Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

AudioQuest DragonFly Cobalt

AudioQuest DragonFly Cobalt

Wraz ze zmieniającymi się potrzebami klientów, ewoluuje również oferta wielu producentów sprzętu audio. Coraz częściej widzimy wyraźne oznaki poszukiwania czegoś, co pozwoli dotrzeć danej marce do innej grupy odbiorców lub nawet załatać kurczący się budżet. O ile jednak nikogo nie dziwi to, że znany producent wzmacniaczy rozszerza swą ofertę o wzmacniacze słuchawkowe i streamery, albo specjalista od kolumn wprowadza na rynek głośniki bezprzewodowe i soundbary, o tyle nowości zaprezentowane w ciągu kilku ostatnich lat przez AudioQuesta mogą szokować. Słuchawki? I to nie byle jakie. Eleganckie, dopracowane, wyposażone w wysokiej klasy przetworniki z membranami z biocelulozy i obudowami z ciekłego drewna. Skąd taki pomysł u firmy znanej wyłącznie z produkcji kabli? Jeszcze większym hitem okazał się jednak miniaturowy DAC umożliwiający szybką poprawę jakości brzmienia z komputera lub smartfona, i to za śmieszne pieniądze. DragonFly, bo o nim mowa, oderwany od oferty amerykańskiej firmy tak samo, jak słuchawki, nie jest oczywiście jedynym urządzeniem tego typu na świecie. Ale dziś śmiało można powiedzieć, że wyznaczył pewien poziom odniesienia - nie w kategoriach bezwzględnych, ale raczej w kwestii mobilności i uniwersalności tego typu sprzętu oraz relacji jakości brzmienia do ceny. Eksperci z całego świata zgodnie orzekli, że DragonFly to przetwornik, który przyda się każdemu melomanowi. Nie dziwi więc, że AudioQuest poszedł za ciosem i niedługo po premierze oryginalnego modelu wypuścił jego ulepszoną wersję, a potem kolejną i kolejną. Najnowsze wcielenie "ważki" jest ciemnoniebieskie. Przed nami DragonFly Cobalt.

Muszę przyznać, że do kabli AudioQuesta mam może nie tyle sentyment, co szacunek. Amerykańska firma zbudowała sobie renomę wiele lat temu, a w jej katalogu można znaleźć zarówno fajne modele niskobudżetowe, jak i przewody dla hardcore'owców, z przewodnikami czyściutkimi jak łzy anioła, zasilanym akumulatorowo systemem DBS i wtykami przypominającymi raczej coś, co można kupić u jubilera lub w sklepie dla miłośników fizyki kwantowej. Ostatnio jednak AudioQuest coraz mocniej kojarzy się audiofilom z kablami USB i HDMI. Wydaje się, że hi-endowe interkonekty i przewody głośnikowe nie generują takiego zainteresowania, jak kiedyś. Za to niedrogi, ale porządny kabel HDMI, sieciówka zakończona "ósemką" lub popularny "optyk" to w dzisiejszych czasach poszukiwany produkt. Sam mam już kilka takich AudioQuestów, więc wcale, ale to wcale nie dziwi mnie obrany przez producenta kierunek. O ile jednak kable są z definicji skierowane do osób, które już posiadają jakiś sprzęt, DragonFly może być dla wielu melomanów pierwszym poważnym urządzeniem, pierwszym elementem toru audio lub torem samym w sobie. No... Do szczęścia potrzebne jest nam jeszcze jakieś źródło dźwięku - komputer, tablet lub smartfon - oraz, nazwijmy to, urządzenie wyjściowe - słuchawki, głośnik z wejściem analogowym, system mikro albo wzmacniacz słuchawkowy. Generalnie chodzi o to, o co chodzi w każdym DAC-u - możliwość zastąpienia układów audio w naszym laptopie lub smartfonie czymś znacznie, znacznie lepszym. W tym układzie przetwornik pracuje jak zewnętrzna karta dźwiękowa. Z tym, że nie każdemu udało się zmieścić go w tak miniaturowej obudowie.

