Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Soundgenic HDL-RA4TB

Soundgenic HDL-RA4TB

Czasami sam nie mogę się nadziwić, jak bardzo audiofile muszą się nagimnastykować, aby cieszyć się dostępem do nowoczesnych rozwiązań technicznych. W porządku, nie wszyscy miłośnicy słuchania muzyki na wysublimowanym sprzęcie tego potrzebują. Niektórzy mają w głębokim poważaniu wszystko poza gramofonami, drogimi wkładkami, wzmacniaczami lampowymi, kolumnami tubowymi i innymi wynalazkami, których równie dobrze mogliby używać czterdzieści lat temu. Nie ma w tym nic złego. Brzmienie takiego sprzętu ma w sobie coś szczególnego, co niełatwo jest powtórzyć dzisiejszym konstruktorom. Wielu melomanów chce jednak iść z duchem czasów, bo przecież na coś ten cały postęp musi się przekładać, umożliwiając nam chociażby kontakt z muzyką zapisaną w studyjnej jakości, na przykład w formie gęstych plików. I tu zaczynają się schody... Aby oglądać filmy i seriale w najwyższej rozdzielczości, wystarczy kupić w miarę rozsądny telewizor, wykupić dostęp do jednego z popularnych serwisów strumieniowych i rozsiąść się na kanapie z pilotem w dłoni. Z muzyką, z jakiegoś powodu, zazwyczaj nie jest tak prosto. A to wybrane przez nas urządzenie nie obsługuje serwisu oferującego streaming gęstych lub przynajmniej bezstratnych plików, a to okazuje się, że oprócz sprzętu trzeba będzie kupić całkiem kosztowne oprogramowanie, które następnie będziemy musieli zainstalować na jakimś innym urządzeniu, którego też nie mamy, a ostatecznie dowiadujemy się, że najlepszy dźwięk dadzą nam pliki DSD, które będzie trzeba przechowywać na dysku w domu, wybór tytułów w tym formacie jest bardzo ograniczony, a jeśli już znajdziemy płytę, która nam się spodoba, za jej pobranie zapłacimy kilkadziesiąt dolarów.

Wbrew temu, co twierdzą niektórzy obrońcy tradycyjnych formatów i nośników, zwolennicy plików i streamingu od samego początku widzieli w nich coś więcej niż tylko sposób na łatwiejsze zarządzanie procesem odtwarzania muzyki, a przede wszystkim jej pozyskiwania. Nie gonili wyłącznie za wygodą, ale także za skróceniem ścieżki dzielącej studio nagraniowe od pokoju odsłuchowego. Chcieli słuchać więcej nowych albumów w jak najwyższej jakości, pożegnać się z ograniczeniem częstotliwości próbkowania do 44,1 kHz, szumem i piskami dochodzącymi z napędu optycznego, koniecznością przechowywania płyt, a nawet polowania na nowe wydawnictwa lub czekania, aż kurier przywiezie płytę zamówioną w preorderze, podczas gdy już kilka dni wcześniej wytwórnia zamieściła cały album na YouTubie. Problemy z cyfrową muzyką wciąż nie zostały opanowane. W porządku - jeśli kogoś zadowala smartfon, słuchawki bezprzewodowe i Spotify, nie będzie miał pojęcia, o jakich komplikacjach piszę. Audiofilom, którzy nie próbowali, też może się wydawać, że wystarczy podłączyć budżetowego DAC-a do komputera, aby odtwarzać najgęstsze pliki, jakie wynalazł rodzaj ludzki. Niestety, to tak nie działa. Słuchanie plików zaczęło przypominać zabawę z gramofonami i winylami. Jeśli satysfakcjonuje nas niska jakość dźwięku, da się to zrobić stosunkowo prosto i tanio, ale jeśli właśnie na owej jakości zależy nam najbardziej, trzeba się pogodzić z tym, że nie będzie ani łatwo, ani szybko, ani tanio.

Na szczęście całą operację można przeprowadzić na raty. Pierwszą wielu audiofilów już spłaciło, kupując przetwornik lub wzmacniacz zintegrowany z wejściami cyfrowymi współpracującymi z konwerterem na bazie jakiejś przyzwoitej kości. Drugi etap to zastąpienie komputera transportem zaprojektowanym tylko i wyłącznie z myślą o odtwarzaniu muzyki. Tutaj znów wchodzimy w labirynt danych technicznych, obsługiwanych formatów, kompatybilności z istotnymi dla nas serwisami i usługami. Jeśli zdecydujemy się przeznaczyć na takie urządzenie sporo oszczędności, będziemy mieli większe pole manewru, ale chcąc utrzymać wydatki na rozsądnym poziomie, pozostaje nam tylko kilka bardzo podobnych opcji. Może to być SOtM sMS-200 Neo, Yamaha WXC-50, Audiolab 6000N, Primare NP5 Prisma albo Pro-Ject Stream Box DS2 T - pudełko, które weźmie na siebie proces odczytywania muzyki i przesyłania jej do naszego DAC-a, przy okazji dając nam korzyść praktyczną, jaką niewątpliwie jest możliwość odłączenia się od peceta i obsługiwania playera z poziomu aplikacji. Z serwisami strumieniowymi zazwyczaj to działa, a co z plikami? Ach, tu pojawia się pewien problem. Jeżeli nie mamy dysku NAS, będziemy musieli udostępnić je w sieci lokalnej, co stoi w sprzeczności z ideą odłączenia się od komputera. Niektóre transporty sieciowe mają, oprócz gniazda USB pełniącego rolę wyjścia cyfrowego, kolejne gniazdo służące do podłączenia pendrive'a lub dysku z plikami. Ponieważ gęsta muzyka zajmuje naprawdę dużo miejsca, trzeba wówczas zaopatrzyć się w porządny nośnik pamięci. Dysk HDD lub SSD o pojemności 4 GB to kolejne kilka stówek, co najmniej. Ceny podzespołów komputerowych poszły ostatnio w górę tak, że człowiek od razu zaczyna inaczej patrzeć na srebrne kable. A gdyby tak nasz transport sieciowy miał wbudowany dysk? Hmm... W tym momencie wracamy do nieco zapomnianej koncepcji audiofilskiego serwera. Tylko czy ma to sens?

