Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Qln Prestige One

Qln Prestige One

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję propozycję przetestowania jakiegoś nowego urządzenia. Większość z tych maili i telefonów można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to typowy spam, który przychodzi nawet nie wiadomo skąd. Prawdopodobnie z dalekowschodnich fabryk produkujących wszystko od soundbarów po złote kondensatory. Druga to maile rozsyłane przez młodych i energicznych pracowników agencji reklamowych, którym wydaje się, że na wieść o możliwości otrzymania jednego z pierwszych sampli jakichś tam bezprzewodowych słuchawek powinienem dosłownie posikać się ze szczęścia. Trzecia grupa to producenci i dystrybutorzy, którzy o audiofilskim sprzęcie nie mają zielonego pojęcia. Zwykle oferują coś mocno średniego, co jednak ich zdaniem jest absolutnie przełomowe. Desperacko próbują wprowadzić na rynek wzmacniacze, kable lub kondycjonery zasilające klasy śmietnikowej. Z oczywistych względów na większość tego typu wiadomości odpisuję jednym zdaniem, a na niektóre nie odpowiadam w ogóle, co może i jest niekulturalne, ale niektóre z tych maili też do eleganckich nie należą. Być może coś ważnego mnie omija. Być może jedną na dziesięć takich rzeczy warto byłoby się zainteresować. Gdybyśmy jednak brali do testów cały ten badziew, nie miałbym czasu na urządzenia, które wydają mi się milion razy bardziej interesujące i które, dzięki uprzejmości wielu fantastycznych ludzi działających w branży audio, mogę mieć pod drzwiami następnego dnia. Może to zabrzmi brutalnie, ale nowy Chord, nowe Sennheisery i nowe Cardasy kręcą mnie bardziej niż wzmacniacz słuchawkowy marki Fidelice Precision, nauszniki Austrian Audio czy kable Black Cat. I jestem przekonany, że zgodzi się z tym większość audiofilów. Niełatwo mnie przekonać do przetestowania czegoś, czego nie znam lub o czym nie słyszałem zbyt wiele. Zdanie mogę zmienić jeśli jest to produkt nowej marki założonej przez ludzi z dużym doświadczeniem (Fyne Audio, Soul Note, My Monitors), jeśli będzie to coś naprawdę intrygującego (1ARC, Soundgil, Sound Project) lub jeśli z propozycją testu zgłosi się do mnie dystrybutor znany ze ściągania do naszego kraju dziwnych, mało znanych, ale pięknych i wartościowych urządzeń. Jednym z nich bydgoski Audio-Connect. Dobry gust trzech przyjaciół, którzy założyli ten salon jest dla mnie sprawą niepodważalną. Nie interesuje mnie nawet jak będzie się nazywało ich nowe znalezisko, gdzie będzie produkowane i czy akurat będą to kolumny, wzmacniacze czy kable zasilające. Może to być nawet lampowa integra z Łotwy albo przetwornik cyfrowo-analogowy z Korei Południowej. Jeśli mam taką możliwość, biorę. Poznajcie zatem monitory Qln Prestige One.

Jeżeli widząc nazwę producenta zaczęliście drapać się po głowie, nie przejmujcie się. Urządzenia wprowadzane na polski rynek przez takich pasjonatów, jak Marcin, Paweł i Grzegorz łączy właśnie to, że na pierwszy rzut oka jakoś nic się człowiekowi nie kojarzy. Szansę na ich rozpoznanie mają tylko maksymalnie wkręceni audiofile, którzy śledzą nawet niszowe, zagraniczne portale o tej tematyce i przez nikogo do tego nie zmuszani objeżdżają największe wystawy, zwiedzając każdy jeden pokój i każde jedno stoisko. Dlaczego ktokolwiek miałby poświęcać na to swój czas, skoro na rynku jest tyle wspaniałych urządzeń? Powodów jest kilka. Niektórzy po prostu lubią mieć coś wyjątkowego. Ale nie chodzi wyłącznie o oryginalność i ekskluzywność. Mam wrażenie, że najsilniejszym bodźcem jest w tym przypadku coś, co leży u podstaw audiofilskiej choroby - chęć znalezienia sprzętu, który oferuje hi-endowy dźwięk, ale nie kosztuje majątku. Wszystkie te pojęcia są oczywiście względne, ale nie ulega wątpliwości, że większość producentów odnoszących na tym polu sukces zaczyna iść podobną ścieżką. Ich urządzenia stają się bardziej "normalne". Krok po kroku są pozbawiane elementów, które wyróżniają je z tłumu. Coraz bardziej zbliżają się do średniej. Jednocześnie jakość poszczególnych elementów pogarsza się, a ceny rosną, bo firma potrzebuje więcej pieniędzy na budowę i wyposażenie nowej, większej fabryki, działania promocyjne, prawników, przedstawicieli handlowych i sponsorowanie drużyny hokejowej lub coś w tym rodzaju, w związku z czym w cenie każdego jednego produktu jest coraz mniej elektroniki, treści i dźwięku, a coraz więcej pierdzielenia, zawracania gitary i zupełnie niepotrzebnego lansu. W pewnym momencie człowiek odkrywa, że kolumny nieznanej nikomu firmy mogą grać tak samo, jak dwukrotnie droższe zestawy noszące logo producenta, któremu do szczęścia brakuje chyba tylko własnego hrabstwa, lotniska, wojska i floty odrzutowców. Wielu melomanów uważa, że od wielu lat obserwujemy tylko systematyczne obniżanie jakości połączone z podnoszeniem cen. Najprostszą metodą przeciwdziałania temu zjawisku jest jednak głosowanie własnym portfelem i korzystanie z oferty tych producentów, którzy wciąż starają się dać klientom jak najwięcej za jak najmniej. Innymi słowy, kupowanie sprzętu firm, którym jeszcze się chce. Jeżeli zajrzycie do mojej relacji z Audio-Connectu, szybko zauważycie, że jest to miejsce założone przez takich właśnie pozytywnych świrów. Ludzi, dla których nawet sprzęt znanych, darzonych przez audiofilów ogromnym szacunkiem "brendów" to ładnie zakamuflowany kicz i masówka dla bogatych. Jean-Marie Reynaud, Aqua, Ars-Sonum, DIMD, Diapason, Riviera... Kiedyś tych marek nie znałem. Dziś znam i każda, bez wyjątku, kojarzy mi się z wybornym dźwiękiem. Czy teraz do tej grupy dołączy Qln?

