Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Vermouth Audio Rhapsody

Vermouth Audio Rhapsody

Konstruktorzy sprzętu grającego chyba nigdy nie przestaną zadziwiać mnie pomysłami na nazwy swoich wyrobów i samych marek. Widzieliśmy już serie produktów inspirowanych ciałami niebieskimi, mitologicznymi postaciami, kamieniami szlachetnymi, zjawiskami pogodowymi, a nawet popularnymi trunkami. Doskonale pamiętam, kiedy znajomy pracujący w jednym ze stołecznych salonów z pewnym niedowierzaniem opowiadał mi, że teraz będzie sprzedawał kable HDMI, które nazywają się na przykład "Root Beer" albo "Vodka". Początkowo myślałem, że mnie wkręca, ale okazało się, że mówił całkowicie poważnie i teraz przewody o takich nazwach można znaleźć w ofercie Audioquesta. O krok dalej poszedł Hendry Ramli, założyciel firmy Vermouth Audio.

Pan Ramli musi być wielkim miłośnikiem tego wzmacnianego, aromatyzowanego wina, bo choć początkowo podejrzewałem, że jest to jakiś zbieg okoliczności, firmowe logo z literą "ö" wszelkie wątpliwości rozwiało. Siedziba firmy mieści się w Indonezji, a dokładniej w mieście Denpasar, będącym stolicy prowincji Bali, natomiast nazwa interesującego nas trunku pochodzi od niemieckiego słowa Wermut, oznaczającego "piołun" (co ciekawe, za jego wynalazcę uważany jest włoski kupiec, Antonio Benedetto Carpano). Wychodzi na to, że Hendry Ramli albo lubi sobie golnąć, albo jest bardzo przebiegłym skubańcem i szybko zdał sobie sprawę z tego, że bez oryginalnej nazwy i charakterystycznych produktów maleńka manufaktura z egzotycznej wyspy nie ma szans zaistnieć w hermetycznym świecie aparatury hi-fi. Dobrze, że po kilku szklankach ulubionego wermutu z lodem i cytryną nie przyszło mu do głowy nazwać swej firmy po jednej z nielegalnych używek, bo miałbym kłopot i zapewne musiałbym ocenzurować niniejszy test. A tak mogę przyjąć, że jest bezpiecznie i zrelacjonować swoje spotkanie z kablami z serii o wdzięcznie i jakże muzycznie brzmiącej nazwie Rhapsody.

Vermouth Audio Rhapsody

Wygląd i funkcjonalność

Różnego rodzaju przewody i wtyki stanowią mniej więcej połowę katalogu indonezyjskiej firmy. Druga to mieszanka całkiem interesujących urządzeń i akcesoriów, takich jak zestawy głośnikowe, absorbery drgań, głośniki (tweeter i średniotonowiec) czy niezwykle minimalistyczny wzmacniacz zintegrowany, który nazwano tak samo, jak serię opisywanych kabli. Wszystko to każe sądzić, że założyciel marki Vermouth Audio jest wyjątkowo utalentowany albo utrzymuje bliski kontakt z inżynierami i dostawcami części z południowo-wschodniej Azji. Nie mam podstaw, by wątpić w jego umiejętności, ale tak zwane doświadczenie życiowe podpowiada, że bardziej prawdopodobna jest ta druga opcja. Ostatecznie mówimy o regionie, który stał się nie tylko kierunkiem wakacyjnych wyjazdów, ale także wielką fabryką, która dostarcza światu niemal wszystko, od butów po nowoczesną elektronikę. Zróżnicowana oferta nie wpływa na fakt, że manufaktura z rajskiej wyspy Bali jest postrzegana jako specjalista od okablowania. Siedem kabli głośnikowych, pięć interkonektów analogowych, pięć kabli zasilających, jeden kabel USB i jeden interkonekt gramofonowy, a do tego kilka modeli stworzonych prawdopodobnie z myślą o producentach kolumn, wzmacniaczy i innych komponentów stereo (większość ma pracować jako okablowanie wewnętrzne i jest dostępna wyłącznie na szpuli). Warto wspomnieć, że Vermouth Audio importuje do Indonezji komponenty i akcesoria takich marek, jak Accuton, Mundorf, Gold Note, Furutech, Cardas Audio, Trafomatic Audio, Jantzen Audio czy Rogoz Audio. Wszystko wskazuje więc na to, że nie mamy do czynienia z amatorską produkcją, a Hendry Ramli naprawdę wie, co robi.

