Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Vermouth Audio Rhapsody

Vermouth Audio Rhapsody

Konstruktorzy sprzętu grającego chyba nigdy nie przestaną zadziwiać mnie pomysłami na nazwy swoich wyrobów i samych marek. Widzieliśmy już serie produktów inspirowanych ciałami niebieskimi, mitologicznymi postaciami, kamieniami szlachetnymi, zjawiskami pogodowymi, a nawet popularnymi trunkami. Doskonale pamiętam, kiedy znajomy pracujący w jednym ze stołecznych salonów z pewnym niedowierzaniem opowiadał mi, że teraz będzie sprzedawał kable HDMI, które nazywają się na przykład "Root Beer" albo "Vodka". Początkowo myślałem, że mnie wkręca, ale okazało się, że mówił całkowicie poważnie i teraz przewody o takich nazwach można znaleźć w ofercie Audioquesta. O krok dalej poszedł Hendry Ramli, założyciel firmy Vermouth Audio.

Pan Ramli musi być wielkim miłośnikiem tego wzmacnianego, aromatyzowanego wina, bo choć początkowo podejrzewałem, że jest to jakiś zbieg okoliczności, firmowe logo z literą "ö" wszelkie wątpliwości rozwiało. Siedziba firmy mieści się w Indonezji, a dokładniej w mieście Denpasar, będącym stolicy prowincji Bali, natomiast nazwa interesującego nas trunku pochodzi od niemieckiego słowa Wermut, oznaczającego "piołun" (co ciekawe, za jego wynalazcę uważany jest włoski kupiec, Antonio Benedetto Carpano). Wychodzi na to, że Hendry Ramli albo lubi sobie golnąć, albo jest bardzo przebiegłym skubańcem i szybko zdał sobie sprawę z tego, że bez oryginalnej nazwy i charakterystycznych produktów maleńka manufaktura z egzotycznej wyspy nie ma szans zaistnieć w hermetycznym świecie aparatury hi-fi. Dobrze, że po kilku szklankach ulubionego wermutu z lodem i cytryną nie przyszło mu do głowy nazwać swej firmy po jednej z nielegalnych używek, bo miałbym kłopot i zapewne musiałbym ocenzurować niniejszy test. A tak mogę przyjąć, że jest bezpiecznie i zrelacjonować swoje spotkanie z kablami z serii o wdzięcznie i jakże muzycznie brzmiącej nazwie Rhapsody.

Vermouth Audio Rhapsody

Wygląd i funkcjonalność

Różnego rodzaju przewody i wtyki stanowią mniej więcej połowę katalogu indonezyjskiej firmy. Druga to mieszanka całkiem interesujących urządzeń i akcesoriów, takich jak zestawy głośnikowe, absorbery drgań, głośniki (tweeter i średniotonowiec) czy niezwykle minimalistyczny wzmacniacz zintegrowany, który nazwano tak samo, jak serię opisywanych kabli. Wszystko to każe sądzić, że założyciel marki Vermouth Audio jest wyjątkowo utalentowany albo utrzymuje bliski kontakt z inżynierami i dostawcami części z południowo-wschodniej Azji. Nie mam podstaw, by wątpić w jego umiejętności, ale tak zwane doświadczenie życiowe podpowiada, że bardziej prawdopodobna jest ta druga opcja. Ostatecznie mówimy o regionie, który stał się nie tylko kierunkiem wakacyjnych wyjazdów, ale także wielką fabryką, która dostarcza światu niemal wszystko, od butów po nowoczesną elektronikę. Zróżnicowana oferta nie wpływa na fakt, że manufaktura z rajskiej wyspy Bali jest postrzegana jako specjalista od okablowania. Siedem kabli głośnikowych, pięć interkonektów analogowych, pięć kabli zasilających, jeden kabel USB i jeden interkonekt gramofonowy, a do tego kilka modeli stworzonych prawdopodobnie z myślą o producentach kolumn, wzmacniaczy i innych komponentów stereo (większość ma pracować jako okablowanie wewnętrzne i jest dostępna wyłącznie na szpuli). Warto wspomnieć, że Vermouth Audio importuje do Indonezji komponenty i akcesoria takich marek, jak Accuton, Mundorf, Gold Note, Furutech, Cardas Audio, Trafomatic Audio, Jantzen Audio czy Rogoz Audio. Wszystko wskazuje więc na to, że nie mamy do czynienia z amatorską produkcją, a Hendry Ramli naprawdę wie, co robi.

