Bannery górne

A+ A A-

Audia Flight Three S

Audia Flight Three S

Audia Flight to w naszym kraju zupełna nowość. Marka może być jednak kojarzona przez bywalców międzynarodowych wystaw i audiofilów śledzących zagraniczne portale, a jeśli coś komuś w tym momencie zaświta w głowie, skojarzenia będą prowadziły prawdopodobnie w kierunku ekstremalnego hi-endu. Największą grupę w katalogu stanowią bowiem urządzenia z serii Classic i potężne dzielonki z serii Strumento. To potężne piece, z których większy dysponuje mocą 500 W na kanał przy ośmiu omach i waży dokładnie 95 kg. Zwykle to właśnie te flagowe konstrukcje są prezentowane na dużych wystawach, jednak oferta włoskiej firmy to nie tylko monstrualne wzmacniacze zdolne napędzić najbardziej wymagające kolumny. W serii classic znajdziemy przedwzmacniacz i phono stage, trzy końcówki mocy, dwa odtwarzacze płyt kompaktowych i dwa wzmacniacze zintegrowane. Ceny wciąż wysokie, choć nawet na zdjęciach widać, że jakość wykonania także. Na szczęście w menu jest coś jeszcze - system Three mający konkurować z popularnymi klockami klasy średniej i wyższej. Do naszego testu trafiła najnowsza wersja podstawowego wzmacniacza zintegrowanego - model Three S.

Ponieważ informacji na temat recenzowanych urządzeń zwykle szukam u samego źródła, odwiedziłem stronę producenta i znalazłem tam opis poprzedniego modelu. Czyżby dostarczona do naszej redakcji integra była tak świeżutka, że nawet włoska firma nie zdążyła zamieścić jej na swojej witrynie? Krótkie śledztwo wykazało, że nie - Three S jest już produkowany w obecnej formie co najmniej od kilku miesięcy, zdążył pojawić się na kilku portalach, a także w sklepach. Zresztą to właśnie jeden z nich - gdański Premium Sound - dostarczył nam swój egzemplarz do testu. Chcąc zamiast tego zaprezentować w kilku zdaniach filozofię włoskiej marki, znów odwiedziłem jej stronę, ale zakładka o firmie jest pusta - podobno w przygotowaniu. Znalazłem natomiast link do witryny polskiego dystrybutora, więc już się ucieszyłem, że znajdę jakieś informacje po polsku. Niestety, ta strona również jest jeszcze w budowie. Cóż, pozostaje więc albo opierać się na innych źródłach, albo wziąć się do roboty, otworzyć karton i sprawdzić, co w trawie piszczy.

Audia Flight Three S

Wygląd i funkcjonalność

Pierwszy bardzo dobry sygnał to masa wspomnianego opakowania - karton miał raczej standardowe gabaryty, ale za to był pioruńsko ciężki. Jak się okazało, nie była to zasługa zabezpieczeń czy akcesoriów, ale samego wzmacniacza. Nie dajcie się zmylić standardowym wymiarom obudowy i przyjemnej stylistyce włoskiego wzmacniacza - Three S to porządny kawał żelastwa. Audiofile kupujący sprzęt na wagę będą zachwyceni jeszcze przed przystąpieniem do odsłuchu, a jeśli mam być szczery, dla mnie również jest to pierwszy mały plus. Mimo postępującego rozwoju układów cyfrowych i istnienia urządzeń tak udanych, jak T+A Power Plant Balanced czy flagowa seria Primare, wciąż podświadomie preferuję piece wykonane w klasycznej technologii - tranzystorowej lub lampowej, z rządkiem przycisków i dużą gałą z przodu. Three S wygląda dokładnie tak, a jedynym akcentem wzorniczym jest łukowaty profil na przednim panelu, mieszczący wewnątrz niebieski wyświetlacz. Jego zadaniem jest informowanie użytkownika o aktywnym wejściu lub innych funkcjach takich, jak na przykład szybkie wyciszenie. Nie ma natomiast poziomu głośności, bo regulacja jest analogowa. Ciekawe.