AudioQuest DragonFly Cobalt

Wygląd i funkcjonalność

Maleńkie urządzenie, wyglądające jak elegancki pendrive, zrobiło na rynku prawdziwą furorę. I nie ma się czemu dziwić. Mniejszego, bardziej poręcznego i uniwersalnego sprzętu audio chyba nie sposób sobie wyobrazić. DragonFly nie został zaprojektowany jako alternatywa dla źródeł stacjonarnych (choć niektórzy mogą go w ten sposób używać - na przykład z laptopem i wzmacniaczem lub amplitunerem podłączonym do kolumn), ale jeśli marzymy o przetworniku tudzież wzmacniaczu słuchawkowym, który można zabrać ze sobą wszędzie, wygodniejszą opcją mógłby być już tylko smartfon z wysokiej klasy układami scalonymi i audiofilskim oprogramowaniem na pokładzie. Ponieważ jednak niewielu producentów urządzeń mobilnych przykłada wagę do jakości serwowanego przez nie dźwięku, trzeba sobie radzić inaczej. DragonFly to urządzenie o wielu, wielu zastosowaniach. Jeżeli lubimy słuchać muzyki poza domem i mamy całkiem fajne słuchawki, ale najsłabszym ogniwem jest w tym układzie gniazdo w smartfonie, wystarczy za pomocą odpowiedniej przejściówki podłączyć do niego maleńkiego AudioQuesta i cieszyć się dźwiękiem znacznie wyższej jakości. DAC w formie pendrive'a jest też idealną opcją dla osób, które często pracują przy komputerze, ale nawet nie jednym, a kilkoma - w pracy, w domu lub w podróży. Audiofilski przetwornik stojący na biurku, tuż obok monitora i stojaka z hi-endowymi słuchawkami to, nie powiem, fajna sprawa. Coraz częściej jednak musimy raz po raz się przenosić i "zmieniać ekran". Wychodzimy z biura i pracujemy na laptopie. Później odkładamy laptop, idziemy zrobić sobie herbatę, i bierzemy tablet, aby w spokoju, ze słuchawkami na głowie obejrzeć ulubiony serial. Może to jedna z najpoważniejszych chorób cywilizacyjnych naszych czasów, ale kiepski dźwięk na pewno w niczym nie pomoże. A ten, który oferują wbudowane karty dźwiękowe, miniaturowe głośniczki lub słuchawki bezprzewodowe jest często nie tyle kiepski, co tragiczny. DragonFly Cobalt rozwiązuje ten problem w sposób natychmiastowy i nie wymagający praktycznie żadnych wyrzeczeń. Wsadzamy go do gniazda USB, w gniazdo 3,5 mm wtykamy słuchawki i gotowe.

Wtajemniczonych z pewnością najbardziej interesuje to, czym najnowsza wersja "ważki" różni się od poprzednich, a w szczególności - bardzo dobrze przyjętego DragonFly'a Red. Urządzenie już na pierwszy rzut oka wydaje się trochę większe. Obudowa spęczniała do tego stopnia, że w okolicach gniazda wyjściowego ma kształt zbliżony do elipsy. Oczywiście, z punktu widzenia przeciętnego użytkownika, nie zmienia to zupełnie niczego. DragonFly Cobalt wciąż wygląda jak pendrive. Ot, troszkę większy i minimalnie cięższy, ale też bardziej luksusowy. Nie wiem czy najzwyczajniej w świecie spodobał mi się jego kolor, czy delikatnie poprawiła się również ogólna jakość wykonania, ale efekt jest taki, że mamy wrażenie obcowania z czymś odrobinę nietypowym. Zwiększenie wymiarów obudowy jest oczywiście podyktowane względami konstrukcyjnymi, a w szczególności - rodzajem zastosowanych wewnątrz kości. Wystarczy wspomnieć o przetworniku. AudioQuest zupełnie się już nie szczypał i sięgnął po 32-bitowy układ ESS ES9038Q2M z architekturą HyperStream. To jeden z lepszych chipów, jakie można spotkać w nowoczesnych DAC-ach i odtwarzaczach przenośnych, nie mówiąc już o czymś tak miniaturowym, jak DragonFly. W nowym modelu zastosowano też mikroprocesor PIC32MX274 zwiększający prędkość obróbki danych o 33% i poprawione zasilanie, które zdaniem producenta zwiększa odporność urządzenia na zakłócenia pochodzące chociażby z sieci Wi-Fi czy połączeń Blueooth. Amerykanie musieli także dojść do wniosku, że wielu nabywców Cobalta będzie chciało podłączyć go do smartfona lub tabletu, ale nie będą mieli odpowiedniej przejściówki. W zestawie, oprócz maleńkiego, skórzanego etui, które widzieliśmy już w starszej wersji, znalazł się także króciutki kabel DragonTail z końcówką USB typu C. Fajnie. Szkoda tylko, że od razu nie dołożono do kompletu takiego samego przewodu z wtyczką Lightning. Posiadacze iPhone'ów i iPadów będą musieli zaopatrzyć się w stosowną przejściówkę we własnym zakresie.

