za kontrowersyjny. A jednak ten zdrowy minimalizm okazał się swego rodzaju przełomem. Dzięki pozbyciu się niepotrzebnych funkcji i skoncentrowaniu całego wysiłku na brzmieniu, rozwijający skrzydła producenci mogli zaproponować audiofilom prosty, potencjalnie bezawaryjny i stosunkowo tani sprzęt, który brzmieniowo rozwalał droższą konkurencję. Firmy, które utknęły w świecie dużych wzmacniaczy z mnóstwem przycisków, pokręteł i wskaźników wychyłowych, miały tylko dwa wyjścia - pójść w "plastic fantastic" albo stopniowo podnosić ceny. Do czego to doprowadziło, widać nawet dziś.

Historia lubi się powtarzać. Spójrzcie co dzisiaj dzieje się w świecie sprzętu audio. Mamy do czynienia z ogromną nadprodukcją pomysłów, formatów, marek i modeli. Najwięksi gracze nie mogą wypracować wspólnego frontu, więc każdy robi po swojemu, a nowe kierunki rozwoju coraz częściej wyznaczają firmy bez żadnego doświadczenia. Sytuację pogarsza niezdecydowanie branży muzycznej. Ludzie mający na nią jakikolwiek wpływ nie zauważyli momentu, w którym melomani zaczęli przerzucać się na pliki, nie pytając ich o zdanie. Nim się obejrzeli, melomani weszli już w epokę streamingu. Mając całą muzykę świata w smartfonie, przestali kupować płyty kompaktowe, za to zaczęli mocno interesować się winylami. Teraz zastanówcie się jak z punktu widzenia tak zwanego normalnego człowieka wygląda sytuacja na rynku audio. Jeśli chcemy kupić przyzwoity system stereo, musimy wydać co najmniej kilka tysięcy złotych. Potrzebne będą kolumny, wzmacniacz, streamer, do tego listwa i kable. Jeżeli każdy z tych elementów ma prezentować poziom "ciut powyżej tego najtańszego", szybko osiągniemy kwotę pięciocyfrową. Modele typowo audiofilskie to już zupełny kosmos. Sześć tysięcy za słuchawki, piętnaście za odtwarzacz przenośny, czterdzieści za najnowszy wzmacniacz ze wskaźnikami wychyłowymi i pięknie wyrzeźbionymi radiatorami. No masakra. Większość ludzi widząc takie coś prawdopodobnie idzie do supermarketu, kupuje głośnik bezprzewodowy i butelkę czegoś mocniejszego na pocieszenie. W końcu nawet hi-endowy bourbon z figurką jeźdźca na korku jest tańszy niż budżetowy kabelek do łączenia wzmacniacza z odtwarzaczem.

I tutaj do gry wkraczają takie urządzenia, jak Cyrus One. To minimalistyczny wzmacniacz zintegrowany wyposażony w kilka wejść analogowych, wyjście słuchawkowe, wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy i łączność Bluetooth. Prosty, stosunkowo nieduży, za to porządnie wykonany i dysponujący mocą 100 W na kanał przy 6 Ω. Co najważniejsze, One kosztuje 3900 zł, więc po doliczeniu kolumn i kabli głośnikowych spokojnie można się zmieścić w kwocie 6000-7000 zł za cały system. Brytyjska integra zmieści się w szafce pod telewizorem, a nawet na biurku, co też może być niegłupim rozwiązaniem z uwagi na obecność gniazda słuchawkowego na przednim panelu. Z punktu widzenia funkcjonalności widzę tu jednak jeden problem. Jest nim brak jakichkolwiek wejść cyfrowych poza niewielkim złączem USB służącym do ewentualnej aktualizacji oprogramowania. Wygląda więc na to, że nowy One to coś pomiędzy klasycznym wzmacniaczem analogowym a nowoczesnym, cyfrowym kombajnem, który można podłączyć do komputera, konsoli, a nawet bezpośrednio do sieci. Dla wielu potencjalnych użytkowników będzie to minus, bo skoro mamy możliwość słuchania muzyki przez Bluetooth, to siłą rzeczy w tej małej obudowie musi kryć się jakiś przetwornik. Wystarczyłoby go rozbudować dodając choćby jedno gniazdo USB typu B oraz wejście optyczne i funkcjonalność wzmacniacza znacznie by się zwiększyła. Z drugiej strony, pakowanie kolejnych wejść i układów elektronicznych do tego urządzenia kłóciłoby się z ideą minimalizmu i podbijało cenę. Najwyraźniej One jest urządzeniem dla osób, które wiedzą czego chcą i w jaki sposób będą słuchać muzyki. Tutaj mamy tylko trzy opcje - jedno z wejść analogowych czyli zewnętrzne źródło w rodzaju streamera lub odtwarzacza CD, gramofon z wkładką MM lub Bluetooth.

