Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Unison Research Preludio

Unison Research Preludio

Unison Research to jeden z najbardziej cenionych producentów wzmacniaczy lampowych i hybrydowych. Włoska firma jest z nimi utożsamiana tak mocno, że wychodzenie do audiofilów urządzeniami takimi, jak odtwarzacze płyt kompaktowych czy zestawy głośnikowe, przychodzi jej z trudem. Choćby nawet firmowe źródła czy kolumny wygrywały w bezpośrednim starciu z konkurencją, klienci mają swoje przyzwyczajenia. Dla nich Unison Research to albo nietuzinkowa lampa z drewnianymi ozdobami i pięknymi detalami albo rozsądna, porządnie wykonana hybryda. Szefowie manufaktury z Treviso od czasu do czasu pozwalają sobie na małe eksperymenty. Nie chcą, aby ich firma została całkowicie zaszufladkowana. Rynek gramofonów próbowali zdobyć modelem Giro, którego podstawę przyozdobiono - zgadliście - drewnem. Był to raczej prezent dla posiadaczy piecyków Unisona, niż bezpośredni atak na utytułowanych producentów szlifierek, choć - trzeba przyznać - wyjątkowo pociągający. Kilka lat temu do oferty wprowadzono dwa wzmacniacze lampowe, w których konstrukcji nie było ani grama drewna. Zamiast tego, w modelach P40 i P70 zastosowano czarne, błyszczące fronty, ogromne pokrętła ze stali nierdzewnej i szyby wykonane z szkła odpornego na działanie wysokich temperatur. Poza tym, wszystko było po staremu, ale melomanom chyba średnio spodobała się ta nowa, dziwna stylistyka. Obecnie firma kombinuje z potężnymi kolumnami o wysokiej skuteczności. Niedawno zaprezentowała też swój pierwszy wzmacniacz słuchawkowy. Ale audiofile wiedzą swoje. W ofercie Unisona szukają wzmacniacza o jasno określonych cechach. Lampowego, eleganckiego i obdarzonego naturalnym, lekko ocieplonym brzmieniem. Taki właśnie jest Preludio.

Lampowa część oferty włoskiego producenta kształtuje się dzisiaj bardzo ciekawie. Firma zrezygnowała z dziwnych eksperymentów i trzyma się sprawdzonych rozwiązań, z którymi jest powszechnie kojarzona. Domyślam się, że stojący za jej sterami Bartolomeo Nasta nie chce w kółko robić tego samego i za jakiś czas znów będzie próbował wychodzić na szersze wody, ale akurat jeśli chodzi o wzmacniacze, trzymanie się klasycznych przepisów nie jest złym pomysłem. Jeśli dokładnie przyjrzymy się oferowanym aktualnie modelom, zobaczymy tu dwa albo trzy równoległe światy. Katalog Unisona to kolekcja urządzeń, z których każde zostało zaprojektowane w konkretnym celu. Nie układali go specjaliści od marketingu, którzy ubzdurali sobie, że przed klientem należy postawić drabinę, której każdy kolejny stopień oznacza wyższą moc, ładniejszą obudowę i proporcjonalnie wyższą cenę. Jeśli spojrzymy na sprawę pod tym kątem, wiele modeli będzie wręcz bezpośrednio ze sobą rywalizować. Na postawie wyglądu zewnętrznego, z łatwością wyłonimy tu dwie główne linie. Do pierwszej należy opisywany Preludio, większa Sinfonia i największy Performance. To trzy odsłony jednego projektu plastycznego - z jedną, dwoma i trzema lampami KT88 lub 6550 w każdym kanale. Druga grupa powtarza ten schemat, ale w innych obudowach i z lampami EL34. Najmniejszy jest Simply Italy, środkową pozycję zajmuje Triode 25, a trzy lampy mocy na kanał wykorzystuje model S6. Z zupełnie innej bajki są dwa modele - S9 na lampach SV572-10 i potężny Absolute 845 z czterema wielkimi triodami 845. O względy melomanów walczą głównie dwie pierwsze rodziny, i tu kolejna ciekawostka. Najtańszy model Simply Italy kosztuje 7999 zł. Jego odpowiednik w drugiej rodzinie lampowców Unisona - Preludio - walczy jednak z jego starszym bratem - Triode 25. Z kolei wyposażonej w trzy lampy na kanał integrze S6 cenowo bliżej jest do Sinfonii, niż Performance'a. Wszystko wskazuje na to, że Włosi dają nam prosty wybór. Dysponując wyznaczoną kwotą możemy wybrać bardziej rozbudowany i mocniejszy model z "niższej" serii (Simply Italy, Triode 25, S6) albo obsadzony mniejszą liczbą lamp, ładniejszy i trochę inaczej wykonany wzmacniacz z tej "wyższej" (Preludio, Sinfonia, Performance). Doskonałym przykładem takiego współzawodnictwa są Triode 25 i Preludio. Pierwszy kosztuje 11900 zł, dysponuje mocą 25 W na kanał w trybie triodowym lub 45 W na kanał w trybie pentodowym, natomiast drugi jest o 100 zł droższy i oferuje 14 W na kanał w konfiguracji signle-ended. Żeby było ciekawiej, pierwszy z tych wzmacniaczy od kilku lat pracuje w jednym z naszych redakcyjnych systemów. Drugi właśnie stanął tuż obok niego. Szykuje się bratobójcza walka!