Soundgenic HDL-RA4TB

Wygląd i funkcjonalność

Soundgenic HDL-RA4TB to jeden z niewielu przykładów takiego właśnie urządzenia. Co więcej, nie mówimy tu o jakichś kosmicznych pieniądzach. 2790 zł to kwota, która pozwoli nam kupić przyzwoitego NAS-a lub transport sieciowy, ale nie obie te rzeczy jednocześnie, a właśnie do takiego połączenia sprowadza się zamysł Soundgenica. W porządku, jeśli poszukamy samego NAS-a w tym przedziale cenowym, prawdopodobnie znajdziemy nawet całkiem wypasione modele umożliwiające montaż czterech dysków (choć owe dyski zwykle trzeba już dokupić i zamontować we własnym zakresie), a i transportów sieciowych lub kompletnych streamerów w tej cenie nie brakuje. Niestety, problem wciąż jest taki sam - rozwalanie całej tej instalacji na kilka urządzeń może i ma swoje plusy, ale nie jest to zabawa dla każdego. Niewątpliwie pomaga w tym wywalenie choćby routera i NAS-a do innego pomieszczenia, ale nie zawsze istnieje taka możliwość. W niektórych sytuacjach skończy się to tak, że do pokoju odsłuchowego trzeba będzie wstawić router, dysk NAS, transport sieciowy i DAC-a. Widziałem nawet bardziej skomplikowane instalacje, w których oprócz wyżej wymienionych urządzeń znalazły się takie cuda, jak zewnętrzne zegary, konwertery USB-SPDIF i oczywiście dodatkowe, audiofilskie zasilacze dla DAC-a i transportu sieciowego. Pachnie srogą paranoją, kwalifikującą autora takiej instalacji do leczenia, prawda? Sęk w tym, że właśnie tak może się skończyć poszukiwanie coraz lepszego dźwięku, które kiedyś zaczęło się od zakupu DAC-a. Czym go karmić? Jak to wszystko ogarnąć? Jak ułatwić sobie życie i nie wydać majątku? Cóż, moim zdaniem jednym z najprostszych sposobów jest dokładna analiza tego, w jaki sposób słuchamy muzyki i udzielenie sobie odpowiedzi na pytanie, jakie funkcje są nam potrzebne, a z jakich możemy zrezygnować. Soundgenic HDL-RA4TB to transport dla tych, którzy jednoznacznie wskażą tutaj jedno źródło muzyki - pliki.

Niektórzy pewnie zastanawiają się, cóż to takiego jest ten Soundgenic. Otóż jest to marka powołana do życia przez firmę I-O Data, założoną w 1976 roku w japońskim mieście Kanazawa. I-O Data jest jednym z wiodących producentów wysokiej jakości komputerowych urządzeń peryferyjnych. W swojej ojczyźnie firma znana jest przede wszystkim jako dostawca kart pamięci, transportów optycznych i zewnętrznych dysków twardych, które zostały okrzyknięte niezniszczalnymi. Podobno żadnego wrażenia nie robiło na nich nawet zrzucenie na podłogę z wysokości 120 cm. Z kwestiami muzycznymi japońscy inżynierowie również mieli do czynienia już dawno, dawno temu. W roku 2000 I-O Data zaprojektowała swój pierwszy odtwarzacz plików MP3, a w 2005 roku na rynku pojawił się pierwszy serwer tej marki kompatybilny z protokołem DLNA. Siedem lat później firma postanowiła pójść na całość i wykorzystać swoje doświadczenie i możliwości techniczne (I-O Data ma obecnie pięć oddziałów rozsianych po wschodnim wybrzeżu Azji - w Japonii, Singapurze, Wietnamie, Hong-Kongu i na Tajwanie), aby stworzyć hi-endowy serwer audio. Prototyp został zaprezentowany na wystawie sprzętu hi-fi w Tokio dwa lata później. Ostatecznie w 2016 roku, pod marką Fidata, zaprezentowano światu serwer i odtwarzacz plików w jednym - HFAS1-S10U. Fidata wciąż pozostaje marką, w której ofercie znajdziemy wyłącznie sprzęt dla mocno wkręconych w swoje hobby audiofilów. Mowa nie tylko o hi-endowych serwerach, ale także o kablach USB i LAN. Tak, to zdecydowanie nie są produkty dla przeciętnego melomana. Być może dlatego, kiedy zapadła decyzja o stworzeniu tańszego serwera, I-O Data dała początek kolejnej marce - Soundgenic. Sytuacja trochę przypomina mi to, co zafundował audiofilom Kazuo Kiuchi z Combak Corporation, tworząc takie marki jak Harmonix, Reimyo, Bravo, Enacom, Hijiri i co tam jeszcze się w jego głowie urodziło. W tym momencie w katalogu Soundgenica można znaleźć dwa urządzenia (tak naprawdę trzy, ale jedno z nich nie jest dostępne w naszym kraju, bo dystrybutor uznał, że jego zakup jest z punktu widzenia klienta nieopłacalny - i tu akurat trzeba przyznać mu rację). Tak właściwie są to dwie wersje tego samego serwera - opisywany HDL-RA4TB wyposażono w dysk HDD o pojemności 4 TB, natomiast w modelu HDL-RAS2T mamy dwa razy mniej miejsca, ale za to mówimy o cichuteńkim dysku SSD. Problemem drugiego urządzenia jest cena. 5990 zł?! Rozumiem, że dyski SSD są droższe od talerzowych, ale żeby dopłacać za taką przyjemność aż 3200 zł? No nie, komuś chyba palec omsknął się na kalkulatorze. HDL-RA4TB jest natomiast całkiem sensowną propozycją. Z jednej strony dostajemy dysk sieciowy, z drugiej - transport, który możemy podłączyć do przetwornika, a odtwarzaniem muzyki zarządzać z poziomu firmowej aplikacji. Dla wielu audiofilów to strzał w dziesiątkę.

