Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Copland CSA 100

Copland CSA 100

Amatorów sprzętu grającego z wysokiej półki zazwyczaj interesują najnowsze modele znanych marek, ich parametry i szczegóły budowy wewnętrznej, czasami także informacje o pochodzeniu poszczególnych komponentów czy ciekawe opowieści o tym, jak to transformatory nawijano trzy miesiące, aż do osiągnięcia pożądanego efektu, albo jak rygorystyczny jest proces selekcji lamp mocy. Rzadko kto interesuje się tak przyziemnymi rzeczami, jak struktura własnościowa danej firmy. Czy jest to rodzinna manufaktura, przedsiębiorstwo prowadzone równocześnie przez kilka różnych podmiotów, czy może własność międzynarodowego koncernu, którego zarząd o transformatorach i kondensatorach nie wie zupełnie nic, ale chce, aby karuzela kręciła się tak, jak należy? Jeszcze do niedawna tego typu historie wydawały mi się niesamowicie nudne. Znam dziennikarzy, którzy z przedstawicielami największych graczy potrafią godzinami rozmawiać o przejęciach, akcjach, wykupach i pakietach większościowych, pytając o nowe wzmacniacze tylko na początku, z czystej kurtuazji, jakby ich rozmówcom było w zasadzie wszystko jedno na czym robią pieniądze. Nie da się jednak ukryć, że czasami jeden ważny krok potrafi wprowadzić firmę na nowe tory. I nawet jeśli sama zmiana właściciela średnio nas fascynuje, szybko zaczyna odbijać się na rzeczach, na które akurat zwracamy uwagę. Niedawno do takiego wydarzenia doszło w Danii. Copland - znany i obecny na rynku od dawna, ale ostatnio ewidentnie uśpiony producent elektroniki - wrócił w ręce swojego pierwotnego założyciela. I dobrze!

Nie twierdzę, że taka sytuacja dla każdej firmy jest najlepsza. Być może wydaje się nam najbardziej naturalna, jednak historia pokazuje, że autorzy pierwszych sukcesów danego przedsiębiorstwa nie zawsze potrafią poradzić sobie z tym, co zwykle dzieje się później. Jeśli w porę nie skorzystają z pomocy specjalistów, zwykle wykładają się na rzeczach, na których się po prostu nie znają. Może to być organizacja produkcji lub marketing, ale czasami są to nawet sprawy tak prozaiczne, jak zarządzanie dostawami czy finansami. Zmiana właściciela to zawsze jedna wielka niewiadoma. Bywa jednak i tak, że efekt jest zupełnie inny niż wszyscy się spodziewali. Przejęcie Audiolaba przez firmę TAG McLaren niemal zakończyło jego karierę na rynku audio. Dziś, pod własną nazwą i pod skrzydłami koncernu IAG, firma wypuszcza na rynek kolejne genialne urządzenia i świetnie się rozwija. Naim i Focal nigdy nie miały poważnych kłopotów, ale odkąd nawiązały bliską współpracę, której ukoronowaniem było powołanie spółki będącej właścicielem obu marek, zaczęły dziać się takie cuda, jakie prawdopodobnie nawet nie śniły się ich założycielom. Z kolei głośne przejęcie koncernu Harman Kardon przez Samsunga sprawiło, że z perspektywy klientów i melomanów zainteresowanych sprzętem JBL-a, Marka Levinsona czy Revela nie zmieniło się właściwie nic.

Jeżeli chodzi o Coplanda, na rzetelną ocenę sytuacji i wyciąganie jednoznacznych wniosków jest jeszcze zbyt wcześnie, ale gołym okiem widać, że coś się wreszcie ruszyło. W katalogu pojawiły się zarówno tak potrzebne i poszukiwane urządzenia, jak przetwornik cyfrowo-analogowy z lampowym wzmacniaczem słuchawkowym DAC 215, jak i hi-endowa integra CTA 408, która automatycznie zajęła pozycję flagowca. O duńskiej firmie znów zaczęło się mówić. Jej sprzęt znów zaczął pojawiać się w testach i na wystawach. Nowe modele były przede wszystkim ukłonem w stronę mocno zakręconych audiofilów. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale DAC 215 zainteresuje tylko posiadaczy hi-endowych nauszników, a CTA 408 - lampowy, w pełni analogowy wzmacniacz zintegrowany za 31999 zł - też nie jest urządzeniem dla każdego. Takie klocki pokazują, że inżynierowie z Kopenhagi znają się na robocie. Dziś wielu melomanów szuka jednak czegoś zupełnie innego - uniwersalnego i funkcjonalnego sprzętu, który obsłuży wiele źródeł, napędzi większość dostępnych na rynku kolumn, będzie się pięknie prezentował na eleganckiej komodzie w pięknie urządzonym salonie i pozwoli swojemu właścicielowi rozkoszować się dźwiękiem nawiązującym do tego, co prezentują modele flagowe. Wejścia analogowe i cyfrowe, gniazdo dla nauszników, przedwzmacniacz gramofonowy, lampy, tranzystory, wysoka moc wyjściowa, a to wszystko podane w zgrabnym, eleganckim opakowaniu - dopiero takie urządzenie może pomóc firmie ponownie wypłynąć na szerokie wody. I właśnie taki ma być CSA 100.

