
O ile w dzisiejszych czasach na rynku słuchawkowym co rusz pojawiają się nowe modele firm, o których dziesięć lat temu nikt nie słyszał, to mimo wszystko liderami pozostają marki, które istnieją całe dziesięciolecia i mają na swoim koncie techniczne rozwiązania, które przyczyniły się do rozwoju, a nawet zrewolucjonizowania technologii produkcji słuchawek. Jednym z takich producentów niewątpliwie jest Beyerdynamic, którego początki sięgają 1927 roku, kiedy to w Berlinie niejaki Eugen Beyer założył firmę Elektrotechnische Fabrik Eugen Beyer. Na początku fabryka zajmowała się produkcją głośników do kin, w których rozpoczynała się rewolucja - niedługo film niemy miał przejść do historii, a sale projekcyjne wypełniał dźwięk. Lecz to nie systemy kinowe miały przynieść Herr Beyerowi sławę.

Nasi stali czytelnicy z pewnością kojarzą już markę Soul Note. To niewielka, japońska manufaktura, która koncentruje się na sprzęcie ze średniej i wysokiej półki. W październiku ubiegłego roku mieliśmy okazję przetestować jedno z jej najciekawszych i zarazem najnowszych urządzeń - przetwornik cyfrowo-analogowy SD300 wyposażony w znakomity wzmacniacz słuchawkowy, moduł Bluetooth i przedwzmacniacz. Przekonanie nas do siebie nie zajęło mu długo, a po bardziej wnikliwych odsłuchach doszliśmy do wniosku, że to jedno z najbardziej wszechstronnych i audiofilskich urządzeń w swojej kategorii cenowej. Test kolejnych klocków tej marki był więc tylko kwestią czasu, a ponieważ Soul Note koncentruje się na klasycznych komponentach stereo, wybór padł na system złożony z odtwarzacza SC300 i wzmacniacza SA300.

Rynek słuchawek dokanałowych rozwinął się w ostatnich latach niesamowicie. Słuchawki traktowane początkowo jako niezbędny dodatek do przenośnego odtwarzacza czy telefonu, za sprawą kilku firm i samych użytkowników ceniących sobie ich walory praktyczne, zaczęły być wkrótce postrzegane jako konkurencja dla dużych nauszników. Proces dopracowywania technologii produkcji miniaturowych przetworników pozwolił na wprowadzenie takich wynalazków, jak dokanałówki z trzema, czterema czy pięcioma przetwornikami w jednej obudowie, obok których pojawiły się przetworniki armaturowe. W hi-endowe pchełki zaczęli wchodzić mainstreamowi producenci słuchawek, jak AKG czy Sennheiser, nie wspominając o wyspecjalizowanych firmach takich, jak choćby Final Audio Design. Dziś dokanałówki za kilka tysięcy złotych nikogo już nie dziwią, jednak wciąż największym zainteresowaniem cieszą się modele w cenie 300-500 zł.

W świecie sprzętu audio fajnie jest od czasu do czasu trafić na coś wyjątkowego, zaprojektowanego trochę na przekór obowiązującym standardom. Wiele takich oryginalnych konstrukcji to ścisły hi-end, ale zdarzają się również odjechane produkty w bardziej rozsądnych cenach. Większość zestawów głośnikowych ze średniej półki to klasyczne paczki z kilkoma głośnikami na przedniej ściance, ewentualnie z wooferami po bokach. Na ich tle wszelkiego rodzaju panele, dipole, a nawet kolumny w obudowach zamkniętych wyróżniają się bardzo mocno. Z jakiegoś powodu specjalistami od tego typu konstrukcji zawsze byli Skandynawowie. Wystarczy w tym miejscu wymienić takie marki, jak Gradient, Amphion czy Davone. Z zewnątrz ich kolumny wyglądają inaczej, ale łączy je sposób budowania sceny dźwiekowej w pomieszczeniu. Amphion stara się uczynić swoje kolumny jak najmniej wrażliwymi na akustykę pokoju odsłuchowego, Gradient stosuje głośniki koncentryczne, dipolowe, kardioidalne i nie wiadomo jakie jeszcze, natomiast kolumny Davone mają dobrze grać i wyglądać w każdym wnętrzu. Do tego grona dołącza jeszcze jeden gracz, wyjątkowo skoncentrowany na interakcji głośników z pomieszczeniem - Larsen.

Zabierając się do napisania niniejszego testu przejrzałem historię testów, które się pojawiły na StereoLife i okazało się, że to pierwsza recenzja sprzętu Onkyo. Nie jest to może nic nadzwyczajnego, w końcu istnieje wielu innych uznanych producentów, których sprzętu jeszcze nie testowaliśmy. W tym przypadku sytuacja jest jednak o tyle ciekawa, że ostatnimi laty Onkyo jest znane przeze wszystkim jako producent uznanych na całym świecie amplitunerów kina domowego i komponentów hi-fi, a gramofon CP-1050 stał się na obecną chwilę jedynym przedstawicielem tego typu urządzenia w ofercie firmy. Można by rzec, że jej historia zatoczyła koło, ponieważ na początku swojego istnienia Onkyo zajmowało się produkcją wkładek oraz ramion gramofonowych. A nie jest to młody gracz na rynku audio, lecz jeden ze starych wyjadaczy, istniejący od 1946 roku i, jak łatwo obliczyć, obchodzący w tym roku swoje siedemdziesiąte urodziny.