Qln Prestige One

Wygląd i funkcjonalność

Moja przygoda z każdym urządzeniem dostarczonym do testu przez bydgoski salon zaczyna się od przeszukiwania sieci i błyskawicznej konstatacji, że zbyt wiele sobie nie poczytam. Większość reprezentowanych przez Audio-Connect manufaktur ma bardzo proste i zwykle mocno przestarzałe strony, na których z reguły można znaleźć tylko garść podstawowych informacji oraz opisy i dane techniczne produkowanych aktualnie modeli. Czasami uda mi się trafić na jakąś ciekawą informację w recenzji z zagranicznego periodyku lub na Facebooku, jednak dalsze śledztwo najczęściej prowadzi do wniosku, że nie można przyjmować ich za pewnik, bo czasami nie zgadzają się nawet ważniejsze daty lub nazwy modeli. Zauważyłem zresztą, że wielu dziennikarzy, którzy zetknęli się z kolumnami Qln-a ma dokładnie taki sam problem. Swoje testy zaczynają od długiego wprowadzenia, w którym tłumaczą cóż to za cudo, jak na nie trafili i jak doszło do tego, że produkt mało znanej, szwedzkiej manufaktury wylądował w ich systemie. Na oficjalnej stronie firmy, pośród wielu ogólników, sloganów o takim samym wydźwięku i zdjęć artystów grających na gitarze i fortepianie, znajdziemy tylko dwie konkretne informacje. Pierwsza jest taka, że firmę założono w 1977 roku. Druga jest bardziej osobliwa. Szwedzi informują nas, że między 2003 a 2012 rokiem ich firma była własnością innego przedsiębiorstwa, które również wytwarzało zestawy głośnikowe pod marką QLN (pisane wielkimi literami), co jednak z "tym" Qln-em nie miało nic wspólnego. Później marka wróciła w ręce poprzedniego właściciela. Jest nim Mats Andersen - absolwent Uniwersytetu Technologicznego Chalmersa w Göteborgu, który w branży audio pracuje od 1979 roku, a do Qln-a dołączył trzy lata później. Firma została bowiem założona przez dwóch kolegów - Nilsa Liljerotha i Larsa Qvicklunda, a Andersen na początku nie miał z nią nic wspólnego. Jego wkład był jednak na tyle duży, że w 1986 roku został współwłaścicielem Qln-a. Kiedy podjęto decyzję o sprzedaży firmy, Mats szybko otrzymał propozycję pracy u innego szwedzkiego producenta zestawów głośnikowych - DLS-a. Jak widać, wersja przedstawiona na oficjalnej stronie Qln-a jest mocno skrócona, ale najwyraźniej Skandynawowie tak już mają. Przesadne rozpisywanie się o swoich dokonaniach jest u nich źle widziane, a manufaktura z Göteborga wciąż stawia głównie na lokalny rynek, co doskonale obrazuje lista jej dystrybutorów i dealerów. W samej Szwecji mamy aż sześć takich punktów, kolejne dwa znajdują się w Danii i Norwegii, a poza Skandynawią - zaledwie osiem.

Katalog Qln-a nie wygląda zbyt imponująco. Znajdziemy w nim zaledwie pięć modeli podzielonych na trzy zakładki, bo o "seriach" chyba ciężko tutaj mówić. Pierwsza i najliczniejsza jest linia Prestige, w której oprócz opisywanego monitora znalazły się dwie konstrukcje podłogowe - dwudrożne Prestige Three wykorzystujące podobne przetworniki w większej, delikatnie ściętej od góry obudowie oraz potężne, wręcz nieproporcjonalnie głębokie (60 cm), 2,5-drożne Prestige Five, w których sprawdzony zestaw złożony z 184-mm mid-woofera z kevlarową membraną i 25-mm miękkiej kopułki wspomagany jest 184-mm niskotonowcem Scan-Speaka z serii Illuminator. Model Prestige Three prezentuje się bardzo ciekawie, jednak w podstawowej wersji kolorystycznej wyceniono go na 7900 euro, co daje ponad 35000 zł. Nawet jeśli brzmienie jest warte tych pieniędzy (a nie twierdzę, że nie jest), trzydzieści pięć tysięcy złotych za dwudrożne podłogówki to kawał grosza. Załamane boczki wyglądają oryginalnie, ale trochę, hmm... Trumiennie. Czy to tylko moje skojarzenie? Podstawkowy model Signature 3 to w zasadzie kontynuacja piramidalnych konstrukcji Qln-a z ubiegłego wieku. Co ciekawe, monitory na pierwszy rzut oka prezentują się jak Prestige One w innej obudowie. Zastosowano w nich takie same przetworniki. Zgadzają się nawet podstawowe parametry elektryczne, takie jak skuteczność i impedancja. Signature 3 wykorzystują skrzynki zbudowane w firmowej technologii Qboard z płyt o dwóch różnych gęstościach, natomiast w modelu Prestige One mamy tylko 22-mm MDF - również z systemem Qboard, ale w wydaniu uproszczonym. Jeśli spojrzymy na parametry, Signature 3 są tylko o pół kilograma cięższe (12,5 kg wobec 12 kg w Prestige One), a ich pasmo przenoszenia zaczyna się 6 Hz niżej (48 Hz wobec 42 Hz). Różnica w cenie obu modeli jest jednak ogromna. Za parę Signature 3 trzeba zapłacić 5900 euro, czyli niemal 27000 zł, podczas gdy Prestige One kosztują 2700 euro, czyli niewiele ponad 12000 zł, a jeśli zdecydujemy sie na droższą wersję wykończeniową, kwota ta wzrośnie do 13500 zł. To wciąż połowa ceny Signature 3! Na pewno nie mówimy tu o budżetówce, ale przepaść między dwoma monitorami Qln-a jest zastanawiająca. Znów pozostaje mi domyślać się, że brzmienie droższego modelu ma w sobie coś, czego w Prestige One nie znajdziemy, ale i tak postanowiłem wziąć do testu najtańsze zestawy szwedzkiej firmy. Wydają się najbardziej sensowne, a do tego uważam, że ze wszystkich Qln-ów są najładniejsze. Spójrzcie chociażby na metalową tabliczkę z hi-endowymi gniazdami WBT i porównajcie to z terminalami w Signature 3. Może i zostały wykonane z czystej miedzi, ale na zdjęciach wyglądają jakby wymontowano je z budżetowego wzmacniacza. Tańsze monitory prezentują się lepiej niż droższe, a w dodatku mają te same głośniki. Gdzie sens, gdzie logika?! Ciekawostką jest ostatni model w katalogu - Sonora. To spory, dwudrożny zestaw wolnostojący zbudowany z myślą o miłośnikach wzmacniaczy lampowych. Wyposażono go w 20-cm głośnik szerokopasmowy z lekką membraną wspomagany 30-mm miękką kopułką umieszczoną w falowodzie otoczonym ładnie ponacinanym materiałem tłumiącym. 92-dB skuteczność sprawia, że - zgodnie z zapewnieniami producenta - możemy do tych kolumn "startować" już z 5-watowym piecykiem. Jeśli chodzi o wzornictwo, Sonory niemal idealnie pasują do opisywanych Prestige One. Kanciaste skrzynki, czarne podstawy, identyczne płyty z gniazdami WBT... Znów coś mi się tutaj nie dodaje. Rozumiem, że Szwedzi chcieli oddzielić kolumny dla "lampiarzy" od całej reszty, ale już na pierwszy rzut oka widać, że podział powinien przebiegać zupełnie inaczej. Bardzo spodobało mi się natomiast zdjęcie będące rekonstrukcją reklamy nakręconej dla Maxella, w której "zagrały" także kolumny JBL L100 Century. Ten jeden obrazek daje nam do zrozumienia, że Mats Andersen zajmuje się audiofilskim sprzętem nie od dziś, a to zawsze dobry prognostyk.