Unison Research Preludio

Wygląd i funkcjonalność

Niewtajemniczonym melomanom na pewno trudno byłoby wyjaśnić dlaczego mieliby zainteresować się opisywanym modelem, skoro za te same pieniądze można dostać mocniejszy wzmacniacz z tej samej stajni. Triode 25 jest także wyposażony w efektowny układ ręcznej kalibracji prądu spoczynkowego lamp mocy (który tak naprawdę jest zaledwie dopełnieniem pracującego pod powierzchnią autobiasu), a dwa przełączniki hebelkowe na górnym panelu umożliwiają użytkownikowi wybór trybu pracy i wzmocnienia. Co za tym idzie, brzmienie tego wzmacniacza można delikatnie modyfikować w zależności od podłączonych kolumn, a nawet odtwarzanego repertuaru lub naszego nastroju. Chcemy otrzymać więcej ciepła i romantyzmu - wybieramy tryb triodowy i niskie wzmocnienie. Potrzebujemy większej mocy i "pazura" - przełączamy hebelki w tryb pentodowy z wysokim wzmocnieniem. Jako właściciel tańszego Unisona, mogę powiedzieć, że w codziennym użytkowaniu naprawdę nieźle się to sprawdza, chociaż kiedy nie testuję żadnego sprzętu (rzadkość), hebelki pozostają w tej samej pozycji. Dobrze jednak mieć coś takiego pod ręką, bo niektóre kolumny lubią dostać więcej prądu i grają zdecydowanie lepiej, gdy wzmacniacz pracuje w trybie pentodowym. Triode 25 ma też opcję, której podczas projektowania Preludio nie przewidziano - cyfrowe wejście USB, które w połączeniu z sensownym transportem plików daje zaskakująco dobre brzmienie. Wiem, że nie każdy używa gniazda USB we wzmacniaczu, niektórzy nawet unikają tego rozwiązania jak ognia, ale producent daje nam wybór. Możemy kupić wzmacniacz z zaślepką za 11900 zł albo dołożyć raptem tysiąc złotych, aby otrzymać bardzo przyzwoity przetwornik. Preludio takiego udoskonalenia nigdy się nie doczekał. Ale... Jest zdecydowanie ładniejszy, ma bardziej skomplikowaną obudowę wykonaną w trochę inny sposób, a poza tym jest to konstrukcja single-ended na KT88 lub 6550 pracujących w czystej klasie A w trybie ultraliniowym. W dużym skrócie, dla wielu audiofilów jest to takie małe spełnienie marzeń. Lampa w najpiękniejszej formie.

W bezpośrednim kontakcie Preludio robi jeszcze lepsze wrażenie, niż na zdjęciach. Jeżeli przeglądając stronę producenta wyobrażaliście sobie, że jest to skromny, filigranowy, wręcz "biurkowy" wzmacniacz lampowy, radziłbym zweryfikować swoje przypuszczenia i obejrzeć go na żywo. Wszelkie wątpliwości przechodzą w momencie, gdy weźmiemy w ręce spory, sztywny karton. Waży swoje, a setek zbędnych bibelotów w nim nie ma. Wraz ze wzmacniaczem otrzymujemy tylko instrukcję obsługi, kabel zasilający i dwa mniejsze pudełka. W tym większym znajdują się oczywiście lampy. W dostarczonym do naszej redakcji egzemplarzu były to dwie tetrody 6550 dostarczone przez Tung-Sola i oznaczone logiem Unisona oraz dwie podwójne triody ECC82 produkcji rosyjskiej. W stopniu mocy zamiennie można stosować również lampy KT88, z którymi Preludio także był sprzedawany fabrycznie. W drugim kartoniku umieszczono pilot zdalnego sterowania wykonany z drewna dopasowanego kolorystycznie do naszego wzmacniacza, z aluminiowym panelem górnym i czarnymi przyciskami. Ciekawie wyprofilowaną "łódeczkę" możemy postawić pionowo, kiedy z niej nie korzystamy. Ładny gadżet, chociaż większość guzików i tak prawdopodobnie nigdy nam się nie przyda (chyba, że zaopatrzymy się w odtwarzacz tej samej marki). Testowana Integra waży 18,5 kg i wcale nie jest taka mała. To praktycznie ten sam format sprzętu, co Triode 25, ale w innej orientacji. Tam obudowa jest ciut węższa, ale głębsza, a tutaj - odwrotnie. Nie będzie jednak żadnym odkryciem, jeśli powiem, że Triode 25 w porównaniu z Preludio jest wręcz brzydki. Wygląda jakby poważniej, bardziej profesjonalnie,ale jego obudowa jest klocowata, toporna i niezgrabna. Wykonane ze stali nierdzewnej "skrzydła" otaczające lampy, podświetlany wskaźnik wychyłowy i drewniane obwódki wokół włącznika i stalowych pokręteł pomagają jej tylko trochę. Preludio to natomiast prawdziwe dzieło sztuki. Wiem, że ten projekt funkcjonuje w katalogu Unisona już kilkanaście lat, ale nie zestarzał się ani trochę. Ten jednolity, drewniany front, te srebrne radiatory po bokach, ta monolityczna, delikatnie wygięta, metalowa płyta pod lampami i kolejny kawałek drewna otaczający transformatory schowane w trzech oddzielnych puszkach... Wiem, że gdzieś na świecie żyją sobie audiofile, którym się to nie podoba, ale dla mnie to tak, jakby ktoś powiedział, że nie lubi słodyczy. Unison jest bardzo charakterystyczny, ale który wzmacniacz lampowy nie wygląda awangardowo? Może być osłonięty malowaną proszkowo blachą i prezentować się jak stara spawarka (Tsakiridis Aeolos Plus), może bić po oczach chromem i obudowami transformatorów (Ars-Sonum Filarmonia SK), może też mieć bardziej nowoczesny kształt (DIMD PP10 Stereo, G Lab Design Fidelity Block) albo trzymać się własnej, klasycznej stylistyki, jak Preludio. Tak czy inaczej, rzadko kiedy jest to kolejne, czarne pudełko, które można wsunąć między inne klocki tak, żeby żona nie zauważyła.

Zostawmy jednak wygląd, bo to zawsze sprowadza się do naszych indywidualnych upodobań. O wiele ważniejsza jest jakość wykonania, a tu Unison Research nigdy nie zawodzi. Naprawdę, nie spotkałem się jeszcze z urządzeniem tej marki, które można by było skrytykować. Włosi nie wybierają uproszczonych rozwiązań, nie oszczędzają na projektach, pracownikach i szeroko rozumianej technologii produkcji, ani też nie kupują najtańszych komponentów, jakie można znaleźć na rynku. Jak tłumaczył mi kiedyś Bartolomeo Nasta, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że klienci kochają ich wzmacniacze za naturalne brzmienie i wyjątkowe wzornictwo, dlatego też od samego początku stawiali sobie za cel udowodnienie im, że sprzęt z ich manufaktury to także najwyższej klasy materiały, dopracowane wnętrze i świetna jakość montażu, co z kolei przekłada się na długowieczność, bezawaryjność i bezpieczeństwo użytkowania. Widać to, kiedy przyglądamy się szczegółom. Tutaj po prostu nie ma lipy. Wszystkie elementy są niebywale solidne. Pokrętła nie mają najmniejszych luzów. Samo operowanie nimi daje trudną do opisania satysfakcję. Drewniane panele są pięknie wypolerowane i spasowane co do milimetra. Właściwie jedyne, co można by było jeszcze poprawić, to umieszczone z tyłu gniazda RCA. Są złocone i całkiem porządne, ale na pewno nikt by sie nie obraził, gdyby Unison przesiadł się na wejścia jeszcze wyższej jakości.