Podobnie, jak starsze modele, Cobalt miał być urządzeniem typu plug and play. Użytkownik ma jedynie wetknąć go do gniazda USB i korzystać z komputera lub smartfona tak, jakby nic się nie stało. Odpada nam więc przede wszystkim instalacja sterowników.

Wydawałoby się, że producent będzie chciał w pierwszej kolejności pochwalić się parametrami i osiągami najnowszego przetwornika, a jego opis będzie pełen opowieści o najgęstszych plikach i najbardziej audiofilskich formatach, jakie DragonFly Cobalt może odtworzyć. W rzeczywistości jednak firma wciąż skupia się na funkcjonalności tego urządzenia, wyraźnie stawiając na serwisy streamingowe. Podobnie, jak starsze modele, Cobalt miał być urządzeniem typu plug and play. Użytkownik ma jedynie wetknąć go do gniazda USB i korzystać z komputera lub smartfona tak, jakby nic się nie stało. Odpada nam więc przede wszystkim instalacja sterowników. Minus jest taki, że spora część potencjału drzemiącego w nowoczesnych kościach nie zostanie wykorzystana. Konstruktorzy zdecydowali się na ograniczenie obsługiwanej rozdzielczości do 24 bitów i 96 kHz. Należy jednak zauważyć, że wciąż nie jest to jakieś plikowe średniowiecze. W porządku, wiele dostępnych na rynku przetworników idzie w tej materii znacznie dalej, jednak DragonFly Cobalt jest również bezproblemowy i prosty jak młotek, a wciąż pozwala słuchać plików przewyższających jakość płyty kompaktowej. O aktualnej częstotliwości próbkowania informuje nas kolor podświetlenia symbolu ważki na obudowie - zielony (44,1 kHz), niebieski (48 kHz), żółty (88,2 kHz), jasnoniebieski (96 kHz) lub purpurowy (MQA). Co ciekawe, opisywany DAC przeszedł również testy Roona i jest teraz wymieniany na liście produktów, dzięki którym możemy przekształcić dowolny telefon, tablet lub laptop w tak zwany punkt końcowy tej aplikacji. Osobiście uważam, że o wiele ważniejsze są tutaj wszelkiego rodzaju odtwarzacze i streamery. DragonFly Cobalt to tylko przetwornik z wyjściem słuchawkowym, więc czy słuchamy muzyki z serwisu streamingowego, czy za pośrednictwem Roona, sporą część roboty bierze na siebie komputer lub smartfon. Ale może właśnie na tym polega mądrość AudioQuesta, który - podobnie, jak Hegel i kilka innych firm specjalizujących się w produkcji sprzętu stacjonarnego - uznał, że aplikacjami i urządzeniami "sterującymi" powinien zajmować się ktoś inny. Nie można jednak wykluczyć (a właściwie można być tego pewnym), że w przyszłości pojawią się też nowe standardy, formaty i usługi streamingowe lub nowe funkcje w istniejących serwisach. Dlatego oprogramowanie Cobalta można zaktualizować. I fajnie.

Wszystkie wspomniane zmiany, z których moim zdaniem zdecydowanie najważniejsze są zastosowane wewnątrz kości, spowodowały oczywiście wzrost ceny naszego kieszonkowego DAC-a. Nie wiem tylko którą skalę przyjąć, ponieważ od pewnego czasu obowiązują tutaj dwa równoległe światy - ten, w którym obowiązują ceny katalogowe oraz ten, w którym należałoby podać ceny promocyjne. Zdecyduję się na drugi wariant, bo wspomniana promocja trwa już bardzo długo, a przecież nikt normalny nie przyjdzie do sklepu i nie powie "dzień dobry, chciałbym zapłacić więcej, bo tak nakazuje mi sumienie". Żeby było ciekawiej, wcześniejsze wersje DragonFly'a nie wychodzą ze sprzedaży. Jeżeli więc potrzebujemy takiego urządzenia, możemy zdecydować który "poziom zaawansowania" nam odpowiada. Najtańszy DragonFly Black kosztuje 233 zł, za wersję Red zapłacimy 459 zł, a za Cobalta - 999 zł. Sporo. Trzeba jednak pamiętać o tym, co dostajemy w środku. Stacjonarny przetwornik lub odtwarzacz przenośny wyposażony w kości z tak wysokiej półki na pewno kosztowałby więcej. Pozostaje jednak najważniejsze pytanie - czy lepsze podzespoły przełożą się na wyższą jakość brzmienia?

