Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Audio-Technica ATH-A1000Z

Audio-Technica ATH-A1000Z

Audio-Technica to japońska firma specjalizująca się w produkcji sprzętu wymagającego niesamowitej precyzji i zaawansowanej technologii - słuchawek, mikrofonów i wkładek gramofonowych. Manufaktura założona w 1962 roku przez Hideo Matsushitę szybko zaczęła walczyć o pozycję lidera w projektowaniu innowacyjnych urządzeń pracujących zarówno na początku, jak i na końcu tego skomplikowanego, dźwiękowego łańcucha. Dziś za charakterystycznym logiem kryje się tak naprawdę globalna grupa firm, zajmujących się projektowaniem, produkcją, marketingiem i dystrybucją sprzętu audio, od zaawansowanych mikrofonów, słuchawek i wkładek gramofonowych aż po systemy bezprzewodowe, miksery oraz różnej maści urządzenia do zastosowań profesjonalnych i amatorskich. Audio-Technica dostarcza sprzęt dla wielu nadawców i studiów nagraniowych oraz obiektów rządowych. Z jej mikrofonów korzysta także wielu znanych artystów i zespołów, takich jak Justin Timberlake, Linkin Park, Metallica, Kiss, Skid Row, Puddle of Mudd czy Killswitch Engage. Zdecydowali się na nie także twórcy telewizyjnego programu Big Brother oraz organizatorzy wysokiej rangi wydarzeń sportowych, w tym Pucharu Świata, Super Bowl, a także letnich olimpiad w Pekinie (2008), Atenach (2004), Sydney (2000) i Atlancie (1996) oraz zimowych igrzysk w Turynie (2006) i Salt Lake City (2002). Główna siedziba firmy mieści się w Tokio, a dokładniej w dzielnicy Shinjuku, jednak Audio-Technica posiada również biuro w mieście Machida i fabrykę zlokalizowaną po drugiej stronie Pacyfiku - w Akron w stanie Ohio. Jakby tego było mało, aż cztery oddziały firmy znajdują się w Europie - w Leeds, Wiesbaden, Paryżu i Budapeszcie. Ot, globalizacja.

Trudno się dziwić, że produkty japońskiej marki stają się coraz bardziej uniwersalne. Mają podobać się wszystkim klientom na wszystkich kontynentach. Nawet zdjęcia, jakie otrzymujemy wraz z informacjami prasowymi są tak wielokulturowe, że specjaliści od agresywnego wprowadzania poprawności politycznej do każdej dziedziny naszego życia nie mieliby się do czego przyczepić. Jest urocza, skośnooka piękność spacerująca nad brzegiem jeziora, jest czarnoskóry amator joggingu z bezprzewodowymi słuchawkami w uszach, przystojny blondyn o typowo aryjskiej urodzie, a nawet modelka o indyjskich rysach twarzy delektująca się muzyką na dworcu kolejowym. Przekaz jest bardzo prosty - jesteśmy wielką firmą o światowym zasięgu, a nasze słuchawki podobają się wszystkim, niezależnie od kultury, wieku, płci, a nawet długości i szerokości geograficznej. Obraz ten znajduje odbicie w liczbie produktów, jakie Audio-Technica wprowadziła ostatnio na rynek. Japończycy stosunkowo wcześnie zorientowali się, że na całym świecie rośnie zapotrzebowanie na dobre nauszniki i dokanałówki, w związku z czym zaczęli atakować ten segment z zaciekłością i poświęceniem godnym pilotów kamikaze. ATH-L5000, ATH-MSR7b, ATH-SR30BT, ATH-CKR7TW, ATH-S200BT, ATH-DSR5BT, ATH-ANC700BT, ATH-MSR7SE, ATH-AR5BT, ATH-ADX5000... Jeśli mam być szczery, w pewnym momencie po prostu się w tym wszystkim pogubiłem. Zdecydowana większość premier z ostatnich kilku lat to nauszne i wokółuszne słuchawki bezprzewodowe oraz różnej maści dokanałówki, zwykle również pozbawione kabla. A czy w katalogu Audio-Techniki można znaleźć coś dla prawdziwych audiofilów? Słuchawki do użytku domowego, bez łączności bezprzewodowej i systemu aktywnej redukcji szumów, za to z zaawansowanymi technicznie przetwornikami i brzmieniem pachnącym urządzeniami dla profesjonalistów? Okazuje się, że tak. Aby przedrzeć się przez gąszcz popularnych modeli do smartfona, trzeba się trochę pomęczyć, ale warto podjąć się tego wyzwania, bo można tu znaleźć klasyczne nauszniki w cenie od kilkuset do ponad dziesięciu tysięcy złotych. Jednym z takich przysmaków jest model ATH-A1000Z.

