Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Plinius Inspire 880

Plinius Inspire 880

Mówiąc o audiofilskiej egzotyce, zazwyczaj mamy na myśli coś w rodzaju wzmacniacza lampowego zbudowanego przez małą, rodzinną firmę z Hiszpanii, wkładki gramofonowe produkowane ręcznie przez jakiegoś zakręconego Japończyka lub ekstremalnie kosztowne kable wytwarzane przez inżynierów pracujących dla NASA. Wyobraźnię miłośników oryginalnego sprzętu audio równie skutecznie powinien jednak pobudzić wzmacniacz zaprojektowany i zbudowany w malowniczej Nowej Zelandii. Co by nie mówić, to dość osobliwe miejsce. Położona na południowo-zachodnim Pacyfiku Nowa Zelandia jest jednym z trzech państw na świecie posiadającym dwa oficjalne hymny narodowe - "God Save the Queen" oraz "God Defend New Zealand". W kraju tym naliczono ponad czterdzieści siedem milionów owiec, co w przeliczeniu daje około dwanaście owiec na jednego mieszkańca. Podobno nawet dzisiaj bardzo popularną bajką w Nowej Zelandii jest "Miś Uszatek". Dziesięć lat temu, na zlecenie mieszkańców wyspy Niue, Mennica Polska wybiła osiem tysięcy okazjonalnych monet jednodolarowych z wizerunkiem tego sympatycznego pluszaka. Nowozelandczycy prawdopodobnie nie obawiają się inwazji z zewnątrz, bowiem symbolem Sił Powietrznych Nowej Zelandii jest kiwi - ptak nielot. Zapierające dech w piersiach krajobrazy Nowej Zelandii stały się też scenografią do ekranizacji "Władcy Pierścieni". Rząd powołał nawet ministra do spraw "Władcy Pierścieni", aby jak najwięcej zarobić na promocji kraju, w którym kręcono niemal wszystkie sceny. Jak wobec tego może wyglądać wzmacniacz, który powstaje w tak pięknych okolicznościach przyrody? Ano właśnie tak. Przed nami Plinius Inspire 880.

Plinius to właściwie jedyny lub jeden z niewielu producentów wysokiej klasy sprzętu audio pochodzący z tej części świata. Firma mająca swoją siedzibę w Christchurch, trzecim pod względem liczby ludności mieście w Nowej Zelandii, została założona w 1980 roku i pierwotnie miała dostarczać wzmacniacze wyłącznie na rynek krajowy. Łatwo sobie wyobrazić, że sprowadzenie jakiegokolwiek hi-endowego sprzętu do kraju położonego właściwie na krańcu świata nie jest ani proste, ani tanie. W latach osiemdziesiątych większość dystrybutorów i salonów działających na terenie Nowej Zelandii miało dość ograniczony asortyment, w związku z czym produkcja takich urządzeń ma miejscu miała sporo sensu. Wkrótce okazało się, że komponenty Pliniusa są na tyle dobre, że spokojnie mogą rywalizować ze sprzętem uznanych marek, w związku z czym powoli zaczęły rozjeżdżać się po całym świecie. Nie oznacza to jednak, że jego założyciele postanowili uczynić ze swej pasji taką maszynkę marketingową, jaką stała się filmowa wersja tolkienowskiej trylogii. Od samego początku Plinius właściwie nie inwestuje w marketing. Firma go nie potrzebuje, bo wszystkie urządzenia produkowane są na miejscu w bardzo małych seriach, każdy z komponentów jest ręcznie montowany i sprawdzany, w związku z czym dostawy rozchodzą się błyskawicznie. Na każde urządzenie trzeba czekać, czasami nawet kilka lub kilkanaście tygodni. Być może z tego powodu Pliniusa tak ciężko było mi zdobyć. Za każdym razem, gdy odwiedzałem salon polskiego dystrybutora tej marki i pytałem o nowe wzmacniacze nowozelandzkiej firmy, odpowiedzi mogły być tylko dwie. Pierwsza - trzeba będzie poczekać jeszcze dwa miesiące, bo zamówienie zostało złożone, ale trzeba poczekać na transport. Druga - urządzenie przyjechało do Polski tydzień temu, ale już znalazło właściciela, i teraz trzeba czekać kolejne trzy miesiące. Klientów nie odstraszały nawet wysokie ceny, na które składały się nie tylko koszty transportu, ale także ręczna produkcja w Nowej Zelandii, będącej jednym z najdroższych krajów na świecie. Powoli traciłem nadzieję, że kiedykolwiek posłucham Pliniusa w swoim systemie, jednak w końcu mi się poszczęściło - dorwałem dziada!