Jak na klasyczną, lampową integrę, Preludio jest za to dość funkcjonalny. Z tyłu znajdziemy aż pięć wejść i dwa wyjścia niezbalansowane - jedno w formie "przelotki" do podłączenia, nie wiem, magnetofonu (w dzisiejszych czasach to gniazdo będzie prawdopodobnie częściej wykorzystywane w połączeniu ze wzmacniaczem słuchawkowym), natomiast drugie opisane jako pre-out, a więc idealne do podłączenia zewnętrznej końcówki mocy lub aktywnego subwoofera. W porównaniu z nowoczesnymi wzmacniaczami cyfrowymi mistrzostwo świata to nie jest, ale przynajmniej mamy do dyspozycji coś więcej, niż trzy identyczne wejścia. Na tylnym panelu mamy także pojedyncze terminale głośnikowe i trójbolcowe gniazdo zasilające. Trzy pokrętła z przodu to wybór źródła, regulacja głośności i dwupozycyjny przełącznik odsłuchu "po taśmie". Osobiście przesunąłbym takie cudo na tylny panel, najlepiej w formie prostego hebelka. Rzadko kto będzie z niego korzystał. Przypisanie tej funkcji do jednego z trzech dużych pokręteł umieszczonych z przodu oznacza też brak głównego włącznika. Umieszczono go... Nie, wcale nie z tyłu ani nie pod przednim panelem, ale z boku - po prawej stronie, zaraz za radiatorem. Co więcej, przycisk wygląda jakby został zapożyczony z zasilacza komputerowego albo taniej lampki warsztatowej. Kto to wymyślił? Włącznik, z którego - chociażby z uwagi na konstrukcję wzmacniacza, ograniczenie zużycia lamp i energii elektrycznej - będziemy korzystać bardzo często, został przypisany do plastikowego guziczka zamontowanego z boku, natomiast "monitor", który prawie nikogo nie obchodzi, otrzymał jedno z trzech reprezentacyjnych miejsc z przodu, w formie pięknej, stalowej gałki. Lubię włoskie produkty, ale jak Boga kocham, czasami nie potrafię wyjaśnić co, i po jakiej ilości spożytego wina, przychodzi im do głowy.

Jak na klasyczną, lampową integrę, Preludio jest dość funkcjonalny. Z tyłu znajdziemy aż pięć wejść i dwa wyjścia niezbalansowane - jedno w formie "przelotki" do podłączenia magnetofonu (w dzisiejszych czasach to gniazdo będzie prawdopodobnie częściej wykorzystywane w połączeniu ze wzmacniaczem słuchawkowym), natomiast drugie opisane jako pre-out, a więc idealne do podłączenia zewnętrznej końcówki mocy lub aktywnego subwoofera.

Z użytkowego punktu widzenia Preludio ma oczywiście plusy i minusy. Do tych pierwszych zaliczyłbym wbudowany układ automatycznej regulacji prądu spoczynkowego lamp mocy, dzięki któremu nie musimy się przejmować żadnymi śrubkami, punktami pomiarowymi i pokrętłami, nie mówiąc już o obsłudze multimetru lub umiejętności odczytania biasu wyświetlanego na wskaźniku we wzmacniaczu. Dla niektórych użytkowników to czysta frajda, ale większość pewnie głosowałaby za tym, aby włożyć lampy na miejsce i mieć święty spokój aż do czasu ich wymiany. Swoją drogą, z dwiema dużymi i dwiema mniejszymi lampami, podczas montażu i instalacji testowanej integry nie musimy nawet dopasowywać baniek do przypisanych im gniazd. Pomyłka jest niemożliwa, dlatego producent nie załączył nawet żadnego schematu ani nie zapakował lamp w ponumerowane kartoniki. Zostały one wsunięte w ponacinany kawałek stosunkowo sztywnej, szarej gąbki. Do minusów zaliczyłbym w pierwszej kolejności niską moc wyjściową. 14 W nie brzmi jeszcze jak ekstremalne wyzwanie, (szczególnie biorąc pod uwagę, że Unison ma w zwyczaju delikatnie zaniżać wyniki swoich pomiarów, aby w razie czego nikt nie mógł oskarżyć go o naginanie rzeczywistości), ale wybór kolumn na pewno będzie trochę trudniejszy, niż w przypadku piecyka o mocy 50 czy 100 W na kanał. Triode 25 w trybie triodowym dostarcza niemal dwa razy więcej watów, a w pentodowym - ponad trzy razy więcej. Z drugiej strony, wzmacniacz za 12000 zł to nie zabawka dla początkujących melomanów. Mam wrażenie, że znakomita większość jego właścicieli będzie wiedziała co z nim zrobić i jakich kolumn użyć, aby wydobyć z niego wszystko, co najlepsze. Większym problemem może być brak ochronnej klatki na lampy. Po prostu jej nie ma. Nie występuje i koniec, nawet jako wyposażenie dodatkowe. Szkoda, bo metalowa płyta otaczająca lampy jest mocowana czterema widocznymi z zewnątrz śrubami. Wystarczyło wykorzystać je jako punkty do montażu osłony i dołączyć do zestawu najprostszą kratownicę. Tutaj znów wygrywa Triode 25, w którym jest to wyposażenie standardowe. Można zostawić, można zdjąć. Chromowana klatka na pewno nie wygląda pięknie, ale czasami bezpieczeństwo jest ważniejsze. Dla tych, którzy lubią utrzymywać swój sprzęt w idealnym stanie, czyszczenie włoskiego lampowca także będzie wyzwaniem. Jak widać na zdjęciach w galerii pod testem, jest to możliwe, ale trzeba znaleźć na to dobry patent i zachować ostrożność, jak z gramofonem.