Audio-Technica ATH-A1000Z

Wygląd i funkcjonalność

Może nie wypada mi przyznać tego wprost, ale nie ogarniam już oferty kilku dużych firm z branży audio. I to mimo, że naprawdę staram się za nimi nadążyć i czytam wszystkie informacje spływające na naszą redakcyjną skrzynkę pocztową. Jakiś czas temu przestałem odróżniać od siebie kolejne budżetowe gramofony Pro-Jecta. Choćby obdzierano mnie ze skóry i traktowano palnikiem acetylenowym, bez podejrzenia strony producenta nie wymienię choćby trzech zasadniczych różnic między Essentialem III a Debutem Carbon. Mimo najszczerszych chęci, średnio orientuję się w słuchawkach i głośnikach bezprzewodowych JBL-a. Wiem, że Go to taka mała kosteczka, którą moja żona zabiera ze sobą w każdą dłuższą podróż, Charge to puszka z dużym akumulatorem, dzięki któremu można doładować sobie telefon w lesie albo na plaży, a Boombox to ta kobyła z rączką do przenoszenia. A gdyby ktoś w środku nocy zapytał mnie jakim numerem oznaczona jest najnowsza wersja Flipa albo Pulse'a, a za prawidłową odpowiedź płacił milion dolarów, mój stan konta prawdopodobnie by się nie zmienił. Wydawało mi się, że będzie to już "piątka", ale okazuje się, że najświeższy Flip to "czwórka", a Pulse - "trójka". Z produktami Audio-Techniki jest podobnie. Poszczególne modele mogą różnić się zaledwie jednym lub dwoma znakami w symbolu, a czasami są to słuchawki z zupełnie innych przedziałów cenowych. Mogą kosztować pięćset albo pięć tysięcy złotych. Myślicie, że jestem stary i głupi? W takim razie wyobraźcie sobie taką sytuację - wchodzicie do sklepu ze słuchawkami Audio-Techniki, a sprzedawca mówi, że jeśli położycie na stole 1000 zł, będziecie mogli wybrać jeden z trzech modeli - ATH-A500X, ATH-AVC500 lub ATH-AD500X. Słuchawek oczywiście nie widać, a na podjęcie decyzji macie dziesięć sekund. Trzeba strzelać. Teraz! Co wybraliście? Fajnie. No to sprawdźcie sobie ile kosztuje każdy z nich... Wtopiliście, czy zrobiliście interes życia?

Nazewnictwo poszczególnych modeli japońskiego producenta przemawia do mnie kiepsko, ale doskonale wiem, że jego audiofilskie modele prezentują z reguły bardzo wysoki poziom. Wielu melomanów w kwestii nauszników ufa firmom, które równolegle zajmują się także produkcją mikrofonów i sprzętu profesjonalnego, i faktycznie coś w tym jest. Audio-Technica dorzuca do tego jeszcze kilka obszarów, które jednoznacznie kojarzą nam się z nowoczesną technologią, solidną mechaniką i dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Wysokiej klasy gramofonów, mikrofonów i wkładek gramofonowych nie można produkować w piwnicy za pomocą młotka i wkrętarki kupionej na wyprzedaży w popularnym dyskoncie. Japończycy w temacie precyzyjnej inżynierii czują się jak ryba w wodzie, a z potężnym zapleczem technicznym i finansowym mogą pozwolić sobie na atakowanie klientów nowymi słuchawkami niemal co miesiąc. Mimo to, mam wrażenie, że najlepsze modele przeznaczone dla wymagających audiofilów i profesjonalistów nie są dla nich najważniejsze. Nawet gdy wybieraliśmy sprzęt do kolejnych testów, przedstawiciel dystrybutora w pierwszej kolejności zapytał czy nie chcielibyśmy dostać bezprzewodowych słuchawek za około tysiąc złotych. Wiem, że takie nauszniki sprzedają się obecnie w dużych ilościach, ale ile można... Stwierdziłem, że pora przypomnieć sobie co potrafią klasyczne, przewodowe, audiofilskie modele tej marki i wybrałem ATH-A1000Z. Dlaczego? Po pierwsze, zainteresował mnie odjazdowy kolor ich muszli i fakt, że mamy do czynienia z konstrukcją zamkniętą. Po drugie, jest to prawdopodobnie jedna z najciekawszych propozycji w serii Art Monitor. I wreszcie po trzecie, cena na poziomie 2399 zł jeszcze nie zwala z nóg. Co więcej, jeśli bierzemy pod uwagę wyłącznie klasyczne, przewodowe słuchawki zamknięte, konkurencja wcale nie jest taka liczna. Denon AH-D5200, Beyerdynamic Amiron Home, Master & Dynamic MW60, Sonus Faber Pryma, Final Audio Design Sonorous IV? Czyżby Audio-Technica wstrzeliła się w obszar, w którym wcale nie ma tak dużego ruchu?

