Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

SA Saxo 5

SA Saxo 5

W wielu dziedzinach naszego życia panuje zgoda co do kierunku, w którym należy podążać. Telewizory mają być większe, cieńsze i bardziej wszechstronne. Samochody - bogato wyposażone, wygodne i ekonomiczne. Laptopy - mocniejsze, lżejsze, szybsze, bardziej wytrzymałe i na tyle eleganckie, aby można było pokazać się z nimi w modnej kawiarni. Żaden producent telewizorów nie wyskoczy z informacją, że modele zaplanowane na przyszły rok będą mniejsze i grubsze, a do tego zostaną pozbawione sporej części przydatnych funkcji. Żaden producent samochodów nie będzie chwalił się tym, że jego rynkowy hit po liftingu będzie miał mniej miejsca w kabinie, a spalanie znacząco wzrośnie. Żaden specjalista od laptopów nie powie, że procesory muszą być wolniejsze, bo produkowane obecnie modele pracują zdecydowanie za szybko. Jeśli chodzi o sprzęt audio, trendy wyznaczają głównie urządzenia sieciowe i bezprzewodowe. Nowe amplitunery muszą zapewniać dostęp do popularnych serwisów streamingowych, a słuchawki i małe głośniki przenośne - wspierać wszystkie najnowsze technologie, z asystentami głosowymi na czele. Jeżeli jednak zapomnimy o tematach, które są w modzie, spojrzymy na sprawę z punktu widzenia audiofila i przyjrzymy się konkretnym elementom systemu stereo, sprawy zaczną się komplikować. No bo jaki ma być idealny wzmacniacz? Jedni twierdzą, że powinna to być potężna integra dysponująca mocą 250 W na kanał, natomiast inni uważają, że do pełni szczęścia potrzebna jest co najwyżej 15-watowa lampa, najlepiej single-ended. Kable? Jedni robią grube i ciężkie węże, przy których ogrodowy szlauch to śmiech na sali, a inni - delikatne, cienkie, lekkie, często przezroczyste tasiemki wykonane z nieprawdopodobną precyzją. Zestawy głośnikowe mogą mieć dwa metry wysokości i wykorzystywać dwa tuziny przetworników, ale wiele audiofilskich kolumn to minimalistyczne konstrukcje, których konstruktorzy zamiast na ilość, postawili na jakość. Ponieważ podążanie tą drogą przynosi zaskakująco dobre rezultaty, niektórzy melomani wybierają sprzęt audio tak, jak żywność lub kosmetyki - biorąc nie te, które coś szczególnego mają, ale te, których skład jest najkrótszy. Niektórzy twierdzą, że w segmencie hi-endowego audio owszem można się pobawić w ten cały minimalizm, ale z mniejszym budżetem prawdopodobnie się to nie uda. Kupimy mniej, dostaniemy mniej i na tym się skończy. Hmm... Jesteście pewni?

Jakie głośniki chcą kupić klienci dysponujący kwotą rzędu 2000-3000 zł? Duże. Absolutnie i przede wszystkim. Jak największe. W niektórych przypadkach jest to oczywiście uzasadnione, jednak ośmielę się stwierdzić, że niektórzy ludzie już w tym momencie popełniają błąd, który później niezwykle ciężko jest naprawić. Intuicja podpowiada, że kupując ogromne podłogówki z czterema głośnikami i bass-reflexem dostaniemy więcej dźwięku (wiadomo - duże głośniki grają "bardziej"). Pytanie tylko jakiego. Bo jeżeli za te same pieniądze możemy wybrać potężne zestawy wolnostojące albo zdecydowanie skromniejsze monitory, łatwo sobie wyobrazić sobie, że te drugie będą zbudowane z podzespołów wyższej jakości. Na tym jednak nie koniec, bo kolumny powinno się dobierać przede wszystkim do rozmiarów pomieszczenia odsłuchowego oraz sprzętu, który będzie je napędzał. Tutaj znów sporej części kupujących zaczyna brakować wiedzy lub wyobraźni, bo trójdrożne podłogówki z dmuchającym do tyłu tunelem rezonansowym wstawione do pokoju o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych, dosunięte do tylnej ściany i podłączone do budżetowego amplitunera będą wydawać z siebie co najwyżej nieprzyjemne buczenie, a nie dźwięk, który można by było nazwać audiofilskim. Wszystkie te problemy potrafi naprawić powrót do zdrowego minimalizmu. Jeżeli nawet nie zrobimy tego kierując się jakością brzmienia, być może zastanowimy się po co, u licha, mamy kupować wielkie paczki, które nie są takie fajne, jak nam się wydawało. Coraz więcej osób nie chce już trzymać w pokoju wielkich, dudniących pudeł. Sprzęt audio to nie szafa, w której trzymamy ubrania, książki lub biżuterię. To narzędzie, które powinno dobrze grać i zajmować jak najmniej miejsca, a nie zbierać kurz, blokować dostęp do okna i dominować nad wystrojem wnętrza, czegokolwiek byśmy nie zmienili i nie wymyślili. Idąc dalej w tym kierunku, zaczniemy szukać urządzeń małych, ale sprytnych, dobrze wykonanych i oferujących brzmienie z zupełnie innej półki.

