Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

JBL Club One

JBL Club One

Obserwując działania JBL-a na rynku sprzętu audio, można dojść do wniosku, że producent ten wypuszcza hurtowe ilości sprzętu skierowanego do przeciętnego słuchacza. Dotyczy to zarówno głośników bezprzewodowych, gdzie co jakiś czas jesteśmy raczeni kolejnymi wersjami modeli Flip, Charge lub Pulse, jak i słuchawek, które z założenia mają być chyba stosowane do użytku codziennego przez odrobinę bardziej wymagającego odbiorcę. W pierwszej połowie ubiegłego roku firma zaprezentowała nową linię bezprzewodowych słuchawek nausznych o nazwie "Club", obejmującą początkowo trzy modele - Club 700BT, Club 950 NC oraz Club One. Z materiałów prasowych można było się dowiedzieć, że linia ta jest inspirowana twórczością profesjonalnych muzyków i DJ-ów. Dzięki ich doświadczeniu odbiorca powinien móc odkryć swoją ulubioną muzykę na nowo. Dodatkowo, przeglądając broszurki informacyjne, mogliśmy spotkać się z wieloma ciekawymi i profesjonalnie brzmiącymi nazwami, takimi jak Ambient Aware, TalkThru czy SilentNow, które przeciętnemu Kowalskiemu niewiele mówią.

W maju miałem okazję testować środkowy model z tej serii, czyli Club 950 NC. Pozostawił on po sobie mieszane uczucia, z jednej strony budząc podziw jakością wykonania, z drugiej jednak pozostawiając niedosyt spowodowany chociażby niedopracowaną aplikacją mobilną, przez którą odbiorca otrzymuje sprzęt o ogromnym, ale jednak nie do końca wykorzystanym potencjale. Jak na tle modelu Club 950 NC wypada jego wyższa wersja, Club One? I czym w ogóle te dwie konstrukcje się różnią? Patrząc na zdjęcia dołączone do materiałów prasowych i krótki opis, można dojść do wniosku, że są to dwie wersje tego samego modelu lub nauszniki bliźniaczo do siebie podobne, a jedynie wykończone i dostrojone tak, aby sprawdzały się w innych sytuacjach. Rozsądek podpowiada jednak, że gdyby faktycznie tak było, producent poprzestałby na jednym modelu, bo bezprzewodowych słuchawek w zbliżonej cenie w jego katalogu i tak nie brakuje. Tyle teoria, a jak to wygląda w rzeczywistości?

JBL Club One

Wygląd i funkcjonalność

Na pierwszy rzut poszło oczywiście opakowanie, różniące się od niższego modelu praktycznie tylko kolorystyką. Tam do czynienia mieliśmy z białym frontem, tutaj jest on czarny, a słuchawki odróżnia od tła lakierowanie papieru. Trzeba przyznać, że taki projekt od razu daje nam wrażenie obcowania z produktem z wyższej półki, takim lekko luksusowym. Podobnie jak w przypadku Club 950 NC, tak i tu spotykamy się ze sloganami "Dare to Listen" oraz "Designed for Performance" zatem grupa docelowa została utrzymana i słuchawki dedykowane są młodym ludziom lubiącym imprezy oraz dynamiczne życie. Z informacji, które mogą być przydatne dla potencjalnego kupującego warto zwrócić uwagę na system Adaptive Noise Cancelling, czyli aktywną redukcję hałasu. Przy włączonym trybie ANC producent deklaruje 23 godziny pracy na jednym ładowaniu. Po wyłączeniu tej funkcji słuchawki powinny przepracować do 45 godzin. Jest to wynik o 5 godzin gorszy (!) od tańszego modelu, ale i tak godny pochwały. W razie gdyby sprzęt nagle się nam rozładował, wystarczy 15 minut ładowania, aby móc słuchać muzyki przez kolejne 2 godziny.

