Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Soul Note A-2

Soul Note A-2

Jeżeli rynek sprzętu audio podzielimy na trzy grupy - największych graczy znanych na całym świecie, średnie firmy kierujące swoje urządzenia do bardziej wtajemniczonych odbiorców i najmniejsze manufaktury, których miesięczna produkcja to kilka, maksymalnie kilkanaście gotowych wzmacniaczy, gramofonów lub wzmacniaczy słuchawkowych - z punktu widzenia prawdziwego zapaleńca najciekawsza wydaje się właśnie ta trzecia. Nie twierdzę, że audiofile nie mają czego szukać w ofercie takich gigantów, jak McIntosh, Krell, JBL, Naim, Bowers & Wilkins czy Sennheiser. Mają. Nikt normalny nie powie przecież, że Statement to kiepski wzmacniacz, 800 D3 to mało atrakcyjne kolumny, a HE 1 to nauszniki, które nie spełnią oczekiwań najbardziej wymagających melomanów. Nie ulega jednak wątpliwości, że z im większą firmą mamy do czynienia, tym mocniej produkowane przez nią urządzenia obudowane są dodatkami, których czasami nie widać i nie słychać, ale trzeba za nie zapłacić. Większość topowych marek ma piękne, nowoczesne fabryki, zatrudnia utalentowanych projektantów i inżynierów, inwestuje w ochronę środowiska, sponsoruje zespół wyścigowy lub współpracuje ze znanymi artystami, stawia imponujące stoiska na każdej większej wystawie, buduje i utrzymuje showroomy w luksusowych dzielnicach największych miast, nie wspominając o zakrojonych na szeroką skalę kampaniach reklamowych. Kupując wzmacniacz, płacimy więc nie tylko za sam sprzęt, ale także wszystko, co się z nim wiąże. Ale czy fakt, że sprzęt danej firmy wylądował na planie kilku nowych filmów i seriali w jakikolwiek sposób przełoży się na lepszy dźwięk? Odpowiedź jest oczywista. Być może dlatego trzecią grupę firm tak uważnie śledzą klienci, którym zależy przede wszystkim na jakości brzmienia. Ci, którzy wszystkie dostępne środki chcieliby przeznaczyć na to, aby zbliżyć się do muzyki, a nie pochwalić się przed znajomymi lub odzyskać jak najwięcej pieniędzy przy odsprzedaży sprzętu za kilka lat. Jest tylko jeden problem. W tym świecie trzeba być gotowym na eksperymenty, odsłuchy i duże ryzyko, a przede wszystkim dysponować sporą wiedzą i doświadczeniem, aby umieć odróżnić ziarno od plew.

Wszystko, co umownie nazwałem wyżej trzecią grupą, w rzeczywistości przypomina wielkie targowisko, na którym można znaleźć zarówno rzadkie, ale wartościowe przedmioty, jak i zwyczajny szmelc - kiepskie podróbki, urządzenia zmontowane na kolanie przez kompletnych amatorów, a nawet opakowane nieprawdopodobną ilością chamskiego marketingu akcesoria w rodzaju kabli owiniętych dziesięcioma warstwami pogrubiającymi czy puszek wypełnionych olejem z wątroby rekina. Od czasu do czasu słyszymy jednak historie o tym, jak to ktoś za śmieszne pieniądze kupił na takim targu kanapę wypełnioną banknotami albo oryginalnego Pollocka, którego sprzedawca wziął za oprawioną w drewnianą ramę pamiątkę po rodzinnej zabawie przy malowaniu pokoju dla trzeciego dziecka. Automatycznie uruchamia nam się wyobraźnia i wydaje nam się, że w tej trzeciej grupie, przy odrobinie szczęścia, znajdziemy wzmacniacz grający tak cudownie, jak topowy McIntosh, Accuphase, Krell, Luxman czy Gryphon, ale wystawiony na sprzedaż za mniej niż połowę ich ceny. Zazwyczaj to mrzonka, ale czasami naprawdę trafi nam się prawdziwa perełka. Sam na przykład nie jestem wielkim fanem takich targowisk. Najczęściej wolę dopłacić, aby kupić sprzęt, którego pochodzenia nie będę musiał nikomu tłumaczyć i którego będzie używało wielu innych audiofilów. Jeżeli jednak mam poświęcać swój czas na eksperymenty, zawsze przychylnym okiem patrzę na manufaktury założone nie przez amatorów, ale "uciekinierów" - projektantów, którzy wcześniej pracowali w kilku większych firmach lub świadczyli dla nich różnego rodzaju usługi. Większość z nich to znakomici fachowcy, którym w pewnym momencie zaczęła przeszkadzać polityka potężnych koncernów i dlatego zdecydowali się pójść swoją drogą, zapominając o ograniczeniach i budując taki sprzęt, jakiego sami chcieliby używać. Choć nie wszystkie nazwiska są audiofilom znane, przykładów jest bez liku. Dan D'Agostino był głównym inżynierem Krella. Mike Bladelius projektował wzmacniacze dla Passa, Classé i Primare'a. A gdyby tak dwadzieścia lat temu Ken Ishiwata rozstał się z Marantzem, zabrał ze sobą kilku pomocników i założył własną firmę produkującą wzmacniacze, nie znalazłby chętnych na ich zakup? Teoretycznie byłaby to maleńka, młoda manufaktura, ale w praktyce dostalibyśmy pewnie serię wspaniałych, dopracowanych w każdym szczególe urządzeń nie gorszych od flagowych modeli Marantza.

Ken miał akurat możliwość realizowania swojej pasji w godzinach pracy i nie musiał się z tym ukrywać. Był jednak wyjątkiem od reguły, przynajmniej jeśli chodzi o Japonię. Tamtejsza kultura wymaga bowiem, aby pracownicy byli nie tylko lojalni, ale całkowicie oddani swojej firmie i stawiali ją wyżej od siebie. Można powiedzieć, że jednostka i jej indywidualne pragnienia są mniej ważne, za to nazwa i logo przedsiębiorstwa, dla którego w danej chwili pracujemy to absolutna świętość. Nawet wtedy, gdy nie reprezentujemy takiego giganta, jak Toyota czy Yamaha, ale lokalne biuro ubezpieczeniowe zatrudniające jednego rzeczoznawcę, dwie sekretarki, dwóch agentów i księgową. W Japonii miejsce pracy jest naszym drugim domem i niezależnie od tego, co się w nim dzieje, musimy być z niego dumni i mówić o nim z szacunkiem. Doskonałym przykładem jest rytuał wymiany wizytówek. Dla nas, przedstawicieli kultury zachodniej, jest to zwyczajna czynność, natomiast dla Japończyków - bardzo ważna chwila, którą należy celebrować. Wizytówkę należy podawać i przyjmować z szacunkiem, trzymając jednocześnie obiema dłońmi, pochylić się nad nią, obejrzeć, a najlepiej - skomentować, chwaląc jej wygląd i stanowisko naszego rozmówcy. Pod żadnym pozorem nie wolno natychmiast chować wizytówki do kieszeni. Jeżeli wymiana wizytówek odbywa się w szerszym gronie, na przykład podczas spotkania biznesowego, ceremoniał zawsze inicjują osoby o najwyższej randze. O ile więc u nas szeregowy inżynier lub szef działu projektowego może w każdej chwili odejść z pracy i założyć własną firmę, ogłaszając wszem i wobec, że robi lepsze wzmacniacze, kolumny lub gramofony, w Japonii byłoby to raczej nie na miejscu. Być może dlatego tacy "uciekinierzy" unikają sygnowania sprzętu swoim nazwiskiem, zakładając nowe firmy i budując wszystko od początku. Tak właśnie postąpił założyciel Soul Note'a - Norinaga Nakazawa.