Prestige One to bardzo eleganckie, klasyczne monitory w obudowie wentylowanej. Wylot bass-reflexu umieszczono z tyłu, co w pewnym sensie wymusza na użytkowniku zachowanie odpowiedniego dystansu od tylnej ściany pomieszczenia odsłuchowego. Kolumienki robią wrażenie sporą masą i charakterystyczną dla hi-endowego sprzętu precyzją wykonania. Wszystko jest tutaj bardzo dopracowane. Obudowy są sztywne, głuche i wykończone jak luksusowe meble. W podstawowej wersji możemy wybrać naturalną okleinę orzechową lub matowy lakier w kolorze białym, natomiast za dopłatą orzechowy fornir zostanie pokryty lakierem o wysokim połysku. Do naszej redakcji trafiła właśnie taka para. Podobno taka moda, ale może nie ma co narzekać, bo różnica w cenie jest stosunkowo niewielka. Niezależnie od naszego wyboru, monitory zostaną wyposażone w czarne cokoły i montowane magnetycznie maskownice, które owych cokołów nie zasłaniają. Dlaczego zdecydowano się na dodatkowe, czarne płyty? Nie mam pojęcia, ale widzę coś takiego nie po raz pierwszy. Wystarczy spojrzeć na JBL-e HDI 1600. W niektórych monitorach w ten sposób kamufluje się tunele rezonansowe lub inne systemy wspomagające odtwarzanie niskich częstotliwości (Fyne Audio F500, ELAC Vela BS 403), ale tutaj raczej nie było takiej potrzeby. W cokole znajdziemy otwory wykonane zapewne po to, aby umożliwić użytkownikom skręcenie monitorów ze standami. Problem w tym, że w katalogu szwedzkiej manufaktury nie ma dedykowanych podstawek, więc pozostaje nam ogarnąć sprawę we własnym zakresie. Nie będzie to na pewno zbyt trudne, ale gdyby Qln wprowadził do oferty standy dopasowane do Prestige One nie tylko geometrycznie, ale także wizualnie, niektórzy audiofile wzięliby je bez zastanowienia. Nie ulega bowiem wątpliwości, że opisywane monitory powinny pracować właśnie na solidnych, ciężkich podstawkach. Same są bowiem całkiem masywne, a dmuchający do tyłu bass-reflex praktycznie uniemożliwia ustawienie ich na komodzie czy wsunięcie w meblościankę.

Najciekawszym elementem zastosowanym w Prestige One jest moim zdaniem głośnik nisko-średniotonowy. W pierwszej chwili pomyślałem, że jest to znany i ceniony przez audiofilów Scan-Speak z serii Classic z 18-cm membraną wykonaną z mieszanki papieru i włókien węglowych, co zresztą wydawało się całkiem logiczne. W końcu byłoby co najmniej dziwne gdyby skandynawska firma używała przetworników kupowanych na przykład w USA albo w Japonii (choć niektórzy konstruktorzy w pogoni za brzmieniowym ideałem nie cofną się przed niczym). Po chwili zorientowałem się jednak, że widoczny tutaj woofer ma dość nietypową membranę. Nie wykonano jej z papieru ani węgla, ale z czarnych włókien aramidowych. Czy jest to jakaś własna inicjatywa Qln-a? W końcu utytułowani, skandynawscy producenci przetworników nie mają w zwyczaju modyfikować swoich głośników na potrzeby tak małych firm. Zresztą nie po to mają w swoim katalogu po kilkadziesiąt głośników różnych typów i nie po to spędzili wiele godzin na projektowaniu i produkcji swoich driverów, aby potem przyszedł jakiś mądrala i stwierdził, że membrana musi być inna, cewka musi mieć inny rozmiar i w ogóle wszystko ma być tak, jak sobie wymyślił. Jeżeli wpadniecie na taki pomysł i wyślecie maila z prośbą o wycenę, prawdopodobnie otrzymacie odpowiedź w stylu "człowieku, kup sobie Revelatory czy inne Illuminatory i daj nam spokój". Pan Andersen musi być jednak wyjątkowo uparty, bo głośnik zastosowany w Prestige One wygląda inaczej niż typowe, węglowe "osiemnastki" (cztery, w moim samochodzie...), ale jak najbardziej jest produktem Scan-Speaka, wykonanym na zamówienie i według specyfikacji Qln-a. Dodam tylko, że zmiany wcale nie są kosmetyczne. Oczywiście istnieją firmy, które chętnie przyjmują takie zlecenia, jednak wówczas zamawiający musi już wziąć takich głośników, no... Trochę. Zwykle jest to rozmowa o tysiącach egzemplarzy. Rzadko który mały producent się na to decyduje, bo nawet jeśli taki woofer lub tweeter będzie wykorzystywany w dwóch, trzech, może czterech modelach kolumn, i tak jest to ogromna inwestycja. Przy małoseryjnej produkcji, zanim przetworniki "zejdą" z magazynowych półek i będzie można pomyśleć o wprowadzeniu jakiejś nowej konstrukcji, może to potrwać kilka lat. Jest to co najmniej ryzykowna sprawa. Z drugiej strony, korzystając z gotowych przetworników da się zbudować bardzo dobre zestawy, ale już nie jest to wielkie wyzwanie i łatwo jest taką kolumnę skopiować. Klienci wpisują sobie symbole głośników w wyszukiwarkę, wychodzi im jakaś tam kwota, doliczają do tego drugie tyle za obudowę i części potrzebne do budowy zwrotnicy i dochodzą do wniosku, że producent robi z nich idiotów. Oczywiście tak to nie działa, bo doskonałych kolumn nie da się stworzyć za pierwszym razem. Aby zagrały tak, jak powinny, trzeba zwykle poświęcić na to mnóstwo czasu i pieniędzy, ale później tego wszystkiego na zdjęciach nie widać - widać tylko te Revelatory lub Illuminatory, obudowy i ładne gniazda. Dlatego w ostatnich latach coraz więcej producentów "poszło" w swoje własne głośniki. Wtedy nie tylko nie blokują ich parametry gotowych przetworników, ale też mają pewność, że żadne inne kolumny nie będą grały dokładnie tak samo. I tutaj Qln ma sporego plusa.