Jakość wykonania wzmacniacza nie pozostawia pola do krytyki. Przedni panel to gruby płat aluminium, przyciski osadzono w precyzyjnie wyfrezowanych wyżłobieniach, natomiast reszta obudowy kryje się pod pokrywą z grubej blachy stalowej, z dwoma symetrycznymi rzędami otworów wentylacyjnych. Przyciski pod wyświetlaczem obsługują najważniejsze funkcje takie, jak tryb czuwania (główny włącznik znajduje się z tyłu), wybór wejścia, wyciszenie czy odłączenie wyjść głośnikowych. To może się przydać ponieważ do dyspozycji mamy duże gniazdo słuchawkowe, podobno nie dla ozdoby - wewnątrz ma się kryć całkiem poważny preamp zdolny obsłużyć nawet audiofilskie nauszniki. A w przypadku odsłuchu przez słuchawki, odłączenie głośników może się przydać.

Z tyłu znajdziemy pięć wejść niezbalansowanych i jedno zbalansowane, do tego wyjście do nagrywania, wyjście z przedwzmacniacza, pojedyncze terminale głośnikowe i trójbolcową sieciówkę. Czyli klasyczny, porządny wzmacniacz zintegrowany bez zbędnych dodatków? Otóż nie - producent przewidział możliwość wyposażenia urządzenia w dwa dodatkowe moduły, w miejsce zaślepek widocznych po lewej stronie, obok pierwszego wejścia RCA oraz tuż za gniazdami głośnikowymi. Pierwsza opcja to przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM/MC z rozbudowanym układem zmiany obciążenia, natomiast druga to przetwornik cyfrowo-analogowy z wejściem USB typu B. Phono stage kosztuje 1200 zł, a za moduł DAC-a zapłacimy dodatkowo 1500 zł. Obie opcje wydają się kuszące, szczególnie biorąc pod uwagę to, że obie pozwalają nam w prosty sposób podłączyć do wzmacniacza kolejne źródło - gramofon lub komputer. Z jednej strony fajne i funkcjonalne rozwiązanie, a kto nie jest zainteresowany - może wybrać wersję podstawową i podłączyć do integry na przykład swój ulubiony odtwarzacz CD. Domyślam się, że zwolennicy słuchania czarnych płyt lub plików i tak będą chcieli raczej wykorzystać coś porządniejszego, niż opcjonalna karta w cenie przyzwoitej sieciówki. Mamy przecież do czynienia z integrą za niecałe dwanaście tysięcy złotych, więc partnera dla niej powinniśmy szukać wśród odtwarzaczy, streamerów i DAC-ów za podobne pieniądze. Podejrzewam, że właśnie z tego powodu do testu został dostarczony egzemplarz bez tych dodatków. Niby szkoda, że nie mogliśmy sprawdzić ich możliwości, ale prawdopodobnie również wyszłoby nam tyle, że lepiej odłożyć te pieniądze do szuflady i zbierać na poważny przetwornik lub przedwzmacniacz gramofonowy.

Co najbardziej spodobało mi się w Three S? Przede wszystkim - pilot. Wiem, że to mało ważny bibelot, ale ten jest naprawdę śliczny i funkcjonalny. Metalowy sterownik otrzymujemy w osobnym pudełeczku, ze śrubokrętem który może się przydać kiedy baterie się wyczerpią. Po drugie, wzmacniacz prezentuje się bardzo solidnie. Nawet funkcje takie, jak wyciszenie są zrealizowane elegancko, a nie po chamsku - urządzenie szybciutko, ale płynnie schodzi z głośnością do zera. Wchodząc do menu można nawet zmienić nazwy poszczególnych wejść, co w niektórych sytuacjach może się przydać. Żona albo kolega nie musi przecież wiedzieć, że gramofon mamy na jedynce, odtwarzacz płyt kompaktowych na dwójce, a komputer na trójce. Minusy? Wiem, że to bardzo indywidualna sprawa, ale nie przemawia do mnie wzornictwo. Obudowa jest trochę toporna, a falka na froncie wygląda trochę tak, jakby projektant musiał coś zdziałać na siłę. Jeżeli słyszeliście kiedyś Niemca próbującego udowodnić, że ma poczucie humoru - to jest mniej więcej to. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybyśmy mieli do czynienia z niemieckim wzmacniaczem, ale Three S to podobno stuprocentowy Włoch, a tam powstają przecież takie cudeńka, jak wzmacniacze Unisona i Pathosa, kolumny Sonusa i Albedo czy chociażby gramofony Gold Note'a. Tutaj jakoś nie widzę tego dizajnerskiego polotu i finezji.