Copland CSA 100

Wygląd i funkcjonalność

Firma założona w połowie lat osiemdziesiątych przez Olé Møllera zawsze miała coś do zaoferowania doświadczonym audiofilom, a w szczególności tym szukającym połączenia techniki lampowej, wysokiej jakości wykonania i typowo skandynawskiego wzornictwa. Wbrew pozorom, to niezwykle rzadka kombinacja, bo północnoeuropejscy producenci elektroniki raczej nie lubią bawić się lampami, trzymając się klasycznych układów tranzystorowych lub stawiając na nowoczesne, energooszczędne wzmacniacze pracujące w klasie D. Z kolei twórcy wzmacniaczy wykorzystujących lampy elektronowe starają się eksponować je za wszelką cenę - zazwyczaj montując je w taki sposób, aby swobodnie wystawały z obudowy, ale czasami też umieszczając je w różnego rodzaju wycięciach, okienkach i ozdobnych klatkach. O ile charakterystyczne brzmienie próżniowych baniek ma niezaprzeczalny urok, tak stylistyczne pomysły konstruktorów lampowej elektroniki, często doprawione odrobiną chromu, drewna, akrylu, polerowanej stali, wskaźnikami wychyłowymi i dodatkowym podświetleniem, nie każdemu przypadną do gustu. Dla wielu klientów taki Jadis, Unison czy nawet hybrydowy McIntosh to szczyt odpustowej wiochy. Audiofilski odpowiednik cygańskiego wozu ciągniętego przez dymiące kombi z silnikiem diesla przy akompaniamencie disco polo. U Coplanda wygląda to zupełnie inaczej. Wszystkie urządzenia w jego ofercie są "zamknięte". Nawet lampowe integry i końcówki mocy, choć przyozdobione wycięciami przez które można dojrzeć rozżarzone do czerwoności bańki, są utrzymane w minimalistycznym stylu i mają całkowicie monolityczną konstrukcję - bez żadnych dziwacznych zadaszeń, okienek czy półprzezroczystych kratownic zakładanych na gorące elementy wedle uznania i potrzeb użytkownika.

Co ciekawe, w owej typowo skandynawskiej koncepcji zmieściło się kilka ciekawych, charakterystycznych dla Coplanda smaczków, jak chociażby aluminiowa obudowa z grubym, płaskim panelem czołowym, umieszczony w jego centrum okrąg z czujnikiem podczerwieni i diodami informującymi użytkownika o trybie pracy urządzenia oraz aktywnym wejściu, a także piękne pokrętła, z których to odpowiedzialne za regulację siły głosu wyróżnia się nietypowymi oznaczeniami (choć pracuje dokładnie tak, jak większość analogowych potencjometrów). Na przedniej ściance CSA 100 znajdziemy też przycisk aktywujący tryb czuwania i pętlę magnetofonową, 6,3-mm gniazdo słuchawkowe oraz - uwaga, uwaga - drugi selektor wejść, tym razem w formie mniejszego, spłaszczonego na końcu przełącznika. O co chodzi? Dodatkowe pokrętło służy do wyboru wejścia cyfrowego. Trzeba przyznać, że to dość oryginalne rozwiązanie. Nie sądzę, aby duńscy inżynierowie doszli do wniosku, że cztery dodatkowe diody nie zmieszczą się na okręgu umieszczonym pod pięknie wygrawerowaną nazwą firmy, a główny wybierak nie będzie w stanie ich obsłużyć. Prawdopodobnie chodziło o wprowadzenie czytelnego i czystego z punktu widzenia wewnętrznej budowy urządzenia podziału na wejścia analogowe i cyfrowe. Innymi słowy, jeśli nie będziemy korzystali z wbudowanego DAC-a, do wyboru mamy trzy wejścia niezbalansowane (RCA), wejście gramofonowe (współpracujące z wkładkami typu MM) oraz zbalansowane (XLR). Jeżeli zaś przetwornik cyfrowo-analogowy trzeba będzie zagonić do pracy, wystarczy za pomocą głównego selektora wybrać wejście oznaczone jako "D", a mniejsze pokrętło ustawić w jednej z pięciu pozycji - dla wejścia USB, jednego z dwóch gniazd optycznych, wejścia koaksjalnego lub modułu Bluetooth ze wsparciem kodeka aptX HD, który jednak dostępny jest za dopłatą. Najwyraźniej ludzie z Coplanda doszli do wniosku, że w doposażanie wzmacniacza można bawić się bez końca i właśnie na tym etapie postanowili zrobić małą pauzę. O ile bowiem dla niektórych melomanów łączność bezprzewodowa będzie czymś absolutnie niezbędnym, o tyle spora część audiofilów alergicznie reaguje na Bluetooth w jakiejkolwiek postaci, choćby i z najnowszymi kodekami umożliwiającymi odtwarzanie gęstych plików. Pozostałe funkcje - mam tu na myśli przede wszystkim wyjście słuchawkowe i przedwzmacniacz gramofonowy - dostajemy jednak z dobrodziejstwem inwentarza.

