Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

ATC SCM 11

ATC SCM 11

Mówiąc o brytyjskich monitorach, zwykle myślimy o kultowych głośnikach zaprojektowanych dla rozgłośni BBC. Ich legenda jest dziś kontynuowana przez firmy, które albo uczestniczyły w tamtych projektach i zbudowały na tym swoją rynkową pozycję, albo zostały założone przez zapaleńców, a czasami nawet synów i wnuków inżynierów, którzy kilkadziesiąt lat temu pracowali nad tymi zestawami lub mieli jakąkolwiek styczność z ich produkcją. Niektórzy po pewnym czasie opuścili ten klub, idąc dalej i szukając nowych rozwiązań technicznych, nowych materiałów i nowych możliwości rozwoju. W końcu jak długo można klepać takie same kolumny i prześcigać się w zapewnieniach, że akurat naszym najbliżej jest do oryginału... Rogers, Harbeth, Spendor, Graham Audio, Falcon Acoustics - żadna z tych firm nie ma monopolu na sukces. Nawet jeśli utożsamiamy brytyjskie monitory z ich produktami, powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że mówimy o replikach studyjnych zestawów sprzed wielu, wielu lat, które upodobali sobie wąsaci audiofile. Mam nawet wrażenie, że od pewnego momentu to bardziej oni, a nie profesjonaliści byli odpowiedzialni za budowanie ich legendy. Dziś w studiach nagraniowych nie używa się już czegoś takiego, jak LS5/9. Od czasu do czasu trafia się na ekscentryków, którzy gotową robotę lubią sprawdzić na takich głośnikach, jednak nawet oni robią to na zasadzie eksperymentu - jak dane nagranie zabrzmi u ludzi, którzy mają dziwny, stary albo po prostu kiepski sprzęt hi-fi. Na studyjnych monitorach sprzed pięćdziesięciu lat nikt normalny nie pracuje. Tak, jak żaden normalny kierowca rajdowy nie ściga się starym samochodem. Owszem, można mieć sentyment do Lancii 037, w której Walter Röhrl wygrywał z Audi Quattro albo Subaru Imprezy WRC, za którego kierownicą siedział Colin McRae, ale dzisiaj są już inne, lepsze samochody. Nawiasem mówiąc, Harbeth, Spendor i Graham Audio nie robią już aktywnych monitorów studyjnych ani nawet nie próbują na bazie vintage'owych modeli budować czegoś, co mogłoby się spodobać inżynierom dźwięku. Żadna z tych konstrukcji nie ma swojego nowoczesnego, studyjnego, aktywnego odpowiednika. Istnieje za to spora grupa producentów, którzy dostarczają kolumny zarówno na rynek profesjonalny, jak i amatorski. Jednym z nich jest ATC.

Marketingowa wartość opowieści o monitorach bliskiego pola zaprojektowanych dla zawodowców i zdjęć audiofilskich kolumn stojących w pobliżu wielgachnej konsolety jest najwyraźniej tak duża, że wielu producentów sprzętu chce się do tego tematu w ten czy inny sposób podczepić. Wbrew pozorom, obie dziedziny są od siebie mocno oddalone i rzadko które urządzenie pasuje zarówno dźwiękowcom, jak i melomanom. O ile jednak historie o audiofilskich kablach i innych dziwactwach z reguły nie robią na profesjonalistach najmniejszego wrażenia, o tyle konotacje ze studyjną aparaturą amatorów zwyczajnie kręcą. Konsolety może sobie w salonie nie postawią, bo i po co, ale końcówka mocy będąca ucywilizowaną wersją urządzenia pracującego u znanego artysty lub reżysera dźwięku albo eleganckie, pasywne zestawy głośnikowe wykorzystujące te same przetworniki, które można znaleźć w aktywnych monitorach bliskiego pola to już dla audiofila bardzo łakome kąski. Propozycja, której warto się przyjrzeć. ATC to jeden z producentów, którzy od wielu, wielu lat umiejętnie wykorzystują swoje doświadczenie na obu rynkach, przenosząc wiedzę zdobytą w studiach nagraniowych do sprzętu domowego i - w zasadzie to nie wiem kiedy, ale może ktoś słyszał również o takim przypadku - odwrotnie. Aktualna oferta firmy jest podzielona tak mocno, że po wejściu na jej oficjalną stronę internetową musimy wybrać jeden z dwóch działów - profesjonalny lub konsumencki. W tym drugim znajdziemy nie tylko zestawy głośnikowe, ale też komponenty elektroniczne - wzmacniacze, przedwzmacniacze, końcówki mocy i odtwarzacze płyt kompaktowych. Jeżeli wejdziemy w zakładkę z kolumnami, zobaczymy w niej aż osiem serii, z czego jedna to tylko i wyłącznie głośniki centralne, druga - subwoofery aktywne, trzecia - głośniki przeznaczone do montażu na ścianie, a w dwóch kolejnych zgrupowano wyłącznie edycje specjalne i inne okolicznościowe wynalazki, których pewnie już od dawna nie można dostać u autoryzowanych dealerów. Zostają więc trzy serie w miarę normalnych kolumn - Entry, Classic i Tower. Jeżeli mamy do nagłośnienia spore pomieszczenie i nie musimy liczyć każdej złotówki, w każdej z nich znajdziemy coś ciekawego. Jeżeli natomiast interesują nas wyłącznie monitory, serię Tower możemy sobie odpuścić (składa się ona z sześciu modeli podłogowych), a z serii Classic zostaje tylko SCM20 SL w cenie 20500 zł za parę (pozostałe konstrukcje teoretycznie też są monitorami, ale sorry - gruby chłop w szpilkach to wciąż chłop, a nie modelka). Nic dziwnego, że audiofile upodobali sobie przede wszystkim monitory z linii Entry - SCM7, SCM11 i SCM19. Który z nich sprawdzamy? Wiadomo - środkowy.