Właśnie taką logiką kierowali się założyciele marki SA czyli System Audio, a konkretnie Ole Witthøft, który stawiał na audiofilski minimalizm od samego początku. Firma została powołana do życia w 1984 roku w niewielkim, duńskim miasteczku Roskilde, w którym co roku odbywa się jeden z największych festiwali muzyki rockowej na świecie. Wystarczy przejrzeć aktualny katalog, aby zauważyć, że wszystkie konstrukcje noszące logo SA mają bardzo smukły kształt i wykorzystują głośniki nisko-średniotonowe z membranami o stosunkowo niewielkiej średnicy. Wszystko jedno czy mówimy o kolumnach budżetowych czy trochę droższych, o podłogówkach, monitorach czy głośnikach centralnych, ich punktem wspólnym są woofery mierzące w porywach kilkanaście, a czasami - mierząc sam element drgający z zawieszeniem - poniżej dziesięciu centymetrów. Nawet w największych i najdroższych podłogówkach SA szerokość obudowy nie przekracza dwudziestu centymetrów, a ponieważ w tych modelach stosuje się wygięte ścianki boczne, fronty są jeszcze węższe. Ole Witthøft uważa bowiem, że duże głośniki zawsze, ale to zawsze spowalniają dźwięk, odbierając muzyce energię i osłabiając dynamikę, szczególnie w zakresie niskich i średnich częstotliwości. Nie bez znaczenia jest również stereofonia, jednak założyciel SA kierował się głównie tym, aby brzmienie było realistyczne, żwawe i bezpośrednie. Wolał sięgnąć po cztery małe głośniki niż jeden duży. Powierzchnia drgająca jest wówczas taka sama, ale szybkość reakcji membran na impulsy - zupełnie inna. Odchudzanie przetworników i zwężanie przednich ścianek kolumn automatycznie sprawiło, że stały się one niezwykle lekkie optycznie, co przyciągnęło amatorów minimalistycznego, typowo skandynawskiego wzornictwa (choć nie był i wciąż nie jest to cel numer jeden).

Duńczycy, ze swoimi - jak na tamtą epokę, dziwnymi - pomysłami, nie odnieśli spektakularnego sukcesu tak od razu, w momencie premiery pierwszych zestawów. W latach osiemdziesiątych produkty System Audio sprzedawały się głównie w Skandynawii. Przełom przyszedł dopiero w 1993 roku, kiedy to podczas jednej z dużych wystaw pokazano model 509. W ciągu sześciu dni firma nawiązała współpracę z dwudziestoma dystrybutorami z całego świata. Od tego momentu poszło już z górki. Ole Witthøft wprowadzał nowe modele zaprojektowane zgodnie z tą samą filozofią. Wyjątkiem były tylko subwoofery aktywne, w których siłą rzeczy stosowano przetworniki niskotonowe o większej średnicy. Do sporej, choć technicznie rzecz biorąc czysto wizerunkowej zmiany, doszło w 2003 roku, kiedy to zamiast pełnej nazwy "System Audio" zaczęto stosować skrót "SA". Nie miało to związku ze zmianą właściciela lub struktury przedsiębiorstwa. Właściwie nie do końca wiadomo czemu miał służyć taki, jak to się ładnie mówi, rebranding. Być może chodziło o to, że w dobie Internetu nazwa "System Audio" okazała się nietrafiona, a po wpisaniu jej w popularne wyszukiwarki na liście wyników wyskakiwało wszystko, tylko nie kolumny, o które nam chodziło. Nazwy wielu firm działających w tej branży są, niestety, mało oryginalne. Dotyczy to nie tylko producentów sprzętu, ale także specjalistycznych magazynów i portali. Dochodzi do tego, że w różnych krajach pod identycznym lub tożsamym tytułem ukazują się absolutnie niepowiązane ze sobą magazyny. Być może dlatego od pewnego momentu obserwujemy wysyp tytułów, które brzmią trochę dziwnie (moje ulubione to "Hifi Pig" oraz "The Poor Audiophile"), ale przynajmniej czymś się wyróżniają. Tak czy inaczej, "System Audio" przeistoczyło się w "SA" i takiej pisowni powinniśmy się trzymać, aczkolwiek na wielu stronach - w tym na stronie salonu Q21, który od niedawna zajmuje się dystrybucją kolumn duńskiej manufaktury - wciąż funkcjonuje pełna nazwa i wydaje się, że prędko się to nie zmieni. Aktualna oferta SA została podzielona na kilka serii, z których zdecydowanie wyróżniają się dwie - droższa Legend i tańsza Saxo. W obu znajdziemy... O matko, chyba wszystko. Monitory, podłogówki, głośniki centralne i efektowe, a nawet kolumny aktywne. Kusiło mnie, aby wziąć do testu coś naprawdę bogatego, jak chociażby wysokie na 130 cm, wyposażone w 6 przetworników, wbudowane końcówki mocy i łączność bezprzewodową zestawy Legend 60 Silverback, za które trzeba zapłacić 31500 zł. Ostatecznie doszedłem jednak do wniosku, że to już nie pachnie skandynawskim minimalizmem, z którego słyną konstrukcje SA, dlatego poprosiłem o dostarczenie do naszej redakcji maleńkich monitorów Saxo 5.