Utytułowani, skandynawscy producenci przetworników nie mają w zwyczaju modyfikować swoich głośników na potrzeby tak małych firm. Zresztą nie po to mają w swoim katalogu po kilkadziesiąt głośników różnych typów i nie po to spędzili wiele godzin na projektowaniu i produkcji swoich driverów, aby potem przyszedł jakiś mądrala i stwierdził, że membrana musi być inna, cewka musi mieć inny rozmiar i w ogóle wszystko ma być tak, jak sobie wymyślił. Pan Andersen musi być jednak wyjątkowo uparty, bo głośnik zastosowany w Prestige One wygląda inaczej niż typowe, węglowe "osiemnastki".

Minusów nie widzę zbyt wiele. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest brak rozpoznawalnego emblematu na przedniej ściance. Naturalnie, nie ma to żadnego związku z jakością wykonania i brzmienia, a więc nie wpływa na postrzeganą wartość produktu, który dostajemy. Z drugiej strony, zawsze w takiej sytuacji warto rozważyć kwestie, które w momencie zakupu wydają się bez znaczenia, ale w pewnym momencie prawdopodobnie tego znaczenia nabiorą. Jeżeli po kilku latach zechcemy zamienić nasze monitory na coś zupełnie innego, będziemy musieli tłumaczyć cóż to jest ten Qln i mocno zejść z ceny. O ile oczywiście znajdą się audiofile zainteresowani taką egzotyką. Właścicielom Prestige One polecałbym też dbać o głośniki - nie zajechać ich na dzień dobry ani nie dopuścić do ich mechanicznego uszkodzenia (co może być trudne, bo dołączone do zestawu maskownice trzymają się tak, jak wszystkie magnetyczne grille - słabo). W chwili obecnej ewentualna wymiana nisko-średniotonowca lub tweetera nie powinna być żadnym koszmarem, bo kolumny są i pewnie jeszcze przez jakiś czas będą normalnie produkowane, w związku z czym części leżą sobie w fabryce. Qln co najwyżej policzy sobie za ich odstąpienie i wysłanie, ale nie powinna to być jakaś niezwykle kosztowna operacja. Łatwo jednak wyobrazić sobie scenariusz, w którym za kilka lat Szwedzi wprowadzają nowy model zbudowany w oparciu o zupełnie inne głośniki, a polski dystrybutor rezygnuje z reprezentowania tej marki, bo znajdzie sobie coś ciekawszego. Wtedy możemy mieć problem, bo oba pracujące w Prestige One przetworniki są modyfikowane zgodnie z życzeniem konstruktora i nie można kupić ich nigdzie indziej. Oczywiście, producent hi-endowych kolumn powinien myśleć o takich rzeczach i zostawić sobie spory zapas głośników, aby być w stanie obsłużyć klientów nawet po wielu, wielu latach (z dotychczasowej historii Qln-a wynika, że firma nie miewa takich "przebłysków geniuszu" kilka razy do roku), a i założycieli Audio-Connectu nie posądzałbym o celowe wprowadzanie klientów na minę, ale znam też właścicieli niszowych, hi-endowych kolumn, którym dosłownie dwa lata po zakupie na skutek nieodpowiedniego traktowania "strzeliły" membrany i okazało się, że takie przetworniki są już niedostępne. Mimo, że były całkowicie "seryjne" i pochodziły od jednego z renomowanych dostawców. To wszytko jednak gdybanie. A jak będę chciał sprzedać... A jak głośnik wybuchnie... Jakby człowiek za każdym razem zawracał sobie głowę takimi rzeczami, to zamiast sprzętu grającego kupowałby złoto. Bo zepsuć ciężko, a na wartości traci tylko sporadycznie. Tylko, cholera, nie gra. Ostatnim minusem jest oczywiście cena. W porządku - jak na takie monitory, 12000 zł to jeszcze nie jest jakaś zaporowa kwota, a przecież i tak jest lepiej niż w przypadku modelu Signature 3 za 27000 zł. Problem w tym, że dwanaście tysięcy to i tak sporo siana, a konkurencja nie próżnuje. Za te pieniądze można mieć takie monitory, jak Q Acoustics Concept 300, Harbeth Compact 7ES-3, Fyne Audio F700, Xavian Ambra, ATC SCM19, Audiovector R1 Signature, ELAC Vela BS 403, ProAc Response DB1, Vienna Acoustics Haydn Grand SE czy Dynaudio Special Forty. Nie twierdzę, że któreś z nich są od Qln-ów lepsze, a któreś gorsze. Jeszcze tego nie wiem. Wiem natomiast, że w tym przedziale cenowym można znaleźć kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt wyjątkowo ciekawych konstrukcji. Abym na serio zaczął rozważać kupno Prestige One, musiałyby one zagrać nie dobrze, nie bardzo dobrze, ale wybitnie. I to właśnie postanowiłem sprawdzić.

Qln Prestige One

Brzmienie

Od pierwszych minut odsłuchu było dla mnie jasne, że mam do czynienia z brzmieniem skomponowanym zgodnie z najlepszymi audiofilskimi przepisami. Aby nie trzymać nikogo w niepewności, powiem tylko, że pod wieloma względami Prestige One to prawdziwy wzorzec hi-endowego monitora. Sprawa jest o tyle ciekawa, że początkowo wcale nie mamy wrażenia jakby ktokolwiek próbował nam tym dźwiękiem zaimponować. Szwedzkie monitory stawiają na neutralność, spójność i czytelność, przy czym ani na chwilę nie zapominają o tym, że na wrażenie muzycznego realizmu składają się także odpowiednio mocne skraje pasma, dynamika, plastyczność, barwa czy stereofonia. Nie mamy wprawdzie do czynienia z neutralnością na poziomie jakiegoś niedoścignionego absolutu i pasmem przenoszenia równiutkim jak tafla zamarzniętego jeziora, ale jesteśmy wystarczająco blisko, aby wszelkie charakterystyczne cechy Qln-ów były dla nas tylko dodatkami do mistrzowsko skomponowanego dania. Długo zastanawiałem się jak powinienem opisać to brzmienie, w związku z czym podzielę ten fragment recenzji na trzy części.