Plinius Inspire 880

Wygląd i funkcjonalność

Inspire 880 to jeden z dwóch najnowszych i zarazem najtańszych wzmacniaczy w ofercie nowozelandzkiej firmy. Drugi nazywa się Inspire 980 i różni się od opisywanego modelu tylko obecnością gniazda sieciowego otwierającego użytkownikowi drzwi do muzyki odtwarzanej prosto z sieci. Teoretycznie, bo do tego potrzebny jest nie tylko hardware, ale przede wszystkim dobrze ogarnięty software. Plinius oferuje wprawdzie własną aplikację o nazwie Arataki, jednak po pierwsze jest ona dostępna wyłącznie w wersji na urządzenia z systemem iOS, a po drugie została stworzona głównie z myślą o odtwarzaniu plików z lokalnych zasobów sieciowych. Na pierwszy rzut oka, tablet z przyciskami do sterowania wzmacniaczem i okładkami albumów prezentuje się całkiem nowocześnie, jednak wystarczy zapoznać się ze specyfikacją techniczną, aby dojść do wniosku, że Pliniusowi sporo jeszcze brakuje do liderów streamingowego świata. Zresztą, firma nigdy nie była kojarzona ze źródłami, choć kilka odtwarzaczy płyt kompaktowych i streamerów zdarzyło jej się popełnić. Oferowane obecnie modele Tiki i Toko mogą być uzupełnieniem systemu opartego na wzmacniaczu zintegrowanym lub dzielonym (szczególnie jeśli chodzi o walory wizualne), ale żaden doświadczony audiofil nie będzie miał wątpliwości, że do wygodnego odtwarzania muzyki z sieci potrzebne będzie jeszcze jedno urządzenie. A skoro tak, więcej sensu ma zamontowanie we wzmacniaczu przetwornika z kompletem wejść cyfrowych. Właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w opisywanym modelu.

Inspire 880 to całkiem nowoczesna integra wyposażona w dość niecodzienny zestaw wejść. Do dyspozycji mamy dwa wejścia niezbalansowane (RCA), trzy gniazda cyfrowe (dwa optyczne i jedno USB), a także pojedyncze wejście zbalansowane (XLR) i dedykowane wejście gramofonowe z zaciskiem uziemiającym. To ostatnie obsługuje wprawdzie tylko wkładki MM, ale początkującym, a nawet średnio-zaawansowanym miłośnikom winyli powinno to wystarczyć - przynajmniej do momentu, gdy zdecydują się przesiąść na bardzo poważny gramofon i zewnętrzny phono stage, który będzie można podłączyć do jednego z dwóch wejść liniowych. Poza tym, na tylnym panelu zamontowano oczywiście gniazdo zasilające z włącznikiem i dwupozycyjny przełącznik hebelkowy, dzięki któremu możemy odłączyć masę od obudowy wzmacniacza. Muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka takie wyposażenie w audiofilskim wzmacniaczu zintegrowanym wygląda trochę dziwnie, ale jeśli się nad tym zastanowić, w wielu systemach Inspire 880 da nam praktycznie wszystko, czego moglibyśmy wymagać. Gramofon? Nie ma problemu. Streamer? Jeżeli mamy naprawdę porządne źródło, możemy skorzystać nawet z wejścia zbalansowanego, natomiast jeżeli dopiero budujemy swój zestaw stereo i zależy nam na czymś bardzo prostym, do wejścia USB podłączymy chociażby coś takiego, jak Auralic Aries Mini. Wejścia optyczne możemy wykorzystać do podłączenia telewizora, konsoli lub odtwarzacza Blu-ray. Tak naprawdę, zabrakło mi tu tylko cyfrowego wejścia koaksjalnego i jakiegokolwiek wyjścia, najlepiej w formie pre-outu. Miłośnicy nauszników mogą także narzekać na brak gniazda słuchawkowego, jednak w tym miejscu trzeba zaznaczyć, że audiofilski wzmacniacz nie jest, a nawet nie powinien być urządzeniem od wszystkiego. Obecność przetwornika i przedwzmacniacza gramofonowego chyba w zupełności wystarczy.