Audia Flight Three S

Brzmienie

Podczas wygrzewania Three S został podpięty do kolumn Atohm Sirocco 2-0, jednak ponieważ zarówno one, jak i włoski wzmacniacz pracowały już w sklepach, z których trafiły do naszej redakcji, nie pieściłem się zbytnio z tą grą wstępną i po nastawieniu systemu na kilka godzin spokojnej pracy, przystąpiłem do pierwszego odsłuchu. Przyniósł on dwie wiadomości, które w pierwszej chwili mogą się wydać dziwne lub wręcz sprzeczne. Pierwsza była taka, że włoska integra szybko rozwinęła skrzydła - nie trzeba było jej długo prosić aby pokazała muskuły i zaczęła rządzić systemem. Już po kilku utworach było wiadomo, że w tej czarnej skrzynce drzemie prawdziwy diabeł. Druga wiadomość była natomiast taka, że Atohmy jednak niespecjalnie spodobały się Audii lub odwrotnie. Choć niektórym się podobało, moim zdaniem nie było to idealne połączenie. Dźwięk miał niewystarczające oparcie w dole pasma, chwilami był zbyt ostry, a równowaga tonalna była przesunięta w stronę wysokich tonów. Daleki jestem od obwiniania któregokolwiek z tych dwóch komponentów za ten stan rzeczy. Nie każdy klocek musi lubić się ze wszystkim - zabawa w hi-fi polega przecież na szukaniu jak najlepszych połączeń, a żadnego doświadczonego audiofila nie dziwi to, że na sto wykonanych prób otrzymamy dwadzieścia systemów nudnych, siedemdziesiąt poprawnych, pięć nieudanych i pięć cudownie synergicznych. Zestawienie Three S z Sirocco 2-0 nie było może nieudane, ale ja postanowiłem szukać dalej.

Pierwszym strzałem do dalszych odsłuchów były kolumny Pylon Audio Sapphire 31 StereoLife Edition. Wybór może lekko zaskakujący z uwagi na cenę polskich zestawów, ale ja oczywiście znam je tak dobrze, że piętnaście minut odsłuchu od razu powiedziało mi więcej o brzmieniu Three S, niż godzina z Atohmami, których jeszcze dobrze nie znam. Powiem krótko - z Sapphire'ów 31 SLE włoski wzmacniacz wyciągnął chyba wszystko, co się da. Trzykrotna różnica w cenie sprawia, że trudno traktować takie zestawienie jako optymalne, a jednak szybko stało się jasne, że będzie bardzo ciekawie. Dawno nie słyszałem aby jakiś wzmacniacz tak bezbłędnie kontrolował bas dużych Pylonów. Choć uważam te kolumny za jedne z najciekawszych propozycji w swojej cenie, jestem w pełni świadomy ich charakteru - mimo poprawy w stosunku do bazowej wersji, wciąż mają dół jak dzwon, grają efektownie i z potężnym wykopem. Z włoską integrą, pasmo w zakresie niskich i średnich tonów całkowicie się wyrównało, a bas przyspieszył tak, że nie było słychać najmniejszych śladów doładowania. A przecież leciutkie podbicie dolnych rejestrów powinno gdzieś tam być, bo te kolumny po prostu tak mają. Ale nic z tego - było równiutko, pięknie i naturalnie. Jeśli chodzi o wysokie tony - tutaj wszystko grało tak, jak powinno - z delikatnym rozjaśnieniem, mnóstwem detali i wciągającą przestrzenią. Nie wiem w jaki sposób Audii się to udało i na tym etapie jeszcze nie podejmowałem się tego orzekać, ale nie zawaham się powiedzieć, że jeszcze nie słyszałem Sapphire'ów 31 SLE w takim wydaniu. A nasłuchałem się ich jak mało kto.