Seria Rhapsody to tak naprawdę początek zabawy z okablowaniem Vermoutha. Tańsze są tylko przewody z rodziny Serenade. Opisywany kabel głośnikowy w wersji o długości 2 x 2,4 m kosztuje 2199 zł, metrowy interkonekt RCA - 789 zł, a sieciówka o standardowej długości 1,5 m - 1290 zł. To oczywiście taniocha w porównaniu z flagową serią Reference, gdzie ceny te wynoszą odpowiednio 16499, 4399 i 7199 zł. Przestrzeń między tymi skrajnymi światami wypełniają linie Red Velvet i Black Pearl. Łączówkę Rhapsody można zamówić także w wersji zbalansowanej, za co trzeba zapłacić dodatkowo nieco ponad 600 zł. Nie są to kwoty, które mogłyby zrobić wrażenie na doświadczonych audiofilach. Odnoszę wrażenie, że niedługo tyle trzeba będzie płacić za kable do ładowania niektórych smartfonów i laptopów. Żarty żartami, ale kiedy widzę zestaw czterech kółek do komputera stacjonarnego za 3499 zł, podstawkę do monitora za 4799 zł i ściereczkę do czyszczenia ekranów dotykowych za 99 zł, zaczynam myśleć, że ktoś mocno zainspirował się tym, co już od dawna obserwujemy w świecie hi-endowego sprzętu stereo. Swoją drogą, obserwuję ten trend z wielkim zaciekawieniem, bo nie mogę doczekać się dnia, kiedy mój nastoletni chrześniak dostanie od rodziców komputer, który wraz ze wszystkimi peryferiami będzie kosztował więcej niż wszystkie moje kable z przewodnikami z monokrystalicznej miedzi i izolacją z gwiezdnego pyłu.

Wracając do tematu, dokładne ceny opisywanych kabli poznałem dopiero klika dni po tym, jak wszystkie dokładnie obejrzałem. Dystrybutor dostarczył mi je w jednej paczce z systemem all-in-one Rose RS201E, kondycjonerem Lab12 Gordian i kablami zasilającymi Lab12 Knack mk2 i Vermouth Audio Black Pearl, więc szybko sprawdziłem zawartość każdego z pudełek, po czym odłożyłem je na wielką stertę urządzeń czekających na sesję zdjęciową i odsłuch. Potem trochę to trwało, zanim się do nich dokopałem. Pamiętałem jednak, że zarówno same przewody, jak i ich "oprawa" zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Każdy został zapakowany najpierw w płócienny worek, a następnie w ładne, eleganckie, czarne pudełko z twardego kartonu. Do każdego dołączono ręcznie wypełniony certyfikat autentyczności, na którym znajdziemy podziękowanie za zakup oraz szereg informacji, takich jak numer seryjny, data produkcji, imię osoby montującej dany egzemplarz, nazwa modelu, typ wtyków i długość. Niby drobnostka, a cieszy. Wszystkie dostarczone do naszej redakcji kable zostały wykonane przez Hendry'ego, więc poczułem się podwójnie wyróżniony. Amatorzy hi-endowych kabli przyzwyczaili się do takich opakowań i dodatków (nie wszyscy, bo niektóre kosztowne przewody sprzedawane są w nędznych kartonach), ale w tym przypadku nie mamy przecież do czynienia z drożyzną. W świecie audiofilskiego okablowania seria Rhapsody to wręcz budżetówka, a do "wizualnej prezentacji produktu" indonezyjska firma przyłożyła się bardziej niż wielu doświadczonych graczy.