Po ukończeniu nauki, pan Nakazawa rozpoczął pracę w firmie Standard Radio Corporation, która zajmowała się konstruowaniem amatorskich i profesjonalnych urządzeń bezprzewodowych oraz sprzętu radiowego. W 1971 roku amerykańska firma Superscope wykupiła 50% udziałów w Standard Radio Corporation, która od tego momentu zajęła się nadzorowaniem prac badawczo-rozwojowych nad wieżami i amplitunerami stereo. Cztery lata później firma zmieniła nazwę na Marantz Japan. W 1982 roku, u progu ery cyfrowej w świecie sprzętu audio, pan Nakazawa udoskonalił konstrukcję magnetofonu kasetowego wysokiej klasy, jednak naprawdę zaczął się rozkręcać dopiero po mariażu Marantza i Philipsa, kiedy to Japończycy uzyskali dostęp do różnych technologii znajdujących się w arsenale holenderskiego koncernu. Jednym z pierwszych owoców tej współpracy stał się odtwarzacz płyt kompaktowych Marantz CD-63, który został od razu doceniony na całym świecie. Kluczową rolę w jego powstaniu miał odegrać właśnie Norinaga Nakazawa. W latach 2000-2006, gdy na całym świecie dochodziło do wielkich przejęć i konsolidacji firm, Marantz postanowił odłączyć się od Philipsa. Chociaż początki były trudne, krok ten doprowadził do nawiązania współpracy z firmą Denon, która właśnie opuściła korporację Nippon Columbia, odsprzedała swoje udziały i stała się partnerem biznesowym Marantza. Poszczególne podmioty stały się częścią jednej grupy o nazwie D&M Holdings. Z punktu widzenia klientów i udziałowców był to na pewno dobry ruch, jednak zmiana właściciela nie pozostała bez wpływu na środowisko pracy w firmie. Jak przeczytamy na stronie Soul Note'a, fundusz inwestycyjny zainteresowany był przede wszystkim efektywnością produkcji, a nie jakością dźwięku, w związku z czym pan Nakazawa, po wielu, wielu latach przepracowanych dla Marantza, postanowił odejść, zabierając sporą część swojego zespołu - inżynierów podzielających jego poglądy i pasję. Tak w 2004 roku narodziła się firma CSR, produkująca sprzęt hi-fi pod marką Soul Note.

Soul Note A-2

Wygląd i funkcjonalność

A-2 to flagowa integra japońskiej firmy. Nie ma co owijać w bawełnę - jest cudowna. To wielki, potężny, ciężki, piękny i dopracowany wzmacniacz, w którym pan Nakazawa zawarł całą swoją wiedzę i doświadczenie. Początkowo myślałem, że to tylko coś w rodzaju specjalnej edycji - jubileuszowego prezentu dla najbardziej oddanych fanów. Urządzenie wyraźnie różni się bowiem od komponentów Soul Note, które miałem przyjemność testować do tej pory. Starsze klocki tej marki były minimalistyczne, skromne i eleganckie. Czarne, aluminiowe pudełka zdobiły tylko srebrne pokrętła i przyciski, tabliczka z nazwą producenta i nieco archaiczne, czerwone wyświetlacze. Proste, typowo europejskie wzornictwo. Bez wodotrysków. Najważniejsza była bowiem kryjąca się wewnątrz elektronika. W mojej pamięci szczególnie pozytywnie zapisał się przetwornik SD300 - uniwersalna maszyna, która przypadła do gustu wielu polskim audiofilom. Japońskiego DAC-a używa przynajmniej dwóch moich znajomych, a jego symbol stosunkowo często pojawia się w dyskusjach na internetowych forach i grupach, co - biorąc pod uwagę skromną skalę działalności Soul Note'a i fakt, że należy on raczej do marek "egzotycznych" - jest sporym sukcesem. Z klasycznej, czarno-srebrnej stylistyki w topowym wzmacniaczu pozostawiono jedynie tabliczkę z firmowym logo i czerwony wyświetlacz. Cała reszta to inna szkoła jazdy. Grube, aluminiowe płyty ponacinane w bardzo charakterystyczny sposób, drewniane boczki, piękna pokrywa z dwoma wielkimi okienkami, pod którymi zobaczymy czarne kratownice, a do tego piękne gniazda, interesujący komplet nóżek i kolców oraz motyw, który widać z daleka, zarówno z przodu, z tyłu, jak i w środku - symetria. Wszystko wskazuje na to, że po wielu latach projektowania budżetowych komponentów stereo i klocków ze średniej półki, pan Nakazawa postanowił pójść na całość i zbudować coś dla naprawdę wymagających audiofilów - wzmacniacz w swoim pojęciu idealny. Kto wie, może nawet stworzył go dla siebie?

Opisywana integra nie jest jednym urządzeniem Soul Note'a, które wyraźnie zrywa z wcześniejszym dizajnem. A-2 należy do nowej serii komponentów stereo, z których wszystkie prezentują się podobnie. Wyróżniają je przednie panele z dużymi, poziomymi wycięciami przypominającymi radiatory lub żaluzje. Wszystko wskazuje na to, że katalog nie jest jeszcze ukończony. Kolejne poziomy wtajemniczenia oznaczono wyższymi cyframi. Jeśli chodzi o wzmacniacze zintegrowane, do wyboru mamy modele A-0, A-1 i A-2. To jednak nie wszystko, bowiem do integry można dorzucić przedwzmacniacz gramofonowy E-1 lub E-2 i przetwornik D-1N lub D-2, a na dokładkę - odtwarzacz płyt kompaktowych C-1 lub S-3. Trójka w symbolu tego ostatniego wskazuje, że testowany piecyk może jeszcze nie być tym "docelowym". Jeżeli jednak komuś wydaje się, że Soul Note ma ambicje podbicia światowego rynku sprzętu audio i posłania do piachu takich legend, jak Luxman czy Accuphase, wystarczy odwiedzić jego oficjalną stronę internetową. A najpierw trzeba ją znaleźć... Uprzedzam, że nie jest to proste. Co więcej, witryna jest dostępna tylko w języku japońskim. Bez tłumacza ani rusz. Wystarczy pięć sekund, aby zorientować się, że mamy do czynienia z wybitnie audiofilskim przedsięwzięciem. Swoim wiernym fanom Soul Note nie oferuje bowiem akcesoriów w rodzaju radiobudzików czy ręczników plażowych, ale kable i platformy antywibracyjne.

