Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Ars-Sonum Filarmonia SK

Ars-Sonum Filarmonía SK

Podobno świat wysokiej klasy sprzętu audio rządzi się swoimi prawami, ale czy na pewno? Czy audiofilska aparatura różni się od luksusowych samochodów, nowoczesnych telewizorów, eleganckich zegarków czy innych przedmiotów, których nie kupujemy dla zaspokojenia zupełnie podstawowych potrzeb? Wchodząc do tego świata zachowujemy się inaczej niż podczas codziennych zakupów, płacenia rachunków czy wybierania dostawcy usług telekomunikacyjnych. Kiedy poradzimy sobie z przyziemnymi sprawami, przychodzi czas na coś tylko dla nas. Sprzęt stereo z założenia jest czymś wyjątkowym, ale czy każde urządzenie zasługuje na takie miano? Tutaj, podobnie jak w innych dziedzinach naszego życia, sprawy nie zawsze mają się tak dobrze. Od wielu lat obserwujemy umacniającą się dominację wielkich firm nad mniejszymi. Klienci raczej nie przywiązują do tego wielkiej wagi. Niektórzy płyną z nurtem, wybierając produkty uznanych marek. Tych, które na największych wystawach wynajmują całe korytarze z kompleksami sal i stoisk. Tych, które zatrudniają sztab specjalistów od marketingu i co dwa tygodnie wypuszczają jakieś nowe urządzenie, by jeszcze bardziej umocnić swą pozycję. Cóż w tym złego? Absolutnie nic. Owa pozycja przecież nie wzięła się znikąd. Mimo to, ciężko pozbyć się wrażenia, że im więcej czasu i pieniędzy dana marka inwestuje w tego typu działania, tym mniej uwagi poświęca samym produktom. Za każdym razem działa to podobnie. Pierwszy etap działalności to oryginalne pomysły i budowanie wzmacniaczy na kuchennym stole. Drugi zaczyna się w chwili uruchomienia profesjonalnej produkcji. Trwa rozbudowa katalogu, rozwijanie technologii, zbieranie pozytywnych recenzji i ekspansja na rynki zagraniczne. Zwykle to właśnie w tym okresie powstają urządzenia, które później audiofile określają mianem kultowych. Trzeci etap to awans do grona największych graczy. Firma zaczyna wprowadzać coraz droższe urządzenia, montować swój sprzęt w luksusowych autach, wypuszczać modele z autografem znanych muzyków lub sportowców, przenosić fabryki, tworzyć spółki, holdingi i korporacje, a ostatecznie zatrudnia dziesięć razy więcej handlowców, kierowników i młodszych menedżerów niż doświadczonych projektantów i inżynierów. Niektórzy audiofile są przekonani, że kupując drogi, hi-endowy wzmacniacz dostaną coś naprawdę niesamowitego, oryginalnego i jedynego w swoim rodzaju. Tymczasem często są to ładniejsze, bardziej dopracowane odpowiedniki urządzeń z niższego pułapu cenowego. Dokładnie taki sam wzmacniacz mają setki, tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy ludzi na całym świecie. Wysoka cena nie gwarantuje niczego poza lepszą jakością wykonania i poprawnym brzmieniem. Wracamy więc do pierwotnego problemu. Co robić, jeśli chcemy kupić coś wyjątkowego? Coś, co faktycznie uruchomi w nas właściwe emocje i będzie czymś więcej, niż tylko droższą, cięższą i bardziej aluminiową wersją amplitunera z supermarketu...

Odpowiedź wydaje się oczywista - trzeba szukać dalej. Ale gdzie? Na szczęście, wiele audiofilskich projektów rodzi się z potrzeby dążenia do jak najlepszego dźwięku. Takiej samej, jaką odczuwa większość audiofilów. Powstają więc nowe urządzenia i firmy, których założyciele zdecydowali się pokazać światu swoje wynalazki, a potem znaleźć ludzi, którym spodobają się bardziej, niż inne dostępne na rynku rozwiązania. Rzecz jasna, nie wszystkie tego typu manufaktury mają coś wartościowego do zaoferowania, ale niektóre potrafią stworzyć sprzęt obdarzony prawdziwie unikalnym brzmieniem. Jeżeli szukacie czegoś takiego, musicie przedrzeć się przez ofertę najpopularniejszych marek i wejść na wyższy poziom wtajemniczenia. Tutaj potrzebna jest już duża wiedza, a nawet audiofilska intuicja, bo tych małych manufaktur jest naprawdę dużo. Znacznie więcej, niż firm z pierwszych stron gazet. Jak oddzielić ziarno od plew? Najlepiej byłoby krótko posłuchać każdego z odnalezionych w ten sposób wynalazków, jednak to wymaga czasu i poświęcenia, a czasami jest bardzo kłopotliwe ponieważ wiele z takich mniej rozpoznawalnych marek nie ma dystrybutorów we wszystkich krajach na świecie. Gdyby mieli, pewnie byliby już o krok od zatrudniania PR-owców, przenoszenia fabryki do Chin i sponsorowania ekipy biorącej udział w regatach Sydney-Hobart. Na szczęście, są w naszym kraju firmy specjalizujące się w wyszukiwaniu takich perełek. Jedną z nich jest bydgoski Audio-Connect. Oferta tego dystrybutora składa się z samych oryginalnych marek. Aqua, DIMD, Jean-Marie Reynaud, Triode... To wszystko wyszukane produkty dla audiofilów o wyrobionym guście i muzycznym smaku. Ponad poziomem masówki, a być może nawet o jeden poziom wyżej od urządzeń, które mimo wysokich cen są dość popularne, by nie powiedzieć - powszechne. Jedną z takich firm jest również Ars-Sonum. Hiszpańska manufaktura specjalizuje się w produkcji wzmacniaczy lampowych. Jej podstawowym dziełem jest w tym momencie jedna integra dostępna w wersji podstawowej i bardziej rozbudowanej. Ta pierwsza nazywa się Filarmonia, a druga, potężniejsza i wyposażona w zdublowany zestaw lamp to Gran Filarmonia. W katalogu nie ma żadnych przedwzmacniaczy, końcówek mocy, odtwarzaczy, przetworników ani streamerów. Wzmacniacze z Madrytu mają być za to wykonane perfekcyjnie w każdym calu. Ars-Sonum wykorzystuje tylko komponenty najwyższej klasy, a wiele z niezbędnych składników, jak na przykład transformatory, wykonuje ręcznie we własnym zakresie. Piękna rzecz, ale czy taki sprzęt dostarczyć audiofilowi to, czego nie mają wzmacniacze utytułowanych producentów? Na to pytanie powinien odpowiedzieć nam test modelu SK.