Wczytywanie się w parametry to jedno, ale prawdziwy kontakt z testowanym urządzeniem to coś zupełnie innego i tutaj Cyrus robi znakomite wrażenie. Wzmacniacz jest bardzo solidny, dopracowany i po prostu ładny. Jego obudowa bardzo przypomina tę z Lyrica, tylko w mniejszym wydaniu. Mimo pozornej prostoty, ma dość niespotykany kształt, który dodatkowo podkreślają różnego rodzaju przetłoczenia. Choć z przodu prawie tego nie widać, całe urządzenie zostało podzielone na dwie części - dolną i górną. Umieszczone z przodu pokrętła harmonizują z lekko chropowatym lakierem, którym wykończono obudowę. Całość jest bardzo sztywna, a w górnej pokrywie nie znajdziemy żadnych otworów wentylacyjnych. Przeniesiono je na boczne ścianki oraz górną część tylnego panelu, dzięki czemu umieszczona wewnątrz elektronika powinna się mniej kurzyć, nie wspominając już o możliwości przypadkowego uszkodzenia czy zalania wzmacniacza. Oprócz wspomnianych pokręteł odpowiadających za wybór źródła i regulację głośności, gruby, akrylowy panel czołowy zdobi jedynie kilka napisów oraz białe diody otaczające duże, ciemnoszare "gały". Tuż pod przednim panelem znalazły się jeszcze trzy elementy - główny włącznik, odbiornik podczerwieni oraz duże gniazdo słuchawkowe. Uruchamianie wzmacniacza wygląda bardzo efektownie. Przez kilka sekund obserwujemy diody rozświetlające się w różnych kierunkach, po czym ustala się jedno aktywne źródło i jedna dioda informująca o aktualnym poziomie głośności. Wygląda to kosmicznie, a jedynym minusem jest delikatny pisk, który przez chwilę słychać w kolumnach po zakończeniu procedury startowej. Kiedy znika, panuje już kompletna cisza i One jest gotowy do użytku.

Tylna ścianka wzmacniacza jest oczywiście gęsto zabudowana, ale na szczęście nie na tyle abyśmy musieli bardzo się gimnastykować. Nie do końca rozumiem obecność podwójnych terminali głośnikowych, ale jeśli ktoś chce skorzystać z bi-wiringu, powinien być zadowolony. Szczególnie, że jakość gniazd jest naprawdę niezła. Do dyspozycji mamy wejście gramofonowe z zaciskiem uziemiającym, trzy wejścia analogowe, bezpośrednie wejście do końcówki mocy oraz wyjście z przedwzmacniacza - wszystkie w standardzie RCA. Z wejścia AV skorzysta pewnie niewielu użytkowników, ale za to pre-out może się już przydać, chociażby do podłączenia subwoofera aktywnego. Oprócz tego na zapleczu mamy wspomniane gniazdo micro USB opisane jako Upgrade oraz trójbolcowe gniazdo zasilające IEC. I chyba tylko do niego mogę się przyczepić bowiem zostało umieszczone bardzo blisko wejścia gramofonowego i terminali głośnikowych dla lewego kanału. Pal licho te drugie, ale do gniazda phono będzie przecież płynął bardzo mały i wrażliwy na zakłócenia sygnał. Gdyby to zależało ode mnie, wyrzuciłbym wejście AV i zmienił kolejność pozostałych gniazd RCA, dając od lewej phono, pre-out, a następnie trzy wejścia analogowe. Typowy użytkownik wykorzystałby pewnie tylko jedno z nich, więc miałby możliwość maksymalnego odsunięcia interkonektów od kabla zasilającego. Rozwiązaniem może być również kupno porządnej sieciówki ze szczelnym ekranowaniem i najlepiej stosunkowo niedużą wtyczką od strony wzmacniacza.

