JBL Club 950 NC
- Kategoria: Słuchawki i wzmacniacze słuchawkowe
- Karol Otkała

W ostatnich latach JBL zapracował sobie na miano najbardziej znanego producenta przenośnego sprzętu audio. Gdyby spytać kogokolwiek o pierwsze skojarzenie w tym temacie, mielibyśmy wielką szansę na to, że usłyszymy nazwę właśnie tego amerykańskiego producenta. Pomijając bogatą historię amerykańskiej firmy, na ten sukces zapracowało właściwie kilkanaście przenośnych głośników i słuchawek bezprzewodowych wykorzystywanych przez olbrzymią grupę docelową jako odbiornik muzyki puszczanej z telefonu. Z pewnością swoje pięć groszy dorzucił tutaj bardzo dynamiczny rozwój serwisów streamingowych i dostępność sprzętu JBL-a, bo w elektronicznych supermarketach można kupić nie tylko najprostsze i najtańsze modele głośników tej marki. Jest tylko jeden problem - nie zawsze możemy pozwolić sobie na to, by muzykę puszczać głośno. Z pomocą przychodzą, jak zawsze, różnego rodzaju słuchawki - od dousznych kablowych po nauszne bezprzewodowe. Amerykanie szybko i - trzeba to powiedzieć - niezwykle agresywnie weszli na ten rynek, oferując szeroki wachlarz produktów, od sportowych dokanałówek po duże, eleganckie nauszniki wykorzystujące najnowsze technologie. Zarówno bogate portfolio, jak i rozsądnie skalkulowane ceny świadczą o tym, że JBL chce dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, co niekoniecznie musi obejmować również "społeczność audiofilską". Ale czy to się ze sobą gryzie? Chyba nie. A już na pewno jeśli chodzi o bezprzewodowe nauszniki, które będą towarzyszyć nam zarówno w domu, jak i poza nim.
Nowy model Club 950 NC wydaje się być potwierdzeniem powyższej tezy. Argumentem w dyskusji mogłoby już być samo opakowanie. Powinno spodobać się zarówno audiofilom, jak i osobom szukającym ciekawych słuchawek pachnących choć odrobinę sprzętem profesjonalnym. Pudełko nie odbiega od standardu wypracowanego przez JBL-a czyli białego tła z pomarańczowymi logotypami i wstawkami. Jednak tak prezentuje się tylko jego front. Sytuacja zmienia się diametralnie na bokach z tyłu, gdzie jasno i wyraźnie króluje już atmosfera klubowa rzucające się w oczy hasła, takie jak "dare to listen" czy "designed for performance". Już po tych dwóch sloganach można śmiało określić grupę docelową - młodych ludzi, którzy wolny czas spędzają na imprezach, na co dzień prowadząc dynamiczne życie korporacyjnego trybiku w dużym mieście. Czy pierwsze wrażenie okaże się słuszne? Z ciekawszych informacji wydrukowanych na pudełku warto wymienić to, że słuchawki łączą się ze źródłem dźwięku przez Bluetooth z obsługą audio wysokiej jakości i zostały wyposażone w system Adaptive Noise Cancelling czyli aktywną redukcję hałasu. Przy włączonym trybie ANC słuchawki są w stanie pracować do 22 godzin na jednym ładowaniu, natomiast po jego wyłączeniu czas pracy na baterii wzrasta do 50 godzin. Czyli wszystko mamy - jest rozpoznawalne logo, jest łączność bezprzewodowa, jest aktywna redukcja hałasu i kilka innych gadżetów, takich jak obsługa popularnych asystentów głosowych czy firmowa aplikacja, dzięki której możemy pobawić się ustawieniami naszych słuchawek. Producent podkręca nam też odrobinę klubowego klimatu, informując, że podczas projektowania tych słuchawek inspirowano się twórczością profesjonalnych wykonawców i DJ-ów. Sprawdźmy zatem co jest grane i czy Club 950 NC w jakikolwiek sposób wyróżniają się na tle konkurencji.