Pierwszą właśnie czytacie. Jeśli nauczyliście się przekładać opinie recenzentów na to, co można usłyszeć w rzeczywistości, wiecie już całkiem sporo. Wcześniej wspomniałem, że w tym przedziale cenowym można znaleźć mnóstwo ciekawych monitorów. Doświadczeni audiofile wiedzą jednak, że nawet droższe urządzenia starają się przyciągnąć naszą uwagę czymś bardzo charakterystycznym niemal od samego początku. Harbethy grają ciepło, blisko i romantycznie. Audiovectory stawiają na szybkość, czytelność, dynamikę i napowietrzoną górę pasma serwowaną przez tweetery AMT. Dynaudio to zwykle bardzo dojrzałe, spójne granie oparte na solidnym basie i gęstej średnicy. Teoretycznie wszyscy producenci powinni dążyć do jednego celu, grać do jednej bramki, prześcigać się w konstruowaniu głośników pozwalających nam jak najbardziej zbliżyć się do nieuchwytnego ideału wysokiej wierności - dźwięku jak na żywo. Teoretycznie nie powinniśmy w ogóle deliberować nad tym, że jedne zestawy grają tak, a inne siak. Powinno interesować nas tylko to, które są najlepsze, a ową "najlepszość" rozumielibyśmy jako maksymalną zgodność z oryginałem. Tak jednak nie jest. Każdy audiofil ma swoje preferencje i swoją wizję idealnego dźwięku, w związku z czym pytania w stylu "które kolumny są najlepsze" nie mają żadnego sensu. Trzeba dopytać do czego mają być najlepsze - do jakiej muzyki, do jakiego wzmacniacza, do jakiego pokoju... Z jednej strony to dobrze, bo gdyby audiofilska aparatura była testowana wyłącznie na zasadzie porównywania uzyskanego efektu brzmieniowego do jednego, stałego wzorca, ja nie miałbym pracy, a melomani nie mieliby o czym rozmawiać i pozostałoby im wyłącznie sprzeczać się o to, czy kable zasilające "grajo" czy "nie grajo". Z drugiej - dochodzi już do pewnego rozmycia standardów, utraty pierwotnego celu z pola widzenia i takich wynaturzeń, jak chociażby testy pisane przez ludzi używających w systemie odniesienia sprzętu o bardzo, ale to bardzo charakterystycznym brzmieniu. Na przykład brytyjskich monitorów, których dźwięk z wiernością i neutralnością ma tyle wspólnego, co pączki z odchudzaniem. Żeby było jasne - rozumiem, że taki dźwiek można lubić. Sam chciałbym kiedyś postawić na strychu taki vintage'owy system. Gramofon, lampa i jakieś stare pudła z głośnikami. Byłaby to fajna odskocznia od codziennej gonitwy. Nie odważyłbym się natomiast nazwać takiego dźwięku "obiektywnie dobrym", a tym bardziej formułować na podstawie takiego odsłuchu opinii o testowanym sprzęcie. W przypadku Qln-ów jest zupełnie inaczej. Tutaj od razu wiemy, że ten dźwięk jest dobry. Obiektywnie, subiektywnie i w każdy inny sposób. Wszystko jest na swoim miejscu. Jest dół, środek i góra. Jest początek i koniec. I w tym wszystkim zachowane są prawidłowe, zdrowe proporcje. Niczego nie jest za dużo ani za mało. Kolumny ani niczego specjalnego od siebie nie dodają, ani tym bardziej nie starają się niczego odfiltrować. Najlepsze jest jednak to, że ich brzmienie nie jest nudne. Ani trochę. Tam, gdzie inne zestawy starają się zaimponować nam ocieploną średnicą, hiperprzejrzystością lub atomowym basem, Prestige One sięgają po inną broń - realizm. Ich dźwięk jest niesamowicie autentyczny i przekonujący. Wydaje się więc, że nie są to kolumny, które próbują nas czymś szczególnym "kupić". A mimo to, mnie kupiły.

W drugiej części opisu powinienem wspomnieć o dwóch charakterystycznych elementach, które - pomijając wszystko, o czym napisałem wyżej - czynią Prestige One wyjątkowymi. Dzięki nim można odróżnić szwedzkie monitory od innych zestawów stawiających na neutralność, realizm i wierność wobec oryginału (Qln nie ma na takie brzmienie monopolu). Pierwszym ciekawym zjawiskiem jest sposób kształtowania dźwięku w zakresie niskich i średnich częstotliwości. Jeśli mam być szczery, uzyskany efekt powinien być drogowskazem dla Scan-Speaka, który oczywiście kiepskich przetworników nie robi, ale nawet w wykonaniu flagowych Illuminatorów rzadko słyszy się coś takiego, jak tutaj. Klasyczne, węglowe "osiemnastki" pozwalają uzyskać fantastyczny, głęboki, pięknie rozciągnięty bas, a do tego charakteryzują się przyjemną, typowo papierową barwą, co przekłada się na elegancką, gładką i organiczną średnicę. Aby wydobyć z nich więcej szybkości, przejrzystości i dynamiki (szczególnie w skali mikro), trzeba się jednak trochę namęczyć. Jeżeli producent nie przyłoży się zarówno do konstrukcji obudowy, jak i zwrotnicy (pomijając już takie szczegóły, jak okablowanie wewnętrzne), a użytkownik nie poświęci zbyt wiele czasu i pieniędzy na poszukiwanie potężnego wzmacniacza oferującego odpowiednio zwarty, konkretny dźwięk, nic z tego nie będzie. Z doskonałego dźwięku zostanie buła. Niestety, najczęściej mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją, w związku z czym o audiofilskich przetwornikach Scan-Speaka krąży wiele legend, ale mało kto miał okazję usłyszeć jak te słynne "osiemnastki", Revelatory i Illuminatory grają, gdy wyciśniemy z nich sto procent możliwości. Modyfikacje wykonane zgodnie z życzeniem Matsa Andersena sprawiły, że otrzymaliśmy zupełnie inne głośniki. Idące mniej w stronę ciepła i subwooferowego basu, a bardziej w stronę szybkości, liniowości i totalnego panowania nad membranami. Prestige One potrafią zejść nisko, jednak nigdy nie odbywa się to kosztem czytelności. Zamiast przyjemnego, delikatnego masażu brzucha otrzymujemy konkretne, precyzyjne uderzenie. Dzięki temu brzmienie Qln-ów jest bardziej "monitorowe", w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Dokładnie słyszymy co się w tym dźwięku dzieje. Po raz kolejny mamy poczucie, że kolumny znakomicie kontrolują to, co nam przekazują. Niczego nie musimy pozostawiać w sferze domysłów. To samo można powiedzieć o średnich tonach. W tym zakresie szybkość kevlarowych membran w jeszcze większym stopniu przekłada się na wrażenie uczestniczenia w spektaklu, który nie rozgrywa się "gdzieś tam", ale "tu i teraz". Od razu przypomniał mi się test Audiovectorów R1 Signature. No, ale... Jeżeli miałbym wybrać jedną cechę, która czyni Qln-y naprawdę wyjątkowymi, byłaby to stereofonia. Bez chwili namysłu. Bez dwóch zdań. Nie zawaham się nazwać jej fenomenalną. Szwedzkie monitory wyparowały z pokoju w momencie, gdy odpaliłem muzykę. Nie trzeba było ich do tego specjalnie zachęcać - szukać odpowiedniego ustawienia, kąta dogięcia itd. Nic z tych rzeczy. Wciskamy "play" i kolumn nie ma. Zostaje po nich tylko ściana doskonale poukładanego dźwięku. Trójwymiarowego, namacalnego i wypełniającego pokój odsłuchowy po same brzegi. Martwi mnie tylko to, że nie jestem w stanie dokładnie tego zjawiska opisać i wytłumaczyć. Mogę tysiąc razy napisać, że Qln-y budują rewelacyjną przestrzeń. Ale jaką? Głęboką? Szeroką? Z wysuniętym pierwszym planem, jak w monitorach BBC, czy może widzianą z pewnego oddalenia, na wzór starszych kolumn Audio Physica? Autentycznie nie potrafię tego określić, bo w zależności od nagrania i sprzętu towarzyszącego Prestige One robią w dziedzinie stereofonii to, co tylko im się podoba i co uważają za słuszne. Ma być szeroko i płasko - jest. Ma być ciasno i z wypchniętymi w kierunku słuchacza wokalami - jest. Ma być koncertowo, stadionowo, z ogromną głębią i wrażeniem otoczenia dźwiękiem - jest. I bądź tu człowieku mądry... Co mogę napisać o przestrzeni takich kolumn? Po długich, długich odsłuchach zauważyłem minimalną tendencję do podkreślania dźwięków pierwszoplanowych, ale też nie na wszystkich nagraniach. Musicie więc albo uwierzyć mi na słowo, albo wybrać się na odsłuch i ocenić przestrzeń Qln-ów samodzielnie.

