
Professional Monitor Company to firma, którą z punktu widzenia audiofila definiują dwa główne pojęcia. Pierwszym z nich, które pojawia się właściwie w każdym teście jest "rynek profesjonalny" - PMC rzeczywiście działa na tym polu od wielu lat, odnosząc prawdopodobnie nawet większe sukcesy, niż na rynku amatorskim. W odróżnieniu od producentów, którzy chwalą się obecnością swoich kolumn w kilku studiach nagraniowych, brytyjska marka faktycznie tam się narodziła, a lista utytułowanych użytkowników tych kolumn jest tak długa, że trzeba było posortować ją alfabetycznie. W domu lub w pracy zestawów PMC słuchają takie sławy, jak Brian May, Coldplay, Elbow, Kraftwerk, Marillion, Prince, Robbie Williams, Tori Amos czy Thomas Newman, natomiast wśród instytucji znajdziemy między innymi Audio Network, Backyard Studios, Capitol Studios, Dorian Gray Studios, Finyl Tweek, Insane Sounds, La Vall Studios, Metropolis Mastering czy Wired Masters. Nawet nie wiedząc nic na temat samych głośników, z łatwością można zauważyć, że mają znakomite referencje. Drugie pojęcie definiujące markę PMC, szczególnie w sektorze kolumn do zastosowań domowych, to "linia transmisyjna" - rozwiązanie stosowane rzadko, głównie ze względu na skomplikowane obliczenia, konieczność zastosowania specyficznych głośników i wysokie koszty produkcji obudowy, w którą wkomponowany jest taki labirynt.

Patrząc na rozwój współczesnego świata urządzeń audio, bardzo często można dojść do wniosku, że jedyną słuszną drogą jest powolna acz nieunikniona przesiadka na komputerowe pliki tworzone w coraz to gęstszych formatach pożerających takie ilości miejsca na dyskach, że aż strach pomyśleć, co to będzie za 10 lat. Na szczęście w tym zwariowanym, zero-jedynkowym świecie jest jeszcze fragment rzeczywistości, w której nie można słuchać muzyki byle gdzie i byle jak, ze słuchawek wciśniętych do uszu i podłączonych do maleńkich pudełek nabitych cyfrową muzyką. Ten świat to spokojna kraina analogowego relaksu, która już nie raz wydawała się być skazana na zagładę, a jednak wciąż trwa i na dodatek od kilku lat sukcesywnie rośnie w siłę.

[English version] Jeszcze do niedawna katalog Denona skupiał się na urządzeniach przeznaczonych niemal wyłącznie do systemów stereo i kina domowego - wzmacniaczach, odtwarzaczach, streamerach i systemach mikro. Ofertę uzupełniały akcesoria i szeroka gama słuchawek, całkiem ciekawych zresztą. Umacniający się trend pchający wiele sektorów w kierunku urządzeń mobilnych spowodował zmianę również w katalogu japońskiego koncernu, wywołując niemalże lawinę nowych propozycji o różnym przeznaczeniu. W ubiegłym roku pojawiło się tutaj kilka nowości, jak na przykład systemy z serii CEOL, wyglądający jak damska torebka głośnik Envaya, elegancki i smukły soundbar DHT-T110 czy wreszcie bezprzewodowe głośniki HEOS. Denon najwyraźniej nie zamierza na tym poprzestać, ponieważ niedawno swoją premierę miał również pierwszy w historii marki wzmacniacz słuchawkowy z przetwornikiem cyfrowo-analogowym. Urządzenie nie dość, że zachęca kompaktowymi rozmiarami, to jeszcze świetnie prezentuje się na biurku.