Wygląd i funkcjonalność
Pudełko skrywa masywny pokrowiec na słuchawki oraz mniejszy kartonik z dokumentami oraz dwoma kablami - analogowym, 3,5-mm jackiem w ładnym oplocie oraz USB typu C. Odruchowo pomyślałem, że ten drugi posłuży nam do podłączenia słuchawek do komputera, aby uzyskać jeszcze lepszy dźwięk, jednocześnie ładując wbudowany akumulator, co od jakiegoś czasu jest standardem u wielu producentów (wystarczy wspomnieć o opisywanych przeze mnie ostatnio Sennheiserach Momentum 3 Wireless). Otóż nic bardziej mylnego. Wejście USB służy tutaj tylko i wyłącznie do ładowania słuchawek. Co więcej, podłączenie nauszników do ładowania jest równoznaczne z ich automatycznym wyłączeniem. Jeśli więc zechcemy obejrzeć kolejny odcinek serialu z wykorzystaniem laptopa lub tabletu oraz opisywanych słuchawek i właśnie w tym momencie ich akumulator się wyczerpie, nie będziemy mogli nawet "awaryjnie" sięgnąć po ładowarkę i kontynuować seansu. Trzeba będzie poczekać. Nie wspominam już o tym, że gdyby producent przewidział możliwość transferu dźwięku przez kabel USB przy jednoczesnym ładowaniu baterii, obejrzenie jednego lub dwóch odcinków "The Wire" zapewniłoby nam energię na kolejny dzień słuchania muzyki poza domem. Jak na dzisiejsze standardy, JBL proponuje nam co najmniej dziwne rozwiązanie. Jego rekompensatą może być fakt, że 15 minut ładowania powinno wystarczyć na około 2 godziny pracy. Jeśli chodzi o pozostałe elementy zestawu, muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się dołączony do słuchawek futerał - z pewnością jeden z najlepszych, jakie ostatnio widziałem. Twarda, gumowo-plastikowa konstrukcja jest atrakcyjna wizualnie, a do tego wręcz pancerna. Nawet upadek z dużej wysokości nie powinien uszkodzić cennej zawartości. Zabezpieczono również zamek, dzięki czemu całość po zamknięciu jest wodoszczelna. Idealne rozwiązanie dla osób spędzających czas na świeżym powietrzu i lubiących zabierać ze sobą słuchawki dosłownie wszędzie.
TEST: JBL HDI 1600
Przejdźmy zatem do dania głównego. Po otwarciu etui widać, że sprzęt jest mocno "skompresowany". Zawiasy po złożeniu przenoszą muszle pod pałąk (nausznicami do siebie), co daje dodatkowe zabezpieczenie przy przypadkowym upadku futerału. Sam pałąk to metalowa konstrukcja, która od środka została pokryta pianką pokrytą skórą, a od zewnątrz - plastikiem. Metalowe zawiasy są regulowane zarówno na wysokość, jak i w płaszczyźnie poziomej, pozwalając na ustawienie kąta odchylenia względem głowy. Muszle podtrzymywane są dwoma ramionami oraz plecionymi kablami wychodzącymi z pałąka. Zbudowane są z dwóch części - plastikowej obudowy oraz skórzanych nausznic wypełnionych pianką. Po ich zewnętrznej stronie umieszczono skromną, ale wystarczającą ilość przycisków. Na lewej słuchawce mamy trzy przyciski wraz z odpowiadającymi za nie diodami - zasilania, łączności Bluetooth oraz ANC z funkcją TalkThru. Na lewej muszli znajduje się również wejście micro jack. W prawej muszli znajdziemy przyciski zmieniające głośność i sterujące odtwarzaniem oraz dodatkowy przycisk Smart Ambient zmieniający konfigurację brzmienia. Umieszczono tu także wejście USB. Club 950 NC mają także osobny przycisk służący do uruchamiania asystenta głosowego. Aby zadziałał, trzeba jednak zainstalować w telefonie odpowiednie oprogramowanie ponieważ po wyjęciu z pudełka słuchawki nie będą współgrały na przykład z domyślnym Asystentem Google. Wystarczy jednak skonfigurować swojego asystenta i wszystko powinno być w porządku. Jeśli chodzi o stronę wizualną, JBL-e utrzymane są w eleganckiej czerni, a jedynymi srebrnymi elementami są pierścienie na muszlach. Mimo sporych ilości plastiku, prezentują się ładnie i nowocześnie.