Zdobycie sprzętu tej marki też nie jest proste. To znaczy... Jest, jeśli mieszkamy w Japonii i nie zamierzamy się stamtąd wyprowadzać. Brak innych wersji językowych firmowej strony nie jest zaniedbaniem, ale czymś w rodzaju filtra odstraszającego ludzi, którzy nie wiedzą z czym mają do czynienia. Soul Note kieruje większość swoich urządzeń na rodzimy rynek. Raz, że miłośników wysokiej klasy elektroniki w Japonii nie brakuje, a dwa, że chętnie sięgają oni po urządzenia skonstruowane przez swoich rodaków, nie boją się żadnych eksperymentów i potrafią docenić sprzęt nie za jego wygląd czy pochodzenie, ale to, co liczy się najbardziej - jakość brzmienia. Wyraźnie widać, że nie mamy do czynienia z firmą, której w pierwszej kolejności zależało na zbudowaniu międzynarodowej sieci dystrybutorów i dealerów. Wręcz odwrotnie. Sprowadzaniem urządzeń pana Nakazawy zajmują się tylko prawdziwi pasjonaci. Jest to bowiem pracochłonne i niezbyt rentowne zajęcie. Co więcej, nie można tak po prostu zamówić po kilka egzemplarzy każdego modelu uwzględnionego w aktualnym katalogu, bowiem nie wszystkie są wytwarzane w wersjach przeznaczonych na rynek zagraniczny. Wzmacniaczy zintegrowanych mamy na przykład trzy, ale w specyfikacji europejskiej Soul Note produkuje tylko topową integrę A-2. Jeżeli więc kogoś interesuje A-1 albo A-0, przykro mi. Może kiedyś...

Kiedy dystrybutor dostarczył wzmacniacz do naszej redakcji, odruchowo zapytałem czy mógłby podrzucić mi jakieś materiały na jego temat lub duże zdjęcia od producenta. Uśmiechnął się i odparł, że jeśli zrobimy wszystko sami, będzie nie tylko lepiej, ale i szybciej. Przy okazji przekazał mi komplet akcesoriów, wytłumaczył jak zdejmuje się górną pokrywę i do czego służą umieszczone na tylnej ściance przełączniki. Dowiedziałem się też, że prawdopodobnie jest to jeden z niewielu wyprodukowanych do tej pory egzemplarzy A-2 z drewnianymi boczkami. Z całą pewnością jedyny (póki co) w Polsce. Faktycznie, na zdjęciach producenta cała obudowa jest metalowa. Dowiedziałem się, że wersja dostarczona do naszego testu nosi oznaczenie A-2 SE, przy czym zmiany w stosunku do modelu regularnego dotyczą wyłącznie drewnianego "osprzętu" czyli paneli bocznych oraz podkładek pod kolce. Cała reszta (wnętrze, parametry, gniazda) jest dokładnie taka sama. Dlatego też darowałem sobie dopisek "SE" w tytule artykułu. Gdyby opisywane urządzenie różniło się od wersji bazowej parametrami, wyposażeniem, architekturą układów elektronicznych i jakością dźwięku, informacja ta byłaby kluczowa. Jeżeli jednak chodzi wyłącznie o kwestie estetyczne i obecność podkładek, które mają pewnie taki sam (albo mniejszy) wpływ na brzmienie, jak stolik, na którym postawimy wzmacniacz, można spokojnie przyjąć, że podstawowy A-2 z metalowymi boczkami zagra tak samo. Odzwierciedla to zresztą różnica w cenie - A-2 SE jest o 500 zł droższy. Nie ma się co szczypać. Chyba, że ktoś bardzo nie lubi drewna. Co ciekawe, dystrybutor przyjął już zamówienie na A-2 w kolorze czarnym. Po pierwsze jednak sprawa mocno się przeciąga, a producent odpowiada na wiadomości z dużym opóźnieniem, a po drugie do końca nie wiadomo jeszcze czy w takiej odmianie boczne panele będą wykonane z takiego samego, czy ciemniejszego drewna. Kiedyś pewnie się dowiemy. Ponieważ na tym etapie mówimy o pojedynczych sztukach, (dystrybutor nie może dopisać do zamówienia chociażby kilku tańszych wzmacniaczy i przetworników, aby obniżyć koszty transportu), za samo ściągnięcie tego wzmacniacza do Polski trzeba było podobno zapłacić około 4000 zł. Podsumowując, z której strony by nie patrzeć, mamy do czynienia z wyjątkowo ekscentryczną operacją. Mimo, że wzmacniacz jest stosunkowo drogi, dystrybutorowi pewnie bardziej opłacałoby poświęcić cały ten czas i energię na sprzedaż kilku głośników w rodzaju Naima Muso Qb. Z punktu widzenia klienta, Soul Note A-2 jest natomiast urządzeniem absolutnie wyjątkowym, sprzętem balansującym na krawędzi "nieosiągalności". I to nie ze względu na cenę, ale mocno ograniczoną dostępność i długi czas oczekiwania na każdy zamówiony egzemplarz.

Po co się męczyć, skoro za podobne pieniądze można kupić Hegla H390, Luxmana L-550AXII, Lyngdorfa TDAI-3400, Accuphase'a E-370, Cambridge'a Edge A, ATC SIA2-150, Unisona Unico 150, McIntosha MA252 i wiele innych wzmacniaczy, które dostaniemy bez większego problemu, czasem choćby i na jutro? Niektórych audiofilów przyciągnie oczywiście sama ekskluzywność, jednak głównym czynnikiem nadającym sens całej tej batalii wydaje się być niesłychanie wysoka jakość wykonania (a w konsekwencji również brzmienia) flagowej integry Soul Note'a. Widać to na pierwszy rzut oka. Miałem w życiu do czynienia z wieloma drogimi wzmacniaczami, przy czym poziom dwudziestu lub dwudziestu pięciu tysięcy złotych jest w ofercie wielu firm zaledwie początkiem drogi - zapowiedzią tego, co dostaniemy w modelach z najwyższej półki. W niektórych przypadkach człowiek odnosi wrażenie, że takie urządzenie jest mieszanką elementów totalnie hi-endowych z, no właśnie, może nie przeciętnymi, ale jednak charakterystycznymi dla sprzętu ze średniej półki. Wiem, że dla niewtajemniczonych może to być niedorzeczne, bo mówimy o bardzo drogim sprzęcie, którego żadna część nie powinna pachnieć oszczędnościami. A jednak i tutaj natkniemy się na gniazda z plastikowymi nakrętkami, dzwoniące pokrywy i inne tego typu "przyjemności". Producenci sprzętu z najwyższej półki lubią w ten czy inny sposób dawać nam do zrozumienia, że przed nami jeszcze daleka droga. Dostaniemy sprzęt owszem, bardzo dobry, jednak szybkie porównanie z wyższymi modelami wypadnie dla niego albo tak sobie, albo skrajnie niekorzystnie. W tej chwili ten "docelowy" poziom dla wzmacniaczy zintegrowanych to jakieś sześćdziesiąt, może osiemdziesiąt tysięcy złotych. Gryphon Diablo 300, MBL N51, Audio Research GSi75, Musical Fidelity Nu-Vista 800, Vitus Audio SIA-025, McIntosh MA9000 czy T+A PA 3100 HV - to mniej więcej ta półka. A-2 nie jest może aż tak imponujący, jak niektóre z tych wzmacniaczy. Teoretycznie...