SA Saxo 5

Wygląd i funkcjonalność

Jak można się domyślić, w tym przypadku rachunek wygląda zupełnie inaczej. Za parę tych sympatycznych pudełeczek zapłacimy 2698 zł. Dużo, mało? Jeżeli kupujemy sprzęt na kilogramy, na pewno nie jest to najbardziej atrakcyjna propozycja na świecie, bo obudowy Saxo 5 mają wymiary typowego pudełka po butach i ważą tyle, że przy odrobinie szczęścia mógłbym nauczyć się nimi żonglować. Producent podkreśla jednak, że nie należy ich lekceważyć, bo jest to już ósma generacja mini-monitorów skonstruowanych tak, aby zaoferować słuchaczom duży, wciągający dźwięk. Pierwszym tego typu hitem ze stajni System Audio był zaprezentowany w 1993 roku model 905. Co ciekawe, "piątka" pojawiała się w symbolu każdego z jego następców. Wtajemniczeni wiedzą, że cyfra ta przypisywana jest najmniejszym zestawom, które w systemie stereo potrafią zagrać pełnym, doniosłym dźwiękiem nawet bez wspomagania w postaci aktywnego subwoofera. Z opisu zamieszczonego na stronie producenta można także dowiedzieć się, że wszystkie prototypowe zestawy są wielokrotnie odsłuchiwane i to nie przez konstruktora albo jednego z jego kolegów, ale w większym gronie melomanów i audiofilów - tak, aby zebrać opinie kilkunastu lub kilkudziesięciu osób o różnych preferencjach i wprowadzić ewentualne korekty w konstrukcji głośników lub zwrotnic jeszcze zanim ostateczny projekt zostanie zatwierdzony, a linia produkcyjna ruszy pełną parą. Duńczycy publikują nawet zdjęcia z takich odsłuchów, oczywiście już po wprowadzeniu na rynek nowej serii. Jeżeli macie ochotę pogrzebać w sieci, zachęcam do przejrzenia materiałów publikowanych na przykład w mediach społecznościowych. Szybko można się przekonać, że SA jest bardzo otwartą i nietuzinkową firmą. Normalnie spodziewalibyśmy się zobaczyć tu jakieś prace projektowe, pomiary, zdjęcia rozkręconych głośników, ewentualnie reportaże z odsłuchów, linki do nowych recenzji i opinie zadowolonych klientów. Fakt, takie rzeczy też tutaj widać, ale dominują zupełnie inne obrazki. Na przykład takie, na których w siedzibie firmy, w otoczeniu kartonów składowanych na wielkich regałach magazynowych odbywają się koncerty rockowe. Widać uśmiechniętych pracowników, którzy w takich samych warunkach jedzą obiad, a potem oprowadzają po fabryce wycieczki szkolne. Nie jest to jakiś kołchoz. No tak, ale... Kolumny z serii Saxo są produkowane w Chinach, a zdjęć zadowolonych z życia Chińczyków już na firmowych fanpage'ach nie znalazłem. I pewnie dlatego odsłuchy są tak ważne (kiedy ostateczne projekty trafią do fabryki, produkcja idzie pewnie w tysiące egzemplarzy), a ceny - tak przystępne.

W pierwszym kontakcie Saxo 5 robią bardzo dobre wrażenie. Oczywiście nie ma co się spodziewać, że mini-monitory za te pieniądze okażą się nieprawdopodobnie ciężkie i będą wykończone naturalnym fornirem hebanowym pokrytym sześcioma warstwami pięknie wypolerowanego lakieru. Kolumienki prezentują się dość standardowo, lub - przepraszam za wtrącenie, ale ciężko mi znaleźć lepsze słowo - generycznie. Mamy tu prostopadłościenne obudowy, dwa głośniki umieszczone na przedniej ściance, z tyłu niezbyt szeroki bass-reflex i pojedyncze, wąsko rozstawione terminale zamontowane pod kątem w plastikowym profilu i to właściwie wszystko. Jeśli istnieje program do projektowania audiofilskich zestawów głośnikowych, mniej więcej taki widok ujrzelibyśmy w nim po wciśnięciu przycisku "przywróć ustawienia domyślne". Być może wynika to z faktu, że podłogowe zestawy SA ze swoimi smukłymi obudowami i wieloma głośnikami o niewielkiej średnicy są całkiem charakterystyczne, natomiast w modelach podstawkowych tego efektu już nie ma i zostają nam zwyczajne, wręcz nieciekawe paczki. Musimy wierzyć, że pod tym typowo skandynawskim płaszczykiem kryją się wysokiej jakości komponenty i rozwiązania techniczne, dzięki którym Saxo 5 będą grały tak, jak zapowiadał producent. W każdym razie na pewno nie są to monitory, które w jakikolwiek sposób zabiegają o nasze względy. Nie mają metalowych frontów ani żółtych membran. Nie błyszczą się, nie świecą i nie walą po oczach chromowanymi pierścieniami wokół głośników. Wyobrażam sobie, że w wielu salonach ze sprzętem hi-fi po prostu znikną w tłumie. Dzięki temu powinny się jednak dobrze wtopić w wystrój naszego pokoju odsłuchowego. A to jest dla wielu osób zdecydowanie ważniejsze niż "wodotryski".