ATC SCM 11

Wygląd i funkcjonalność

SCM11 nie jest zupełnie nowym wynalazkiem. Brytyjska firma wytwarza podobne monitory od wielu lat, dopasowując ich kształt do konkretnych zastosowań lub poddając je drobnemu tuningowi technicznemu i wizualnemu. Charakterystyczne zestawy z dość oryginalnym przetwornikiem nisko-średniotonowym są jednak doskonale znane audiofilom, którzy choć trochę takimi monitorami się interesowali. Sam testowałem bardzo podobny model SCM12 dokładnie piętnaście lat temu i muszę powiedzieć, że gdyby nie inny kształt obudowy i kilka mało istotnych detali, mógłbym skopiować tamtą recenzję i zaoszczędzić sobie sporo roboty. SCM12 miały prostopadłościenne skrzynki z czarnymi frontami, kopułki z mniejszymi kołnierzami i nieco inne woofery z dość potężnymi nakładkami przeciwpyłowymi i grubymi resorami, jednak ich geny widać w konstrukcji SCM11 gołym okiem, a w tabeli danych technicznych moglibyśmy nawet skopiować wartości skuteczności (85 dB) i impedancji nominalnej (8 Ω). Co ciekawe, "dwunastki" są dziś dostępne tylko w wersji profesjonalnej (i to w dwóch odmianach - klasycznej oraz instalacyjnej), jednak szybkie porównanie z modelem SCM11 pozwala wysnuć wniosek, że mamy do czynienia z bliźniaczymi konstrukcjami o identycznych parametrach (nie tylko w przypadku skuteczności i impedancji, ale także pasma przenoszenia, częstotliwości podziału zwrotnicy czy rekomendowanej mocy wzmacniacza), przy czym SCM12 Pro mają kanciaste obudowy i są dostępne wyłącznie w kolorze czarnym, natomiast SCM11 otrzymały wygięte, zwężające się ku tyłowi boczki i można je zamówić w czterech wersjach wykończenia - fornirze czereśniowym lub czarnym, a także białym lub czarnym lakierze o zmatowionej, satynowej powierzchni. Dwie ostatnie odmiany prezentują się w firmowych materiałach bardzo elegancko i nowocześnie, jednak na stronie ATC dostępne są tylko pojedyncze zdjęcia, wyglądające raczej jak przemalowane lub wygenerowane komputerowo rendery niż prawdziwe fotografie. Brytyjczycy pokazują nawet głośniki (i nie ma w tym nic dziwnego, bo są to dość oryginalne jednostki, jakich nie znajdziemy w żadnych innych kolumnach), jednak jeżeli chcielibyście zobaczyć lakierowane SCM11 w jakimś naturalnym otoczeniu albo rzucić okiem na ich tylną ściankę, radzę uzbroić się w cierpliwość. Pozostają amatorskie zdjęcia wrzucane przez użytkowników na fora i grupy dyskusyjne. Gdyby nie to, można by było pomyśleć, że mamy do czynienia z całkiem standardowymi monitorami z bass-reflexem umieszczonym na tylnej ściance. A przecież to nieprawda, bo "jedenastki" są jednymi z niewielu dostępnych na rynku (a już na pewno w tym przedziale cenowym) zestawów podstawkowych w obudowie zamkniętej. Na dzień dobry odróżnia je to od konkurencji, ale na zdjęciach tego nie widać. Zupełnie jakby producent o to nie dbał i liczył na to, że klienci sami odkryją wyjątkowość jego głośników.

Myślę, że przyczyną jest brak chęci, aby takie materiały przygotować, ale kiedy SCM11 trafiły na sesję fotograficzną, dowiedziałem się czegoś jeszcze. Dokładne wyczyszczenie monitorów wykończonych czarnym, matowym lakierem nie jest łatwym zadaniem. W redakcji mamy do tego całą szufladę akcesoriów - ściereczki, szczoteczki, specjalne dmuchawy do odkurzania szczelin i płyny do czyszczenia różnych rodzajów powierzchni, ale nawet po profesjonalnym środku do czyszczenia monitorów komputerowych i ściereczce do obiektywów zostawały dziwne smugi. Możliwe, że ten lakier został wybrany ze względu na wytrzymałość, odporność na zarysowania, różne warunki atmosferyczne, duże różnice temperatur itd. Nie zmienia to faktu, że większość kolumn wyjeżdża ze zdjęć po kilku godzinach, a w tym przypadku polerowanie czarnych powierzchni zdawało się nie mieć końca. Zdecydowałem się więc częściowo zilustrować test zdjęciami producenta. Na pewno nie każdego interesują opowieści o naszych zmaganiach ze zdjęciami, opakowaniami czy innymi sprawami, które nie mają wpływu na brzmienie testowanego urządzenia, jednak perfekcjonistów muszę lojalnie ostrzec. Zwykle wybór takiego czy innego koloru kolumn jest wyłącznie kwestią gustu, ale w tym przypadku mocno bym się nad tym zastanowił. I mimo, że fornir czereśniowy nie jest moim ulubionym, a czarne drewno kojarzy mi się z Altusami, na pewno wybrałbym jedną z tych wersji. I problem z głowy.