Qln-y mają w sobie coś, co zawsze bardzo mi się podobało i co podnosi moją subiektywną ocenę testowanego sprzętu - naturalną, niewymuszoną chęć grania. Nie trzeba ich o to prosić. Nie trzeba ich miesiącami wygrzewać ani do niczego zachęcać. Zagrają z tranzystorem. Zagrają z lampą. Zagrają rano, w południe i wieczorem. Do tego pasuje im każda muzyka. Możemy słuchać Agnes Obel na zmianę z Sepulturą. I będzie wspaniale.

Trzecia część to w zasadzie małe podsumowanie. Krótko - dawno nie miałem do czynienia z tak audiofilskimi monitorami. Prestige One potrafią nie tylko zachować spokój w każdej sytuacji, ale także dać nam mnóstwo frajdy z odsłuchu. Robią to jednak w zgodzie z wszelkimi standardami - pilnując, aby brzmienie odpowiadało temu, co usłyszelibyśmy w rzeczywistości. W ich świecie fortepian pozostaje fortepianem, skrzypce skrzypcami, a trąbka trąbką. Nic nie jest sztucznie zmieniane i wykrzywiane w taki sposób, abyśmy natychmiast wpadli w dziki zachwyt i po pięciu minutach odsłuchu stwierdzili, że tak to jeszcze żadne inne kolumny nie grały... Tutaj zabawa bierze się z czegoś zupełnie innego. To brzmienie jest tak naturalne, dokładne, przekonujące, autentyczne i namacalne, że natychmiast je "łykamy". Bez najmniejszych oporów. Co więcej, Qln-y mają w sobie coś, co zawsze bardzo mi się podobało i co podnosi moją subiektywną ocenę testowanego sprzętu - naturalną, niewymuszoną chęć grania. Nie trzeba ich o to prosić. Nie trzeba ich miesiącami wygrzewać ani do niczego zachęcać. Zagrają z tranzystorem. Zagrają z lampą. Zagrają rano, w południe i wieczorem. Do tego pasuje im każda muzyka. Możemy słuchać Agnes Obel na zmianę z Sepulturą. I będzie wspaniale. Warunki są oczywiście dwa - dobre, przemyślane ustawienie i sprzęt towarzyszący z odpowiedniej półki. Należy pamiętać, że Prestige One to może całkiem spore, ale jednak monitory, w związku z czym ich możliwości dynamiczne w pewnym momencie się skończą. W trzydziestu metrach dawały radę, a coś mi mówi, że równie dobrze poradzą sobie także w piętnastu, ale mając do nagłośnienia naprawdę duże pomieszczenie, pomyślałbym jednak o modelu Prestige Three. Minusy? Hmm... Dopiero teraz zauważyłem, że nie wspomniałem o wysokich tonach. Wcale nie dlatego, że są złe. Są bardzo dobre, ale nie mają w sobie nic, co by mnie jakoś szczególnie ujęło. Po prostu są, a ich jakość na pewno nie przynosi szwedzkim monitorom ujmy. Może przegrały w starciu z energicznym basem, realistyczną średnicą i rewelacyjną przestrzenią. Ehm, i to by było na tyle. Wychodzi na to, że jedynym mankamentem Qln-ów jest to, że góra pasma zasługuje na piątkę, a nie na szóstkę. Ach, nie - przepraszam! Drugim jest to, że po dwóch miesiącach testowania musiałem odesłać je dystrybutorowi.