AudioQuest DragonFly Cobalt

Brzmienie

Opisywanym przetwornikiem, w różnych wersjach, bardzo intensywnie interesują się audiofile, dla których słuchawki są najlepszą, a czasami nawet jedyną sensowną alternatywą dla pełnowymiarowego systemu stereo. Nie każdy może przecież ustawić w salonie kolumny napędzane potężnym wzmacniaczem, nie wspominając już o tym, że takiego zestawu nie da się zabrać ze sobą wszędzie, gdzie tylko nas poniesie. Aktualna pozostaje także teoria mówiąca, że nauszniki mogą zagwarantować nam jakość brzmienia porównywalną z kilkukrotnie droższymi kolumnami. Co najmniej. Akustyki się przecież nie oszuka, a kiedy zakładamy na głowę taki hełmofon, wszystkie niekorzystne zjawiska mogą sprowadzać się co najwyżej do odbić fal dźwiękowych od naszych uszu lub różnic między poduszkami skórzanymi a welurowymi (o czym niektórzy producenci słuchawek lubią się rozpisywać). Nie bez znaczenia jest także to, że wysokiej klasy kolumny trzeba czymś napędzić. Słuchawki też, ale tutaj miłośnicy nauszników znów dostają niemały bonus finansowy, przez co wspomniana wyżej dysproporcja tylko się powiększa. Kiedyś powiedzielibyśmy, że jedynym wspólnym elementem jest źródło i tu już rzeczywistości nie da się oszukać. Aby marzenia o hi-endowym dźwięku się spełniły, pierwszym elementem toru musiał być porządny odtwarzacz płyt kompaktowych. Dzisiaj tę rolę może przejąć komputer, a nawet smartfon. Trudno się dziwić, że przetworniki AudioQuesta cieszą się takim wzięciem. Wielu audiofilów szuka jednak czegoś znacznie lepszego, bo nauszniki z wysokiej półki mają swoje wymagania - zarówno prądowe, jak i jakościowe. Dlatego kolejny upgrade DragonFly'a to moim zdaniem strzał w dziesiątkę.

DragonFly Black to fajny przetwornik, który pozwala szybko i bezboleśnie poprawić jakość brzmienia w stosunku do standardowego gniazda w laptopie czy smartfonie. DragonFly Red wprowadził już zupełnie nową jakość. Rozwala tańszą wersję pod względem dynamiki, potrafi wysterować nawet wymagające słuchawki i oferuje mocne, przejrzyste brzmienie, które automatycznie odbieramy jako wyraźniejsze, szybsze, czystsze i lepiej zdefiniowane. Niektórzy spodziewali się, że DragonFly Cobalt pójdzie w tym kierunku jeszcze dalej. Jeśli mam być szczery, chyba nie do końca byłbym z takiej sytuacji zadowolony. Czerwonej "ważce" nie można było bowiem zbyt wiele zarzucić, a już na pewno nie w sferze dynamiki, rozdzielczości i szeroko rozumianej efektowności brzmienia. DragonFly Red to urządzenie o nieproporcjonalnej do swoich rozmiarów i ceny sile przebicia. Jeśli w jego brzmieniu można było coś poprawić, należałoby raczej skupić się na tej "drugiej stronie" - barwie, spójności, muzykalności i kulturze grania. Sprawić, by ten narwany skurczybyk nie stracił żadnej ze swoich zalet, ale nabrał trochę ogłady, nauczył się dobrych manier. Po kilku minutach odsłuchu Cobalta stało się jasne, że właśnie tą drogą poszli jego konstruktorzy. Nowy model ma taką samą energię i dynamikę, jak DragonFly Red. W tej dziedzinie chyba niewiele więcej da się ugrać. Przejrzystość delikatnie się poprawiła, choć jeżeli komuś zależy na wyciąganiu z muzyki najdrobniejszych szczegółów, "czerwony" Audioquest też nie będzie złym wyborem. Jeżeli jednak szukamy czegoś więcej, jeśli skupimy się także na innych aspektach przekazu, Cobalt szybko udowodni nam, że jego brzmienie jest po prostu o wiele bardziej wielowarstwowe i wyrafinowane.