Na zdjęciach nie widać jednak jeszcze jednej, bardzo istotnej rzeczy. SCM 11 są zaskakująco ciężkie. Aby zrozumieć dlaczego, wystarczy przyjrzeć się głośnikowi nisko-średniotonowemu. Uwagę zwraca nie tylko solidny, odlewany kosz, ale przede wszystkim potężny układ magnetyczny, którego średnica jest na oko identyczna, a w rzeczywistości może nawet ciut większa (pomijając szeroki, gumowy resor) niż średnica samej membrany. Nietypowy woofer jest tak potężny, że jego masę trzeba mieć na uwadze zarówno podczas przenoszenia, jak i ustawiania brytyjskich monitorów na podstawkach. Ich środek ciężkości jest przesunięty tak mocno w kierunku przetworników, że w moim przypadku przednia ścianka kolumn znalazła się niemal bezpośrednio nad krawędzią górnego blatu standów Custom Design RS 202. To nietypowa sytuacja, ale miałem wrażenie, że gdybym przesunął kolumny do przodu względem podstawek, przy mocniejszym potrąceniu lub przepinaniu kabli mogłyby się zwyczajnie zachwiać i spaść głośnikami w dół. Z ciekawości odszukałem zdjęcia z wystawy Audio Video Show 2019, bo opisywane kolumny zagrały wówczas z firmową elektroniką tak dobrze, że zatrzymałem się w tym pokoju na dłużej. Użyte przez dystrybutora podstawki wyglądały kosmicznie, ale teraz zupełnie mnie to nie dziwi. Może nie zachęcałbym nikogo do zakupu standów z dziwnymi, chromowanymi nogami przypominającymi jakieś potężne siłowniki hydrauliczne, ale solidne oparcie z odpowiednio dużym blatem górnym na pewno nie będzie złym pomysłem. W sieci można znaleźć również zdjęcia opisywanych paczek na firmowych podstawkach wykończonych takim samym fornirem, jednak polski przedstawiciel ATC początkowo w ogóle nie wiedział o czym mówię, a po dokładnym zbadaniu sprawy okazało się, że podobno kiedyś Brytyjczycy takie podstawki sprzedawali, ale dzisiaj nic takiego w ich ofercie nie funkcjonuje, więc klienci muszą rozwiązać problem po swojemu. Niezależnie od formy czy kolorystyki standów, radziłbym przeznaczyć na ten cel minimum 1000-1500 zł. SCM 11 nie są potwornie duże, ale ważą tyle, że bez porządnych podstawek lub solidnego oparcia na jakimś dużym meblu ich użytkowanie będzie się wiązało z wiszącym w powietrzu nieszczęściem. A jak spadną na podłogę, mogą pozostawić po sobie sporą dziurę. Chyba, że użyjemy maskownic, które mają bardzo nietypową formę - są to wygięte, metalowe siateczki mocowane do przedniej ścianki na magnesy. Na szczęście, producent zadbał o miękkie podkładki w kluczowych miejscach. Pytanie tylko czy takie maskownice faktycznie zabezpieczą głośniki przed uszkodzeniem. Jeżeli w ich kierunku miałby polecieć korek od szampana, metalowe grille powinny się sprawdzić, ale z odpornością na ciekawskie palce i pazury może być różnie. Szczególnie biorąc pod uwagę spore szczeliny przy dolnej i górnej krawędzi frontu. Plusem jest natomiast akustyczna przezroczystość maskownic, bo na ucho bardziej ich nie ma niż są. Z użytkowego punktu widzenia, największym minusem są moim zdaniem gniazda - podwójne, wąsko rozstawione terminale wciśnięte w plastikowy profil. Są zwyczajnie brzydkie i nie pasują do audiofilskich kolumn za te pieniądze. Ale czy SCM 11 to kolumny audiofilskie? Wydaje mi się, że te gniazda to swego rodzaju potwierdzenie ich profesjonalnego rodowodu. Rodowane "wubety" i inne tego typu wynalazki są w tym środowisku traktowane jako absolutne voodoo.

Jeżeli opanujemy temat podstawek, dalej powinno pójść z górki. Głośniki pracują w obudowie zamkniętej, więc o bass-reflex nie musimy się martwić. Ich prawidłowe ustawienie w pomieszczeniu odsłuchowym nie powinno być trudne. I nie mówię tu o teorii, ale o wnioskach z pierwszych doświadczeń praktycznych. Jak zwykle, priorytetem jest znalezienie złotego środka między prawidłową równowagą tonalną a stereofonią, przy czym sprawę ułatwia to, że SCM 11 na każdą zmianę reagują w bardzo przewidywalny sposób. Nie powinniśmy mieć do czynienia z sytuacją, w której zaczynamy od sporego dystansu, następnie dosuwamy kolumny do ściany o 15 cm i nie dzieje się zbyt wiele, a później przesuwamy je jeszcze 5 cm głębiej i niskie tony zaczynają przewalać się po pokoju z takim impetem, jakby wywołał się basowy diabeł. To samo można powiedzieć o regulowaniu odległości między kolumnami oraz kąta ich dogięcia. ATC reagują na zmiany bardzo liniowo, nie sprawiając przy tym żadnych niespodzianek i nie strzelając fochów. W niektórych przypadkach nawet stosunkowo mocne dosunięcie brytyjskich monitorów do ściany może okazać się uzasadnione, jednak należy oczekiwać, że w niekorzystny sposób zacznie się to już odbijać na przestrzeni. Dla wielu melomanów kluczowe będzie to, że "jedenastki" naprawdę niełatwo jest zmusić do produkcji nierównego, podbitego, dudniącego basu. Oczywiście, jest to możliwe, ale wyobrażam sobie, że z takim efektem zetkniemy się tylko w bardzo małych pomieszczeniach o zupełnie nieopanowanej akustyce albo wtedy, gdy mocno się o to postaramy i zrąbiemy sprawę z ustawieniem kolumn lub doborem elektroniki.

Skuteczność na poziomie 85 dB, w dodatku w obudowie zamkniętej, a do tego jasna sugestia ze strony producenta - rekomendowana moc wzmacniacza od 75 do 300 W. 300?! No dobrze, nie twierdzę, że połączenie testowanych zestawów z McIntoshem MA9000, Gryphonem Diablo 300 lub Heglem H590 będzie nieudane, ale że wybór sprzętu towarzyszącego wyłącznie na podstawie parametrów byłby grubą przesadą.