[English version] Subwoofer aktywny to bardzo specyficzny produkt. Mogłoby się wydawać, że ich rynek zawłaszczyli sobie producenci zestawów głośnikowych, którzy w każdej nowej serii wypuszczają kilka kolumn podłogowych i podstawkowych, głośnik centralny, czasami montowany na ścianie surround i przynajmniej jeden subwoofer dopasowany do nich optycznie i brzmieniowo. A jednak nie każdy klient kieruje się taką logiką. Przecież nie wszystko musi być od kompletu, a trudno nie zauważyć, że wyspecjalizowane firmy często oferują o wiele ciekawsze, bardziej zaawansowane subwoofery niż te, które musielibyśmy wybrać z katalogu producentów kolumn. Czego oczekujemy wybierając subwoofer? Wiadomo - musi być duży, mocny i zdolny wydobyć z siebie częstotliwości, które znacząco rozszerzą możliwości naszego systemu. I właśnie taki subwoofer dostaliśmy do testu - oto XTZ SUB 12.17.

Na początku Lumin był tylko jeden. Firma zaczęła od wypuszczenia na rynek hi-endowego streamera noszącego oznaczenie A1. Ciekawa, piękna maszyna w nowoczesnej obudowie nie była multimedialnym kombajnem przeznaczonym do obsługi dziesięciu wejść cyfrowych, ale źródłem samym w sobie, zaprojektowanym właściwie tylko i wyłącznie do odtwarzania muzyki z sieci. Taki strumieniowiec w czystej postaci szybko zyskał rozgłos, a skoro pomysł chwycił, firma przystąpiła do realizacji kolejnej fazy planu, wprowadzając tańsze modele T1 i D1. Ten ostatni został wkrótce okrzyknięty najlepszym Luminem dla tak zwanego normalnego melomana, czyli streamerem o najlepszym stosunku jakości do ceny. Żeby nie było, że projektanci zamierzają już tylko odcinać kupony od tego pierwszego, oryginalnego streamera, wprowadzono jeszcze bardziej zaawansowany model S1 przejmujący rolę okrętu flagowego. Teraz jednak nadszedł czas na coś innego - pierwszy w historii marki system stereo w jednym pudełku. To właśnie M1, w którym oprócz streamera na pokładzie mamy wzmacniacz. Wystarczy podłączyć głośniki i jedziemy. Brzmi świetnie, ale czy tak rzeczywiście będzie?

[English version] Rynek słuchawek i urządzeń zaprojektowanych by im towarzyszyć rozwija się obecnie w zaskakującym tempie. A przecież nie wynaleziono ich wczoraj... Historia głośników połączonych pałąkiem i przeznaczonych do noszenia na głowie liczy sobie ponad sto lat. Wydaje się jednak, że nagły rozwój urządzeń mobilnych tchnął w ten wynalazek nowe życie. Już wprowadzenie przenośnych odtwarzaczy kaset, potem płyt kompaktowych, a wreszcie plików pociągnął za sobą wzrost zapotrzebowania na słuchawki, a od kilku lat wszystko to jest podporządkowane smartfonom i tabletom. Nauszniki stały się także wyznacznikiem stylu, a przy okazji coraz więcej osób zaczęło zwracać uwagę na jakość dźwięku jaką oferują. Na gwałtownie rosnącym rynku znalazło swoje miejsce wielu nowych graczy. Jednym z nich jest firma Meze oferująca wyjątkowe słuchawki wykonane z drewna.

Firma Exposure utożsamiana jest z audiofilskimi urządzeniami od ponad 40 lat. Kiedy w 1974 roku rozpoczęto oficjalnie produkcję komponentów stereofonicznych, konkurencja była już całkiem spora. Każdy nowy gracz musiał się liczyć z cenionymi przeciwnikami takimi, jak chociażby NAD czy Naim. Exposure od samego początku był firmą bardzo konserwatywną, stawiającą na minimalizm i dobre brzmienie, co zresztą nie uległo zmianie do dnia dzisiejszego. Podczas, gdy większość brytyjskich legend wybrała drogę ku nowoczesności, śmiało wchodząc w temat przetworników, streamerów czy nawet kina domowego, katalog Exposure z grubsza przypomina ten sprzed kilkunastu lat. Mamy tu głównie wzmacniacze zintegrowane i dzielone, kilka odtwarzaczy CD i jeden przetwornik cyfrowo-analogowy. Jak na dzisiejsze standardy, jest to bardzo, bardzo konserwatywne podejście. Oferta podzielona jest na cztery serie - 1010, 2010S2, 3010S2 i flagową MCX. W tej pierwszej mamy tylko dwa modele - wzmacniacz i odtwarzacz. I właśnie taki system trafił do naszego testu.

Jeżeli szukacie rozsądnie wycenionego i funkcjonalnego sprzętu stereo z możliwością rozbudowy w przyszłości, prawdopodobnie skończycie na wertowaniu katalogów kilku firm brytyjskich i japońskich. Powiedzmy, że chcemy znaleźć niedrogi wzmacniacz i odtwarzacz, ale chcemy aby nasza nowa wieża wyglądała elegancko, potrzebujemy mieć w niej coś więcej niż cztery wejścia analogowe, a w przyszłości planujemy kupić też streamer lub tuner radiowy i chcemy, żeby wszystko do siebie pasowało, to raczej nie ma innego wyjścia - NAD, Cambridge Audio, Denon, Marantz, Yamaha, Pioneer, Onkyo, ewentualnie Harman Kardon, Pro-Ject, BC Acoustique lub kilka mniej znanych firm. Oferta Denona jest tutaj o tyle ciekawa, że już w urządzeniach za tysiąc złotych z kawałkiem dostajemy wiele przydatnych funkcji i rozsądne parametry, a wzornictwo jest takie samo, jak w przypadku modeli z górnej półki. A gdyby przyszło nam do głowy zmienić wzmacniacz na lepszy lub dołożyć do kompletu kolejne pudełko - nie ma najmniejszego problemu.
Marcin