Po tych eksperymentach przyszedł czas na kolejną próbę, do której postanowiłem wykorzystać kilka par kolumn cenowo i jakościowo odpowiadających opisywanemu wzmacniaczowi. Wśród nich znalazły się Albedo HL 2.2, T+A Criterion TCD 210 S i Dynaudio Excite X36. Wnioski z tych odsłuchów tylko potwierdziły to, do czego doszedłem wcześniej - Three S to muzyczne zwierzę łączące ze sobą pozornie sprzeczne światy. Jeden to świat potężnych, dynamicznych tranzystorowców z bezwzględną kontrolą basu, natomiast drugi to typowo ciepła strona mocy, przywodząca na myśl typowo szkołę brzmienia. Ciekawa, ale też bardzo pociągająca mieszanka. Na pewno zgodzą się ze mną wszyscy audiofile, którzy spędzili już wiele czasu na poszukiwaniu wzmacniacza, który ładuje, ale nie jest kliniczny. Takiego, który potrafi dać trochę przyjemnego ciepła w zakresie średnich tonów, doładować i wypchnąć wokale, ale bez zamulania. Włosi stworzyli wzmacniacz niecodzienny, a przy wyborze kolumn i pozostałych elementów toru musimy przede wszystkim określić ile ciepła ostatecznie nam potrzeba. Jeśli lubicie przyjemne, osłodzone i bliskie brzmienie, możecie nawet podejść do tego wzmacniacza z kolumnami w stylu Dynaudio i nic złego się nie stanie. Jeżeli natomiast lubicie coś bardziej konkretnego, wybierzcie coś w rodzaju Albedo HL 2.2 i cieszcie się świetną dynamiką, przejrzystością i atomowym, kopiącym w brzuch basem. Jedno jest pewne - w zakresie niskich tonów nic raczej nie ma prawa się poluzować. Chyba, że sięgniecie po jakieś wyjątkowo nieudane głośniki, ale trzeba się będzie naprawdę postarać aby bas zaczął się rozlewać.

Co do przestrzeni, obserwacje ze wszystkimi wykorzystanymi w teście kolumnami były takie same - bardzo szeroka i dobrze poukładana, ale trochę płaska scena, rozciągająca się zazwyczaj od linii łączącej głośniki do przodu, w kierunku słuchacza. Fajna sprawa dla tych, którzy nie lubią wybitnie trójwymiarowego brzmienia i wolą raczej mieć wszystko na wyciągnięcie ręki. Audia sprytnie wykorzystuje szerokość budowanej sceny stereofonicznej, pozwalając na precyzyjne określenie pozycji poszczególnych instrumentów. Taki kształt i organizacja przestrzeni w pewnym sensie przypomina to, co oferują dobre monitory studyjne - nie jest to suchego przestwór oceanu, ale bliski plan pozwala skupić się na tym, co najważniejsze. Jeżeli natomiast lubicie wpatrywać się w dalsze plany z perspektywy dalszych rzędów, to nie ten świat. Pod względem głębi Power Plant Balanced pobił Audię dotkliwie.