Ars-Sonum Filarmonía SK

Wygląd i funkcjonalność

Nie będę owijał w bawełnę - wzmacniacz jest przepiękny. Stosunkowo niewielką obudowę wykonano z chromowanej stali, dzięki czemu Filarmonia SK wygląda trochę jak klasyczne piecyki produkowane wiele lat temu. Skojarzenia z mniejszymi integrami marki Jadis albo końcówką mocy McIntosh MC275 na pewno nie są przypadkowe, a i jakością wykonania Ars-Sonum nie ustępuje produktom firm tego pokroju. Prześliczny, lampowy cukiereczek. Pomimo stosunkowo niewielkich gabarytów, piecyk jest naprawdę ciężki. Zapewne większość odczuwalnej masy wynika z ulokowania wszystkich transformatorów w jednej linii, ale metalowa obudowa także robi swoje. Panel frontowy ma postać dodatkowej, aluminiowej płytki przytwierdzonej do właściwego chassis. Do naszej redakcji dostarczono egzemplarz w kolorze czarnym, przy czym pozostałe elementy, w tym reszta obudowy, a nawet pokrętła i przyciski zawsze pozostają chromowane. Na zdjęciach zamieszczonych w sieci można również zobaczyć wersję ze złotym i srebrnym frontem. Ta ostatnia chyba najbardziej trafia w mój gust, choć i czarna prezentuje się wyjątkowo oryginalnie. Połączenie srebrzystych elementów z czarnym frontem, obudowami transformatorów i wystającym z górnego panelu pojedynczym kondensatorem nadaje hiszpańskiemu piecykowi odrobinę rockowego, a może nawet steampunkowego uroku. Rozmieszczenie elementów pozwala sądzić, że mamy do czynienia z klasyczną konstrukcją pozbawioną jakichkolwiek udziwnień. Z przodu znajduje się tylko prosty włącznik, dioda sygnalizująca aktywność urządzenia oraz dwa pokrętła odpowiadające oczywiście za regulację siły głosu i wybór źródła. Z tyłu umieszczono trzy wejścia liniowe w formie złoconych gniazd RCA, jedno wyjście do nagrywania, pojedyncze gniazda głośnikowe i trójbolcowe gniazdo zasilające IEC. Logicznie, naturalnie, z zachowaniem odpowiednich odległości. Co ciekawe, opisy gniazd wykonano na osobnej, metalowej tabliczce umieszczonej na górnej pokrywie, zaraz za transformatorami. Dzięki temu nie pomylimy się podczas podłączania kabli - bez względu na to, czy staniemy przed wzmacniaczem i pochylimy się nad nim, czy może przeprowadzimy całą operację od tyłu, jeśli mamy tyle wolnego miejsca za stolikiem. Może dodanie takiego elementu było konieczne ze względu na chromowany panel z tylny, a może konstruktorzy pomyśleli o takich szczegółach i zdecydowali się uczynić proces instalacji wzmacniacza nieco przyjemniejszym? Nie wiem, ale bardzo mi się to spodobało. Ważne, aby podczas całej operacji nie oprzeć dłoni z przodu ponieważ urządzenie opiera się na trzech nóżkach - dwóch z tyłu i jednej z przodu. Tak naprawdę, dotykanie obudowy gołymi rękami w ogóle nie jest wskazane ponieważ na chromowanych powierzchniach odbiją się wszystkie odciski palców.

Wszystkie lampy znajdują się w osobnym pudełku. Wystarczy rzut oka na naklejone przez producenta oznaczenia aby zdać sobie sprawę, że i tutaj nie będziemy mieli żadnych problemów. W środku znajdziemy schemat wzmacniacza ze stosownymi oznaczeniami, a lampy są ponumerowane i sklejane parami. Do zestawu dołączono również bawełniane rękawiczki, ściereczkę z mikrofibry oraz zapasowe bezpieczniki. Hiszpanie ogarnęli sprawę tak, aby klient nie musiał się nad niczym zastanawiać.