Opis celowo zacząłem od tylnej ścianki, bo ten element - mimo ciekawego doboru gniazd, świadczącego o tym, że nowozelandzcy inżynierowie nawiązali kontakt z rzeczywistością - nie przyciąga wzroku tak, jak konstrukcja obudowy i czyste, surowe piękno opisywanego modelu. Zazwyczaj ocena wzornictwa i jakości wykonania danego wzmacniacza sprowadza się do przedniej ścianki, jednak tutaj jest ona tylko jednym ze składników minimalistycznej, industrialnej układanki, która bynajmniej nie kończy się na tej jednej powierzchni. Front testowanego wzmacniacza to solidna, wygięta po bokach płyta wykonana z aluminium o lekko chropowatej fakturze i ostrych krawędziach. Umieszczono na niej tylko dwa przyciski do zmiany źródła dźwięku, kilka diod z opisami poszczególnych wejść, odbiornik podczerwieni i eleganckie, metalowe pokrętło z wyraźnym wycięciem (potencjometr jest oczywiście w pełni analogowy). Najbardziej spodobały mi się jednak boczki wykonane dokładnie w ten sam sposób, a do tego ponacinane i wygięte również w pobliżu tylnej ścianki. Dzięki temu Inspire 880 wygląda niesamowicie efektownie, ale też spójnie. Jego obudowa to coś więcej niż "pudełko zapałek", z ładnym frontem przykręconym do mało interesującego szkieletu zamkniętego nasuwaną od tyłu pokrywą z polakierowanej na czarno blachy. Wspomniane boczki przypominają radiatory i możliwe, że faktycznie pomagają w odprowadzaniu ciepła, jednak przez wycięcia w pokrywie widać, że prawdziwe radiatory znajdują się w środku.

Nie zmienia to faktu, że wzmacniacz prezentuje się fantastycznie. I nie ma w tym nic dziwnego, bowiem za jego wzornictwo odpowiedzialna jest pracowania nowozelandzka pracowania DESIGNsense specjalizująca się w projektowaniu szeroko rozumianego sprzętu elektronicznego i współpracująca z Pliniusem od dłuższego czasu. Aby rzeczywistość odpowiadała odważnym szkicom, wzmacniacz musiał zostać wykonany tak, aby proste krawędzie faktycznie pozostały proste. Wyciągając go z pudełka warto założyć bawełniane rękawiczki lub chwytać wyłącznie za płaskie elementy, o wspomniane wyżej "radiatory" można się dosłownie poharatać. Szkoda, że z tyłu nie zamontowano chociażby płaskiej listewki łączącej wygięte boczki tak, aby wzmacniacz był otoczony aluminiowymi profilami ze wszystkich stron. Utrudniłoby to jednak dostęp do gniazd i demontaż pokrywy, którą utrzymuje na miejscu dziesięć niewielkich śrub. W większości wzmacniaczy za te pieniądze byłaby to podstawa do narzekania, jednak tutaj nawet te srebrne łby dodają całości intrygującego, nowoczesnego wyglądu. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale jeśli chodzi o wzornictwo i jakość wykonania obudowy, Plinius dostaje ode mnie piątkę z plusem. Oglądaliście program "Najbardziej niezwykłe domy świata" na Netflixie? Jeśli nie, polecam. To kolekcja architektonicznych perełek - domów, o jakich większość ludzi może tylko pomarzyć. Plinius Inspire 880 mógłby stanąć w każdym z nich, w najbardziej wyeksponowanym miejscu, i wciąż wyglądałby świetnie. Wbrew pozorom, nie można tego powiedzieć o każdym wzmacniaczu z tego przedziału cenowego.

Skoro już jesteśmy w tym temacie, Inspire 880 kosztuje w Polsce 15990 zł, a jego starszy brat wyposażony w łączność LAN - 18990 zł. Sporo, jednak warto też zauważyć, że w świecie Pliniusa zejście do tak niskiego poziomu to nie lada wyczyn. Zanim modele Inspire 880 i Inspire 980 pojawiły się w katalogu nowozelandzkiej firmy, najtańszą dostępną integrą była wyceniona na 24990 zł Hautonga. Potężny Hiato w wersji podstawowej kosztuje 39990 zł, a za odmianę z wbudowanym przedwzmacniaczem gramofonowym zapłacimy już 45990 zł. I w dalszym ciągu pozostajemy przy integrach, na których świat się przecież nie kończy. Kończy się na flagowym przedwzmacniaczu M-10 i końcówce mocy Reference A-300, za które trzeba zapłacić odpowiednio 58990 i 109990 zł. Wprowadzając modele Inspire, Plinius zszedł na ziemię, utrzymując ceny na akceptowalnym poziomie i zachowując charakterystyczne elementy wypracowane przez firmę na przestrzeni czterdziestu lat. Gdzie znajdziemy oszczędności? Na pierwszy rzut oka nie widać ich w ogóle. Można się co najwyżej przyczepić do zamontowanych na przedniej ściance przycisków, sprawiających wrażenie jakby były niedokręcone (to oczywiście złudzenie, jednak wrażenia dotykowe są takie sobie). Pokrętło jest natomiast świetne i pracuje z przyjemnym, leciutkim oporem. Na wyposażeniu znajdziemy także pilota, który - w porównaniu z ogromnymi, aluminiowymi sztabami dodawanymi do wyższych modeli Pliniusa - jest o wiele przyjemniejszy w obsłudze. Jeszcze niedawno bardzo podobne sterowniki dodawał do swoich wzmacniaczy Mark Levinson.