Nie da się ukryć, że CSA 100 jest ładną i pięknie wykonaną, a do tego bardzo bogato wyposażoną integrą. Wystarczy rzut oka na tylną ściankę i już wiadomo, że z takim urządzeniem będziemy mogli zrobić naprawdę sporo. Choć nie wykorzystałem wszystkich jego funkcji, Copland szybko wpasował się w mój system odniesienia i pozwolił mi skorzystać z funkcji, o których podczas testu klasycznego wzmacniacza wyposażonego w kilka wejść RCA mógłbym zapomnieć. Podłączając odtwarzacz sieciowy Auralic Vega G1, mogłem skorzystać ze zbalansowanych interkonektów Albedo Geo. Gramofon Clearaudio Concept został podpięty bezpośrednio do duńskiego piecyka, co pozwoliło mi ominąć zewnętrzny phono stage. Na konsolę i telewizor akurat zostały mi dwa wejścia optyczne. Gdybym bardzo chciał, do gniazda USB mógłbym jeszcze podłączyć jakiś mały streamer, do koaksjalnego - transport CD, a do wyjścia pre-out - dwa aktywne subwoofery. Doskonale widać o co tutaj chodziło. Jasne - na pewno znajdą się malkontenci narzekający na brak drugiego kompletu XLR-ów lub cyfrowego wejścia BNC, jednak w większości wysokiej klasy systemów stereo - nawet tych, które zostały połączone z domowym centrum rozrywki, na przykład telewizorem, dekoderem, komputerem lub odtwarzaczem Blu-ray - użytkownikom CSA 100 nie powinno zabraknąć niczego istotnego. Tak naprawdę, właścicielowi Coplanda pozostaje zadbać o dwie rzeczy - kolumny i źródło. Duńska integra, przynajmniej w wersji bez modułu Bluetooth, sama nie połączy się bowiem z siecią i nie pozwoli nam słuchać muzyki z ulubionego serwisu streamingowego lub nośników fizycznych. Mówiąc jeszcze prościej, czymś trzeba ją karmić. Gramofonem? Sprytnym, małym transportem cyfrowym lub streamerem z wysokiej półki? Odtwarzaczem płyt kompaktowych? A może magnetofonem szpulowym? To już zależy wyłącznie od nas. Domyślam się, że w większości nowoczesnych systemów wybór będzie prosty i obok Coplanda stanie, w wersji oszczędnościowej, coś w rodzaju Bluesounda Node 2i lub Primare'a NP5 Prisma, a w wydaniu bardziej audiofilskim może Auralic Aries G1 lub Lumin U1 Mini? Wbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy nie jest bowiem taki od czapy. To konstrukcja oparta na 32-bitowym układzie ESS Sabre ES9018 w konfiguracji quad-mono. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią mi, że warto będzie wykorzystać jego możliwości. Z wyborem zestawów głośnikowych również nie powinniśmy mieć problemów, przynajmniej jeśli spojrzymy na parametry. 100 W na kanał przy 8 Ω i 180 W na kanał przy 4 Ω to wystarczający zapas mocy, abyśmy podczas konfigurowania systemu mogli wziąć pod uwagę nawet trudne do wysterowania kolumny.

Duńczycy proponują nam piękny, wszechstronny, porządnie zbudowany wzmacniacz, który poradzi sobie z najróżniejszymi wyzwaniami codziennego życia, dając nam mnóstwo możliwości do wykorzystania i łącząc to wszystko z odrobiną luksusu, którą widać chociażby w takich detalach, jak nóżki, terminale głośnikowe czy dołączony do zestawu, metalowy pilot.

Minusy? Hmm... Poza kilkoma drobiazgami, z którymi użytkownicy CSA 100 będą musieli chwileczkę się oswoić (oznaczenia potencjometru, drugi selektor wejść dla sekcji cyfrowej), nie widzę tu nic podejrzanego ani nieprzemyślanego. Duńczycy proponują nam piękny, wszechstronny, porządnie zbudowany wzmacniacz, który poradzi sobie z najróżniejszymi wyzwaniami codziennego życia, dając nam mnóstwo możliwości do wykorzystania i łącząc to wszystko z odrobiną luksusu, którą widać chociażby w takich detalach, jak nóżki, terminale głośnikowe czy dołączony do zestawu, metalowy pilot. Na pierwszy rzut oka, ciężko nawet przyczepić się do wewnętrznej budowy testowanego piecyka. Czasami okazuje się, że z zewnątrz wszystko wygląda świetnie, ale w środku czai się coś, czego audiofile szczerze nienawidzą - energooszczędny układ bazujący na zasilaczach impulsowych i końcówce mocy pracującej w klasie D, czasami zbudowany z gotowych modułów i zmontowany tak, jakby ktoś chciał zaprojektować nowy wzmacniacz w ciągu piętnastu minut, ani trochę się do tego nie przykładając. A tutaj? Przedwzmacniacz wykorzystujący podwójną triodę ECC88 (6922), klasyczna, tranzystorowa końcówka mocy z dużym, aluminiowym radiatorem, zasilacz bazujący na solidnym transformatorze toroidalnym, analogowy potencjometr, układy "satelitarne" na osobnych płytkach i niemal całkowity brak "audiofilskiego powietrza" w eleganckiej, ale mimo wszystko całkiem sporej obudowie. Wychodzi na to, że mamy do czynienia z bardzo ciekawą hybrydą - być może nawet jedną z najnowocześniejszych i najbardziej wypasionych tego typu konstrukcji w swojej klasie cenowej. W porządku, może wyjście słuchawkowe i phono stage nie wyglądają na wybitnie zaawansowane, ale wydaje mi się, że funkcje te mają zaspokoić potrzeby melomanów, którzy z nauszników korzystają sporadycznie, a gramofon - jeśli w ogóle takowy kupią - będą chcieli podłączyć do odpowiedniego wejścia we wzmacniaczu tylko na pewien czas, aby móc w spokoju wybrać zewnętrzny przedwzmacniacz korekcyjny z prawdziwego zdarzenia. Spośród wszystkich tych dodatków najważniejszy wydaje się przetwornik cyfrowo-analogowy, a tutaj Copland nie oszczędzał, umożliwiając nam nawet odsłuch plików DSD.