Skoro nie ma tu czego podziwiać, przyjrzyjmy się detalom. Przetworniki może i wyglądają dość standardowo, jednak membrana nisko-średniotonowca faktycznie sprawia wrażenie niezwykle lekkiej, a pierścień otaczający miękką kopułkę to w istocie płyciutki, opatentowany falowód DXT, który zdaniem producenta odpowiada za wyjątkowo ciekawą przestrzeń. Duńczycy twierdzą, że dzięki temu rozwiązaniu Saxo 5 potrafią wypełnić dźwiękiem nawet bardzo duże pomieszczenie. Plastikowy pierścień otaczający woofer to tylko element dekoracyjny, dzięki któremu membrana wydaje się większa - jakby kosz głośnika dochodził niemal do samych brzegów przedniej ścianki (choć w istocie tak nie jest, ale w przypadku monitorów tej wielkości i tak rozmawiamy o jakichś milimetrach, więc na pewno nie jest to żadne oszustwo). Umieszczone z tyłu terminale może i są rozstawione wąsko, ale wyglądają całkiem porządnie. Przy podłączaniu widełek i gołych drutów na pewno trzeba będzie zachować ostrożność, ale z bananami powinno pójść gładko i przyjemnie. W zestawie dostajemy standardowe, mocowane magnetycznie maskownice. Nic szczególnego, ale dobrze, że są, bo bez nich głośniki nie mają właściwie żadnej ochrony. Saxo 5 są dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych - czarnej i białej. W obu przypadkach jest to lakier o przyjemnej, satynowej powierzchni. Ani totalny błysk, ani jakiś dziwny mat. W porządku. Jeżeli komuś marzą się czerwone albo niebieskie głośniki, będzie musiał szukać dalej, ale mam wrażenie, że 80% klientów i tak zdecydowałoby się na jedną z tych dwóch wersji. Moje wątpliwości budzi natomiast jakość powłoki lakierniczej. Może od razu po wyjęciu monitorów z kartonu się nie pokruszy ani nie porysuje, ale w testowanym egzemplarzu w kilku miejscach widać było niewielkie zacieki, a wnętrze tunelu rezonansowego zostało pomalowane jak dla obcego. Tak, żeby tylko było białe. Jakieś pęknięcia, jakieś zadry... Aby zbadać sprawę, wsadziłem do środka palec i szybko pożałowałem tej decyzji, bo na podłogę posypały się białe paprochy. Nie róbcie tego, nie zaglądajcie tam - to nie jest wersal, tylko budżetowe monitory, w których nie wszystko wygląda tak, jak w sprzęcie z najwyższej półki. Z jednej strony to zrozumiałe, bo Saxo 5 kosztują 2698‬ zł. Z drugiej - wcale nie jest to już poziom najtańszych monitorów na rynku, a konkurencja potrafi postarać się bardziej. KEF Q350, Dynaudio Emit M20, DALI Oberon 3, Pylon Audio Ruby Monitor to bardzo ładne głośniki, w których nie zobaczymy tego typu niedoróbek - nawet wewnątrz bass-reflexów, a czasami nawet po wykręceniu głośników. Nie wspominając już o czymś takim, jak Definitive Technology Demand D7, bo moim zdaniem te monitory prezentują się tak, jakby urwały się z wyższej półki. Eleganckie, lustrzane obudowy, metalowe fronty, ciekawe przetworniki. Od strony wizualnej i technicznej - pełen luksus. O ile w przypadku Saxo 5 nie zniechęcają mnie ani małe gabaryty, ani masa, o tyle po bliższych oględzinach skrzynek doszedłem do wniosku, że ktoś się zwyczajnie nie postarał. Możliwe, że trafiłem na jakąś felerną parę, ale jeżeli chcielibyście otrzymać produkt, który ma w sobie coś wyjątkowego i leciutko pachnie hi-endem, to nie ten adres. Tutaj mamy do czynienia z budżetówką w stylu lat dziewięćdziesiątych. Jest polakierowane? Jest. I nie przyglądaj się pan, bo panu oczy wyjdą na wierzch. Kolumny są przecież od grania, a nie od wyglądania...

Przetworniki może i wyglądają dość standardowo, jednak membrana nisko-średniotonowca faktycznie sprawia wrażenie niezwykle lekkiej, a pierścień otaczający miękką kopułkę to w istocie płyciutki, opatentowany falowód DXT, który zdaniem producenta odpowiada za wyjątkowo ciekawą przestrzeń. Duńczycy twierdzą, że dzięki temu rozwiązaniu Saxo 5 potrafią wypełnić dźwiękiem nawet bardzo duże pomieszczenie.

Co ciekawe, w chwili publikacji niniejszego artykułu na SA Saxo 5 - oraz na inne, wybrane modele kolumn podstawkowych - w Q21 obowiązuje promocja, w ramach której standy Norstone Stylum 2 warte 560 zł dostajemy gratis. Nie wiem o co chodzi, nie wiem co komu odbiło, ale taki prezent trochę zmienia punkt widzenia. Domyślam się, że nie wszyscy klienci będą zainteresowani takimi podstawkami, bo małych monitorów szukają także melomani, którzy mają już na nie przygotowane miejsce. Może to być biurko, komoda pod telewizorem lub regał z książkami. Ba! Duńczycy oferują nawet dwa rodzaje uchwytów ściennych, z których jeden powinien pasować tutaj idealnie. Jeśli spojrzymy na tylną ściankę, w okolicach tunelu rezonansowego wykonano cztery niewielkie otwory. Założę się, że w przypadku montażu na ścianie właśnie w te cztery dziurki mają wchodzić wkręty, na których kolumienki będą się trzymać. Minus jest oczywiście taki, że tracimy wówczas możliwość ustawienia żądanej odległości od tylnej ściany (więc ewentualne buczenie trzeba będzie rozwiązać poprzez zablokowanie tuneli rezonansowych). Drugim jest cena metalowych uchwytów, których para kosztuje 580 zł, a więc więcej niż wynosi cena podstawek Norstone Stylum 2, które dostajemy w prezencie. Trochę to wszystko zagmatwane, ale być może jest to stuprocentowo przemyślana taktyka, mająca na celu zachęcenie czy wręcz sprowokowanie klientów do ustawiania monitorów po audiofilsku, a więc zgodnie z ich przeznaczeniem. Z całą pewnością warto spróbować, bo... Chwileczkę, do tego jeszcze dojdziemy. W każdym razie wszystkim melomanom zainteresowanym kupnem monitorów radziłbym się zainteresować wspomnianą promocją, bo porządne, metalowe podstawki piechotą nie chodzą (produkty Norstone'a są generalnie bardzo, bardzo porządne), a jeśli nawet uznamy, że do niczego nam one niepotrzebne, zawsze będzie można je sprzedać i odzyskać z całej transakcji kilka stówek. Rzadko wspominam o takich promocjach, ale uznałem, że w tym przypadku warto (a jeżeli czytacie niniejszy test już po zakończeniu akcji, cóż - przynajmniej możecie powiedzieć "ech, kiedyś to było...").