Jeśli chodzi o wygląd, pudełko jak pudełko. Jest małe i praktyczne, ale stosunkowo ciężkie. Wygląda na aluminiowe, ale w rzeczywistości wszystkie zewnętrzne panele są plastikowe. Dopiero pod nimi zamontowano właściwą obudowę wykonaną ze stali o grubości 1,2 mm, dzięki czemu japoński serwer ma być bardzo wytrzymały. I-O Data dodaje, że konstruktorom zależało także na tłumieniu wibracji i skutecznym rozprowadzaniu ciepła po całej konstrukcji bez użycia wentylatora, czego rezultatem ma być ciche środowisko audio. Świetnie, ale rzeczywistość jest taka, że zamontowany wewnątrz dysk HDD po prostu słychać, czego byśmy nie robili. Wmawianie sobie, że umieszczenie takiego serwera w zabudowanej szafce pozwoli wyeliminować problem, moim zdaniem nie jest żadnym rozwiązaniem. Po pierwsze taki sprzęt potrzebuje odpowiedniej wentylacji, a po drugie i tak będzie go słychać, szczególnie w przerwach między odsłuchami. Wyobraźcie sobie, że macie odtwarzacz płyt kompaktowych z dość hałaśliwym, szumiącym napędem, który obraca się bez względu na to, czy akurat z niego korzystacie, czy nie. Jedynym rozwiązaniem wydaje się być wyłączanie serwera po każdym odsłuchu, choć i to nie jest do końca zdrowe dla dysku HDD. Dzięki obecności dwóch gniazd USB typu B (2.0 i 3.0) na tylnym panelu serwera, dostępną pamięć zawsze możemy rozszerzyć, chociażby poprzez podłączenie kolejnego dysku lub pendrive'a. Japończycy przewidzieli nawet możliwość rippowania płyt kompaktowych z napędu podpiętego do HDL-RA4TB w ten sam sposób. Możemy wówczas wybrać jedną z trzech metod zapisu plików - WAV, FLAC bez kompresji i FLAC z kompresją. Wydaje mi się, że zgranie srebrnych krążków za pomocą komputera i przeniesienie ich na dysk Soundgenica będzie dla wielu użytkowników prostsze i bardziej intuicyjne, ale niech będzie - jeśli ktoś ma zewnętrzny napęd, to i ten temat można ogarnąć. W zestawie otrzymujemy niewielki, plastikowy zasilacz i kabel LAN. Ten ostatni wygląda całkiem elegancko i ma sensowną długość, więc naprawdę może się przydać. Szkoda, że producent nie wrzucił do pudełka również jakiegoś ładnego kabla USB, ale rozumiem, że za te pieniądze nie można mieć wszystkiego.

Użytkowanie opisywanego serwera to temat na oddzielny opis. Spodziewałem się, że wszystko będzie szkło gładko, ale jak to z niedrogimi urządzeniami bywa, sprawdziło się to połowicznie. Zacznijmy więc od pozytywów. Soundgenica obsługujemy za pomocą aplikacji Fidata Music App, więc przez chwilę, kiedy apka się ładuje, możemy poczuć powiew luksusu. Zanim cokolwiek zrobimy, aplikacja przeprowadza nas przez proces konfiguracji, podczas którego wybieramy na przykład serwer z plikami i urządzenie końcowe. Okazuje się bowiem, że oprogramowanie marki Fidata nie zostało stworzone wyłącznie z myślą o urządzeniu marek należących do firmy I-O Data. HDL-RA4TB nie musi więc być naszym jedynym źródłem danych. Równie dobrze może pełnić rolę transportu karmiącego naszego DAC-a - pliki każemy mu wówczas odczytywać z komputera lub dysku NAS. Pierwszego dnia testu Soundgenica podłączyłem do wzmacniacza Unison Research Triode 25 z wbudowanym przetwornikiem, ale dzięki aplikacji japońskiego producenta mogłem równolegle puścić pliki z NAS-a na każdym innym urządzeniu dostępnym w sieci, takim jak Auralic Aries G1 czy Naim Muso 2nd Generation. Szczerze mówiąc, zupełnie się tego nie spodziewałem. Niezwykle rzadko zdarza się, aby aplikacja stworzona z myślą o współpracy z urządzeniami konkretnych marek mogła przydać się nam także do obsługi zupełnie innego sprzętu. Większość firm w ten czy inny sposób to blokuje. Nie masz naszego urządzenia? To wypad, kup se! A tutaj proszę - wybieramy źródło plików oraz urządzenie odtwarzające i jedziemy. Prawie jak w Roonie. Serio!

No właśnie, prawie... Trzeba bowiem pamiętać o tym, że apka Fidaty nie daje użytkownikowi dostępu do muzyki z serwisów strumieniowych. Łączność sieciowa przydaje nam się tutaj tylko do ładowania plików na wbudowany dysk i sterowania odtwarzaniem muzyki. No zaraz, zapytacie - a TIDAL, a Spotify? Gdzie się to wszystko podziało? Producent twierdzi, że wszystkie te udogodnienia mają się pojawić w przyszłości, zapewne na drodze aktualizacji oprogramowania. Na razie jednak HDL-RA4TB nie obsługuje żadnego popularnego serwisu strumieniowego, a nie mówimy tu o urządzeniu, które dopiero co pojawiło się na rynku. Informacje na jego temat zaczęły pojawiać się na stronie producenta niemal dwa lata temu, a pierwsze polskie testy opublikowano w lipcu i sierpniu zeszłego roku. I do tej pory nic się w tym temacie nie zmieniło. Nie jest to ani pierwszy, ani ostatni tego typu przypadek. W dzisiejszych czasach coraz więcej firm wypuszcza na rynek klocki, które tę czy inną funkcję mają mieć, ale w momencie premiery jeszcze jej nie obsługują. Później klienci wchodzą na Facebooka, zadają trudne pytania, a producent albo odpowiada, że aktualizacja pojawi się już niedługo, albo nic nie odpisuje, wstawiając tylko kolejne posty, w których zachwala swój sprzęt. Nie twierdzę, że streaming w produktach I-O Daty nie pojawi się nigdy, ale jeśli komuś naprawdę na tym zależy, zalecałbym podejść do tematu na chłodno. Każdy może obiecać ludziom więcej niż najbardziej bezczelni politycy, ale głupich nie ma. A nie, czekaj... Dobra, nieważne.

Soundgenic ma swoje plusy i minusy, jednak wydaje mi się, że audiofile wybaczą mu te drugie właśnie ze względu na przystępną cenę i filozofię producenta, który postawił wszystko na jedną kartę - nie streaming, nie kompatybilność z asystentami głosowymi, nie łączność bezprzewodową, nie odtwarzanie stratnych formatów, tylko przesyłanie plików, nawet tych gęstych, do naszego przetwornika w jak najczystszej postaci.