Na szczęście, producent zadbał także o takie detale. Jakość opakowania i wyposażenia stoi bowiem na bardzo wysokim poziomie. Duży, podwójny karton wypełniono kawałkami gęstej pianki przyciętymi i oznakowanymi w taki sposób, aby od razu było wiadomo co robić i za które elementy chwytać. Wszystkie wzajemnie się klinują, a wszystko po to, abyśmy po usunięciu wszystkich ścianek mogli bez problemu wyjąć wzmacniacz bez przechylania go na bok, obracania do góry nogami czy innego cudowania zwiększającego ryzyko przypadkowego uszkodzenia gniazd bądź zarysowania chromowanej obudowy. Wzmacniacz przyjeżdża do nas ze zdemontowanymi lampami, a podczas transportu jest otoczony grubą warstwą zabezpieczeń z każdej strony. Wszystkie lampy znajdują się w osobnym pudełku. Wystarczy rzut oka na naklejone przez producenta oznaczenia aby zdać sobie sprawę, że i tutaj nie będziemy mieli żadnych problemów. W środku znajdziemy schemat wzmacniacza ze stosownymi oznaczeniami, a lampy są ponumerowane i sklejane parami. Do zestawu dołączono również bawełniane rękawiczki, ściereczkę z mikrofibry oraz zapasowe bezpieczniki. Hiszpanie ogarnęli sprawę tak, aby klient nie musiał się nad niczym zastanawiać. Lampy mocy są ponumerowane. Do każdego wzmacniacza dostajemy więc zmierzony, sprawdzony i sparowany przez producenta zestaw. Konstruktorzy zdecydowali się na kwartet popularnych pentod EL34 i jedną ECC88 od JJ Electronic oraz dwie podwójne triody 12AU7 od Philipsa. Może to nic wymyślnego, ale za to w przyszłości nie powinno być problemów z wymianą lamp. Są normalnie produkowane, nie trzeba o nie walczyć na internetowych aukcjach, a zakup czterech EL34 nie powinien zrujnować domowego budżetu. Na miejscu posiadaczy Filarmonii SK, w pierwszej kolejności zwróciłbym się tutaj do dystrybutora lub producenta. Zmierzone i dopasowane do siebie lampy to lepsza opcja niż kupowanie czterech sztuk, których parametry mogą się nieznacznie różnić. Komplet wszystkich siedmiu lamp przygotowanych specjalnie dla tego wzmacniacza kosztuje około 700 zł. Zgodnie z instrukcją obsługi, lampy mocy powinny przepracować około 4000 godzin, a żywotność trzech pozostałych powinna być nawet dwa razy dłuższa. Zakładając, że będziemy słuchać muzyki cztery godziny dziennie, mamy spokój na co najmniej trzy lata. Wymiana lamp nie wiąże się z żadną skomplikowaną procedurą wykonywania pomiarów czy przekręcania mikroskopijnych śrubek ponieważ wzmacniacz został wyposażony w układ automatycznej regulacji prądu spoczynkowego.

Muszę przyznać, że cały proces rozpakowywania i instalacji testowanego wzmacniacza był bardzo przyjemny. Kiedy Filarmonia SK stanęła już na stoliku, pomyślałem sobie, że niektórzy producenci hi-endowych wzmacniaczy mogliby brać przykład z tej niewielkiej, hiszpańskiej manufaktury. A co właściwie oznaczają dwie litery w nazwie naszej integry? Otóż model ten na przestrzeni lat był sprzedawany w różnych wersjach, różniących się między sobą głównie zastosowanymi wewnątrz komponentami, ale nie tylko. Trzy najpopularniejsze wersje, które można znaleźć w sieci noszą dopiski SE, SJ i SK. Strona producenta jest bardzo skromna - zawiera tylko opis i dane techniczne testowanego wzmacniacza. Na oficjalnym profilu firmy na Facebooku znalazłem informacje o modelu z oznaczeniem SXJ, będącym w prostej linii poprzednikiem wersji SK. W każdej z tych odmian wykorzystywano różne kondensatory i rezystory. W niektórych przypadkach zmieniały się także szczegóły wewnętrznej budowy transformatorów, a nawet terminale głośnikowe czy detale widoczne z zewnątrz (jak opisy gniazd rozdzielone na dwie płytki). Jeśli pogrzebiecie głębiej, dowiecie się, że jakiś czas temu firma produkowała wzmacniacz o nazwie La Diva na lampach 300B w układzie Single-Ended, a obecnie ma w ofercie także bardzo oryginalne monitory Canon z czterema głośnikami nisko-średniotonowymi rozmieszczonymi symetrycznie wokół tweetera. Są one produkowane w kilku wersjach kolorystycznych zainspirowanych lakierami klasycznych samochodów - czerń Cadillaca, wanilia Chevroleta, zieleń Morgana... Założycielowi firmy trudno odmówić wyobraźni. Na swoim fanpage'u roducent zamieszcza też zdjęcia i schematy słynnych konstrukcji lampowych, takich jak Fisher 80 AZ, Marantz 8B, Quad II, Dynaco Mark III czy Leak TL-12. Ktoś tu chyba zna się na rzeczy.

Wracając do bohatera naszego testu, opisywana wersja SK otrzymała między innymi teflonowe kondensatory sprzęgające V-Cap oraz nowe gniazda RCA zamontowane w inny sposób. Pozostałe modyfikacje dotyczą transformatorów wyjściowych oraz obudowy transformatora zasilającego, co ma skutkować lepszym brzmieniem i niższym poziomem zakłóceń. Każda odmiana Filarmonii była sprzedawana ze specjalnie dobranymi lampami. Niektórzy audiofile nie przepadają za tymi od JJ Electronic, ale - jak dowiedziałem się od dystrybutora - producent zdecydował się na tę markę ze względu na ich dostępność i przystępne ceny, stojąc pozostałe elementy w taki sposób, aby uzyskać tak samo dobre lub nawet lepsze brzmienie, niż przy użyciu drogich i bardzo wyszukanych lamp. Może dlatego, że ma taką możliwość. Skoro nawet transformatory są produkowane pod tym samym dachem, producent może dobrać wszystkie elementy do siebie aby uzyskać dokładnie taki efekt, o jaki mu chodziło. Ars-Sonum ma tutaj dużą przewagę nad firmami, które transformatory muszą zamawiać z zewnątrz. Jeśli te nie są idealne, trzeba się ratować drogimi lampami. Sęk w tym, że później to klient będzie musiał ponieść koszty takiej decyzji, co najmniej raz na kilka lat. Hiszpanie zrobili to dokładnie odwrotnie - wykorzystali stosunkowo normalnie, popularne lampy i specjanie pod nie zaprojektowali i dostroili transformatory wyjściowe. Nie wykluczone, że w przyszłości pojawią się kolejne wersje testowanego wzmacniacza, z innymi komponentami lub drobnymi zmianami w wyglądzie zewnętrznym. Już teraz krążą pogłoski o wprowadzeniu odmiany SM, która prawdopodobnie będzie odrobinę droższa. Nie ma jednak wątpliwości, że w ogólnym rozrachunku będzie to jednak ta sama integra. Wielu producentów w ogóle nie zawracałoby sobie głowy numerowaniem czy literowaniem kolejnych modyfikacji takiego wzmacniacza. Na stronie internetowej pojawiłaby się informacja, że w zależności od roku produkcji urządzenie może się nieznacznie różnić, a parametry mogą ulec zmianie. Hiszpańska firma gra z nami w otwarte karty. Wiemy jakie komponenty dostajemy, a gdybyśmy chcieli kupić taki wzmacniacz z drugiej ręki, bez problemu zorientujemy się jaka to wersja i czym różni się od pozostałych.