Wprowadzając modele Inspire, Plinius zszedł na ziemię, utrzymując ceny na akceptowalnym poziomie i zachowując charakterystyczne elementy wypracowane przez firmę na przestrzeni czterdziestu lat. Gdzie znajdziemy oszczędności? Na pierwszy rzut oka nie widać ich w ogóle.

Z istotnych kwestii widzę tu tylko cztery elementy, które Plinius mógłby poprawić małym lub zerowym kosztem. Pierwszym jest przetwornik cyfrowo-analogowy Burr-Browna, który z pewnością nie jest najgorszym tego typu układem, jednak pod względem parametrów zwyczajnie nie ma startu do najnowszych kości, jakie można znaleźć już nawet w DAC-ach za 2000-3000 zł. Widać, że na źródłach Plinius po prostu się nie zna, a przetwornik zastosowany w testowanym wzmacniaczu powinien roboczo nazywać się nie "tiki" i nie "toko", tylko "jako tako". Dla większości użytkowników nie powinien to być jednak żaden problem, bo gniazda cyfrowe pełnią tu funkcję pomocniczą - na wypadek gdybyśmy chcieli bezpośrednio do wzmacniacza podłączyć telewizor, albo z braku środków musieli przez jakiś czas wykorzystać w roli źródła służbowego laptopa. Drugim słabym punktem są terminale głośnikowe, wyglądające jakby zostały wymontowane z któregoś ze starszych modeli Audiolaba. Może nie są koszmarne, ale w tej cenie producent powinien postarać się bardziej. Wystarczyło sięgnąć po popularne, stosowane nawet w niektórych niedrogich kolumnach "odpowiedniki" gniazd WBT, a tylna ścianka wzmacniacza prezentowałaby się o wiele lepiej. Trzeci mankament to bardzo jasne, białe diody informujące o aktywnym wejściu. Rzadko kiedy zwracam uwagę na ten element, ale tutaj Nowozelandczycy ewidentnie przesadzili. Może w świetle studyjnych lamp aż tak tego nie widać, ale podczas wieczornego odsłuchu wygląda to jakby ktoś schował się pod wzmacniaczem, wyciągnął smartfon i robił nam zdjęcie z fleszem. Czwartym minusem jest natomiast brak możliwości przełączenia wzmacniacza w tryb standby bez użycia pilota. Wydawało mi się, że wystarczy na przykład dłużej przytrzymać jeden z dwóch przycisków służących do wyboru źródła lub nacisnąć je naraz, ale nie - tej funkcji po prostu nie przewidziano. Żadna z tych rzeczy nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z pięknym, świetnie wykonanym urządzeniem, którego rodowód pozwala oczekiwać brzmienia na wysokim poziomie, a ekskluzywność sama w sobie stanowi nie lada atrakcję dla koneserów audiofilskiej aparatury. Czas sprawdzić jak najnowsza i zarazem najtańsza integra Pliniusa poradzi sobie w teście odsłuchowym.

Plinius Inspire 880

Brzmienie

Choć nie mam okazji słuchać urządzeń nowozelandzkiej firmy raz na kilka miesięcy, każde takie spotkanie zapamiętałem bardzo dobrze. No, może poza odtwarzaczem CD-101, który wylądował u mnie gościnnie wiele, wiele lat temu i choć prezentował się oszałamiająco, transport hałasował tak, że dało się o tym zapomnieć tylko przy wysokich poziomach głośności. Uznałem, że specjaliści od wzmacniaczy zwyczajnie nie powinni brać się za źródła i po kilku dniach zwróciłem ten egzotyczny kompakt dystrybutorowi. Nie zraziłem się ani trochę, bowiem miałem w pamięci odsłuchy hi-endowych przedwzmacniaczy i potężnych końcówek mocy Pliniusa, które grzały się jak piec kaflowy przed Wigilią, ale prezentowały cudownie naturalny, spójny, muzykalny i duży dźwięk. W podobny ton, choć oczywiście w trochę innej skali, uderzały integry 9100 i 9200. Niektórzy uważali, że ich brzmienie jest zbyt ciemne i niepotrzebnie skręca w stronę lampowego ciepła, jednak dla mnie była to kwintesencja tranzystorowego piecyka, który potrafi zagrać dynamicznie i potężnie, a mimo to pamięta o barwie, plastyczności, stereofonii i mikrodynamice. W nietrafionej konfiguracji integry i dzielonki Pliniusa mogły wypaść zbyt grzecznie, za to z właściwymi kolumnami wciągały w słuchanie na długie godziny.