Efekt jest taki, że CSA 100 nie wygląda jak ładna wydmuszka, której konstruktorzy kuszą nas opowieściami o wysokiej klasy dźwięku, ale już szybkie spojrzenie na wyposażenie, parametry i wnętrze rodzi obawy, że są to obietnice bez pokrycia. Zastanawia mnie tylko jedna, jedyna rzecz. Melomani rozglądający się za urządzeniem, które będzie mogło pełnić funkcję centralnego elementu w ich systemie, na tym poziomie cenowym z pewnością będą brali pod uwagę również hi-endowe systemy all-in-one, takie jak Devialet Expert 140 Pro, Naim Uniti Nova czy chociażby Hegel H190. Ten ostatni, poza wejściem gramofonowym, oferuje właściwie ten sam zestaw funkcji, ale dysponuje wyższą mocą wyjściową, a do tego potrafi bez pomocy zewnętrznych urządzeń połączyć się z siecią, dzięki czemu możemy odtwarzać muzykę chociażby przez AirPlay, a wzmacniacz może stać się elementem domowej instalacji Control4. Zewnętrznie (a, prawdę mówiąc, wewnętrznie również), Copland podoba mi się bardziej, jednak należy pamiętać, że moda na wrzucanie do audiofilskich wzmacniaczy DAC-ów, przedwzmacniaczy gramofonowych, łączności bezprzewodowej i wielu innych dodatków trwa już od jakiegoś czasu i wielu, wielu producentów wyspecjalizowało się w tym do tego stopnia, że na papierze trudno ich przebić. Duńczycy dołączają do tego wyścigu ze sporym opóźnieniem, choć - co bardzo mi zaimponowało - po CSA 100 praktycznie tego nie widać. Wydaje się jednak, że konkurencja będzie mogła utrzymać się w czołówce chociażby przez wzgląd na cenę. Trzymając się przytoczonego wyżej przykładu, takiego Hegla H190 można obecnie kupić za 11499 zł. Ale... Hegel to nie Copland, a H190 to nie hybryda. Poza tym doszły mnie słuchy, że opisywany model to zaledwie pierwszy przedstawiciel całej serii podobnych, nowoczesnych wzmacniaczy. Może w jego brzmieniu jest coś, czego w innych piecykach z tej półki nie znajdziemy? Nie ma co zgadywać - trzeba posłuchać.

Copland CSA 100

Brzmienie

Mimo oczywistego i widocznego w niemal każdym wyprodukowanym urządzeniu zamiłowania do techniki lampowej, Copland zawsze odcinał się od głównego nurtu nie tylko wizualnie, ale również brzmieniowo. Duńczycy potrafią wyciągnąć ze szklanych baniek to, co najlepsze, ale zachowują przy tym zdrowy rozsądek i nie spuszczają z oka nadrzędnego celu, jakim jest budowanie sprzętu w każdym calu audiofilskiego - odtwarzającego muzykę w sposób pełny i bogaty, ale zgodny z wszelkimi standardami i ukierunkowany na przekazanie słuchaczowi dźwięku, którym bez wątpienia można nazwać naturalnym i realistycznym. Taka kompozycja może być przyozdobiona odrobiną charakterystycznego dla konstrukcji lampowych ocieplenia. Może zawierać w sobie lekko utwardzony bas lub pięknie oszlifowaną i przyjemnie gładką, ale pełną muzycznego planktonu górę pasma. Może być obdarzona umiejętnością patrzenia na muzykę jak na sztukę, a nie zbiór dźwięków o dokładnie zdefiniowanej częstotliwości, intensywności i czasie trwania. Tak, lampy to wszystko potrafią, ale niektórzy producenci audiofilskiej elektroniki chyba zbyt mocno wbili sobie do głowy, że wzmacniacz zbudowany w tej technice musi, ale to po prostu musi grać w określony sposób - podgrzewać i zagęszczać średnie tony, wypychać dźwięk do przodu, łagodzić wysokie częstotliwości, najlepiej jeszcze uzupełniając ten spektakl basem, którego w niektórych nagraniach jest jakby zbyt mało, a w innych, z niewiadomych przyczyn, zbyt dużo, co najczęściej wiąże się z utratą kontroli nad membranami głośników. Wielu melomanów uważa taki dźwięk za ciekawy lub nawet wyjątkowo atrakcyjny. Niektórzy nauczyli się nad nim panować, wykorzystywać go jako budulec rewelacyjnych systemów stereo, w których kierunek narzucany przez komponenty lampowe jest skutecznie korygowany na przykład szybkimi, przejrzystymi kolumnami. Inni twierdzą, że zabawa w audiofila polega na dążeniu do jak najwyższej wierności odtwarzanego dźwięku, a lampy nikogo do tego celu nie przybliżą.

Copland jest jednym z niewielu producentów, którzy z premedytacją porzucili lampowe brzmienie w wersji przesłodzonej, dając klientom coś w rodzaju hybrydy - wzmacniacza, który może powalczyć z konkurencją na wszystkich frontach. I tak, jak czasami mówimy o lampowo grających tranzystorach, tak do duńskich klocków w pewnym momencie przylgnęła łatka tranzystorowo grających lamp. Nie wiem czy tak do końca bym się z nią zgodził. Testowany ponad rok temu CTA 408 to wzmacniacz, w którego brzmieniu lampy słychać od razu, ale... To nie jest tylko ciepła średnica albo aksamitna góra. To pełny pakiet. Wielowymiarowe przedstawienie wybijające się wysoko ponad poziom klasycznych podziałów na lampy, tranzystory, klasy A, klasy D i wszystkie inne próby szufladkowania. Przed odsłuchem CSA 100 zastanawiałem się, czy znajdę tu choćby odrobinę tamtego dźwięku. Innymi słowy, czy opisywany wzmacniacz, mimo bogatego wyposażenia, hybrydowej konstrukcji i oczywistego ukierunkowania na nieco innego klienta, zagra jak prawdziwy Copland. Odpowiedź pojawiła się bardzo szybko, właściwie już w pierwszych minutach testu odsłuchowego. Tak, to zdecydowanie Copland. Wprawdzie nie tak wyrafinowany, jak CTA 408, ale realizujący tę samą misję i obchodzący się z muzyką w bardzo, bardzo podobny sposób. Duńczycy utwierdzili mnie w przekonaniu, że mają doskonałe wyczucie tematu i wiedzą jak powinno się budować znakomite wzmacniacze, a czy będzie to akurat stuprocentowa lampa, czy może mocna, uniwersalna i nowoczesna hybryda - koniec końców nie ma to większego znaczenia. Mam wrażenie, że Olé Møller umiałby nawet zaprojektować tranzystorową integrę obdarzoną odrobiną lampowej magii.