Qln Prestige One

Budowa i parametry

Qln Prestige One to dwudrożne, podstawkowe zestawy głośnikowe w obudowie wentylowanej, która - jak twierdzi producent - została zaprojektowana tak, aby nie występowały w niej żadne niepożądane rezonanse wywołane pracą głośnika nisko-średniotonowego, do którego zresztą całe skrzynki zostały dopasowane - tak pod względem objętości, jak i tłumienia wewnętrznego. Do ich budowy wykorzystano płyty HDF o grubości 22 mm. To jednak nie koniec historii, bo za redukcję drgań odpowiada przede wszystkim zastrzeżona technologia Qboard. Na szczęście nie musimy się domyślać cóż to takiego, bo Szwedzi zamieścili na swojej stronie całe wypracowanie na jej temat. W dużym skrócie, jest to próba stworzenia idealnej obudowy głośnikowej bazująca na naukowym, inżynierskim podejściu do tematu. Konstruktorzy twierdzą, że najbardziej oczywistą metodą walki z wibracjami jest zwiększenie masy, jednak jest to tylko maskowanie problemu - przesuwanie go dalej od obszaru, na którym nam zależy, a więc zamiatanie go pod dywan. Skutecznym rozwiązaniem może być tylko tłumienie owych drgań, co jednak nie jest takie proste i wymaga zastosowania odpowiednich materiałów w taki sposób, aby obudowa sama potrafiła wygasić niepożądane wibracje na drodze mechanicznej. Technologia Qboard polega na połączeniu dwóch warstw "twardych" (takich, jak drewno, sklejka, płyta pilśniowa, MDF lub HDF) sprężystym, tłumiącym drgania "wypełniaczem", który zamienia energię wibracji na ciepło, skutecznie je wygaszając. Dodatkowo, poszczególne płyty są odpowiednio gięte, aby całość była odpowiednio naprężona, a nie "leżała luzem". Wszystko to przekłada się na wysoki współczynnik tłumienia, który dla drewna czy betonu wynosi około 0,01 lub 0,02, natomiast dla obudowy wykonanej w systemie Qboard jest to 0,48. Przypomina to rozwiązanie o nazwie Gelcore opracowane przez firmę Q Acoustics, z tą różnicą, że brytyjska manufaktura została założona w 2006 roku, a opis technologii Qboard, ze wszystkimi szczegółami i wykresami, pochodzi ze stycznia 1995 roku. Niezwykle ciekawie prezentują się także głośniki. Oba zostały wykonane przez Scan-Speaka według specyfikacji Matsa Andersena, przy czym w jednostce nisko-średniotonowej modyfikacje względem "fabrycznego" pierwowzoru poszły znacznie, znacznie dalej. 184-mm woofer bazuje na klasycznej, węglowej "osiemnastce", jednak tutaj membran nie wykonano ze wzmocnionej włóknami węglowymi celulozy, ale z czarnych włókien aramidowych. Głośnik otrzymał solidny układ magnetyczny z miedzianym pierścieniem oraz cewkę o średnicy 42 mm i długości 19 mm, wykonaną z miedzianego drutu o sześciokątnym przekroju. Producent twierdzi, że taki przetwornik charakteryzuje się stabilną pracą w całym zakresie wychylenia, co przekłada się na wyższą dynamikę oraz wierne oddanie skali i barwy ludzkiego głosu i poszczególnych instrumentów. Wysokimi tonami zajmuje się tekstylna kopułka o średnicy 25 mm zapewniająca płaską charakterystykę częstotliwościową nawet powyżej 30 kHz, z wyjątkową dyspersją poza osią. Duża tylna komora akustyczna (którą zresztą widać przez duży, umieszczony na tylnej ściance bass-reflex) obniża rezonans głośnika wysokotonowego znacznie poniżej punktu podziału zwrotnicy. Ta została wykonana z elementów pierwszorzędnej jakości. Zobaczymy tu kondensatory Mundorfa i cewki powietrzne zmontowane i zaklejone w taki sposób, aby nie wpadały w wibracje. Producent twierdzi, że nawet okablowanie wewnętrzne poprowadzono specjalnie zaprojektowanym, miedzianym przewodem w izolacji z czystego polipropylenu, co zdaniem Matsa Andersena sprawia, że kable nie wprowadzają żadnych podkolorowań dźwięku, podnosząc poziom jego transparentności. Po demontażu aluminiowej tabliczki z gniazdami rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy. Po pierwsze, wnętrze szwedzkich monitorów szczelnie wypełnia gęsta, biała wełna mineralna. A więc Qboard swoją drogą, ale o typowym tłumieniu także nie zapomniano. Po drugie, miedziane przewody o sporym przekroju faktycznie wyglądają bardzo audiofilsko, ale z gniazdami zostały połączone na wsuwki. Za to do samych terminali nie sposób się przyczepić. Są to masywne gniazda WBT z serii Nextgen z elementami przewodzącymi wykonanymi z czystej miedzi. Producent zapewnia, że wszystkie elementy użyte do budowy Prestige One są starannie wybierane i poddawane indywidualnym pomiarom. Dopiero wtedy trafiają na stół montażowy. Oczywiście, takie historie może serwować nam każdy konstruktor kolumn, ale widząc bezkompromisowe podejście Matsa Andersena do wielu, wielu kwestii, którymi w zestawach za dwanaście tysięcy złotych jeszcze nie wszyscy zawracają sobie głowę, jestem w stanie w to uwierzyć.

Werdykt

Prestige One to rewelacyjne monitory oferujące naturalny, doskonale wyważony, niezwykle realistyczny dźwięk doprawiony fenomenalną, trójwymiarową przestrzenią, w której same głośniki natychmiast się rozpływają, zostawiając nas sam na sam z muzyką. Najlepsze jest jednak to, że nie wynika to z przedziwnych rozwiązań technicznych opracowanych bez żadnych podstaw naukowych i nie jest obudowane opowieściami o cewkach nawijanych w świetle księżyca, setkach godzin odsłuchów i ezoterycznym działaniu magnetycznego pyłu wdmuchiwanego do kolumn przez czakrę podstawy. Uzyskany efekt nie jest dziełem przypadku. To twarda, inżynierska wiedza, z której Mats Andersen zrobił użytek. To wysokiej jakości materiały. To dopracowane, niezwykle porządne, sztywne i wytłumione na kilka sposobów obudowy. To głośniki wykonane przez jednego z największych europejskich specjalistów zgodnie z życzeniem projektanta, a więc zrobione "na wymiar" - tak, aby później nie trzeba było zmuszać ich do pracy w niekomfortowych warunkach i ograniczać ich potencjału. To zwrotnice wykonane z podzespołów z bardzo wysokiej półki, a nawet takie drobiazgi, jak specjalnie wykonane okablowanie wewnętrzne i terminale WBT. Nie ma tu słabych punktów. Nie widać żadnych śladów oszczędności. Powiecie, że w tej cenie nikt łaski nam nie robi? W porządku, zgadzam się. Ale moim zdaniem takie monitory równie dobrze mogłyby kosztować szesnaście, dwadzieścia albo dwadzieścia cztery tysiące złotych i żaden audiofil złego słowa by nie powiedział, a na podstawie porównania z konkurencyjnymi zestawami niejeden mógłby nawet dojść do wniosku, że jest to znakomita oferta. Wcześniej zastanawiałem się czy Qln-y będą miały w sobie coś, co przekona melomanów, aby przeszli obok kolumn znanych, cenionych marek i kupili taki "wynalazek", godząc się nawet z pewnymi minusami takiego posunięcia. Teraz już wiem. Mają. I nie jest to wcale jedna, konkretna rzecz. Jest ich całe mnóstwo. Jeżeli więc do szczęścia potrzebujecie rozpoznawalnego "znaczka", spokojnie możecie je pominąć. Qln to nie B&W, Focal, Audiovector czy Dynaudio i prawdopodobnie nigdy się to nie zmieni. Jeżeli natomiast szukacie znakomitych, stuprocentowo audiofilskich monitorów, posłuchajcie ich koniecznie.