Wracając do plików, z odtworzeniem ich z dysku NAS nie miałem większych problemów, natomiast przeniesienie ich na Soundgenica to już operacja wymagająca odrobiny sprytu i doświadczenia w sprawach komputerowych. Okazuje się, że HDL-RA4TB nie pojawi nam się w sieci ot tak, zaraz po podłączeniu kabla sieciowego. Najpierw musimy go znaleźć, a dokładniej - dowiedzieć się, jaki adres IP przydzielił mu nasz router. W wielu transportach i streamerach dowiemy się tego, wchodząc w menu i wyświetlając adres IP na ekranie, ale tutaj ekranu nie ma, więc trzeba sobie radzić inaczej. Soungenic podsuwa nam tutaj program Magic Finder, który wyszuka w sieci nasz serwer. Następnie jego adres IP, poprzedzony podwójnym backslashem, musimy wpisać w otoczeniu sieciowym na naszym komputerze (a więc jednak bez peceta lub laptopa się nie obejdzie, co było do przewidzenia). W okienku powinien pojawić się folder sieciowy o nazwie "Contents" i tu wszystkie operacje możemy już wykonywać normalnie. Jeśli chodzi o przejrzystość i intuicyjność aplikacji Fidaty, oceniam ją średnio. Podział ekranu na dwie części, z których w jednej wybieramy serwer, a w drugiej urządzenie odtwarzające, jest moim zdaniem całkiem ciekawy, ale już do samego tworzenia playlist i dodawania nowych utworów do kolejki trzeba się przyzwyczaić. Aplikacja szybko skatalogowała i wyświetliła płytotekę z mojego NAS-a. Oprócz wyszukiwania albumów po wykonawcy czy tytule, można też poruszać się po folderach "na piechotę", co akurat mnie ucieszyło, bo w plikach utrzymuję względny porządek i dopiero przesiadka na Roona uzmysłowiła mi, że istnieją inne, o wiele wygodniejsze metody przekopywania muzycznych zasobów sieciowych. Dystrybutor Soundgenica poinformował mnie, że HDL-RA4TB też kiedyś uzyska status Roon Ready. I znów pojawiło się to magiczne słowo - kiedyś... Do żadnej z tego typu deklaracji zbyt mocno bym się nie przywiązywał. Podczas testu firmowej apce kilka razy zdarzyło się "zgubić" Soundgenica. Zazwyczaj z jakiegoś powodu nie mogłem wtedy uruchomić odtwarzania, ale raz efekt był taki, że po wyłączeniu aplikacji HDL-RA4TB nagle zaczął grać i nie mogłem z tym zrobić nic poza wyłączeniem i ponownym uruchomieniem urządzenia. Trzeba więc mieć na uwadze, że takie rzeczy od czasu do czasu będą się działy. Mimo to uważam, że mamy tu do czynienia z bardzo ciekawym serwerem. Na rynku jest mnóstwo transportów sieciowych i streamerów, ale rozsądnie wycenione źródło, które może być jednocześnie magazynem plików i odtwarzaczem karmiącym DAC-a danymi, to nie lada odkrycie. Soundgenic ma swoje plusy i minusy, jednak wydaje mi się, że audiofile wybaczą mu te drugie właśnie ze względu na przystępną cenę i filozofię producenta, który postawił wszystko na jedną kartę - nie streaming, nie kompatybilność z asystentami głosowymi, nie łączność bezprzewodową, nie odtwarzanie stratnych formatów, tylko przesyłanie plików, nawet tych gęstych, do naszego przetwornika w jak najczystszej postaci. Rozmawiając o urządzeniach zbudowanych pod tym kątem, w taki typowo audiofilski sposób, mówimy zwykle o sprzęcie za sześć, osiem lub dziesięć tysięcy złotych.

Soundgenic HDL-RA4TB

Brzmienie

W trakcie nieco przydługiego testu HDL-RA4TB zaliczył trzy różne systemy, których porównywałem go zarówno ze źródłami o wiele słabszymi, jak i - przynajmniej teoretycznie - znacznie lepszymi, a już z całą pewnością droższymi. Początkowo japoński transport karmił danymi niedrogiego DAC-a na pokładzie wzmacniacza zintegrowanego Unison Research Triode 25, zastępując na tym stanowisku Auralica Aries G1, który gra z Unisonem na co dzień. Włoski lampowiec napędzał najpierw mini-monitory Euqilibrium Nano, a następnie równie kompaktowe, ale zupełnie inaczej brzmiące Spendory Classic 4/5. Muszę powiedzieć, że już po tym inauguracyjnym odsłuchu nabrałem do Soundgenica dużego szacunku, a pewne funkcjonalne mankamenty tego urządzenia zwyczajnie przestały mnie obchodzić. Drugi odsłuch przeprowadziłem z wykorzystaniem przetwornika Marantz HD-DAC1 i kilku par nauszników, takich jak Sennheiser HD 600, Beyerdynamic DT 990 PRO i HiFiMAN HE-R10D. Bezpośrednim rywalem japońskiego transportu w tym systemie był komputer stacjonarny, który ostatnio po raz kolejny zmodyfikowałem, przesiadając się na dysk SSD i zostawiając wewnątrz tylko jeden cichy wentylator. Dość powiedzieć, że temu "blaszakowi" brakuje już chyba tylko gamingowej karty graficznej, a takowej nie zamierzam w nim montować ze względu na hałas. Także nie jest to może taki pierwszy lepszy komputer, ale pecet to jednak tylko pecet, w związku z czym w roli źródła dźwięku używam go raczej sporadycznie. W trzecim systemie HDL-RA4TB zmierzył się z usieciowionym przetwornikiem Auralic Vega G1, a właściwie z jego wbudowanym modułem strumieniowym. Z Auralica sygnał płynął kablami Albedo Geo (XLR) do końcówki mocy Hegel H20 i dalej, Cardasami Clear Reflection, do Audiovectorów QR5.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. W każdym z opisywanych zestawów Soundgenic pokazał klasę, której po serwerze za 2790 zł w życiu bym się nie spodziewał. Tego typu urządzenia potrafią skutecznie zastąpić komputer, czasami dając odrobinę lepszy dźwięk, i zasadniczo na tym ich rola się kończy. Naturalne, dobrze zrównoważone, w miarę dynamiczne brzmienie to wszystko, czego powinniśmy od takiego sprzętu oczekiwać. Inaczej zaczniemy się doszukiwać czegoś, czego nie ma - przerzucać kolejne albumy w poszukiwaniu głębi, barwy, przejrzystości lub stereofonii, jaką są w stanie pokazać dopiero znacznie, ale to znacznie droższe transporty cyfrowe, takie jak Auralic Aries G1 czy Bryston BDP-3. Tak myślałem jeszcze kilka tygodni temu. Gdyby ktoś zapewniał mnie, że przyniesie malutkie pudełeczko, które kosztuje niecałe trzy tysiące złotych, a postawione na miejscu Ariesa G1 zacznie odtwarzać pliki z taką gracją, że nie poczuję wielkiej różnicy jakościowej, a właściwie zacznę się zastanawiać, czy to brzmienie przypadkiem nie podoba mi się bardziej, powiedziałbym mu, aby opuścił świat fantazji i przestał zawracać mi głowę. A tu niespodzianka! HDL-RA4TB pokazał dźwięk na bardzo, ale to bardzo wysokim poziomie. Czy rzeczywiście mógłby stać się rywalem Ariesa G1? Chyba jeszcze nie jest to ta sama półka, jednak aby mieć pełny obraz sytuacji, należy dodać, że mówimy o dwóch różnych charakterach, dwóch przepisach na przekazywanie muzyki. Auralic stawia na neutralność i przejrzystość, zaś Soundgenic - przeciwnie. Dla niego liczą się przede wszystkim takie cechy, jak barwa, spójność, plastyczność i szeroko pojęta muzykalność. Muszę zresztą przyznać, że tym także mi zaimponował, bo źródło cyfrowe obdarzone brzmieniem skręcającym tak mocno w stronę klimatu znanego nam z gramofonów i wzmacniaczy lampowych to coś, co w ogóle nie zdarza się często, a w tym przedziale cenowym - praktycznie nigdy. Mnie w każdym razie takie znalezisko trafiło się po raz pierwszy. Gdybym miał poszukać dla Soundgenica "duchowego" bliźniaka, transport lub streamer układający listę sonicznych priorytetów w podobnej kolejności, mógłby to być Bryston BDP-3 lub Auralic Vega G1. Zapędziłem się? Odleciałem? Być może, ale życie audiofila jest pełne niespodzianek, a kiedy przestajemy ufać wyłącznie własnym uszom i zaczynamy dobierać urządzenia w grupy ze względu na cenę lub rodzaj i jakość zastosowanych wewnątrz komponentów, kończy się hobby, a zaczyna snobizm i udawanie, że dźwięk można ocenić na podstawie zdjęcia transformatora i kwoty podanej w cenniku. Ja mam taki audiofilizm w nosie, dlatego jeśli w trakcie testu doszedłem do wniosku, że Soundgenica można porównywać z urządzeniami wielokrotnie droższymi, to tak też piszę. A dlaczego to cholerstwo zagrało tak dobrze? Nie wiem. Powiedzmy, że to czary. Wszystko jedno.