W tej ostatniej kwestii SCM 11 są, niestety, dość wymagające, aczkolwiek historie o tym, że pierwsze sto watów zjadają na śniadanie też radziłbym włożyć między bajki. Skuteczność na poziomie 85 dB, w dodatku w obudowie zamkniętej, a do tego jasna sugestia ze strony producenta - rekomendowana moc wzmacniacza od 75 do 300 W. 300?! No dobrze, nie twierdzę, że połączenie testowanych zestawów z McIntoshem MA9000, Gryphonem Diablo 300 lub Heglem H590 będzie nieudane, ale że wybór sprzętu towarzyszącego wyłącznie na podstawie parametrów byłby grubą przesadą. ATC załapały się na test Coplanda CSA 100, który - jak zresztą sugeruje nazwa - dysponuje mocą 100 W na kanał przy 8 Ω. Było fajnie, nie powiem. Z wrodzonej przekory wykonałem jednak kolejny eksperyment i zamieniłem Coplanda na 25-watowego Unisona Triode 25 (znów ta moc w nazwie...). Efekt? Zdrowy, nasycony, wciągający dźwięk bez najmniejszych objawów spowolnienia i zadyszki lub ewidentnych braków w dziedzinie mikrodynamiki. Z dynamiką w skali makro, wiadomo, szału nie było, jednak nie jestem przekonany czy ze średniej wielkości monitorami w ogóle byłyby na to jakieś szanse, choćby i ze wzmacniaczem Pivetta Opera Only. Owszem, potencjometr w Unisonie musiał zawędrować dalej niż w przypadku używanych przeze mnie na co dzień Audiovectorów QR5, ale chyba nikogo nie powinno to dziwić. Pomijając kwestię gabarytów i impedancji, 85-dB skuteczność oznacza, że dyskoteki z takimi zestawami raczej nie rozkręcimy, ale w normalnych warunkach wszystko powinno być dobrze. Oczywiście, nikogo nie będę zachęcał do testowania cierpliwości brytyjskich głośników w sposób ekstremalny, powiedzmy w towarzystwie 8-watowej lampy OTL, ale jeżeli macie na przykład 50-watowy wzmacniacz i nie jesteście miłośnikami "realistycznych" poziomów głośności, a z powodu parametrów zamierzaliście skreślić SCM 11 z listy kandydatów do odsłuchu, radziłbym się z tym wstrzymać. Możliwe, że ATC chce się w pewien sposób zabezpieczyć przed narzekaniem klientów, którzy na sprzęcie hi-fi znają się średnio, ale po raz kolejny odnoszę wrażenie, że producent dyskretnie daje audiofilom do zrozumienia, że nad kupnem jego kolumn powinni się zastanowić. Bo to dziwne głośniki w obudowie zamkniętej... Bo to zasadniczo sprzęt profesjonalny zapakowany w amatorskie ciuszki... Bo może wzmacniacz mają za słaby... Z drugiej strony, na wyobraźnię melomanów mocno oddziałuje to, że ze sprzętu ATC korzystają takie legendy, jak Pink Floyd, Coldplay czy The Killers. Co do ich muzyki, odczucia można mieć różne, ale o głuchych ludziach na pewno nie mówimy.

ATC SCM 11

Brzmienie

Muszę przyznać, że brytyjskie monitory trochę mnie zaskoczyły. Spodziewałem się po nich dobrze zrównoważonego, płynnego, ale też delikatnie uspokojonego dźwięku ze skrajami pasma będącymi raczej dopełnieniem średnicy niż plusami samymi w sobie. Mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia z zestawami tego producenta, wyobrażałem sobie również, że brzmienie będzie lekko ocieplone, gęste, mięsiste i nastawione na czerpanie przyjemności z długodystansowych odsłuchów, a nie oczarowanie słuchacza w ciągu pięciu minut czy bezceremonialne wyłożenie mu sytuacji na stół, z możliwością szybkiego przeanalizowania jakości nagrań, dekonstrukcji materiału muzycznego czy poddania próbie poszczególnych elementów toru audio. A w pierwszej chwili właśnie tak się poczułem. Od razu powiem, że SCM 11 mają w sobie odrobinę przyjemnego zabarwienia, szczególnie w zakresie przełomu niskich i średnich tonów. Tutaj faktycznie potrafi pojawić się mięsko, które tak lubimy. Sprawdziły się również moje przewidywania co do proporcji między średnicą a skrajami pasma. Podczas testu nie brakowało mi ani basu, ani wysokich tonów, jednak brytyjskie monitory zdecydowanie dają nam do zrozumienia, że zakres średnich częstotliwości jest dla nich nie tylko najważniejszy, ale też najciekawszy z punktu widzenia odtwarzanej muzyki. I to właściwie bez względu na wybrany gatunek czy jakość realizacji. A żeby odsłuch był jeszcze bardziej ekscytujący, brzmienie "jedenastek" zestrojono tak, aby nadać im odrobinę typowo studyjnego sznytu. Głośniki mają tendencję do eksponowania przełomu średnich i wysokich tonów, w związku z czym od samego początku towarzyszy nam wrażenie, że słyszymy więcej. Wszelkiego rodzaju drobiazgi, takie jak szelesty, skrzypnięcia, szmery, odgłosy pracy mechanizmów fortepianu czy stuknięcia palcami o struny gitary, są niemal wysysane z muzycznego tła i stawiane znacznie bliżej, na równi z dźwiękami pierwszoplanowymi. Nagle robi się tego wszystkiego naprawdę dużo, w związku z czym czujemy się tak, jakby ktoś dobrze przeczyścił nam uszy. Oczywiście, nie jest to do końca normalne zjawisko, więc miłośnicy neutralnego, stuprocentowo liniowego dźwięku mogą zinterpretować je tak samo, jak efektownie podbity bas lub nienaturalnie "zrobioną" przestrzeń, ale na szczęście jego intensywność jest kontrolowana. Na pewno nie jest to jedyny element wyróżniający i definiujący brzmienie opisywanych kolumn, choć z pewnością rzuca się w uszy.

