
Dziś młodzi amatorzy komputerów, tabletów czy innych urządzeń elektronicznych nie wzbudzają wielkiego zainteresowania. Niektórzy w wieku kilkunastu lat piszą swoje pierwsze programy komputerowe, lutują proste układy elektroniczne albo tworzą animacje do gier. Jednak 90 lat temu to musiało być coś, a właśnie wtedy jedenastoletni Fritz Sennheiser skonstruował swoje pierwsze radio. Nic dziwnego, że studiował później elektronikę na Politechnice Berlińskiej, a kiedy i tego było mu mało, przeniósł się na politechnikę w Hanowerze, gdzie uzyskał tytuł doktora i zajmował się rozbudową Instytutu Elektroakustyki. Jego plany pokrzyżowała wojna. Po zbombardowaniu Hanoweru wraz ze swoim zespołem przeniósł się do mniejszej miejscowości i założył Laboratorium Wennebostel - w skrócie Labor W. Przy współpracy z Siemensem powstawały pierwsze mikrofony, a wkrótce Sennheiser zdecydował się konstruować własne modele - MD 2, MD 4 czy MD 21. Firma wykorzystała znakomitą koniunkturę w latach 50. Z małego zakładu Labor W przekształciło się w fabrykę zatrudniającą ponad 300 pracowników. W 1958 roku zaprezentowano system bezprzewodowego przesyłania sygnału o nazwie Mikroport, który pokochali dziennikarze, muzycy i prezenterzy telewizyjni. Firma zdecydowała się wejść na rynek komercyjny, co było znakomitym posunięciem. Pierwszym prawdziwym hitem na tym polu był mikrofon MD 421, a słuchawki stereofoniczne HD 414 sprzedały na całym świecie w milionach sztuk. Dziś takie oznaczenia słuchawek są dobrze znane fanom marki Sennheiser, a przecież w naszym opowiadaniu znajdujemy się gdzieś na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Nie jest żadnym odkryciem, że polscy producenci sprzętu audio tworzą naprawdę spory wycinek naszego rynku. Od jakiegoś czasu zresztą nie tylko naszego, ponieważ wielu z nich odnosi sukcesy w innych krajach. Mimo to w tej niełatwej, specjalistycznej dziedzinie wciąż jest miejsce dla nowych firm i ich pomysłów na wzmacniacze, kable czy zestawy głośnikowe. Niedawno skontaktował się z nami konstruktor kolumn Divine Acoustics. To polska firma, o której już wcześniej słyszeliśmy, ale nigdy nie mieliśmy styczności z jej produktami. Po krótkiej korespondencji dowiedzieliśmy się nawet dlaczego. Marka nie jest zupełnie nowa, bo pierwsze publikacje dotyczące jej produktów pojawiły się w 2008 roku. Dokładna data narodzin projektów, które znajdziemy obecnie w katalogu jest jednak trudna do określenia, ponieważ wszystkie pomysły ewoluowały od dłuższego czasu. Na stronie internetowej konstruktor dokładnie opisuje swoje doświadczenia związane z budowaniem zestawów głośnikowych. Wszystko odbywa się na drodze ciągłych poszukiwań i czasochłonnych odsłuchów, choć obudowy głośników projektowane są już w środowisku CAD.

Uważni czytelnicy naszego portalu zapewne kojarzą już markę Cresyn. Jej korzenie sięgają 1959 roku, kiedy jeszcze pod nazwą Daehan Phonograph Needle Factory zajmowała się produkcją igieł gramofonowych. Dla przypomnienia dodamy jeszcze, że firma pod teraźniejszą nazwą funkcjonuje od 2002 roku, a dotychczas mieliśmy okazję testować jeden z najnowszych wyrobów Cresyna - słuchawki dokanałowe AXE 5S. Wywarły na nas tak dobre wrażenie, że postanowiliśmy sprawdzić, co ciekawego można jeszcze znaleźć ciekawego w ofercie tego producenta. Tym razem sięgnęliśmy po produkt o zupełnie innej budowie, znajdujący się mniej więcej w środku cennika jeśli chodzi o słuchawki nauszne. Model C590H został wyceniony na 199 złotych i wygląda całkiem zachęcająco.