Testowany model bardzo dobrze leży na głowie. Nigdzie nie uciska i - mimo masy wynoszącej 372 g - nie ciąży nawet przy kilkugodzinnym słuchaniu. Dyskomfort odczuć można jedynie ze względu na temperaturę. Przy braku jakiejkolwiek aktywności fizycznej standardowa temperatura wewnętrzna na poziomie 20-24 stopni nie sprawia żadnego problemu. Gorzej, gdy w czasie słuchania poruszamy się. Wtedy już po kilkunastu minutach pod muszlami robi się gorąco i trzeba sobie zrobić przerwę. Nie wiem czy można tutaj mieć pretensje akurat do tego modelu, bo jest to wada większości tego typu słuchawek. Warto natomiast wspomnieć o bardzo przydatnym rozwiązaniu, jakim jest funkcja TalkThru. Dzięki niej nie musimy ściągać słuchawek z głowy, aby wyłapać dźwięki z otoczenia. Muzyka jest automatycznie ściszana i na główny plan wysuwają się dźwięki z zewnątrz, które są wyłapywane przez słuchawki za pomocą dwóch mikrofonów ukrytych w muszlach. Nieoceniona pomoc podczas poruszania się po mieście. Co ciekawe, słuchawki dotarły do naszej redakcji naładowane w około 90% i bez ładowania wytrzymały kilkadziesiąt godzin słuchania w różnych konfiguracjach - bezprzewodowo, z ANC i z kablem analogowym. Nie było łatwo ich rozładować, zatem zadeklarowana na pudełku żywotność wydaje się nie być przekłamana. I za to duży plus. Kolejnym jest skuteczność działania systemu aktywnej redukcji hałasu, a właściwie - połączenie ANC z naturalnym, pasywnym tłumieniem dużych, zamkniętych, dobrze przylegających do głowy nauszników. Nie dość, że można zanurzyć się w błogiej ciszy podczas spaceru po mieście, to ANC przyda nam się także w domu, kiedy - tak, jak u mnie - sąsiad z wyższego piętra dojdzie do wniosku, że domowa izolacja to idealny czas, aby powiercić sobie w ścianie. Normalnie dostałbym świra, ale z JBL-ami mogłem w miarę spokojnie słuchać sobie muzyki, także test ANC zdany na piątkę.
Warto wspomnieć o bardzo przydatnym rozwiązaniu, jakim jest funkcja TalkThru. Dzięki niej nie musimy ściągać słuchawek z głowy, aby wyłapać dźwięki z otoczenia. Muzyka jest automatycznie ściszana i na główny plan wysuwają się dźwięki z zewnątrz, które są wyłapywane przez słuchawki za pomocą dwóch mikrofonów ukrytych w muszlach. Nieoceniona pomoc podczas poruszania się po mieście.Aby móc w pełni wykorzystać możliwości sprzętu koniecznie jest zainstalowanie na telefonie aplikacji My JBL Headphones. Daje nam ona możliwość wyboru jednej z pięciu konfiguracji dźwięku Stage+ sygnowanej między innymi przez Armina van Buurena czy Ryana Marciano. Zachwyceni? Ja też niekoniecznie. Na szczęście aplikacja daje możliwość stworzenia własnej konfiguracji brzmienia, która po aktywacji funkcji SmartAmbient od razu będzie słyszalna na urządzeniu. Jeśli ktoś lubi ustawienia domyślne, firmowej aplikacji nie musi instalować w ogóle. Poza wyżej opisanymi funkcjami, oferuje ona tylko możliwość włączenia trybów ANC i SmartAmbient oraz pokazuje poziom naładowania baterii. Z aplikacją związana jest jeszcze jedna ciekawa rzecz. Gdy odtwarzamy muzykę, podłączenie do niej trwa albo bardzo długo, albo jest praktycznie niemożliwe. Dopiero po zatrzymaniu odtwarzania słuchawki sprawniej nawiązują połączenie z aplikacją, chociaż i tak nie zawsze jest idealnie i komunikacja lubi się