Wykorzystanie elementów wykonanych z litego drewna oznacza, że każdy egzemplarz Preludio jest unikalny. Nie chodzi nawet o rysunek słojów, bo powierzchnia drewnianych paneli jest mimo wszystko dość jednolita, ale o dokładny odcień drewnianych elementów w konkretnym wzmacniaczu. Różnice mogą być całkiem spore. Możemy więc zobaczyć dwa wzmacniacze w kolorze czereśniowym, które teoretycznie powinny różnić się tylko szczegółami, ale w praktyce jeden będzie wyraźnie skręcał w stronę stonowanego brązu, a w drugim panel frontowy i ramka wokół transformatorów będą miały wyrazisty, nasycony, wręcz pomarańczowy kolor. Dostarczony do naszej redakcji egzemplarz był jeszcze inny. Drewniane elementy były nieco ciemniejsze i leciutko trąciły barwą czerwonego wina. Spojrzałem więc na karton, a tam jak byk - "mahogany". Wcześniej nie widziałem takiej wersji, ale w jednym ze sklepów internetowych znalazłem taką opcję do zaznaczenia. Mahoniowy Preludio wyjątkowo przypadł mi do gustu i chyba na taki kolor bym się zdecydował, ale domyślam się, że wielu klientów wybierze bezpieczniejszą wersję czereśniową. Jeżeli miałbym się przyczepić do jakiegoś drobiazgu, średnio pasuje mi tutaj jaskrawa, zielona dioda na przednim panelu. Dyskretny, czerwony lub pomarańczowy LED byłby moim zdaniem znacznie lepszym wyborem. Zresztą kiedy wzmacniacz jest włączony, wyraźnie to widać, bo lampy mocy emitują sporo charakterystycznego, bursztynowego blasku.

Unison Research Preludio

Brzmienie

Preludio jest doskonałym przykładem urządzenia, którego przez wiele, wiele lat nie doceniano, a nawet nie dostrzegano. Po kilkunastu latach nieprzerwanej produkcji tego modelu, w branżowych magazynach i portalach powinno aż roić się od recenzji, opinii, zdjęć i wpisów na różnego rodzaju forach i grupach. To przecież jeden z najtańszych wzmacniaczy lampowych w ofercie Unisona. Jego przepiękna bryła nijak nie chce się zestarzeć. Włosi nie musieli wprowadzać w niej żadnych poprawek, dzięki czemu nabywcy pierwszych egzemplarzy nawet po tak długim czasie mogą cieszyć się z posiadania aktualnej wersji - tej samej, którą można dziś dostać w sklepach i którą mamy przyjemność opisywać. Co więcej, Preludio jest purystyczną konstrukcją single-ended. Pełnokrwistą lampą. Mimo to, w katalogu manufaktury z Treviso jest trzecim wzmacniaczem lampowym od dołu. Wielu europejskich, japońskich i amerykańskich producentów za taką przyjemność każe sobie płacić minimum dwadzieścia tysięcy złotych. Opisywana integra kosztuje natomiast dwanaście tysięcy i nie jest to sezonowa promocja. Audiofile powinni się na ten wzmacniacz rzucić niczym wygłodniałe wilki. A jednak znaleźć coś konkretnego na jego temat... Ciężka sprawa. Zastanowiło mnie to jeszcze zanim ciężkie pudełko trafiło do naszej redakcji. O co chodzi? Wydaje mi się, że przyczyn jest kilka, a wina nie leży po stronie samego urządzenia. Po pierwsze, poprzedni dystrybutor włoskiej marki trochę przespał temat, a ponieważ nie mógł wysyłać do wszystkich recenzentów każdego jednego modelu, wolał postawić na mocniejszą i bardziej reprezentacyjną Sinfonię. Sam pewnie też bym tak zrobił, bo na całym świecie droższy model sprzedaje się podobno znakomicie. Po drugie, wprowadzając modele Simply Italy i Triode 25, producent dał klientom ciekawą alternatywę. Za te same pieniądze mogli nagle dostać mocniejszy wzmacniacz z kilkoma dodatkowymi bajerami, a jeśli wciąż obstawali przy kilkunastuwatowej konstrukcji z lampami w układzie single-ended, mogli zaoszczędzić sporo pieniędzy i wybrać model za osiem, a nie dwanaście tysięcy złotych. Po trzecie, no właśnie... Być może Preludio narobiłby na rynku więcej zamieszania, gdyby był droższy. Wcale nie żartuję. Audiofile rozglądający się za tak wyrafinowanym sprzętem, często nawet nie biorą pod uwagę modeli, które na tle konkurencji wydają się podejrzanie tanie. Tymczasem rozglądając się wśród lampowców tego typu, natkniemy się na takie cacka, jak Cary Audio CAD 300 SEI (24610 zł), Ayon Spark III (21900 zł), Line Magnetic LM-805IA (21495 zł) czy Audio Reveal First (19900 zł). W życiu powinniśmy kierować się jakąś logiką, nawet podczas zakupu tak kosztownego sprzętu. A jeśli posiadamy już wzmacniacz za dwanaście lub piętnaście tysięcy złotych i chcemy wejść na wyższy poziom, czy weźmiemy pod uwagę skromnego Unisona Preludio? Wszystko to doprowadziło moim zdaniem do dziwnej ciszy w eterze. A tymczasem...