Żebyśmy nie zrozumieli się źle... W kategoriach obiektywnych, DragonFly Cobalt jest urządzeniem o charakterze skręcającym delikatnie w stronę szybkości, klarowności i precyzji, którą podkreśla znakomita mikrodynamika i ciekawa, przyjemnie napowietrzona przestrzeń. AudioQuest nie zszedł z obranej ścieżki, nie zmienił koncepcji, nie przeorganizował priorytetów. Amerykanie popracowali jednak nad elementami, które DragonFly Red, no... Może nie tyle omijał, co nie poświęcał im zbyt wiele uwagi. Mimo wszystkich swoich zalet - a wciąż uważam, że ma ich od groma (szczególnie mając na uwadze aktualną, promocyjną cenę) - był jednak mocno zafiksowany właśnie na tych składnikach przekazu, które przekładają się na "efekt wow". Cel został osiągnięty. Ale takie brzmienie nie zawsze sprawdza się na dłuższą metę i nie wszystkim słuchawkom wystarcza do szczęścia. DragonFly Red to taki niepozorny brutal, który nie wygląda jakby spędzał każdy wieczór na siłowni, ale niejednego przeciwnika powali na matę jednym ciosem, ciesząc się przy tym jak małpa i wydając z siebie podobne odgłosy. Nie da się ukryć, że jest trochę nieokrzesany, ale robi to, do czego został stworzony. Nie da się odmówić mu skuteczności. DragonFly Cobalt potrafi to samo, ale ma zupełnie inny styl. Walczy jak profesor, a rusza się jak tancerz. Potrafi wyprowadzić mocnego kopniaka z półobrotu, ale wygląda przy tym, jakby myślał o powieściach Olgi Tokarczuk.

O ile podczas odsłuchu "czerwonego" DragonFly'a jakoś ciągnęło mnie do ostrzejszej muzyki, tak tym razem nie miałem żadnych oporów, by mieszać repertuar testowy w całkowicie losowy sposób. Możdżer? Okej. System of a Down? Pewnie! Bonobo? Bez problemu. A może nowa Lana Del Rey? Spróbujmy, podobno dobra. DragonFly Cobalt w każdej muzyce potrafi znaleźć coś ciekawego.

Na co to wszystko się przekłada? Po pierwsze - zdecydowanie lepszą spójność, homogeniczność i pewien przyjemny spokój towarzyszący słuchaniu muzyki. Nawet jeśli nagranie daje przetwornikowi wiele pretekstów do pokazania swojej dynamiki i przejrzystości, wciąż mamy wrażenie, że urządzenie nie robi niczego na siłę, a w dźwięku nie brakuje "spoiwa" łączącego wszystkie elementy prezentacji. Po drugie - większą uniwersalność materiałową. O ile podczas odsłuchu "czerwonego" DragonFly'a jakoś ciągnęło mnie do ostrzejszej muzyki, tak tym razem nie miałem żadnych oporów, by mieszać repertuar testowy w całkowicie losowy sposób. Możdżer? Okej. System of a Down? Pewnie! Bonobo? Bez problemu. A może nowa Lana Del Rey? Spróbujmy, podobno dobra. DragonFly Cobalt w każdej muzyce potrafi znaleźć coś ciekawego. Ale, co dla mnie dobitnie świadczy o wyższości tej wersji nad poprzednimi, jego brzmienie ani trochę nie męczy. Co tu dużo mówić - jest po prostu bardzo, bardzo dobrze. W kwestii współpracy niebieskiego AudioQuesta z różnymi słuchawkami, mógłbym właściwie powtórzyć to, co napisałem o jego czerwonym braciszku. Cobalt napędzi wszystko, może za wyjątkiem niektórych hi-endowych modeli planarnych (choć i tych nie należy się bać z definicji, bo niektóre, szczególnie te nowsze, są łatwiejsze do wysterowania niż niektóre modele dynamiczne). Powinien również sprawdzić się w systemach stacjonarnych i biurkowych. Nie jest to może rozwiązanie idealne, ale jeśli dysponujemy odpowiednim interkonektem, a nawet smartfon lub tablet możemy zamienić w punkt końcowy Roona lub odpalić muzykę z aplikacji ulubionego serwisu streamingowego, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać potencjał tego miniaturowego DAC-a i "pociągnąć" sygnał do wzmacniacza.

