Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Serblin & Son Performer

Serblin & Son Performer

Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego są wybredni, czasami nawet do przesady. Poszukiwanie coraz lepszego dźwięku jest jednak wpisane w audiofilskie hobby, więc nikogo nie powinno dziwić to, że nieustannie wynajdujemy rzeczy, które można jeszcze poprawić - w sprzęcie, wystroju pokoju odsłuchowego, sposobie ułożenia kabli na podłodze i fazach Księżyca. W ostatnich latach wszyscy mamy jednak wspólny powód do narzekania. Jest nim inflacja i wszystko, co się z nią wiąże. Gdy po raz kolejny czytam, jakie to dostępne na rynku urządzenia są brzydkie, złe, paskudne i plastikowe, a firmy, które jeszcze trzymają poziom, wywindowały ceny do poziomu stratosfery, odruchowo mam ochotę zamknąć okno przeglądarki. Później wracam jednak do swoich obowiązków i trudno mi powstrzymać myśl, że podobne komentarze mają coraz mocniejsze oparcie w rzeczywistości. Wzmacniacz, który bynajmniej nie jest szczytem marzeń audiofila i jest zbudowany w oparciu o gotową końcówkę mocy pracującą w klasie D, może już kosztować cztery albo dziesięć tysięcy złotych. Taki, który naprawdę powoduje szybsze bicie serca nawet u doświadczonego melomana - dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści tysięcy i więcej. Istnieją tylko dwa wyjścia z tej sytuacji. Pierwsze - dać sobie spokój, kupić w miarę porządny głośnik bezprzewodowy i słuchać muzyki w nadziei, że pewnego dnia ceny spadną i każdy będzie mógł pozwolić sobie na zakup hi-endowego sprzętu. Drugie to szukać wysokiej jakości i normalnych cen tam, gdzie mało kto zagląda - w katalogach skromnych manufaktur, które nie zdobyły setek branżowych nagród i nie mają osiemdziesięciu dystrybutorów na całym świecie. Taką maleńką, rodzinną firmą jest Serblin & Son, a jej najtańszym produktem jest wzmacniacz zintegrowany o nazwie Performer.

Hegel H600

Hegel H600

Thor to w mitologii nordyckiej bóg burzy i piorunów, ale także małżeństwa, sił witalnych, rolnictwa i ogniska domowego. Miał być bardziej przychylny ludziom niż jego ojciec, Odyn, choć równie gwałtowny. Podróżował rydwanem zaprzężonym w kozły, Tanngrisnir i Tanngnjóstr. Przedstawiano go zwykle jako mocarza z rudą brodą oraz trzema kluczowymi atrybutami - pasem podwajającego jego moc, żelaznymi rękawicami i wielkim bojowym młotem o nazwie Mjolnir (Mjølner). Kiedy Thor nim rzucał, młot zawsze do niego wracał, uprzednio oczywiście miażdżąc cel ataku swojego pana ("Mjøl" we współczesnym norweskim oznacza dosłownie "mąka" lub "proszek", więc "Mjølner" można rozumieć jako "mielący na proch"). Uderzeniu tej niezwykłej broni miały towarzyszyć pioruny. O tym, jak cenny był ów młot dla Thora, może świadczyć pieśń opowiadająca o tym, do czego posunął się, gdy olbrzym o imieniu Thrym ukradł Mjolnir, żądając za jego zwrot ręki bogini Frei. Według tej legendy Thor, za namową Heimdalla, strażnika Asgardu, miał przebrać się za Freję, osłoniwszy się welonem. Myśląc, że plan się powiódł, Thrym i jego kompani wyprawili wesele, podczas którego prawowity właściciel Mjolnira chyba na chwilę zapomniał o swojej misji i dał się ponieść emocjom. Zjadł bowiem osiem łososi i wołu, co wywołało zaniepokojenie olbrzymów, jednak Loki wytłumaczył ten fenomen, mówiąc, że "panna młoda" w oczekiwaniu na swoje zaślubiny z Thyrymem nie jadła przez tydzień. Pod koniec biesiady, kiedy zgodnie z tradycją złożono Mjolnira na łonie przebranego za Freję Thora, by przypieczętować akt małżeństwa, ten chwycił swój młot i wymordował olbrzymów bez najmniejszego problemu. Nie dziwi zatem fakt, że Mjolnir stał się najpopularniejszym symbolem stosowanym przez Skandynawów nie tylko w średniowieczu, ale nawet dziś, chociażby w herbach i godłach. A co to ma wspólnego z bohaterem niniejszego testu? Cierpliwości...