Jeśli chodzi o walory użytkowe i funkcjonalne, Cyrus spisał się na medal. One jest bardzo przyjemny w obsłudze, a jego pierwsze uruchomienie zajęło mi dosłownie pieć minut, i to włącznie z rozpakowaniem podwójnego kartonu, w którym urządzenie przyjechało do naszej redakcji. Postawiłem wzmacniacz na stoliku, podłączyłem gramofon, streamer i kolumny, następnie wpiąłem kabel zasilający, a zaraz po zakończeniu procedury startowej wybrałem wejście Bluetooth i sparowałem Cyrusa z telefonem. Z całą pewnością możemy więc powiedzieć, że brytyjska integra jest urządzeniem typu plug and play. Nie wymaga instalacji sterowników ani innych tego rodzaju zabiegów. To tak naprawdę prosty wzmacniacz stereo, który ma mniejszą obudowę, łączność bezprzewodową i wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy. Niby nic specjalnego, a jednak w typowych warunkach sprawdzi się świetnie. Z plusów warto wspomnieć o zdalnym sterowaniu w formie cieniutkiego pilota. Jest naprawdę poręczny i odporny na różne "wypadki", które lubią zdarzać się pilotom. Spodobało mi się również to, że mimo niewysokiej ceny, testowany wzmacniacz sprawia wrażenie bardzo dopieszczonego. Jego obudowa jest bardzo porządna, wręcz pancerna, a jeśli się przyjrzycie, znajdziecie nawet takie drobiazgi, jak firmowe logo odciśnięte na gumowych nóżkach. Domyślam się, że One odziedziczył to wszystko po swoich kuzynach, a w szczególności po systemie Lyric. Nie zmienia to jednak faktu, że wygląda świetnie. Przed otwarciem pudełka zastanawiałem się czy wzmacniacz wyceniony na 3900 zł będzie wyglądał bardziej jak podrasowana wersja jednego z budżetowych modeli, czy może urządzenie z wyższej półki. Zdecydowanie jest to ta druga opcja. Czas sprawdzić co to maleństwo potrafi!

Cyrus One

Brzmienie

Być może powinienem rozpocząć test od sprawdzenia brytyjskiego wzmacniacza w towarzystwie zewnętrznego źródła, ale skoro producent przewidział taką możliwość, a wręcz się nią chwali, rozpocząłem odsłuchy od wejścia Bluetooth. Na tapetę poszła moja ulubiona playlista, Cyrus miał trochę czasu na dojście do siebie przed zmianą źródła, a ja mogłem wstępnie ocenić jego możliwości. Wiem, że słuchanie muzyki ze smartfona z wykorzystaniem łączności bezprzewodowej to trochę jak testowanie sportowego auta w korku, ale spokojnie, na ostrą jazdę po torze też przyjdzie czas. Przez chwilę zastanawiałem się czy dźwięk w takiej konfiguracji będzie beznadziejny, czy może jednak sprawi mi trochę przyjemności. Gdyby była to pierwsza opcja, zawsze mógłbym uznać tę część recenzji za odbębnioną i ruszyć dalej. One wykrzesał z siebie jednak tyle pozytywnej energii, że poprawiłem jeszcze ustawienie kolumn, usiadłem wygodnie na kanapie i zacząłem przerzucać utwory zaskoczony tym, jak ciekawie zaczął się odsłuch brytyjskiego malucha. Jasne, brzmienie na pewno było trochę skompresowane, ale wyraźnie czułem, że Cyrus rwie się do grania. Dobre wrażenie zrobiła na mnie nie tylko dynamika, ale także ogólna równowaga tonalna i naturalna barwa dźwięku. Po cichu liczyłem na to, że One będzie grał bardzo specyficznie, bo niektóre małe wzmacniacze mają tendencję do kombinowania w tym czy innym kierunku. Tymczasem tutaj już na początku stało się jasne, że testowany piecyk będzie raczej starał się prezentować muzykę w sposób jak najbardziej audiofilski - zgodnie z tym, co zostało zarejestrowane na płycie.