Po odkręceniu aluminiowych tulejek doskonale widać, w jaki sposób banany zostały zamontowane. Przypomina mi to "monolityczne" wtyki Cardasa, które pod dużym ciśnieniem spajane są z przewodnikami w taki sposób, że właściwie nie widać, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.

Same kable również nie rozczarowują. Wszystkie otrzymały stosunkowo sztywne koszulki zabezpieczone niebieską plecionką, która powinna skutecznie ochronić je przed uszkodzeniami mechanicznymi. Najbardziej charakterystyczny jest głośnikowiec, którego "główna" część jest gruba jak kciuk i podczas instalacji zachowuje się jak wąż ogrodowy pod ciśnieniem, ale na końcach z ładnych, aluminiowych rozdzielaczy wystają już bardzo elastyczne przewody o długości około 20-30 cm. Na całej długości zabezpieczono je koszulkami w kolorze czarnym i czerwonym, więc nie trzeba nawet szukać maleńkich oznaczeń na wtykach - od razu wiadomo, co do czego podłączyć. Skoro o wtykach mowa, producent najwyraźniej nie daje użytkownikom wielkiego wyboru. Z moich informacji wynika, że widoczne na zdjęciach wtyki bananowe są jedyną dostępną opcją. To rozwiązanie jest najbardziej uniwersalne, a ciężko mi uwierzyć, że klienci szukający kabli głośnikowych w tym przedziale cenowym będą chcieli męczyć się z dokręcaniem widełek. Gdyby ktoś się upierał, zmiana konfekcji nie będzie wielkim wyzwaniem. Po odkręceniu aluminiowych tulejek doskonale widać, w jaki sposób banany zostały zamontowane. Przypomina mi to "monolityczne" wtyki Cardasa, które pod dużym ciśnieniem spajane są z przewodnikami w taki sposób, że właściwie nie widać, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. W kablu zasilającym zastosowano wtyki Wattgate'a. To oczywiście żadna egzotyka, ale w Polsce za jedną taką wtyczkę trzeba zapłacić 115 zł. Powiecie, że skoro mowa o sieciówce za 1290 zł, to nikt nam łaski nie robi? Oczywiście, ale Chord Shawline Power kosztuje 1089 zł i wygląda jak kabel od żelazka. Cardas Iridium Power za 1499 zł też wizualnie szału nie robi. Jeśli chodzi o wygląd i funkcjonalność, to by było na tyle. Czas zająć się tym, co najważniejsze.

Vermouth Audio Rhapsody

Vermouth Audio Rhapsody

Vermouth Audio Rhapsody

Brzmienie

Świat audiofilskich kabli zmienił się w ciągu ostatniej dekady bardziej, niż moglibyśmy przypuszczać. Nie mówię nawet o jakichś szczegółach konstrukcyjnych, krótkoterminowych trendach, modzie na wtyki pokryte takim czy innym metalem ani rozszerzaniu sfery zainteresowań złotouchych o przewody USB czy LAN, ale o markach, które rządzą polskim rynkiem. Zauważyliście, że kiedyś było to zupełnie inne towarzystwo? Kto chciał kable do wszystkiego, odwiedzał najbliższy sklep z kablami Audioquesta, kto szukał czegoś odważniejszego, brał Nordosty albo Siltechy, kto marzył o cieplejszym dźwięku - Van den Hule albo Fadele, a komu wystarczyło coś niedrogiego i w miarę porządnego, kupował Sonic Linki. Oczywiście na tym nie koniec historii, bo o względy polskich audiofilów walczyło znacznie więcej marek, w tym kilku dobrze zapowiadających się rodzimych producentów, ale z grubsza wyglądało to właśnie tak. Dziś większość wyżej wymienionych firm wciąż funkcjonuje (Fadel gdzieś się zapodział, a Sonic Link zmienił nazwę na Black Rhodium), ale to nie one napędzają rynek. To nich się mówi. To nie o nich w pierwszej kolejności myślą melomani szukający lepszego dźwięku. Dziś w poszukiwaniu neutralności i równowagi idzie się po kable Tellurium Q, Albedo albo Hijiri, mocniejszych wrażeń - po Chordy, Kimbery albo Equilibrium, ciepła - Cardasy, Acrolinki i Atlasy, a przyzwoitej jakości w przystępnej cenie - Melodiki. Nie twierdzę, że inne manufaktury nie mają absolutnie nic do powiedzenia. Audiofil przecież musi mieć naturę poszukiwacza, a mnogość dostępnych na rynku produktów sprawia, że - jak mawiają nasi zachodni sąsiedzi - każdy garnek znajdzie swoją pokrywkę.