ATH-A1000Z przyjeżdżają do nas w standardowym, bardzo niepozornym opakowaniu. Cenną zawartość zabezpiecza spore pudełko z plastikową wytłoczką i kilkoma dodatkowymi kartonikami zapobiegającymi ocieraniu się o siebie ważniejszych elementów konstrukcyjnych. Generalnie jednak nie ma tu żadnych luksusów. Słuchawki można wyjąć w kilka sekund, a kiedy już to zrobimy, zorientujemy się, że do zestawu dołączono jedynie instrukcję obsługi i zakręcaną przejściówkę z wtyku 3,5 mm na 6,3 mm. A gdzie twarde etui, prosty stojak na biurko, woreczek ze ściągaczem albo zapasowy komplet padów? Wiem, że nie wszyscy producenci nauszników pamiętają o takich akcesoriach, a Japończycy są w tej dziedzinie wyjątkowo oszczędni, ale ATH-A1000Z też nie jest już najtańszym modelem w katalogu i choćby jeden tego typu dodatek byłby bardzo dobrym pomysłem. Danie główne prezentuje się o wiele lepiej. Nauszniki są duże i wygodne, a do tego sprawiają wrażenie wykonanych naprawdę porządnie. Do absolutnego hi-endu jeszcze sporo im brakuje, ale metalowe osłony muszli i dwie poprzeczki tworzące pałąk oraz grube poduchy obite miękką skórą pozwalają sądzić, że mamy do czynienia z dopracowanym produktem. O domowym przeznaczeniu opisywanego modelu świadczy długi na trzy metry przewód doprowadzony do każdego z nauszników i zakończony eleganckim wtykiem 3,5 mm w metalowym korpusie. Jeśli otrzymamy słuchawki z dokręconą przejściówką, jej zlokalizowanie na pierwszy rzut oka będzie niemożliwe. Gdyby nie jedno ze zdjęć na stronie producent, pomyślałbym, że jedyną dostępną opcją jest duży jack. Dopiero w tym momencie zorientowałem się, że coś tu się kręci, a zmiana końcówki nie jest żadnym problemem. Ot, jak to zbyt precyzyjne wykonanie takiego drobnego elementu może wprowadzić człowieka w błąd. W newralgicznych miejscach przewód został zabezpieczony przez uszkodzeniem, co jest o tyle ważne, że innego nie dostaniemy. Wbrew popularnej ostatnio modzie na odłączane kable umożliwiające użytkownikom eksperymentowanie z akcesoriami lub nawet zamianę na wersję zbalansowaną, przewód w ATH-A1000Z został zamontowany na stałe.

ATH-A1000Z otrzymały dość nietypowy system sprężynujących skrzydełek, dzięki którym przy każdym użyciu nauszniki same dopasowują się do rozmiaru głowy użytkownika. Do delikatnie wygiętych, plastikowych trzymadełek przymocowano od wewnątrz kawałki gąbki obitej przyjemnym w dotyku materiałem, dzięki czemu podczas odsłuchu nie czujemy praktycznie żadnego nacisku na czubku głowy.

Czerwone muszle o zmatowionej powierzchni nie są jedynym charakterystycznym elementem opisywanego modelu. Jak przystało na audiofilskie słuchawki tej marki, ATH-A1000Z otrzymały dość nietypowy system sprężynujących skrzydełek, dzięki którym przy każdym użyciu nauszniki same dopasowują się do rozmiaru głowy użytkownika. Do delikatnie wygiętych, plastikowych trzymadełek przymocowano od wewnątrz kawałki gąbki obitej przyjemnym w dotyku materiałem, dzięki czemu podczas odsłuchu nie czujemy praktycznie żadnego nacisku na czubku głowy. Nie możemy go czuć, bo niczego tam nie ma. Nacisk samych muszli był jak dla mnie idealny, w związku z czym cała masa słuchawek przyjemnie rozłożyła się na wszystkie elementy mające styk z moją czaszką. Aby komfort użytkowania był jeszcze większy, sprężynujące listki otrzymały dodatkowe zawiasy umożliwiające im swobodny obrót w płaszczyźnie pionowej. Mimo to, jak w większości słuchawek, rozwiązanie to nie dla każdego będzie idealne. Osoby o małych głowach mogą ledwo zahaczać o skrzydełka pełniące rolę pałąka. W takiej sytuacji trzeba będzie polegać tylko na nacisku padów na uszy. Z kolei przy maksymalnym wysunięciu plastikowe elementy stykają się już z metalowymi poprzeczkami spinającymi obie muszle. Nie jest to uciążliwe, ale najlepiej byłoby jednak zmieścić się w przedziale, w którym skrzydełka prawidłowo wykonują swoją pracę, leciutko naciskając nasz czerep i tym samym utrzymując słuchawki na miejscu. Co ciekawe, każda z muszli może obracać się także w płaszczyźnie poziomej. Plastikowe tuleje odpowiedzialne za ten ruch zostały spasowane tak ciasno, że nauszniki posłusznie zachowują nadaną im formę. Możemy więc ustawić je tak, aby nacisk był bardziej odczuwalny w okolicach skroni i policzków, albo za uszami, w kierunku potylicy. Producentowi prawdopodobnie zależało na tym, abyśmy sami mogli to sobie wyrównać i ułożyć słuchawki na głowie tak, jak będzie nam najwygodniej. Spodobały mi się także czytelne oznaczenia kanałów. Nie w formie kropeczek, ledwo widocznych liter czy napisów na wewnętrznej stronie muszli, ale normalnie, najprościej jak się da - na plastikowych łącznikach spinających nauszniki, pałąk i sprężynujące skrzydełka w jedną całość.