Seria Rhapsody to tak naprawdę początek zabawy z okablowaniem Vermoutha. Tańsze są tylko przewody z rodziny Serenade. Opisywany kabel głośnikowy w wersji o długości 2 x 2,4 m kosztuje 2199 zł, metrowy interkonekt RCA - 789 zł, a sieciówka o standardowej długości 1,5 m - 1290 zł. To oczywiście taniocha w porównaniu z flagową serią Reference, gdzie ceny te wynoszą odpowiednio 16499, 4399 i 7199 zł. Przestrzeń między tymi skrajnymi światami wypełniają linie Red Velvet i Black Pearl. Łączówkę Rhapsody można zamówić także w wersji zbalansowanej, za co trzeba zapłacić dodatkowo nieco ponad 600 zł. Nie są to kwoty, które mogłyby zrobić wrażenie na doświadczonych audiofilach. Odnoszę wrażenie, że niedługo tyle trzeba będzie płacić za kable do ładowania niektórych smartfonów i laptopów. Żarty żartami, ale kiedy widzę zestaw czterech kółek do komputera stacjonarnego za 3499 zł, podstawkę do monitora za 4799 zł i ściereczkę do czyszczenia ekranów dotykowych za 99 zł, zaczynam myśleć, że ktoś mocno zainspirował się tym, co już od dawna obserwujemy w świecie hi-endowego sprzętu stereo. Swoją drogą, obserwuję ten trend z wielkim zaciekawieniem, bo nie mogę doczekać się dnia, kiedy mój nastoletni chrześniak dostanie od rodziców komputer, który wraz ze wszystkimi peryferiami będzie kosztował więcej niż wszystkie moje kable z przewodnikami z monokrystalicznej miedzi i izolacją z gwiezdnego pyłu.

Wracając do tematu, dokładne ceny opisywanych kabli poznałem dopiero klika dni po tym, jak wszystkie dokładnie obejrzałem. Dystrybutor dostarczył mi je w jednej paczce z systemem all-in-one Rose RS201E, kondycjonerem Lab12 Gordian i kablami zasilającymi Lab12 Knack mk2 i Vermouth Audio Black Pearl, więc szybko sprawdziłem zawartość każdego z pudełek, po czym odłożyłem je na wielką stertę urządzeń czekających na sesję zdjęciową i odsłuch. Potem trochę to trwało, zanim się do nich dokopałem. Pamiętałem jednak, że zarówno same przewody, jak i ich "oprawa" zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Każdy został zapakowany najpierw w płócienny worek, a następnie w ładne, eleganckie, czarne pudełko z twardego kartonu. Do każdego dołączono ręcznie wypełniony certyfikat autentyczności, na którym znajdziemy podziękowanie za zakup oraz szereg informacji, takich jak numer seryjny, data produkcji, imię osoby montującej dany egzemplarz, nazwa modelu, typ wtyków i długość. Niby drobnostka, a cieszy. Wszystkie dostarczone do naszej redakcji kable zostały wykonane przez Hendry'ego, więc poczułem się podwójnie wyróżniony. Amatorzy hi-endowych kabli przyzwyczaili się do takich opakowań i dodatków (nie wszyscy, bo niektóre kosztowne przewody sprzedawane są w nędznych kartonach), ale w tym przypadku nie mamy przecież do czynienia z drożyzną. W świecie audiofilskiego okablowania seria Rhapsody to wręcz budżetówka, a do "wizualnej prezentacji produktu" indonezyjska firma przyłożyła się bardziej niż wielu doświadczonych graczy.

Po odkręceniu aluminiowych tulejek doskonale widać, w jaki sposób banany zostały zamontowane. Przypomina mi to "monolityczne" wtyki Cardasa, które pod dużym ciśnieniem spajane są z przewodnikami w taki sposób, że właściwie nie widać, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.