SA Saxo 5

Brzmienie

Pamiętacie takie kolumny, jak Avance Omega 501? Jeżeli nie, nawet nie będę wypisywał banialuków w stylu "najwyższy czas nadrobić zaległości" albo "poszperajcie sobie w sieci", bo sam nie znalazłem właściwie nic wartościowego poza kilkoma archiwalnymi aukcjami, na których głośniki wyglądają jak wygrzebane ze śmietnika. Najwyraźniej jest to taka prehistoria, że tylko najbardziej łysym, najbardziej siwym i najbardziej wąsatym audiofilom cokolwiek zaświta w głowie. Jeżeli jednak należycie do tej grupy, zapewne zorientujecie się, że samo porównanie z kultowymi mini-monitorami Avance'a można odczytać jako spore wyróżnienie dla Saxo 5. Dwie dekady temu Omegi 501 oraz podłogówki oznaczone liczbami 503 i 509 zrobiły na rynku prawdziwe zamieszanie. Były tanie jak barszcz, a grały jak zbliżone gabarytowo kolumny za dwukrotnie, a jeśli chodzi o przestrzeń - nawet trzykrotnie większe pieniądze. Recenzenci obsypali je nagrodami, klienci pokochali, a ówczesny dystrybutor Avance'a chyba trzy czwarte dnia spędzał na zamawianiu, wożeniu kartonów, i załatwianiu formalności związanych z samą serią Omega i wzmacniaczami Creeka, które również sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Nie wiem ile dokładnie rozeszło się ich po Polsce, ale wyobrażam sobie, że po kilku rozszarpanych przez audiofilów dostawach kalkulator pokazywał liczby, którymi na co dzień operowali chyba tylko pracownicy najważniejszych instytucji finansowych. To było szaleństwo, którego ślady w wielu miejscach widoczne są do dziś. Niedawno, szukając prezentu dla znajomego, udałem się do pobliskiego sklepu z ekskluzywnymi alkoholami. Whisky, wina, nalewki, kieliszki i inne piękne akcesoria, a w rogu - a jakże - Avance Omega 503. Doskonale pamiętam, gdy po raz pierwszy miałem okazję skonfrontować zachwyty dziennikarzy z rzeczywistością i udałem się na odsłuch maleńkich "pięćset jedynek". W porządku - basu było mało, a dynamika w pewnym momencie zwyczajnie się kończyła. Można więc powiedzieć, że były to monitory do niewielkich pomieszczeń i normalnego, codziennego słuchania muzyki na niskich i średnich poziomach głośności. Ale jaką one miały przestrzeń, jaką barwę, jaką górę... To była prawdziwa rewelacja. Nawet biorąc pod uwagę, że wśród podstawkowców za tysiąc złotych z kawałkiem miniaturowe Avance'y miały wyjątkowo mocną konkurencję. Były świetne B&W DM 303, Tannoye Mercury M2, Eltaxy Liberty 3+, a dokładając kilka stówek można było kupić Paradigmy Monitor 3v3. SA Saxo 5 to takie Omegi 501, ale - co wydaje mi się niezwykle ważne i przenosi jakość prezentacji na zupełnie inny poziom - nie wymiękają w kwestii basu ani dynamiki. Efekt jest taki, że dostajemy wybitną, trójwymiarową przestrzeń i "kilka innych rzeczy", które kojarzymy z audiofilskimi monitorami, ale jednocześnie dźwięk jest na tyle duży i ma tak solidne oparcie w zakresie niskich tonów, że mamy wrażenie jakby stały przed nami średniej wielkości podłogówki.