Minusy? Przyczepiłbym się co najwyżej do trzech drobiazgów. Pierwszym jest dość mocno dający się we znaki efekt mikrofonowy. Na nauszniki przenosiły się wszelkie odgłosy ocierania się kabla o różne przedmioty i ubranie, w związku z czym po pewnym czasie złapałem się na tym, że przed rozpoczęciem odsłuchu przeprowadzałem dokładną inspekcję ułożenia przewodu. Najmocniej wszystkie te hałasu "zbierały" oczywiście końcówki doprowadzone do lewej i prawej muszli. Drugi mankament to brak możliwości wymiany padów (a przynajmniej ja nie trafiłem na informację, aby w przyszłości można było przeprowadzić taką operację). Szkoda, bo przy intensywnym użytkowaniu mogą się one zużyć stosunkowo szybko. Podczas krótkiego testu nie jestem wprawdzie w stanie odgadnąć jak szybko i jak mocno, ale niektóre elementy zastosowanych tu poduszek wydają się bardzo delikatne (na przykład pofałdowany pasek łączący zasadniczą część padów z czarną, plastikową obręczą, w którą wchodzą przewody). W sklepach internetowych znalazłem nowe pady do niektórych popularnych modeli Audio-Techniki, ale nie do ATH-A1000Z. Ale na dwoje babka wróżyła - za kilka lat może się przecież okazać, że te słuchawki są nie do zarżnięcia. Trzeci drobny mankament to fakt, że japońskie słuchawki po pewnym czasie zaczynają dość mocno grzać w uszy. Podczas odsłuchu robiłem sobie krótkie przerwy, a kiedy usłyszałem, że nadciąga fala upałów, sprężyłem się i dokończyłem test w dwa wieczory. Ale cóż, taka już uroda większości słuchawek zamkniętych i nie ma z tym co dyskutować. Jeśli chodzi o tłumienie dźwięków z zewnątrz, jest co najmniej dobrze. ATH-A1000Z na pewno nie radzą sobie z tym tak dobrze, jak niektóre modele bezprzewodowe z systemem aktywnej redukcji szumów, ale pozwalają w dużym stopniu odciąć się od otoczenia. Ich największym plusem, z użytkowego punktu widzenia, jest dla mnie jednak wysoki komfort noszenia, łatwość dopasowania się do głowy i niska masa. Tutaj naprawdę zaczynają procentować wszystkie zabiegi, na jakie zdecydowali się japońscy inżynierowie. Dwie metalowe poprzeczki w miejscu tradycyjnego pałąka, aluminiowe osłony muszli i elementy z magnezu, lekkie skrzydełka, których praktycznie nie czuć... Dzięki temu ATH-A1000Z ważą dokładnie 265 g. Jak na duże, wokółuszne słuchawki zamknięte z przetwornikami o średnicy 53 mm, to naprawdę świetny wynik. No i ten napis "Made in Japan" - teoretycznie w erze globalizacji nie powinien znaczyć więcej, niż jakikolwiek inny, losowy ciąg wyrazów. A jednak dla wielu klientów wciąż ma bardzo dużą wartość, i sami Japończycy też doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Audio-Technica ATH-A1000Z

Brzmienie

Wyższe modele słuchawek Audio-Techniki kojarzyły mi się zawsze z szybkim, precyzyjnym i lekko rozjaśnionym brzmieniem. Być może zupełnie odruchowo zacząłem szukać tych samych walorów po założeniu na głowę ATH-A1000Z. Znalazłem je szybko, bo w zakresie średnich i wysokich tonów japońskie nauszniki nie pozostawiają praktycznie żadnych niedomówień. Grają czysto i selektywnie, stawiając na dokładne odwzorowanie detali, a czasami wręcz wywołanie u słuchacza wrażenia hiperprzejrzystości. Jakby nagle ktoś przeczyścił nam uszy, jednocześnie sprawiając, że nasze ulubione nagrania stają się bardziej skomplikowane, złożone i wielowarstwowe. Nawet te, których do tej pory unikaliśmy ze względu na zbyt jednostajne, płaskie i posklejane brzmienie. Już po kilku przesłuchanych fragmentach zyskujemy pewność, że z tak dobrymi nausznikami nie będziemy się nudzić. To oczywiście duży plus, ale jeszcze ważniejsze wydaje mi się to, co zauważyłem kilka chwil później. ATH-A1000Z mogą oferować ponadprzeciętną rozdzielczość, szybkość i mikrodynamikę, ale mają też mocny, głęboki bas, odpowiedni drive i ciekawą przestrzeń. Innymi słowy, nie są to tylko i wyłącznie słuchawki służące do analizowania najdrobniejszych muzycznych smaczków i prześwietlania płyt na wylot. Japońską dokładność i skrupulatność równoważą inne aspekty brzmienia - te, dzięki którym słuchanie sprawia nam autentyczną frajdę.