Różnice między dwoma omawianymi modelami sprowadzają się w istocie do trzech rzeczy. Pierwszą i najbardziej oczywistą jest ogólna klasa prezentacji. Mówimy w końcu o niemal dwukrotnej przebitce cenowej, więc i nie ma się czemu dziwić. Jeżeli uznamy, że CSA 100 jest bardzo dobrym urządzeniem, to flagową integrę Coplanda należałoby nazwać wybitną. Jeżeli natomiast uważamy, że CTA 408 to wzmacniacz na piątkę z minusem, wówczas CSA 100 zasłuży co najwyżej na trójkę z plusem. Choć od testu CTA 408 upłynęło sporo czasu, doskonale pamiętam jak duże wrażenie zrobił na mnie ten dźwięk. To była prawdziwa uczta. Lampowy hi-end w czystej postaci. Brzmienie, które równie dobrze można by było wycenić na pięćdziesiąt albo osiemdziesiąt tysięcy złotych, a w dzisiejszym, i tak mocno zwariowanym świecie, żaden zorientowany w temacie audiofil nie pisnąłby na ten temat złego słowa. Narzekaliby tylko malkontenci, dla których nawet soundbar za 1599 zł to rozbój w biały dzień. CSA 100, jak można się było spodziewać, aż na tak wysoki poziom nie potrafi się wzbić. Zmierza jednak w tym samym kierunku, a jakość prezentowanego przezeń brzmienia jest wciąż bardzo satysfakcjonująca i godna wzmacniacza za 16999 zł. Druga największa różnica to wyposażenie. Powiecie, że pomyliłem akapity? Że liczba i różnorodność dostępnych gniazd i funkcji nie ma wpływu na dźwięk? Teoretycznie nie, ale pozwolę sobie zadać proste pytanie - jak CTA 408 gra z komputerem odtwarzającym gęste pliki albo z telewizorem podłączonym do cyfrowego wejścia optycznego? Słabo. Bo nie gra wtedy w ogóle. A ponieważ DAC na pokładzie CSA 100 jest naprawdę sensowny, nie zdziwię się tym, którzy podłączą do niego jakiś sprytny transport sieciowy, oszczędzając sporo pieniędzy i zyskując co najmniej dobry dźwięk. Obecność przetwornika cyfrowo-analogowego z jednej strony oznacza możliwość podłączenia różnych "satelitarnych" źródeł (telewizora, konsoli, dekodera) bezpośrednio do wzmacniacza, ale - co w przypadku audiofilskiego sprzętu wydaje mi się znacznie ważniejsze - oznacza, że wraz z integrą otrzymujemy tak naprawdę połowę źródła. Druga to coś, co będzie karmiło wejście cyfrowe odpowiednim sygnałem. Na początek może to być coś budżetowego, jak Auralic Aries Mini lub SOtM sMS-200, a w dalszej perspektywie może nawet audiofilski transport, taki jak Auralic Aries G1, T+A MP 8 lub Bryston BDP-3. Gwarantuję, że gra jest warta świeczki, a inwestycja w lepszy "komputer" może przynieść więcej dobrego niż kupno zewnętrznego DAC-a. Trzecia różnica polega na tym, że choć CSA 100 wpisuje się w firmową szkołę brzmienia, realizuje ten cel trochę inaczej niż jego lampowi bracia. Aby to wyjaśnić, posłużę się przykładem. Jeżeli chcielibyście zbudować szybką, usportowioną limuzynę i zaoszczędzić sobie trudu projektowania jej od podstaw, mielibyście do wyboru dwie drogi. Pierwsza - wziąć rasowe, sportowe auto z potężnym silnikiem, wydłużyć je, dodać drugi rząd foteli i bagażnik, w którym zmieszczą się zakupy, walizki lub torby z kijami golfowymi, wytłumić kabinę, ucywilizować wnętrze i zmiękczyć zawieszenie. Druga - zacząć od standardowej, nudnej limuzyny i zafundować jej szeroko zakrojony tuning - wsadzić pod maskę mocny silnik, obniżyć zawieszenie, dodać agresywne przetłoczenia, wloty, dyfuzory, może nawet niewielki spoiler z włókna węglowego, do tego przyjemnie mruczący wydech, czerwone zaciski hamulcowe, żółte pasy bezpieczeństwa i kierownicę obszytą alcantarą. Efekt końcowy może być podobny, ale jeżeli zaczynamy z dwóch różnych punktów, pierwsze auto zawsze będzie bardziej sportowe, a drugie - wygodniejsze i spokojniejsze. Przynajmniej teoretycznie. Tak samo jest z CTA 408 i CSA 100. Flagowy lampowiec Coplanda to tak naprawdę czysta ekstaza. Urządzenie nastawione na to, abyśmy czerpali z odsłuchu maksimum przyjemności. A że jest duży, ciężki, grzeje się jak piec kaflowy, nie ma przetwornika ani wielu innych funkcji, jakie oferuje CSA 100, a do tego jest niemal dwa razy droższy? Trudno. CSA 100 jest natomiast niczym usportowiona limuzyna. Także potrafi dać mnóstwo frajdy. Może nie aż tyle i nie w tak czystej postaci, ale życie z takim wzmacniaczem wydaje się o wiele prostsze, nie mówiąc już o wydatkach i innych przyziemnych sprawach.