Podobnie jak w przypadku modelu Club 950 NC, pudełko skrywa masywny, sztywny pokrowiec powlekany gumą. Dzięki temu sprzęt powinien być odporny na upadki i zachlapanie. Ze względu na rozszczelnienia osłony zamka przy całkowitym zamknięciu nie sugerowałbym testowania wodoodporności, ponieważ mogłoby się to okazać tragiczne w skutkach. Po wyjęciu pokrowca okazuje się, że wyposażenie Club One jest bogatsze od tego, co otrzymamy decydując się na jego tańszą wersję. Tym razem w pakiecie otrzymujemy analogowy kabel 3,5 mm w grubym oplocie, drugi przewód analogowy, tym razem zdecydowanie dłuższy i zwinięty spiralnie, ewidentnie przewidziany do łączenia słuchawek z domowym sprzętem hi-fi, przejściówkę na dużego jacka, adapter samolotowy oraz kabel USB typu C.

Odnośnie tego ostatniego, model Club One cierpi na tę samą bolączkę, co Club 950 NC. Nie jest to może zaskoczeniem w kontekście jednej linii produktowej, jednak jeśli chodzi o samo rozwiązanie, to jest ono co najmniej dziwne i niezrozumiałe. JBL chyba nie uznaje stosowanej przez wielu innych możliwości podłączenia słuchawek poprzez kabel USB w celu osiągnięcia jeszcze lepszego brzmienia przy dodatkowym proficie w postaci możliwości podładowania baterii. W serii Club kabel USB służy tylko i wyłącznie do ładowania. Co więcej, podczas tego procesu są one wyłączone z użytku, zatem opcja podczepienia nauszników w podróży do powerbanka przy kontynuacji odsłuchu odpada. Jeśli chcielibyśmy na siłę doszukiwać się plusów, możemy pamiętać o tym, że 15 minut ładownia powinno dać nam kolejne 2 godziny pracy. Niektórzy powiedzą, że przy 45 godzinach na jednym ładowaniu raczej trudno dopuścić do powyższego scenariusza, ale czy na pewno? Mając do wyboru słuchanie lub ładowanie, wielu użytkowników wybierze to pierwsze, a ciągłe doładowywanie nauszników tylko na dwie godziny nie pozostanie bez wpływu na żywotność akumulatora.

Główny bohater testu na pierwszy rzut oka niewiele różni się od modelu Club 950 NC. Słuchawki w etui umieszczone są w bardzo mocno skompresowanej formie. Muszle skierowane do siebie ukryte są pod pałąkiem, który dodatkowo może chronić je przed uszkodzeniem, na przykład podczas upadku z wysokości. Po wyjęciu z pokrowca słuchawki w bardzo prosty sposób "dekompresujemy", wyprowadzając muszle na zawiasach poza pałąk. I tu możemy zauważyć pierwszą różnicę. Pałąk ten jest metalową konstrukcją pokrytą pianką, która jest obszyta od góry i od dołu skórą (w niższym modelu od góry mamy plastik). Metalowe zakończenie pałąka ozdobione nazwą serii płynnie przechodzi w zawiasy regulowane w dwóch płaszczyznach, na wysokość oraz w poziomie, pozwalając na ustalenie kąta odchylenia muszli względem głowy. Same muszle to konstrukcja z zewnątrz plastikowa, od środka zaś pokryta pianką obszytą skórą (w środku muszli zastępuje ją miękki materiał). Muszle podtrzymywane są za pomocą solidnych ramion, z solidnymi kablami wychodzącymi z pałąka.

Jeśli chodzi o elementy sterujące, zastosowano tutaj identyczne rozwiązanie, jak w modelu Club 950 NC - na lewej muszli umieszczono trzy przyciski odpowiedzialne za zasilanie, łączność Bluetooth oraz tryb ANC z funkcją TalkThru. Logotyp umieszczony na zewnętrznej stronie muszli skrywa dodatkowy przycisk pozwalający na uruchomienie asystenta Google Assistant lub Alexa (wymaga dodatkowego oprogramowania w telefonie). Prawa muszla to sterowanie głośnością, dostęp do funkcji Smart Ambient oraz wejście USB typu C. Istotną różnicą w stosunku do pozostałych dwóch modeli z linii Club jest zastosowanie w wersji One wejść minijack na obu muszlach. Jest to rozwiązanie z serii "mała rzecz, a cieszy". Dzięki niemu nie musimy nosić telefonu w konkretnej kieszeni bo tylko do niej sięga kabel. Dodatkowo oba przewody mają możliwość zablokowania wtyczki w słuchawkach poprzez jej przekręcenie po włożeniu, a więc nie ma możliwości przypadkowego rozłączenia sprzętu, na przykład przy mocniejszym szarpnięciu.