Minusy? Hmm... Mając na uwadze stosunek jakości brzmienia do ceny, ciężko mi na cokolwiek narzekać. Dla świętego spokoju nadmienię więc, że DragonFly Cobalt nie jest oczywiście najlepszym przetwornikiem na świecie. Ponieważ każde testowane urządzenie oceniamy przez pryzmat ceny, powyższe obserwacje dotyczą kategorii "DAC-ów do 1000 zł". W tym przedziale cenowym, AudioQuest wymiata. Spokojnie można postawić go obok odtwarzacza Astell&Kern AK70. Z Chordem Hugo 2 miałby jednak niewielkie szanse. Wspominam o tym trochę z dziennikarskiego obowiązku, a trochę w formie "disclaimera". Niektórzy melomani, czytając pozytywną recenzję, są bowiem w stanie wbić sobie do głowy, że oto znaleźli najlepszy sprzęt na świecie. Należy więc postawić sprawę jasno. Za 999 zł, DragonFly Cobalt jest super, ale przetworniki z wyższej półki mogą spać spokojnie. Sęk w tym, że nie wszystkie mogą pochwalić się tak kompaktowymi rozmiarami, łatwością użytkowania, uniwersalnością i mobilnością. A jeśli słuchamy muzyki w różnych miejscach, często przesiadając się z komputera na laptop, a z laptopa na smartfon, może być to argument decydujący. Cyk i przełączamy. Bez kabli zasilających, pudełek i całego tego zamieszania. Najprościej, jak się da. I zawsze dostajemy ten sam, naprawdę dobry dźwięk.

AudioQuest DragonFly Cobalt

Budowa i parametry

AudioQuest DragonFly Cobalt to urządzenie, które - podobnie, jak jego wcześniejsze wersje - w niewielkiej obudowie łączy moduł przetwornika cyfrowo-analogowego USB, wzmacniacza słuchawkowego i przedwzmacniacza. Miniaturowy DAC pozwala poprawić dźwięk nie tylko z komputera lub laptopa, lecz także z urządzeń przenośnych - smartfonów i tabletów z systemem Android lub iOS. Najnowszy model wykorzystuje 32-bitowy układ ESS ES9038Q2M z architekturą HyperStream. To wysokiej jakości chip, który można spotkać w niektórych stacjonarnych przetwornikach i odtwarzaczach przenośnych. Sięgnęli po niego między innymi konstruktorzy Pro-Jecta, w modelu Pre Box S2 Digital. DragonFly Cobalt wykorzystuje również mikroprocesor PIC32MX274 zwiększający prędkość obróbki danych o 33% oraz poprawione zasilanie, które zdaniem producenta zwiększa odporność urządzenia na zakłócenia pochodzące chociażby z sieci Wi-Fi czy połączeń Blueooth. Rolę wzmacniacza słuchawkowego pełni kość ESS Sabre 9601. Układ ten został wprowadzony na rynek ponad pięć lat temu, jednak wciąż charakteryzuje się bardzo dobrymi parametrami, w tym dość wyczynowym stosunkiem sygnału do szumu (122 dB). Kieszonkowy przetwornik AudioQuesta może też pochwalić się napięciem wyjściowym na poziomie 2,1 V, dzięki czemu obsłuży szeroką gamę słuchawek. Mimo, że w opisach testowanego modelu producent chwali się możliwością odtwarzania gęstych plików, między innymi FLAC-ów w jakości 24 bit/192 kHz z serwisu Qobuz, zdecydował się na ograniczenie obsługiwanej przez Cobalta rozdzielczości do 24 bitów i 96 kHz. Dzięki temu, użytkownik nie musi instalować sterowników ani podejmować żadnych innych działań. No, może za wyjątkiem zatwierdzenia najwyższej możliwej jakości w systemowych ustawieniach dźwięku. Trudno jednak nie zauważyć, że firma sprytnie omija temat jeszcze gęstszych plików i czegoś takiego, jak chociażby DSD. Szkoda, że nie ma tu jakiegoś przełącznika, dzięki któremu moglibyśmy odblokować potencjał przetwornika i odtwarzać nawet PCM-y w jakości 32 bit/192 kHz oraz DSD256. Nie zmienia to faktu, że, jak na tak miniaturowy sprzęt, i tak nie ma na co narzekać.

Werdykt

DragonFly Cobalt zachowuje wszystkie zalety swojego "czerwonego" braciszka, uzupełniając je znacznie lepszą spójnością, gładkością, muzykalnością i trudnym do opisania spokojem. Wciąż jest to urządzenie skręcające w stronę dynamiki i przejrzystości, jednak sytuacja nie jest już tak oczywista i jednowymiarowa, jak w modelu DragonFly Red. Cobalt miał w wielu aspektach prezentacji iść znacznie dalej. Musiał pójść dalej. I z pewnością tak właśnie się stało. Pytanie tylko, czy klienci, a przede wszystkim miłośnicy wysokiej klasy słuchawek, zrozumieją koncepcję przetwornika w formie "penrdive'a", który zamiast pamięci flash ma w środku audiofilskie kości gwarantujące dźwięk, który spokojnie można porównać z niewielkimi przetwornikami stacjonarnymi i dobrymi lub bardzo dobrymi odtwarzaczami przenośnymi. Moim zdaniem nie będzie z tym najmniejszego problemu. Poprzednie wersje "ważki" pokazały, że pomysł jest dobry i otworzyły przed AudioQuestem wiele nowych drzwi. DragonFly Cobalt jest całkowicie logicznym rozwinięciem tej idei. Tak, jest zauważalnie droższy od poprzedniej wersji. Ale jest też znacznie lepszy.