Denon Home Amp

Denon Home Amp

Jeżeli interesujecie się sprzętem grającym, z pewnością nie raz natknęliście się na rozbudowane opisy zestawów głośnikowych, wzmacniaczy, streamerów, a nawet wkładek gramofonowych, kabli i rozgałęziaczy. Nawet kiedy wszystkie funkcje i właściwości danego urządzenia są już omówione, kiedy dowiedzieliśmy się wszystkiego o historii marki (będącej oczywiście liderem w danej dziedzinie) i jej zaangażowaniu w dostarczanie melomanom zoptymalizowanych rozwiązań hi-fi (w prasówkach często można znaleźć elementy korporacyjnej nowomowy), przeczytamy jeszcze o tym, że opisywany model będzie świetnie prezentował się w każdym wnętrzu, a jego opakowanie zostało wykonane z materiałów nadających się do recyklingu i zadrukowane tuszem sojowym. Nie ma w tym nic dziwnego. Każdy chce swój produkt sprzedać, szczególnie jeśli mówimy o urządzeniu, które ma trafić do masowego odbiorcy, takim jak nowy wzmacniacz sieciowy Denona o jakże odkrywczej nazwie Home Amp. O jego premierze zostałem poinformowany z wyprzedzeniem, więc spodziewałem się, że będzie to spore wydarzenie, a materiały marketingowe będą nawet obszerniejsze niż zwykle, bo wiele firm sprzedałoby duszę diabłu, aby mieć w swojej ofercie taki kompaktowy, mocny i funkcjonalny piecyk. Myliłem się. A to dopiero początek historii...

Ostatnie komentarze

  • Garfield

    Patrząc na grupę docelową - strzał w dziesiątkę. A jak w porównaniu do Powernode?
    0
Zobacz inne komentarze

Indiana Line Diva 5

Indiana Line Diva 5

Amatorzy przystępnego cenowo sprzętu audio zawsze mieli swoje ulubione marki. Te, które na przekór inflacji i rynkowym trendom oferowały i wciąż oferują coś "dla ludzi". Te, którym mimo długiego rynkowego stażu i setek branżowych nagród nie uderzyła do głowy woda sodowa. Odnoszę jednak wrażenie, że w ostatnich latach skład tej grupy mocno się zmienił. Wiele firm zdecydowało się podnieść ceny, nie argumentując tego postępem jakościowym lub choćby kosmetycznymi poprawkami w stosunku do poprzednich modeli. Inne albo wskoczyły na wyższą półkę, albo zeszły ze sceny, wypychane przez dalekowschodnią konkurencję. Na szczęście na placu boju zostało kilka manufaktur, które wciąż walczą o względy mniej zamożnych melomanów, a bynajmniej nie narodziły się dwa miesiące temu i mają nam do zaproponowania coś więcej niż chiński paździerz ze zmienionymi emblematami. Jedną z nich jest Indiana Line, a jej najnowszym dziełem jest odnowiona seria Diva.

Auralic Vega S1 + PSU S1

Auralic Vega S1 + PSU S1

Strumieniowe odtwarzacze audio to gorący towar. Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że ponad połowa zapytań, jakie otrzymujemy od czytelników na redakcyjną skrzynkę mailową i przez różnego rodzaju komunikatory, dotyczy właśnie streamerów i urządzeń, które bezpośrednio z nimi współpracują - przetworników, zasilaczy, a nawet akcesoriów mających na przykład oczyszczać sygnał LAN. Zupełnie jakby pozostałe elementy systemu stereo były mało istotne. Zmienia się nie tylko podejście klientów, ale także sam rynek. Wystarczy wejść na stronę pierwszego lepszego sklepu internetowego, aby zdać sobie sprawę, że utytułowani producenci sprzętu hi-fi ponieśli na tym polu sromotną porażkę. Po wzmacniacz, owszem, możemy udać się do Audiolaba, Coplanda, Hegla, Fezza, Luxmana, Exposure'a, Unisona, Pathosa albo McIntosha, ale źródło wybierzemy raczej z katalogu Auralica, Lumina, Rose'a, Silent Angela albo EverSolo. Tylko kilku dużych graczy podołało temu zadaniu, wchodząc na rynek streamerów odpowiednio wcześnie i wydając potężną część swojego budżetu na opracowanie nowych urządzeń i oprogramowania. Reszta zaspała, czego musi coraz bardziej żałować, bo liczba chętnych na zakup porządnego odtwarzacza sieciowego stale rośnie. Wielu staje jednak przed standardowym problemem - jeśli źródło ma być naprawdę dobre, jeśli ma nas cieszyć zarówno brzmieniem, jak i brakiem ewidentnych niedoróbek sprzętowych i software'owych, prawdopodobnie gładko przekroczymy barierę dziesięciu, a może nawet piętnastu tysięcy złotych. Wielu melomanów obchodzi problem, zaprzęgając do pracy komputer lub decydując się na sam transport sieciowy, który następnie pracuje w połączeniu z posiadanym już przetwornikiem lub wzmacniaczem wyposażonym w wejście USB. Nie jest to złe rozwiązanie, jednak mimo wszystko fajniej byłoby mieć "prawdziwy", pełnokrwisty streamer. Gdyby tylko istniał taki, który ma wszystko, czego chcemy, ale kosztował mniej niż piętnaście, dwadzieścia, trzydzieści tysięcy złotych...