Myślę, że ATH-A1000Z z powodzeniem mogłyby być wykorzystywane w studiach nagraniowych i masteringowych. Potrafią bowiem pokazać bardzo, bardzo wiele. Nie tylko w zakresie wysokich tonów, ale także w sferze wszystkich zjawisk mających związek z dynamiką, timingiem, fazą, proporcjami między poszczególnymi fragmentami pasma, a nawet stereofonią. Japońskie słuchawki potrafią rozszerzyć naszą definicję przejrzystości, rozciągając to pojęcie na wszystkie aspekty prezentacji. Wchodzimy na poziom, na którym muzyka odkrywa przed nami niemal wszystkie karty. Na niektórych utworach wyraźnie słyszałem nawet co i w którym momencie robili ich realizatorzy. Domyślam się, że nie chcieli aby ktokolwiek analizował takie szczegóły, ale w ATH-A1000Z nie musimy się w tym celu specjalnie spinać. Wszystkie tego typu drobiazgi docierają do nas automatycznie, bez sztucznych barier. Nie są bowiem podawane obok muzyki, ale są z nią nierozerwalnie połączone. Pewnie dlatego tak wysoki poziom przejrzystości jest też dziwnie łatwy do zaakceptowania. Audiofile wiedzą, że taki charakter brzmienia może nieść za sobą ryzyko przejaskrawienia, szczególnie w przypadku źle dobranego sprzętu towarzyszącego. A tutaj? Hmm... Oczywiście też można wpaść w tę pułapkę, ale trzeba się bardzo postarać. Pamiętajmy, że mamy do czynienia ze słuchawkami za 2399 zł, w związku z czym nie możemy jeszcze mówić o prawdziwie bezkompromisowym brzmieniu, które jedni pokochają, a inni znienawidzą. Japońskie nauszniki nie są jeszcze tak nieprzyzwoicie dokładne i wrażliwe na każdy element toru, jak chociażby Focale Utopia czy Sennheisery HD 820. Jak na swoją cenę, oferują ponadprzeciętną przejrzystość, ale nie jest to jeszcze samurajski miecz, którym można zabić. Jeśli nawet z idącym w tym samym kierunku Marantzem HD-DAC1 udało im się stworzyć system, na którym można słuchać muzyki z przyjemnością, to chyba nie ma się czego bać.

Choć opisywane słuchawki nie mają najmniejszych problemów z prezentowaniem muzyki w sposób analityczny, potrafią też pokazać wszystkie składniki muzycznego przedstawienia w taki sposób, aby tworzyły one jedną, spójną całość. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że góra sobie, a średnica sobie. Odbieramy to brzmienie jako naturalne i niewymuszone, cały czas pozostając jednak pod wrażeniem jego czystości i selektywności. A dzieje się tu tak wiele, że nasze uszy samoczynnie przerzucają się z jednego elementu na drugi, jakby chciały nacieszyć się wszystkim, co do nich dociera. Szybko odkrywamy więc, że nie można rozpatrywać sprawy tylko na jednej płaszczyźnie. Każda cząstka tego brzmienia jest połączona z czymś innym, i nie przeszkadza w tym nawet to, że w ujęciu ogólnym słuchawki te kładą nacisk raczej na przejrzystość, dynamikę i stereofonię aniżeli ciepłą barwę i idealnie płaskie pasmo. Różnica jest taka, jak między lodami waniliowymi z orzechową posypką a prawdziwymi lodami bakaliowymi, w które z trudem wchodzi łyżeczka. Przejrzystość ATH-A1000Z to nie tylko chrupiąca posypka, ale coś, co zauważymy nawet podczas słuchania spokojnych, jazzowych ballad i nokturnów Chopina. No i ta szybkość, przekładająca się nawet na czytelność niskich tonów. Posłużę się tutaj analogią. Kiedy mówimy, że jakiś samochód jest szybki, zwykle mamy na myśli jego przyspieszenie lub prędkość maksymalną. Ale może też szybko skręcać i reagować na ruchy kierownicą, szybko zmieniać biegi (jeżeli mamy do czynienia z automatem), szybko dostosowywać się do nawierzchni, a także szybko hamować. Sama prędkość nie daje takiej adrenaliny, jak wszystkie te rzeczy naraz. ATH-A1000Z to nie limuzyna z dużym silnikiem, która ma wprawdzie dobry czas od zera do setki, a po autostradzie mogłaby na luzie sunąć ponad dwieście kilometrów na godzinę, ale prowadzi się jak statek wycieczkowy, w zakrętach przechyla się na boki i hamuje jak pociąg towarowy. To raczej dobry, mocno usportowiony hatchback, który daje mnóstwo frajdy z jazdy, ale nie jest tak trudny do opanowania i uciążliwy w codziennym użytkowaniu, jak rasowe auto sportowe nadające się tylko na tor. Pod wieloma względami jest to mieszanka idealna.