Jedną z marek, do których wciąż mam ogromny sentyment, a której produkty gdzieś w całym tym tłumie zniknęły, jest Van den Hul. Kiedyś były to jedne z niewielu dostępnych na rynku drutów, które z jednej strony pozwalały uzyskać bardzo wysoki poziom jakościowy, a z drugiej zawsze dawały od siebie coś fajnego. Co to dokładnie było? To już zależało od wybranego modelu. Zwykle odrobina ciepła, ale nie zawsze. Kto dobrze znał katalog holenderskiej firmy i specyfikę każdego modelu, mógł popchnąć brzmienie dowolnego systemu w wybranym kierunku. Dla początkujących miłośników sprzętu stereo było to jak magia w praktyce. Człowiek dopiero zorientował się, że po skompletowaniu wystarczająco rozdzielczego zestawu można już wejść na nowy poziom zabawy, na którym kable, kolce i kondycjonery zasilające zaczynają odgrywać w całej tej układance może nie pierwszoplanową, ale już istotną rolę, a tu jeszcze okazuje się, że trzy zbliżone cenowo przewody tego samego producenta różnią się od siebie charakterem. Jeden daje więcej basu i góry, inny - średnicy, a jeszcze inny gra równo, ale robi coś ciekawego z przestrzenią. Moimi ulubionymi kablami holenderskiej firmy były jednak te, które szły w kierunku delikatnego ocieplenia, wchodząc na teren Fadela i Cardasa. Dlaczego o tym wspominam? Bo już po pierwszym odsłuchu z wykorzystaniem testowanych przewodów miałem wrażenie, jakbym spotkał starego, dobrego znajomego.

Może niektórzy pomyślą, że to bardzo naciągana teoria, ale każdy audiofil ma inne doświadczenia i punkty odniesienia. Pierwsza, zupełnie odruchowa reakcja często mówi jednak najwięcej, a ja poczułem się tak, jakby w moim systemie wylądowały kable pana Van den Hula. I to raczej te ze średniej lub wyższej półki. Dźwięk był wyraźnie ocieplony, ale też naturalny, gładki, zbudowany na solidnym fundamencie basowym, a do tego wystarczająco dynamiczny i rozdzielczy, aby doznań tych nie psuło wrażenie słuchania muzyki spod koca. Możliwe nawet, że nie była to zasługa rozdzielczości, bo w tym przedziale cenowym spokojnie znajdziemy kable, które w tej dziedzinie wygrają z Vermouthami o kilka długości. Powiedziałbym, że był to efekt wynikający częściowo ze spójności, jednorodnego zabarwienia dźwięku na całej szerokości pasma, ale w głównej mierze z zaskakująco dobrej stereofonii. Połączenie łagodnego usposobienia, mięsistego basu i pastelowej, typowo "miedzianej" barwy z trójwymiarową przestrzenią jest czymś, co na tym poziomie cenowym nie zdarza się często. Zwykle trzeba się pogodzić z tym, że ciepło będzie szło w parze z przygaszeniem wysokich tonów i pewną ciasnotą, która sprawia, że nie czujemy się jakbyśmy siedzieli w filharmonii albo stali na stadionie, a raczej jak na koncercie w małym klubie jazzowym zlokalizowanym w piwnicy. Z kolei jeśli za pomocą okablowania spróbujemy wycisnąć ze swojego sprzętu ciut więcej w temacie stereofonii, prawdopodobnie ucierpi na tym barwa, a dźwięk stanie się jaśniejszy, bardziej poszarpany i suchy. Reguły te przestają obowiązywać dopiero, gdy przekroczymy finansową barierę, która dla większości ludzi jest granicą szaleństwa. Zresztą nawet wtedy często trzeba coś wybrać. Kompromis przenosi się na inny poziom, ale istnieje, bo pewne cechy konstrukcyjne wzajemnie się wykluczają. Ale żeby tak dobrze grały kable, które plasują się niewiele ponad tym, co audiofile uważają za totalną budżetówkę? Głośnikowe i interkonekt za mniej niż trzy tysiące złotych, a tu dźwięk, który przywodzi na myśl przewody Van den Hula, Cardasa, Fadela, Acrolinka i Acoustic Zena? No, no...