Minusy? Cóż, przede wszystkim należy tu wymienić brak pilota oraz jakiejkolwiek osłony lamp. Konstruktor uważa, że zdalne sterowanie psuje dźwięk, a jak ktoś decyduje się na wzmacniacz lampowy, będzie pamiętał aby nie dotykać rozgrzanych do czerwoności elementów. Filarmonia SK nie jest więc wzmacniaczem dla leniwych audiofilów ani posiadaczy wesołej gromadki ciekawskich dzieci, tudzież psów, kotów, węży, kameleonów czy co tam jeszcze ludzie trzymają w domach. Niebieska dioda umieszczona na przednim panelu świeci bardzo mocno i nie ma możliwości jej przyciemnienia lub wyłączenia. Szkoda, że producent nie wybrał czegoś bardziej dyskretnego - tak w sensie koloru, jak i jasności. Światło było tak jaskrawe, że podczas zdjęć zdecydowaliśmy się po prostu wyłączyć wzmacniacz. Inaczej zrobiłaby się niebieska gwiazda na pół kadru. Trzy wejścia liniowe też szału nie robią, ale jeszcze większe ograniczenie nakładają na nas pojedyncze terminale głośnikowe. Zdaniem producenta, powinniśmy szukać kolumn o impedancji 8 Ω i efektywności przynajmniej 89 dB. Jak dowiemy się z instrukcji obsługi, wzmacniacz będzie pracował idealnie z zestawami o impedancji od 6 do 10 Ω. Teoretycznie powinien pozostać stabilny nawet przy obciążeniu od 4 do 16 Ω, jednak schodzenie poniżej 6 Ω nie jest zalecane. Najwyraźniej transformatory wyjściowe zostały skonstruowane z myślą o takich kolumnach, a producent nie zdecydował się na dodatkowe odczepy ze względu na potencjalne ograniczenie jakości brzmienia. Możliwe, że zalecenia zostały napisane trochę na wyrost, ale chcąc kupić taki wzmacniacz nie warto chyba testować jego wytrzymałości. Lepiej od razu przyjąć, że trzeba będzie znaleźć do niego odpowiednie kolumny. Tak, jak do większości dostępnych na rynku urządzeń. W instrukcji obsługi znajdziemy również inne ciekawe zalecenia. Czas wygrzewania nowego wzmacniacza dochodzi do 500 godzin. Przez pierwsze 50 godzin producent nie zaleca wkręcania urządzenia na wysokie poziomy głośności. Po każdym uruchomieniu powinniśmy odczekać 5 minut zanim włączymy muzykę, a po trzech godzinach ciągłej pracy powinniśmy robić wzmacniaczowi przerwę, najlepiej około godziny. Gdybyśmy chcieli bezwzględnie trzymać się tych wytycznych, będzie z tym trochę zabawy. W rzeczywistości jednak użytkowanie tego wzmacniacza nie jest szczególnie uciążliwe. W porządku, za każdym razem trzeba dać lampom trochę czasu na osiągnięcie właściwej temperatury, ale poza tym nic szczególnego się tutaj nie dzieje. Tak powinno się postępować z większością konstrukcji lampowych, a dobór właściwych kolumn o przyjaznej impedancji i wysokiej skuteczności to dla audiofilów rzecz oczywista. Pora więc sprawdzić jak to hiszpańskie cudo sprawdzi się w teście odsłuchowym.

Ars-Sonum Filarmonía SK

Brzmienie

Zalecenia producenta zaintrygowały mnie do tego stopnia, że przed przystąpieniem do oceny brzmienia postanowiłem sprawdzić je w praktyce. Ze względu na ograniczony czas trwania testu, nie byłem mogłem oczywiście sprawdzić jak wzmacniacz będzie zachowywał się po trzystu godzinach pracy. Dystrybutor wykonał tę robotę za mnie. Co do obowiązkowej, pięciominutowej rozgrzewki przed każdym odsłuchem - potwierdzam. Większość lamp potrzebuje na dojście do siebie nawet piętnaście lub dwadzieścia minut, więc i tak jest to dobry wynik. Zmiany w charakterze brzmienia są bardzo wyraźne. Szczególnie w zakresie niskich tonów, który nabiera rozpędu, nasyca się i zyskuje właściwą sprężystość. Z lekkim dystansem potraktowałbym jednak wytyczne dotyczące impedancji i skuteczności podłączonych kolumn. Nie twierdzę, że klasyczna lampa będzie grała najlepiej z trudnymi do wysterowania głośnikami, ale nie byłbym w tej kwestii przesadnie rygorystyczny. Gdybym mógł wybrać zestawy idealnie dopasowane do hiszpańskiej integry, zacząłbym swoje poszukiwania od klasycznych strzałów. Triangle, Focal, Audiovector, Tannoy, Cabasse, Klipsch, ewentualnie zbadałbym wynalazki takie, jak Apertura, Atohm, JMR czy Blumenhofer. Nie należy jednak skreślać kolumn innych firm. Jeżeli kogoś bardziej kręcą zestawy ELAC-a, B&W, Monitor Audio, Audio Physica, JBL-a czy KEF-a, z dużym spokojem sprawdziłbym jak sprawdzi się taka konfiguracja. Filarmonia SK nie jest ekstremalnie słabym wzmacniaczem, który ma prawo zagrać wyłącznie z zestawami o ponadprzeciętnej skuteczności i wysokiej impedancji. 30 W na kanał to moc pozwalająca rozszerzyć zakres poszukiwań poza te wybitnie "lampowe" głośniki i wziąć pod uwagę wszystkie, których parametry nie wydają się przerażające. Sam wykorzystałem w teście trzy pary kolumn, z których żadne nie spełniały zaleceń producenta, a i tak za każdym razem udało mi się uzyskać brzmienie naprawdę wysokiej próby. Najwyraźniej nie taki diabeł straszny, jak go malują. Swoją drogą, producenci bardzo podobnych wzmacniaczy nie straszą klientów, pisząc raczej, że dany model będzie grał z większością kolumn dostępnych na rynku, a parametrami nie ma się co przejmować. Ja proponowałbym wypośrodkowane, zdroworozsądkowe podejście do tematu. Wyjątkowo wymagające i prądożerne kolumny należałoby odrzucić, ale poza tym - warto spróbować każdych, co do których mamy dobre przeczucia. Jeśli dane techniczne z grubsza się zgadzają, a dźwięk jest dobry, to wszystko gra.