Audiofilskie kable bywają obiektem drwin, a szczególne podniecenie wywołują te, których ceny idą w dziesiątki tysięcy złotych. Teraz pewnie spodziewacie się, że będziemy ich bronić mówiąc, że kable to podstawa systemu audio, a żadna kwota na nie przeznaczona nie jest za wysoka. Otóż nie do końca. Doceniamy wpływ kabli na brzmienie, a odsłuchy naprawdę hardcore'owych modeli nieraz pokazały nam, jak wiele można zmienić tym jednym elementem. Jesteśmy jednak normalnymi ludźmi, a przynajmniej lubimy tak o sobie myśleć, więc najbardziej interesują nas produkty jak najlepsze i jak najtańsze. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to wydanie dużych pieniędzy na kable nie jest żadnym osiągnięciem, a w sumie i zrobienie dobrych kabli za duże pieniądze jest osiągnięciem mniejszym, niż wyprodukowanie audiofilskich kabli za małe pieniądze. Pojawia się jednak pytanie, czy za kilkaset złotych można kupić przewody, które naprawdę wprowadzą coś dobrego do brzmienia systemu audio i będą wyraźnie lepsze, niż te różne cienkie druciki w cenie czteropaku piwa?

Rynek sprzętu audio to nie tylko audiofilskie legendy i firmy zakorzenione w tym biznesie od wielu lat. Od czasu do czasu obserwujemy także mniej lub bardziej spektakularne narodziny nowych marek, migracje, produkty będące efektem współpracy kilku firm, a także swego rodzaju gościnne występy na muzycznej scenie. Ostatnio wiele firm zajmujących się dotychczas wzmacniaczami czy audiofilskimi zestawami głośnikowymi zapragnęło dołączyć do swojej oferty słuchawki, stacje dokujące czy głośniki komputerowe. Czasami trochę zamieszania potrafią wprowadzić do tego naszego świata także firmy z branży komputerowej, wypuszczając na przykład jakiś wyjątkowo atrakcyjny przetwornik cyfrowo-analogowy. Na rynku słuchawkowym dokładnie pół roku temu takie małe zamieszanie zrobiła Jabra. Duńska firma, znana dotychczas głównie z produkcji telefonicznych zestawów słuchawkowych i słuchawek z łącznością Bluetooth, postanowiła uderzyć w rynek opanowany przez marki typowo audiofilskie i duże koncerny wyspecjalizowane w produkcji nauszników i mikrofonów.

Denon jest jedną z firm, które do tematu słuchawek podeszły nie od strony konstrukcyjnej czy cenowej, ale zadaniowej. Katalog podzielony jest na pięć serii, z których każda nawiązuje do sposobu użytkowania nauszników. W serii Classic mamy na przykład eleganckie słuchawki wokółuszne i dwa modele dokanałowe. Globe Cruiser to modele przeznaczone dla osób, które często podróżują. To tylko dwa modele, ale łączy je zastosowanie systemu aktywnej redukcji hałasu. Serie Music Maniac i Urban Raver są najbardziej zbliżone. Oczywiście mamy tu zarówno modele wokółuszne, jak i dokanałowe, z tym, że seria Music Maniac ma być przeznaczona dla bardziej konserwatywnych klientów, a Urban Raver to modele przystosowane do współpracy ze smartfonami i tabletami. Ostatnia seria to Exercise Freak, przygotowana specjalnie dla osób aktywnie uprawiających sport.

Urban Raver to seria słuchawek z nowoczesnym podejściem do muzyki. Modele te zostały zaprojektowane dla osób często korzystających z przenośnych odtwarzaczy lub smartfonów czy też tabletów. Prawdopodobnie dlatego producent przygotował dla nich specjalną aplikację Denon Club App dostępną dla urządzeń z systemem operacyjnym iOS lub Android. Cała seria składa się z czterech modeli. Mamy tu dokanałowe AH-C101 dla entuzjastów mocnego basu, opisywane AH-D321, droższe dokanałówki AH-C301 z miniaturowymi pokrętłami i topowe AH-D401, które testowaliśmy jakiś czas temu. Prawdę powiedziawszy, to one sprawiły, że zainteresowaliśmy się modelem AH-D321. Wygląda on bardzo podobnie, ale został pozbawiony kilku gadżetów. Przede wszystkim nie mamy gniazda USB pozwalającego na ładowanie wewnętrznego akumulatora. A ten w wyższym modelu był potrzebny do zasilania wbudowanego wzmacniacza, dzięki któremu słuchawki grały bardziej dynamicznie i pozwalały na dłuższą pracę z odtwarzaczem przenośnym czy smartfonem. To na pewno ciekawy bajer, ale wiele osób uzna go za kompletnie niepotrzebny.