Nie ma co owijać w bawełnę. Ten wzmacniacz jest wyśmienity. Myślę, że spokojnie mógłby stanąć w szranki z droższymi rywalami i wynik takiego pojedynku nie byłby z góry przesądzony. Preludio ma wszystko, czym podczas odsłuchu powinien urzekać melomanów wzmacniacz lampowy z najwyższej półki. Nie chodzi tu tylko o naturalnie ciepłą, zagęszczoną średnicę. Ta oczywiście stanowi jeden z ważniejszych składników tej wybornej, dźwiękowej mikstury, ale nic nie zdziałałaby w pojedynkę. Włoska integra nie odpuszcza sobie także na skrajach pasma i w pierwszym kontakcie chyba najbardziej mnie to zdziwiło. Widząc tylko dwie lampy mocy i mając z tyłu głowy podawaną przez producenta moc, nie spodziewałem się takiego uderzenia w zakresie niskich tonów, a także - co zaskoczyło mnie chyba jeszcze bardziej - takiej dynamiki. Preludio nie jest rzecz jasna urządzeniem, które wybrałbym do nagłośnienia większej imprezy, ale w warunkach domowych jego moc nie daje powodów do narzekania. Wzmacniacz nie dławi się przy średnich poziomach wysterowania ani też nie wymaga podłączenia wyjątkowo skutecznych kolumn. Jak to często w życiu audiofila bywa, parametry i powtarzane przez niektórych użytkowników stereotypy mogą grać na naszych emocjach i wywoływać w nas strach przed jakimikolwiek zestawami schodzącymi poniżej 90 dB, a dochodzący z głośników dźwięk mówi coś zupełnie innego. A mówi, że jest znakomicie, że nic więcej nie potrzeba. Pierwszymi kolumnami, jakie podłączyłem do włoskiego piecyka były podłogówki Pylon Audio Sapphire 31 StereoLife Edition. Trójdrożne, wyposażone w duże przetworniki niskotonowe, z 8-omową impedancją nominalną i skutecznością 88 dB. Wymarzone towarzystwo dla lampy single-ended? Nie. Ale jak to zagrało... Preludio wydobył z polskich zestawów niesamowitą głębię i czystość. Lampowej barwy nie dało się przeoczyć, ale kiedy do gry weszła cudowna, trójwymiarowa przestrzeń, niewymuszona rozdzielczość, rewelacyjna mikrodynamika, a później jeszcze ten głęboki, soczysty, przyjemnie mruczący bas, byłem w siódmym niebie. Po nagrzaniu lamp, pierwszy krytyczny odsłuch w ciągu kilku minut zamienił się w fascynujący wieczór z muzyką w najlepszym wydaniu.

Preludio nie jest wzmacniaczem pozbawionym wad (do czego za chwilę dojdziemy), jednak jego zalety w tak drastyczny, dosadny i nieprzyzwoicie rozkoszny sposób dominują nad drobnymi mankamentami, że na naszej twarzy maluje się wyłącznie szeroki uśmiech. Zaniepokojony takim rozwojem wydarzeń portfel dygocze, poci się i ucieka pod kanapę, a my zastanawiamy się dlaczego nie wzięliśmy tego modelu na odsłuch dawno, dawno temu. Jak to możliwe, że taki rarytas, taki audiofilski przysmak umknął nam w gąszczu innych urządzeń? Ciężko powiedzieć. Jeśli chodzi o mnie, najprościej byłoby stwierdzić, że jakoś się nie złożyło. Raz na trzy-cztery dni otwieram nowy karton ze sprzętem, a mimo to nigdy, nawet gościnnie, nie słyszałem tego modelu w akcji. Myślę, że przyczyn znów może być co najmniej kilka. Preludio, stojąc cichutko z boku, wielokrotnie patrzył, jak podczas ważniejszych wystaw o względy zwiedzających walczą jego więksi bracia - przeważnie Sinfonia lub Performance, czasami też Triode 25. Typując kandydatów do testów, dajemy pierwszeństwo urządzeniom wprowadzonym na rynek niedawno i gorącym nowościom. Sam przeważnie interesuję się tymi świeżutkimi, jeszcze ciepłymi klockami, a recenzje przeprowadzone w pierwszym możliwym momencie mają dłuższą żywotność, więc wszyscy wygrywają. Zdarzają się jednak modele, których zdecydowanie warto posłuchać nawet jeśli wydają się zapomniane, zepchnięte w kąt. Unison Research Preludio to jedna z takich zakurzonych perełek. Jeżeli po nią sięgniecie, nie przejmując się tym, że nie jest to ekstremalnie popularny produkt (można powiedzieć, że po tylu latach już lekko trąci myszką), potraktujecie go z należytym szacunkiem i zapewnicie mu odpowiednie towarzystwo, zrobicie interes życia.

Odsłuchy włoskiego lampowca dostarczyły mi mnóstwo frajdy. Nie mam wątpliwości, że Preludio to kapitalny wzmacniacz, którym w pierwszej kolejności powinni zainteresować się audiofile szukający sprzętu niebanalnego, pięknego i finezyjnego. Tak w sensie wyglądu i jakości wykonania, jak i brzmienia. Ba! Brzmienia przede wszystkim. Włosi nie stworzyli bowiem tylko efektownej ozdoby salonu, ale kawał solidnego sprzętu, który może poruszyć w nas struny, do jakich nie dotrze żaden inny wzmacniacz za porównywalne pieniądze. Ale... No tak, w życiu zawsze jest jakieś "ale". W tym przypadku sprawa jest dość oczywista. Jako piecyk single-ended o stosunkowo niewielkiej mocy, Preludio nie jest wzmacniaczem dla każdego, do każdych kolumn ani do każdej muzyki. Zacznijmy od repertuaru. W dużym skrócie można by było powiedzieć, że im bardziej audiofilski materiał wyciągniemy, tym lepiej opisywana integra sobie z nim poradzi. Nie oznacza to, że nigdy z prawdziwą przyjemnością nie posłuchamy na niej mocniejszego rocka, metalu lub gęstej elektroniki. Z takiej muzyki również można czerpać przyjemność, ale pod warunkiem, że będziemy w stanie zaakceptować minimalne spowolnienie dźwięku w tych najbardziej brawurowych momentach. Czternastowatowa lampa to nie tranzystorowy potwór, dla którego priorytetem jest trzymanie dźwięku żelazną ręką i udowadnianie słuchaczom, że jeśli pewnego dnia zechcą zlikwidować stare szklanki i kieliszki, nie będą musieli robić tego ręcznie, bo wystarczy wrzucić Sepulturę i odkręcić potencjometr na maksa. Podczas normalnego odsłuchu, Preludio nie daje za wygraną. Do pewnego poziomu, uzależnionego przede wszystkim od podłączonych kolumn, właściwie nie czujemy większych ograniczeń mocowych czy dynamicznych. Każdy wzmacniacz ma jednak swoje granice, a w kilkunastowatowej lampie są one położone ciut niżej, niż w stuwatowym tranzystorowcu. Dla większości melomanów nie będzie to nic, czym warto byłoby się przejmować. Mało kto słucha muzyki "na pełny regulator", a jeśli cierpi na takie zaburzenie, to - zgaduję - prawdopodobnie nie jest miłośnikiem wysokiej klasy sprzętu audio ani wyszukanej muzyki. Jak to mówią, swój pozna swego, więc jeśli lubicie chłonąć dźwięk w wyjątkowo wykwintnej formie, na pewno zrozumiecie o co chodzi bohaterowi naszego testu i do czego został stworzony.