Jak to się udało? Nie wiem. Zwykle połączenie tych dwóch rzeczy jest bardzo, ale to bardzo trudne. Owszem, można zaprojektować miniaturowe kolumienki, które walą takim dołem, jakby chciały zawstydzić wszystkie subwoofery świata. Wtedy jednak może to być ich jedyna zaleta. Dostajemy głośniki, które potrafią zbudować ścianę dźwięku i przywalić napompowanym dołem, ale problemy z szybkością, neutralnością i czytelnością wokali stają się oczywiste nawet nie po kilku minutach, ale po kilkunastu sekundach odsłuchu. Niektórzy producenci starają się rozwiązać ten problem serwując klientom ostrą, syczącą górę, która w pewnym sensie stara się wziąć na siebie to, czego nie jest w stanie wygenerować głośnik nisko-średniotonowy, obciążony obowiązkiem pompowania basu. Próba odciągnięcia uwagi słuchacza od zamazanej średnicy i skierowania jej w stronę pracujących pełną parą, cykających tweeterów zwykle kończy się niepowodzeniem. Takie efekciarstwo może sprawdza się w elektronicznych supermarketach, gdzie klienci średnio znający się na muzyce i sprzęcie audio pod presją czasu muszą wybrać coś w ciągu pięciu minut, ale na dłuższą metę jest nie do zaakceptowania. Podchodząc do tematu z drugiej strony, istnieje wiele monitorów, których konstruktorzy nie musieli przejmować się koniecznością wyduszenia z głośników atomowego basu, dzięki czemu mogli wydobyć z nich to, co najlepsze - świetną przestrzeń, naturalną barwę, bliskie, namacalne wokale, szybkość i krystalicznie czystą, ale pięknie wykończoną górę pasma. Fajnie. Wielu melomanów uwielbia taki przyjemny, niewymuszony dźwięk, który ani trochę nie pachnie popularną ostatnimi czasy estetyką à la "soundbar z subwooferem" tudzież "tuba w bagażniku robi bum bum bum". Nie ulega jednak wątpliwości, że brzmienie średnio-wysokotonowych monitorów jest niepełne, a próby jego "dopełnienia" kończą się tak, że dostajemy więcej basu, ale tracimy sporą część "tego czegoś", co czyniło dźwięk wyjątkowym. Duńczykom najwyraźniej udało się pogodzić ze sobą te dwa światy. Saxo 5 w pierwszej kolejności stawiają na przestrzeń, szybkość i neutralność. Nie ulega wątpliwości, że ich konstruktorzy starali się wydobyć z niewielkich głośników to, co najlepsze. Dźwięk jest czysty, energiczny i przyjemnie lekki, dosłownie zawieszony w powietrzu. Scena stereofoniczna jest po prostu niesamowita. Rzecz jasna pod warunkiem, że potraktujemy te monitory poważnie, ustawimy je w rozsądnej odległości od ścian i zasilimy czymś lepszym niż budżetowy amplituner. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z wybitnie audiofilską, wręcz purystyczną konstrukcją. No, ale... Czy niskich tonów brakuje? Nie. Czy ich zasięg kończy się w jednym punkcie? Nie. Czy są wyraźnie podbite i "wyżyłowane"? Nie. Czy można nawet trochę zaszaleć z głośnością? Można. Czy przy odrobinie szczęścia damy radę nagłośnić nimi spory, teoretycznie zbyt duży salon? Damy. Wiem, bo tak właśnie zrobiłem. Najpierw słuchałem ich małym, dziesięciometrowym pokoju i było fajnie, a potem zaniosłem je (uff, ale się zmachałem...) do właściwego, trzydziestometrowego pokoju odsłuchowego, gdzie - jak na monitory za dwa i pół tysiąca z kawałkiem - zagrały wręcz rewelacyjnie.

Kurier odbierający głośniki po teście podrzucił paczkę wysoko do góry (przyzwyczaił się, że wewnątrz może być ważący dwadzieścia albo trzydzieści kilogramów wzmacniacz), odwrócił się i zapytał czy aby nie zapomnieliśmy czegoś spakować. Intuicja podpowiada, że nie warto ich kupować, bo bez najmniejszego problemu można znaleźć w tym przedziale cenowym monitory większe, cięższe, ładniejsze, lepiej wykonane i bardziej imponujące. Jeżeli jednak damy im szansę, szybko zorientujemy się, że przejście obok nich obojętnie byłoby ogromnym, ale to ogromnym błędem.

Wychodzi na to, że mamy do czynienia z naprawdę niezwykłymi zestawami. Saxo 5 wyglądają tak, jakby chciały zniknąć, wtopić się w otoczenie. Na pierwszy rzut oka nie wyróżniają się absolutnie niczym. Ot, zwykłe, małe kolumienki wyposażone w zwyczajne, typowe przetworniki. Ich obudowy są mniejsze niż pudełko, w którym do naszej redakcji przyjechały słuchawki Ultrasone Edition Eleven, a para Saxo 5 z maskownicami, kartonem i instrukcją obsługi waży tyle, co nic. Kurier odbierający głośniki po teście podrzucił paczkę wysoko do góry (przyzwyczaił się, że wewnątrz może być ważący dwadzieścia albo trzydzieści kilogramów wzmacniacz), odwrócił się i zapytał czy aby nie zapomnieliśmy czegoś spakować. Intuicja podpowiada, że nie warto ich kupować, bo bez najmniejszego problemu można znaleźć w tym przedziale cenowym monitory większe, cięższe, ładniejsze, lepiej wykonane i bardziej imponujące. Jeżeli jednak damy im szansę, szybko zorientujemy się, że przejście obok nich obojętnie byłoby ogromnym, ale to ogromnym błędem. Jakością i charakterem brzmienia Saxo 5 nadrabiają wszystkie minusy. No właśnie, skoro jesteśmy przy minusach, to czy oprócz lakieru i niskiej "wartości postrzeganej" można się tutaj do czegoś przyczepić? Hmm... Wysokie tony mają tendencję do wyostrzania, jakby od czasu do czasu wpadały w tryb turbo. Nie jest to jakaś wielka wada, ale jeżeli macie nadzieję, że miękkie kopułki łagodnie potraktują na przykład gorsze nagrania i nie będą doświetlały pomyłek muzyków i realizatorów, raczej bym na to nie liczył. Generalnie nie jest to brzmienie ciepłe i nudne. Raczej energiczne, szybkie i - co często się z tym wiąże - przejrzyste. Prędzej widziałbym Saxo 5 z lampą niż jakimś zimnym, tranzystorowym draniem. Domyślam się też, że wielu nabywców będzie chciało ustawić opisywane monitory w "wymagających" miejscach, a jeśli mocno dosuniemy je do ściany lub wsadzimy w jakiś regał z książkami, bas może już nie zachowywać się tak przewidywalnie, a z trójwymiarowej przestrzeni zostanie nam przestrzeń w najlepszym wypadku szeroka, ale płaska jak brama garażowa. Sugerowałbym więc potraktować te skromne kolumienki poważnie. Nawet poważniej niż sugerowałyby ich gabaryty i cena. Wówczas na pewno coś z tego będzie.