zrywać bez pytania. Dużym plusem jest natomiast to, że parowanie słuchawek z telefonem jest dziecinnie łatwe. Jest to właściwie obowiązujący w branży standard i nie inaczej jest tym razem. Club 950 NC można w bardzo prosty sposób połączyć z urządzeniem źródłowym. I tak, jak samo sparowanie urządzeń nie stwarza żadnego problemu, tak z samym zasięgiem bywało już różnie. Co ciekawe, w warunkach domowych takich słabszych momentów było mniej niż na spacerze. JBL-e zazwyczaj łączyły się z telefonem i działały bez problemu, odtwarzając muzykę nawet gdy źródło znajdowało się za dwiema ścianami z wielkiej płyty. Poza domem zdarzały im się jednak wpadki, gdy w czasie spaceru przełożenie telefonu do tylnej kieszeni lub nakrycie go ręką sprawiało, że dźwięk co chwilę był przerywany. Do tej pory miałem do czynienia z kilkunastoma modelami słuchawek bezprzewodowych i taka sytuacja przytrafiła mi się pierwszy raz. Początkowo myślałem, że przyczyną może być telefon (Samsung Galaxy S7 Edge), jednak po przeskoczeniu o dwie generacje do przodu (Galaxy S9) sytuacja się powtórzyła. Gdy już wystąpiła, zazwyczaj pomagało wyłączenie i ponowne włączenie słuchawek. Za którymś razem łączność przez Bluetooth była już nawiązywana prawidłowo.

Brzmienie
Mówi się, że nie powinno się oceniać książki po okładce. Jednak jeszcze przed pierwszym odsłuchem, słuchawkom Club 950 NC przypiąłem etykietę sprzętu do muzyki klubowej i szeroko pojętego imprezowania. Idąc za ciosem, testy rozpocząłem właśnie od muzyki elektronicznej, a konkretnie The Prodigy. "No Tourist" nawet przy domyślnych ustawieniach wypadł co najmniej dobrze. Dźwięk był bardzo dynamiczny, podobnie też i bas, który wydawał się być wysunięty lekko do przodu. Po kilkunastu minutach spędzonych z różnymi utworami nadszedł czas na wykorzystanie aplikacji mobilnej i opcji Stage+ z konfiguracjami sygnowanymi przez DJ-ów. Czy jest to fajna opcja? Dla osób słuchających elektroniki i leniwych - jak najbardziej. Bardziej ambitni słuchacze z pewnością po chwili sięgną do swoich własnych ustawień. I tu małe zaskoczenie. Pośród domyślnie zdefiniowanych ustawień mamy tylko tryby dla muzyki fortepianowej, jazzu i wokali. Wybitnie skromne zestawienie. Na szczęście aplikacja daje nam możliwość samodzielnej korekty brzmienia. Ta jednak nie jest specjalnie wygodna i wymaga przynajmniej podstawowej znajomości zagadnienia. Po kilkudziesięciu godzinach testów i licznych próbach połączenia z aplikacją dochodzę do wniosku, że twór ten jest wyjątkowo nieudany. Potwierdzeniem może być ocena w sklepie Google Play - 2,2 przy ponad dziesięciu tysiącach ocen o czymś świadczy. Na minus działa nawet samouczek pojawiający się przy każdym połączeniu aplikacji ze słuchawkami. Nie zmienia to faktu, że przy dużym samozaparciu i dobrej woli korektor można skonfigurować tak, że elektronika brzmi świetnie - żywo, dynamicznie i z lekko podbitym basem, który jeszcze mocniej podkręca atmosferę. Co ciekawe, spośród moich elektronicznych faworytów do testów najlepiej wypadły stare wydawnictwa Jeana-Michela Jarre'a. Dzieje się w nich naprawdę dużo, a odpowiednia konfiguracja korektora sprawia, że czujemy się jakbyśmy byli w środku muzycznego wydarzenia. Zatem za elektronikę duży plus. A jak z innymi gatunkami?