Mimo masy wynoszącej 378,5 g, testowane słuchawki bardzo dobrze leżą na głowie, dzięki czemu nawet kilkugodzinne słuchanie muzyki nie wywołuje dyskomfortu spowodowanego uciskiem. Duża w tym zasługa materiału zastosowanego w muszlach. Pianka pozwala na świetne dopasowanie sprzętu do kształtu głowy. Co ciekawe, materiał ten jest bardzo podatny na temperaturę otoczenia. W chłodne dni pianka bardzo szybko staje się sztywna i mało elastyczna. Na szczęście potrzebuje tylko kilku chwil na głowie, aby złapać swoje pierwotne właściwości. Model Club 950 NC miałem okazję testować w lecie. Przy wyższej temperaturze i wysiłku fizycznym pojawiał się tam problem pocenia uszu. W warunkach domowych i spoczynku nic takiego się nie działo. Club One trafiły do mnie w warunkach zgoła odmiennych, bo (prawie) zimowych. Jednak i tu przy szybszym spacerze udało mi się "ugotować" uszy. Raczej nie można uznać tego za wadę tej linii, tylko urok słuchawek zamkniętych - coś kosztem czegoś.

Tym drugim "czymś" jest oczywiście izolacja od zewnętrznego hałasu. W przypadku poruszania się w ruchu ulicznym bardzo przydatną funkcją jest TalkThru. Za pomocą jednego wciśnięcia przycisku automatycznie ścisza muzykę i włącza mikrofony wyłapujące dźwięki otoczenia. Dzięki nim jesteśmy w stanie prowadzić normalną rozmowę bez konieczności ściągania słuchawek. Mikrofony są na tyle czułe, że pozwalają też na bezproblemową rozmowę przez telefon bez używania kabla. Słuchawki spędziły ze mną kilkadziesiąt godzin - podłączone z telefonem zarówno w wersji Bluetooth, jak i na kablu, z aktywną redukcją i bez niej oraz podłączone do domowego sprzętu hi-fi. Do wszystkich tych kombinacji wystarczyło jednokrotne naładowanie sprzętu przed rozpoczęciem testu. Zatem podobnie jak w przypadku niższego modelu, tak i tu możemy stwierdzić, że deklarowane 45 godzin działania to nie słowa rzucone na wiatr. Ze względu na pandemiczną sytuację nie miałem okazji przetestować systemu ANC w naprawdę głośnym środowisku, jednak przy standardowym ruchu ulicznym i sąsiedzie wykonującym remont piętro wyżej system ten radzi sobie doskonale, pozwalając na zapomnienie o młotach kujących kafle trzy metry nade mną. Tutaj nie było zaskoczenia, ponieważ funkcja ANC w modelu Club 950 NC także działała bardzo dobrze.

Słuchawki spędziły ze mną kilkadziesiąt godzin - podłączone z telefonem zarówno w wersji Bluetooth, jak i na kablu, z aktywną redukcją i bez niej oraz podłączone do domowego sprzętu hi-fi. Do wszystkich tych kombinacji wystarczyło jednokrotne naładowanie sprzętu przed rozpoczęciem testu.