Po zakończeniu rozgrzewki i w sumie jak najbardziej pozytywnych doświadczeniach z wejściem Bluetooth (w porównaniu do tego, co prezentują niektóre konkurencyjne urządzenia), postanowiłem wypróbować drugą dodatkową funkcję One'a czyli przedwzmacniacz gramofonowy. W wielu wzmacniaczach za te pieniądze wejście phono stanowi raczej dodatek, niż danie główne, czemu trudno się dziwić. Producenci sprzętu nie będą przecież instalowali zaawansowanych i kosztownych modułów korekcyjnych, bo część klientów w ogóle z nich nie skorzysta (choć zapłacą wszyscy), a prawdziwi fani czarnych płyt prędzej czy później zaopatrzą się w zewnętrzny przedwzmacniacz gwarantujący lepszą jakość brzmienia i dający możliwość dokładnego dopasowania parametrów do wkładki. Cyrus w tej kwestii też nie kombinował, więc ani z przodu ani z tyłu nie znajdziemy jakichkolwiek przełączników czy pokręteł. Producent informuje jedynie, że wbudowany phono stage będzie działał z wkładkami MM. Trudno doszukać się jakichkolwiek danych technicznych. Dla użytkowników jest to więc jasna informacja - możecie podłączyć dowolny gramofon z wkładką typu Moving Magnet, a więc większość budżetowych modeli dostępnych na rynku. Tak też zrobiłem. Sięgnąłem akurat po Regę P2 z zainstalowaną fabrycznie wkładką Rega Carbon, podłączyłem kable, położyłem płytę na talerzu, opuściłem ramię i zagrało. I to jak! Dobrze, słyszałem w życiu lepsze, hi-endowe gramofony, ale opisywany system wydobył z siebie taką dynamikę i przejrzystość, że nie zdziwiłbym się gdyby wśród użytkowników One'a faktycznie znaleźli się tacy, którzy nie będą korzystali z żadnego innego wejścia analogowego. Do wieczornych odsłuchów w skupieniu, z możliwością wczuwania się w klimat i rozkoszowania się wysoką jakością brzmienia - dobrze skonfigurowany gramofon. Do codziennego słuchania i odkrywania nowej muzyki dzięki aplikacjom serwisów streamingowych - smartfon lub tablet. Wiem, że zabawa z czarnymi płytami jest kosztowna i mimo wszystko trochę upierdliwa, ale posłuchajcie choć chwilę, a przekonacie się o co w tym wszystkim chodzi. Rytmika, płynność, bliskość wokali, no i ta przestrzeń... Wiem, że zaraz odezwą się posiadacze bardzo zaawansowanych torów analogowych, w których wkładka kosztuje więcej niż testowany wzmacniacz. Ale tym razem testujemy sprzęt dla tak zwanych normalnych ludzi i domyślam się, że pierwszy odsłuch z winylu będzie dla nich niesamowitym przeżyciem. Tym bardziej cieszy mnie to, że Cyrus jednak zadbał o jakość wejścia phono, bo gdyby było inaczej, sam na pewno nie wkręciłbym się w słuchanie tak mocno. Wiele z fabrycznych przedwzmacniaczy zamula dźwięk starając się uczynić go jeszcze cieplejszym, a tutaj jest wręcz odwrotnie. One połączony z niezłym gramofonem to mała, muzyczna bestia i czysta energia. Podobało mi się.