Zanim pójdziemy dalej, przyjrzyjmy się japońskiemu piecykowi z zewnątrz. Jeśli nie liczyć lekko wygiętych, drewnianych boczków, obudowa została w całości wykonana z metalu. Widzimy tu głównie aluminium, choć podstawa urządzenia, tylny panel i jeden z elementów tworzących górną pokrywę to prawdopodobnie lakierowana i odpowiednio ponacinana stal. Przednia ścianka została pokryta poziomymi rowkami, tworząc coś w rodzaju radiatora. Można jednak przyjąć, że chodziło przede wszystkim o efekt wizualny, bowiem w trakcie pracy przednia część flagowej integry Soul Note'a nie nagrzewa się tak mocno, jak cała reszta. Horyzontalne wycięcia sprawiają, że A-2 wygląda bardziej "trójwymiarowo" i może właśnie o to chodziło, bo użytkownik nie ma tu zbyt wielu zabawek. Widzimy tu tylko główny włącznik (elegancko wkomponowany w drugą "belkę" od dołu) oraz dwa pokrętła, z których jedno służy do wyboru źródła dźwięku, a drugie to oczywiście potencjometr. Obie gałki pracują tak samo - z leciutkimi skokami, którym towarzyszą dobiegające z wnętrza wzmacniacza kliknięcia. W przypadku selektora wejść jest to dość oczywiste, natomiast do regulacji głośności trzeba się chwilę przyzwyczaić. To znak, że konstruktorzy postawili tu na coś dokładniejszego, bardziej skomplikowanego i niezawodnego niż typowy, analogowy tłumik napędzany silniczkiem. Poziom wysterowania pokazywany jest na sporym, czarnym wyświetlaczu. Nie zobaczymy na nim jednak numeru wybranego w danej chwili wejścia. Do tego służy sześć czerwonych LED-ów wkomponowanych w panel czołowy tuż nad lewym pokrętłem. Centralną część frontu zajmuje natomiast tabliczka z firmowym emblematem. Muszę przyznać, że początkowo jakoś nie mogłem się przekonać do dizajnu tego wzmacniacza, ale przekonało mnie coś innego - wyjątkowa precyzja wykonania. Jak można się było spodziewać po Japończykach, wszystko jest tutaj dopieszczone co do ułamka milimetra. Szczególnie dobrze widać to na przykład w wycięciach na pokrętła i miejscach, w których front łączy się z drewnianymi boczkami i pokrywą. Ozdobne panele nie są oczywiście elementami strukturalnymi - pod nimi kryje się właściwy, metalowy "szkielet" wzmacniacza.

Dwa punkty podparcia umieszczone są z tyłu, całkiem blisko tylnej ścianki, natomiast z przodu mamy tylko jeden gwint na stopkę lub kolec i ten znajduje się całkiem głęboko - kilkanaście centymetrów od przedniej krawędzi wzmacniacza. W tym miejscu podpieramy bowiem... Transformator toroidalny. Jego podstawa skonstruowana jest tak, że nóżka utrzymuje w pierwszej kolejności transformator, a dopiero potem obudowę. Gdybyśmy chcieli wypoziomować wzmacniacz lub unieść go o kilka milimetrów, z pomocą przyjdzie nam długi, płaski klucz, który producent zapakował razem ze stopkami i kolcami. Czy nie jest to audiofilski hardcore w najczystszej postaci?

Najciekawsze jest jednak to, że wspomniana pokrywa jest dwuczęściowa, a dodatkowo została obsadzona z pewnym luzem. Można ją delikatnie przesuwać, może o milimetr czy dwa do przodu i do tyłu oraz na boki. Dlaczego? Konstruktorom chodziło podobno o dwie rzeczy - redukcję rezonansów, które z pokrywy mogłyby przenosić się dalej na obudowę oraz ułatwienie dostępu do wnętrza wzmacniacza bez odkręcania kilkunastu śrub czy wykonywania innych, czasami bardzo dziwnych czynności. Aby dostać się do środka, wystarczy więc odkręcić dwie śruby zlokalizowane na tylnej ściance. Utrzymują one na miejscu aluminiową belkę, która "zamyka" cały panel od góry. Kiedy ją wyjmiemy, bez problemu wysuniemy pokrywę do tyłu, a jeśli chcemy sobie to ułatwić, możemy odkręcić aluminiową nakładkę od czarnej, ponacinanej płyty, która wchodzi w ponacinane po bokach rowki (pozostawienie małego luzu odpowiada za efekt "pływania" całej konstrukcji). O wielkim zamiłowaniu producenta do walki z wibracjami świadczą też dołączone do zestawu nóżki. Użytkownik ma do wyboru dwie opcje - stosunkowo wysokie, metalowe nakrętki zakończone płaskimi stopkami lub kolce, które należy stawiać na niewielkich, drewnianych krążkach. Ostre, metalowe stożki oczywiście zostawiają po sobie niewielkie dziury, ale dokładnie tak ma być. Pozwala to łączyć zalety kolców z tłumiącymi właściwościami drewna, przy okazji unosząc wzmacniacz tak, aby umożliwić efektywną wentylację. Jest to bardzo ważne, bo A-2 nagrzewa się niemiłosiernie. Co więcej, dwa punkty podparcia umieszczone są z tyłu, całkiem blisko tylnej ścianki, natomiast z przodu mamy tylko jeden gwint na stopkę lub kolec i ten znajduje się całkiem głęboko - kilkanaście centymetrów od przedniej krawędzi wzmacniacza. W tym miejscu podpieramy bowiem... Transformator toroidalny. Jego podstawa skonstruowana jest tak, że nóżka utrzymuje w pierwszej kolejności transformator, a dopiero potem obudowę. Gdybyśmy chcieli wypoziomować wzmacniacz lub unieść go o kilka milimetrów, z pomocą przyjdzie nam długi, płaski klucz, który producent zapakował razem ze stopkami i kolcami. Czy nie jest to audiofilski hardcore w najczystszej postaci? Ostatnim elementem zestawu jest pilot zdalnego sterowania. Nie wiedzieć czemu, dystrybutor wraz z integrą dostarczył mi plastikowego pilota, a doskonale wiem, że do wielu swoich urządzeń Soul Note dołącza znacznie ładniejszy sterownik z aluminiowym panelem górnym. Jeśli mam być szczery, ideałem byłby pilot w kształcie drewnianej łódeczki z metalowymi przyciskami, nawiązujący do ozdobnych boczków i idealnej symetrii testowanego wzmacniacza.

Prawdziwa jazda zaczyna się... Tak naprawdę to w środku, ale skoro jeszcze do tego nie doszliśmy, warto przyjrzeć się tylnej ściance japońskiej integry. Z pozoru mamy tu do czynienia z klasycznym, na wskroś analogowym wzmacniaczem. To prawda - konstruktorzy nie ulegli pokusie wyposażenia "dwójki" w przetwornik cyfrowo-analogowy, wyraźnie stawiając granicę między kolejnymi elementami systemu stereo. Do dyspozycji mamy sześć wejść - trzy zbalansowane i trzy niezbalansowane - rozmieszczonych symetrycznie w centralnej części tylnego panelu. Pod nimi znalazło się miejsce dla solidnych, pojedynczych terminali głośnikowych, a z prawej strony umieszczono trójbolcowe gniazdo zasilające. Można przyjąć, że w tym przedziale cenowym jest to dość standardowy widok, chociaż większość producentów woli zamontować z tyłu jedno wejście zbalansowane, w zamian dając użytkownikom inne atrakcje, takie jak pętla magnetofonowa, wyjście z przedwzmacniacza czy bezpośrednie wejście do końcówki mocy. Ano właśnie...