Bardziej jazgotliwe nagrania stają się ciut łatwiejsze w odbiorze, a tam, gdzie mamy do czynienia z gęstymi gitarowymi riffami, mruczącą wiolonczelą albo męskimi wokalami, nagle pojawia się trochę więcej mięska. Ale na tym kończy się to, co nazywamy dodawaniem własnego charakteru. Jak na kable za te pieniądze, to niezwykle krótka lista grzechów.

Teraz już rozumiem, o co chodzi z tym Vermouthem. Ten dźwięk może nie jest idealnie neutralny, ale za to w dłuższej perspektywie okazuje się bardzo uniwersalny. Zachęca do dłuższego rozkoszowania się muzyką. To nie jest skanowanie nagrań czy słuchanie na wyścigi. Jeśli ktoś chce delektować się detalami, zawsze je znajdzie, ale nigdy nie będą one prezentowane osobno, w oderwaniu od dania głównego. Zawsze będą jego integralną częścią. Poza lekkim przygaszeniem wysokich tonów i może leciutkim "doładowaniem" średniego basu nie ma tu kombinowania z pasmem. Indonezyjskie przewody sprawiają, że te bardziej jazgotliwe nagrania stają się ciut łatwiejsze w odbiorze, a tam, gdzie mamy do czynienia z gęstymi gitarowymi riffami, mruczącą wiolonczelą albo męskimi wokalami, nagle pojawia się trochę więcej mięska. Ale na tym kończy się to, co nazywamy dodawaniem własnego charakteru. Jak na kable za te pieniądze, to niezwykle krótka lista grzechów. Vermouthy będą pasowały do wielu systemów. To tym lepsza wiadomość, że fanom nieco cieplejszego grania coraz trudniej jest znaleźć przystępne cenowo kolumny i elektronikę. Z zestawami głośnikowymi sprawa nie wygląda jeszcze tak źle. Wciąż można wybrać takie z jedwabną kopułką i papierowymi lub polipropylenowymi wooferami. Ale ze wzmacniaczem będzie gorzej. "Lampowe tranzystory" to wymierający gatunek. Ostatnia nadzieja w niedrogich integrach Musicala, "cyfrowych" piecykach NuPrime'a i kilku innych wynalazkach. Można też postawić na stuprocentową lampę, ale do 4000-6000 zł człowiek wciąż trochę się oszukuje. W tej kwocie można dostać brzmienie o lampowym zabarwieniu, ale jakościowo jesteśmy jeszcze w lesie. Opisywane kable mogą rozwiązać takie problemy lub zamaskować je do tego stopnia, że podczas odsłuchu przestaniemy o nich myśleć. Możliwe nawet, że wydłużą "cykl życiowy" pozostałych elementów systemu, odsuwając perspektywę większych wydatków. Nie sądzicie, że to znakomity pomysł na usprawiedliwienie swoich fanaberii?