Bez względu na to, czy weźmiemy na celownik samochody, smartfony czy zegarki, firmy operujące w danej branży można zwykle podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to producenci ukierunkowani na stały i w miarę bezpieczny zysk - oferujący dokładnie takie towary, jakie w danym momencie się sprzedają. Wielkiej pasji w tym nie ma, ale jeśli przepływ kartonów w jedną stronę jest zamieniany na przepływ gotówki w drugą, nikt nie widzi problemu w tym, że w owych pudłach znajdują się produkty nudne, jak flaki z olejem. Drugą grupę stanowią firmy stawiające na oryginalność i pomysłowość. Te kierują swoje produkty do koneserów, którzy nie lubią szarości i są nawet gotowi podjąć pewne ryzyko, aby wyrwać się ze szpon przeciętności. Final Audio Design z pewnością należy do tej drugiej grupy.

Creek to firma, która już od ponad trzydziestu lat dostarcza melomanom porządny i rozsądnie wyceniony sprzęt audio. Tradycję tę zapoczątkował już pierwszy piecyk zaprojektowany przez Mike'a Creeka. Wprowadzony w 1982 roku model CAS4040 oddawał 30 watów na kanał i kosztował dokładnie 99 funtów. Pierwszym prawdziwym hitem na rynku polskim była skromna integra 4330. Wzmacniacz był malutki i niesamowicie skromny, jednak jego brzmienie w niektórych aspektach pachniało jakością, której dostarczały konstrukcje kilkukrotnie droższe. W umiejętnie dobranym towarzystwie, ten czterdziestowatowy piecyk potrafił zagrać naprawdę wybornie. Wiem to, bo 4330 w wersji mkII R był moim pierwszym wzmacniaczem z prawdziwego zdarzenia.

Ubiegły rok był bardzo ciekawy dla miłośników sprzętu grającego, a w szczególności tych, którym łezka w oku kręci się na widok polskiej aparatury audio. Na rynku pojawiło się kilku nowych graczy, ale najczęściej komentowanymi wydarzeniami były długo zapowiadane powroty - Tonsil zaprezentował nowe Altusy, a jeszcze wcześniej odrodziła się inna marka doskonale znana pełnoletnim melomanom - Unitra. Na konferencji prasowej zorganizowanej w iście peerelowskim stylu zapowiedziano wprowadzenie do sprzedaży produktów z trzech głównych kategorii - słuchawek, uchwytów do telewizorów oraz wzmacniaczy lampowych. A konkretnie jednego, któremu nadano imię Edward. To właśnie na nim skupiła się uwaga audiofilów, a także ludzi nie mających zielonego pojęcia o sprzęcie hi-fi. Media podchwyciły temat, jednak dziennikarze zajmujący się na co dzień smartfonami i kartami graficznymi zaczęli wręcz wyśmiewać firmę, która w dwudziestym pierwszym wieku proponuje klientom urządzenia wykonane w przedwojennej technologii. Oczywiście mało który redaktor czasopisma czy portalu o tematyce komputerowej zdaje sobie sprawę z tego, że lampowe piecyki zaliczane są do audiofilskiej ekstraklasy.

[English version] Audiofile rzadko kiedy się ze sobą zgadzają. Sami dzielą swoją społeczność na różne, czasem niezrozumiałe nawet dla wtajemniczonych grupy. To samo brzmienie dla jednych jest odkryciem, dla innych kompletną porażką, a przykłady można by mnożyć bez końca. Dlatego sytuacja jest tym bardziej dziwna i wyjątkowa, że w stosunku do zaprezentowanych na tegorocznym Audio Show kolumn zielonogórskiego producenta, audiofilska brać przemówiła jednym głosem, ogłaszając je jedną z największych perełek wystawy. Zwiedzający podkreślali doskonałość brzmienia, dziwiąc się jednocześnie, że o samym producencie tak mało wiadomo. Firma Audiothlon ma pod swoimi skrzydłami dwie marki. Historycznie pierwszą był Enerr - tym logiem sygnowane są akcesoria prądowe takie jak kable sieciowe, listwy i kondycjonery. Potem narodziło się Equlibrium czyli kable głośnikowe, interkonekty oraz właśnie kolumny. O ile kable są dość znane i wielokrotnie można było przeczytać ich recenzje, również w naszym portalu, o tyle projekty kolumn dość szybko ewoluowały zanim zobaczyliśmy je w ostatecznym kształcie. Po raz pierwszy zetknęliśmy się z nimi w maju 2013 roku, podczas Polskiej Majówki we wrocławskim Fusicu. Tam zagrał model Nano, który miał wprawdzie podobne obudowy, ale wyposażony był jeszcze w metalową kopułkę i woofer z plecionki węglowej. Brzmienie już wtedy było bardzo dobre, więc pojawiły się głosy, aby nic nie zmieniać. Lepsze jest jednak wrogiem dobrego.