Tutaj do gry wchodzą umieszczone z lewej strony przełączniki hebelkowe. Jest ich aż cztery. Pierwszy służy do wyboru trybu pracy urządzenia - jako wzmacniacz zintegrowany lub końcówka mocy. Jeżeli zdecydujemy się na drugą opcję, kolejnym przełącznikiem ustawimy wejście, które jako jedyne będzie wówczas aktywne. Do wyboru mamy gniazdo numer 1 (XLR) i 4 (RCA). Swoją drogą, wyraźnie widać, że producent zachęca nas do korzystania z wejść zbalansowanych. Trzeci przełącznik służy do wyboru trybu Bi-Amp lub BTL. W pierwszym aktywne są obie pary terminali głośnikowych (dzięki czemu możemy na przykład użyć dwóch takich wzmacniaczy, aby napędzić kolumny w klasycznym bi-ampingu, z podziałem na sekcję niskotonową i średnio-wysokotonową), natomiast drugi tryb (Bridge-Tied Load) pozwala na zmostkowanie wzmacniacza (wówczas kable głośnikowe podłączamy tylko do dwóch gniazd oznaczonych kolorem czerwonym, co jasno obrazują oznaczenia na tylnej ściance - prawe staje się "plusem", a lewe - "minusem"). Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze czwarty hebelek, który pozwala nam wybrać tryb stereofoniczny lub monofoniczny. Jeśli dobrze rozumiem, idea jest taka, abyśmy po pewnym czasie mogli dokupić drugi wzmacniacz i skorzystać z dobrodziejstwa bi-ampingu lub zmostkować każdy z nich, uzyskując wyższą moc i lepszą jakość brzmienia. Potencjalnie możemy skończyć nawet z kilkoma zmostkowanymi monoblokami. Nie do końca rozumiem jednak jak dokładnie miałoby to działać. W połączeniu z zewnętrznym przedwzmacniaczem - tak. Ale jak połączyć ze sobą dwie integry, kiedy z tyłu nie ma wyjścia z przedwzmacniacza? Rozumiem, że regulacja głośności odbywałaby się wówczas osobno dla prawego i lewego kanału. Z potencjometrami pokazującymi poziom wysterowania na wyświetlaczu może nie będzie to aż tak wielki problem, ale na pewno nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie. O ile więc na pierwszy rzut oka czarne hebelki wyglądają interesująco, obawiam się, że w rzeczywistości mało kto z nich skorzysta. Nie wiem czy nie lepiej byłoby trzymać się sprawdzonych schematów i zamontować z tyłu kilka dodatkowych gniazd (wyjście pre-out, wejście do końcówki mocy) lub wymyślić jakiś patent, aby dwie integry mogły współpracować ze sobą tak, aby jedna mogła pełnić funkcję przedwzmacniacza i monobloku, a druga - samego monobloku. Dla polskich klientów pozostałe opcje są na razie czystą teorią. Obecność czterech przełączników na tylnej ściance można traktować w kategoriach bardzo, ale to bardzo przyszłościowych. Być może dodanie tego "panelu sterowania" było z punktu widzenia konstruktora stosunkowo proste, a może uznano, że takie są wymagania rynku japońskiego.

Wszystko to sprawia, że ten oryginalny, ciekawy, duży i pięknie wykonany wzmacniacz jeszcze przed rozpoczęciem odsłuchów zaintrygował mnie jak rzadko które z urządzeń testowanych na łamach naszego portalu. Po zdjęciu pokrywy nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że mam do czynienia z rywalem Marka Levinsona Nº 5802 czy Audio Analogue'a Maestro Anniversary - z mniej rozpoznawalnym logiem na przedniej ściance, ale o jedną trzecią tańszym. W połączeniu ze stricte audiofilskimi rozwiązaniami, powinno to rozpalać wyobraźnię fanów wysokiej klasy elektroniki. Ale czy tak będzie? Nie mam pojęcia. Co by nie mówić, ludzie wciąż kupują oczami. I nie mówię tu o szklanych frontach czy drewnianych ozdóbkach. Audiofile zarzekają się, że jest inaczej, ale kiedy mają do wyboru odrobinę lepsze brzmienie lub logo znanej marki, wielu z nich decyduje się na drugą opcję. Bo będą mogli dokupić dopasowany wizualnie odtwarzacz, a nawet gramofon... Bo kiedy ten wzmacniacz im się znudzi, będą mogli go sprzedać (oczywiście ze stratą, ale lepiej coś odzyskać, niż zostać z klockiem, którego nikt nie chce)... Bo znana marka to także pewniejszy serwis, a w przypadku "wynalazków" różnie to bywa... Kiedy wszystkie tego typu rozterki się skumulują, sytuacja staje się jasna i bierzemy "pewniaka". Skłamałbym mówiąc, że tego nie rozumiem. Kilka razy w życiu zdecydowałem się na eksperyment i zwykle kończyło się to kiepsko. Trzeba jednak pamiętać, że Soul Note nie jest zupełnie nieznaną marką, nie mówiąc już o jego założycielu i jego kolegach. Poza tym japońska niezawodność jest już legendarna, więc taki zakup raczej nie skończy się wizytą w serwisie tuż po wygaśnięciu gwarancji. Odnośnie ceny, powiem tak - gdyby Soul Note przyjechał do mnie bez zapowiedzi, na podstawie jego oględzin (tak z zewnątrz, jak i w środku) oceniłbym go na 30-40 tysięcy złotych. A gdyby ktoś powiedział, że kosztuje 45 tysięcy, nie byłbym zdziwiony. Na tym poziomie już niemal wszystko jest możliwe. 24000 zł (lub 24500 zł w wersji SE) to - mimo wszystko - mało hardcore'owa cena, jak na tak hardcore'owy wzmacniacz. Ostatecznym sprawdzianem będzie jednak test odsłuchowy.