Vermouth Audio Rhapsody

Budowa i parametry

Rhapsody to druga od dołu, po linii Serenade, seria kabli indonezyjskiej firmy Vermouth Audio. Nie licząc błękitnego oplotu ochronnego, najważniejszym wspólnym elementem jest tutaj miedź UPOCC (Ultra-Pure Ohno Continuous Casting) czyli bardzo czysta miedź monokrystaliczna. Prowadzący do jej powstania proces rafinacji został opracowany i opatentowany przez profesora Ohno z Instytutu Technologicznego Chiba w Japonii. W konwencjonalnej obróbce gorąca stopiona miedź jest wlewana do schłodzonej formy w celu wyciskania, co skutkuje powstaniem "poszatkowanej" struktury krystalicznej. Pod względem chemicznym taki materiał może być czysty, ale pod mikroskopem wygląda jak chodnik z betonowych płyt rozjechany przez ciężarówki. W procesie OCC chłodzenie odbywa się oddzielnie, a drut jest wyciągany bardzo powoli, czego rezultatem są znacznie większe rozmiary kryształów metalu (pojedynczy kryształ może mieć długość powyżej 100 m) i zwiększona czystość, która zbliża się do 6N (99,9999%). Jeśli chodzi o konstrukcję poszczególnych modeli, w przypadku interkonektu RCA producent informuje po prostu, że mamy do czynienia z plecionką w izolacji teflonowej z powłoką Al-Mylar (folii aluminiowo-mylarowej) i dystansami Airtube (rurkami wypełnionymi powietrzem). W kablu głośnikowym mamy dwie grupy przewodników składające się z 257 splecionych ze sobą żyłek o łącznym przekroju 12 AWG. Pomiędzy nimi zastosowano dystanse Airtube. Wtyki wykonano z kutej na zimno miedzi pokrytej złotem, ich korpusy i nakrętki z anodowanego aluminium, a grube tuleje rozdzielające - również z aluminium, ale tym razem piaskowanego i anodowanego na czarno. W kablu zasilającym zastosowano żyły składające się z 222 drucików o łącznym przekroju 11 AWG. Rolę izolatora pełni owijka Al-Mylar, którą uzupełniono naturalną bawełną.

Werdykt

Nie jestem miłośnikiem wermutu. Trunek ten kojarzy mi się tylko ze studenckimi imprezami, po których budziłem się na podłodze, obolały jak po bitwie, w promieniach wschodzącego słońca patrząc na innych rannych i zastanawiając się, czy mogę ruszać nogami, czy jestem w stanie się na nich utrzymać i czy przypadkiem nie mam gęby wymazanej markerem, a włosów pianką do golenia. Mogę natomiast zapisać się do fanklubu kabli Vermouth Audio. To naprawdę fajne przewody, które wyglądają i grają jak droższa konkurencja. Czy dotyczy to tylko serii Rhapsody, czy może z wyższymi modelami tej marki jest tak samo? Tego jeszcze nie wiem, ale słyszałem, że warto to sprawdzić. Opisywany komplet trafi w potrzeby trzech rodzajów klientów. Pierwszy to ten, który nie miał do czynienia z kablami z wyższej półki. Dla niego takie okablowanie będzie prawdziwym odkryciem. Drugi to ten, któremu ciągle w systemie coś nie pasuje, coś nie gra, coś zgrzyta. Tu Vermouthy zrobią swoje - to i owo ocieplą i wygładzą, ale nie pozbawią systemu dynamiki i przestrzeni ani nie wchłoną detali jak gąbka. Trzeci, pewnie bardzo rzadki, to doświadczony audiofil, który wie, jak grają naprawdę dobre kable Van den Hula, Cardasa, Fadela, Acrolinka albo Acoustic Zena, ale też doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile kosztują, nawet jako "używki" (o ile w ogóle uda się na nie trafić w ogłoszeniach) i postanowi, że warto poszukać czegoś podobnego, ale o wiele tańszego. Misja skazana na niepowodzenie? Cóż, najwyraźniej nie w świecie sprzętu audio, w którym nie odkryto jeszcze wszystkiego.

Dane techniczne

Konstrukcja: Plecionka
Przewodnik: Miedź UPOCC (Ultra-Pure Ohno Continuous Casting)
Dielektryk: Teflon
Ekranowanie: Folia Al-Mylar
Wypełnienie: Dystanse Airtube, bawełna (głośnikowy)
Cena: 789 zł (interkonekt RCA 1 m), 2199 zł (głośnikowy 2 x 2,4 m), 1290 zł (zasilający 1,5 m)

Konfiguracja

Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Marantz HD-DAC1, Auralic Vega G1, Hegel H20, Unison Research Triode 25, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Tellurium Q Ultra Blue, Albedo Geo, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate.