CSA 100 został zaprojektowany jako mocna, tranzystorowa integra, która ot tak, być może dla zapewnienia zgodności z pozostałymi modelami w katalogu, została wyposażona w lampę, dodaną do listy zakupów tak samo, jak przetwornik cyfrowo-analogowy, phono stage czy moduł wzmacniacza słuchawkowego. Tranzystorowa natura opisywanego modelu wychodzi na jaw równie szybko, a może nawet szybciej niż obecność maleńkiej triody.

Od pierwszych chwil odsłuchu nie miałem wątpliwości, że wewnątrz opisywanej integry pracuje lampa. Jej obecność odbija się przede wszystkim na barwie dźwięku, ale niezależnie od gatunku słuchanej muzyki czy jakości nagrania może się także objawiać jako delikatne złagodzenie przekazu. Wysokie tony nie są tak bezwzględne, jak w niektórych czysto tranzystorowych piecykach za porównywalne pieniądze. Przestrzeń w pierwszej chwili wydaje się nieco rozmyta, choć bez wątpienia jest też bardzo obszerna, a po kilkunastu minutach, kiedy nasz słuch przyzwyczai się do zmiany wzmacniacza, okazuje się także, że wszystko jest tutaj na swoim miejscu. Może za wyjątkiem hektarów próżni, w której zalega tylko głucha cisza. CSA 100 robi to, co większość lamp, wypełniając całą dostępną przestrzeń jakąś formą dźwięku. Czasami - tam, gdzie wiele urządzeń tranzystorowych widzi tylko ciemne tło - jest to coś w rodzaju delikatnej mgiełki, muzycznego planktonu, mieszaniny ledwie rozróżnialnych pogłosów. Gdybyśmy odfiltrowali z tego wszystkie dźwięki, które można wskazać palcem i przyporządkować do konkretnego instrumentu lub jakiegoś zdarzenia drugoplanowego, otrzymalibyśmy pewnie coś w rodzaju muzycznego powidoku. Wszystko to sprawia, że brzmienie Coplanda jest pełne, bogate, nasycone i wielowymiarowe. Może więc umieszczona wewnątrz podwójna trioda ECC88 wygląda tak, jakby znalazła się tam przypadkowo lub tuż przed montażem pokrywy wskoczyła na miejsce jakiegoś kondensatora, niepostrzeżenie uciekając z fabryki, ale z całą pewnością ją słychać. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że CSA 100 został zaprojektowany jako mocna, tranzystorowa integra, która ot tak, być może dla zapewnienia zgodności z pozostałymi modelami w katalogu, została wyposażona w lampę, dodaną do listy zakupów tak samo, jak przetwornik cyfrowo-analogowy, phono stage czy moduł wzmacniacza słuchawkowego. Tranzystorowa natura opisywanego modelu wychodzi na jaw równie szybko, a może nawet szybciej niż obecność maleńkiej triody. Ten dźwięk ma w sobie moc. Jest tu zapas dynamiki, który możemy poczuć nawet podczas cichego, wieczornego odsłuchu. Brzmienie jest osadzone na mocnym, głębokim i sprężystym basie. Kręcenie potencjometrem w prawo nie powoduje ani zachwiania równowagi tonalnej, ani narastającej niepewności czy wzmacniacz poradzi sobie z takim zadaniem. Nic z tych rzeczy. Dodajemy gazu i lecimy ile fabryka dała. Niskie tony może nie są piekielnie szybkie, ale spokojnie wyrabiają się na zakrętach. Podstawą sukcesu jest jednak gęstość, wypełnienie i skala dźwięku.

Minusy? Zacznę od tego, że moje podejrzenia co do jakości wbudowanego phono stage'a i wzmacniacza słuchawkowego szybko potwierdziły się na etapie odsłuchu. Są to dodatki, z których owszem można skorzystać, ale jeżeli spodziewaliście się, że będziecie mogli podłączyć do CSA 100 hi-endowy gramofon lub wymagające, trudne do napędzenia nauszniki i nawet po kilku godzinach takiej zabawy nie zaczniecie myśleć o lepszym przedwzmacniaczu korekcyjnym tudzież zewnętrznym wzmacniaczu słuchawkowym, to nie ten adres. Duńczycy w jednej obudowie umieścili naprawdę sporo elektroniki i zadbali o to, aby nie zabrakło nam żadnych istotnych gniazd i funkcji, ale to nie oznacza, że w cenie takiego wzmacniacza zmieści się nagle przetwornik klasy Chorda Hugo 2, przedwzmacniacz gramofonowy rozwalający 1ARC-a Arrow 2 i wzmacniacz słuchawkowy niewiele gorszy od Sennheisera HDV 820. Z tych trzech modułów na wyróżnienie zasługuje zastosowany w CSA 100 przetwornik cyfrowo-analogowy. W końcu odpowiada on za obsługę czterech z dziewięciu wejść, a łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której nabywca takiej integry korzysta wyłącznie z gniazd cyfrowych. Kiepski DAC na samym początku drogi oznaczałby mocne ograniczenie jakości brzmienia. Copland na szczęście nie popełnił tego błędu, ale phono stage i wejście słuchawkowe radziłbym potraktować jako elementy, których można użyć okazjonalnie lub rozruchowo, a jeśli wkręcicie się w zabawę z winylami lub zauważycie, że z nauszników korzystacie naprawdę często, pewnego dnia zakup lepszego, zewnętrznego urządzenia stanie się faktem. W pozostałych kwestiach CSA 100 nie daje za wygraną. To wzmacniacz, którego słucha się z prawdziwą przyjemnością, a dzięki wysokiej mocy i typowo tranzystorowej dynamice można także ostro dać mu w palnik lub podłączyć do niego takie kolumny, jakie tylko nam się spodobają.