Nie ukrywam, że w brzmieniu opisywanego wzmacniacza szukałem właśnie czegoś takiego. Spodziewałem się dźwięku mocnego i bez dwóch zdań tranzystorowego, ale też nasyconego, płynnego i kierującego się raczej w stronę analogowej muzykalności niż studyjnego chłodu. I co? Okazało się, że choć można tu zauważyć pewne elementy firmowego grania, to wciąganie bohatera naszego testu do kategorii "lampowych tranzystorów" byłoby z mojej strony zwyczajnym naciąganiem rzeczywistości pod swoje oczekiwania i wspomnienia. Od pierwszych minut odsłuchu wiedziałem, że mam do czynienia ze wzmacniaczem stawiającym raczej na szeroko pojętą neutralność. Nie zaprzeczam, że w jego brzmieniu wciąż kryje się odrobina przyjemnego ciepła, jednak gdybym nie miał pojęcia, że stoi przede mną wzmacniacz Pliniusa, z pewnością nie byłaby to pierwsza rzecz, na którą zwróciłbym uwagę. Inspire 880 na pierwszym miejscu stawia prawidłową równowagę tonalną i to, co wielu audiofilów nazywa przezroczystością lub zgodnością dźwięku z oryginałem. Nie lubię używać takich terminów, bowiem automatycznie ciągną się za nimi pytania natury filozoficznej - czym tak naprawdę jest ów oryginał (szczególnie trudne do ustalenia jeśli słuchamy muzyki elektronicznej), jaki wpływ na nasze postrzeganie dźwięku mają inne elementy toru i akustyka pomieszczenia odsłuchowego (żaden sprzęt nie gra sam) a przede wszystkim - dlaczego niby mielibyśmy ślepo podążać za tym nieuchwytnym ideałem, omijając urządzenia, które po prostu nam się podobają. Tak czy inaczej, Inspire 880 to bardzo wszechstronna, uniwersalna bestia. Jeden z tych wzmacniaczy, z którymi zbudujemy wysokiej klasy system - bez względu na to, czy dobierzemy do niego kolumny o brzmieniu dynamicznym, przejrzystym i konkretnym, czy też pójdziemy w stronę przyjemnej barwy, gęstości i łagodności.

Podstawowa integra w ofercie nowozelandzkiej firmy nie jest urządzeniem pozbawionym własnego charakteru, jednak zawartość "dodatków" w jego brzmieniu, szczególnie w stosunku do tak zwanego całokształtu, jest właściwie nieistotna. Dostajemy dynamiczny, równy, rozdzielczy i rzetelnie odwzorowany dźwięk, który sprawdza się w każdym repertuarze. Jest to moim zdaniem jedna z najważniejszych zalet Pliniusa. O ile bowiem pierwszego dnia testu dałem sobie czas na oswojenie się z nowym klockiem i potraktowanie go serią utworów, które znam jak własną kieszeń, o tyle kilka kolejnych dni spędziłem na słuchaniu najróżniejszej muzyki, w tym premierowych albumów, które zaproponował mi Roon. Szybko nauczyłem się, że Pliniusowi można zaufać. Nie jest to wzmacniacz, który na jednym albumie wzbija się na wyżyny swoich możliwości, a na innym natychmiast zaczyna grymasić, lamentować i grać tak słabo, jakby chciał zrobić nam na złość. On po prostu robi swoje, a do tego jest bardzo stały w uczuciach. Tak samo mają się sprawy ze sprzętem towarzyszącym. Osiemdziesiąt watów na kanał to rozsądna moc. Inspire 880 nie jest ani bestią, która potrafi rozerwać membrany na strzępy i wysłać pełnopasmowe elektrostaty w kosmos, ale z większością kolumn ze średniej i wyższej półki powinien nawiązać współpracę bez najmniejszych problemów. Spodziewałbym się nawet, że ostateczny efekt będzie w największym stopniu zależał właśnie od nich. Inspire 880 nie jest ani ospałym, kluchowatym wzmacniaczem, do którego trzeba podłączyć zestawy o żwawym, lekkim i przejrzystym brzmieniu, ani suchym, bezdusznym tranzystorowcem, który nie wie co to barwa czy muzykalność.