Wracając do porównania testowanego serwera z Ariesem G1, ten pierwszy grał głównie średnicą - gęstą, nawet wyraźnie dociążoną w dolnym zakresie, przyjemnie pogrubioną, natomiast drugi - pełnym, równym pasmem, z wyraźniejszą górą i szybszym basem. Pierwszy stawiał na przyjemne ciepło i analogową gładkość, drugi - neutralność, dokładność, przejrzystość i dynamikę. W dziedzinie stereofonii pierwszy zaprezentował rewelacyjną głębię, z lekko uprzywilejowanym pierwszym planem, drugi - szeroką, swobodną, napowietrzoną scenę, na której źródła można było wycinać żyletką (choć w porównaniu do Soundgenica obraz stereofoniczny był tutaj spłaszczony). Gdybym mógł w jakiś sposób wyciągnąć z Soundgenica tę głębię i wszczepić ją Auralicowi, nie zastanawiałbym się ani sekundy. Te same obserwacje powtarzały się w kolejnych systemach. Komputer został przez japoński serwer zmiażdżony, dosłownie zmieciony z powierzchni ziemi. Już po kilku minutach odsłuchu wiedziałem, że to jak porównywanie szybowca z promem kosmicznym. Trzecia próba - po tym, co zapamiętałem z tej pierwszej - już tak mocno mnie nie zaskoczyła. Vega G1 zagrała świetnie, ale po podłączeniu Soundgenica brzmienie stało się bardziej analogowe, nabrało ciepła, plastyczności i głębi. W brzmieniu zestawu zestrojonego pod kątem neutralności, dynamiki i przejrzystości pojawił się delikatny posmak, no właśnie... Klasycznych brytyjskich monitorów? Wzmacniacza pracującego w czystej klasie A? Gramofonu podłączonego do lampowego phono stage'a? Poszło w tym kierunku, i to tak, że głuchy by zauważył. Co ciekawe, im lepszych plików użyjemy, tym więcej charakteru powinniśmy wydobyć z opisywanego serwera. Mikrodynamika, rozdzielczość, wyrazistość - tak, wszystko to również ulegnie poprawie, gdy przesiądziemy się na przykład z FLAC-ów rippowanych z płyt kompaktowych na pliki DSD, ale jednocześnie brzmienie staje się bardziej analogowe, nabierając rumieńców i gładkości, a rozciągające się za muzykami tło z każdym przeskokiem w górę staje się coraz ciemniejsze.

Gdyby HDL-RA4TB zamiast wbudowanego dysku miał chociaż TIDAL-a, byłoby pozamiatane. A tak jest pozamiatane "tylko" w kwestii brzmienia. To jest moim zdaniem poza wszelką dyskusją. Reszta to zbiór plusów i minusów, które każdy musi przekalkulować sam.

Soundgenic tak dobrze sprawdza się jako transport, że moim zdaniem mógłby nawet nie mieć wbudowanego dysku. Początkowo wydawało mi się, że możliwość przechowywania i odtwarzania plików będzie największym atutem japońskiego serwera, ale teraz wiem, że tym najmocniejszym punktem jest coś innego - jakość dźwięku. Brzmienie, jakie HDL-RA4TB potrafi wyczarować, nawet w połączeniu ze stosunkowo niedrogim przetwornikiem, byłoby warte tej ceny nawet przy założeniu, że pliki trzeba będzie trzymać gdzie indziej. Przy okazji pozbylibyśmy się problemów z hałasem, bo jest to problem, który trzeba będzie jakoś obejść. Tylko jak? Prowadzić do DAC-a kabel USB z sąsiedniego pokoju? Ciężko. Jedyne rozwiązanie to słuchać muzyki na tyle głośno, aby szum dysku nam nie przeszkadzał, a po zakończonym odsłuchu wyłączać Soundgenica za pomocą przycisku umieszczonego na tylnym panelu. Druga sprawa to funkcjonalność. Pliki są oczywiście świetne, ale wielu audiofilów nie wyobraża sobie życia bez muzyki z serwisów strumieniowych. Tak naprawdę Soundgenicowi wystarczyłaby kompatybilność z systemem TIDAL Connect i w tym momencie wielu klientów przestałoby traktować go jako urządzenie o ograniczonych możliwościach. Gdyby doszedł do tego Roon, nie musielibyśmy z kolei korzystać z aplikacji Fidaty, która jest w porządku (w porównaniu z niektórymi aplikacjami nawet bardzo w porządku), ale i tak wymaga przyzwyczajenia, nie ma tak przejrzystego interfejsu użytkownika i potrafi zgubić połączenie z serwerem. Po pewnym czasie pewnie nauczyłbym się jej używać, może odkryłbym jeszcze kilka ciekawych funkcji, ale generalnie po powrocie do Auralica i Roona towarzyszyło mi takie uczucie, jakbym zakończył jazdę testową jakimś dziwnym samochodem i wsiadł za kierownicę swojego auta, w którym wszystko jest tam, gdzie być powinno. Podsumowując, o ile pod względem jakości brzmienia HDL-RA4TB wybija się wysoko ponad poziom, do jakiego przyzwyczaiła nas konkurencja z tego przedziału cenowego, jego niska cena nie wzięła się znikąd. Japońscy inżynierowie w kilku kwestiach poszli na skróty, zrzucając na użytkownika konieczność rozwiązania dylematów, z którymi posiadacze droższych transportów, streamerów i serwerów zwykle siłować się nie muszą. Problem z hałasującym dyskiem można rozwiązać, wybierając droższy model. Wiem, różnica w cenie między tymi dwoma urządzeniami jest absurdalna, ale jeżeli HDL-RAS2T oferuje taki sam dźwięk bez problemów z szumem i wibracjami, to chyba wciąż jest to propozycja godna rozważenia. Jeżeli lubicie słuchać muzyki z plików, posłuchajcie koniecznie, a jeśli nie możecie żyć bez streamingu - obserwujcie temat i sprawdzajcie, czy któregoś dnia Soundgenic nie ogłosi, że HDL-RA4TB i HDL-RAS2T otrzymały aktualizację, która otwiera ich użytkownikom drogę do TIDAL-a i Roona. Gdyby HDL-RA4TB zamiast wbudowanego dysku miał chociaż TIDAL-a, byłoby pozamiatane. A tak jest pozamiatane "tylko" w kwestii brzmienia. To jest moim zdaniem poza wszelką dyskusją. Reszta to zbiór plusów i minusów, które każdy musi przekalkulować sam.