Odsłuchy włoskiego lampowca dostarczyły mi mnóstwo frajdy. Nie mam wątpliwości, że Preludio to kapitalny wzmacniacz, którym w pierwszej kolejności powinni zainteresować się audiofile szukający sprzętu niebanalnego, pięknego i finezyjnego. Tak w sensie wyglądu i jakości wykonania, jak i brzmienia. Ba! Brzmienia przede wszystkim.

Nie wszystkie wzmacniacze lampowe wymagają użycia łatwych do napędzenia kolumn o wysokiej skuteczności i przyjaznym przebiegu impedancji, ale konstrukcje single-ended potrafią się za to pięknie odwdzięczyć. Preludio nie jest w tej kwestii wyjątkowo kapryśny. Na podstawie eksperymentów przeprowadzonych podczas sesji odsłuchowej mógłbym nawet powiedzieć, że jego wydajność pozytywnie mnie zaskoczyła. W każdym razie to nie jest urządzenie, z którym poprawnie zagra 5 ze 100 zestawów głośnikowych w rozważanym przez nas przedziale cenowym. Nie przesadzałbym także z szybkością i przejrzystością, bo Unison to nie ciepłe kluchy. Nie potrzebuje kolumn o wybitnie jasnym i napowietrzonym brzmieniu, aby zaprezentować czytelny, wielowarstwowy i nasycone detalami zakres średnich i wysokich tonów. Może górny skraj pasma jest delikatnie zaokrąglony, ale poza tym nie ma się czego obawiać. Preludio nie potrzebuje żadnego specjalnego wsparcia. Potrafi natomiast błyskawicznie pokazać różnice między kolumnami, które dzieli przepaść jakościowa. Innymi słowy, nie musimy rozglądać się wyłącznie za staromodnymi monitorami i zestawami o skuteczności przynajmniej 92-93 dB, ale wybierając sprzęt towarzyszący, warto zainwestować w taki, który widząc fenomenalną jakość i klasę dźwięku Unisona, nie schowa się ze wstydu za stolikiem i nie przykryje kablami. Na tych ostatnich też nie warto oszczędzać. Jak to audiofilska lampa, Preludio potrafi w kulturalny, ale jednocześnie bardzo klarowny sposób pokazać różnice między interkonektami za sześćset i sześć tysięcy złotych.

Na koniec mała wisienka na torcie - porównanie z mocniejszym modelem Triode 25. Jak można się było domyślać, wypadło bardzo ciekawie. Dopiero po powrocie do wzmacniacza, którego używam na co dzień, zrozumiałem dlaczego włoska firma utrzymuje w katalogu dwie konstrukcje dostępne w tej samej cenie. To proste - są to bowiem dwa zupełnie różne pomysły na wzmacniacz lampowy. Preludio to wybitnie muzykalna, ale w ogólnym rozrachunku mniej dynamiczna integra, której dźwięk bardziej odpowiada stereotypom związanym z piecykami zbudowanymi w tej technologii. Mówiąc inaczej, gdybym chciał komuś pokazać co wyjątkowego kryje się w brzmieniu próżniowych baniek, zapoznać go z tym wyjątkowym ciepłem, głębią i namacalnością w trakcie krótkiego odsłuchu, sięgnąłbym po Preludio. Zestawiłbym go z neutralnymi, ale łatwymi do wysterowania kolumnami, przejrzystym źródłem i wysokiej klasy kablami mając pewność, że to będzie to. Jeżeli ktoś nie doszuka się magii w dźwięku takiego zestawu, będzie mógł spokojnie zaoszczędzić przeznaczone na ten cel pieniądze i kupić głośnik bezprzewodowy, bo najwyraźniej nie ma dla niego żadnej nadziei. Triode 25 to natomiast lampowiec w wydaniu profesjonalnym. Jego brzmienie jest szybsze, bardziej liniowe, zdecydowanie żywsze i rozdzielcze. Nie brakuje mu przyjemnego ciepła ani umiejętności traktowania muzyki z ogromnym szacunkiem, ale wszystko odbywa się w zupełnie innym, mniej "rozmarzonym" klimacie. Mocniejsza integra Unisona wyraźnie daje nam do zrozumienia, że kiedy trzeba będzie błyskawicznie wystartować z miejsca i przyłoić, nie będzie się ociągać i zastanawiać, tylko ruszy i uderzy tam, gdzie powinna. Największe różnice między tymi modelami dotyczą jednak dynamiki i stereofonii. Z tą pierwszą sprawa wydaje się dość oczywista. Preludio potrafi cudownie różnicować sygnały w skali mikro. Triode 25 niewiele mu pod tym względem ustępuje, ale nie kapituluje przy wysokich poziomach głośności. Można go traktować jak dobry wzmacniacz tranzystorowy. Jeśli zaś chodzi o przestrzeń, Preludio woli budować scenę na linii łączącej głośniki, z piękną głębią, lekko wypchniętym pierwszym planem, w dość intymnej atmosferze. Triode 25 gra znacznie szerzej, z dużą precyzją i odwagą, dając wrażenie otoczenia słuchacza dźwiękiem. Dwie zupełnie różne szkoły kreślenia dźwięku w powietrzu, ale - szczerze mówiąc - obie bardzo pociągające. Bardzo, ale to bardzo chciałbym mieć wzmacniacz, który za dotknięciem jednego przycisku mógłby zmienić się tak, jak zmieniło się brzmienie po przepięciu się z Triode 25 na Preludio, a potem odwrotnie. Gdybym natomiast miał wybierać... Szczerze? Miałbym duży kłopot. Preludio jest wzmacniaczem, w którym szybko można się zakochać, ale niestety trzeba pamiętać o tym, że taka konstrukcja stawia nam pewne warunki i może mieć swoje humory. Triode 25 to pewniejszy, bezpieczniejszy wybór. Gra praktycznie ze wszystkim, może poza wybitnie wymagającymi kolumnami. Akceptuje właściwie każdą muzykę, a użytkownikowi daje zdecydowanie więcej możliwości. To akurat nie jest trudne, bo Preludio nie oferuje nic poza bardzo podobnym kompletem wejść i wyjść analogowych i zdalnym sterowaniem. Wbrew pozorom, wybór nie jest oczywisty. Teraz na moim stoliku stoją oba modele i wiecie co? Chyba musiałbym rzucić monetą. Kiedy obracałaby się w powietrzu, miałbym już uśmiech od ucha do ucha. Bo niezależnie od rezultatu, miałbym w domu świetny, stuprocentowo audiofilski wzmacniacz.