Soul Note A-2

Brzmienie

Pierwsze podejście do odsłuchu skończyło się szybko i spektakularnie. Włączenie wzmacniacza wysadziło bezpieczniki. Ostatnio zdarzyło mi się to jakieś dwa lata temu, kiedy kolega przytargał na odsłuch kilkudziesięcioletnią końcówkę mocy Krella. Mamy zatem do czynienia z wyjątkowo prądożerną bestią. Wyłączyłem pozostałe urządzenia, odpuściłem sobie herbatę i odpalałem wszystko po kolei, zaczynając od Soul Note'a. Tym razem wszystko poszło zgodnie z planem. Japońska integra zbudziła się do życia, a problem z bezpiecznikami nie wystąpił już ani razu aż do końca testu. Skoro się udało, postanowiłem podkręcić głośność i czym prędzej potraktować piecyk kilkoma utworami, które pozwalają mi szybko ocenić charakter i poziom testowanego urządzenia. A-2 grał jednak bardzo spokojnie, grzecznie i delikatnie, z wyraźnym ociepleniem i bliską, zagęszczoną średnicą. Czułem się jakby na stoliku wylądował Unison Research Preludio, a nie duży, ciężki, tranzystorowy piecyk oddający 100 W na kanał. Owszem, dźwięk był bardzo przyjemny, spójny i barwny, jednak w kategoriach dynamiki, rozdzielczości i przestrzeni oczekiwałem więcej. Scena stereofoniczna od początku była dość głęboka, ale ciasna - jakby nie mogła do końca otworzyć się na boki. Naturalnie, można było zrobić głośniej, ale nawet większa dawka decybeli nie poprawiała mikrodynamiki i kontroli basu. Pomyślałem, że zrobiłem coś źle. Może dobrałem złe nóżki? Nie no, zaraz... Chyba jeszcze zupełnie nie zwariowałem. Owszem, niektórzy recenzenci od takich rzeczy zaczynają odsłuchy i opisy, ale ja do platform antywibracyjnych, demagnetyzatorów i kondycjonerów podchodzę raczej sceptycznie. Wiem, że mają wpływ na jakość dźwięku, co nie zmienia faktu, że moim zdaniem powinno się traktować je jako jeden z ostatnich elementów układanki, wisienkę na torcie, a nie fundament hi-endowego systemu. W tym momencie zadzwonił do mnie kolega. Trudno - odbiorę, porozmawiam z nim, a do odsłuchu wrócę później. W międzyczasie poszedłem jeszcze zaparzyć sobie tę herbatę. Minęło jakieś pół godziny. Usiadłem na kanapie - ten sam wzmacniacz, to samo źródło, te same nóżki i ta sama muzyka. A dźwięk? Odblokowany! Okazało się, że dziesięć minut wygrzewania to dla Soul Note'a zdecydowanie za mało. Rozmowa zaczyna się po 30-40 minutach grania. Brzmienie wciąż było dość aksamitne i ocieplone, ale wyraźnie przyspieszyło, nabrało kształtów, konturów i mocy, nasyciło się detalami i zaczęło wypełniać pokój po same brzegi. Zupełnie jakby ktoś pozostawił w nim to, co moglibyśmy nazwać "pierwiastkiem lampowym", ale włączył to tranzystorowe bydlę, które czai się w środku, obiecując szerokie pasmo, fantastyczną dynamikę, kontrolę i mocne uderzenie. Teraz to co innego... Teraz dostałem to, co najlepsze w obu światach.

Nie ukrywam, że lubię ciepło grający sprzęt. Albo inaczej - nie przepadam za takim, którego konstruktorzy całkowicie zapomnieli o barwie, gładkości, spójności i innych cechach, które kojarzymy z lampami i gramofonami. Dlaczego? Nie wiem, ale naprawdę dobry dźwięk rzadko kiedy jest jednowymiarowy. Lubicie ostrą kuchnię? Ja uwielbiam. Ale czasami mam też ochotę na coś słodkiego. Nie wiem czy wrzucenie kilku kostek czekolady do tajskiej zupy tom yum po taek byłoby dobrym pomysłem, ale już gorzka czekolada z chili to prawdziwa petarda. Większość ludzi woli zjeść hamburgera, pizzę, pierogi, kebaba z łagodnym sosem albo schabowego z ziemniakami. Dla smakoszy takie jedzenie to przeważnie strata czasu. Jeśli dacie im do wyboru kotleta albo dziwną, aromatyczną zupę, której nigdy nie jedli, wybór będzie oczywisty. Doświadczeni audiofile również lubią sprzęt, którego brzmienie ma w sobie "to coś". A jeśli w jednym pudełku dostajemy wiele różnych, wzajemnie dopełniających się smaków, układających się w jedną, mistrzowską kompozycję, to już prawdziwa uczta dla uszu. Tak właśnie gra flagowa integra Soul Note'a. Kiedy jej pokrywa nagrzeje się już jak garnek z bulgoczącym rosołem, otrzymujemy brzmienie, w którym jest wszystko - lampowa średnica, analogowa płynność, tranzystorowa dynamika, fantastyczna rozdzielczość, głęboki, sprężysty bas, trójwymiarowa przestrzeń, a wszystko to podane w wyjątkowo soczystym, bogatym, aromatycznym sosie. Ciężko nawet wskazać tę jedną, wybijającą się cechę, za którą "dwójkę" można pokochać. Dobre wzmacniacze mają przynajmniej jedną. Te naprawdę znakomite - kilka. Tutaj jest ich co najmniej kilkanaście.

Wcześniej napisałem, że na podstawie jakości wykonania mógłbym wycenić Soul Note'a na 30-40 tysięcy złotych. Po kilku dniach odsłuchu zdania nie zmieniam. To wyjątkowa integra - szczególnie dla miłośników oryginalnego sprzętu stojącego po "cieplejszej stronie mocy".

Znawcom tematu powyższy opis powinien już w zupełności wystarczyć, bowiem większość z nich doskonale zdaje sobie sprawę, że takiego połączenia wielu, wielu elementów leżących na innych płaszczyznach i w innych, rzadko przecinających się wymiarach można wymagać od wzmacniaczy za znacznie większe pieniądze. Wcześniej napisałem, że na podstawie jakości wykonania mógłbym wycenić Soul Note'a na 30-40 tysięcy złotych. Po kilku dniach odsłuchu zdania nie zmieniam. To wyjątkowa integra - szczególnie dla miłośników oryginalnego sprzętu stojącego po "cieplejszej stronie mocy". Może niskie tony nie mają takiego zejścia i ataku, jak w niektórych wzmacniaczach nastawionych na rozłożenie słuchaczy na łopatki. Możliwe też, że ta pięknie wypolerowana góra pasma w niektórych systemach okaże się zbyt delikatna. Wierzę jednak w to, że prawdziwi poszukiwacze brzmieniowego ideału będą wiedzieli co zrobić z takim sprzętem i jak wykorzystać jego potencjał. Najlepsze jest jednak to, że żaden ze składników prezentacji nie wychodzi przed szereg tak, aby zaburzyć naturalny porządek rzeczy, spychając na dalszy plan to, co najważniejsze - muzykę. To ona tutaj wygrywa. Wcale nie średnica, nie przestrzeń, nie rozdzielczość, ale to, co wzmacniaczowi dostarczy nasze źródło. A czy będzie to klasyka, jazz, rock, metal, elektronika czy spokojne, romantyczne ballady - to zależy już wyłącznie od nas. Podczas testu nie trafiłem na płytę, na której A-2 nie znalazłby czegoś ciekawego. Jeżeli ktoś mógłby poczuć się po takim odsłuchu niezaspokojony, stawiałbym ewentualnie na fanów metalowego łojenia, brudów, wrzasków i agresywnego, ostrego brzmienia. Mnie takie douszne sado-maso raczej nie kręci, w związku z czym nawet takiej muzyki słuchało mi się dobrze. Soul Note trochę ją wygładził, pokazując jej brutalność z pewnego dystansu, przez cienką szybę dającą poczucie bezpieczeństwa. Mimo to, ciężko mi sobie wyobrazić, że taki wzmacniacz trafi w ręce zdeklarowanego miłośnika death metalu, thrashu, stonera i psychodelii. Będą to raczej audiofile zainteresowani nie tylko warstwą artystyczną, ale także jak najwyższą jakością realizacji i parametrami odtwarzanego materiału. I coś mi mówi, że brzmieniem flagowego Soul Note'a będą zachwyceni.