Soundgenic HDL-RA4TB

Budowa i parametry

Soundgenic HDL-RA4TB to transport sieciowy z wbudowanym dyskiem HDD o pojemności 4 TB. Urządzenie zostało zaprojektowane jako serwer, na którym będziemy gromadzili pliki muzyczne, z możliwością przesłania danych do zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego. Wbudowany dysk może być magazynem danych dla innych odtwarzaczy audio, a funkcjonalność urządzenia zwiększa możliwość zgrywania płyt CD po podłączeniu napędu (może być to dowolny zewnętrzny napęd komputerowy) do gniazda USB. Istnieje też możliwość transferu plików bezpośrednio z i do serwera, na przykład za pośrednictwem dowolnego komputera pracującego w tej samej sieci. Serwer danych to oprogramowanie Twonky Server 8. Soundgenic jest kontrolowany za pomocą aplikacji Fidata Music App dostępnej w wersji na urządzenia z systemem iOS lub Android. HDL-RA4TB obsługuje większość popularnych formatów, w tym WAV, FLAC i AAC, ale także DFF i DSF. Producent deklaruje, że maksymalna częstotliwość próbkowania sygnałów PCM na wyjściu USB to 768 kHz dla plików WAV i 384 kHz dla pozostałych, a dla DSD - 11,2 MHz (DoP) lub 22,5 MHz (Direct DSD). Pod panelami wykonanymi z tworzywa sztucznego imitującego szczotkowane aluminium znajduje się właściwa obudowa, wykonana z blach o grubości 1,2 mm, co zdaniem japońskich inżynierów pozwala skutecznie tłumić wibracje i rozprowadzać ciepło po całej konstrukcji bez użycia wentylatora.

Werdykt

Producenci budżetowych odtwarzaczy sieciowych wychodzą z założenia, że taki sprzęt to tylko zabawka dla melomanów, którzy nie zdążyli przesiąść się z winyli i płyt kompaktowych na pliki i streaming. Na pierwszym miejscu zawsze stawiają funkcjonalność - jakieś multiroomy, spotifaje, asystenty i inne, jak to mówi jeden z moich znajomych, pierdolety. Jakość brzmienia prawie zawsze ląduje na miejscu ostatnim, bo i kto by się przejmował takimi drobiazgami. Kto zauważy, że takie źródło gra gorzej niż poczciwy cedek? Kto podejmie się ocenić, czy takie pudełeczko gra dobrze, czy kiepsko? Ludzie szukający takiego sprzętu zwykle nie mają porównania, a nawet jeśli, to najczęściej nie przejmują się takimi rzeczami. Japończycy zrobili coś zupełnie innego. Z punktu widzenia audiofila - postawili świat z powrotem na nogach. Przywrócili jakości brzmienia absolutny priorytet, a jednocześnie zadbali o to, aby cena nie poszybowała w kosmos. HDL-RA4TB jest urządzeniem, jak na dzisiejsze czasy, wyjątkowo dziwnym, bowiem został stworzony z myślą o jednej jedynej rzeczy - odtwarzaniu plików i przesyłaniu odczytanego sygnału do przetwornika. I robi to świetnie. Jego nabywca musi jednak pogodzić się z szumem i wibracjami generowanymi przez wbudowany dysk, brakiem dostępu do usług strumieniowych i kilkoma mniej dokuczliwymi drobiazgami. Dla niektórych audiofilów te problemy nie będą miały żadnego znaczenia, inni dojdą do wniosku, że jakoś sobie z tym poradzą, bo jest o co walczyć. Być może muzykę z ulubionego serwisu streamingowego uda się puścić za pomocą zewnętrznej aplikacji? Być może już niebawem dowiemy się, że Soundgenic zrealizował swoje obietnice, udostępniając aktualizację oprogramowania, dzięki której HDL-RA4TB zyska nowe możliwości? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że jest to źródło, z którego można wyczarować naprawdę przepiękny dźwięk.

