
Rynek audiofilskich urządzeń w naszym kraju jest trochę dziwny, ale przez to także interesujący. Oprócz standardowych trendów widocznych na całym świecie, zauważalne są u nas dość mocne odchyłki lokalne, związane zarówno z działalnością polskich producentów, jak i importerów. Z jednej strony funkcjonują u nas firmy, które w innych krajach niekoniecznie uważane są za najlepsze i wyznaczające poziom odniesienia. Z drugiej natomiast mocne, legendarne wręcz marki nie zawsze się w Polsce przyjmują. Niektórzy mówią, że polscy audiofile mają specyficzny gust i wymagania, którym nie sposób jest sprostać. Żądają wysokiej jakości w jak najniższej cenie. Dążenie ku lepszemu jest jednak istotą i esencją tej całej zabawy, więc trudno kogokolwiek za to winić. Natomiast co do cen, sytuacja chyba powoli się zmienia. Coraz częściej jesteśmy gotowi zapłacić za jakość, jeśli rzeczywiście jest wysoka. Dostrzegła to firma Voice, za sprawą której "wróciły" do nas trzy znane marki - Audiovector, Cabasse i Chord. Cudzysłów nie jest przypadkowy ponieważ każda z tych firm była wcześniej obecna w naszym kraju, ale pamiętają o tym nieliczni. Chorda znają chyba tylko ci, którzy kilkanaście lat temu konsumowali magazyny o tematyce audio i z wypiekami na twarzy czytali recenzje srebrno-złotych wzmacniaczy, których ceny przyprawiały o zawrót głowy. Największa popularność kolumn Cabasse'a również przypada na okres, w którym po transformacji ustrojowej wszyscy zapragnęli mieć w domu prawdziwy sprzęt stereo, bo atak plastikowych zestawów kina domowego miał nadejść dopiero za kilka lat. Jeśli natomiast chodzi o Audiovectora, sam nie mam zielonego pojęcia, co tak naprawdę działo się z tą marką w naszym kraju.

Skandynawowie coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w świecie wysokiej klasy sprzętu audio. O ile w produkcji zestawów głośnikowych prym wiedzie Dania, a od jakiegoś czasu także Finlandia, o tyle Szwedzi i Norwegowie skupili się najwyraźniej na elektronice i akcesoriach. Wszystko zależy oczywiście od tego, jak obecność konkretnych marek wpływa na rynek w danym kraju, ale u nas sprawa jest prosta - Primare, Hegel i Electrocompaniet to trzy marki najlepiej kojarzone z audiofilskim sprzętem z mroźnej północy. Pozostali gracze, jak chociażby Copland, Bladelius, Densen czy Gryphon, tak dużych wpływów nad Wisłą już nie mają. Co więcej, producenci, którym najwyraźniej od wielu lat dobrze się powodzi, są jednocześnie tymi, którzy najszybciej dokonują ważnych postępów technicznych. Electrocompaniet w pewnym momencie postawił na odtwarzacze wieloformatowe, Hegel wybrał świat przetworników, które montuje także w swoich integrach, natomiast Szwedzi z Primare poszli w kierunku streamingu, jednocześnie kończąc prace nad własną technologią wzmacniaczy pracujących w klasie D. No bo któż inny miałby chętniej penetrować ten temat, jeśli nie oni?

Japoński koncern mocno zaznaczył swoją obecność w historii sprzętu audio i najwyraźniej zamierza kontynuować tę tradycję. Firma założona w 1946 roku przez Masaru Ibukę i Akio Moritę jest obecnie jednym z największych producentów elektroniki użytkowej na świecie. Marka może się dziś kojarzyć głównie z urządzeniami mobilnymi z serii Xperia i telewizorami Bravia, jednak dla audiofilów Sony to znak towarzyszący dużym wydarzeniom czy wręcz kamieniom milowym takim, jak płyta kompaktowa, walkman, minidisc czy wreszcie format SACD. Nawet oznaczenie S/PDIF na złączach cyfrowych to nic innego, jak skrót od Sony/Philips Digital Interface Format. Audiofilom marka ta zazwyczaj kojarzy się z tymi wynalazkami lub sprzętem, od którego zaczynali swoją przygodę - miniwieżami, słuchawkami czy właśnie przenośnymi kaseciakami. Sam pamiętam katalogi, w których oprócz zestawów micro i słuchawek można było znaleźć bardzo wypasione, audiofilskie "klocki", jednak w tamtych czasach dla większości melomanów ich ceny były zaporowe. Pojedynczy wzmacniacz czy odtwarzacz CD mógł kosztować więcej, niż cała miniwieża, a za pełny system stereo z odtwarzaczem płyt kompaktowych, tunerem radiowym, magnetofonem i oczywiście piecykiem trzeba było zapłacić tyle, ile kosztowałby porządny samochód.