Skoro dwa pierwsze etapy mamy zaliczone, pozostało potraktować Cyrusa jak każdy inny wzmacniacz i sprawdzić go w towarzystwie zewnętrznego źródła. W tej roli wykorzystałem uniwersalny odtwarzacz T+A MP 1000 E. Wiem, to zupełnie inna półka, ale cenię sobie neutralność i przejrzystość tego urządzenia tak bardzo, że nie zmieniałem źródła tylko po to, żeby zgadzały mi się ceny poszczególnych elementów systemu. Z takim partnerem mogłem już dokładnie poznać charakter brzmienia brytyjskiej integry. Moje pierwsze wrażenia jak najbardziej się potwierdziły. One to jeden z niewielu wzmacniaczy z tego przedziału cenowego, które tak mocno stawiają na kilka cech gwarantujących prawdziwie audiofilskie doznania - równowagę tonalną, dynamikę, rozdzielczość i naturalną barwę. Po przesłuchaniu fragmentów kilkunastu obowiązkowych utworów, zacząłem nawet wytężać słuch w poszukiwaniu elementów, które mogłyby nie pasować do tej układanki. Może delikatne podbicie średniego basu, może lekko ocieplone wokale? Na niektórych nagraniach wyszło na jaw również nieznaczne złagodzenie górnego skraju pasma. Ale to wszystko drobiazgi, bo w ujęciu całościowym Cyrus oferuje wszystko, co powinien mieć dobry wzmacniacz ze średniej półki. Szczególnie zaskoczyła mnie dynamika, bo od początku ostrożnie traktowałem zapewnienia producenta odnośnie oddawanej mocy. 100 W na kanał przy 6 Ω z takiego maleństwa? Wolne żarty! Okazuje się, że wcale nie. One naprawdę gra tak, jakby miał jakieś turbo pod maską. Dzięki temu potrafi tchnąć życie nawet w nieco nudnawe nagrania, które normalnie brzmią jak nagrane spod koca. Do tego naprawdę ciężko jest znaleźć kolumny, które sprawią Cyrusowi jakiekolwiek problemy. Nie mówię oczywiście o pełnopasmowych elektrostatach, ale o zestawach, które w prawdziwym życiu można by było połączyć z takim wzmacniaczem. Audiovectory QR1 to dla nich kaszka z mleczkiem. Pylon Audio Diamond Monitor? Świetna sprawa, zestawienie jak najbardziej godne polecenia. Na test załapały się jeszcze Tannoye Revolution XT 6F i Chartwelle LS6 i tutaj również nie odnotowałem żadnych problemów z mocą. Wychodzi więc na to, że One to pełnokrwisty Cyrus, który mimo skromnego wyglądu potrafi pokazać pazury.

Co najbardziej spodobało mi się w tym wzmacniaczu? Neutralność, energia, uniwersalność, soczysty bas, a także wysoka jakość wejść phono i Bluetooth. Tak przy okazji - gniazdo słuchawkowe również nie rozczarowuje. Wiadomo, że do hi-endowych nauszników lepiej będzie zainwestować w osobne urządzenie, ale z większością audiofilskich słuchawek do 1000-1500 zł będzie jak najbardziej w porządku. Do listy zalet można dopisać także wysoką jakość wykonania, nowoczesne wzornictwo, funkcjonalność i prestiż marki, która słynie z produkcji znacznie droższego sprzętu. Przykładowo pierwszy wzmacniacz zintegrowany z "klasycznej" serii, model 6 DAC, kosztuje 5499 zł, a dysponuje prawie o połowę niższą mocą. One to po prostu bardzo korzystna propozycja, nie tylko pod względem stosunku jakości do ceny. Minusy? Przednia ścianka łatwo się brudzi, a umiejscowienie gniazda słuchawkowego jest trochę niewygodne. Ale mimo wszystko, najbardziej brakowało mi wejścia cyfrowego w jakiejkolwiek formie, choćby pojedynczego USB typu B. Gdyby producent zdecydował się upchnąć tu jeszcze DAC-a, cena na pewno poszłaby do góry, ale użytkownicy zyskaliby możliwość słuchania plików, może nawet hi-resów, bez konieczności inwestowania w kolejne źródło. Ale cóż, idąc tym tropem zaraz moglibyśmy zażądać gniazd optycznych i koaksjalnych, łączności LAN i Wi-Fi, kompatybilności z firmową aplikacją i serwisami streamingowymi, wbudowanego napędu dla płyt kompaktowych i wielu innych funkcji, których One nie ma, bo jest prosty, tani i skoncentrowany na swojej misji. Dla tych, którzy muszą mieć wszystko w jednym pudełku, Cyrus już dawno przygotował gotowe rozwiązanie. Nazywa się Lyric.