PREZENTACJA: Elektryczna podróż młodego geniusza - JBL
Najpierw muzyka świata. Od kilku lat zafascynowany jestem Bałkanami, zatem punktem obowiązkowym weryfikacji możliwości słuchawek musiała być twórczość Gorana Bregovića. Przyznam, że w przypadku takiej muzyki sugestie DJ-ów są całkowicie nietrafione. Bałkańskie rytmy brzmiały zdecydowanie lepiej nawet przy ustawieniach domyślnych. Jest to o tyle ciekawe, że z fabrycznymi ustawieniami korektora twórczość bośniackiego artysty wypadła co najmniej dobrze. Wszystkie instrumenty były słyszalne i klarowne. Całość brzmiała bardzo żywo, ponownie stawiając mnie w centrum wydarzeń. Zatem i tutaj można mówić o pozytywnym zaskoczeniu. Po muzyce, którą można podczepić pod folk nadszedł czas na stosunkowo radykalną zmianę i przenosiny do shoegaze, a konkretnie mojego największego odkrycia ostatnich lat czyli Slowdive. Club 950 NC (po lekkiej ręcznej korekcie brzmienia domyślnego) również i tutaj poradziły sobie dobrze. Powolny, senny dźwięk z lekko podbitym basem prezentował się naprawdę atrakcyjnie, pozostawiając słuchaczowi sporo przestrzeni. Kolejna zmiana - tym razem rock. Tutaj DJ-skie ustawienia nie sprawdzają się w ogóle i ponownie trzeba było skorzystać z ustawień domyślnych (które nadal brzmią zdecydowanie lepiej niż którykolwiek z presetów DJ-ów) lub modyfikować korektor ręcznie. Warto zadać sobie pytanie czy w sprzęcie za ponad tysiąc złotych właśnie tak powinno być. Niejeden nabywca chciałby po prostu założyć słuchawki na głowę i otrzymać dźwięk, który sprawdzi się w każdej muzyce. Zdrowy, uniwersalny, przygotowany przez ekspertów. Jeżeli już oferujemy klientom możliwość zabawy ustawieniami korektora, warto byłoby zadbać o to, aby mogli oni wybrać jeden z kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu gotowych trybów i - co równie ważne - aby owe tryby faktycznie dobrze zgrywały się z muzyką, z myślą o której zostały zaprojektowane. Tutaj szybko dochodzimy do wniosku, że fabryczne presety raczej się nie sprawdzają, więc zostają nam dwa wyjścia - zostać przy ustawieniach fabrycznych albo bawić się we wprowadzanie własnych ustawień equalizera. Mimo szczerych chęci, nigdzie w aplikacji ich nie znalazłem możliwości pobrania dodatkowych presetów. Plusem jest to, że po chwili ręcznego siłowania się z korektorem naprawdę można uzyskać oczekiwany efekt, dzięki któremu lekkie, gitarowe nagrania brzmią wyjątkowo ciepło i przyjemnie, zachowując jednocześnie odpowiednie proporcje pomiędzy muzyką i wokalem.
Jeżeli już oferujemy klientom możliwość zabawy ustawieniami korektora, warto byłoby zadbać o to, aby mogli oni wybrać jeden z kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu gotowych trybów i aby owe tryby dobrze zgrywały się z muzyką, z myślą o której zostały zaprojektowane.Po dyskusyjnych przejściach z gatunkami niezwiązanymi z elektroniką nadszedł wreszcie czas na wszelkie odmiany metalu. I tutaj pozytywne zaskoczenie - nawet bez większej gimnastyki konfiguracyjnej thrash, sludge, stoner czy post metal wypadły odpowiednio potężnie, ale jednocześnie na tyle klarownie, że gitary elektryczne nie przysłaniały basu i perkusji. Nie uznawałbym tego wyłącznie za zasługę słuchawek, ale specyficzną produkcję takich gatunków. Potwierdzeniem tej tezy może być na przykład "Fear Inoculum" Toola - album o krystalicznej produkcji, który słyszałem już w zdecydowanie lepszej odsłonie, zarówno ze streamingu, jak i "po kablu", z płyty kompaktowej. Jednak w przypadku większości albumów fani ciężkiego grania powinni być zadowoleni, bo Club 950 NC dostarczą im mocnych wrażeń. Doskonałym przykładem może tu być nowy album Oranssi Pazuzu, który wprawdzie nawet słuchany na głośnikach robi wrażenie, ale dopiero po przesiadce na słuchawki odsłania swoje klaustrofobiczne, schizofreniczne oblicze. Już Dawno nie przytrafiła mi się sytuacja, w której słuchanie muzyki wywołałoby u mnie taki niepokój. Jednak tutaj ponownie trzeba byłoby się zastanowić na ile jest to zasługa słuchawek, a na ile artystów i realizatorów.