Myślę, że nawet bez zagłębiania się w szczegóły widać już z jakim urządzeniem mamy do czynienia. Plinius Inspire 880 to bardzo atrakcyjna propozycja dla audiofilów dążących do uzyskania doskonale zrównoważonego, neutralnego i przezroczystego dźwięku (no, z małym zabezpieczeniem w postaci leciutkiego ocieplenia i zmiękczenia), ale też pewny strzał dla każdego melomana, który nie jest jeszcze do końca pewny w którą stronę chciałby pójść przy wyborze pozostałych elementów systemu stereo. Dotyczy to nie tylko brzmienia, ale także wyposażenia. Zarówno o wbudowanym przetworniku, jak i przedwzmacniaczu gramofonowym mogę powiedzieć tylko jedno - jest w porządku. Na początek wystarczy. Producentowi na pewno nie zależało na stworzeniu wrażenia, że oto kupujemy trzy urządzenia w jednej obudowie. Teoretycznie tak, ale chodziło raczej o to, aby klientom zastanawiającym się nad zakupem gramofonu lub streamera zostawić do tej zabawy otwarte drzwi. Może dla niektórych będzie to zaskakujące, ale Inspire 880 jest pod wieloma względami idealnym wzmacniaczem dla... Początkujących audiofilów, którzy mogą sobie pozwolić na to, aby wystartować z dość wysokiego pułapu. Świadczy o tym nie tylko pozycja opisywanego modelu w katalogu Pliniusa, ale także jego uniwersalne, łatwo przyswajalne brzmienie oraz wyposażenie. Na tylnej ściance wszystkiego jest po trochu. Zadowoleni będą więc zarówno doświadczeni użytkownicy, którzy skorzystają z XLR-ów do podłączenia wysokiej klasy odtwarzacza, jak i klienci, którzy celowo zainwestują więcej we wzmacniacz, aby najpierw podłączyć do niego komputer, mały transport cyfrowy lub dobry gramofon z wkładką MM, a następnie - jeżeli poczują potrzebę wejścia na wyższy poziom - będą szukali źródła z prawdziwego zdarzenia.

Inspire 880 to bardzo atrakcyjna propozycja dla audiofilów dążących do uzyskania doskonale zrównoważonego, neutralnego i przezroczystego dźwięku, ale też pewny strzał dla każdego melomana, który nie jest jeszcze do końca pewny w którą stronę chciałby pójść przy wyborze pozostałych elementów systemu stereo.

Minusy? Przede wszystkim, przed krytycznym odsłuchem warto zafundować nowozelandzkiemu wzmacniaczowi solidną rozgrzewkę. W pierwszych minutach po wybudzeniu integry z trybu czuwania jej brzmienie jest mało nasycone i lekko rozmyte. Brakuje wypełnienia w środku pasma i w centrum sceny stereofonicznej, a niskie tony mają wyraźnie zaokrąglone kontury. Po piętnastu minutach dźwięk nabiera właściwych kształtów, wokale stają się wyraźniejsze, a i góra pasma zaczyna iskrzyć się detalami. Szczerze mówiąc, po kilku takich próbach zacząłem się zastanawiać czy brak możliwości przełączenia wzmacniacza w tryb czuwania bez użycia pilota nie jest przypadkiem celowym zabiegiem. Co poza tym? No cóż, tak naprawdę nie ma się tu za bardzo do czego przyczepić. Po pewnym czasie zaczynamy tylko nabierać ochoty na więcej. Inspire 880 pozostaje jednak niewzruszony, dając nam do zrozumienia, że w żadnej sytuacji nas nie zawiedzie, ale jeżeli chcielibyśmy wzbić się jeszcze wyżej, czeka na nas większa, ponad dwa razy mocniejsza Hautonga, a to już dużo większy wydatek. Inspire 880 nie wydrenuje naszego portfela aż tak skutecznie, jednak czy jego zakup w ogóle ma sens? Moim zdaniem tak, a już w szczególności w jednym z dwóch przypadków - jeśli potrzebujemy neutralnego, uniwersalnego wzmacniacza, na którym można polegać lub jeśli planujemy wykorzystać przynajmniej jeden wbudowany dodatek - przetwornik cyfrowo-analogowy lub przedwzmacniacz gramofonowy.

Plinius Inspire 880

Budowa i parametry

Plinius Inspire 880 to wzmacniacz zintegrowany dysponujący mocą 80 W na kanał przy 8 Ω. Aby urządzenie mogło dawać użytkownikowi możliwość słuchania muzyki z różnych źródeł, wyposażono je zarówno w klasyczne wejścia analogowe, jak i wbudowany przetwornik z trzema wejściami cyfrowymi, a także wejście gramofonowe współpracujące z wkładkami typu MM (Moving Magnet). Jak przeczytamy na stronie producenta, asynchroniczne połączenie USB umożliwia bezpośrednie przesyłanie strumieniowe z komputera osobistego lub innego urządzenia multimedialnego. Jeżeli chcielibyśmy pominąć to ogniwo, możemy wybrać droższy model Inspire 980 wyposażony w łączność sieciową - przewodową i bezprzewodową. Zastosowany DAC nie jest może najnowocześniejszym układem tego typu, ale poradzi sobie z sygnałami cyfrowymi w jakości do 24 bit/192 kHz. Ciekawostką jest przełącznik pozwalający na odizolowanie masy sygnałowej od obudowy. Jak twierdzi producent, może to pomóc w rozwiązaniu niepożądanych pętli masy lub szumów spowodowanych zduplikowanymi ścieżkami masy w niektórych systemach. Wewnątrz widać, że nowozelandzcy inżynierowie wykorzystali dostępną przestrzeń niemal do ostatniego milimetra. Układ wzmacniacza zmontowano na dużej płytce drukowanej, w której wykonano tylko trzy wycięcia - na umieszczony w pobliżu przedniej ścianki transformator toroidalny i dwa aluminiowe radiatory czające się po bokach. Na osobnych płytkach zamontowano moduły przetwornika i przedwzmacniacza gramofonowego. Niewykluczone, że w przyszłości zostaną one poddane modyfikacjom, a dotychczasowi klienci będą mogli wykonać upgrade swojego wzmacniacza. Na razie jednak nic mi o tym nie wiadomo. Jakość użytych komponentów nie budzi większych zastrzeżeń (audiofile z pewnością zauważą transformator Noratela, potencjometr ALPS-a czy kondensatory Nichicona), ale nie jest to jeszcze poziom ekstremalnego hi-endu, z ociekającymi złotem płytkami drukowanymi i rezystorami z gwiezdnego pyłu.