Każda cząstka tego brzmienia jest połączona z czymś innym, i nie przeszkadza w tym nawet to, że w ujęciu ogólnym słuchawki te kładą nacisk raczej na przejrzystość, dynamikę i stereofonię aniżeli ciepłą barwę i idealnie płaskie pasmo. Różnica jest taka, jak między lodami waniliowymi z orzechową posypką a prawdziwymi lodami bakaliowymi, w które z trudem wchodzi łyżeczka. Przejrzystość ATH-A1000Z to nie tylko chrupiąca posypka, ale coś, co zauważymy nawet podczas słuchania spokojnych, jazzowych ballad i nokturnów Chopina.

Osobny akapit należałoby poświęcić niskim tonom. Nie dlatego, że są oderwane od reszty (wręcz przeciwnie), ale ze względu na ich cudownie konkretny charakter oraz fakt, że są one najważniejszym czynnikiem równoważącym wyższe częstotliwości. Bas w wykonaniu japońskich nauszników jest głęboki, mocny, zwarty i mięsisty. Ma nieprawdopodobną energię, ale nie jest to subwooferowe buczenie rodem z tanich zestawów kina domowego. Oj, nie... Niezależnie od wyzwania, jakie przed nimi postawimy, niskie tony ATH-A1000Z będą zawsze trzymały fason. Nie odzywają się wtedy, kiedy nagranie tego nie wymaga. Ale jeśli wymaga, dają muzyce solidnego kopa. Nie rozpływają się wokół głowy, nie zalewają uszu monotonnym buczeniem, ale kiedy zostaną wywołane do tablicy, wkraczają do akcji i robią prawdziwą rozróbę. Co najlepsze, nie potrzebują wychodzić przed szereg i nie przykrywają średnicy w najmniejszym stopniu. Chwilami miałem wrażenie, że są leciuteńko osłabione w stosunku do reszty pasma. Nie muszą jednak robić na nas wrażenia ilością, bo jeszcze większe mogą zrobić jakością. Bardzo, ale to bardzo mi się to spodobało. A co zapisałbym po stronie minusów? Delikatne podbicie przełomu średnich i wysokich tonów, które podkręca wrażenie przejrzystości, ale niektórym nagraniom ewidentnie nie służy. Ogólny charakter brzmienia tych słuchawek sprawia, że można odnieść wrażenie lekkiego odchudzenia dźwięku. Łączy się to z wieloma korzyściami, ale nie każdy lubi takie granie. Domyślam się, że takie podejście do muzyki nie spodoba się także amatorom lampowego ciepła, romantycznych wokali i zaokrąglonej góry pasma. Chociaż nie wykluczam, że i oni po krótkim odsłuchu pokiwają głową z uznaniem. Bo nie ulega dyskusji, że ATH-A1000Z po prostu robią wrażenie. Jeśli szukacie dużych słuchawek zamkniętych i nie boicie się sprzętu, który potrafi zadziałać jak szkło powiększające, nie wiem czy w tym przedziale cenowym znajdziecie coś lepszego.

Audio-Technica ATH-A1000Z

Budowa i parametry

Audio-Technica ATH-A1000Z to zamknięte słuchawki wokółuszne należące do serii Art Monitor. W charakterystycznych, czerwonych muszlach wykonanych z aluminium zamontowano przetworniki o średnicy 53 mm, z cewkami nawiniętymi drutem z miedzi beztlenowej o czystości 7N. Japońscy inżynierowie zastosowali tu także magnezowe przegrody, aby jeszcze bardziej zniwelować szkodliwy wpływ wibracji, przy okazji zapewniając muszlom wyższą sztywność i odporność na uszkodzenia mechaniczne. Jak twierdzi producent, uzyskanie szerokiego pasma przenoszenia opisywanego modelu (5 Hz - 43 kHz) było możliwe dzięki technologii D.A.D.S. (Double Air Damping System) udoskonalający odpowiedź niskich tonów. Dzięki nausznikom zakrywającym całe ucho, ATH-A1000Z mają zapewniać lepszą izolację od świata zewnętrznego, jednak to nie wszystko, bo japońscy konstruktorzy twierdzą również, że specjalna konstrukcja padów wspomaga odtwarzanie niskich częstotliwości. Montaż słuchawek odbywa się ręcznie w japońskiej fabryce Audio-Techniki mieszczącej się w Tokio. Jeśli chodzi o parametry, testowany model charakteryzuje się skutecznością na poziomie 101 dB, co przy przyjaznej, 44-omowej impedancji nie powinno stanowić żadnego wyzwania dla większości wzmacniaczy słuchawkowych, a nawet standardowych wyjść w przetwornikach, amplitunerach i innych urządzeniach audio. Słuchawki ważą 265 g i są wyposażone w standardowy, niezbalansowany kabel o długości 3 m.