Pylon Audio Diamond Monitor 18 mkII

Pylon Audio Diamond Monitor 18 mkII

Producenci sprzętu grającego lubią chwalić się swoimi szczytowymi osiągnięciami, jednak w ofercie każdej firmy kluczową rolę pełnią modele, które po prostu najlepiej się sprzedają. To one zapewniają fundusze na dalszy rozwój i wskazują projektantom, jakie pomysły najbardziej podobają się klientom. W ostatnim czasie Pylon Audio mocno pracuje nad zestawami głośnikowymi z wysokiej półki. Na przestrzeni kilku lat w katalogu polskiej manufaktury pojawiły się kolumny z serii Jasper, obejmującej już sześć modeli, potężne Ambery mkII, oldschoolowe Jade'y 20, które właśnie doczekały się większego braciszka, a także Emeraldy 25. W statystykach sprzedaży królują jednak Diamondy i absolutnie mnie to nie dziwi, ponieważ modele z tej serii łączą w sobie wszystko, czego szuka wielu melomanów - dyskretne, skromne, nienarzucające się wzornictwo, wysoką jakość wykonania, uniwersalne brzmienie, bezproblemową współpracę z szeroką gamą elektroniki, bogatą paletę wersji kolorystycznych i przystępną cenę. Może nie jest to sprzęt, którego sukces opiera się na jakichś wyjątkowych rozwiązaniach technicznych i który każdego dnia będzie umiał czymś zaskoczyć swojego właściciela, ale trudno mu wytknąć jakieś ewidentne minusy. Jeżeli tylko nie będziemy przesadnie oszczędzać na elektronice i wybierzemy model dopasowany do rozmiarów i akustyki naszego pokoju odsłuchowego, otrzymamy kolumny do wszystkiego. Jeżeli ktoś nadal nie rozumie, dlaczego Diamondy stały się takim hitem, nieodpłatnie wydam mu zaświadczenie o całkowitej nieznajomości zasad rządzących rynkiem sprzętu audio. Czy nowa generacja serii Diamond będzie kontynuowała tę historię? Aby tak się stało, polscy konstruktorzy musieli spełnić tylko jeden warunek - niczego nie zepsuć. A twierdzą, że to i owo nawet poprawili. Odważnie...