Werdykt

W życiu warto czasami zboczyć z wydeptanej ścieżki i dać sobie szansę na odkrycie czegoś, co wielu ludzi omija, bo... No właśnie, co? Bo znaczek na przedniej ściance nie taki? Bo takiego sprzętu nie można zobaczyć i posłuchać w każdym sklepie? Bo żaden z naszych znajomych go nie ma? Dla niektórych ludzi to wręcz dodatkowa zachęta, aby spróbować i utrzeć nosa tym, którzy uważają się za wielkich znawców, a tak naprawdę kupują tylko sprawdzone urządzenia obsypane nagrodami, często nie wiedząc nawet co ominęli. 15990 zł to sporo pieniędzy. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że w zamian dostajemy kompaktowy wzmacniacz, który wprawdzie prezentuje się rewelacyjnie, ale nie ma żadnych wodotrysków, a za podobne pieniądze możemy kupić takie integry, jak ATC SIA2-100, Unison Research Triode 25, Gato Audio DIA-400S, Primare I25 Prisma, Pathos Classic Remix, Copland CTA 405-A czy Hegel H190. Każdy z nich to ciekawy, wartościowy wzmacniacz, z którym na pewno też nie będziemy się nudzili i nie pożałujemy swojej decyzji. Mimo to, Pliniusa słuchało mi się świetnie, i kropka. To jeden z tych wzmacniaczy, które wielu, wielu audiofilom mógłbym polecić w ciemno. Jeżeli więc kierujecie się przede wszystkim brzmieniem, a nie marką lub stosunkiem masy lub mocy do ceny, przygarnijcie go na odsłuch. Gwarantuję, że nie będzie to strata czasu.

Plinius Inspire 880

Dane techniczne

Moc: 2 x 80 W/8 Ω
Wejścia analogowe: 2 x RCA, 1 x XLR, 1 x phono (MM)
Wejścia cyfrowe: 2 x optyczne, 1 x USB
Przetwornik: 24-bitowy
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz (+/- 0,2 dB)
Zniekształcenia (THD): < 0,05%
Stosunek sygnał/szum: > 90 dB
Wymiary (W/S/G): 7,2/45/35cm
Masa: 10 kg
Cena: 15990 zł

Konfiguracja

Audiovector QR5, Focal Kanta Nº 1, Auralic Vega G1, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Cardas Clear Reflection, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Light, Enerr Tablette 6S, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczył salon Audio Forte. W artykule wykorzystano zdjęcia wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy6


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Audio Video Show 2020

Audio Video Show 2020

Każdego roku o tej porze polscy audiofile obchodzą swoje święto - wydarzenie, którego miłośnik grającej aparatury zwyczajnie nie może przeoczyć. Jestem przyzwyczajony, że zwykle o tej wystawie rozmawia się już od września. W październiku przygotowania rozkręcają się na całego. Do końca miesiąca trzeba mieć opracowany plan zwiedzania - kompletną rozpiskę...

Karol Zieleźnik - Hi-Fi Studio

Karol Zieleźnik - Hi-Fi Studio

Bohaterami naszych wywiadów są najczęściej muzycy lub konstruktorzy sprzętu audio - zestawów głośnikowych, wzmacniaczy, gramofonów, a nawet słuchawek. Z dystrybutorami i dealerami rozmawiamy znacznie rzadziej, jednak z punktu widzenia klienta - melomana chcącego kupić swój pierwszy zestaw hi-fi lub ulepszyć ten, który cieszy ich od wielu lat - są to...

David Nauber - Classé

David Nauber - Classé

Nikogo nie powinno dziwić, że najbardziej rozpoznawalne marki w świecie sprzętu audio są zwykle tymi, które mogą wyznaczać trendy i koncentrować na sobie uwagę audiofilskiego środowiska, a czasami szokować oryginalnymi pomysłami lub produktami lepszymi i droższymi niż wszystko, co widzieliśmy wcześniej. Istnieje jednak jeszcze jedna grupa firm, które robią to...