SA Saxo 5

Budowa i parametry

SA Saxo 5 to dwudrożne zestawy podstawkowe w obudowie wentylowanej. Producent twierdzi, że prace nad stosunkowo niewielkimi przetwornikami niskotonowymi wykorzystującymi możliwie najlżejsze materiały pochłonęły kilka lat. Poświęcenie musiało się jednak opłacić, bowiem z tych samych lub bardzo podobnych wooferów korzystają właściwie wszystkie modele z serii Saxo. Wysokimi tonami zajmuje się miękka kopułka z firmowym falowodem DXT. Jestem przekonany, że większość klientów nawet tego elementu nie zauważy, bo jest to właściwie niewielkie, szerokie wgłębienie otaczające tweeter. Na pierwszy rzut oka - nic nadzwyczajnego. Duńczycy uważają jednak, że dzięki takiemu rozwiązaniu emitowany przez Saxo 5 dźwięk może szczelnie wypełnić pomieszczenie odsłuchowe - nawet jeśli będzie to pokój o sporym metrażu. Co ciekawe, monitory zostały zaprojektowane z myślą o pracy na półce, ale oczywiście można je także ustawić na standach lub powiesić na ścianie, wykorzystując dedykowane uchwyty W.5. Jeśli chodzi o wnętrze, uwagę zwraca przykręcona do plastikowego profilu z gniazdami zwrotnica, którą złożono z elementów bardzo przyzwoitej jakości. Saxo 5 charakteryzują się także dość przyjaznymi parametrami. Ich skuteczność to zdrowe 88 dB, natomiast impedancję producent podaje jako przedział 4-8 Ω.

Werdykt

Małe głośniki, duży dźwięk. Chyba właśnie tak powinienem podsumować te monitory. Zaimponował mi przede wszystkim sposób, w jaki duńscy konstruktorzy połączyli szybkość, przejrzystość i namacalność dźwięku ze zdrowym, wystarczająco niskim basem i świetną, jak na zestawy tej wielkości, dynamiką. Przestrzeń to właściwie temat na osobny artykuł. Ogromna, stadionowa, z ostrym, wyraźnym rysunkiem i hektolitrami świeżego powietrza między instrumentami. Nawet gdyby Saxo 5 były dwukrotnie droższe, nie zawahałbym się nazwać jej wybitną. Aby cieszyć się takim dźwiękiem, trzeba jednak spełnić dwa warunki. Pierwszy dotyczy oczywiście ustawienia. Producent może sobie pisać, że omawiane głośniki zostały zaprojektowane do pracy na półce, ale to nie oznacza, że powinniśmy je tak traktować. Bądźcie mądrzejsi. Kupcie dobre podstawki i ustawcie monitory tak, aby miały wokół siebie trochę wolnej przestrzeni. Spokojnie - są tak maleńkie, że nie stracicie cennych metrów kwadratowych i nie będziecie musieli myśleć o przeprowadzce. Drugi warunek jest w swojej istocie, hmm, chyba "psychologiczny" to najlepsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl. Za 2698‬ zł możemy bowiem kupić większe, cięższe i zdecydowanie lepiej wykonane monitory, a nawet całkiem przyzwoite kolumny podłogowe. Saxo 5 będą wyglądały przy nich jak zabawki. Grają świetnie, ale luksusem nie pachną. A może na tym polega cały numer? W życiu nie ma przecież nic za darmo. Jeżeli nie potrzebujecie aluminiowych frontów ani forniru pasującego do drogiej meblościanki, za to cenicie sobie żywy, bezpośredni i wciągający dźwięk, to mogą być głośniki dla Was.

SA Saxo 5

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podstawkowe, dwudrożne, wentylowane
Pasmo przenoszenia: 50 Hz - 25 kHz (-3 dB)
Impedancja: 4-8 Ω
Skuteczność: 88 dB
Moc maksymalna: 150 W
Wymiary (W/S/G): 28/16,5/23 cm
Cena: 2698‬ zł (para)

Konfiguracja

Unison Research Triode 25, Copland CSA 100, Auralic Vega G1, Clearaudio Concept, Cambridge Audio CP2, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate, Custom Design RS 202, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczył salon Q21. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę SA i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga3Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy8

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo14

Jakość wykonania
Poziomy4

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (2)