Jakiś czas temu, przeglądając archiwum naszych testów doszedłem do wniosku, że rzadko zajmujemy się przewodami zasilającymi. Kilka modeli owszem było, ale przeważnie występowały one w komplecie z interkonektami i kablami głośnikowymi lub listwami i kondycjonerami. Postanowiliśmy więc zebrać kilka sieciówek i przeprowadzić test grupowy. Rozpuściliśmy wiadomość po kilku dystrybutorach i zaczęliśmy poszukiwania. Szybko okazało się, że najprędzej możemy otrzymać modele przeznaczone dla zaawansowanych w swojej chorobie audiofilów i, co tu ukrywać, stosunkowo drogie. Ponieważ grupa zaczęła zmierzać w tym kierunku, ostatecznie podjęliśmy decyzję o wybraniu tylko jednego, najbardziej hi-endowego reprezentanta danej marki.

Kiedy rozmawiałem z założycielem firmy AudioSolutions, ten nie mógł uwierzyć, że w Polsce każde dziecko na jakimś etapie swojej edukacji recytuje poemat zaczynający się od słów "Litwo, ojczyzno moja..." - a żeby było śmieszniej, sam nie kojarzył ani tego cytatu, ani jego autora. Cóż, w końcu żyjemy w kraju, gdzie funkcjonuje lotnisko Fryderyka Chopina i most Marii Curie, które to postaci przez społeczność międzynarodową jednoznacznie kojarzone są z Francją. Zajadamy się rybą po grecku, pierogami ruskimi i barszczem ukraińskim, więc w zasadzie nikogo nie powinno dziwić, że wpajamy dzieciom patriotyzm wobec Litwy. Dziś jest to kraj, który liczy sobie mniej mieszkańców, niż Warszawa, a na mapie zajmuje tyle miejsca, co dwa nasze województwa, na przykład Mazowieckie i Wielkopolskie. Trudno oczekiwać, żeby państwo tej wielkości było gigantem w jakiejś dziedzinie. Za sprawą AudioSolutions, o Litwie usłyszeli jednak audiofile.

Jednymi z największych gwiazd tegorocznej wystawy Audio Show były flagowe kolumny Focala - Grande Utopie EM. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zestawy głośnikowe kosztujące tyle, co niezły apartament w centrum Warszawy to nie lada gratka dla każdego audiofila. Potwierdziło się to podczas samej imprezy - do sali zajmowanej przez dystrybutora francuskiej firmy ciężko było wejść, a porządku musiało pilnować kilka osób ustawionych przed drzwiami. Najbardziej majestatyczne kolumny z serii Utopia III miały zaprezentować swoje możliwości ze wzmacniaczem Naim Statement, jednak ktoś po tej drugiej stronie nie dopełnił wszystkich formalności związanych z wysyłką tak kosztownego sprzętu i Grande Utopiom EM trzeba było załatwić innego, godnego partnera. Między ogromnymi, czarnymi skrzyniami stanął więc przedwzmacniacz Soulution 720 i para monobloków Soulution 700, a źródłem dźwięku był odtwarzacz Cyrusa. Na kablach również nie oszczędzano, ponieważ wszystkie elementy łączyły przewody Jorma Design Prime. Organizatorzy prezentacji rzeczywiście postarali się, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik i nawet pomimo kilku poważnych problemów udało im się przeprowadzić odsłuch, w którym w ciągu dwóch dni wzięło udział kilka tysięcy ludzi.
Krzysztof