Unison Research Preludio

Budowa i parametry

Unison Research Preludio to zintegrowany wzmacniacz lampowy dysponujący mocą 14 W na kanał. W tabeli danych technicznych producent podaje jedną wartość bez uwzględnienia impedancji podłączonych zestawów głośnikowych. Można przypuszczać, że jest to wynik pomiaru z obciążeniem 6 Ω. Jak na konstrukcję single-ended z lampami pracującymi w trybie ultraliniowym, jest to bardzo przyzwoity wynik. Co ciekawe, włoska manufaktura dopuszcza użycie dwóch typów lamp mocy - KT88 lub 6550. Nie jest to nic niezwykłego, choć dla początkujących użytkowników może stanowić małą zagadkę. W niektórych wzmacniaczach tego typu konstruktorzy biorą też pod uwagę możliwość obsadzenia gniazd lampami KT90 lub KT120. Jedyną rzeczą, jaka zastanawia mnie jeśli chodzi o katalog Unisona jest brak choćby jednego wzmacniacza na 300B, 6S33S lub 211. Z przyjętego schematu (EL34 lub KT88/6550) wybijają się tylko modele S9 i Absolute 845, ale mówimy wówczas o nieporównywalnie większych kwotach. Włosi najwyraźniej unikają tego tematu. W modelu Preludio parę 6550 uzupełniają dwie podwójne triody ECC82 (12AU7). Wnętrze prezentuje się bardzo elegancko. Dostaniemy się do niego odkręcając podstawę wykonaną z grubej, lakierowanej na czarno blachy stalowej. Wykonano w niej dwa rzędy długich otworów wentylacyjnych, aby zapewnić pracującym wewnątrz komponentom komfortowe warunki pracy. Niemal wszystkie, za wyjątkiem transformatorów czy mechanicznego selektora źródeł, zmieściły się na jednej płytce drukowanej. Wzrok przyciąga charakterystyczny, zamontowany poziomo, czerwony kondensator marki Itelcond. Na małej, osobnej płytce zamontowano także zmotoryzowany potencjometr, co w razie problemów umożliwi jego szybką wymianę bez rozkładania całego wzmacniacza na części pierwsze. Jeśli chodzi o pozostałe parametry, producent podaje między innymi pasmo przenoszenia (15 Hz - 50 kHz), impedancję wejściową (47 kΩ), maksymalne zużycie energii (200 W) czy - i tu ciekawostka - głębokość pętli sprzężenia zwrotnego (10 dB). W firmowych dokumentach nie znalazłem natomiast żadnych danych na temat stosunku sygnału do szumu, zniekształceń, współczynnika tłumienia czy separacji kanałów. Domyślam się, że - podobnie, jak w większości wzmacniaczy lampowych - nie było się czym chwalić.

Werdykt

Preludio to lampowe brzmienie w czystej, szlachetnej, wybitnie muzykalnej postaci. Wzmacniacz piękny i oryginalny, ale przede wszystkim pełen uroku i magii. Idealny kompan na chłodne, ciemne, zimowe wieczory. Jak większość lamp single-ended, wymaga odpowiedniego traktowania, ale jeśli zrozumiecie jego potrzeby, popracujecie nad sprzętem towarzyszącym i zadbacie o odpowiednią muzykę, odwdzięczy się zmysłowym, urzekającym, hipnotycznym dźwiękiem.

Unison Research Preludio

Dane techniczne

Lampy: 2 x 6550, 2 x ECC82 (12AU7)
Moc wyjściowa: 2 x 14 W/6 Ω
Wejścia analogowe: 5 x RCA
Wyjścia analogowe: 1 x tape-out, 1 x sub-out
Impedancja wejściowa: 47 kΩ
Pasmo przenoszenia: 15 Hz - 50 kHz
Sprzężenie zwrotne: 10 dB
Maksymalny pobór mocy: 200 W
Wymiary (W/S/G): 18/40/37,5 cm
Masa: 18,5 kg
Cena: 12000 zł

Konfiguracja

Audiovector SR3 Super, Pylon Audio Sapphire 31 StereoLife Edition, DALI Oberon 3, Unison Research Triode 25, Marantz ND8006, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Cardas Clear Reflection, Melodika Purple Rain, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Light, Enerr Tablette 6S, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma EIC. W artykule wykorzystano zdjęcia dostarczone przez firmę Unison Research i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo03

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy5

Cena
Poziomy7

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (1)

  • Łukasz

    Świetny opis! Naprawdę podoba mi się sposób, w jaki recenzujecie sprzęty. Tak sobie myślę, że ten wzmacniacz jest tym, czego szukam.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
David Nauber - Classé

David Nauber - Classé

Nikogo nie powinno dziwić, że najbardziej rozpoznawalne marki w świecie sprzętu audio są zwykle tymi, które mogą wyznaczać trendy i koncentrować na sobie uwagę audiofilskiego środowiska, a czasami szokować oryginalnymi pomysłami lub produktami lepszymi i droższymi niż wszystko, co widzieliśmy wcześniej. Istnieje jednak jeszcze jedna grupa firm, które robią to...