  • Grzesiek

    No to moje kilka słów o pieniądzach i tym co możemy za nie oczekiwać. Jestem audiofilem z 20-letnim stażem i masą przerzuconego sprzętu. Kilka lat temu doszedłem do momentu w którym stwierdziłem, że złapałem tego króliczka i dalsze wymiany nie mają sensu bo zestaw numer jeden w salonie gra jak dla mnie idealnie (pozostałe dwa zestawy w sypialni i w biurze też uważam za skończone). Ale że natura nie lubi próżni, to grzebiąc w internecie natknąłem się na temat o wzmacniaczach DIY. Poczytałem, pomyślałem i zakupiłem płytkę o wymiarach 6 x 10 cm z modułem Bluetooth, krzyczącym na mnie po chińsku jak samuraj, za jedyne 60 złotych. Wygrzebałem w domu zasilacz impulsowy od starej drukarki na 24 V, podłączyłem do kolumn w biurze i...? W ślepym teście wzmacniaczy za 2000 zł ta płytka wzmacniacza w klasie D w cenie 60 złotych mogłaby stawać jak równy z równym. Pierwsza myśl, jaka mi przyszła wtedy do głowy to "za co ja w takim razie zapłaciłem kupując wzmacniacze audio, za obudowę?". Doświadczenie bezcenne. Polecam spróbować każdemu audiofilowi. Wzmacniacz który ja nabyłem to TDA7498, ale jest tego masa różnych modeli w cenach od 20 złotych. Polecam i pozdrawiam.

    4
  • Darek

    Za obudowę i firmę w pierwszej kolejności, potem za marketing, potem za użyte elementy, na końcu za dźwięk, który postrzegamy bardzo subiektywnie

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby ta skromna, rodzinna manufaktura założona w 1979 roku stała się u nas jednym z ważniejszych graczy zaraz po transformacji ustrojowej, kiedy to głodni nowości i ciekawi...

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można...

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło, ewentualnie - w przypadku tych najbardziej zakręconych - na coś takiego, jak kable, akcesoria zasilające lub podkładki antywibracyjne. Spora grupa odpowie jednak, że największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy ma...

James Tanner - Bryston

James Tanner - Bryston

Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego przyzwyczaili się do tego, że jest on nie tylko kupowany, ale także budowany przez pasjonatów. Często tych, którzy kiedyś znajdowali się w podobnej sytuacji, a swoje hobby rozwinęli do tego stopnia, że w pewnym momencie postanowili zbudować coś swojego - lepszego niż sprzęt oferowany w...

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

10 sposobów na poprawę brzmienia systemu stereo za 0 zł

Kiedy myślimy o ulepszeniu swojego zestawu hi-fi, zwykle koncentrujemy się na wymianie jednego z jego elementów - kolumn, wzmacniacza, źródła lub okablowania. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że z posiadanego sprzętu moglibyśmy wycisnąć znacznie więcej zerowym kosztem. Niektórzy są tego świadomi, ale zwyczajnie brakuje im na to...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Amphion Helium 510

Amphion Helium 510

Założona w 1998 roku firma Amphion od samego początku projektuje oraz konstruuje kolumny głośnikowe wyróżniające się czymś, czego brakuje wielu dostępnym na rynku konstrukcjom - niezwykle niską wrażliwością na niedoskonałości...

Audio-Technica ATH-AP2000Ti

Audio-Technica ATH-AP2000Ti

W ostatnich latach Audio-Technica wyjątkowo zaciekle i agresywnie atakuje rynek słuchawek. Tempa wprowadzania nowych modeli i różnorodności rozbudowywanego w ten sposób, a przecież budowanego nie od dziś katalogu mogą jej...

Linn Selekt DSM

Linn Selekt DSM

Linn to jeden z producentów, którzy w skomplikowanym świecie hi-endowego sprzętu audio zdołali wydzielić sobie własną przestrzeń i od wielu, wielu lat funkcjonują w niej bez oglądania się na innych....

Bannery boczne

Komentarze

Damian
Czy do kolumn Tannoy Mercury 7.4 ten wzmacniacz nie będzie za słaby?
MB
Nie ma regulacji barwy.
A.S.
Mam kolumny aktywne i nie mam problemu z kablami głośnikowymi i dopasowaniem wzmacniacza.

Płyty

Kazik - Zaraza

Kazik - Zaraza

Chyba żaden polski album na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nie miał tak dobrej promocji. W całej tej sytuacji najśmieszniejsze jest...

Newsy

Thorens TD 103 A

Thorens TD 103 A

Thorens przyspiesza przekształcanie swojej gamy produktowej i prezentuje najnowszy gramofon TD 103 A. Model ten jest całkowicie przeprojektowanym, automatycznym gramofonem,...

Tech Corner

Roon - Nowa jakość streamingu

Roon - Nowa jakość streamingu

Z badań i raportów dotyczących udziału poszczególnych nośników i platform w rynku muzycznym wynika, że pliki i serwisy streamingowe wyprzedzają konkurencję o kilka okrążeń. Temat nośników fizycznych wydaje się zamknięty i nawet ogarniająca cały świat moda na winyle i gramofony nie jest w stanie odwrócić losów tej wojny. O ile...

Prezentacje

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...

Poradniki

Jak wybrać gramofon

Jak wybrać gramofon

Decyzja zapadła. Kupujemy gramofon. Wszyscy dookoła zachwycają się pięknym, analogowym dźwiękiem, więc decydujemy się na rozpoczęcie naszej winylowej wycieczki. A...

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie...

Popularne artykuły

Vintage

Luxman 5M21

Luxman 5M21

Ta śliczna końcówka mocy to Luxman 5M21 (na dole) - wzmacniacz należący do linii Laboratory Reference Series i produkowany pod...

Słownik

Poprzedni Następny

FLAC

Free Lossless Audio Codec - format bezstratnej kompresji dźwięku chętnie wybierany przez audiofilów. W przeciwieństwie do stratnych kodeków dźwięku takich jak Vorbis, MP3 i AAC, kodek FLAC nie usuwa żadnych...

Cytaty

WieslawMysliwski.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.