Trilogy Audio Systems to marka założona przez Nica Poulsona, którego nasi stali czytelnicy mogą kojarzyć z marką ISOL-8 - producentem akcesoriów zasilających. Pierwszą pasją brytyjskiego konstruktora były jednak wzmacniacze i pokrewne urządzenia wypuszczane właśnie pod marką Trilogy, która narodziła się już w 1992 roku. Jej pierwszym produktem był przedwzmacniacz lampowy o nazwie 901, do którego jeszcze w tym samym roku dołączył 50-watowy stereofoniczny wzmacniacz mocy 948 i dwukrotnie mocniejsze monobloki 958. Od tego momentu zaczyna się pasmo mniejszych lub większych sukcesów i zapełniania katalogu nowymi modelami. W firmowej historii widać wyraźną przerwę w latach 2001-2008. Co ciekawe, wcale nie dlatego, że konstruktorowi skończyły się pomysły lub pieniądze, co jest najczęstszą przyczyną tego typu przestojów. Nic po prostu zajął się innymi rzeczami. W 2003 roku założył firmę ISOL-8, co niejako tłumaczy mniejsze tempo rozwoju jego pierwszego dziecka. Stosunkowo szybko udało mu się jednak stworzyć bogatą ofertę rozgałęziaczy, kondycjonerów i kabli sieciowych, dlatego w 2008 roku zaktualizował katalog Trilogy Audio Systems, co już rok później zaowocowało nagrodami przyznanymi właśnie tym modelom.

Niezbyt często zdarzają się mi testy urządzeń wyprodukowanych w Polsce. Wynika to po części z tego, że nadal w naszym kraju jest stosunkowo niewielu producentów, a dystrybutorzy firm zagranicznych mają większą siłę przebicia. Dlatego jestem zawsze bardzo zadowolony, kiedy w moje ręce trafia jakieś urządzenie oznaczone naklejką "Made in Poland". Urządzenia proponowane przez rodzimych producentów są bardzo różne. Są firmy wytwarzające sprzęt z najwyższej półki, dla zasobnych w gotówkę miłośników muzyki, często fantastycznie zaprojektowane i wykonane. Są urządzenia dopasowane do indywidualnych życzeń klientów, jednostkowe, produkowane na konkretne zamówienie. Jest też spora grupa produktów, gdzie konstruktorzy stawiają jedynie na brzmienie, całkowicie ignorując sferę wizualną, co moim zdaniem nie jest najlepszym rozwiązaniem. I w końcu jest całkiem duża grupa produktów dopracowanych wizualnie, dobrze grających i do tego jeszcze wycenionych w sposób bardzo rozsądny. Może trochę uprzedzę fakty, ale testowany przedwzmacniacz plasuje się w tej ostatniej kategorii.

[English version] W dobie przetworników, streamerów i wzmacniaczy działających niemalże na zasadzie perpetuum mobile, zestawy głośnikowe pozostają bastionem konserwatystów. Ich producenci oczywiście eksperymentują z nowymi materiałami, pracują nad poprawą parametrów magnesów, cewek i zwrotnic, co bardziej pomysłowi montują w swoich kolumnach przetworniki wstęgowe, linie transmisyjne i ciekawe membrany bierne, jednak generalnie segment głośnikowy to wciąż czysta klasyka. Większość audiofilskich zestawów bazuje na pomysłach sprzed kilku dekad, ale nie ma w tym nic złego, o ile konstruktor potrafi zrobić wszystko dobrze, zgodnie z zasadami sztuki. Jedną z firm, która hołduje najlepszym tradycjom budowania kolumn jest Xavian - czeska manufaktura, którą 17 lat temu założył Roberto Barletta. Nazwisko niezbyt czeskie, bo nasz bohater jest czystej krwi Włochem, który na północ wyemigrował za sprawą swej małżonki. Zmiana miejsca zamieszkania nie odebrała mu jednak pasji, jaką od wielu lat było dla niego budowanie zestawów głośnikowych. Wręcz przeciwnie - w Czechach znalazł utalentowanych rzemieślników, dzięki którym już pierwsze produkty Xaviana były doceniane nie tylko za brzmienie, ale także za jakość stolarki.

Historia marki KEF zdaje się zahaczać o wszystkie punkty prowadzące do nieuchronnego sukcesu i idealnie wpisuje się w audiofilskie postrzeganie świata. Firma została założona w 1961 roku przez Raymonda Cooke'a. Jej siedziba znajdowała się początkowo w baraku na obrzeżach fabryki Kent Engineering & Foundry - firmy zajmującej się obróbką metalu na brzegach rzeki Medway, niedaleko miasta Maidstone w hrabstwie Kent. Od pierwszych liter tych trzech wyrazów wywodzi się zresztą nazwa KEF. Cooke jako były inżynier BBC interesował się nowymi materiałami i technologiami, pragnąc opracować produkty, które byłyby w stanie odtwarzać nagrania tak, jak podczas oryginalnego wykonania. Od samego początku firma eksperymentowała z materiałami, które w owych czasach uznawano jeszcze za nietypowe lub wręcz kosmiczne. Pierwsze głośniki K1 wykorzystywały przetworniki z próżniowo formowaną polistyrenową membraną wzmacnianą folią, a głośnik wysokotonowy T15 miał membranę wykonaną z Melinexu, znanego także jako Mylar w Stanach Zjednoczonych i Hostophan w Europie - cienkiej, ale jednocześnie mocnej warstwy poliestru. KEF nigdy nie bał się innowacji, a prawdziwy przełom nadszedł wraz z opracowaniem pierwszego głośnika Uni-Q w 1988 roku.