Werdykt

Nie będę ukrywał, że wyjątkowo spodobały mi się te słuchawki. Grają konkretnie, śmiało i zdecydowanie. Z fantastyczną energią, przejrzystością i dynamiką, a także mocnym basem i ciekawą przestrzenią. Podchodzą do muzyki z ogromnym szacunkiem, ale bez niepewności i strachu, że coś się w niej popsuje, jeśli nie będą obchodzić się z nią jak z jajkiem. Potrafią rozebrać dźwięk na pojedyncze części, ale ani na moment nie zapominają o tym, że każda maszyna pracuje najlepiej, kiedy jest kompletna, sprawna i dobrze naoliwiona. Najbardziej jednak cieszy mnie fakt, że tak znakomity dźwięk można mieć za 2399 zł. Możliwe, że przeciętny zjadacz chleba nie będzie nawet potrafił powiedzieć czy jest to dobry interes, ale na pewno będą to wiedzieli audiofile, którzy od dłuższego czasu obserwują galopujące ceny nauszników z wysokiej półki i prognozują, że za kilka lat pięciocyfrowe kwoty nie będą już sensacją, ale normą. Nie twierdzę, że ATH-A1000Z mogą stanąć w szranki z hi-endowymi modelami za kilka lub kilkanaście tysięcy złotych. Jeszcze nie. Ale dają naprawdę mnóstwo frajdy, a kosztują zdecydowanie mniej.

Audio-Technica ATH-A1000Z

Dane techniczne

Typ słuchawek: zamknięte, wokółuszne, dynamiczne
Średnica przetworników: 53 mm
Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 43 kHz
Impedancja: 44 Ω
Skuteczność: 101 dB
Przewód: 3 m/3,5 mm
Masa: 265 g
Cena: 2399 zł

Konfiguracja

Marantz HD-DAC1, Astell&Kern AK70, Apple iPhone SE, AudioQuest Cinnamon, Enerr Tablette 6S.

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design. W artykule wykorzystano zdjęcia dostarczone przez firmę Audio-Technica i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga5Rownowaga5Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy8

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy8

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy5

Tłumienie hałasu
Poziomy6

Cena
Poziomy7

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Josef Zellner - Dual

Josef Zellner - Dual

Początki firmy Dual sięgają roku 1900, kiedy to bracia Christian i Joseph Steidinger rozpoczęli produkcję zegarków i części do gramofonów. Dziesięć lat później firma Gebrüder Steidinger rozpoczęła produkcję zasilaczy. Niedługo potem Dual wytwarzał już własne gramofony, a po wojnie stał się największym producentem tego typu sprzętu w Europie, zatrudniając w...

Kupiliście ostatnio wzmacniacz? Szczęściarze...

Kupiliście ostatnio wzmacniacz? Szczęściarze...

Jeżeli dawno nie próbowaliście sprawić sobie nowej integry lub końcówki mocy, prawdopodobnie nie macie pojęcia, że w ciągu ostatniego roku cała ta branża stanęła na głowie, a wiele wskazuje na to, że zamiast powoli obracać się z powrotem na nogi, pozostanie w tej pozycji i poszybuje w kosmos. O co...

The Police - Stać! Policja!

The Police - Stać! Policja!

Nigdy nie miałem problemów z policją. No, może kiedyś, jakiś mandat za przejście na czerwonym świetle, ale to za gówniarza. Teraz, jako dorosły mężczyzna, kontakt z funkcjonariuszami ograniczam do spoglądania na radiowóz jadący po ulicy. Analogicznie mogę powiedzieć, że tak samo przez lata traktowałem grupę The Police. Wybitnie nie było...

Jak podłączyć komputer do systemu stereo

Jak podłączyć komputer do systemu stereo

Jeszcze dziesięć lat temu słuchanie muzyki z komputera uchodziło w audiofilskim środowisku za tanią rozrywkę przeznaczoną raczej dla ludzi nie interesujących się jakością brzmienia i sprzętem audio, niż melomanów traktujących muzykę z szacunkiem. Na takie postrzeganie sprawy nałożyło się kilka czynników. Po pierwsze - jakość plików. Trudno się dziwić temu,...