Sprzęt do testu dostarczyła firma 4HiFi. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Vermouth Audio i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy8

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Niesłyszalne częstotliwości, czyli jak psy stały się krytykami hi-endowego sprzętu audio

Niesłyszalne częstotliwości, czyli jak psy stały się krytykami hi-endowego sprzętu…

Świat naszych szczekających i merdających ogonami przyjaciół uwolnił swoje niezrównane zdolności słuchowe na scenie high-end audio. Na rynku nasyconym ludzkimi opiniami, psy wyłoniły się jako ostateczni koneserzy dźwięku, zbierając pochwały za ich niezrównane ucho do szczegółów i znacznie szerszy niż u nas zakres rejestrowanych częstotliwości. Wszystko zaczęło się od Bustera,...

Ciemniejsza strona streamingu - subiektywny (anty)poradnik

Ciemniejsza strona streamingu - subiektywny (anty)poradnik

Streaming, czyli możliwość przesyłania sygnałów audio przez Internet w czasie rzeczywistym, nie dziwi już absolutnie nikogo. Czasy zgrywania wątpliwie pozyskanych "empetrójek" w byle jakiej jakości na plastikowe, często tandetne odtwarzacze i wpychanie sobie w uszy pchełek na nieustannie plączącym się przewodzie dawno minęły. Obecnie możemy cieszyć się strumieniowaniem muzyki w...

Najbardziej intrygujące technicznie i koncepcyjnie gramofony w historii

Najbardziej intrygujące technicznie i koncepcyjnie gramofony w historii

Gramofony, szlifierki, odtwarzacze czarnych płyt, adaptery, patefony, odtwarzacze analogowe, fonografy... Jakkolwiek byśmy nie nazwali tych poczciwych urządzeń, które są z nami już od ponad 130 lat, możemy zawsze powiedzieć o nich to samo - od dziesięcioleci dostarczają nam niezapomnianych przeżyć związanych z odtwarzaniem ukochanych utworów. Wielu melomanów pamięta o ich...

Wszystko o wzmacniaczach lampowych

Wszystko o wzmacniaczach lampowych

W świecie melomanów i audiofilów wzmacniacze lampowe obrosły wieloma legendami, a pośród laików owiane są wręcz gęstą mgłą tajemnicy. Wielu uważa je za absurdalnie drogie urządzenia o wręcz magicznych właściwościach. Jak to zwykle bywa w przypadku charakterystycznych konstrukcji, zarówno wśród ekspertów, jak i osób średnio zainteresowanych tematem funkcjonuje wiele krzywdzących...

Królowa gramofonów - Rega

Królowa gramofonów - Rega

Rega - nazwa znana i ceniona w całym świecie audio, głównie z powodu znakomitych gramofonów, ale także innych komponentów hi-fi. Każdy, kto choć trochę interesuje się sprzętem grającym, doskonale woe, że produkty brytyjskiej legendy są uważane za jedne z najlepszych na świecie i chyba każdy marzy, aby chociaż raz sprawdzić...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Focal Aria Evo X N°1

Focal Aria Evo X N°1

Zwyczajny styczniowy wieczór. Spokój, cisza, człowiek nawet chciałby gdzieś wyjść, ale pogoda do niczego. Nie dość, że temperatura w okolicach zera, to jeszcze wieje i pada, a potem zamarza. Z...

Tellurium Q Statement II

Tellurium Q Statement II

Wojna, pandemia, kryzys, katastrofa klimatyczna, wszechobecna zgnilizna, korupcja, zapaść ekonomiczna, degrengolada moralna, złodziejstwo, upadek autorytetów, instytucji, rządów, cywilizacja śmierci. Jeśli wierzyć mediom głównego nurtu, tak w dużym skrócie wygląda świat,...

Final Audio Design A5000

Final Audio Design A5000

Japońską firmę Final Audio Design kojarzymy niemal wyłącznie ze słuchawkami, ale kiedy prześledziłem jej historię, zrobiło mi się przykro, że manufaktura mająca swoją siedzibę w mieście Kawasaki zajmuje się obecnie...