Hiszpański piecyk zgotował mi prawdziwą, muzyczną ucztę. Filarmonia SK nie wypiera się swojego lampowego charakteru, a wręcz wyciąga z tej estetyki wszystko, co najlepsze. Brzmienie jest fantastycznie spójne, nasycone i pełne organicznej materii. Rządzi nim płynność i delikatność, a wzmacniacz od pierwszych minut daje nam do zrozumienia, że możemy się całkowicie zrelaksować. Jest jak opiekun oprowadzający nas po różnych, być może nieznanych dotąd zakamarkach naszych ulubionych albumów. Zachowuje się tak, jakby wcześniej miał już okazję się z nimi zapoznać i był absolutnie pewien, że za rogiem nie czai się nic złego. Muzyka płynie. Dostojnie, elegancko, pięknie, bez niepotrzebnej nerwowości, a my szybko wkręcamy się w tę atmosferę. Po kilku utworach wiemy, że nie wydarzy się tutaj nic niespodziewanego. Co ciekawe, w tej muzycznej układance nie brakuje też składników gwarantujących odpowiedni poziom realizmu. Jak to w klasycznych lampach, przekaz nie jest nastawiony na wyczynową dynamikę czy przejrzystość. Na pewno brzmienie nie jest też do końca przezroczyste, jednak zupełnie nam to nie przeszkadza. We wspomnianych dziedzinach Filarmonia SK trzyma dobry, stabilny poziom, ale jej magia kryje się gdzie indziej. W nasyceniu barw i odcieni, gradacji planów i warstw, niesłychanie naturalnym odwzorowaniu skomplikowanej natury wokali, mikroskopijnych wibracjach i pogłosach, a także umiejętności traktowania muzyki w sposób syntetyczny, bez rysowania sztucznych granic, stawiania wysokich murów i wyznaczania zamkniętych stref ciszy, które spychają wszystkie inne dźwięki do pojedynczych punktów. Owszem, ten wzmacniacz ma tendencję do grania plamami, czasami nawet próbuje połączyć ze sobą rzeczy, które zwykle nie idą ze sobą w parze, ale co z tego, skoro efekt końcowy jest tak przyjemny? Ars-Sonum to sto procent lampowego czaru. Klasyka smaku. Jedyny w swoim rodzaju dźwięk rozgrzanych do czerwoności baniek w czystej postaci.

Słuchając testowanego wzmacniacza, niezwykle ciężko jest rozbierać jego brzmienie na części pierwsze. Filarmonia SK robi bowiem wszystko, aby muzyka stanowiła piękną, dopracowaną całość, której wszystkie elementy są ze sobą nierozerwalnie powiązane. W takiej sytuacji pasmo przenoszenia może nie być idealnie równe i wypoziomowane co do milimetra. Barwa nie musi być nieskazitelna, pozbawiona zniekształceń i przejrzysta niczym powietrze w chłodny, bezchmurny dzień. Brzmienie i tak będzie przez nas odbierane jako naturalne, o ile wzmacniacz zadba o jego integralność i jednorodność. Słuchając kolejnych płyt miałem wrażenie jakbym nagle zastąpił swoje kolumny czymś w rodzaju zestawów zbudowanych na bazie głośnika szerokopasmowego. Jeżeli słuchaliście kiedyś kolumn marki Audium lub innych dobrych głośników tego typu, na pewno wiecie o czym mówię. Nagle znikają wszelkie bariery. Bas niezauważalnie łączy się ze średnimi tonami, a te mogą przejść w zakres wysokich częstotliwości w każdej chwili, zupełnie jakby granice między przetwornikami zupełnie się zatarły, a zwrotnice zaczęły dzielić pasmo w jakiś przedziwny sposób oparty nie na kondensatorach, cewkach i opornikach, ale sile intuicji i telepatii. Każdy instrument ląduje tam, gdzie powinien, nie przeszkadzając pozostałym ani nie wyłamując się z całościowego obrazu nagrania. Lekarstwo na bolączki niektórych kolumn, a nawet całych systemów? W wielu przypadkach może tak być. Audiofile wiedzą, że poszukiwanie własciwej kombinacji potrafi być męczące. Jeżeli brakuje nam niskich tonów, przejrzystości lub ciepła, nie jest jeszcze tak źle. W niektórych przypadkach sytuację można podreperować kablami lub akcesoriami zasilającymi. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się wtedy, gdy dźwięk mimo wszystko wciąż się nie klei. Wymiana kabli głośnikowych lub zakup lepszej listwy rozwiązuje jedne problemy, a w ich miejscu zaraz pojawiają się kolejne. Filarmonia SK gra tak, jakby tego typu dylematy w ogóle nie miały znaczenia. Roztacza przed nami obraz, w którym wszystko do siebie pasuje. Zmiana kabla, a nawet zestawów głośnikowych pozwoli nam uzyskać inną wersję tego brzmienia, ale nie wybije hiszpańskiej integry z rytmu, nie zrobi z lampy tranzystora i nie zakłóci ogólnej harmonii przekazu. Z jednymi urządzeniami towarzyszącymi i akcesoriami jest fajnie, z innymi - jeszcze fajniej. Wystarczy unikać kolumn, źródeł i kabli o bardzo ciepłym, zagęszczonym lub przyciemnionym brzmieniu, a wszystko będzie w najlepszym porządku.