Producent przyzwyczaił klientów do tego, że obsługa sprzętu sygnowanego marką JBL jest banalnie prosta. Nawet osoba niekoniecznie biegła technologicznie będzie w stanie sparować słuchawki z telefonem bez używania instrukcji. Podobnie jest z dalszą obsługą sprzętu. Aby móc wykorzystać Club One w szerszym zakresie niż podstawowy, konieczne jest zainstalowanie na urządzeniu mobilnym aplikacji My JBL Headphones. Zderzenie z nią podczas testowania modelu Club 950 NC było bolesne i przyznam szczerze, że po otrzymaniu Club One jedną z najbardziej intrygujących mnie rzeczy było to, czy przez te pół roku zmieniło się coś i producent usprawnił działanie aplikacji. Tu niestety spotkało mnie rozczarowanie, ponieważ My JBL Headphones nadal jest rozwiązaniem strasznie topornym i zniechęcającym do jego używania. Nadal nie został wyeliminowany problem połączenia z aplikacją podczas odtwarzania muzyki. Skojarzenie oprogramowania ze słuchawkami podczas odtwarzania sprawia, że muzyka strasznie rwie i jej słuchanie jest praktycznie niemożliwe. Samo nawiązanie połączenia przy takim scenariuszu może być problematyczne i nie zawsze udaje się za pierwszym razem. Co ciekawe, zatrzymanie odtwarzania praktycznie eliminuje ten problem i parowanie urządzeń następuje błyskawicznie. Jest to dla mnie sytuacja o tyle dziwna, że przecież połączenie Bluetooth jest już ustanowione.

Przez pół roku od poprzedniego testu nie zmienił się również wygląd aplikacji. Za jej pomocą możemy uruchomić tryb Stage+ i skorzystać z pięciu konfiguracji dźwięku sygnowanych przez zawodowych DJ-ów. Poza ustawieniami gotowymi możemy również skonfigurować własne, które prawdopodobnie sprawdzą się zdecydowanie lepiej od "DJ-owych". Również w konfiguracji własnej możemy skorzystać z trzech gotowych ustawień korektora - jazz, vocal oraz piano. Mnogość wyboru pozostawmy lepiej bez komentarza. Poza opcją Stage+ aplikacja daje słuchaczowi możliwość włączenia trybu SmartAmbient oraz ANC oraz sprawdzenia poziomu naładowania baterii. Oba tryby można włączyć za pomocą przycisków umieszczonych na słuchawkach, a stan akumulatora można sprawdzić z poziomu parowania w urządzeniu mobilnym. Jeśli zatem ktoś nie chce bawić się konfiguracją brzmienia, to instalację aplikacji może zwyczajnie odpuścić, aby nie zepsuć sobie opinii o producencie.

Podczas testu modelu Club 950 NC kilkukrotnie spotkałem się z problemem z łącznością pomiędzy słuchawkami i urządzeniem mobilnym. W warunkach domowych nauszniki nie zawodziły, potrafiąc zaskoczyć utrzymaniem zasięgu nawet w momencie oddzielenia od źródła dźwięku dwiema betonowymi ścianami. Z kolei w przestrzeni otwartej jakikolwiek ruch słuchawek względem telefonu (przełożenie telefonu do innej kieszeni, obrócenie głowy) potrafił spowodować, że muzykę zaczynało rwać. Scenariusz udało mi się bez problemu wygenerować na Samsungu Galaxy S9 i S10. Nie wiem, na ile jest to problem tych urządzeń czy też Androida, a na ile samych słuchawek. Z taką sytuacją spotkałem się pierwszy raz dopiero w linii Club. Przy przerywaniu muzyki zazwyczaj pomagało wyłączenie i ponowne włączenie słuchawek.

JBL Club One

Brzmienie

Podobnie jak w przypadku modelu Club 950 NC, Club One oceniłem po okładce i podpiąłem do niego etykietkę sprzętu do muzyki typowo klubowej. Test ponownie rozpoczął się od The Prodigy. Tym razem padło na album "The Fat Of The Land". Już kilka pierwszych minut spędzonych z tą płytą wyraźnie sugeruje, że wspomniana wyżej etykietka nie została podpięta bezpodstawnie. Elektronika w modelu Club One brzmi po prostu bardzo dobrze. Dźwięk jest czysty, klarowny, odznacza się świetną dynamiką, a bas wydaje się lekko dominować nad resztą. Na szczęście zachowane są tu zdrowe proporcje, dzięki czemu ten lekko wysunięty dół nie przesłania reszty, a my jesteśmy w stanie wyłapać wszystkie dźwięki, w tym również prawie niezauważalne smaczki. Pośród tego wszystkiego bardzo dobrze radzi sobie wokal, który również jest wyraźny i klarowny.