W recenzji hi-endowego wzmacniacza powinienem zrobić krótki rajd po poszczególnych aspektach prezentacji - przyjrzeć się niskim, średnim i wysokim tonom, w kilku zdaniach opisać scenę stereofoniczną i pochylić się nad tym czy skrzypce skrzypiały, a miotełki miotełkowały. Po pierwsze nie mam jednak ochoty rozbierać brzmienia Soul Note'a na części pierwsze, po drugie nie chcę, aby artykuł zamienił się w książkę, a po trzecie - mam wrażenie, że byłaby to syzyfowa praca. Choćby nie wiem jak pięknie grał, A-2 nie zainteresuje łowców okazji, bo dla nich w zasadzie każdy wzmacniacz jest zbyt drogi, a na porównywanie go z utytułowaną konkurencją w warunkach bojowych trzeba mieć ochotę, czas i odrobinę doświadczenia. U ludzi kupujących sprzęt przez Internet są to towary deficytowe - znacznie cenniejsze niż ewentualna przyjemność płynąca ze słuchania muzyki. Audiofilom powiedziałem natomiast wszystko, co muszą wiedzieć. Resztę, mam nadzieję, odkryją sami. Wybiorą się na odsłuch, wypożyczą opisywaną integrę do domu i zrobią z niej użytek. Wielu z nich bardzo szybko "załapie" z czym mają do czynienia. Ja tymczasem mam Soul Note'a ostatni dzień, więc odłożyłem na bok wszystkie inne zajęcia i poszedłem "nasłuchać" się do syta. Rzadko to robię, kiedy test jest już zamknięty. Ale tym razem zrobiłem wyjątek. Wzmacniacz grzeje się tak, że prawie nie da się go dotknąć, licznik kręci się jak bęben maszyny losującej, a ja słucham jak zaczarowany. Szczerze mówiąc, jest to dźwięk, który spokojnie mógłbym potraktować jako "docelowy". Bardzo blisko mojego prywatnego ideału.

Soul Note A-2

Budowa i parametry

Soul Note A-2 to stereofoniczny wzmacniacz zintegrowany dysponujący mocą 100 W przy 8 Ω i 200 W przy 4 Ω. Dzięki zamontowanym na tylnej ściance przełącznikom, można wykorzystać go także jako końcówkę mocy lub monoblok. Po zmostkowaniu, uzyskamy dokładnie 400 W przy 8 Ω. Poza tym, urządzenie wyposażono jedynie w te funkcje i złącza, których moglibyśmy się spodziewać po klasycznym, audiofilskim, stuprocentowo analogowym piecyku. Wejścia cyfrowe? Nie tym razem. Z tyłu znalazło się natomiast miejsce dla trzech par gniazd RCA. Użytkownik do dyspozycji ma także trzy wejścia zbalansowane (XLR). Wnętrze flagowego Soul Note'a robi ogromne wrażenie. Od razu widać, że mamy do czynienia z bardzo złożoną i dopracowaną konstrukcją. 600-VA transformator toroidalny zamontowano w pobliżu przedniej ścianki na specjalnej platformie, której częścią jest nóżka zlokalizowana z przodu. Tak - ta, na której spoczywa obudowa. W istocie jednak podtrzymuje ona najpierw transformator, a dopiero później przednią część wzmacniacza. W pobliżu widać kilka niewielkich płytek drukowanych zawierających układy sterujące i zabezpieczające. Najciekawsza jest jednak cudownie symetryczna końcówka mocy zajmująca jakieś 2/3 lub nawet 3/4 miejsca wewnątrz metalowej obudowy, z tranzystorami mocy przykręconymi do czarnych, aluminiowych radiatorów. Warto zwrócić uwagę na to, że układ jest symetryczny nie tylko z wyglądu. A-2 to wzmacniacz w pełni zbalansowany, w dodatku pracujący bez globalnej pętli sprzężenia zwrotnego. Przedwzmacniacz zbudowano na bazie oporników przełączanych za pomocą przekaźników. Producent twierdzi, że takie rozwiązanie gwarantuje precyzyjną regulację głośności i najwyższą możliwą czystość brzmienia przy zachowaniu czysto analogowej ścieżki sygnałowej. Patrząc na takie wnętrze, nie ulega wątpliwości, że ktoś się tutaj napracował i doskonale wiedział czego pragną audiofile. W ramach ciekawostki dodam, że przed publikacją testu, "rozbierane" zdjęcie Soul Note'a zamieściłem na naszym profilu na Instagramie w formie zagadki - cóż to za wzmacniacz. W odpowiedziach padały takie marki, jak Jeff Rowland, Hegel, Krell, Pass, McIntosh, Bryston, Accuphase, Naim, Mark Levinson czy Audio Analogue. Zupełnie mnie to nie dziwi. Jeśli chodzi o pozostałe parametry, zniekształcenia na poziomie 0,03% nie dziwią, choć wydaje się, że to i tak bardzo niski poziom, jak na mocny wzmacniacz bez sprzężenia zwrotnego. Imponuje natomiast stosunek sygnału do szumu (110 dB) i pasmo przenoszenia rozciągające się od 3 Hz do 240 kHz, i to przy +/- 1 dB.

Werdykt

Fanów motoryzacji dziwi ogromna popularność różnego rodzaju SUV-ów, crossoverów, uterenowionych limuzyn i miejskich hatchbacków, które zostały podniesione, poszerzone i wyposażone w niewiele warty przycisk do jazdy w terenie. Miłośnicy samochodów nie rozumieją tej mody, bo tego typu wynalazki prowadzą się jak dostawczaki, na zakrętach szorują lusterkami o asfalt, a jeśli do tego jeszcze mają kiepski silnik (zwykle mają), to nawet o dobrym przyspieszeniu można zapomnieć. Frajda z jazdy żadna, a na błotnistej, leśnej drodze taki crossover z napędem na przednie koła zakopie się równie szybko, jak zwykły, odrobinę niższy samochód bez plastikowych nakładek na błotniki i pseudo-terenowych zderzaków. Sęk w tym, że takich pasjonatów nikt nie słucha. Od czasu do czasu ktoś zrobi im prezent w rodzaju nowej wersji kultowego coupé z lat osiemdziesiątych, jednak większość producentów wycofuje się z klasycznych sedanów, hatchbacków, a nawet samochodów sportowych na rzecz SUV-ów i crossoverów. Wariactwo? Jeśli spojrzymy na sprawę z punktu widzenia przeciętnego klienta, absolutnie nie. Dla niego liczą się kwestie praktyczne. Większe auto będzie z pewnością odrobinę bezpieczniejsze. Większy bagażnik to możliwość zapakowania dodatkowej torby z zakupami. Większy prześwit? Też dobrze, bo nawet na mieście trzeba czasami podjechać pod krawężnik. Dzięki plastikowym zderzakom i listwom na drzwiach nie trzeba będzie za każdym razem martwić się, że ktoś przywali w nasz samochód swoimi drzwiami. Dodatkowa przestrzeń oznacza, że nie trzeba aż tak bardzo gimnastykować się z dziecięcym fotelikiem. Przycisk do jazdy w terenie? Super - może przyda się raz czy dwa razy w roku, kiedy pojedziemy w góry albo do lasu na grzyby. A frajda z jazdy? Dajcie spokój, jaka to różnica... Trzeba kiedyś dorosnąć i zmienić priorytety. W świecie sprzętu audio też mamy swoje SUV-y i crossovery. To stereofoniczne amplitunery, w których najważniejsza jest łączność bezprzewodowa. To systemy all-in-one, w których większość budżetu pochłonęły pokrętła, wyświetlacze i dizajnerskie radiatory. To wzmacniacze z wbudowanymi przetwornikami, przedwzmacniaczami gramofonowymi, wzmacniaczami słuchawkowymi i złączami dla systemów automatyki domowej. Jest ich tak dużo, że czasami zapominamy już jak powinien wyglądać wzmacniacz stuprocentowo audiofilski, co powinien mieć w środku i jak powinien grać. Soul Note A-2 to taki odpowiednik samochodu, którego projektanci nie musieli martwić się pojemnym bagażnikiem, miękkim zawieszeniem, ekonomicznym silnikiem i obowiązującymi trendami. To wzmacniacz dla ludzi, których interesuje w pierwszej kolejności brzmienie, w drugiej - jakość wykonania (głównie jeśli chodzi o wnętrze), później długo, długo nic, a dopiero potem takie przyziemne kwestie, jak cena, funkcjonalność czy logo umieszczone na przedniej ściance. Urządzenie trochę dziwne, trochę ekscentryczne, ale piękne, fascynujące, niesamowicie wyrafinowane i dające ogromną frajdę ze słuchania. Panie Nakazawa... Kłaniam się w pas.