Słuchając tego wzmacniacza w sposób analityczny, prawdopodobnie nie będziemy mogli do końca zrozumieć, o co tak naprawdę mu chodzi. Mam wrażenie, że odbiorca nastawiony na wyławianie z dźwięku mikroskopijnych detali, lokalizowanie nierówności w paśmie przenoszenia i testowanie dynamiki może zwyczajnie wejść z nim w pewien dysonans, jak dwa różne głośniki grające w przeciwfazie. Takie brzmienie docenią przede wszystkim dojrzali audiofile oraz melomani szukający w muzyce pewnej swobody, gładkości i odprężenia. Filarmonia SK po prostu to ma. Lampowa dokładność i pewna trudna do opisania swoboda nasycania muzyki informacjami sprawia, że brzmienie nie jest nieprzyzwoicie ciepłe, spowolnione czy wręcz kluchowate. Hiszpańska integra zachęca nas abyśmy poświęcili na odsłuch więcej czasu i nigdzie się nie spieszyli. Wszystko płynie swoim tempem. Po pewnym czasie zaczynamy relaksować się, zatapiać głębiej w fotel lub kanapę, a później muzyka zaczyna działać na nas hipnotyzująco. Zapominamy o głośnikach i kablach. Wysłuchujemy od początku do końca płyty, na których pewne utwory zawsze przewijaliśmy. Zauważamy, że zaczyna się dziać coś magicznego. Czyżby w tym dźwięku tak naprawdę chodziło o muzykalność? Chyba tak. Jeżeli odwiedziliście kiedyś wystawę Audio Video Show i zahaczyliście o prezentacje firmy Audio-Connect, z pewnością wiecie o czym mówię. Sytuacja powtarza się każdego roku i właściwie nie ma znaczenia czy w sali odsłuchowej stanie system oparty na kolumnach Jean-Marie Reynaud, końcówkach mocy Wells Audio i źródłach Aqua Acoustic Quality, czy może zestaw bazujący na kolumnach Diapasona i wzmacniaczu Ars-Sonum. Wielu zwiedzających spędza tam całe godziny, a ci, którzy siadają chociaż na pięć minut, wychodzą zachwyceni. Nie wiem jak to się dzieje, ale nie są to tylko moje obserwacje. Może więc nie powinienem być zdziwiony, że podczas odsłuchu czułem się podobnie. Inne miejsce, inny system, nawet inna muzyka, a ten sam brzmieniowy błogostan.

Filarmonia SK lubi grać głęboko, a nawet bardzo głęboko. Scena tylko delikatnie wychodzi przed linię łączącą głośniki, za to rozpościera się daleko, daleko wgłąb, zachowując przy tym rozsądną szerokość. Obecność tylnej ściany pomieszczenia odsłuchowego nie robi na hiszpańskiej lampie wielkiego wrażenia.

Na koniec wspomnę jeszcze o dwóch cechach testowanego wzmacniacza, z których jedną odbieram zdecydowanie pozytywnie, a drugą neutralnie. Pierwszą jest bas. Mówiąc zupełnie szczerze, dawno nie słyszałem takich cudów w wydaniu lampowego piecyka. Jeśli już, spodziewałbym się tego raczej po hi-endowym wzmacniaczu wykorzystującym po cztery lampy na kanał, ewentualnie kwartet KT120 lub 6C33C. Natężenie, głębia, gęstość, prawdziwe mięcho... Jest tutaj wszystko, co uwielbiam, a czego po trzydziestowatowym lampowcu się nie spodziewałem. Chwilami miałem wrażenie jakby ktoś ustawił za stolikiem niewidzialny subwoofer z konkretnym, 10-calowym głośnikiem. Niskie tony w takim wydaniu automatycznie nadają muzyce głębi i choćbyście nie wiem jak przysięgali, że nie przywiązujecie do basu wielkiej wagi, na pewno zanurzycie się w nim z ogromną przyjemnością. To nie tylko duży plus z punktu widzenia brzmienia, ale też potencjalne ułatwienie przy wyborze kolumn. Nie trzeba bowiem szukać takich, które nie tylko będą pasowały do naszego wzmacniacza pod względem parametrów, ale też dodadzą to i owo w zakresie niskich tonów. Zamiast trójdrożnych podłogówek można więc wybrać dwudrożne zestawy wolnostojące lub podstawkowe, a Filarmonia SK zadba o to, aby basu nam nie zabrakło. To z kolei wiąże się ze sporymi oszczędnościami. Pierwszy przykład z brzegu - testowane przez nas Audiovectory SR1 Avantgarde Arreté i SR3 Avantgarde Arreté. Pierwsze kosztują dziś 19990 zł, a drugie - 36990 zł za parę. To prawie dwa razy tyle. Gdyby okazało się, że monitory zapewnią w naszym pomieszczeniu wystarczające uderzenie i dynamikę, w kieszeni zostaje nam równowartość ceny opisywanego wzmacniacza i drugiego kompletu lamp mocy. Nie mówię, że w każdym przypadku się to sprawdzi, ale z takim basem na pokładzie naprawdę może okazać się, że duże skrzynki i dodatkowe głośniki są zupełnie zbędne. Druga sprawa to przestrzeń. Filarmonia SK lubi grać głęboko, a nawet bardzo głęboko. Scena tylko delikatnie wychodzi przed linię łączącą głośniki, za to rozpościera się daleko, daleko wgłąb, zachowując przy tym rozsądną szerokość. Obecność tylnej ściany pomieszczenia odsłuchowego nie robi na hiszpańskiej lampie wielkiego wrażenia. Chwilami można więc poczuć się jak na ogromnej sali koncertowej. Stwarza to jednak pewien dystans między nami a muzyką. Jeżeli więc lubicie granie bliższym planem, to raczej nie ta estetyka. Chwilami aż chciałoby się, aby ten dźwięk chętniej wychodził do przodu. Byłby wtedy bardziej namacalny. Tak również jest fajnie, ale przesunięcie akcji wgłąb nie każdemu będzie odpowiadało. Z drugiej strony, niektórzy audiofile nie lubią kiedy muzycy włażą im na głowę. Doskonale to rozumiem, bo taka perspektywa sprawia, że stereofonia nabiera perspektywy i powietrza. Wydaje mi się, że jest to w stu procentach zamierzony, wyreżyserowany przez konstruktora efekt. I choć w niektórych nagraniach daje wrażenie zbyt dużego dystansu, to podczas odtwarzania albumów koncertowych sprawdza się rewelacyjnie. Dostajemy więc naturalnie lampowy dźwięk z potężnym basem i amerykańską przestrzenią. Mówcie co chcecie, ale prawdziwemu audiofilowi to się nie ma prawa nie podobać.