Copland CSA 100

Budowa i parametry

Copland CSA 100 to wzmacniacz zintegrowany, który - jak przeczytamy na stronie producenta - zostały metodą synektyczną, która zapewniła wcześniejszym hybrydowym wzmacniaczom tej marki szerokie uznanie, łącząc zalety wzmacniaczy lampowych i tranzystorowych. Integra wyposażona jest w półprzewodnikowy stopień wyjściowy pozwalający uzyskać moc 100 W na kanał przy 8 Ω, a sygnał dostarczany jest z przedwzmacniacza pracującego na podwójnej triodzie ECC88 (6922). Lampa zasilana wysokim napięciem, zapewniającym maksymalną liniowość, realizuje wzmocnienie napięciowe, zaś obwód bazujący na tranzystorach robi to, w czym jest najlepszy, umożliwiając tym samym harmonijną współpracę obwodów półprzewodnikowych i lampowych. Z myślą o entuzjastach winyli projektanci wyposażyli CSA 100 w wejście dla gramofonów z wkładką MM. Integralnym elementem wzmacniacza jest także przetwornik cyfrowo-analogowy oparty na 32-bitowym układzie ESS Sabre ES9018 w konfiguracji quad-mono. Wnętrze duńskiego piecyka wygląda naprawdę bogato. Widać, że przede wszystkim jest to solidna, tranzystorowa integra, a trioda ECC88 dostarczona przez Electro-Harmonixa została do niej dodana raczej w celu uzyskania pożądanego rezultatu brzmieniowego niż szpanowania, że oto mamy do czynienia z kompaktową wersją stuprocentowego wzmacniacza lampowego. Sporą część przestrzeni wewnątrz obudowy zajmuje 700-VA transformator toroidalny Noratela, a aluminiowy radiator odprowadzający ciepło z kwartetu tranzystorów bipolarnych On Semi MJL3281G/MJL1302A zabiera jej jeszcze trochę, w związku z czym w pozostałych miejscach jest naprawdę gęsto. Mimo to, konstruktorom udało się zachować wzorowy porządek, z podziałem podzespołów na kilka płytek, z których te mniejsze zlokalizowane są przy gniazdach i przednim panelu, a dwie wyrastają pionowo z głównej, niebieskiej "płyty głównej". Co ciekawe, za regulację głośności odpowiada klasyczny, analogowy potencjometr Alpsa. Mam wrażenie, że gdyby Copland chciał zrezygnować z tego rozwiązania na rzecz cyfrowej regulacji głośności, musiałby zrezygnować z charakterystycznego pokrętła wyskalowanego od nieskończoności, a to zwyczajnie nie wchodzi w grę. Tak czy inaczej, CSA 100 w środku prezentuje się równie dobrze, jak z zewnątrz, robiąc wrażenie zarówno gęstą zabudową, jak i precyzją montażu.

Werdykt

Czasami odnoszę wrażenie, że audiofile lubią wdawać się w różnego rodzaju pojedynki i debatować o problemach bez jednego, oczywistego rozwiązania. Tranzystory czy lampy? Winyle czy streaming? Podłogówki czy monitory? Klasa A czy klasa D? I tak bez końca... O ile jednak ciężko wyobrazić sobie medium łączące zalety winyli i serwisów strumieniowych albo zestawy głośnikowe będące czymś pomiędzy podłogówkami a monitorami, o tyle hybrydowy wzmacniacz może czerpać z obu światów to, co najlepsze. Niestety, tego typu konstrukcje to wciąż duża rzadkość, właściwie margines. Hybrydy z przedziału 15000-20000 zł można policzyć na palcach. Unison Research Unico 90, Haiku Audio Iovita, Vincent SV-700, Pathos Logos MKII, McIntosh MA252, Pathos Classic Remix i...? No właśnie, bida. Co więcej, niemal wszystkie wymienione modele to wzmacniacze czysto analogowe, najczęściej pozbawione jakichkolwiek funkcji wykraczających poza tę podstawową. Pathos montuje w swoich hybrydowych integrach przetworniki, które tyłka nie urywają, ale przynajmniej są. McIntosh MA252 zamiast DAC-a ma przyzwoite wejście gramofonowe. Reszta liczy na to, że klientów skusi wyjątkowe brzmienie zapakowane w efektowne pudełko z maleńkimi lampami na widoku. Może tak, może nie. Mnie by chyba nie skusiło, bo w dzisiejszych czasach dobra integra musi dawać z siebie więcej i musi być czymś więcej niż końcówką mocy z potencjometrem. Taki właśnie jest Copland CSA 100. Czy komuś to pasuje, czy nie, jest to w tym momencie najnowocześniejszy i najbardziej wszechstronny hybrydowy wzmacniacz na rynku. Połączenie tranzystorowej mocy, lampowej barwy, bogatego wyposażenia, wysokiej jakości wykonania i skandynawskiego wzornictwa. Czy to nie brzmi jak przepis na sukces?