Po The Prodigy nadszedł czas na moje tegoroczne odkrycie czyli chilijski zespół Follakzoid obracający się w klimacie space i kraut rocka z elementami psychodelicznymi oraz minimal techno. Instrumentalna muzyka pozwoliła na wydobycie potencjału słuchawek. Poczułem się jak na koncercie w pomieszczeniu o bardzo dobrej akustyce. Po kilkunastu minutach spędzonych z Chilijczykami oraz The Prodigy na ustawieniach fabrycznych, z zaciekawieniem sięgnąłem po funkcję Stage+. W przypadku muzyki Brytyjczyków warte uwagi były praktycznie tylko ustawienia Armina van Buurena i Ryana Marciano, które pozwalały w delikatny sposób skompresować brzmienie i nadać mu cieplejszą barwę. W przypadku Follakzoid wszystkie ustawienia poległy, eksponując jeszcze wyraźniej i tak już wysunięty bas, przez co całość brzmiała niczym village techno z dresiarskiego golfa. Zdecydowanie lepsze i ciekawsze efekty osiągnąłem samemu, zmieniając konfigurację brzmienia.

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku wszystkich pozostałych gatunków, które towarzyszyły mi podczas testowania Club One. Przyjąć zatem można, że jeśli nie słuchamy muzyki klubowej, konfiguracje DJ-skie już na starcie możemy sobie odpuścić. Jest to o tyle łatwe, że nawet przy domyślnych ustawieniach sprzęt gra co najmniej poprawnie. Tak brzmi na przykład rock, chociaż słuchając płyty "Gigaton" Pearl Jam, można dojść do wniosku, że album jest płaski. Wystarczy jednak chwila z korektorem, by osiągnąć oczekiwany efekt, dzięki któremu muzyka staje się cieplejsza i przyjemniejsza, a niektóre jej partie wyraźniej wyeksponowane. I tu nasuwa się pytanie, czy w przypadku tak oczywistych gatunków jak rock aplikacja nie powinna mieć zdefiniowanego, gotowego ustawienia?

W przypadku dobrze wyprodukowanych albumów słuchawki tylko wzmacniały dobre wrażenie i pozwalały zachwycić się wieloma elementami, które podczas słuchania na sprzęcie domowym mogą słuchaczowi umknąć.

Podczas przedzierania się przez różne podgatunki metalu można zauważyć, jak wielką rolę podczas użytkowania słuchawek Club One odgrywa jakość nagrania. W przypadku dobrze wyprodukowanych albumów słuchawki tylko wzmacniały dobre wrażenie i pozwalały zachwycić się wieloma elementami, które podczas słuchania na sprzęcie domowym mogą słuchaczowi umknąć. Doskonałym przykładem może tutaj być "Phanerozoic II" The Ocean. Niemcy od lat słyną z precyzji i jakości nagrań, jednak dopiero dzięki słuchawkom udało mi się odkryć chociażby kilka linii basu, które w czasie odtwarzania na sprzęcie domowym gdzieś zniknęły. Po drugiej stronie barykady stoją albumy, w przypadku których produkcja odgrywała rolę drugorzędną - zarówno jako zabieg celowy, jak i przez przypadek. Bardzo ciekawie wypadł tu "St. Anger" Metalliki, który brzmi jeszcze bardziej surowo i eksponuje takie niedoróbki, jak perkusja Ulricha, która w Club One brzmi jeszcze bardziej "garnkowo". Podobnie jest z całą twórczością Dezertera, która wydaje się być jeszcze bardziej undergroundowa. Takie same odczucia towarzyszyły mi podczas słuchania Furii, Mgły czy Wędrującego Wiatru.