Qln Prestige One

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podstawkowe, dwudrożne, wentylowane
Pasmo przenoszenia: 48 Hz - 30 kHz
Impedancja: 8 Ω
Skuteczność: 87 dB
Rekomendowana moc wzmacniacza: 25-250 W
Wymiary (W/S/G): 35,8/21/26 cm
Masa: 12 kg (sztuka)
Cena: 12000‬ zł (wykończenie podstawowe), 13500 zł (fornir lakierowany)

Konfiguracja

Unison Research Triode 25, Copland CSA 100, Auralic Vega G1, Clearaudio Concept, Cambridge Audio CP2, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate, Custom Design RS 202, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Audio-Connect. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Qln i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy8

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo14

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (3)

  • Mario

    Proszę o odrobinę więcej szacunku dla Austrian Audio. Firma powstała na zgliszczach nieodżałowanego AKG. Ma siedzibę w Wiedniu, tworzą ją ci sami ludzie i wykorzystują tę samą wiedzę, która przez dekady była motorem napędowym AKG. Z jedną różnicą - nie mają nad sobą koncernowej czapy. Tego wszystkiego można dowiedzieć się w ciągu 15 sekund ze strony producenta.

    1
  • stereolife

    Fajnie, życzymy im jak najlepiej, ale chodziło nam o coś zupełnie innego - wartość i rozpoznawalność marki założonej trzy lata temu jeszcze nijak się ma do takiego, na przykład, Sennheisera (albo Audio-Techniki, Audeze, Beyerdynamica, Kossa, Grado, HiFiMAN-a czy Focala). Na razie cały katalog Austrian Audio to dwa bardzo podobne do siebie mikrofony i dwa bliźniacze modele słuchawek. Wszystko wskazuje na to, że pewnego dnia to się zmieni. Mamy nawet przeczucie, że niedługo ekipa Austrian Audio będzie tworzyła znacznie lepsze słuchawki niż AKG z końcowych lat działalności, ale na razie marka dopiero startuje, a osiągnięcie poziomu rozpoznawalności Sennheisera będzie wymagało wiele pracy, czasu i pieniędzy (w dowolnej kolejności).

    0
  • Artur

    Skandynawskie firmy może dużo chcą za swoje produkty, ale klasa wykonania i brzmienia jest zawsze taka, że mucha nie siada. Gato Audio, Gryphon, Densen, Buchardt Audio, GamuT, Vitus Audio - zawsze jest dobrze, a czasami jest przecudownie. Taki napis, jaki widać na jednym ze zdjęć (nad gniazdami) to dla mnie gwarancja jakości.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby ta skromna, rodzinna manufaktura założona w 1979 roku stała się u nas jednym z ważniejszych graczy zaraz po transformacji ustrojowej, kiedy to głodni nowości i ciekawi...

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można...

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło, ewentualnie - w przypadku tych najbardziej zakręconych - na coś takiego, jak kable, akcesoria zasilające lub podkładki antywibracyjne. Spora grupa odpowie jednak, że największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy ma...

James Tanner - Bryston

James Tanner - Bryston

Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego przyzwyczaili się do tego, że jest on nie tylko kupowany, ale także budowany przez pasjonatów. Często tych, którzy kiedyś znajdowali się w podobnej sytuacji, a swoje hobby rozwinęli do tego stopnia, że w pewnym momencie postanowili zbudować coś swojego - lepszego niż sprzęt oferowany w...

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

Kiedy myślimy o ulepszeniu swojego zestawu hi-fi, zwykle koncentrujemy się na wymianie jednego z jego elementów - kolumn, wzmacniacza, źródła lub okablowania. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że z posiadanego sprzętu moglibyśmy wycisnąć znacznie więcej zerowym kosztem. Niektórzy są tego świadomi, ale zwyczajnie brakuje im na to...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Amphion Helium 510

Amphion Helium 510

Założona w 1998 roku firma Amphion od samego początku projektuje oraz konstruuje kolumny głośnikowe wyróżniające się czymś, czego brakuje wielu dostępnym na rynku konstrukcjom - niezwykle niską wrażliwością na niedoskonałości...

Audio-Technica ATH-AP2000Ti

Audio-Technica ATH-AP2000Ti

W ostatnich latach Audio-Technica wyjątkowo zaciekle i agresywnie atakuje rynek słuchawek. Tempa wprowadzania nowych modeli i różnorodności rozbudowywanego w ten sposób, a przecież budowanego nie od dziś katalogu mogą jej...

Linn Selekt DSM

Linn Selekt DSM

Linn to jeden z producentów, którzy w skomplikowanym świecie hi-endowego sprzętu audio zdołali wydzielić sobie własną przestrzeń i od wielu, wielu lat funkcjonują w niej bez oglądania się na innych....

Bannery boczne

Komentarze

Damian
Czy do kolumn Tannoy Mercury 7.4 ten wzmacniacz nie będzie za słaby?
MB
Nie ma regulacji barwy.
A.S.
Mam kolumny aktywne i nie mam problemu z kablami głośnikowymi i dopasowaniem wzmacniacza.

Płyty

Kazik - Zaraza

Kazik - Zaraza

Chyba żaden polski album na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nie miał tak dobrej promocji. W całej tej sytuacji najśmieszniejsze jest...

Newsy

Thorens TD 103 A

Thorens TD 103 A

Thorens przyspiesza przekształcanie swojej gamy produktowej i prezentuje najnowszy gramofon TD 103 A. Model ten jest całkowicie przeprojektowanym, automatycznym gramofonem,...

Tech Corner

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Prezentacje

W sto lat od mono do multiroomu - Denon

W sto lat od mono do multiroomu - Denon

O historii sprzętu audio można się wiele nauczyć przeglądając dzieje firm, które tworzą go od wielu, wielu lat. Korzeni większości wynalazków stanowiących swoiste kamienie milowe w rozwoju technologii nagrywania i odtwarzania dźwięku należy oczywiście szukać w Europie i USA, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że życie dzisiejszych audiofilów nie...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Budgie - Zapomniany gatunek

Budgie - Zapomniany gatunek

Deski skrzypiały pod nogami, kiedy wchodził na strych. Strach jednak tłumiła fascynacja nowym, nieznanym wcześniej miejscem. Spróchniałe schody nie miały...

Wywiady

Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie...

Popularne artykuły

Vintage

Philips RH 832

Philips RH 832

Sprzęt audio ewoluował przez lata nie tylko technologicznie, ale także dizajnersko. Co niektóre koncepcje przetrwały do dziś (ot, chociażby klasyczny...

Słownik

Poprzedni Następny

DSP

Digital Signal Processing - po polsku skrót ten oznacza po prostu cyfrowe przetwarzanie sygnału i odnosi się do wszelkiego rodzaju cyfrowych operacji dokonywanych na sygnale muzycznym. Układy DSP są stosowane...

Cytaty

JonathanDavis.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.