Same kable również nie rozczarowują. Wszystkie otrzymały stosunkowo sztywne koszulki zabezpieczone niebieską plecionką, która powinna skutecznie ochronić je przed uszkodzeniami mechanicznymi. Najbardziej charakterystyczny jest głośnikowiec, którego "główna" część jest gruba jak kciuk i podczas instalacji zachowuje się jak wąż ogrodowy pod ciśnieniem, ale na końcach z ładnych, aluminiowych rozdzielaczy wystają już bardzo elastyczne przewody o długości około 20-30 cm. Na całej długości zabezpieczono je koszulkami w kolorze czarnym i czerwonym, więc nie trzeba nawet szukać maleńkich oznaczeń na wtykach - od razu wiadomo, co do czego podłączyć. Skoro o wtykach mowa, producent najwyraźniej nie daje użytkownikom wielkiego wyboru. Z moich informacji wynika, że widoczne na zdjęciach wtyki bananowe są jedyną dostępną opcją. To rozwiązanie jest najbardziej uniwersalne, a ciężko mi uwierzyć, że klienci szukający kabli głośnikowych w tym przedziale cenowym będą chcieli męczyć się z dokręcaniem widełek. Gdyby ktoś się upierał, zmiana konfekcji nie będzie wielkim wyzwaniem. Po odkręceniu aluminiowych tulejek doskonale widać, w jaki sposób banany zostały zamontowane. Przypomina mi to "monolityczne" wtyki Cardasa, które pod dużym ciśnieniem spajane są z przewodnikami w taki sposób, że właściwie nie widać, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. W kablu zasilającym zastosowano wtyki Wattgate'a. To oczywiście żadna egzotyka, ale w Polsce za jedną taką wtyczkę trzeba zapłacić 115 zł. Powiecie, że skoro mowa o sieciówce za 1290 zł, to nikt nam łaski nie robi? Oczywiście, ale Chord Shawline Power kosztuje 1089 zł i wygląda jak kabel od żelazka. Cardas Iridium Power za 1499 zł też wizualnie szału nie robi. Jeśli chodzi o wygląd i funkcjonalność, to by było na tyle. Czas zająć się tym, co najważniejsze.

Vermouth Audio Rhapsody

Vermouth Audio Rhapsody

Vermouth Audio Rhapsody

Brzmienie

Świat audiofilskich kabli zmienił się w ciągu ostatniej dekady bardziej, niż moglibyśmy przypuszczać. Nie mówię nawet o jakichś szczegółach konstrukcyjnych, krótkoterminowych trendach, modzie na wtyki pokryte takim czy innym metalem ani rozszerzaniu sfery zainteresowań złotouchych o przewody USB czy LAN, ale o markach, które rządzą polskim rynkiem. Zauważyliście, że kiedyś było to zupełnie inne towarzystwo? Kto chciał kable do wszystkiego, odwiedzał najbliższy sklep z kablami Audioquesta, kto szukał czegoś odważniejszego, brał Nordosty albo Siltechy, kto marzył o cieplejszym dźwięku - Van den Hule albo Fadele, a komu wystarczyło coś niedrogiego i w miarę porządnego, kupował Sonic Linki. Oczywiście na tym nie koniec historii, bo o względy polskich audiofilów walczyło znacznie więcej marek, w tym kilku dobrze zapowiadających się rodzimych producentów, ale z grubsza wyglądało to właśnie tak. Dziś większość wyżej wymienionych firm wciąż funkcjonuje (Fadel gdzieś się zapodział, a Sonic Link zmienił nazwę na Black Rhodium), ale to nie one napędzają rynek. To nich się mówi. To nie o nich w pierwszej kolejności myślą melomani szukający lepszego dźwięku. Dziś w poszukiwaniu neutralności i równowagi idzie się po kable Tellurium Q, Albedo albo Hijiri, mocniejszych wrażeń - po Chordy, Kimbery albo Equilibrium, ciepła - Cardasy, Acrolinki i Atlasy, a przyzwoitej jakości w przystępnej cenie - Melodiki. Nie twierdzę, że inne manufaktury nie mają absolutnie nic do powiedzenia. Audiofil przecież musi mieć naturę poszukiwacza, a mnogość dostępnych na rynku produktów sprawia, że - jak mawiają nasi zachodni sąsiedzi - każdy garnek znajdzie swoją pokrywkę.