Po kilkudziesięciu minutach spędzonych z różnymi ekstremalnymi odmianami metalu bez wątpienia dojdziemy do wniosku, że Club One zdecydowanie lepiej czują się w klimatach elektronicznych, gdzie ich charakter pozwala wzmocnić dynamikę czy odgrywający istotną rolę bas. Co ciekawe, w przypadku mojego ulubionego stonera i thrash metalu model ten wypadł na tyle ciekawie, że do niektórych utworów chciałem wracać wielokrotnie. Miało to miejsce zwłaszcza po przeskoczeniu ze streamingu ze Spotify na kabel podłączony do sprzętu domowego i muzykę odtworzoną z płyty CD. Nawet laik powinien tutaj odczuć różnicę w czystości brzmienia. Idealnym przykładem do porównania wydaje się być "Fear Inoculum" Toola - album o wręcz hermetycznie czystej produkcji. W streamingu brzmienie wydaje się być minimalnie przytłumione i nie do końca krystaliczne, jednak w wersji "okablowanej", z płyty, album może w pełni cieszyć uszy.

JBL Club One

Budowa i parametry

JBL Club One to bezprzewodowe słuchawki wokółuszne z funkcją adaptacyjnego tłumienia zakłóceń True Adaptive Noise Cancelling. Producent twierdzi, że słuchawki czerpią z doświadczeń zawodowców, a dzięki personalizacji korektora oraz aplikacji My JBL Headphones zapewniają dźwięk dopasowany do uszu użytkownika. Opisywany model wyposażono w system adaptacyjnego tłumienia zakłóceń. Ciekawostką są presety przygotowane we współpracy ze znanymi DJ-ami i korektor aktywowany za dotknięciem jednego przycisku (Smart Ambient). Jeśli chcemy uzyskać kontakt z otoczeniem, wystarczy krótkie naciśnięcie przycisku Smart Ambient, aktywujące funkcję Ambient Aware bez wstrzymywania muzyki. Dzięki funkcji TalkThru można swobodnie rozmawiać z ludźmi wokół bez zdejmowania słuchawek - funkcja ta obniża poziom głośności muzyki i wzmacnia głosy zewnętrzne. Słuchawki współpracują z popularnymi asystentami głosowymi, takimi jak Asystent Google czy Amazon Alexa. Wystarczy użyć aplikacji My JBL Headphones, aby ustawić asystenta głosowego, a następnie stuknąć w lewy nausznik, żeby wysyłać wiadomości tekstowe, odtwarzać ulubioną muzykę lub sprawdzić pogodę. Technologia Dual-Mic ma zapewniać doskonałe połączenia telefoniczne - wycisza dźwięki otoczenia, gdy prowadzona jest rozmowa, dzięki czemu można dzwonić z dowolnego miejsca. Składana konstrukcja sprawia, że słuchawki łatwo zabrać ze sobą, podczas gdy twarde etui chroni je w torbie lub kieszeni. Wewnątrz muszli zamontowano spore, 40-mm przetworniki. Wbudowany akumulator gwarantuje do 45 godzin nieprzerwanej, bezprzewodowej pracy (23 godziny z włączoną funkcją ANC). Jeżeli będziemy chcieli skorzystać z połączenia przewodowego, Club One nie powinny sprawić problemu żadnemu smartfonowi. Ich impedancja wynosi 32 Ω, a skuteczność - 95 dB.