Audiofile potrafią długo dyskutować na temat zgodności brzmienia z tak zwanym oryginałem, przy czym, niestety, nie każdy z nich miał okazję się z owym oryginałem zetknąć. Nie wiedzieć czemu, kontakt z muzyką graną na żywo jest dla części z nich olbrzymim szokiem. Że jak to, altówka potrafi aż tak zapiszczeć, trąbka brzmi tak ostro i metalicznie, a gitara akustyczna nie zawsze brzdąka tak przyjemnie, jak na Harbethach podłączonych węglowymi kablami Van den Hula do Accuphase'a pracującego w klasie A? Można się z tego śmiać, ale doskonale pamiętam "aferę", którą po przesłuchaniu płyty znanego, polskiego pianisty nakręcił pewien meloman aktywnie udzielający się na forum miesięcznika, dla którego wówczas pracowałem, a którego redaktor naczelny był jednocześnie za wydanie tejże płyty odpowiedzialny. Ów użytkownik narzekał, że - skuszony tekstami o rewelacyjnej jakości brzmienia - zamówił, odpalił, posłuchał i szybko odkrył, że na płycie ciągle pojawiają się dziwne szmery, jakby ktoś dmuchał w mikrofon, a czasami nawet coś stuka i piszczy. No najwyższy wprost poziom żenady i hańba dla wydawcy, który śmie się nazywać audiofilem... Idzie odpowiedź - szanowny panie, gdzie te szmery i piski? Ano na przykład w tej minucie i tej sekundzie, później w tej i tej. Okazało się, że chodziło o o naturalne odgłosy pracy fortepianu. Facetowi trzeba było wytłumaczyć, że instrument ten wyposażony jest w pedały połączone z całkiem skomplikowanym mechanizmem składającym się z dźwigni, prowadnic i dużej belki, nie wspominając już o tym, że przy klawiaturze zazwyczaj siedzi człowiek (ten, którego twarz widać na okładce), który porusza się, oddycha, a czasami nawet tupnie nogą lub coś sobie mruknie pod nosem. Szok i niedowierzanie. Tak sobie pomyślałem, że gdyby ów rozczarowany rzeczywistością meloman posłuchał tej płyty na brytyjskich monitorach, być może nie miałby wątpliwości, że wszystkie te dźwięki powinny się na niej znaleźć, gruntownie zbadałby temat i nie wyszedłby na idiotę. SCM 11 potrafią bowiem zagrać tak sugestywnie, bezpośrednio i dosłownie, że chwilami jest to aż straszne. Raz, że poznajemy całą (no, może powinienem raczej napisać "prawie całą", bo istnieją jeszcze lepsze i droższe głośniki) prawdę o ulubionych nagraniach, a dwa, że kolumny za te pieniądze nie powinny jeszcze osiągać takiego poziomu czystości i prezentować dźwięku w tak bezkompromisowy sposób.

W tym momencie rodzi się dość oczywiste pytanie. Czy tak właśnie powinny grać monitory przeznaczone na rynek amatorski? Czy melomanom naprawdę spodoba się obcowanie z muzyką podaną w taki sposób? Czy nie jest to jedna z tych sytuacji, kiedy człowiek decyduje się na sprzęt z profesjonalnym rodowodem mając nadzieję, że będzie to ciekawe doświadczenie, ale już po kilku godzinach zaczyna dostrzegać swój błąd i marzyć o tym, aby kolumny nagle przełączyły się w tryb komfortowy, grając spokojnie, przyjemnie, bez wyciągania z nagrań rozmaitych brudów i prężenia muskułów? Myślę, że w tym przypadku wszystko będzie zależało od naszych preferencji i sprzętu towarzyszącego. Powiecie, że to banał? Że dotyczy to wszystkich zestawów głośnikowych? Tak, to prawda. Ale nie wszystkie zestawy głośnikowe grają w tak charakterystyczny, chwilami nawet bezkompromisowy sposób. Jeżeli uznamy, że jest to nienaturalne, albo że na taki poziom szczerości nie jesteśmy jeszcze gotowi, nie znajdziemy ukojenia ani w lampowej elektronice, ani w węglowych kablach. Mnie natomiast brzmienie brytyjskich monitorów spodobało się od samego początku. Wyraźnie słychać, że inżynierom ATC nie chodziło o uzyskanie dźwięku równego, gładkiego, przewidywalnego i nudnego. Umyślnie odsunęli na dalszy plan jedne aspekty prezentacji, aby niemal do granic możliwości podkręcić inne, wydobywając niesamowicie dosłowne, rzetelne i namacalne brzmienie z kolumienek, które nie są ani wyjątkowo niepraktyczne, ani nawet koszmarnie drogie. Wręcz przeciwnie. Są bardzo wdzięczne, potrafią dopasować się do różnych warunków, nie wyglądają dziwnie, nie sprawiają problemów w codziennym użytkowaniu, ale dają niesamowicie dokładny wgląd w nagrania i pozwalają nam zakosztować dźwięku, w którym nie ma miejsca na niedomówienia. Co ciekawe, nie oznacza to, że dźwięk jest klinicznie chłodny. Brytyjczycy pozostawili w nim miejsce na odrobinę naturalnego ciepła. Jak udało się połączyć papierową barwę z tak wyczynową szybkością i rozdzielczością? Jak to jest, że głośnik, którego membrana jest nasączona jakimś lepiszczem i na tyle miękka, że ugina się pod palcami, potrafi tak, za przeproszeniem, zapierdzielać? Kosmos.