Jedną z marek, do których wciąż mam ogromny sentyment, a której produkty gdzieś w całym tym tłumie zniknęły, jest Van den Hul. Kiedyś były to jedne z niewielu dostępnych na rynku drutów, które z jednej strony pozwalały uzyskać bardzo wysoki poziom jakościowy, a z drugiej zawsze dawały od siebie coś fajnego. Co to dokładnie było? To już zależało od wybranego modelu. Zwykle odrobina ciepła, ale nie zawsze. Kto dobrze znał katalog holenderskiej firmy i specyfikę każdego modelu, mógł popchnąć brzmienie dowolnego systemu w wybranym kierunku. Dla początkujących miłośników sprzętu stereo było to jak magia w praktyce. Człowiek dopiero zorientował się, że po skompletowaniu wystarczająco rozdzielczego zestawu można już wejść na nowy poziom zabawy, na którym kable, kolce i kondycjonery zasilające zaczynają odgrywać w całej tej układance może nie pierwszoplanową, ale już istotną rolę, a tu jeszcze okazuje się, że trzy zbliżone cenowo przewody tego samego producenta różnią się od siebie charakterem. Jeden daje więcej basu i góry, inny - średnicy, a jeszcze inny gra równo, ale robi coś ciekawego z przestrzenią. Moimi ulubionymi kablami holenderskiej firmy były jednak te, które szły w kierunku delikatnego ocieplenia, wchodząc na teren Fadela i Cardasa. Dlaczego o tym wspominam? Bo już po pierwszym odsłuchu z wykorzystaniem testowanych przewodów miałem wrażenie, jakbym spotkał starego, dobrego znajomego.

Może niektórzy pomyślą, że to bardzo naciągana teoria, ale każdy audiofil ma inne doświadczenia i punkty odniesienia. Pierwsza, zupełnie odruchowa reakcja często mówi jednak najwięcej, a ja poczułem się tak, jakby w moim systemie wylądowały kable pana Van den Hula. I to raczej te ze średniej lub wyższej półki. Dźwięk był wyraźnie ocieplony, ale też naturalny, gładki, zbudowany na solidnym fundamencie basowym, a do tego wystarczająco dynamiczny i rozdzielczy, aby doznań tych nie psuło wrażenie słuchania muzyki spod koca. Możliwe nawet, że nie była to zasługa rozdzielczości, bo w tym przedziale cenowym spokojnie znajdziemy kable, które w tej dziedzinie wygrają z Vermouthami o kilka długości. Powiedziałbym, że był to efekt wynikający częściowo ze spójności, jednorodnego zabarwienia dźwięku na całej szerokości pasma, ale w głównej mierze z zaskakująco dobrej stereofonii. Połączenie łagodnego usposobienia, mięsistego basu i pastelowej, typowo "miedzianej" barwy z trójwymiarową przestrzenią jest czymś, co na tym poziomie cenowym nie zdarza się często. Zwykle trzeba się pogodzić z tym, że ciepło będzie szło w parze z przygaszeniem wysokich tonów i pewną ciasnotą, która sprawia, że nie czujemy się jakbyśmy siedzieli w filharmonii albo stali na stadionie, a raczej jak na koncercie w małym klubie jazzowym zlokalizowanym w piwnicy. Z kolei jeśli za pomocą okablowania spróbujemy wycisnąć ze swojego sprzętu ciut więcej w temacie stereofonii, prawdopodobnie ucierpi na tym barwa, a dźwięk stanie się jaśniejszy, bardziej poszarpany i suchy. Reguły te przestają obowiązywać dopiero, gdy przekroczymy finansową barierę, która dla większości ludzi jest granicą szaleństwa. Zresztą nawet wtedy często trzeba coś wybrać. Kompromis przenosi się na inny poziom, ale istnieje, bo pewne cechy konstrukcyjne wzajemnie się wykluczają. Ale żeby tak dobrze grały kable, które plasują się niewiele ponad tym, co audiofile uważają za totalną budżetówkę? Głośnikowe i interkonekt za mniej niż trzy tysiące złotych, a tu dźwięk, który przywodzi na myśl przewody Van den Hula, Cardasa, Fadela, Acrolinka i Acoustic Zena? No, no...