Copland CSA 100

Dane techniczne

Moc wyjściowa: 2 x 100 W/8 Ω, 2 x 180 W/4 Ω
Wejścia analogowe: 3 x RCA, 1 x XLR
Wejścia cyfrowe: 1 x koaksjalne, 2 x optyczne, 1 x USB (opcjonalnie Bluetooth z aptX HD)
Pasmo przenoszenia: 10 Hz - 150 kHz (+/- 3 dB)
Zniekształcenia (THD): < 0,05 %
Stosunek sygnał/szum: < 90 dB
Wymiary (W/S/G): 13,5/43,5/37 cm
Masa: 14 kg
Cena: 16999 zł

Konfiguracja

Audiovector QR5, ATC SCM 11, Auralic Vega G1, Clearaudio Concept, Cambridge Audio CP2, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate, Custom Design RS 202, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Copland i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (1)

  • Lukas

    Ciekaw jestem jak wypadłby ten Copland przy Bladeliusie Brage?

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby ta skromna, rodzinna manufaktura założona w 1979 roku stała się u nas jednym z ważniejszych graczy zaraz po transformacji ustrojowej, kiedy to głodni nowości i ciekawi...

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można...

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło, ewentualnie - w przypadku tych najbardziej zakręconych - na coś takiego, jak kable, akcesoria zasilające lub podkładki antywibracyjne. Spora grupa odpowie jednak, że największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy ma...

James Tanner - Bryston

James Tanner - Bryston

Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego przyzwyczaili się do tego, że jest on nie tylko kupowany, ale także budowany przez pasjonatów. Często tych, którzy kiedyś znajdowali się w podobnej sytuacji, a swoje hobby rozwinęli do tego stopnia, że w pewnym momencie postanowili zbudować coś swojego - lepszego niż sprzęt oferowany w...

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

Kiedy myślimy o ulepszeniu swojego zestawu hi-fi, zwykle koncentrujemy się na wymianie jednego z jego elementów - kolumn, wzmacniacza, źródła lub okablowania. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że z posiadanego sprzętu moglibyśmy wycisnąć znacznie więcej zerowym kosztem. Niektórzy są tego świadomi, ale zwyczajnie brakuje im na to...

Nowe testy

Poprzedni Następny
NuPrime ST-10 + ST-10M

NuPrime ST-10 + ST-10M

Niektórzy miłośnicy sprzętu audio przywiązują ogromną wagę do konkretnych rozwiązań technicznych, kierując się zazwyczaj nie tylko własnymi doświadczeniami, ale też stereotypami, które funkcjonują w tym środowisku od dawna. Z jednej...

AudioSolutions Figaro B

AudioSolutions Figaro B

Z produktami marki AudioSolutions spotkaliśmy się do tej pory czterokrotnie - podczas testów podstawkowych zestawów Euphony 40, Rhapsody 60 i Guimbarde oraz niedrogich, ale bardzo sympatycznych podłogówek Euphony 50. Było...

Atoll IN200 Signature

Atoll IN200 Signature

Atoll to firma, z której produktami audiofile są już dobrze zaznajomieni. Szczególnie jeśli chodzi o wzmacniacze zintegrowane i dzielone, choć niektórzy chętnie sięgają także po odtwarzacze płyt kompaktowych, streamery lub...

Bannery boczne

Komentarze

Maciej
Właśnie siedzę nad moim CEOL N10, odpalona instrukcja w PDF (160 stron). Mam go około 6 miesięcy i jestem bardzo zadowolony. Bluetooth często przycina (jak pisz...
Andrzej
Super, że się pojawiła firma Unitra. Dość sentymentalne tworzy wspomnienia. Niestety brak jakichkolwiek informacji technicznych dotyczących samego gramofonu. Te...
stereolife
@Piotr - To PSB Imagine T3. NAD, Bluesound i PSB należą do grupy Lenbrook, dlatego urządzenia tych marek chętnie "pozują" ze sobą do zdjęć:-)

Płyty

Oranssi Pazuzu - Mestarin Kynsi

Oranssi Pazuzu - Mestarin Kynsi

Bieżący rok jest wyjątkowy pod każdym względem. Wyjątkowo specyficzny, dziwny, trudny. Śmiało można stwierdzić, że pandemicznym rykoszetem oberwał praktycznie każdy...

Newsy

Audio Video Show 2020 odwołane

Audio Video Show 2020 odwołane

To już oficjalne. Ze względu na epidemię koronawirusa i raczej marne szanse na to, aby do października sytuacja się poprawiła,...

Tech Corner

Krótka historia płyty kompaktowej

Krótka historia płyty kompaktowej

Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...

Prezentacje

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

The Grand Astoria - Miszmasz po rosyjsku

The Grand Astoria - Miszmasz po rosyjsku

The Grand Astoria to grupa zwariowanych Rosjan z Petersburga. Zespół powstał w 2009 roku z inicjatywy Kamille Sharapodinova - gitarzysty...

Wywiady

Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie...

Popularne artykuły

Vintage

Luxman 5M21

Luxman 5M21

Ta śliczna końcówka mocy to Luxman 5M21 (na dole) - wzmacniacz należący do linii Laboratory Reference Series i produkowany pod...

Słownik

Poprzedni Następny

Magnes neodymowy

Magnes dający znacznie silniejsze pole magnetyczne, niż porównywalny pod względem rozmiarów magnes ferrytowy. Wykonuje się je zazwyczaj ze stopu neodymu, żelaza i boru. Ze względu na łatwość obróbki mechanicznej, trudność...

Cytaty

PatrickRothfuss.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.