Jeżeli miałbym na coś narzekać, jedno słowo - spójność. Cała ta tranzystorowo-lampowa mikstura jest oczywiście bardzo kusząca, ale włoscy inżynierowie osiągnęli to poprzez wyraźny podział obowiązków. Audia nie łączy cech mocnego tranzystora i romantycznej lampy na całej szerokości pasma. Bas jest ewidentnie tranzystorowy, średnica - bardziej lampowa. Góra? Moim zdaniem bardziej tranzystorowa, lekko rozjaśniona, ale też wykończona w bardzo elegancki sposób. Efekt przypomina trochę brzmienie kolumn, w których mamy woofery z jakiejś sztywnej plecionki, papierowe lub polipropylenowe głośniki średniotonowe i metalowe kopułki. Nikt nie twierdzi, że takie konstrukcje nie grają. Rzadko kiedy wszystkie membrany wykonane są z tego samego materiału, ale trzeba być zdolnym konstruktorem aby scalić je wszystkie w jedną dobrze naoliwioną maszynę. Tutaj natomiast słychać, że charakter brzmienia jest trochę inny w każdym z podzakresów. Moim zdaniem nie ulega wątpliwości, że Three S nie jest wzmacniaczem neutralnym i pasującym do każdej muzyki. Wiem, że wielu audiofilom zupełnie to nie przeszkadza. Sam zawsze szukam w sprzęcie audio czegoś ciekawego, a integra Audii jest nawet bardzo ciekawa. Ale jeśli należycie do grona poszukiwaczy ideału wysokiej wierności, a przy wyborze sprzętu przywiązujecie duża wagę do takich aspektów prezentacji, jak spójność, przezroczystość czy uniwersalność, szybko zauważycie, że brzmienie włoskiego wzmacniacza nie jest idealnie sklejone.

Na koniec dwa słowa o jakości wyjścia słuchawkowego. Jest wybitna. Naprawdę - rzadko zdarza się żeby wzmacniacz zintegrowany dysponował tak dobrym preampem słuchawkowym. Producenci sprzętu zwykle traktują to gniazdko po macoszemu - trzeba zrobić, żeby ludzie nie marudzili na skąpe wyposażenie, ale specjalnie nie ma się co wysilać, bo połowa użytkowników pewnie ani razu nie skorzysta z tego udogodnienia, a zresztą jak ktoś naprawdę lubi swoje nauszniki, to powinien im sprawić oddzielny wzmacniacz, prawda? Teoretycznie tak, ale mając tak dobrego jacka we wzmacniaczu, można zaoszczędzić parę tysięcy i dołożyć te pieniądze do słuchawek. Three S zagrał bardzo dobrze nawet z nausznikami pokroju Final Audio Design Pandora Hope VI, więc możecie startować do niego nawet z hi-endowymi modelami. Co więcej, charakter brzmienia na wyjściu słuchawkowym jest w zasadzie identyczny jak na gniazdach głośnikowych. Za to włoskim inżynierom należą się duże brawa.

Audia Flight Three S

Budowa i parametry

Audia Flight Three S to wzmacniacz zintegrowany otwierający katalog tego producenta. Przy standardowych rozmiarach waży ponad 16 kg, co po części jest zasługą obudowy wykonanej z grubych blach stalowych z ozdobnym, aluminiowym frontem, ale przede wszystkim - mocnego zasilacza zbudowanego w oparciu o dwa transformatory toroidalne. Ten większy zamknięto w dodatkowej, metalowej puszce, ale i mniejszy jest niczego sobie - spokojnie mógłby wylądować w odtwarzaczu, przetworniku lub budżetowym piecyku. Obok transformatorów jest jeszcze trochę miejsca na montaż dodatkowego modułu - przetwornika lub phono stage'a. Przez środek obudowy biegnie ściana radiatorów, a za nią znajduje się zabudowany niemal do ostatniego milimetra przedział z głównymi układami elektronicznymi. Jakieś 80% największej płytki drukowanej zajmują lustrzane końcówki mocy, a za nimi kryją się jeszcze sekcje przedwzmacniacza i wzmacniacza słuchawkowego. Regulację głośności zrealizowano za pomocą klasycznego, analogowego potencjometru napędzanego silniczkiem. Całość sprawia wrażenie bardzo przemyślanego układu, o czym świadczy chociażby procedura załączania wzmacniacza czy obecność zabezpieczenia przed przegrzaniem. Jeśli chodzi o parametry, Three S serwuje 100 W na kanał przy ośmiu omach i 160 W przy czterech. Pasmo przenoszenia przy standardowym spadku 3 dB jest dość imponujące - według producenta rozciąga się od 1 Hz do 450 kHz. Zniekształcenia i stosunek sygnał/szum - w normie.