Astell&Kern Kann Ultra

Astell&Kern Kann Ultra

Koreańska marka Astell&Kern wyspecjalizowała się w zaskakiwaniu audiofilów luksusowymi odtwarzaczami przenośnymi. Kiedy na rynku debiutowały jej pierwsze hi-endowe playery, miałem wątpliwości, czy nie będzie to krótkoterminowa, jednorazowa akcja, ponieważ ceny szczytowych modeli były wręcz szokujące. Co prawda pod względem jakości wykonania i brzmienia urządzenia te również przebijały wszystko, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej, ale wydawało mi się, że po zademonstrowaniu swoich możliwości firma będzie musiała zejść na ziemię, koncentrując się na DAP-ach z niskiej i średniej półki. Te jednak, kiedy wreszcie się pojawiły, nie wygenerowały tyle szumu. Wydaje się, że stawiając na totalnie odjechane DAP-y, Koreańczycy mieli absolutną rację. Co więcej, regularnie podnoszą poprzeczkę, fundując miłośnikom przenośnego audio atrakcje, jakich wcześniej albo nie widzieli, albo widywali je sporadycznie. Astell&Kern realizuje nawet najśmielsze pomysły - nawet te, o które nikt się nie dopominał, a zwykle okazuje się, że jednak były potrzebne. Spójrzcie tylko, jakie kosmiczne odtwarzacze pojawiły się w ofercie tej marki w ciągu kilku ostatnich lat. Był SE180 z wymiennymi modułami zawierającymi różne przetworniki, ACRO CA1000, czyli ekscentryczne połączenie odtwarzacza przenośnego i stacjonarnego wzmacniacza słuchawkowego, niecały rok temu testowałem player A&futura SE300 z przetwornikiem typu R2R, a niedawno zaprezentowano model A&ultima SP3000T wyposażony w miniaturowe lampy elektronowe Raytheon JAN6418. Teraz pora na kolejną gwiazdę w tej galaktyce hi-endowych osobliwości - Kann Ultra.

Sennheiser HD 620S

Sennheiser HD 620S

Odkąd pamiętam, Sennheiser był dla mnie jednym z niekwestionowanych liderów w segmencie słuchawek. Nie wszystkie modele, z którymi miałem do czynienia, można było nazwać wybitnymi, ale logo niemieckiej firmy było i wciąż jest gwarancją pewnego poziomu - tego, że nawet jeśli pewne elementy danego produktu spodobają nam się bardziej, a inne mniej, to w ogólnym rozrachunku lipy nie będzie. Odnoszę wrażenie, że dla wielu klientów - szczególnie tych, którzy sparzyli się na tańszych nausznikach - owa gwarancja uzyskania co najmniej dobrego efektu stała się kluczowa. Za produktami większości rywali, jakkolwiek udane by nie były, jednak nie stoi tyle lat doświadczenia. W pewnym momencie Sennheiser zaczął delikatnie tracić impet. Konkurencja uciekała mu na wielu frontach. Spragnieni ekstremalnych doznań audiofile coraz częściej wybierali hi-endowe modele planarne i kilkukrotnie droższe od "osiemsetek" nauszniki dynamiczne. Masowemu odbiorcy szukającemu przyzwoitych słuchawek bezprzewodowych Niemcy mieli do zaoferowania tylko kilka, a nie kilkadziesiąt różnych modeli. Co prawda każdy z nich był na tyle udany i przemyślany, że sztuczne zapychanie katalogu nie miało sensu, ale logika to jedno, a prawa rynku - drugie. Trzy lata temu konsumencki dział Sennheisera został przejęty przez szwajcarską firmę Sonova, specjalizującą się w produkcji aparatów słuchowych. Początkowo obawiałem się, że to już będzie równia pochyła, a nowy właściciel ze znanej nam manufaktury zrobi wydmuszkę, wykorzystując jej legendę do sprzedawania chłamu produkowanego w dalekowschodnich fabrykach. Na szczęście tak nie stało. Ba! Obecnie coraz częściej myślę, że kolejne posunięcia Sennheisera są słuszne, choć odważne. Jeżeli chcecie wiedzieć, o co mi chodzi, wprowadzone właśnie na rynek HD 620S są idealnym pretekstem do omówienia tego zjawiska, bo to, co wyróżnia Sennheisera na tle konkurencji, skupia się w nich jak w soczewce.

Ostatnie komentarze

  • Tomasz

    Świetna recenzja, czytanie jej było dla mnie przyjemnością:) Czy istnieje szansa na test nowych Focali Azurys?
    1
Zobacz inne komentarze