Jak odtwarzać i chronić płyty CD

Jak odtwarzać i chronić płyty CD

Kiedy w 1982 roku światu została zaprezentowana płyta kompaktowa, była reklamowana jako nośnik niemalże niezniszczalny. Był to pierwszy system odczytu danych, w którym czytnik w żaden sposób nie miał fizycznego kontaktu z krążkiem i nie powodował jego degradacji przy każdym odtworzeniu. Takim atutem nie mógł się pochwalić żaden z wcześniejszych...

Nowe testy

Poprzedni Następny
KBL Sound Himalaya II

KBL Sound Himalaya II

Wielu producentów hi-endowych kabli stara się przekonać nas, że płacimy za zaawansowane rozwiązania techniczne, niesamowicie precyzyjną inżynierię, egzotyczne materiały i dopracowane do perfekcji detale, takie jak opatentowane wtyki pokryte srebrem,...

Polk Audio Monitor XT20

Polk Audio Monitor XT20

Spora część społeczeństwa myśli, że słuchanie muzyki na poziomie trochę wyższym niż wieża z hipermarketu to spory wydatek. I faktycznie, hi-endowe rozwiązania potrafią kosztować fortunę. Za standardowy zestaw złożony z...

Lab12 Gordian

Lab12 Gordian

Z produktami greckiej firmy Lab12 po raz pierwszy zetknąłem się siedem lat temu, kiedy to do naszej redakcji trafił uroczy wzmacniacz słuchawkowy o nazwie HPA. Od tego czasu manufaktura z...

Bannery boczne

Komentarze

Nemo
Nie zgadzam się z przedmówcą i to w sposób skrajny. Połączenie Bluetooth działa akurat idealnie jeżeli chodzi o sparowanie z telefonem i laptopem. Odbieram połą...
Robert
Dziękuję. Genialny wręcz wspaniały opis słuchawek, tak powinien być przedstawiany produkt. Jeszcze raz dziękuję.
Krzys
Mam salon z antresolą. Nadadzą się?
Przemek
Dirac Live ma pełen zakres, czy jest to wersja Light (do 500 Hz)?
Zenek
Bumblebee dobrze prawi. Nawet się zastanawiam, czy to ja kiedyś napisałem.

Płyty

Converge & Chelsea Wolfe - Bloodmoon: I

Converge & Chelsea Wolfe - Bloodmoon: I

Uwielbiam Converge za ich nieokiełznaną dzikość i żywiołowość. Bardzo szanuję też twórczość Chelsea Wolfe za gotycki mrok i ekscentryczność samej...

Newsy

Tech Corner

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Wielu audiofilów, a także niektórych ludzi mających niewielkie pojęcie na temat sprzętu stereo, fascynuje temat kabli używanych do łączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem, wzmacniacza z odtwarzaczem, a nawet tych odpowiadających za dostarczenie prądu do naszych urządzeń. Zanim jednak zagłębimy się w dywagacje na temat wyższości srebra nad miedzią czy sensu...

Nowości ze świata

  • Linn announces the latest iteration of their flagship turntable. Klimax LP12 now features new Radikal, comprising hyper-accurate speed management technology, a whisper-quiet power supply, and state-of-the-art motor design. Additionally, this turntable scales new heights of fidelity thanks to extensive experimentation...

  • NAD Electronics continues its expansion in the "just add speakers" category with the introduction of the C700 BluOS Streaming Amplifier. Housed in a compact and modern design, the C700 was designed with a listener in mind who seeks an uncompromised...

  • Bang & Olufsen and Cisco announce the Bang & Olufsen Cisco 980, a luxury business headset that pairs Bang & Olufsen's unique combination of timeless design, unrivaled craftsmanship, and powerful sound with Cisco's integrated meeting controls, Adaptive Active Noise Cancellation,...

Prezentacje

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

Co przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o Francji? Wiadomo - świetna kuchnia, doskonałe wina i sery, luksusowe perfumy, nowoczesna architektura, pokazy mody, festiwale filmowe, słynni malarze i wiecznie zakorkowane uliczki Paryża. Dla amatorów sprzętu hi-fi jest to także jeden z najważniejszych krajów na audiofilskiej mapie świata. To właśnie tutaj...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Josef Zellner - Dual

Josef Zellner - Dual

Początki firmy Dual sięgają roku 1900, kiedy to bracia Christian i Joseph Steidinger rozpoczęli produkcję zegarków i części do gramofonów....

Popularne artykuły

Vintage

Yamaha PF-1000

Yamaha PF-1000

Kiedy trafiłem w sieci na to zdjęcie, postanowiłem dowiedzieć się więcej o widocznym na nim gramofonie. Raz, że maszyna wygląda...

Słownik

Poprzedni Następny

DSP

Digital Signal Processing - po polsku skrót ten oznacza po prostu cyfrowe przetwarzanie sygnału i odnosi się do wszelkiego rodzaju cyfrowych operacji dokonywanych na sygnale muzycznym. Układy DSP są stosowane...

Cytaty

SakaguchiAngo.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.