Konfiguracja

Atohm Sirocco 2-0, Pylon Audio Sapphire 31 SLE, Albedo HL 2.2, T+A Criterion TCD 210 S, Dynaudio Excite X36, T+A E-Serie Music Player Balanced, T+A E-Serie Power Plant Balanced, Cardas Clear Light, Enerr AC Point One, Enerr Symbol Hybrid, Solid Tech Radius Duo 3.

Audia Flight Three S

Werdykt

Audia Flight Three S to prawdziwa petarda, z nutką ciepłego, wręcz lampowego zabarwienia. Ciekawe połączenie dwóch, jak się okazuje, nie zawsze sprzecznych światów i wizji prezentacji muzyki. Dynamika i kontrola basu to za te pieniądze mistrzostwo świata i okolic. Gdybym powiedział, że niewiele wzmacniaczy w cenie do dwudziestu tysięcy złotych będzie w stanie pokazać w tej dziedzinie coś lepszego, pewnie trochę bym przesadził, ale tylko trochę. Do tego otrzymujemy barwną, lekko zagęszczoną średnicę i przejrzystą górę pasma, a wisienką na tym mocarnym, włoskim torcie jest godna pochwały jakość wyjścia słuchawkowego. Przyczepić się można jedynie do spójności, neutralności i głębi sceny stereofonicznej, ale Three S wcale nie kryje się ze swoim charakterem i na pewno nie ma zamiaru nikogo za to przepraszać. Jeśli komuś nie podobają się temperamentne Włoszki, niech szuka szczęścia gdzie indziej.

Dane techniczne

Moc: 2 x 100 W/8 Ω, 2 x 160 W/4 Ω
Pasmo przenoszenia: 1 Hz - 450 kHz (+3 dB)
Szybkość narastania sygnału: > 80 V/µs
Zniekształcenia: <0,03%
Stosunek sygnał/szum: >95 dB
Impedancja wejściowa: 51 kΩ (RCA), 30 kΩ (XLR)
Wymiary (W/S/G): 11/45/44 cm
Masa: 16,5 kg
Cena: 11990 zł

Sprzęt do testu dostarczył salon Premium Sound.

Zdjęcia: Małgorzata Karasińska, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5RownowagaStop

Dynamika
Poziomy8

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy4

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo23

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy7

Nagroda
sl-rekomendacja


  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Polecany film

Bannery dolne

Wyszukiwarka

Nowe testy

Poprzedni Następny
Devialet Gold Phantom

Devialet Gold Phantom

Gdybyście w pracy, przy obiedzie lub podczas piątkowego spotkania z kumplami powiedzieli, że zamierzacie kupić głośnik bezprzewodowy za dwanaście tysięcy złotych, nikt nie wziąłby tego na poważnie. Przede wszystkim dlatego,...

Sennheiser HDV 820

Sennheiser HDV 820

Sennheiser to bez wątpienia jeden z największych, a może nawet największy na świecie specjalista od słuchawek i mikrofonów. Niemiecka firma może się pochwalić bogatą historią, całą masą własnych rozwiązań technicznych...

Hegel H90

Hegel H90

Kiedy norweska firma wchodziła na polski rynek sześć lat temu, nikt nie spodziewał się, że narobi takiego zamieszania. Skromne, minimalistyczne wzmacniacze i odtwarzacze płyt kompaktowych na pewno mogły się podobać,...