Ars-Sonum Filarmonía SK

Budowa i parametry

Ars-Sonum Filarmonia SK to stereofoniczny wzmacniacz zintegrowany oferujący maksymalną moc wyjściową na poziomie 30 W na kanał przy 8 Ω. Jego stopień wyjściowy wykorzystuje parę dopasowanych ręcznie pentod EL34 w konfiguracji Push-Pull. Jako odwracacze fazy zastosowano podwójne triody 12AU7, natomiast sekcja wejściowa jest napędzana przez podwójną triodę ECC88. Jedną z ciekawych cech Filarmonii SK jest topologia stopnia wyjściowego, który nie wykorzystuje typowej konfiguracji ultraliniowej, ale opracowany przez hiszpańską firmę układ z automatycznie regulowaną polaryzacją. Zdaniem producenta, pozwala to uzyskać dokładny i stały punkt pracy lamp mocy. Technologia pozwala również na użycie bardzo niskiej globalnej pętli sprzężenia zwrotnego, które tu wynosi jedynie 6 dB, co pomaga utrzymać niski poziom zniekształceń i niesie ze sobą nieliczne korzyści, jak chociażby większa spójność fazowa, lepsza stabilność odpowiedzi częstotliwościowej na wszystkich poziomach głośności w całym paśmie audio oraz mniejsze zniekształcenia. Płytka pętla sprzężenia zwrotnego na lampach mocy uzupełniana jest sprzężeniem na wcześniejszych etapach. Obwód polaryzacji stopnia końcowego wykorzystuje komponenty dopasowane z tolerancją poniżej 1%. Transformatory wyjściowe i rezystory katodowe zasługują zdaniem producenta na jeszcze większą uwagę i są dobierane z dokładnością do 0,5%. Selekcjonowane są również lampy. EL34 są parowane przez hiszpańską firmę tak, aby w obrębie całego kwartetu różnice nie wykraczały poza 2%. Ma to zapewniać stabilność i wydajność oraz równomierny sposób starzenia się lamp. Transformatory wyjściowe zostały zaprojektowane tak, aby uzyskać szerokie pasmo przenoszenia. Szczególną uwagę zwrócono na zasilanie. Składa się ono z pięciu sekcji, w tym czterech niezależnych układów stabilizujących dla każdego kanału aby osiągnąć najniższy przesłuch i intermodulację. Pasywne komponenty w tej sekcji zostały wybrane spośród najlepszych podzespołów dostępnych na rynku. Producent szczególnie chwali się metalizowanymi rezystorami Vishaya i Philipsa, kondensatorami Wima MKP, Hovland MusiCap i V-Cap oraz potencjometrem ALPS Blue Velvet. Układ został częściowo zmontowany na płytce drukowanej, a częściowo w technice punkt-punkt. Jak zapewnia producent, taka konstrukcja pomaga różnym sekcjom wzmacniacza osiągnąć maksymalną wydajność. Celem było osiągnięcie najlepszego stosunku sygnału do szumu i zmniejszenie interferencji między poszczególnymi komponentami. W odróżnieniu od niektórych wzmacniaczy zbudowanych w podobny sposób, wewnątrz obudowy panuje doskonały porządek, a przewody zostały pozaginane i pospinane tak, aby niczego nie pozostawić przypadkowi. Sama obudowa została wykonana z polerowanej stali nierdzewnej. Jak zapewnia Ars-Sonum, jest ona składana, spawana, polerowana i chromowana z najwyższą precyzją. W rzeczywistości, gdzieniegdzie widać ślady ręcznej roboty, ale na szczęście - tylko od środka.

Ars-Sonum Filarmonía SK

Werdykt

Filarmonia SK to piękna, bardzo przyjemna i klasycznie zbudowana lampa, w której wyglądzie zewnętrznym i konstrukcji widać przywiązanie producenta do szczegółów. Z punktu widzenia audiofila sprawa jest oczywista - wzmacniacz został zaprojektowany przede wszystkim z myślą o uzyskaniu wysokiej jakości brzmienia. Minimalistyczny układ elektroniczny, brak jakichkolwiek ozdobników w rodzaju wskaźników wychyłowych czy wejść cyfrowych, komponenty z najwyższej półki, własne transformatory czy wreszcie dokładna, ręczna produkcja. To wszystko składniki, które automatycznie kojarzą mi się z dobrym lub wręcz hi-endowym dźwiękiem. Potwierdził to odsłuch. Ta integra oferuje sto procent lampowej magii, dodając do tego świetny bas i scenę stereofoniczną budowaną z koncertowym rozmachem. Naturalne, barwne, fantastycznie spójne i wybitnie muzykalne brzmienie, które mimo wszystko nie pozostawia wielkiego niedosytu w kwestii dynamiki i przejrzystości. Wystarczy, że postaramy się przy wyborze kolumn i źródła, a nic nie powinno zakłócić nam przyjemności kontaktu z muzyką. Filarmonia SK nie jest wzmacniaczem dla każdego, ale jeżeli szukacie pięknego dźwięku w równie pięknym opakowaniu, dajcie jej szansę. Jeśli zaiskrzy, nie będziecie chcieli wracać do innego sprzętu.