Soundgenic HDL-RA4TB

Dane techniczne

Złącza: 1 x USB 2.0, 1 x USB 3.0, 1 x LAN (UPnP)
Pojemność: 4 TB (HDD)
Obsługiwane formaty plików: WAV, MP3, WMA, M4A, M4B, OGG, FLAC, AAC, MP2, AC3, MPA, AIFF, DFF, DSF
Maksymalna częstotliwość próbkowania: PCM 384 kHz (768 kHz WAV), 11,2 MHz (DSD DoP), 22,5 MHz (Direct DSD)
Pobór mocy: 7,3 W (średni), 29 W (maksymalny)
Wymiary (W/S/G): 4,3/16,8/13,4 cm
Masa: 1,2 kg
Cena: 2790 zł

Konfiguracja

Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Spendor Classic 4/5, Marantz HD-DAC1, Auralic Aries G1, Auralic Vega G1, Hegel H20, Unison Research Triode 25, Sennheiser HD 600, Beyerdynamic DT 990 PRO, HiFiMAN HE-R10D, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Equilibrium Pure Ultimate, Tellurium Q Ultra Blue, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Audio Atelier. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Audio Atelier i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga5Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo03

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy8

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (7)

  • Paweł

    Dłuższy czas odtwarzałem gęste pliki ze zwykłego dysku podpiętego do Lumina, ale gdy dostałem Soundgenica do testu, od chwili pierwszego uruchomienia wiedziałem, że już nie wróci do salonu. Co do obsługi, apka Lumina całkiem dobrze sobie z tym radzi i wszystko jest w jednym miejscu, jest to wciąż zdecydowanie mniej niż to co oferuje Roon, ale i tak każdego wieczora żal mi kończyć odsłuchy i iść spać:-)

    0
  • Tichy62

    Dlaczego producenci nie wypuszczą "czystego" odtwarzacza plików? Na diabła mi te strumieniowanie, TIDAL-e, Roony, switche, Wi-Fi, rutery? Mam ponad 1000 albumów w wersji cyfrowej i chcę ich normalnie posłuchać.

    0
  • Marcin

    Dzień dobry, od jakiegoś czasu zastanawiam się czym w Państwa ocenach różni się szybkość od dynamiki. I jeszcze jedna kwestia, czy przez muzykalność rozumiecie Państwo uniwersalność sprzętu do różnych gatunków muzyki (im więcej gatunków muzyki brzmi na testowanym sprzęcie dobrze, tym lepsza ocena za muzykalność), czy też w tej kategorii uwzględniacie Państwo subiektywną ocenę przyjemności z odsłuchu, nawet jeżeli dotyczy ona na przykład tylko jednego rodzaju muzyki.

    0
  • stereolife

    @Marcin - Nasz system ocen graficznych został opracowany tak, aby oddawać charakter brzmienia danego urządzenia, dlatego poszczególnych "pasków" jest całkiem sporo i tak, to prawda, czasami można się zastanawiać, co autor miał na myśli:-) Zdajemy sobie z tego sprawę, aczkolwiek i tak uważamy, że jest to lepsze niż jedna ocena w stylu "9/10" albo "92%". Różnicę między dynamiką a szybkością najłatwiej wytłumaczyć na przykładzie. Duże kolumny podłogowe z membraną bierną mogą grać dynamicznie (bierzemy tu pod uwagę zarówno skalę mikro, jak i makro), głośno, potężnie, ale niekoniecznie szybko. Z kolei małe monitory mogą mieć problemy z głośniejszym graniem i wypełnieniem dźwiękiem nawet średniej wielkości pomieszczenia, ale ich brzmienie może być bardzo szybkie, rytmiczne, poukładane w domenie czasowej. Do pewnego stopnia wiąże się to także z rozdzielczością, jednak rozdzieliliśmy te kategorie, aby mieć większe pole manewru i móc dokładniej przenieść, "namalować" nasze wrażenia odsłuchowe za pomocą pasków. Co do muzykalności - obie przyjęte przez Pana definicje są prawidłowe. Muzykalność w naszych ocenach jest odpowiednikiem grywalności w recenzjach gier komputerowych - to zbiór cech, które sprawiają, że danego sprzętu chce się słuchać, że odsłuch może trwać godzinami, a muzyka odtwarzana na testowanym urządzeniu po prostu wciąga. Pozdrawiamy!

    1
  • Jan67

    Mam tego Soundgenica i to w wartościach bezwzględnych jest fantastyczny klocek. Polecam posłuchać niedowiarkom.

    0
  • Jarek

    Kluczowa jest dla mnie informacja, że dyski HDD słychać. W pokoju 20 m² i repertuarze z dużym udziałem ciszy (klasyka) to raczej dyskwalifikuje ten sprzęt. Pamiętam moje doświadczenia z laptopem, którego normalnie w ogóle nie słychać ale w letnie ciepłe dni i przy użyciu programu jPlay to nagle się zmieniało. W głośniejszym repertuarze nie miało to znaczenia ale przy muzyce kameralnej czy fortepianie solo - mimo, że szumek wydawał się ledwie słyszalny - z czasem stawało się trudno do zniesienia. Obawiam się, że ta aplikacja sterująca - dla bardziej rozbudowanych kolekcji muzyki innej niże pop/rock - też będzie tylko namiastką. W takim przypadku Roon jest trudny do przebicia. Niezła jest też Audirvana, której teraz używam - ale edycja metadanych na poziomie umożliwiającym wykorzystanie możliwości jakie daje ten program w zakresie zarządzania biblioteką - to niezły koszmarek. Ze stabilizacją działania z Win 10 też bywa różnie. Reasumując - jak się nie ma kasy to nie obejdzie się bez gimnastyki, tyle, że jedni wolą brzuszki, inni przysiady a jeszcze inni trucht dookoła bloku...

    1
  • Bartek

    Z tym hałasem to lekka przesada, chyba że do testu trafiło uszkodzone urządzenie... Bo ten hałas nie ma nic wspólnego z komputerem a nawet z laptopem, czy z jakimkolwiek innym tradycyjnym serwerem. Tak, Soundgenica słychać w przerwie między kawałkami z odległości 2, 3 metrów ale przy bardzo sprzyjających do tego warunkach: w środku nocy przy szczelnie zamkniętych oknach, wyłączonych kaloryferach, "cichej" pogodzie na zewnątrz... I jeszcze trzeba się na to paranoicznie nastawić. Normalnie jest to cichuteńki dźwięk otoczenia, o wiele lepszy niż dzwonienie w uszach. Co do apki Fidaty używanej na smartfonie, minusy: nie ma możliwości personifikacji ustawień wyświetlanych folderów z fabrycznych kafelków na listę, tak aby dłuższe tytuły kawałków się zmieściły (chyba że coś przeoczyłem), software nie pobiera niektórych okładek. Plusy: apka ma możliwość regulacji głośności, co czasami jest mega wygodne.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak podłączyć komputer do systemu stereo

Jak podłączyć komputer do systemu stereo

Jeszcze dziesięć lat temu słuchanie muzyki z komputera uchodziło w audiofilskim środowisku za tanią rozrywkę przeznaczoną raczej dla ludzi nie interesujących się jakością brzmienia i sprzętem audio, niż melomanów traktujących muzykę z szacunkiem. Na takie postrzeganie sprawy nałożyło się kilka czynników. Po pierwsze - jakość plików. Trudno się dziwić temu,...