Soul Note A-2

Dane techniczne

Moc wyjściowa: 2 x 100 W/8 Ω, 2 x 200 W/4 Ω
Wejścia analogowe: 3 x RCA, 3 x XLR
Pasmo przenoszenia: 3 Hz - 240 kHz (+/- 1 dB)
Zniekształcenia (THD): < 0,03 %
Stosunek sygnał/szum: 110 dB
Wymiary (W/S/G): 16/43/42,3 cm
Masa: 20 kg
Cena: 24000 zł (wersja podstawowa), 24500 zł (wersja SE)

Konfiguracja

Audiovector QR5, Focal Kanta Nº 1, Auralic Vega G1, Primare NP5 Prisma, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Light, Custom Design RS 202, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczył salon Audiopunkt. W artykule wykorzystano zdjęcia wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy4

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-highend


Komentarze (1)

  • seba

    Świetna recenzja. Dziękuję Panie Tomaszu. Słuchałem i zgadzam się ze wszystkim co Pan napisał na temat tego wzmacniacza.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby ta skromna, rodzinna manufaktura założona w 1979 roku stała się u nas jednym z ważniejszych graczy zaraz po transformacji ustrojowej, kiedy to głodni nowości i ciekawi...

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można...

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło, ewentualnie - w przypadku tych najbardziej zakręconych - na coś takiego, jak kable, akcesoria zasilające lub podkładki antywibracyjne. Spora grupa odpowie jednak, że największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy ma...

James Tanner - Bryston

James Tanner - Bryston

Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego przyzwyczaili się do tego, że jest on nie tylko kupowany, ale także budowany przez pasjonatów. Często tych, którzy kiedyś znajdowali się w podobnej sytuacji, a swoje hobby rozwinęli do tego stopnia, że w pewnym momencie postanowili zbudować coś swojego - lepszego niż sprzęt oferowany w...

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

Kiedy myślimy o ulepszeniu swojego zestawu hi-fi, zwykle koncentrujemy się na wymianie jednego z jego elementów - kolumn, wzmacniacza, źródła lub okablowania. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że z posiadanego sprzętu moglibyśmy wycisnąć znacznie więcej zerowym kosztem. Niektórzy są tego świadomi, ale zwyczajnie brakuje im na to...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Amphion Helium 510

Amphion Helium 510

Założona w 1998 roku firma Amphion od samego początku projektuje oraz konstruuje kolumny głośnikowe wyróżniające się czymś, czego brakuje wielu dostępnym na rynku konstrukcjom - niezwykle niską wrażliwością na niedoskonałości...

Audio-Technica ATH-AP2000Ti

Audio-Technica ATH-AP2000Ti

W ostatnich latach Audio-Technica wyjątkowo zaciekle i agresywnie atakuje rynek słuchawek. Tempa wprowadzania nowych modeli i różnorodności rozbudowywanego w ten sposób, a przecież budowanego nie od dziś katalogu mogą jej...

Linn Selekt DSM

Linn Selekt DSM

Linn to jeden z producentów, którzy w skomplikowanym świecie hi-endowego sprzętu audio zdołali wydzielić sobie własną przestrzeń i od wielu, wielu lat funkcjonują w niej bez oglądania się na innych....

Bannery boczne

Komentarze

Damian
Czy do kolumn Tannoy Mercury 7.4 ten wzmacniacz nie będzie za słaby?
MB
Nie ma regulacji barwy.
A.S.
Mam kolumny aktywne i nie mam problemu z kablami głośnikowymi i dopasowaniem wzmacniacza.

Płyty

Kazik - Zaraza

Kazik - Zaraza

Chyba żaden polski album na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nie miał tak dobrej promocji. W całej tej sytuacji najśmieszniejsze jest...

Newsy

Thorens TD 103 A

Thorens TD 103 A

Thorens przyspiesza przekształcanie swojej gamy produktowej i prezentuje najnowszy gramofon TD 103 A. Model ten jest całkowicie przeprojektowanym, automatycznym gramofonem,...

Tech Corner

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Prezentacje

Historia ma znaczenie - Marantz

Historia ma znaczenie - Marantz

Marantz to jedna z tych firm, które powinien znać każdy miłośnik muzyki i dobrego brzmienia. Jeden z wielkich graczy, którym na przestrzeni lat udało się zachować swój wizerunek i opowiadać swoją historię nie inaczej, jak poprzez kolejne urządzenia zyskujące status kultowych. Może to trochę odważne stwierdzenie, ale wystarczy prześledzić internetowe...

Poradniki

Jak dobrać kolumny do wzmacniacza i odwrotnie

Jak dobrać kolumny do wzmacniacza i odwrotnie

To pytanie zadają sobie praktycznie wszyscy audiofile. Początkujący miłośnicy dobrego brzmienia muszą znaleźć na nie odpowiedź podczas kupna pierwszego poważnego...

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie...

Popularne artykuły

Vintage

Luxman C-1010

Luxman C-1010

Patrząc na ten klasyczny przedwzmacniacz łatwo wyobrazić sobie, że projektanci produkowanego obecnie wzmacniacza SQ38 nie musieli wzorować się na urządzeniach...

Słownik

Poprzedni Następny

Lampa elektronowa

Stary jak świat element elektroniczny składający się z zespołu elektrod zamkniętych w próżniowej, szklanej bańce. Taka konstrukcja umożliwia przepływ prądu wytwarzanego przez strumień swobodnych elektronów pomiędzy elektrodami. Lampy są zazwyczaj...

Cytaty

ArthurSchopenhauer.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.