Lubię sprzęt, który gra jakoś. Nie tylko dlatego, że mam wtedy o czym pisać, w związku z czym podczas pisania recenzji nie muszę się specjalnie gimnastykować. Przede wszystkim dlatego, że uwielbiam poznawać różne perspektywy patrzenia na muzykę, a urządzenia obdarzone charakterystycznym brzmieniem właśnie taką możliwość mi dają. Nie przepadam za sprzętem, którego twórcy nie wiedzą gdzie leżą granice dobrego smaku. Wtedy sytuacja przestaje być zabawna. Człowiek ma nadzieję po raz kolejny zetknąć się ze swoimi ulubionymi wykonawcami w nieco innych okolicznościach, cieszy się tak, jakby dwa tygodnie po koncercie w Warszawie dostał bilety na koncert w Paryżu, a zamiast tego ląduje w Sosnowcu na wystawie psów rasowych. Może i fajnie, ale nie o to chodziło. Na szczęście inżynierowie ATC doskonale znają swój fach i takich atrakcji nam nie zafundują. SCM 11 to nawet nie koncert w domu, ale zaproszenie do studia na nagranie. Czujemy się tak, jakbyśmy mieli niezwykle rzadką okazję zasiąść obok muzyków, a następnie posłuchać efektu ich pracy z realizatorem nagrania. Oczywiście, wszystko to jest podane w taki sposób, aby meloman przyzwyczajony do "cywilnego" sprzętu mógł sobie z tym poradzić - przyzwyczaić się do nowej sytuacji, a następnie objąć te wszystkie niuanse rozumem i odnaleźć w brzmieniu szereg elementów, które są mu znane. Nie ulega jednak wątpliwości, że dla wielu audiofilów już pierwszy odsłuch SCM-ów będzie sporym szokiem, z którego mogą wykluć się tylko dwie rzeczy - niechęć wywołana zbyt daleko idącą zmianą sposobu patrzenia na muzykę (czyli, jak mawiają Anglicy, "not my cup of tea") albo bezgraniczna miłość, którą uruchamia właściwie jeden, podstawowy odruch - słyszę więcej, więc jest lepiej.

SCM 11 to nawet nie koncert w domu, ale zaproszenie do studia na nagranie. Czujemy się tak, jakbyśmy mieli niezwykle rzadką okazję zasiąść obok muzyków, a następnie posłuchać efektu ich pracy z realizatorem nagrania.

Czy poza wszystkim, o czym napisałem powyżej, można się tutaj do czegoś przyczepić? Muszę powiedzieć, że zbyt wielu dyskusyjnych elementów nie słyszę. Z uwagi na zamkniętą obudowę, niskie tony są oczywiście dość charakterystyczne - trochę inne niż większość z nas się do tego przyzwyczaiła. Na szczęście zastosowany w opisywanym modelu przetwornik nisko-średniotonowy jest odpowiednio duży, aby najniższych częstotliwości nie trzeba było szukać ze świecą. Jeśli mam być szczery, bas brytyjskich monitorów uważam za jedną z ich największych zalet. Jest nie tylko wystarczająco głęboki, ale także równy, zwarty, rytmiczny i doskonale kontrolowany. Do tego łatwo sobie wyobrazić, że taki efekt będzie można uzyskać w różnych pomieszczeniach, nawet w nieco trudniejszym ustawieniu. Przy odrobinie szczęścia, z dobrymi podstawkami i umiejętnie dobraną elektroniką, takie kolumny mogą zagrać rewelacyjnie zarówno w 10-metrowym pokoiku, jak i 25-metrowym salonie. Jeśli chodzi o scenę stereofoniczną, podczas testu była ona delikatnie wysunięta do przodu, co jednak nie przeszkadzało SCM-om zbudować przestrzeni o właściwych proporcjach, z możliwością dokładnego śledzenia instrumentów, szczególnie w wymiarze szerokości. Przybliżenie dźwięku do słuchacza nie oznacza też, że każde nagranie wypada tak samo. Niektóre monitory grają tak, jakby ich przestrzeń była "zafiksowana", ale tutaj, w ramach wyznaczonego przez kolumny obszaru, wciąż wiele się może wydarzyć. Drobne nierówności w paśmie przenoszenia można natomiast skorygować doborem odpowiedniego wzmacniacza lub okablowania. Pytanie tylko czy naprawdę będziemy chcieli skontrować charakter brytyjskich paczek i przyhamować ich zapędy, czy może zakochamy się w ich sposobie przekazywania muzyki tak bardzo, że postanowimy pójść w tym kierunku jeszcze dalej. W pierwszym przypadku polecałbym coś w stylu hybrydowego Unisona lub Pathosa (chyba, że chcecie załatwić sprawę szybko, decydując się na firmowy piecyk SIA2-100) i kable Cardasa, natomiast w drugim - Exposure'a, Audiolaba, Primare'a, Audio Analogue'a lub Cyrusa i okablowanie Equilibrium, Chorda, Nordosta lub Kimber Kable z serii Carbon. Jedno jest pewne - z takimi monitorami nie będziecie się nudzić.