Sunny Chang - Soundgil

Sunny Chang - Soundgil

Soundgil to jedna z firm, które skupiają się na jednej, jedynej rzeczy, ale robią ją wyjątkowo dobrze. W tym przypadku mówimy o kompaktowych zestawach głośnikowych będących w istocie miniaturowymi odpowiednikami hi-endowego systemu stereo. Jak na maleńkie, aktywne kolumienki, są projektowane i budowane w całkowicie bezkompromisowy sposób. Ich konstruktorzy chcieli skopiować...

Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby ta skromna, rodzinna manufaktura założona w 1979 roku stała się u nas jednym z ważniejszych graczy zaraz po transformacji ustrojowej, kiedy to głodni nowości i ciekawi...

Nowe testy

Poprzedni Następny
JBL Quantum One

JBL Quantum One

Słuchawki dla graczy to ciekawy temat, którego w świecie miłośników sprzętu audio praktycznie się nie dotyka. Dlaczego? Prawdopodobnie chodzi o to, że jest to sprzęt zbudowany w bardzo konkretnym celu,...

Leak Stereo 130 + CDT

Leak Stereo 130 + CDT

Każda firma specjalizująca się w produkcji wysokiej klasy sprzętu grającego lubi od czasu do czasu pochwalić się swoją historią. Wszystko jedno czy mamy do czynienia ze skromną manufakturą założoną piętnaście...

Sennheiser HD 560 S

Sennheiser HD 560 S

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w ostatnich latach Sennheiser trochę skacze z tematu na temat. Ale czy to dziwne? Firma będąca jednym z największych graczy na rynku słuchawek i mikrofonów...

Bannery boczne

Komentarze

Tomasz
Kupiłem Sennheisery Momentum 3 kilka dni temu. Porównywałem sobie do dobrze ocenianych ATH-M50XBT. Cholera - było trudno, bo tańsze ATH nie są takie znowu spekt...
Robert
@Jacek - Na aaledrogo są do kupienia w cenie od 550 do 580 zł, oczywiście chińskie podróby, bez gwarancji...
Michał
To jest po prostu Quad Vena w innej obudowie.
Sławomir
Tak sobie słucham i fajne, ale powinno nazywać się Riverside.
Jarek
Ja mam z kolei trochę inne myśli. Otóż kiedy przeglądam oferty krajowych producentów kolumn, którzy monitory oferują prawie wyłącznie z tylnym bass-reflexem, to...

Płyty

Newsy

Soul Note D-2

Soul Note D-2

Japońska firma Soul Note wprowadza do swojej oferty dość bezkompromisowy przetwornik cyfrowo-analogowy D-2. Producent zapewnia, że każdy detal tego urządzenia...

Tech Corner

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Wielu audiofilów, a także niektórych ludzi mających niewielkie pojęcie na temat sprzętu stereo, fascynuje temat kabli używanych do łączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem, wzmacniacza z odtwarzaczem, a nawet tych odpowiadających za dostarczenie prądu do naszych urządzeń. Zanim jednak zagłębimy się w dywagacje na temat wyższości srebra nad miedzią czy sensu...

Prezentacje

Najeźdźca z północy - Hegel

Najeźdźca z północy - Hegel

Wydawałoby się, że w bardzo gęstej branży audio kompletnie nie ma już miejsca dla nowych graczy. Że wszystkie stołki obsadzone są sztywno, bez szans na zmiany. A jednak od czasu do czasu pojawiają się firmy, które potrafią zaintrygować i porwać audiofilów, odbierając klientów starym wyjadaczom. Jednym z producentów, który wkroczył...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Karol Zieleźnik - Hi-Fi Studio

Karol Zieleźnik - Hi-Fi Studio

Bohaterami naszych wywiadów są najczęściej muzycy lub konstruktorzy sprzętu audio - zestawów głośnikowych, wzmacniaczy, gramofonów, a nawet słuchawek. Z dystrybutorami...

Popularne artykuły

Vintage

Philips CD 100

Philips CD 100

Pamiętacie, jak pisałem o Sony CDP-101, pierwszym odtwarzaczu płyt kompaktowych na świecie? Wspomniałem wtedy, że Philips spóźnił się z premierą...

Słownik

Poprzedni Następny

DLNA

Wykorzystawany przez coraz większą liczbę producentów protokół umożliwiający współdzielenie zasobów multimedialnych w ramach wewnętrznej, lokalnej sieci bezprzewodowej WiFi. Każde urządznie wyposażone w standard DLNA może stać się swoistym serwerem, który...

Cytaty

TheodorFontane.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.