Serblin & Son Frankie Plus

Serblin & Son Frankie Plus

Choć wśród projektantów sprzętu grającego nie brakuje ekscentryków, szaleńców i oszołomów, niewielu zdołało swoimi oryginalnymi pomysłami zadziwić świat do tego stopnia, aby ich nazwisko było kojarzone równie dobrze, a w niektórych kręgach nawet lepiej niż firma, pod której skrzydłami działali. Nawet jeśli uważacie się za doświadczonych audiofilów, założę się, że mielibyście problem z dopasowaniem nazwisk konstruktorów do znanych wszystkim marek, o ile oczywiście nie jest to jedno i to samo, jak w przypadku Cardasa, McIntosha, Kimbera czy Dana D'Agostino. Zdziwiłbym się jednak, gdybyście - mając się za audiofilów - nie wiedzieli, kim był i co takiego stworzył Franco Serblin. Niestety nie miałem okazji go poznać, ale musiał to być niezwykle utalentowany i charyzmatyczny jegomość. Melomani szaleli za jego kolumnami, a koledzy po fachu albo szczerze podziwiali, albo kompletnie lekceważyli jego projekty. Nie jest tajemnicą, że Franco miał w głębokim poważaniu parametry i pomiary. Podczas gdy konkurencja zmierzała w stronę projektowania komputerowego, próbując rozwiązać wszystkie problemy związane z reprodukcją dźwięku za pomocą nauki, założyciel firmy Sonus Faber polegał na własnych uszach i skupiał się na tym, co podpowiadała mu intuicja. Miał wrodzony talent i ufał mu bezgranicznie. Tworząc swoje kolejne dzieła, wolał słuchać niż analizować wykresy. To, że stworzone przez niego zestawy głośnikowe wyglądają wspaniale i do dziś budzą podziw swoją formą, nie ulega wątpliwości. O wiele ważniejsze jest jednak to, czego nie widać na zdjęciach - dźwięk. A ten zdaniem większości audiofilów jest wyjątkowy, hipnotyzujący, niepowtarzalny. Nic dziwnego, że dzieło pana Serblina jest dziś kontynuowane i to nie tylko przez firmę, której poświęcił ponad trzydzieści lat, ale także przez inne, mniejsze manufaktury założone i prowadzone przez jego krewnych. Jedną z nich jest Serblin & Son.

Ostatnie komentarze

  • AM

    Jeśli ktoś jest z Warszawy lub okolic, to zapraszam do sklepu Audiopunkt, widziałem tam dwa wzmacniacze Frankie, nawet jednego przez przypadek słuchałem i faktycznie gra wspaniale.
    0
Zobacz inne komentarze

Tellurium Q Ultra Silver II

Tellurium Q Ultra Silver II

Tellurium Q to prawdziwy fenomen nie tylko w świecie audiofilskich kabli, ale w branży hi-fi w ogóle. Oto mamy bowiem firmę specjalizującą się w produkcji dość niszowych akcesoriów, utrzymjującą ich konstrukcję w wielkiej tajemnicy i dzielącą się z klientami zaledwie strzępkami informacji, które być może mają, a być może nie mają związku z samymi przewodami, do tego wchodzącą na rynek zdominowany przez doświadczonych, dobrze rozpoznawalnych graczy, a początkowo nie posiadającą nic poza ciekawymi produktami i enigmatycznym hasłem o walce ze zniekształceniami fazowymi. Pachnie porażką? Nie, wprost przeciwnie. Losy brytyjskiej manufaktury potoczyły się tak, jakby jej założyciele mieli w piwnicy wielkie beczki z eliksirem szczęścia. Niemal od razu posypały się entuzjastyczne recenzje i nagrody, klienci szybko zaczęli interesować się okablowaniem Tellurium Q, kupować je i napędzać machinę sukcesu swoimi opiniami, a stojący za całym przedsięwzięciem Geoff Merrigan został już dwukrotnie zaproszony do pałacu Buckingham, aby odebrać biznesową nagrodę Królowej Brytyjskiej - Queen's Awards for Enterprise. Gdybym obserwował to z boku, zapewne doszedłbym do wniosku, że jest to jakiegoś rodzaju spisek, gdzie kable są produkowane tanimi metodami z materiałów gorszych niż w sprzedawanych na metry drutach z marketu budowlanego, natomiast cały hajp bierze się z tego, że recenzenci za każdym razem wraz z kablami otrzymują worek siana, a klienci najzwyczajniej w świecie nie są w stanie ocenić, czy kable są dobre, czy złe, bo i tak nie mają wystarczająco dobrego sprzętu, brakuje im doświadczenia, a często nawet nie chce im się wypożyczyć choćby dwóch czy trzech innych przewodów, aby przeprowadzić odsłuchy porównawcze. I żeby nie było, piszę to bez krzty sarkazmu. Istnieją tylko dwa problemy. Pierwszy - sam jestem recenzentem i nigdy jeszcze worka siana z paczki nie wyjąłem. Drugi - te kable jednak, kurza stopa, nie są takie złe. Może więc i w tym wypadku najprostsze wytłumaczenie jest najlepsze

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Sennheiser Momentum 5 Wireless

Sennheiser Momentum 5 Wireless

Są w świecie audio produkty, których kolejne generacje pojawiają się tak regularnie, że właściwie można ustawiać według nich kalendarz. Co rok nowy smartfon, co dwa lata nowa wersja przetwornika, co...