Bardziej jazgotliwe nagrania stają się ciut łatwiejsze w odbiorze, a tam, gdzie mamy do czynienia z gęstymi gitarowymi riffami, mruczącą wiolonczelą albo męskimi wokalami, nagle pojawia się trochę więcej mięska. Ale na tym kończy się to, co nazywamy dodawaniem własnego charakteru. Jak na kable za te pieniądze, to niezwykle krótka lista grzechów.

Teraz już rozumiem, o co chodzi z tym Vermouthem. Ten dźwięk może nie jest idealnie neutralny, ale za to w dłuższej perspektywie okazuje się bardzo uniwersalny. Zachęca do dłuższego rozkoszowania się muzyką. To nie jest skanowanie nagrań czy słuchanie na wyścigi. Jeśli ktoś chce delektować się detalami, zawsze je znajdzie, ale nigdy nie będą one prezentowane osobno, w oderwaniu od dania głównego. Zawsze będą jego integralną częścią. Poza lekkim przygaszeniem wysokich tonów i może leciutkim "doładowaniem" średniego basu nie ma tu kombinowania z pasmem. Indonezyjskie przewody sprawiają, że te bardziej jazgotliwe nagrania stają się ciut łatwiejsze w odbiorze, a tam, gdzie mamy do czynienia z gęstymi gitarowymi riffami, mruczącą wiolonczelą albo męskimi wokalami, nagle pojawia się trochę więcej mięska. Ale na tym kończy się to, co nazywamy dodawaniem własnego charakteru. Jak na kable za te pieniądze, to niezwykle krótka lista grzechów. Vermouthy będą pasowały do wielu systemów. To tym lepsza wiadomość, że fanom nieco cieplejszego grania coraz trudniej jest znaleźć przystępne cenowo kolumny i elektronikę. Z zestawami głośnikowymi sprawa nie wygląda jeszcze tak źle. Wciąż można wybrać takie z jedwabną kopułką i papierowymi lub polipropylenowymi wooferami. Ale ze wzmacniaczem będzie gorzej. "Lampowe tranzystory" to wymierający gatunek. Ostatnia nadzieja w niedrogich integrach Musicala, "cyfrowych" piecykach NuPrime'a i kilku innych wynalazkach. Można też postawić na stuprocentową lampę, ale do 4000-6000 zł człowiek wciąż trochę się oszukuje. W tej kwocie można dostać brzmienie o lampowym zabarwieniu, ale jakościowo jesteśmy jeszcze w lesie. Opisywane kable mogą rozwiązać takie problemy lub zamaskować je do tego stopnia, że podczas odsłuchu przestaniemy o nich myśleć. Możliwe nawet, że wydłużą "cykl życiowy" pozostałych elementów systemu, odsuwając perspektywę większych wydatków. Nie sądzicie, że to znakomity pomysł na usprawiedliwienie swoich fanaberii?

Vermouth Audio Rhapsody

Budowa i parametry

Rhapsody to druga od dołu, po linii Serenade, seria kabli indonezyjskiej firmy Vermouth Audio. Nie licząc błękitnego oplotu ochronnego, najważniejszym wspólnym elementem jest tutaj miedź UPOCC (Ultra-Pure Ohno Continuous Casting) czyli bardzo czysta miedź monokrystaliczna. Prowadzący do jej powstania proces rafinacji został opracowany i opatentowany przez profesora Ohno z Instytutu Technologicznego Chiba w Japonii. W konwencjonalnej obróbce gorąca stopiona miedź jest wlewana do schłodzonej formy w celu wyciskania, co skutkuje powstaniem "poszatkowanej" struktury krystalicznej. Pod względem chemicznym taki materiał może być czysty, ale pod mikroskopem wygląda jak chodnik z betonowych płyt rozjechany przez ciężarówki. W procesie OCC chłodzenie odbywa się oddzielnie, a drut jest wyciągany bardzo powoli, czego rezultatem są znacznie większe rozmiary kryształów metalu (pojedynczy kryształ może mieć długość powyżej 100 m) i zwiększona czystość, która zbliża się do 6N (99,9999%). Jeśli chodzi o konstrukcję poszczególnych modeli, w przypadku interkonektu RCA producent informuje po prostu, że mamy do czynienia z plecionką w izolacji teflonowej z powłoką Al-Mylar (folii aluminiowo-mylarowej) i dystansami Airtube (rurkami wypełnionymi powietrzem). W kablu głośnikowym mamy dwie grupy przewodników składające się z 257 splecionych ze sobą żyłek o łącznym przekroju 12 AWG. Pomiędzy nimi zastosowano dystanse Airtube. Wtyki wykonano z kutej na zimno miedzi pokrytej złotem, ich korpusy i nakrętki z anodowanego aluminium, a grube tuleje rozdzielające - również z aluminium, ale tym razem piaskowanego i anodowanego na czarno. W kablu zasilającym zastosowano żyły składające się z 222 drucików o łącznym przekroju 11 AWG. Rolę izolatora pełni owijka Al-Mylar, którą uzupełniono naturalną bawełną.