ATC SCM 11

ATC SCM 11

Budowa i parametry

ATC SCM 11 to dwudrożny zestaw podstawkowy w obudowie zamkniętej. Jego konstrukcja mocno przypomina mniejszy model SCM 7, z tym, że tutaj mamy do czynienia ze znacznie większymi skrzynkami, w których pracują firmowe głośniki nisko-średniotonowe o średnicy 15 cm. Są to bardzo ciekawe jednostki wyposażone w membrany wykonane z celulozy nasączonej lepkim, czarnym impregnatem. Z dużych nakładek przeciwpyłowych wystają dwa charakterystyczne, miedziane "wąsy" doprowadzające prąd do cewek nawiniętych prostokątnym drutem z tego samego materiału. Rozwiązanie to ma zwiększyć wydajność magnetyczną układu, którego najciekawszym elementem jest moim zdaniem sam magnes - ogromny i ciężki jak grzech pierworodny. Dodajmy do tego odlewany, metalowy kosz, a otrzymamy naprawdę potężny głośnik Podstawową różnicą w stosunku do poprzednich modeli ze stajni ATC jest zastosowanie nowych tweeterów. To tekstylne kopułki o średnicy 25 mm, w których również zastosowano cewki nawijane prostokątnym drutem. Obudowy sklejono z płyt MDF, przy czym boczne ścianki zostały zaokrąglone i wygięte ku tyłowi. Tam znajdziemy tylko plastikowy profil z podwójnymi gniazdami i podstawowymi parametrami technicznymi. Po jego wykręceniu ukaże nam się coś bardzo ciekawego - zwrotnica złożona z elementów pierwszorzędnej jakości. W oczy rzucają się polipropylenowe kondensatory i duże, powietrzne cewki. Jeśli chodzi o parametry "jedenastek", firma jasno daje klientom do zrozumienia, że do ich napędzenia potrzebny będzie wzmacniacz o rozsądnej mocy wyjściowej. Nie ma w tym nic dziwnego, bo 85-dB skuteczność to nie przelewki, a impedancja nominalna na poziomie 8 Ω też nie ułatwia sprawy. Tyle teoria, a praktyka? W praktyce nie jest aż tak strasznie, więc rekomendowaną moc wzmacniacza (75-300 W) sugerowałbym potraktować jak podpowiedź, a nie obowiązek, którego niewypełnienie będzie wiązało się z jakąś straszliwą karą.

Werdykt

Dla wielu audiofilów zabawa ze sprzętem grającym jest niczym długa wędrówka, w trakcie której najczęściej idzie się do przodu, ale czasami można też zboczyć z wyznaczonej trasy, pozwiedzać, a nawet wrócić do miejsc, które szczególnie zapadły nam w pamięć. Po pewnym czasie człowiek zaczyna zwracać uwagę na szczegóły, które umykają podróżnikom pędzącym przed siebie. Powstają wtedy intrygujące opowieści o kablach zasilających, platformach antywibracyjnych i cudownych ustrojach akustycznych. Dla tak zwanych normalnych ludzi są to kompletne bzdury. Chyba, że zetkną się z brzmieniem tak genialnym, że nie będzie ich obchodziło czy odpowiadają za nie rewelacyjne głośniki, czy może srebrne interkonekty i magiczne kuleczki na ścianach. Hobbystycznie można oczywiście szukać szczęścia w najdziwniejszych zakamarkach świata audiofilskiej aparatury, ale trzeba przy tym pamiętać o celu naszej wędrówki. Jeżeli bowiem przeciętny słuchacz nie zauważy różnicy między budżetowymi głośnikami a audiofilskimi kolumnami za dziesiątki tysięcy złotych, być może świadczy to nie tylko o jego niewrażliwości, ale także o pewnym tragicznym błędzie i niepowodzeniu całej naszej zabawy. W końcu audiofilskie, nierzadko konstruowane latami systemy stereo powinny grać tak dobrze, aby nawet kompletny amator zrozumiał dowcip w ciągu dziesięciu sekund. Tak właśnie grają ATC SCM 11. Te monitory nie każą nam się długo wygrzewać i odkrywać krok po kroku. Nie ma gry wstępnej. Jest konkret od początku do końca. Odsłuch nie przypomina zwiedzania nudnego muzeum, ale przejażdżkę sportowym samochodem bez lawirowania po krętych, miejskich uliczkach i przystanków na hot-doga. Ta podróż ma bardzo jasny cel. Wsiadamy po to, aby gdzieś dojechać. Najlepszą i najkrótszą drogą. A przecież wcale nie oznacza to, że nie będziemy z tego mieli żadnej frajdy. Powiem wprost - SCM 11 to jedne z najtańszych kolumn, które pozwalają przeskoczyć przepaść. W niektórych aspektach ich brzmienie jest wręcz hi-endowe. W końcu mamy do czynienia z udomowioną wersją sprzętu, który stworzono dla profesjonalistów. I tym razem nie jest to tylko marketingowy bełkot. Słychać to bardzo, bardzo wyraźnie. Jeżeli nie boicie się zderzyć z tak zwaną prawdą o muzyce, posłuchajcie koniecznie.

ATC SCM 11

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podstawkowe, dwudrożne, zamknięte
Pasmo przenoszenia: 56 Hz - 22 kHz (-6 dB)
Impedancja: 8 Ω
Skuteczność: 85 dB
Wymiary (W/S/G): 38,1/23,2/23,6 cm
Masa: 10,9 kg (sztuka)
Cena: 6990‬ zł (para)

Konfiguracja

Unison Research Triode 25, Copland CSA 100, Auralic Vega G1, Clearaudio Concept, Cambridge Audio CP2, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate, Custom Design RS 202, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Sound Source. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę ATC i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga5Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo14

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy7


Komentarze (2)

  • A. Z.

    Jednak każdy z nas inaczej odbiera brzmienie tych samych paczek. Dla mnie SCM 11 są łagodne na górnej średnicy, a wysokie tony są wyraźnie wycofane. Żeby jeszcze niskie tony chciały być takie zwinne, jak w mniejszych SCM 7. Niestety z Cyrusem 8.2 + PSX-R2 nie chciały i tu pytanie czy oby faktycznie te 70 W Cyrusa to jednak dla nich nie za mało i dopiero 170 W byłoby właściwym wyborem. Ogólnie przyjemne, wyraźnie ocieplone granie, w którym średnica jest najważniejsza.