Werdykt

Najwyższy model z serii Club, podobnie zresztą jak Club 950 NC, wydaje się być sprzętem o nie do końca wykorzystanym potencjale. Jakość wykonania może wzbudzić zachwyt przeciętnego słuchacza. Mamy tu bardzo ciekawie zaprojektowane połączenie skóry, metalu i plastiku. Nawet ten ostatni jest wysokiej jakości i bardzo dobrze komponuje się z resztą. Na plus działa również bogate wyposażenie zestawu oraz pancerne etui, które dla wielu użytkowników stanie się stałym kompanem dojazdów do pracy, weekendowych wypraw i podróży służbowych. Zalety te nie są w stanie przykryć kilku oczywistych wad., takich jak kiepska aplikacja mobilna, problemy z łącznością oraz niezrozumiały dla mnie system ładowania. Do kogo zatem adresowane są te słuchawki? Prawdopodobnie do młodych ludzi prowadzących dynamicznie życie w dużym mieście i słuchających głównie muzyki elektronicznej. Oni z pewnością będą zadowoleni. W takim scenariuszu nawet apka powinna dać radę, chociaż moim zdaniem DJ-skie presety nie są lepsze od ustawienia domyślnego, a całość służy głównie temu, aby firma mogła w broszurkach reklamowych pochwalić się nazwiskami znanych artystów. Użycie aplikacji w zasadzie nie jest niezbędne, ponieważ kupujący dostaje produkt gotowy do użytku, a bardziej wymagający słuchacz po pewnym czasie znajdzie optymalne dla siebie ustawienie brzmienia. W przypadku obu scenariuszy Club One może stać się towarzyszem codziennych podróży przez miasto. Użytkownicy chcący poeksperymentować z dołączonymi do zestawu kablami szybko dostrzegą, że streaming nie jest w stanie do końca wydobyć potencjału opisywanego modelu. I na tym kończy się grupa docelowa Club One, ponieważ model ten z pewnością nie jest skierowany do osób o zapędach audiofilskich.

JBL Club One

Dane techniczne

Typ słuchawek: dynamiczne, zamknięte, wokółuszne, bezprzewodowe
Zastosowane przetworniki: 40 mm
Technologie: ANC, Smart Ambient, TalkThru
Łączność: Bluetooth 5.0
Impedancja: 32 Ω
Skuteczność: 95 dB
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz
Czas pracy: do 23 h (z łącznością Bluetooth i funkcją ANC), do 45 h (tylko Bluetooth)
Masa: 378,5 g
Cena: 1249 zł

Konfiguracja

Samsung Galaxy S9, Samsung Galaxy S10, Dell Inspiron 5000, Yamaha PianoCraft CRX-E300.

Sprzęt do testu dostarczyła firma JBL. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę JBL i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy6

Tłumienie hałasu
Poziomy7

Cena
Poziomy7


Komentarze (3)

  • Krzysztof

    Jestem posiadaczem JBL-i Club 950NC. Po trzech dniach zaktualizowałem słuchawki, które następnie padły. Wylądowały w serwisie, gdzie poinformowano mnie, iż to jest ich bolączka i nie są w obecnej chwili tego naprawić. Ponoć nie jestem odosobniony w tej kwestii. Poproszono bym dał miesiąc lub dwa aż JBL coś wymyśli w tej sprawie i tak zostałem bez słuchawek.

    0
  • Adrian

    Moje wręcz przeciwnie, są po prostu cudowne. Mając od jakiegoś czasu Sennheisery i Beats myślałem, że są już wystarczające, lecz myliłem się, JBL Club One są na pewno lepiej wykonane, brzmienie oraz ten potężny dynamiczny dźwięk postawił mnie w osłupienie, podłączając jednak tym sprężynowym kablem club myślałem że odjadę ;)
    Słuchawki JBL Club One są dla mnie cudowne i na pewno ze mną będą bardzo długo, uwielbiam je tak jak moje maca, który dziką i wygląda przecudownie.

    0
  • Jan

    950 są o wiele lepsze niż ONE. Mam 700, 950 i ONE. Przetworniki to zwykłe powlekane grafenem, nie są to przetworniki ORA. Najlepsze mają 950.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez USB, dziś mamy serwery muzyczne, transporty sieciowe, dedykowane systemy operacyjne, aplikacje sterujące, serwisy streamingowe i całą infrastrukturę, którą część audiofilów traktuje równie poważnie jak wzmacniacz czy kolumny. Sam przez długi...

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo dobrze!

Czy moda na winyl się skończy? Jeśli tak, to bardzo…

Od kilku lat mam wrażenie, że czarna płyta przestała być nośnikiem muzyki, a zaczęła pełnić mniej więcej tę samą funkcję co rower typu ostre koło, ekspres kolbowy i broda przystrzyżona tak pieczołowicie, żeby wyglądała na nieprzystrzyżoną. Winyl jest czymś, co po prostu trzeba mieć. Najlepiej całą kolekcję. I choć nie...