Werdykt

Nie jestem miłośnikiem wermutu. Trunek ten kojarzy mi się tylko ze studenckimi imprezami, po których budziłem się na podłodze, obolały jak po bitwie, w promieniach wschodzącego słońca patrząc na innych rannych i zastanawiając się, czy mogę ruszać nogami, czy jestem w stanie się na nich utrzymać i czy przypadkiem nie mam gęby wymazanej markerem, a włosów pianką do golenia. Mogę natomiast zapisać się do fanklubu kabli Vermouth Audio. To naprawdę fajne przewody, które wyglądają i grają jak droższa konkurencja. Czy dotyczy to tylko serii Rhapsody, czy może z wyższymi modelami tej marki jest tak samo? Tego jeszcze nie wiem, ale słyszałem, że warto to sprawdzić. Opisywany komplet trafi w potrzeby trzech rodzajów klientów. Pierwszy to ten, który nie miał do czynienia z kablami z wyższej półki. Dla niego takie okablowanie będzie prawdziwym odkryciem. Drugi to ten, któremu ciągle w systemie coś nie pasuje, coś nie gra, coś zgrzyta. Tu Vermouthy zrobią swoje - to i owo ocieplą i wygładzą, ale nie pozbawią systemu dynamiki i przestrzeni ani nie wchłoną detali jak gąbka. Trzeci, pewnie bardzo rzadki, to doświadczony audiofil, który wie, jak grają naprawdę dobre kable Van den Hula, Cardasa, Fadela, Acrolinka albo Acoustic Zena, ale też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile kosztują, nawet jako "używki" (o ile w ogóle uda się na nie trafić w ogłoszeniach) i postanowi, że warto poszukać czegoś podobnego, ale o wiele tańszego. Misja skazana na niepowodzenie? Cóż, najwyraźniej nie w świecie sprzętu audio, w którym nie odkryto jeszcze wszystkiego.

Dane techniczne

Konstrukcja: Plecionka
Przewodnik: Miedź UPOCC (Ultra-Pure Ohno Continuous Casting)
Dielektryk: Teflon
Ekranowanie: Folia Al-Mylar
Wypełnienie: Dystanse Airtube, bawełna (głośnikowy)
Cena: 789 zł (interkonekt RCA 1 m), 2199 zł (głośnikowy 2 x 2,4 m), 1290 zł (zasilający 1,5 m)

Konfiguracja

Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Marantz HD-DAC1, Auralic Vega G1, Hegel H20, Unison Research Triode 25, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Tellurium Q Ultra Blue, Albedo Geo, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate.

Sprzęt do testu dostarczyła firma 4HiFi. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Vermouth Audio i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy8

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Małe klocki, wielki dźwięk - Cyrus

Małe klocki, wielki dźwięk - Cyrus

Lata osiemdziesiąte były dla branży hi-fi czymś w rodzaju złotego wieku - półki sklepów uginały się pod ciężarem urządzeń, z których wiele nazywamy dziś kultowymi, a każda licząca się firma miała w ofercie wzmacniacz, który może nie był najpiękniejszy i wykonany niczym szwajcarski zegarek, ale nie kosztował majątku i grał...