Komentarze

Gość
Posłuchaj Tannoyów. Ładnie grają ich monitory. Do takiego pokoju będą dobre B&W, KEF, Eltax, Focal, jest tego od groma.
Andrzej
@Piotr - Niestety wcale nie jest tak różowo. Zbadałem temat dokładnie, gdy wpadłem na pomysł zbudowania systemu w swojej koronawirusowej, domowej pracowni (sypi...
Piotr
Myślę, że że jest wiele niezłych zestawów głośnikowych do tak mikrego pomieszczenia. Głupotą jest trzymać się kurczowo jednej firmy.
a.s.
Mnie poza 0db na YouTubie i tego StereoLife oraz Audio nic więcej nie potrzeba. W Audio ważne dla mnie są pomiary kolumn.
Cezar
Zalecaną odległość kolumny od ściany mierzymy od przedniej ( z głośnikami), czy tylnej ścianki kolumny?

Płyty

Organek - MTV Unplugged

Organek - MTV Unplugged

Chyba nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że seria MTV Unplugged najlepsze lata ma już za sobą. Wszystkie największe koncerty, do...

Newsy

Tech Corner

Najbardziej intrygujące technicznie i koncepcyjnie gramofony w historii

Najbardziej intrygujące technicznie i koncepcyjnie gramofony w historii

Gramofony, szlifierki, odtwarzacze czarnych płyt, adaptery, patefony, odtwarzacze analogowe, fonografy... Jakkolwiek byśmy nie nazwali tych poczciwych urządzeń, które są z nami już od ponad 130 lat, możemy zawsze powiedzieć o nich to samo - od dziesięcioleci dostarczają nam niezapomnianych przeżyć związanych z odtwarzaniem ukochanych utworów. Wielu melomanów pamięta o ich...

Nowości ze świata

  • Whenever I grumble about the fragmentation of the audio equipment market, which translates into a huge variety of equipment available in stores, but also problems for customers to sort it all out in their heads and make a choice, I...

  • In a twist that has tails wagging and audiophiles howling, the canine world has unleashed its unparalleled auditory prowess upon the high-end audio scene. In a market saturated with human opinions, dogs have emerged as the ultimate connoisseurs of sound,...

  • Marantz introduced two exceptional new products to its portfolio of high-performance hi-fi components. The first is the latest addition to the brand's long-established and widely celebrated heritage as the world leader in CD player design - the new CD 50n...

Prezentacje

Brytyjskie podejście do oryginalnego brzmienia - Quad

Brytyjskie podejście do oryginalnego brzmienia - Quad

Jak podaje popularna internetowa encyklopedia, Quad, inaczej wszędołaz, to pojazd czterokołowy przeznaczony głównie do sportu i rekreacji. Zwykle jest to coś w rodzaju czterokołowego motocykla, który doskonale nadaje się do jazdy poza drogami utwardzonymi. Ze względu na walory napędowe znajduje zastosowanie w wojsku, ratownictwie górskim i rolnictwie. Dla audiofila ten...

Poradniki

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Tomasz Karasiński - StereoLife

Tomasz Karasiński - StereoLife

Chcąc poznać ludzi zajmujących się sprzętem audio, związanych z tą branżą zawodowo, natkniemy się na wywiady z konstruktorami, przedsiębiorcami, sprzedawcami,...

Popularne artykuły

Vintage

Infinity Reference Standard

Infinity Reference Standard

Gdy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia tych kolumn, najzwyczajniej w świecie odjęło mi mowę. Szukacie zgrabnych skrzynek do niewielkiego pokoju? A...

Słownik

Poprzedni Następny

Anti-skating

Siła przeciwpoślizgowa w gramofonach analogowych lub po prostu system przeciwdziałania sile dośrodkowej działającej na wkładkę. Podczas odtwarzania płyty winylowej, igła gramofonu poruszająca się w rowku jest przyciągana do środka płyty....

Cytaty

OscarWilde.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.