    0
  • Michał

    Mam ATC SCM 7 mk3. Okazało się, że to koniec poszukiwań zestawu głośnikowego do kilkunastu metrów kwadratowych. Świetny bas, klarowna średnica i neutralna góra. Skuteczność według różnych źródeł to 79-84 dB, więc jeśli ktoś potrzebuje wysokich poziomów głośności, to jednak ta przysłowiowa "setka" watów (i powyżej) się przyda.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można...

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło, ewentualnie - w przypadku tych najbardziej zakręconych - na coś takiego, jak kable, akcesoria zasilające lub podkładki antywibracyjne. Spora grupa odpowie jednak, że największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy ma...

James Tanner - Bryston

James Tanner - Bryston

Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego przyzwyczaili się do tego, że jest on nie tylko kupowany, ale także budowany przez pasjonatów. Często tych, którzy kiedyś znajdowali się w podobnej sytuacji, a swoje hobby rozwinęli do tego stopnia, że w pewnym momencie postanowili zbudować coś swojego - lepszego niż sprzęt oferowany w...

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

Kiedy myślimy o ulepszeniu swojego zestawu hi-fi, zwykle koncentrujemy się na wymianie jednego z jego elementów - kolumn, wzmacniacza, źródła lub okablowania. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że z posiadanego sprzętu moglibyśmy wycisnąć znacznie więcej zerowym kosztem. Niektórzy są tego świadomi, ale zwyczajnie brakuje im na to...

Testy sprzętu audio to jedna wielka ściema. I reklama!

Testy sprzętu audio to jedna wielka ściema. I reklama!

Od dłuższego czasu przyglądam się grupom zakładanym przez audiofilów na portalach społecznościowych i powszechnemu już zjawisku szukania porad i informacji o wybranych urządzeniach nie w działających od wielu lat magazynach, nie na stronach prowadzonych przez ekspertów, nie u doświadczonych sprzedawców i instalatorów, ale w gronie amatorów. O ile rozumiałem jeszcze...

Nowe testy

Poprzedni Następny
SA Saxo 5

SA Saxo 5

W wielu dziedzinach naszego życia panuje zgoda co do kierunku, w którym należy podążać. Telewizory mają być większe, cieńsze i bardziej wszechstronne. Samochody - bogato wyposażone, wygodne i ekonomiczne. Laptopy...

JBL Club 950 NC

JBL Club 950 NC

W ostatnich latach JBL zapracował sobie na miano najbardziej znanego producenta przenośnego sprzętu audio. Gdyby spytać kogokolwiek o pierwsze skojarzenie w tym temacie, mielibyśmy wielką szansę na to, że usłyszymy...

Qln Prestige One

Qln Prestige One

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję propozycję przetestowania jakiegoś nowego urządzenia. Większość z tych maili i telefonów można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to typowy spam, który przychodzi nawet nie...

Bannery boczne

Komentarze

przemo7
Fajny tekst. Ja się nie zabiję:-) Ale zawsze byłem przez przyjaciół przepytywany ile te moje sprzęty i kable kosztowały, no i po co aż tyle. Ale marzenia o tym,...
jerry
Dobrze złożony set nie musi kosztować majątku żeby naprawdę fajnie zagrał. Z doświadczenia wiem, że czym drożej tym mniej zadowolenia z zestawu.
Darius
Jestem już drugim sortem, ukrytą opcją niemiecką, a teraz się dowiedziałem, że jeszcze jestem jednostką chorą i społecznie niebezpieczną :)
Grzesiek
Panie Tomaszu, jak już wspomniałem we wpisie pod testem SA Saxo 5, jestem audiofilem z 20-letnim stażem i moja obserwacja z nieaudiofilami jest taka: przychodzą...
Grzesiek
No to moje kilka słów o pieniądzach i tym co możemy za nie oczekiwać. Jestem audiofilem z 20-letnim stażem i masą przerzuconego sprzętu. Kilka lat temu doszedłe...

Płyty

Agalloch - Faustian Echoes

Agalloch - Faustian Echoes

Dwa lata po wydaniu albumu "Marrow Of The Spirit" członkowie amerykańskiej grupy Agalloch postanowili przypomnieć się swoim fanom kolejną EP-ką....

Newsy

Sennheiser HD 25 Limited Edition

Sennheiser HD 25 Limited Edition

Dokładnie 75 lat temu, w czerwcu 1945 roku, powstała firma Sennheiser. Jej nazwa pochodzi oczywiście od nazwiska założyciela, Fritza Sennheisera,...

Tech Corner

Roon - Nowa jakość streamingu

Roon - Nowa jakość streamingu

Z badań i raportów dotyczących udziału poszczególnych nośników i platform w rynku muzycznym wynika, że pliki i serwisy streamingowe wyprzedzają konkurencję o kilka okrążeń. Temat nośników fizycznych wydaje się zamknięty i nawet ogarniająca cały świat moda na winyle i gramofony nie jest w stanie odwrócić losów tej wojny. O ile...

Nowości ze świata

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Jak dbać o płyty winylowe

Jak dbać o płyty winylowe

W końcu nadchodzi ten piękny moment - gramofon skompletowany, odpowiednio ustawiony, podłączony i skalibrowany. Teraz tylko słuchać. Winylowa zabawa coraz...

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło,...

Popularne artykuły

Vintage

Sansui QRX-9001

Sansui QRX-9001

Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku pojawiło się na rynku audio rozwiązanie, które można uznać za pradziadka współczesnych systemów dźwięku...

Słownik

Poprzedni Następny

HDCD

High Definition Compatibile Digital to format skupiający się na poprawie niektórych elementów zapisu na płycie kompaktowej. Jeśli chodzi o kompatybilność, każdą płytę z logiem HDCD odtworzymy na dowolnym odtwarzaczu CD,...

Cytaty

SakaguchiAngo.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.