Cyrus One

Budowa i parametry

One to wzmacniacz trzeciej generacji Cyrusa, pracujący w klasie D i zapewniający 2 x 100 W mocy przy 6 Ω. W urządzeniu zastosowano rozwiązanie o nazwie SID (Speaker Impedance Adjustment) czyli detekcję impedancji głośnika. System ten automatycznie dopasowuje wyjście wzmacniacza do obciążenia elektrycznego podłączonych kolumn. Wzmacniacz wyposażono w system łączności bezprzewodowej Bluetooth z kodekiem apt-X. Pozwala on na przesyłanie sygnału z telefonu lub komputera za pomocą połączenia bezprzewodowego, ale z brzmieniem znacznie lepszej jakości. Wewnątrz znajdziemy między innymi zasilacz oparty na dużym transformatorze toroidalnym i jedenaście oddzielnych obwodów zasilacza dla maksymalnej separacji poszczególnych obwodów. Przydatnym dodatkiem jest na pewno wysokonapięciowy wzmacniacz słuchawkowy wysokiej mocy, pracujący w klasie AB. Gniazdo słuchawkowe 6,3 mm umieszczono na przednim panelu, tuż pod potencjometrem. Gniazda pre-out na panelu tylnym umożliwiają podłączenie dodatkowych wzmacniaczy mocy w celu rozbudowy systemu dla wysterowania bardziej wymagających głośników. Cyrus One jest wyposażony w cztery wejścia liniowe oraz przedwzmacniacz gramofonowy kompatybilny ze wszystkimi wkładami MM. Pilot na podczerwień może sterować głośnością i przełączaniem wejść, a także regulacją jasności diod LED, dostosowując wyświetlacz do preferencji użytkownika.

Konfiguracja

Astell&Kern AK70, T+A MP 1000 E, Rega P2, iPhone 5S, Audiovector QR1, Pylon Audio Diamond Monitor, Tannoy Revolution XT 6F, Chartwell LS6, Enerr Tablette 6S, Enerr Symbol Hybrid, Cardas Parsec, Solid Tech Radius Duo 3.

Cyrus One

Werdykt

Od początku wiedziałem, że to będzie fajny wzmacniacz. I nie pomyliłem się. Kiedy wchodził na rynek, wszyscy zastanawiali się czy to będzie prawdziwy Cyrus w ładniejszym opakowaniu, godny następca legendarnego modelu sprzed lat, czy może urządzenie zupełnie oderwane od dobrych tradycji marki, zbudowane tylko po to, aby przyciągnąć mniej zamożnych klientów. Inna obudowa, nowoczesne wzornictwo, łączność bezprzewodowa, klasa D - to wszystko pachniało odejściem od audiofilskich ideałów. Ale nie! Brytyjczycy bardzo się postarali i stworzyli integrę, która dla wielu melomanów będzie wręcz spełnieniem marzeń. One nie dość, że jest piękny, kompaktowy, funkcjonalny i mocny, to jeszcze świetnie gra. Jego cena nie zwala z nóg, lecz jeszcze bardziej zachęca do tego, aby się nim zainteresować. Trzy praktyczne bonusy - łączność bezprzewodowa, wbudowany phono stage i wyjście słuchawkowe - okazały się być czymś więcej, niż bajerami wciśniętymi do wzmacniacza na siłę i zaprojektowanymi po najmniejszej linii oporu. Z każdego z tych udogodnień można korzystać z przyjemnością, bez poczucia, że za pięć minut nam się znudzi i będziemy musieli wrócić do sklepu po kolejny klocek za kilka tysięcy złotych. One to nic innego, jak prosta recepta na dobre hi-fi. Wystarczy dodać do niego porządne kolumny i już można słuchać muzyki bez kompleksów. A co dalej? Gramofon, streamer, kable z prawdziwego zdarzenia? O tym każdy właściciel tego wzmacniacza zdecyduje już sam.

Cyrus One

Dane techniczne

Moc wyjściowa: 2 x 100 W/6 Ω
Przedwzmacniacz gramofonowy: MM
Łączność bezprzewodowa: Bluetooth z apt-X
Wejścia analogowe: 4 x RCA
Wyjścia analogowe: pre-out
Wymiary (W/S/G): 8,5/22/39 cm
Masa: 5,6 kg
Cena: 3900 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma EIC.

Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy7

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (1)

  • 1piotr13

    No właśnie, żeby jeszcze było jakiekolwiek wejście cyfrowe to biorę od ręki...

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery boczne

Komentarze

Kriskris
Słuchałem tych monitorków kilka tygodni temu, podpięte pod Gato Audio AMP-150. Grały świetnie, zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i zdecydowałem się na kupno. Ni...
Włodek
Witam serdecznie. Dzięki za ciekawą recenzję. Właśnie czekam na nowiutkie Pearle 27 i Yamahę R-N602. Mam gorącą prośbę o podpowiedź jakimi kablami połączyć zest...
1piotr13
Dobry pomysł z tymi siateczkami na głośnikach. Przyda się na pewno jak ktoś ma w domu małe dzieci:)

Cytaty

LudwikJerzyKern.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.