Komentarze

January
Wszystko fajnie, sprzęty super, lubię czytać o nowościach hi-fi, ale zawsze nachodzi mnie taka refleksja - kupiłbym coś nowego, ale co zrobić z całą już kolekcj...
Arek
Ciekaw jestem jak z mocą A14. Producent podaje 80 W/8 Ω. Rotel słynie z większej mocy więc przy 4 Ω powinien wycisnąć ze 180 W. Jak myślicie? W audio pomiary mo...
SOG
Dostałem te słuchawki od żony na gwiazdkę, więc z założenia są to najlepsze nauszniki jakie kiedykolwiek miałem. A miałem ich w życiu sporo, bo były i jakieś da...

Płyty

Eminem - Revival

Eminem - Revival

Do Eminema mam stosunek raczej ambiwalentny. Z jednej strony można powiedzieć, że wychowałem się na jego twórczości, kiedy to w...

Newsy

Piega Premium

Piega Premium

Szwajcarska firma specjalizująca się w produkcji hi-endowych kolumn zaprezentowała właśnie nową serię zestawów głośnikowych mających oferować fantastyczną jakość dźwięku. W...

Nowości ze świata

  • The new Audio Analogue AAphono is a phono preamplifier and is the latest product of PureAA line. It has been developed starting with a double operational amplifier configuration that permits to share the total gain between the two amplifiers having...

  • Final Audio Design introduced the new D8000 headphones - a combination of the sensitive high ranges of planar magnetic models and the volume and open feel bass tones of dynamic models. With conventional planar magnetic models, the amplitude is an...

  • NAD Electronics, a leading manufacturer of premium home audio and video products, introduced the C558 Turntable for the resurgent vinyl market. The C558 is a full-featured, belt-driven model targeted for the record enthusiast who is looking for exceptional value.

Prezentacje

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Polski sprzęt audio - to hasło przeciętnemu obywatelowi naszego kraju kojarzy się ze wzmacniaczami, kolumnami głośnikowymi i gramofonami sprzed kilku dekad. Większość z nas wyobraża sobie piękne wieże Unitry, Diory czy Radmora, kultowe Altusy lub gramofony takie, jak Daniel, Adam czy Bernard. Jeżeli myślicie, że to wszystko relikty minionego systemu,...

Ostatnie aktywności

Poradniki

Jak wybrać kolumny

Jak wybrać kolumny

Jeżeli zapytacie audiofilów który element systemu audio ma największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy, dziewięciu na dziesięciu powie, że są...

Dyskografie

Budgie - Zapomniany gatunek

Budgie - Zapomniany gatunek

Deski skrzypiały pod nogami, kiedy wchodził na strych. Strach jednak tłumiła fascynacja nowym, nieznanym wcześniej miejscem. Spróchniałe schody nie miały...

Galerie

15 premier wystawy IFA 2017

15 premier wystawy IFA 2017

Wakacje oficjalnie dobiegły końca, a u naszych zachodnich sąsiadów zakończyła się jedna z największych wystaw elektroniki użytkowej. IFA to prawdziwe...

Popularne testy

Wywiady

Ken Ishiwata - Marantz

Ken Ishiwata - Marantz

[English version] Niedawno zamieściliśmy na łamach naszego magazynu przekrojową prezentację marki Marantz, jednak cała historia byłaby niepełna gdybyśmy nie przeprowadzili...

Popularne artykuły

Vintage

Sony WM-GX788

Sony WM-GX788

Do tej pory w dziale Vintage jeszcze nie pojawił się tekst mówiący o urządzeniu kończącym pewną erę. Pisaliśmy o pierwszym...

Partnerzy StereoLife

Subiektywny Dziennik Muzyczny
Blog prowadzony przez Rafała Garszczyńskiego - redaktora miesięcznika JazzPRESS i RadioJAZZ, którego recenzje pojawiają się również w naszym portalu. Ogromna ilość płyt jazzowych, a podobno to wcale nie wszystko, może jakiś ułamek tego, co Rafałowi udało się przesłuchać i opisać. Biblia jazzu!
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza - bank informacji o nowościach muzycznych, okraszonych opisami, ciekawostkami i próbami ocenienia jakości. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.
Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.

Ta strona używa plików cookies. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej dowiesz się tutaj.