AudioQuest DragonFly Cobalt

Dane techniczne

Przetwornik: 32-bitowy ESS ES9038Q2M
Maksymalna jakość sygnału: 24 bit/96 kHz
Wejścia cyfrowe: USB
Wyjścia analogowe: 3,5 mm
Napięcie wyjściowe: 2,1 V
Regulacja głośności: 64-bitowa
Wymiary (W/S/G): 1,2/1,9/5,7 cm
Cena: 999 zł

Konfiguracja

Asus Zenbook UX31A, Beyerdynamic DT 770 PRO (32 Ω), Beyerdynamic DT 990 PRO (250 Ω), Bowers & Wilkins P5, Meze 99 Neo, Sennheiser HD 600, Melodika Purple Rain, Unison Research Triode 25, Marantz HD-DAC1, Audiovector QR5, Enerr Tablette 6S, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design. W artykule wykorzystano zdjęcia dostarczone przez firmę AudioQuest i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy7

Cena
Poziomy7


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Symulator

Symulator

Internet pełen jest nie tylko galopującej głupoty, idiotycznych filmików, hejterskich komentarzy i wszechobecnej patologii, ale też nienaturalnie pięknych obrazków i inspirujących haseł, które z życiem wspólnego mają tyle samo, co dorosły facet wsadzający sobie słoik tam, gdzie nie powinien. Kiedyś wydawało mi się, że wszystkie tego typu zjawiska będą miały...

Reportaż z Audio Video Show 2019

Reportaż z Audio Video Show 2019

Przed nami kolejna edycja Audio Video Show - jednej z największych wystaw sprzętu audio-video na świecie. Za każdym razem, kiedy opada kurz, nie mogę wyjść z podziwu, że znów się to udało. Próbuję wyobrazić sobie te godziny, dni, tygodnie i miesiące przygotowań, setki przesłanych projektów i kosztorysów, tysiące wydrukowanych plakatów...

Rafał Koc - Melodika

Rafał Koc - Melodika

Przeglądając archiwum wywiadów opublikowanych na łamach naszego magazynu, łatwo zauważyć, że najczęściej rozmawiamy z artystami i przedstawicielami firm zajmujących się produkcją sprzętu audio - konstruktorami zestawów głośnikowych, wzmacniaczy lampowych, przetworników, streamerów, subwooferów, a nawet kabli i akcesoriów zasilających. Zazwyczaj są to audiofile maksymalnie wkręceni w konkretny temat. Często można usłyszeć...

Krzysztof Garbaciak i Arek Tyda - ECHA

Krzysztof Garbaciak i Arek Tyda - ECHA

Pod koniec czerwca ukazał się nowy album zespołu ECHA, zatytułowany po prostu "Echa". Choć grupa istnieje już prawie dziesięć lat, wydanie płyty w takiej formie, pod nową nazwą można tak naprawdę traktować jako początek kolejnego rozdziału, nowe rozdanie lub ponowny debiut. Zawartość krążka zdaje się to potwierdzać. Może nie jest...

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

40 lat głośnikowego modernizmu - Focal

Co przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o Francji? Wiadomo - świetna kuchnia, doskonałe wina i sery, luksusowe perfumy, nowoczesna architektura, pokazy mody, festiwale filmowe, słynni malarze i wiecznie zakorkowane uliczki Paryża. Dla amatorów sprzętu hi-fi jest to także jeden z najważniejszych krajów na audiofilskiej mapie świata. To właśnie tutaj...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Audiovector R1 Signature

Audiovector R1 Signature

Dania. Siedmiokrotnie mniejszy od Polski kraj, który większość z nas kojarzy z klockami Lego i baśniami Hansa Christiana Andersena. Powszechnie uważa się, że jest to jedno z najlepszych miejsc do...

Harman Kardon Citation Tower

Harman Kardon Citation Tower

Audiofile interesujący się wzmacniaczami lampowymi, srebrnymi kablami i słuchawkami z najwyższej półki czasami zapominają o tym, że cała ta aparatura stanowi zaledwie część, a może nawet margines szeroko rozumianej branży...