Niemiecka firma to przykład triumfu wiedzy i inżynierskiego podejścia do tematu nad projektami opartymi wyłącznie na testach odsłuchowych i opowieściami o zbawiennym wpływie magicznych kryształów na brzmienie. Załoga T+A od lat konsekwentnie realizuje swoje pomysły na sprzęt audio, czego dowodem i ukoronowaniem było wprowadzenie do sprzedaży najnowszych urządzeń z topowej serii High Voltage. Do odtwarzacza i wzmacniacza zintegrowanego dołączyło naraz kilka modeli umożliwiających rozbudowanie zestawu stereo nawet do sześciu czy siedmiu potężnych klocków. Samym procesem wzmocnienia sygnału w najbardziej rozbudowanym układzie może zajmować się aż pięć urządzeń - przedwzmacniacz, dwie końcówki mocy pracujące w trybie mono i dwa dedykowane im zasilacze. Flagowy system T+A to prawdziwy pokaz siły, którego możliwości można było podziwiać na kilku dużych wystawach, a także w salonie polskiego dystrybutora w Warszawie. W ofercie manufaktury z Herford można jednak znaleźć także o wiele bardziej przystępne cenowo produkty.

Sennheiser to jedna z najlepiej rozpoznawalnych marek nie tylko na rynku amatorskich słuchawek dla audiofilów i melomanów, ale także sprzętu profesjonalnego - mikrofonów, systemów bezprzewodowych czy zestawów słuchawkowych dla pilotów. Logo z charakterystyczną, mocno pochyloną literą "S" musiał widzieć każdy, kto w swoim życiu choćby zbliżył się do studia nagraniowego, radia czy telewizji, nie mówiąc już o koncertach czy różnego rodzaju konferencjach. Wśród miłośników dobrego brzmienia Sennheiser znany jest przede wszystkim ze słuchawek do użytku domowego, jak chociażby HD 598, HD 600, HD 700 czy HD 800. Takich symboli można wymieniać mnóstwo ponieważ oferta niemieckiej firmy jest niesamowicie bogata - obejmuje słuchawki nauszne, wokółuszne i dokanałowe, otwarte i zamknięte, bezprzewodowe, sportowe, wyciszające hałas otoczenia, studyjne, gamingowe, mobilne i jakie jeszcze chcecie. Na tle modeli oznaczonych symbolami literowo-liczbowymi wyróżnia się jednak kilka propozycji, którym konstruktorzy nadali imiona - Momentum, Urbanite, Amperior i G4ME. Te pierwsze wprowadzono najpierw w wersji wokółusznej, a potem nausznej i dokanałowej. Do wyboru było wiele wersji kolorystycznych, w tym także kilka "malowań" specjalnych i jubileuszowych. Seria została zaprojektowana z myślą o użytkownikach urządzeń mobilnych i melomanach, którzy oprócz pilota z mikrofonem chcieli dostać także wysokiej jakości materiały i audiofilskie brzmienie.

Professional Monitor Company to firma, którą z punktu widzenia audiofila definiują dwa główne pojęcia. Pierwszym z nich, które pojawia się właściwie w każdym teście jest "rynek profesjonalny" - PMC rzeczywiście działa na tym polu od wielu lat, odnosząc prawdopodobnie nawet większe sukcesy, niż na rynku amatorskim. W odróżnieniu od producentów, którzy chwalą się obecnością swoich kolumn w kilku studiach nagraniowych, brytyjska marka faktycznie tam się narodziła, a lista utytułowanych użytkowników tych kolumn jest tak długa, że trzeba było posortować ją alfabetycznie. W domu lub w pracy zestawów PMC słuchają takie sławy, jak Brian May, Coldplay, Elbow, Kraftwerk, Marillion, Prince, Robbie Williams, Tori Amos czy Thomas Newman, natomiast wśród instytucji znajdziemy między innymi Audio Network, Backyard Studios, Capitol Studios, Dorian Gray Studios, Finyl Tweek, Insane Sounds, La Vall Studios, Metropolis Mastering czy Wired Masters. Nawet nie wiedząc nic na temat samych głośników, z łatwością można zauważyć, że mają znakomite referencje. Drugie pojęcie definiujące markę PMC, szczególnie w sektorze kolumn do zastosowań domowych, to "linia transmisyjna" - rozwiązanie stosowane rzadko, głównie ze względu na skomplikowane obliczenia, konieczność zastosowania specyficznych głośników i wysokie koszty produkcji obudowy, w którą wkomponowany jest taki labirynt.
Marcin