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
NAD C3030

NAD C3030

Moda na sprzęt stylizowany na urządzenia sprzed kilku dekad trwa już na tyle długo, że właściwie przestała być modą. Początkowo można było traktować ją jako krótkotrwałą odpowiedź na zmęczenie minimalizmem,...

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...

Bannery boczne

Komentarze

Dariusz
Bardzo dobry dźwięk.
Jacek
Sensu takich rozwiązań nie będę komentował, bo każdy musi przetestować to u siebie i zdecydować, czy jest różnica i czy jest warta wydania kolejnych pieniędzy. ...
pliki z głową
Wiele lat temu nie wierzyłem w cyfrowe audio. Cyfra to cyfra, więc bit to bit, a więc niech nikt nie p...., że jest inaczej. Nie ma prawa być inaczej. Ale pewne...
Wojtek
Słuchałem Diamondów 25, szukając kolumn do NAD-a C379. Konkurentami były B&W 603v3, Elac Carina i Vela, Audiovector QR3, Focal Theva3. Diamond 25 ładnie zgr...

Płyty

The Afghan Whigs - Soft Control

The Afghan Whigs - Soft Control

Przez jednych uznawany za kultowy, przez innych zupełnie nieznany. The Afghan Whigs nigdy nie należał do zespołów, które podbijały listy...

Newsy

Tech Corner

Najbardziej obiecujące i rewolucyjne formaty audio, które nie przetrwały próby czasu

Najbardziej obiecujące i rewolucyjne formaty audio, które nie przetrwały próby…

Przez wieki jedynym sposobem na delektowanie się muzyką było udanie się osobiście na koncert, recital lub jakiś mniejszy występ. Oczywiście zwykłemu zjadaczowi chleba nie dane było usłyszeć niczego oprócz karczemnych zespołów biesiadnych. Na takie ekscesy jak pełnoprawny koncert w operze, teatrze lub sali koncertowej pozwolić sobie mogli jedynie najbardziej zamożni,...

Nowości ze świata

  • Final has introduced one of its most ambitious headphones to date, and this time the Japanese manufacturer has chosen to tackle a problem that becomes particularly difficult at the very top of the market - how to build a closed-back...

  • Victrola is preparing to bring one of its more unusual recent products to Europe. First shown at CES 2026, Soundstage is neither a conventional pair of speakers nor an all-in-one record player. Instead, it is a low-profile soundbase designed to...

  • One of the awkward realities of network audio is that streaming platforms can age much faster than the hardware built around them. A DAC, analog output stage or power supply may remain perfectly capable for years, while changes in licensing,...

Prezentacje

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Polski sprzęt audio - to hasło przeciętnemu obywatelowi naszego kraju kojarzy się ze wzmacniaczami, kolumnami głośnikowymi i gramofonami sprzed kilku dekad. Większość z nas wyobraża sobie piękne wieże Unitry, Diory czy Radmora, kultowe Altusy lub gramofony takie, jak Daniel, Adam czy Bernard. Jeżeli myślicie, że to wszystko relikty minionego systemu,...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Budgie - Zapomniany gatunek

Budgie - Zapomniany gatunek

Deski skrzypiały pod nogami, kiedy wchodził na strych. Strach jednak tłumiła fascynacja nowym, nieznanym wcześniej miejscem. Spróchniałe schody nie miały...

Wywiady

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez...

Popularne artykuły

Vintage

Bang & Olufsen Beogram 3400

Bang & Olufsen Beogram 3400

Bang & Olufsen jest postrzegany jako postępowa firma stawiająca na efektowny design i typową dla skandynawskich produktów prostotę. Widoczny na...

Słownik

Poprzedni Następny

Bluetooth

Bluetooth jest technologią bezprzewodowej transmisji danych. W sprzęcie audio najcześciej korzysta się z niego podczas strumieniowania muzyki z urządzeń mobilnych oraz laptopów. Sygnał ten jest dość trwały i dociera do...

Cytaty

GottfriedWilhelmLeibniz.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.