Soundgil Cube 2.1

Soundgil Cube 2.1

Od dłuższego czasu zastanawiam się czy producenci sprzętu audio celowo nadają swoim nowym wynalazkom nazwy, które w naszym języku brzmią co najmniej dziwnie. Focal Chora, Chord Huei... Kiedy wprowadzano te...

Bannery boczne

Komentarze

stereolife
@Adamus - O wielu markach nie wspomnieliśmy, a w tekście wytłumaczyliśmy dlaczego. W większości przypadków to zwykły brak czasu lub warunków, by do danego pokoj...
Jarek
Fajna relacja, i zgadzam się z większością opisów. Mam trochę inne odczucia odnośnie muzyki bo prawdę powiedziawszy byłem zaskoczony taką mnogością różnej muzyk...
Piotr
Piękna relacja, jak zwykle fantastyczne zdjęcia. Dziękuję!
Adamus
Szkoda, że nie wspomnieliście o bezkompromisowym według mnie sprzęcie PWL.
Jarek
Jest kilka powodów takich zakłóceń. Najczęściej brum może być brakiem masy gramofon-preamp. U mnie wystarczyło zbliżyć przewody zasilające monobloki do przewodu...

Płyty

Nick Cave and the Bad Seeds - From Her to Eternity

Nick Cave and the Bad Seeds - From Her to…

Po zakończeniu w 1983 roku działalności przez formację The Birthday Party, Nick Cave wraz z Mickiem Harveyem postanowili założyć kolejny...

Newsy

Pat Metheny - From This Place

Pat Metheny - From This Place

21 lutego 2020 roku ukaże się nowy album Pata Metheny'ego "From This Place". Na płytę trafiło dziesięć kompozycji Metheny'ego, któremu...

Tech Corner

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Czym powinien kierować się miłośnik sprzętu audio przy wyborze wzmacniacza? Gdyby na tak postawione pytanie można było udzielić prostej i zwięzłej odpowiedzi, pewnie nikt nie zawracałby sobie głowy testami i odsłuchami. Przyjmijmy jednak, że mamy już pewne rozeznanie w temacie, a z długiej listy dostępnych na rynku modeli chcemy wybrać...

Nowości ze świata

  • Erzetich is set to launch its new model of headphones, capturing every note in a stylish, lightweight, first of its kind product. Crafted from quality wood and durable metals, Thalia portable audiophile headphones bring on exceptional quality and unique design....

  • Denon announced two new products, the PMA-600NE Integrated Amplifier and DCD-600NE CD Player. Enabling music aficionados to enter the next level of music enjoyment with high fidelity playback, the new products deliver superb sound and connectivity at an accessible price....

  • T+A, the hi-end specialist audio experts, announced three additions to its flagship HV Series. Two new reference-class D/A Converters - SD 3100 HV DAC/streamer and SDV 3100 HV DAC, streamer and analog volume control - along with a range-topping CD/SACD...

Prezentacje

W sto lat od mono do multiroomu - Denon

W sto lat od mono do multiroomu - Denon

O historii sprzętu audio można się wiele nauczyć przeglądając dzieje firm, które tworzą go od wielu, wielu lat. Korzeni większości wynalazków stanowiących swoiste kamienie milowe w rozwoju technologii nagrywania i odtwarzania dźwięku należy oczywiście szukać w Europie i USA, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że życie dzisiejszych audiofilów nie...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Gentle Giant - W szklanym domu

Gentle Giant - W szklanym domu

Przyjęło się mówić o wielkiej szóstce rocka progresywnego. W skład jej wchodzą zespoły Pink Floyd, King Crimson, Genesis, Yes, Jethro...

Wywiady

Rafał Koc - Melodika

Rafał Koc - Melodika

Przeglądając archiwum wywiadów opublikowanych na łamach naszego magazynu, łatwo zauważyć, że najczęściej rozmawiamy z artystami i przedstawicielami firm zajmujących się...

Popularne artykuły

Vintage

Yamaha PF-1000

Yamaha PF-1000

Kiedy trafiłem w sieci na to zdjęcie, postanowiłem dowiedzieć się więcej o widocznym na nim gramofonie. Raz, że maszyna wygląda...

Słownik

Poprzedni Następny

Open baffle

Inaczej obudowa otwarta. Jest to jeden z rodzajów obudowy głośnikowej, dość szczególny ponieważ w wielu przypadkach stanowi ona w zasadzie coś w rodzaju deski, w którą wkręcone są głośniki. W...

Cytaty

GeorgeBernardShaw.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.