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Canor Verto D4S + Virtus I4S

Przymierzając się do zakupu hi-endowego systemu stereo, zwykle zaczynamy przeglądać katalogi producentów amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, włoskich, francuskich, japońskich albo skandynawskich. W ostatnich latach do tego grona dołączyły także firmy chińskie,...

Matrix Audio ND-1

Matrix Audio ND-1

Jeszcze kilka lat temu kierunek rozwoju cyfrowego audio wydawał się całkowicie oczywisty. Skoro odtwarzacz sieciowy i tak potrzebuje przetwornika, a ten coraz częściej otrzymuje regulację głośności, wyjście słuchawkowe i kilka...

Bannery boczne

Komentarze

someStuff
To jest imponujące, jak dużo mocy ma to urządzenie bez dodatkowego zasilania i bez wahania stwierdzam, że nie ma nic lepszego w tej cenie.
Piort
Ortofon OM 10 i M2 Red to w sumie ta sama wkładka, więc nie wiem, skąd pomysł na podmiankę :P
Adam
Pięknie wykonane słuchawki, prawdziwe dzieło sztuki. Dosyć długo szukałem słuchawek dla siebie i po przesłuchaniu planarów i dynamików stwierdziłem, że jednak t...
leszcz
Formatów już było wiele. Ustaliły się te, które są. Parametry coraz wyższe są już tylko liczbami, bo jakości jeszcze lepszej się fizycznie zrobić nie da. Firmy ...
Felek
Mam Venere 2.5, ale po przeczytaniu tego artykułu przerabiam je na Olimpicę II 1/2. To nie będzie III, ale w moim przedziale możliwości dam radę i nie obrażą si...

Płyty

Chelsea Wolfe - The Dark

Chelsea Wolfe - The Dark

Tytuł "The Dark" brzmi jak obietnica czegoś dobrze znanego wszystkim, którzy śledzą twórczość Chelsea Wolfe od dłuższego czasu. Można więc...

Newsy

Tech Corner

Obudowy głośnikowe w praktyce - rodzaje, właściwości, brzmienie

Obudowy głośnikowe w praktyce - rodzaje, właściwości, brzmienie

Zapewne niejedno z nas próbowało kiedyś przestawiać swoje kolumny głośnikowe w różne miejsca w mieszkaniu lub domu, aby sprawdzić, gdzie będą najlepiej grały. Oczywiście ma to sens, ponieważ rozmiar, akustyka pomieszczenia czy rozstawienie kolumn względem słuchacza i ścian mają kluczowe znaczenie dla ich brzmienia. Jednak czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad...

Nowości ze świata

  • Quad has spent much of the last few years rebuilding its range from both ends. Revela brought a new generation of conventional dynamic loudspeakers, ESL X refreshed the electrostatic side of the catalog, while electronics such as Quad 3, the...

  • Topping has never been particularly shy about squeezing ambitious specifications into inexpensive little boxes, but DX1 II is a much more substantial update than its familiar name might suggest. The original DX1 was deliberately simple - a USB-powered DAC and...

  • One of the traditional arguments against active loudspeakers is that their electronics age faster than their cabinets and drivers. An amplifier module can become outdated, streaming standards change and DSP platforms improve, while the acoustic part of a well-designed speaker...

Prezentacje

Najeźdźca z północy - Hegel

Najeźdźca z północy - Hegel

Wydawałoby się, że w bardzo gęstej branży audio kompletnie nie ma już miejsca dla nowych graczy. Że wszystkie stołki obsadzone są sztywno, bez szans na zmiany. A jednak od czasu do czasu pojawiają się firmy, które potrafią zaintrygować i porwać audiofilów, odbierając klientów starym wyjadaczom. Jednym z producentów, który wkroczył...

Poradniki

Listy

Galerie

Popularne testy

Dyskografie

Witchcraft - Zaklęcia ze Szwecji

Witchcraft - Zaklęcia ze Szwecji

Korzenie szwedzkiego zespołu Witchcraft sięgają 2000 roku. Wtedy właśnie Magnus Pelander - gitarzysta grupy Norrsken - postanowił oddać hołd swoim...

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...