Budowa i parametry
JBL Club 950 NC to bezprzewodowe słuchawki wokółuszne z łącznością Bluetooth 5.0 i funkcją tłumienia hałasu, zajmujące w tym momencie środkową pozycję w serii Club, dokładnie pomiędzy wycenionym na 639 zł modelem Club 700 BT a bardziej eleganckimi, wyposażonymi w grubsze obicia muszli i pałąka nausznikami Club One, za które trzeba zapłacić 1499 zł. Z zewnątrz właściwie tylko te pierwsze wyróżniają się skromniejszą konstrukcją, zaś Club 950 NC i Club One są do siebie tak podobne, że na pierwszy rzut oka ciężko jest wyłapać jakąkolwiek różnicę. Aby to sprawdzić, do galerii pod testem z premedytacją "przemyciliśmy" kilka zdjęć tych drugich - ciekawe czy ktokolwiek zauważy, że coś tu nie pasuje. Opisywany model wyposażono w system adaptacyjnego tłumienia zakłóceń. Ciekawostką są presety przygotowane we współpracy ze znanymi DJ-ami i korektor aktywowany za dotknięciem jednego przycisku (Smart Ambient). Jeśli chcemy uzyskać kontakt z otoczeniem, wystarczy krótkie naciśnięcie przycisku Smart Ambient, aktywujące funkcję Ambient Aware bez wstrzymywania muzyki. Dzięki funkcji TalkThru można swobodnie rozmawiać z ludźmi wokół bez zdejmowania słuchawek - funkcja ta obniża poziom głośności muzyki i wzmacnia głosy zewnętrzne. Słuchawki współpracują z popularnymi asystentami głosowymi, takimi jak Asystent Google czy Amazon Alexa. Wystarczy użyć aplikacji My JBL Headphones, aby ustawić asystenta głosowego, a następnie stuknąć w lewy nausznik, żeby wysyłać wiadomości tekstowe, odtwarzać ulubioną muzykę lub sprawdzić pogodę. Technologia Dual-Mic ma zapewniać doskonałe połączenia telefoniczne - wycisza dźwięki otoczenia, gdy prowadzona jest rozmowa, dzięki czemu można dzwonić z dowolnego miejsca. Składana konstrukcja sprawia, że słuchawki łatwo zabrać ze sobą, podczas gdy twarde etui chroni je w torbie lub kieszeni. Wewnątrz muszli zamontowano spore, 40-mm przetworniki. Jeżeli będziemy chcieli skorzystać z połączenia przewodowego, Club 950 NC nie powinny sprawić problemu żadnemu smartfonowi. Ich parametry są typowo "mobilne" - impedancja wynosi 32 Ω, a skuteczność - 91 dB.