Dane techniczne

Wejścia analogowe: 3 x RCA
Wyjścia analogowe: 1 x RCA (tape-out)
Lampy: 4 x EL34, 2 x 12AU7, 1 x ECC88
Moc wyjściowa: 2 x 30 W/8 Ω
Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 60 kHz (-3 dB)
Czułość wejściowa: 250 mV
Stosunek sygnał/szum: > 90 dB
Maksymalny pobór mocy: 180 W
Wymiary (W/S/G): 17,5/35,6/30 cm
Masa: 18 kg
Cena: 16500 zł

Konfiguracja

Equilibrium Ether Ceramique, Bowers & Wilkins 706 S2, Sound Project Nina, Marantz HD-DAC1, Astell&Kern AK70, iPhone SE, Cardas Clear Reflection, Equilibrium Tune 33 Light, Enerr Tablette 6S.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Audio-Connect. W artykule wykorzystano zdjęcia wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo03

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy5

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Chord Qutest

Chord Qutest

Pojawienie się nowych źródeł i formatów, związane bezpośrednio ze zmianą sposobu pozyskiwania i słuchania muzyki, było dla wielu firm z branży audio dużym wyzwaniem. O ile jednak producentów audiofilskich kolumn...

Sound Project Nina

Sound Project Nina

Wybierając sprzęt do naszych testów, zazwyczaj wyszukujemy najciekawsze rynkowe nowości i poddajemy je wstępnej selekcji, aby czas poświęcony na sesję zdjęciową, odsłuchy i opisywanie naszych wrażeń nie był zmarnowany. Istnieją...

Gato Audio DIA-250S

Gato Audio DIA-250S

Rynek sprzętu audio tworzą dziś nie tylko tak zwani wielcy gracze, ale także mniejsze manufaktury kierujące swoje produkty do bardzo konkretnego klienta. W niektórych dziedzinach to właśnie te skromniejsze firmy...

Komentarze

Radek
Sound Project Nina czy Pylon Audio Diamond 25. Które prezentują lepszy ogólny poziom jakościowy?
MacP
Dzięki! Jak ktoś z czytelników porówna 1:1 bezpośrednio oba modele, to niech coś napisze.
stereolife
Niestety nie mieliśmy możliwości przeprowadzenia takiego porównania. Modelu 2Qute słuchaliśmy tylko gościnnie, więc nie podejmujemy się wyrokować który z nich j...
Pablo
Dopiero zbliżam się do trzydziestki, ale z każdym kolejnym rokiem poznaję coraz większą ilość nieznanej wcześniej muzyki. Każdego dnia staram się przesłuchać ch...

Bannery boczne

Płyty

Saxon - Thunderbolt

Saxon - Thunderbolt

Jeśli miałbym do czegoś przyrównać muzykę Saxon, to do torebki herbaty. Tej samej, parzonej w kółko. Wiadomo, przy odpowiedniej zręczności...

Newsy

Electrocompaniet w tarapatach

Electrocompaniet w tarapatach

Jak donosi magazyn Lyd & Bilde, norweski producent elektroniki audio jest bankrutem. Za pośrednictwem swoich przedstawicieli, dyrektor wykonawczy Electrocompanieta, Mikal...

Nowości ze świata

  • Naim has previewed three new network players, which includes the ND 555, the first 500 series product in 12 years. The flagship ND 555 is joined by the new NDX 2 and ND 5 XS 2. Naim says it has...

  • Cambridge Audio celebrates its 50th anniversary with the introduction of Edge, a flagship hi-fi system that introduces a new standard for sound and design from the company. The new series builds on Cambridge Audio's driving principles of creating products that...

  • Digital playback software specialist Roon Labs has had a stellar rise in terms of what many audio enthusiasts and music lovers around the world consider the best music playback platform. The company’s superbly designed software, with its state-of-the-art user interface...

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Jak wybrać kolumny

Jak wybrać kolumny

Jeżeli zapytacie audiofilów który element systemu audio ma największy wpływ na ostateczny rezultat brzmieniowy, dziewięciu na dziesięciu powie, że są...

Dyskografie

Budgie - Zapomniany gatunek

Budgie - Zapomniany gatunek

Deski skrzypiały pod nogami, kiedy wchodził na strych. Strach jednak tłumiła fascynacja nowym, nieznanym wcześniej miejscem. Spróchniałe schody nie miały...

Galerie

30 hitów wystawy High End 2018

30 hitów wystawy High End 2018

Jeżeli chcecie się dowiedzieć co ciekawego będzie się działo na rynku audio w ciągu najbliższych kilku miesięcy, wystarczy wybrać się...

Wywiady

Ken Ishiwata - Marantz

Ken Ishiwata - Marantz

[English version] Niedawno zamieściliśmy na łamach naszego magazynu przekrojową prezentację marki Marantz, jednak cała historia byłaby niepełna gdybyśmy nie przeprowadzili...

Popularne artykuły

Vintage

JVC JR-S501

JVC JR-S501

W dzisiejszych czasach marka JVC kojarzy się audiofilom co najwyżej z miniwieżami i radiami samochodowymi, jednak kilka dekad temu w...

Partnerzy StereoLife

Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.

Słownik

Poprzedni Następny

Lampa elektronowa

Stary jak świat element elektroniczny składający się z zespołu elektrod zamkniętych w próżniowej, szklanej bańce. Taka konstrukcja umożliwia przepływ prądu wytwarzanego przez strumień swobodnych elektronów pomiędzy elektrodami. Lampy są zazwyczaj...

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.