Jak odtwarzać i chronić płyty CD

Jak odtwarzać i chronić płyty CD

Kiedy w 1982 roku światu została zaprezentowana płyta kompaktowa, była reklamowana jako nośnik niemalże niezniszczalny. Był to pierwszy system odczytu danych, w którym czytnik w żaden sposób nie miał fizycznego kontaktu z krążkiem i nie powodował jego degradacji przy każdym odtworzeniu. Takim atutem nie mógł się pochwalić żaden z wcześniejszych...

Jak wybrać słuchawki

Jak wybrać słuchawki

Słuchawki to najbardziej osobisty rodzaj sprzętu grającego. Oferują bliski kontakt z muzyką i możliwość cieszenia się nią w błogiej ciszy. Ponadto, inwestując już 800 czy 1200 złotych w porządne słuchawki możemy oczekiwać jakości brzmienia, jaką oferują pełnowymiarowe systemy stereo za co najmniej kilka tysięcy. Poza brzmieniem jest jednak wiele innych...

Marzenia się spełniają - Romek Puchowski vel PUHOVSKY

Marzenia się spełniają - Romek Puchowski vel PUHOVSKY

Nie jestem wielkim fanem bluesa, jednak kiedy grany jest przez takiego artystę, jak Romek Puchowski, od razu staje się bliższy. Kiedy dawno temu pierwszy raz widziałem go na scenie, przemknął mi ten występ i tak naprawdę pamiętałem tylko, że Romek dzielił ją z Tymonem Tymańskim. Później udało mi się trafić...

Jak ustawić kolumny w pokoju odsłuchowym

Jak ustawić kolumny w pokoju odsłuchowym

Wybór zestawów głośnikowych to zadanie, które wymaga równoczesnego dopasowania do siebie wielu czynników - rozmiaru, rodzaju konstrukcji, wykończenia, parametrów czy ceny. Kiedy uporamy się z tą łamigłówką, pozostaje nam już tylko ostrożnie wyjąć nowy sprzęt z kartonu, podłączyć kable i ustawić kolumny w taki sposób, aby wydobyć z nich jak...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Bowers & Wilkins PX7 Carbon Edition

Bowers & Wilkins PX7 Carbon Edition

Bowers & Wilkins działa w branży wysokiej klasy sprzętu audio od ponad 50 lat. W tym czasie ten brytyjski producent zdążył zaznaczyć swoją obecność na rynku audiofilskich zestawów głośnikowych, systemów...

Hidizs AP80 Pro + Mermaid MS4

Hidizs AP80 Pro + Mermaid MS4

Trudno w to uwierzyć, ale pierwszy odtwarzacz cyfrowych plików audio został stworzony jeszcze w ubiegłym tysiącleciu. MPMan F10 oferował zawrotną pojemność 32 lub 64 MB, co jak na tamte czasy...

Yamaha YH-E700A

Yamaha YH-E700A

Nie będę ukrywał, że Yamahę darzę olbrzymim sentymentem. Moim pierwszym zestawem stereo będącym czymś więcej niż radiomagnetofon lub marketowa wieża był model CRX-330 z kultowej serii PianoCraft. Mimo ponad dziesięciu...

Bannery boczne

Komentarze

Rafał
Zapoznałem się z tą kapelą całkiem niedawno, grzebiąc w Spotify. Zgadzam się z artykułem, tyle że mi właśnie "Legend" podchodzi najbardziej. Jeśli autor nie zna...
Tom
Witam. Czy Polki R200 będą konkurencją dla testowanych kolumn? Mam chrapkę na jedne z nich. Pozdrawiam!
Marek
@Jarek - takie ogólne strzały, ale z doświadczenia to najczęstsze usterki: 1. Zimne luty - od wielu lat, zgodnie z dyrektywą RoHS, nie można stosować cyny z dom...
Tomek
Moim zdaniem to bardzo udane słuchawki jeśli chodzi o brzmienie. Bardzo dużo dzieje się w zakresie średnich i niskich tonów. Wysokie są, ale delikatnie wycofane...
Kasia
Fajna recenzja. Czy może Pan napisać, jak to podłączyć do Yamahy PianoCraft E810?

Płyty

Dola - Czasy

Dola - Czasy

Uwielbiam polską niszową scenę muzyczną, ponieważ za każdym razem, gdy myślę, że słyszałem już wszystko i nic mnie nie zaskoczy,...

Newsy

JBL 4309

JBL 4309

Wprowadzając na rynek nowe monitory oznaczone symbolem 4309, amerykańska marka chce udowodnić melomanom, że wielkie rzeczy występują w niewielkich rozmiarach....

Tech Corner

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Nowości ze świata

  • Pro-Ject offer high-quality hi-fi products at a reasonable price for discerning music lovers since 1991. They started with turntables because they are the first choice for the most natural and affordable music reproduction. The company's focus has always been on...

  • Vinyl lovers can now finally enjoy the full Naim Audio experience with the launch of Solstice, the first turntable in the British brand's almost 50-year history. It comes partnered with a next-generation version of the iconic Naim Aro tonearm, an...

  • Cambridge Audio introduced the Evo S speakers, which are now available to buy in limited quantities and exclusively at the manufacturer's website. As announced at the launch of the Cambridge Audio Evo all-in-one music player, the Evo S speakers have...

Prezentacje

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz...

Poradniki

Streamer - lekarstwo na plikowe dolegliwości?

Streamer - lekarstwo na plikowe dolegliwości?

Wtargnięcie plików do świata wysokiej klasy sprzętu audio zostało odebrane przez konserwatystów jako zjawisko szkodliwe, całkowicie niepożądane i zabijające dotychczasowy...

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Budgie - Zapomniany gatunek

Budgie - Zapomniany gatunek

Deski skrzypiały pod nogami, kiedy wchodził na strych. Strach jednak tłumiła fascynacja nowym, nieznanym wcześniej miejscem. Spróchniałe schody nie miały...

Wywiady

Popularne artykuły

Vintage

Dynaudio Arbiter

Dynaudio Arbiter

Choć ceny hi-endowego sprzętu potrafią przyprawić o zawrót głowy, zapewne zdziwilibyście się, jak kosztowne i ekstremalnie dopracowane urządzenia zachowywane są...

Słownik

Poprzedni Następny

Air Motion Transformer

AMT to typ przetwornika elektroakustycznego, którego konstrukcja przypomina głośniki wstęgowe. W odróżnieniu od klasycznych wstęg poruszających się w polu magnetycznym do przodu i do tyłu, tutaj membrana jest ukształtowana w...

Cytaty

HansZimmer.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.