Werdykt
Nowe słuchawki JBL-a pozostawiają po sobie mieszane uczucia. Bez wątpienia jest to sprzęt z wyższej półki jeśli chodzi o wykonanie. Zarówno słuchawki, jak i etui prezentują się okazale. Z plusów warto wymienić także długi czas pracy na jednym ładowaniu oraz wysoki komfort użytkowania. Jeśli chodzi o dźwięk, to potwierdzają się przypuszczenia sprzed testu - są to słuchawki, które starają się być uniwersalne, jednak ich grupą docelową są młodzi ludzie obracający się w klimatach klubowych. Oni będą tutaj mieli najłatwiej. Fani innych gatunków będą natomiast musieli poświęcić więcej czasu, aby osiągnąć oczekiwany efekt. Ten nie powinien ich rozczarować, ale nie jest to sprzęt dedykowany ludziom oczekującym krystalicznego dźwięku. Club 950 NC zostały stworzone do codziennego użytku przez mniej wymagającego słuchacza, który ponad jakość przedkłada parametry, nowoczesność, komfort użytkowania i przystępną cenę. Największym minusem jest badziewna aplikacja mobilna o niesamowicie ograniczonej funkcjonalności. JBL powinien czym prędzej popracować nad jej ulepszoną wersją, aby dostarczyć klientom oprogramowanie godne współpracy z takim sprzętem. Możliwe, że w niedalekiej przyszłości taka aktualizacja się pojawi, ale na razie jest kiepsko. Drugim problemem jest kwestia łączności i rwania połączenia podczas odtwarzania muzyki. Nie jestem ekspertem od smartfonów i tabletów, ale opisywane problemy wystąpiły przy połączeniu z dwoma całkiem popularnymi modelami, więc trzeba zachować ostrożność. No, ale... Wyobrażam sobie sytuację, w której połączenia Bluetooth nic nie zrywa, a właściciel JBL-i świadomie rezygnuje z instalowania firmowej aplikacji i zostaje przy fabrycznych ustawieniach, aby nie bawić się korektorem bez potrzeby. Wówczas szala zaczyna szybko przechylać się w stronę zalet, bo Club 950 NC to naprawdę udane nauszniki do codziennego użytku. Są ładne, wygodne i funkcjonalne. Skutecznie chronią słuchacza przed hałasem z zewnątrz i nie wymagają ładowania co kilka godzin. Dostajemy więc mnóstwo plusów, kilka minusów i sporo elementów, które dla tego typu produktu należałoby uznać za całkowicie standardowe. Amerykanie mówią na coś takiego "mixed bag". Ani wtopa, ani hit. Po prostu kolejne interesujące słuchawki bezprzewodowe za tysiąc złotych z kawałkiem.

Dane techniczne
Typ słuchawek: dynamiczne, zamknięte, wokółuszne, bezprzewodowe
Zastosowane przetworniki: 40 mm
Technologie: ANC, Smart Ambient, TalkThru
Łączność: Bluetooth 5.0
Impedancja: 32 Ω
Skuteczność: 91 dB
Pasmo przenoszenia: 16 Hz - 22 kHz
Czas pracy: do 22 h (z łącznością Bluetooth i funkcją ANC), do 55 h (tylko Bluetooth)
Masa: 372 g
Cena: 1069 zł
Konfiguracja
Samsung Galaxy S7 Edge, Samsung Galaxy S9, Lenovo Ideapad 300s, Yamaha PianoCraft CRX-E300.
Równowaga tonalna![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Dynamika![]()
Rozdzielczość![]()
Barwa dźwięku![]()
Szybkość![]()
Spójność![]()
Muzykalność![]()
Szerokość sceny stereo![]()
Jakość wykonania![]()
Funkcjonalność![]()
Tłumienie hałasu![]()
Cena![]()
-
badluck13
Mam od dwóch miesięcy. Niestety, aktualizacja softu uwaliła te słuchawki. W necie masa ludzi w sytuacji analogicznej do mojej, słuchawki nie nadają się do użycia. Serwis JBL milczy. Update'u nie wycofano.
1 Lubię -
Łukasz
Właśnie mam się z zamiarem kupna tych słuchawek. Dzisiaj słuchałem ich w sklepie nie wiem czy mam coś nie tak z telefonem, ale gdy słucham demo jest w sklepie jest OK. Kiedy łączę się po Bluetooth jest strasznie cicho nawet na maxa. A mam słuchawki za 100 zł inne w domu i uszy więdną tak dają. O co chodzi? A co z tym update?
1 Lubię


















Komentarze (2)