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Audiomica Laboratory Consequence

Audiomica Laboratory Consequence

Ten moment przychodzi w życiu każdego audiofila. Kiedy pokombinujemy z kolumnami, wzmacniaczami i źródłami, a nasz system zaczyna grać naprawdę dobrze, zadajemy sobie pytanie, czy nie powinniśmy zainteresować się kablami....

Fezz Audio Titania MK2

Fezz Audio Titania MK2

W świecie sprzętu audio nietrudno o historie, które dobrze brzmią na papierze, ale po zderzeniu z rzeczywistością szybko tracą swój urok. Ktoś ma ciekawy pomysł, dobre zaplecze techniczne, wyrazistą wizję,...

Vienna Acoustics Mozart SE Signature

Vienna Acoustics Mozart SE Signature

W świecie kolumn głośnikowych są konstrukcje budzące respekt zaawansowanymi rozwiązaniami technicznymi i parametrami, a także takie, które nie wyglądają jak statek kosmiczny i nie wykorzystują materiałów rodem z filmów science...

Bannery boczne

Komentarze

Krzysztof
Miałem kiedyś jedne z tańszych kabli Audiomiki, głośnikowe Dolomit Reference i interkonekt Rhod Reference. Bardzo miło je wspominam, wspaniale dogadywały się z ...
Waldi
Niestety miałem ten wzmacniacz, mocno wycofane średnie tony (o dość średniej jakości), zmatowiona góra i słaba mikro dynamika. Jedynym silnym punktem jest bas. ...
Anonimowy Gość
Fakt braku Tidal Connect na starcie w moich oczach dyskwalifikuje każdy streamer - ten też.
Hipopotam
Mam ten gramofon jako drugi zapasowy. Po wymianie maty na gumowo-korkową i wkładki na AT160 z nową igłą microline gra świetnie. Oczywiście, przez zewnętrzny prz...
ktoś z branży
Hm, buda z okienkiem... ale masz rozrzut skojarzeń. Tak, Lem miał zdecydowanie rację.

Płyty

Megadeth - Megadeth

Megadeth - Megadeth

Megadeth nie jest zespołem, który trzeba komukolwiek przedstawiać, ale w tym przypadku warto zrobić wyjątek, bo mówimy o płycie mającej...

Newsy

Tech Corner

Krótka historia płyty kompaktowej

Krótka historia płyty kompaktowej

Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...

Nowości ze świata

  • Matrix Audio has introduced the ND-1, a new digital-to-analogue converter in the company's N Series, conceived as a dedicated source component for advanced stereo systems and headphone-based desktop setups. Rather than treating the DAC as one function inside a wider...

  • HiFi Rose has introduced Rose One, a new control application designed to become the central interface for the company's entire product ecosystem and, at the same time, a clear departure from the earlier strategy of developing successive variations of its...

  • Harman Kardon has introduced the Luna 2, a compact wireless speaker that continues the brand's familiar way of approaching the lifestyle audio segment. Instead of presenting another purely technical Bluetooth speaker built around ruggedness or raw output figures, the company...

Prezentacje

Od zuchwałego pomysłu do światowego sukcesu - Meze Audio

Od zuchwałego pomysłu do światowego sukcesu - Meze Audio

W świecie sprzętu audio wiele legendarnych marek zaczynało od kolumn składanych z gotowych przetworników, wzmacniaczy lutowanych na kuchennym stole i czy kabli skręcanych podczas koncertów na żywo. W przypadku słuchawek taka historia brzmi mało prawdopodobnie. To znacznie bardziej wymagająca dziedzina, która zwykle pozostaje w rękach dużych koncernów - firm dysponujących...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Bang & Olufsen Beogram 3400

Bang & Olufsen Beogram 3400

Bang & Olufsen jest postrzegany jako postępowa firma stawiająca na efektowny design i typową dla skandynawskich produktów prostotę. Widoczny na...

Słownik

Poprzedni Następny

Klasa D

Rodzaj konstrukcji lub raczej sposobu pracy wzmacniacza, zupełnie odcinający się od konwencjonalnych układów pracujących w klasie A oraz AB. We wzmacniaczu klasy D tranzystory pracują trochę jak binarne przełączniki, ponieważ...

Cytaty

ToriAmos.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.