Jeżeli zajrzymy do historii jednej z firm produkujących kolumny głośnikowe, wzmacniacze czy gramofony, istnieje spore prawdopodobieństwo, że prędzej czy później natkniemy się na akapit, który brzmi jakby był nieustannie kopiowany. Jakby zmieniała się tylko nazwa firmy i nazwisko założyciela. Oto młody John, Hans lub Anders szukał dla siebie kolumn głośnikowych, ale żadne z dostępnych na rynku konstrukcji nie spełniały jego oczekiwań, więc postanowił zrobić własne. I były one oczywiście o wiele lepsze od wszystkich ówczesnych produktów konkurencji, a dziś - dzięki nieustannemu postępowi technicznemu, wypracowanym przez lata firmowym rozwiązaniom i niepohamowanej chęci dążenia do doskonałości - kolumny tej marki są oczywiście jeszcze lepsze. Niektóre z tych opowieści zawierają w sobie mniejszy lub większy pierwiastek prawdy. Problem zaczyna się, kiedy zwiedzimy strony kilkunastu takich firm, wszędzie znajdziemy teksty tego typu, a potem - przy założonym budżecie - wyświetlimy interesujące nas modele i stwierdzimy, że wszystkie wyglądają prawie tak samo. Mogą mieć trzy albo cztery głośniki, proste lub pochylone i zakrzywione obudowy, mogą być dostępne w egzotycznych fornirach lub błyszczących lakierach, ale pod względem konstrukcyjnym rozrzut nie jest taki duży. Jeżeli interesują nas kolumny do sporego pomieszczenia, będziemy się rozglądać raczej za modelami podłogowymi i prawdopodobnie trójdrożnymi. A co, jeśli chcemy być trochę bardziej oryginalni? Albo jeszcze lepiej - jeżeli poświęciliśmy już sporo czasu na odsłuchy i żadne kolumny nie rzuciły nas na kolana?

JBL to jeden z pierwszych wielkich koncernów, które zdały sobie sprawę z potencjału drzemiącego w Androidzie. Nie mówimy na razie o potencjale brzmieniowym czy użytkowym, ale rynkowym - czysto ekonomicznym. Bądźmy szczerzy - żadna firma nie działa charytatywnie, więc wprowadzając słuchawki czy stacje dokujące dla urządzeń z zielonym robotem, amerykańscy specjaliści musieli przeprowadzić badanie rynku i ocenić, czy opłaca im się w ogóle zaprojektować i wprowadzić do sprzedaży taki produkt, czy nie. A skoro doszli do wniosku, że da się na tym zarobić, musieli opierać się na jakichś danych. Z ich informacji wynika, że w pierwszym kwartale tego roku sprzedano na świecie więcej smartfonów, niż zwykłych telefonów komórkowych. Jak wiadomo, całkiem spory kawałek tego tortu to właśnie urządzenia z Androidem.

Rewolucja słuchawkowa trwa. Na rynku pojawia się coraz więcej marek i modeli. O ile najpierw praktycznie wszystkie produkty przeznaczone do urządzeń przenośnych były reklamowane możliwością współpracy z urządzeniami firmy Apple za pomocą niewielkich pilotów umieszczanych na kablu, to ostatnio do działów projektowych dotarła zaskakująca wiadomość, że istnieje także wiele urządzeń pracujących pod kontrolą systemu Android. Sprzęt reklamowany jako „Designed for iPhone” niekoniecznie chce poprawnie współpracować ze smartfonami uzbrojonymi w ten system. A biorąc pod uwagę ilość urządzeń pracujących właśnie na Androidzie okazało się, że producenci słuchawek praktycznie na własne życzenie odcinają się od wciąż rosnącej liczby użytkowników, którzy też chcieliby posiadać słuchawki współpracujące z ich smartfonami i tabletami. Jedną z firm, które postanowiły naprawić to niedopatrzenie jest koreański Cresyn.
Darth Artorius