Sunny Chang - Soundgil

Sunny Chang - Soundgil

Soundgil to jedna z firm, które skupiają się na jednej, jedynej rzeczy, ale robią ją wyjątkowo dobrze. W tym przypadku mówimy o kompaktowych zestawach głośnikowych będących w istocie miniaturowymi odpowiednikami hi-endowego systemu stereo. Jak na maleńkie, aktywne kolumienki, są projektowane i budowane w całkowicie bezkompromisowy sposób. Ich konstruktorzy chcieli skopiować...

Mads Klifoth - Audiovector

Mads Klifoth - Audiovector

Audiovector to jedna z firm, których kariera na polskim rynku wyraźnie przyspieszyła w ciągu kilku ostatnich lat. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby ta skromna, rodzinna manufaktura założona w 1979 roku stała się u nas jednym z ważniejszych graczy zaraz po transformacji ustrojowej, kiedy to głodni nowości i ciekawi...

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Audiofil - jednostka chora i społecznie niebezpieczna

Bycie audiofilem to świetna sprawa. Człowiek słucha sobie muzyki i dąży do tego, aby robić to w jak najlepszy sposób - wyciskać z niej jak najwięcej. Relaksujące zajęcie, które wzmacnia kontakt ze sztuką, zachęca do pogłębiania wiedzy, pobudza wyobraźnię i pozwala rozwijać się na wielu różnych płaszczyznach. Będąc audiofilem, można...

Gustavo Pires - Vicoustic

Gustavo Pires - Vicoustic

Gdybyśmy spytali audiofilów, który element systemu stereo jest ich zdaniem najważniejszy, większość z pewnością postawiłaby na kolumny, wzmacniacz lub źródło, ewentualnie - w przypadku tych najbardziej zakręconych - na coś takiego, jak kable, akcesoria zasilające lub podkładki antywibracyjne. Spora grupa odpowie jednak, że największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy ma...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Audio-Technica ATH-AWAS

Audio-Technica ATH-AWAS

Audio-Technica to jedna z firm, z której produktami stykam się wyjątkowo regularnie. Nie chodzi nawet o to, że pałam do tej marki jakąś nieuzasadnioną miłością. Japończycy po prostu wprowadzają na...

Naim Uniti Nova

Naim Uniti Nova

Patrząc na ostatnie poczynania Naima i popularność, jaką cieszą się głośniki sieciowe oraz systemy all-in-one tej marki, śmiało można powiedzieć, że świat klasycznych systemów audio dla zatwardziałych konserwatystów poniósł druzgocącą...

Yamaha A-S1200

Yamaha A-S1200

Yamaha to firma, której działalność wykracza daleko poza produkcję sprzętu audio. Jej historia zaczyna się na drugim końcu tego łańcucha - od organów, fortepianów i innych instrumentów muzycznych, a kończy...

Bannery boczne

Komentarze

Darek
Wypożyczony do przetestowania we własnych warunkach odsłuchowych. Uczciwie wyceniony. Oferuje sporo emocji biorąc pod uwagę tak małą konstrukcje. Może pozostani...
...
Gramofon z pierwowzorem ma tylko jedno wspólne - nazwę i ogólny wygląd. Cały gramofon jest produkowany na Tajwanie w Hanpinie. Jakość pewnie też Made in Hanpin....
A was?
Konstantin Stiepanowicz... A was? Konstantin Stiepanowicz...
Marek
Jestem ciekaw, czy w przedziale cenowym do 20000 zł byłby liderem. I jak by wypadł przy Moonie 390. Ktoś może ma doświadczenie w tej materii?
Cliff
Fajny, ale dźwięk wyprany z barw. Autor zwrócił na to uwagę w teście, ale tak delikatnie. Jeżeli chodzi o mój gust, to wielka szkoda, że tych barw nie ma, bo re...

Płyty

The Ocean - Phanerozoic II: Mesozoic | Cenozoic

The Ocean - Phanerozoic II: Mesozoic | Cenozoic

Prawie dwa lata przyszło nam czekać na drugą część historii zapoczątkowanej przez The Ocean na poprzednim albumie. Pierwszą część fanerozoiku...

Newsy

Devialet Gemini

Devialet Gemini

Francuski producent hi-endowych głośników sieciowych i elektroniki audio zaprezentował właśnie swoje pierwsze słuchawki bezprzewodowe. Devialet twierdzi, że jest to po...

Tech Corner

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Prezentacje

Elektryczna podróż młodego geniusza - JBL

Elektryczna podróż młodego geniusza - JBL

Nie istnieje pewnie na świecie miłośnik dobrego dźwięku, którego nie interesowałaby geneza znanych marek zajmujących się produkcją sprzętu hi-fi. Niewątpliwie jedną z nich jest JBL - legendarna, amerykańska firma, której korzenie sięgają lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Marka, którą powinien kojarzyć każdy, kto choć raz z ciekawości przyglądał się głośnikom na...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Dirge - Metalowy collage

Dirge - Metalowy collage

Dirge to po angielsku lament, zawodzenie, elegia, pieśń żałobna. Jest to również nazwa francuskiej grupy założonej w 1994 roku, niedaleko...

Wywiady

David Nauber - Classé

David Nauber - Classé

Nikogo nie powinno dziwić, że najbardziej rozpoznawalne marki w świecie sprzętu audio są zwykle tymi, które mogą wyznaczać trendy i...

Popularne artykuły

Vintage

Infinity Reference Standard

Infinity Reference Standard

Gdy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia tych kolumn, najzwyczajniej w świecie odjęło mi mowę. Szukacie zgrabnych skrzynek do niewielkiego pokoju? A...

Słownik

Poprzedni Następny

HDCD

High Definition Compatibile Digital to format skupiający się na poprawie niektórych elementów zapisu na płycie kompaktowej. Jeśli chodzi o kompatybilność, każdą płytę z logiem HDCD odtworzymy na dowolnym odtwarzaczu CD,...

Cytaty

AnnaKamienska.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.